Dodaj do ulubionych

Zaczynamy urlopowy snobizm?

08.06.10, 09:41
No pochwalcie się tymi Seszelami, Egiptami czy innymi Malediwami. To ponoć
jest szalenie modne i trzeba (nawet nie "wypada") tam być. Ja ekstrawagancko
mógłbym szpanować wyjazdem do Kornwalii, gdyby nie fakt, że jest to jakieś 150
km od miejsca zamieszkania :( a Kornwalię po prostu lubię i jadę tam nacieszyć
oko. Ale z chęcią pozazdroszczę innym :)
Obserwuj wątek
      • Gość: Azorek Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? IP: *.chello.pl 10.06.10, 08:38
        szadoka napisała:

        > Ja mieszkam na wakacjach :)

        Ja też :) Za oknem zielono, za płotem las...:)

        Wakacje spędzam w domu na wsi. Kilka lat temu przejeżdżając przez śliczną wioseczkę zauważyłam wielki baner na ruince "sprzedam"...I telefon. Zadzwoniłam i kupiłam. Remont ruinki był droższy niż sama ruinka, ale miejsce jest magiczne. Mamy mały sad, kawałek łąki, oborę i stodołę :)) Szaleję tam dekoratorsko. Wypoczywam w sadzie. Mam dłuższe wakacje niż mąż, często jestem tam sama i czasem się boję. Najblizsi sąsiedzi to ok 300m. Ale jaka cisza! Pod warunkiem, że nie mam gości ;) A najczęściej mam.

        Lubię dzikie plaże nad Bałtykiem. Też mam blisko. Ale nie wytrzymałaby dwóch tygodni w zgiełku nadmorskich miejscowości.

        Egzotyczne wyspy mnie nie interesują. Raczej ciągnie mnie Szkocja, wichrowe wzgórza nad zimną wodą i takie klimaty. I żeby wiało. Koniecznie.
    • mumia_ramzesa Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 10.06.10, 11:14
      Moj snobizm polega na nieplanowaniu niczego ( tak jak WC ;-P ).
      W koncu najfajniejsze rzeczy w zyciu zdarzyly mi sie przypadkiem. Decyzja gdzie
      jade zapada czesto w ostatniej chwili, przy czym jest to np decyzja do jakiego
      kraju/w jaki rejon jade a reszta wychodzi w trakcie. Jak juz tam jestem to
      szukam miejsca gdzie diabel mowi dobranoc i w ktorym nikomu nie przyjdzie do
      glowy spedzac urlopu. Zwiedzic miasta mozna po drodze.
      • paniiwonka1 Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 10.06.10, 15:10
        planowałam wsiąść z małą córką w pociąg relacji słupsk-ustka 18 km,
        a wrócić pekaesem, całą drogę głośno mówić do córki: zobacz no córko
        jak sie pociągiem(pekaesem) jeździło kiedys na wczasy. teraz sie juz
        tak nie jeździ, tylko lata samolotem, ale my tak specjalnie
        jedziemy, żebyś ty dziecko wiedziała co to pociąg albo pekaes.

        niestety musze zmienic plana, bo pociąg jedzie o 6.30 a wraca o 15,
        no to najpierw pojedziemy pekaesem:)
        i po wakacjach bedzie.
    • qqazz Ja już miałem podróż sentymentalną 10.06.10, 21:49
      w wielkopolskie skad pochodzi ojciec, duzo się pozmieniało ale pięknie tam oj
      pieknie, córa miała najlepszą zabawę kiedy odwiedzilismy kuzynkę w "kongresówce"
      (rodzina mieszka blisko starej zaborowej granicy po obydwu stronach) która
      mieszka w domu gdzie mieszkał mój pradziadek, nic nie sprawiło jej jeszcze
      takiej radosci jak inwentarz na podwórzu, kury, kaczki, krowa, koty.... i ten
      krajobraz dawnego pogranicza, przepiekny po prostu. w dzieciństwie spędzałem tam
      wakacje troche sie pozmieniało przez te lata.



      pozdrawiam
    • zewszad_i_znikad Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 12.06.10, 15:59
      A ja napiszę poważnie: oczywiście każdemu podoba się co innego, więc
      należy z empatią podchodzić do wszelkich nieszkodliwych upodobań
      (więc nie powinnam pisać, że "nie rozumiem ludzi, którym się
      podobają takie wyjazdy")... Napiszę więc inaczej: nie rozumiem
      presji na odczuwanie chęci takich wyjazdów. Dla mnie Seszele, Egipt
      czy Malediwy to:
      - temperatura nie do zniesienia,
      - morze, w którym nie można pływać - morza o dużym zasoleniu nadają
      się do pływania tylko dla osób o zdrowej skórze, bez naruszeń jej
      ciągłości (prościej: kiedy sól dostanie się do rany, to po prostu
      BOLI!!!). Ja do nich nie należę.
      Wolę chłodniejszy klimat - nie czuję się zdolna do emigracji, ale
      myślę, że idealne byłyby dla mnie np. okolice Trondheim.
      A jeżeli chodzi o wyjazdy wakacyjne - kocham skocznie narciarskie i
      idealnym celem są dla mnie miejsca, gdzie mogę je zwiedzać. Póki co
      weszłam na 231 skoczni (od znanych w rodzaju Planicy po znane tylko
      skoczniomania(cz)kom w rodzaju Rakvere czy Buchenbergu). Nie
      miałabym nic przeciw spędzeniu całego miesiąca na przemieszczaniu
      się ze skoczni na skocznię, istnieją tylko dwa problemy:
      - nie mam samochodu i nie umiem posługiwać się tą maszynką, więc
      potrzeba do tego np. koleżanki, również zainteresowanej skoczniami i
      zdolnej do obsługi samochodu.
      - moje kolana nie są idealnie sprawne i nie wiem, czy wytrzymałyby
      miesiąc skoczniołazostwa. Moje dotychczasowe rekordy to 11 skoczni w
      jeden dzień i 39 skoczni w tydzień. Czy wytrzymałabym np. 120
      skoczni w miesiąc, Bóg jeden raczy wiedzieć...
      • kkk Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 12.06.10, 22:44
        zawsze...----
        dla twojej informacji----w Egipcie łatwiej z=się znosi te upały bo nie ma
        takiej wilgotnosci powietrza, jak np. w PL podczas 'upałow' jestes ciagle mokra -
        tam NIE
        ---w morzu o duzym zasoleniu (czerwone) pływa się ZNAKOMICIE... słona woda
        bardzo unosi
        jesli wiesz;)
        • nessie-jp Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 12.06.10, 23:19
          > ---w morzu o duzym zasoleniu (czerwone) pływa się ZNAKOMICIE... słona woda
          > bardzo unosi

          Tak, zwłaszcza przy poranionej albo podrażnionej skórze, o której pisała ZiZ!
          Weź sobie zdrap trochę skóry z łydki pumeksem i wejdź do takiego morza,
          zobaczysz, jak cię uniesie!
        • agulha Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 12.06.10, 23:48
          Nie, żeby to były akurat MOJE ulubione kierunki wakacyjne, ale:
          - A KTO każe do Egiptu jechać latem i się grzać?! Byłam na rejsie po
          Nilu w styczniu - było cudnie, pogoda w sam raz dla mnie i dla
          bocianów, które, zołzy jedne, tam zimują; byłam też w Kairze w
          listopadzie i pogoda też OK, no może pod piramidami mogłoby być ciut
          chłodniej. To są wspaniałe miejsca na przedłużenie wakacji.
          - morza zasolone są bolesne (zwłaszcza Morze Martwe, niech je Pan Bóg
          kocha, nie trzeba otarć naskórka - po krótkiej kąpieli można sobie
          przypomnieć, gdzie się ma błony śluzowe - ale też na każdym kąpielisku
          są prysznice, a na płatnych kąpieliskach także prysznice z główką na
          rurze, w zasłanialnych kabinach, jeśli wiecie, co mam na myśli ;-P. Za
          to morza południowe są ciepłe, można wchodzić, wychodzić, pluskać się,
          a nie "przyzwyczajać się" 10 minut i po kolejnych 10 minutach z sinymi
          wargami wychodzić, szczękając zębami, i dygotać pod ręcznikiem.
          Ogólnie chyba najfajniejsze jest szlajanie się po Europie ;-)).
    • kicior99 Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 13.06.10, 10:00
      No, sami normalni ludzie są tutaj. Fajnie się to czyta :) a za wypowiedzi dziękuję. Niestety, sporo moich znajomych uważa, że poniżej Chorwacji nie ma co się odzywać o urlopie... W ogóle zaniepokojony jestem tą magią modnych miejsc. Coś z mojego podwórka: 90 procent jadących do Wielkiej Brytanii zaczyna i kończy na Londynie. Tymczasem nie ma nic gorszego niż Londyn latem: duszno, drogo, tłocznie i najczęściej głupio (British Museum jest klimatyzowane ale mało kto tam trafia). No, szczytem ekstrawagancji jest Stonehenge. Mało kto (chyba że ma tam rodzinę) nie podskoczy kilkadziesiąt kilometrów dalej do Wells czy Glastonbury - zwłaszcza to ostatnie miejsce ma dla każdego coś miłego: dla miłośników historii, ezoteryki, rocka... Myślenie schematami i owczy pęd są u nas nader powszechne. A już absurdem i niedorzecznością są wycieczki do Londynu na zakończenie podstawówki czy gimnazjum. Tłum owieczek, baranów raczej, włóczy się po Tower nie wiedząc co tak naprawdę oglądają, czasem będąc pretekstem do realizowania marzeń opiekuna (bo czym innym jest zapędzenie stada dwunastolatków na całą niedzielę do British Museum zamiast pokazać im Speakers' Corner i Buckingham Palace? Przecież 90 procent tych dzieciaków nie było nawet w Krakowie (lub w przypadku krakowskiej wycieczki - w Warszawie). Z dorosłymi jest zupełnie tak samo... Nie naciskam, żeby od razu pojechać do Kornwalii czy Kumbrii, co wymaga już pewnej wiedzy i przygotowania, ale naprawdę jest sporo ogromnie ciekawych miejsc, które dadzą więcej wiedzy o kraju i ludziach a także dostarczą lepszej rozrywki, niż latanie z wywieszonym jęzorem po Londynie. A najlepiej rzeczywiście zacząć od najbliższej okolicy :) Pozdrawiam.
      • mumia_ramzesa Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? 13.06.10, 10:39
        Kilka lat temu bylam na wyjezdzie sluzbowym w UK. Jak to zwykle bywa
        zorganizowano zwiedzanie Londynu: objazdowe z autobusu. Ja i kolega
        zrezygnowalismy z tego i pojechalismy do Kew Gardens (on studiowal wczesniej w
        Londynie, wiec to dla niego zaden rarytas a ja wolalam obejrzec ogrod
        botaniczny). Fantastycznie odpoczelismy. Zebys widzial mine Angola -
        organizatora, kiedy mu powiedzielismy dlaczego nie bylismy na tym jego zwiedzaniu!
      • agulha Pytanie do Kiciora! 18.06.10, 19:20
        W nawiązaniu do Twojego postu, na wpół serio Ci odpowiem i przy okazji podpytam.
        Otóż dziwujesz się, że ludziska poprzestają w Anglii na Londynie. Dlaczego inni
        tak robią, nie wiem, ale powiem Ci, dlaczego u mnie tak wyszło. Byłam w Wielkiej
        Brytanii ze 3 razy prywatnie w Londynie i trzy razy służbowo, z czego 1 raz w
        Canterbury i 1 raz w Cambridge, ale b. mało miałam czasu na zwiedzanie.
        Uwielbiam turystykę i bardzo jestem ciekawa interioru Anglii i Szkocji zwłaszcza
        (bo o Walii mało wiem ;-).
        I ile razy rozważam tę opcję, to mi się odechciewa.
        Samoloty latają do innych miast niż Londyn, ale żadne z nich nie jest dla mnie
        samo w sobie tak atrakcyjne, żeby się tam wybrać (no, może kiedyś wybiorę się do
        Edynburga, ale nie jestem pewna, czy są bezpośrednie loty).
        Samochód mam, służbowy i kontynentalny, nie puszczą mnie z nim do UK, bo
        kierownica nie po tej stronie i odległość za duża (limit roczny na prywatne
        podróże).
        Wypożyczenie zwykle w Europie (w odróżnieniu od USA) jest drogie, poza tym
        miałabym obawy co do mojego przestawienia się na lewostronność.
        Pozostają zatem pociągi i autobusy. Pociągi są niemiłosiernie drogie. Autobusy
        wprawdzie jeżdżą długo i Anglicy mnie przed nimi przestrzegali (że opóźnienia
        itd.), ale to bym jeszcze zniosła. Gorzej, że znośną cenę można uzyskać
        wyłącznie, kupując bilet z dużym wyprzedzeniem. Czyli ja mam w marcu wiedzieć,
        czy 10 lipca o godz. 12:30 będę miała możliwość i chęć wsiąść do autobusu
        relacji X-Y. Nie znam miejsca, nie wiem, czy nie będzie padał deszcz, czy nie
        będę miała migreny, czy mi się nie odechce, ale mam bulić i już. To wolę jechać
        do Lizbony, gdzie wygląda to tak: zwlekamy się rano z łóżka, jemy bez pośpiechu
        śniadanie, pogoda sprzyja i zachciewa nam się wycieczki do Sintry. Udajemy się
        zatem na miejscowy dworzec kolejowy (niemal na piechotkę), gdzie coś co 30 minut
        odchodzi pociąg do pięknego miasteczka Sintra, kosztuje śmieszne grosze, a na
        miejscu jest perfekcyjnie zorganizowana komunikacja turystyczna. Też tania.
        Jeżeli natomiast byłby deszcz albo miejscowa informacja turystyczna natchnęłaby
        nas inną myślą, to mamy pełną swobodę zadecydowania, że nie do Sintry jedziemy,
        a np. na pchli targ. Albo do oceanarium.
        A w Londynie to nawet bilety na autobus z Luton do miasta sprzedają z góry w tym
        systemie. Czyli albo mi autobus ucieknie (bo się samolot spóźni albo będę długo
        czekać na bagaże, nie mówiąc już o tej obrzydliwie długiej kolejce do kontroli
        paszportowej), albo będę czekać jak debilka i przepuszczać kolejne kursy, żeby
        się doczekać mojego.
        Dodatkowo zakwaterowanie w Wielkiej Brytanii, z moich doświadczeń osobistych i
        kwerendy internetowej, jest wybitnie droższe i znacząco gorszej jakości niż na
        kontynencie. Takich ciasnych klit żaden Niemiec ani nawet Włoch nie ośmieliłby
        się proponować jako kwater. To się u nich raczej nazywa klatkami dla królików.
        Hotele tych samych marek co na kontynencie są dużo droższe. No i tak odechciewa
        się człowiekowi odkrywania Wielkiej Brytanii.
        A na koniec pytanie - czy miałbyś jakieś rady na temat powyższego, tzn. jak z
        sensem zorganizować taki wypad? Uwaga: autostop, rower, namiot, dormitoria -
        odpadają. Wyrosłam. Minimalny standard zakwaterowania: pokój z własnym
        wc/łazienką. Pożądana własna kitchenette. Będę szczerze wdzięczna za sugestie.
        Przepraszam, że na tym forum ;-).
        • kicior99 Re: Pytanie do Kiciora! 18.06.10, 20:00
          Hmmm... gorzkie słowa pod adresem brytyjskiej komunikacji jak najbardziej celne.
          Autobusy dalekobieżne (coach) rzeczywiście wloką się i spóźniają, do tego mają
          trasy tak skonstruowane, że jadąc z zachodu na północ nie da się nie jechać
          przez dworzec Heathrow. Przerabiałem to wielokrotnie, jako że moje "szczęście"
          mieszka w Northampton... Co do kolei... Jest droga ale potrafi być tez bardzo
          tania, jeśli bilet kupi się odpowiednio wcześnie. Spróbuj przez ten adres:
          www.nationalrail.co.uk/ . pamiętaj też o specyfice angielskich taryf:
          takiej jest, jeśli jedziesz linią jednego przewoźnika, np. First lub Arrivy, nie
          ma różnicy między pośpiechami, ekspresami i osobowymi, rower przewozi się za
          darmo z pewnymi wyjątkami (zabronione jest wysiadanie z rowerem na wielkich
          stacjach w godzinach porannego szczytu), pociągi w dni robocze po 8.30 są
          tańsze, bilet powrotny jest prawie tak samo drogi jak w jedną stronę, bilet
          powrotny powyżej (zdaje się) 50 km ma formą open i ważny jest miesiąc, i tak
          dalej.,.. Wiedząc to, można podróżować w miarę tanio. Autobusy lokalne zaś są
          dofinansowane przez samorządy lokalne, więc jeżdżą najczęściej naokoło, przez
          masę wioch i taka podróż może być koszmarem.
          Co do hoteli - warto rezerwować bed and breakfast, rozsądna cena to już 20
          funtów. Pokoje w hotelach są różne, ja korzystam z tych polecanych przez AA,
          jeszcze nie zdarzyło się, by mnie wcisnęli do klitki. Cena - ok. 40 funtów za
          noc. Jako jeden z ostatnich romantyków często korzystam z namiotu i campingów.
          Cena za jedynkę to ok. 7 - 10 funtów za noc, przy czym należy uważać, bo w
          popularnych miejscowościach turystycznych stosuje się taryfę zaczynającą się od
          dwóch osób, nawet jeśli jedziesz sam/a. Mnie spotkało to w Newquay.
          Jeszcze jedna rada praktyczna - Anglia to kraj rezerwacji. raczej nie da się
          jechać "na krzywy ryj" i liczyć na cud. I jeszcze jedno - warto popytać
          miejscowych o bonusy. na przykład na dworcu kolejowym co lato znajdziesz ulotki
          z kuponami do zwiedzania Londynu: jeśli przyjedziesz do Londynu pociągiem, w
          wiele miejsc kupujesz bilety za pół ceny lub z dużą zniżką. Niektóre gazety
          drukują też kupony dla swoich czytelników, np. w Observerze sprzed tygodnia był
          kupon uprawniający do zniżki 50 procent na bilet do Eden Project w Kornwalii.
          Takich perks jest masa i mona na nich sporo zaoszczędzić, trzeba tylko
          wiedzieć jak je znaleźć. no i czytać ulotki, bo często zawierają one cenne
          informacje, np. o zniżkach itp.

          Pytaj dalej :)
          • agulha Re: Pytanie do Kiciora! 18.06.10, 22:55
            Dzięki! Zaraz sobie Twój post skopiuję i pieczołowicie zachowam na moim dysku C
            pod hasłem: Podróże ;-)).
            Pierwsze pytanie: co to jest AA?! Mnie się kojarzy z Anonimowymi Alkoholikami,
            ale to raczej nie to ;-). Często korzystam z www.tripadvisor.co.uk. Kwaterę pod
            Londynem znalazłam przez Google+sprawdzenie w Internecie, byłam tam już 2 razy
            (Barking konkretnie). Jeździmy we dwójkę, więc problem jedynka/dwójka raczej
            mnie nie dotyczy.
            Koleje postudiuję. Szczególnie to wcześniejsze kupowanie - czy też trzeba się co
            do pół godziny określać, kiedy się pojedzie.
            Co do autobusów, przekonałam się boleśnie, jak okrężnie potrafią jeździć.
            Pojechałyśmy do Orpington - w jedną stronę (z ostatniej stacji DLR)
            autobusem-piętrusem, i ten jeszcze w miarę po prostej jechał, a z powrotem
            nieopatrznie wsiadłyśmy do niepiętrusa, który chyba w zygzak jeździł i każdemu
            niemal pod drzwiami się zatrzymywał, bez żartów przystanek co 50-100 metrów.
            Jeżeli tak samo jeżdżą autobusy dalekobieżne, to strach się bać.
            Co do zakwaterowania, konieczność rezerwacji mnie nie przeraża, raczej przeciwnie.
            Ciekawe, czy "perks" są także publikowane w Internecie? Przed przyjazdem do
            Paryża (marzec 2 lata temu) znalazłam przez Sieć kupon zniżkowy na Bateaux
            Mouches i bodajże na windę na "łuk triumfalny" w dzielnicy Defense.
            Czy w UK jest jakiś odpowiednik francuskich tanich hoteli sieciowych dla
            zmotoryzowanych, takich jak Etap, Formule 1, Premiere Classe, gdzie po
            określonej godzinie nie ma nikogo w recepcji, a wchodzi się za pomocą automatu?
            Z bed and breakfast nie korzystałam nigdy, rozumiem, że to coś w rodzaju
            prywatnej kwatery ze śniadaniem w cenie? Czy sanitariaty są zwykle do wyłącznego
            użytku, czy wspólne dla wszystkich gości? A jak z dostępnością jakiejś
            minikuchenki (chodzi o wodę na kawę, lodówkę na mleko do tej kawy, maksymalnie
            jakieś ugotowanie jaj na twardo czy podgrzanie parówek, żadnego gotowania bigosu
            i zup)?
            • kicior99 Re: Pytanie do Kiciora! 18.06.10, 23:15
              AA to odpowiednik PZMot :) Nie wiem, czy jest sieć automatycznych hoteli, prawdę
              mówiąc nie spotkałem się z tym. Hotele dla zmotoryzowanych poleca AA i są to
              normalne pokoje z łazienką, czajnikiem i mini kuchenką, na której więcej niż
              kawy nie zrobisz :( Powiem więcej, w hotelu za 80 funtów nie spotkałem głupiej
              mikrofali... Ale tam przynajmniej było wliczone śniadanie w koszt. Co do
              autobusów - pełna zgoda. Z Bridgwater do Glastonbury (21 km) jedzie się 70
              minut. Autobusy dalekobieżne (z reguły National Express lub Berrys) jadą prosto
              ale są uzależnione od sytuacji na autostradach. Co do perks - nie, to są z
              reguły gazety, ulotki itp. Ale zawsze wypada zapytać miejscowych, np. do muzeum
              w Kornwalii możesz wejść taniej, jak Kornwalijczyk kupi Ci bilet :) Oni wiedzą
              najwięcej i najlepiej.
    • Gość: Alinka Re: Zaczynamy urlopowy snobizm? IP: *.air-net.gda.pl 15.06.10, 14:18
      A ja tam wolę ciepłe jak wakacje w Polsce. Powód prosty: PEWNA POGODA, a po
      takiej jak w tym roku zimie dla mnie może być przez tydz czy 2 nawet 50+ w
      cieniu i narzekać zamiaru nie mam, mam zamiar wygrzać się na maxa :) i żaden to
      snobizm uważam poprostu wakacje:) nie po to pracuję ciężko cały rok, żeby taplać
      się w zimnym bałtyku do którego mam 5 min z domu :)po za tym ceny na pół wyspie
      POWALAJA!

      Pozdrawiam wszystkich wakacyjnie :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka