Dodaj do ulubionych

Instruktorzy jazdy

IP: 212.160.201.* 05.12.10, 16:19
Czy zauważyliście, że 90% instruktorów (poza kobietami) jeździ z kursantami w pozycji niemalże horyzontalnej?
Czy wynika to z:
- nudy
- zmęczenia
- nonszalancji
- jakiegoś innego powodu?

A może to takie zawody, który niżej opuszczone oparcie i bardziej odsunięty do tyłu fotel??
Obserwuj wątek
    • Gość: kalka Re: Instruktorzy jazdy IP: *.range86-173.btcentralplus.com 05.12.10, 16:26
      tak, mysle ze to taki (jak ktos juz na forumach kiedys powiedzial) zawod milosny.
      pedaly przyciska wylacznie na pol-lezaco.
      • malwa200 Re: Instruktorzy jazdy 06.12.10, 08:51
        mój instruktor jeździ w normalnej pozycji, bynajmniej nie lekceważącej. to ze mnie marny uczeń po już drugi raz oblałam na łuku
    • tomek854 Re: Instruktorzy jazdy 08.12.10, 04:28
      Na to jest bardzo proste wytłumaczenie.

      Oni rozkładają siedzenie tyle ile się da, żeby jak najmniej jak to możliwe ograniczać kursantowi widoczność...

      Sorry, że nie śmiesznie :-)

      Ale poprawię sie anegdotką:
      Robiłem (daaaawno temu) kurs na prawko jazdy. Była zima, śnieg, jeździliśmy polonezem. Wjechałem za szybko w łuk, tak ze 120 stopni w prawo do tyłu. Zarzuciło mnie, ale skontrowałem (lata praktyki na grach komputerowych hehe) i bym auto wyprowadził, gdyby nie to, ze instruktor nacisnął hamulec. Wszystkie koła zablokowane (to było dawno, jak mówiłem, polonez nie miał wspomagania, a co dopiero ABSów i innych duperel) i obróciło nas o 180 stopni.

      W tym momencie następuje ryk instruktora "No co za kretyn skończony [wiązanka melodii ludowych] naciska hamulec jak auto jest w poślizgu?"

      Ja na to nieśmiało: "no ja nawet nie dotknąłem"

      Chwila ciszy

      "Proszę zapalić silnik i jedziemy prosto, w Kamienną" ;-)
    • Gość: jakaja Re: Instruktorzy jazdy IP: *.centertel.pl 08.12.10, 08:46
      O matko temat rzeka!
      Też przerobiłam kilku instruktorów:
      -jeden rozpędził się i nawijał przez prawie całe zajęcia przez fona z żoną co ma zrobić z brudną/czystą pieluszką ich dziecka
      -drugi załatwiał przez fona swoje interesy bo był szefem tej szkoły jazdy i rzucał tylko od czasu do czasu do mnie teksty w stylu "nie leż cyckami na kierownicy!"
      -trzeci był ze szkoły, która chyba zadarła z taksiarzami. Szkoła bezprawnie przywłaszczyła sobie porzucony łuk a właśnie w tym miejscu taksiarze i kurierzy robili jakieś swoje dziwne interesy. Dlatego też któregoś pięknego dnia gdy wjechałam na ten wówczas pusty łuk nagle podjechali taksiarze i chcieli lać mojego instruktora. A ten wydarł się na mnie:"Spier**lamy stąd szybko!!!!" nie wiem jak dałam radę jako nowicjuszka ale Jemes Bond by sie nie powstydził tej samochodowej ucieczki. Może łuk mi nie wychodzi ale za to potrafię zwiać na zawołanie
      -ten sam number trzy uwielbiał wyrywać kursantowi kierownicę
      -czwarty wyglądał na maturzystę przewalał gałąmi i pytał sie mnie czy coś brałam bo mordowałam sie ze śniegiem, ślizgawicą, podjazdem na pierwszych zajęciach

      Ale większość z nich jak nie leżała obok mnie, nie ziewała, nie próbowała namówić żebyśmy gdzieś skoczyli bo on musi coś załatwić, to gadała przez fona.
      Na 6 instruktorów, których spotkałam może jeden miał jakiś dar do przekazania wiedzy reszta zachowywała się jakby siedziała na siłę za karę.
      • Gość: blablablablab Re: Instruktorzy jazdy IP: 212.160.201.* 08.12.10, 09:52
        O, to mój instruktor jest chyba chlubnym wyjątkiem, bo dar przekazania wiedzy to on niewątpliwie ma :-) I przynajmniej się stara (a jak MNIE wychodzi to już inna para kaloszy) czegoś mnie nauczyć.
        Nie zmienia to jednak faktu, że ma baaardzo podzielną uwagę, na 120 minut jazdy przez +- 80 nawija przez telefon, a jeśli nie nawija to śle smsy. W międzyczasie wypatrzy na chodniku z pięciu byłych jak i obecnych kursantów, wyczyta wszystkie możliwe oferty ze sklepów, które leżą w wozie i przeprowadzi ze mną wymianę informacji na przerozne tematy ;D
      • tomek854 Re: Instruktorzy jazdy 08.12.10, 12:44
        O, to jeszcze mam anegdotkę o instruktorze kolegi, którzy przyszedł lekko zawiany i drzemał. Ten się go co chwilę pytał gdzie jechać, a ten odburkiwał "jak nic nie mówię to prosto". Kolega przyjął więc nastawienie Wojaka Szwejka (dokładne wykonywanie poleceń) i kiedy instruktor się obudził na pieć minut przed czasem kiedy powinni na placu zmieniać kursanta, kolega właśnie zakopał się po osie w błocie w środku lasu na wrocławskim Rędzinie :-)
      • Gość: cb Re: Instruktorzy jazdy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 02:21
        Gość portalu: jakaja napisał(a):

        od czasu do czasu do mnie teksty w stylu "nie leż cyckami na kierowni
        > cy!"

        A ty jak reagowałaś? Bo ja bym na takiego chama skargę wniosła. Sorry, wiem, że FH, ale grubiaństwa i to z pozycji "władzy" nie trawię.
        • Gość: jakaja Re: Instruktorzy jazdy IP: 46.134.56.* 09.12.10, 08:34
          Sama sobie pluję w brodę, że niewiele z tym zrobiłam poza upomnieniem go no i mordowałam się z tym łukiem. Ciężko było wnieść skargę bo to był właśnie szef szoły. Zastanawiam sie co by było gdybym wyszła z auta trzasnełą drzwiami i wyleciała na niego, że sobie nie życze itp. Może by odpowiedział nie to nie wsiadł do auta i odjechał kto wie....
          Takie teksty leciały między jego jedną rozmową tel a drugą poza tym prawie się do mnie nie odzywał bo non stop gadał przez telefon. Koleżanka z nim jeździła i mimo, że ją traktował tak samo uważała, że super uczy ja jestem innego zdania i zmieniłam szkołę.
          • znana.jako.ggigus sorry za pytanie 09.12.10, 10:59
            - nie mam prawa jazdy - ale co to jest ten łuk, o którym wszyscy piszą?
            • Gość: jakaja Re: sorry za pytanie IP: 46.134.63.* 09.12.10, 13:30
              Jest to jeden z bardziej debilnych pomysłów, żeby upupić zdającego.
              Skręcasz robiąc łuk bez zatrzymywania się, nie przekraczając namalowanych lini i słupków (jak przekroczysz to po egzaminie i szykuj następną kasę na egzam). Jak go zrobisz musisz wrócić tą samą drogą tyłem. Kretynizm polega między innymi na tym, że jeśli faktycznie ma to nas czegoś nauczyć powinniśmy również robić takie łuki w lewo, poza tym nie wiem po jaką cholerę nie można się zatrzymać. Jeśli będę chciała robić łuk jadąc własnym samochodem to zatrzymam się jeśli tylko uznam, że jest to konieczne. Nawet będę cofać, lub zawracać ile razy mi się spodoba jeśli uznam, że tego wymaga sytuacja ot co!
              Teraz zamiast uczyć jeździć i pokazywać jak zachować się na drodze wymyślają dyrdymały, które w życiu nie mają większego zastosowania żeby tylko uwalić kursanta i wyciągnąć kasiurę.
              • tomek854 Re: sorry za pytanie 11.12.10, 22:09
                Nawet będę cofać, lub zawracać ile razy mi się
                > spodoba jeśli uznam, że tego wymaga sytuacja ot co!

                A 40tu innych kierowców będzie czekać?
                www.youtube.com/watch?v=d-ri6-80UVU&feature=player_detailpage#t=46s
                Ta pani pewnie też ma podobne podejście co Ty.

                Problem polega na tym jednak, żeby jeździć nie tylko tak, zeby w nic nie uderzyć, ale i też w taki sposób, zeby nie blokować innych.

                Choć prawdą jest, że głiupio jest, że nie można się zatrzymac. Można by przecież po prostu dać człowiekowi X czasu na wykonanie manewru i niech sobie robi jak chce, byleby w nic nie uderzył...

                A co do łuku w lewo: jak byś się uczyła nie w taki sposób, jak uczą instruktorzy "jak zobaczysz słupek numer 3 w tylnym oknie w szczelnie między zagłówkiem środkowym a prawym, to obróć kierownicę o 3/4 obrotu..." tylko po prostu normalnie jak jeździć to wtedy łuk drugi wykonywałabyś tak samo, tylko symetrycznie.

                Problem jest w egzaminowaniu i w szkoleniu, ale sama nauka manewrów w sobie nie jest głupia!
                • Gość: jakaja Re: sorry za pytanie IP: 46.134.19.* 13.12.10, 09:28
                  Nauka manewrów nie jest głupia ale forma zdawania tego jest beznadziejna.
                  I tak po zdaniu prawka potrzeba x czasu żeby oswoić się z własnym autem i wyrobić sobie własny styl jazdy. I dopiero po osiągnięciu wprawy człowiek będzie pięknie robił łuki bez zatrzymywania się. To kierowca decyduje jak ma zrobić dany łuk, a jeśli jest do tego młodym kierowcą i czuje, że nie da rady za pierwszym razem to niech zawraca.
                  Zdanie egzaminu nie świadczy o umiejętności jazdy jeden zda bo egzaminator ma dzień dobroci i przymknie oko drugi choć lepiej jeździ od pierwszego nie zda bo z egzaminatorem pokłociła się żona i wszystko go wkurza.
                  Zgadzam się uczą na zasadzie skręcania za którymś tam słupkiem, powinni uczyć jak zrobić taki łuk jeśli p. słupek przesuniemy o pól metra czyli w rzeczywistości.
                  Za to nie uczą jak sie zachować na drodze w trudnej syruacji. Na wszystko potrzeba czasu i praktyki a 30h jazdy na kursie to za mało. Trzeba być wyrozumiałym dla młodych kierowców. Tu chodzi o wyciągnięcie jak największej ilości kasy od kursanta a potem się dziwią, że jest tyle wypadków.
                  • tomek854 Re: sorry za pytanie 13.12.10, 20:53
                    No, właśnie to napisałem ;-)
    • Gość: jagna Re: Instruktorzy jazdy IP: *.radom.pilicka.pl 08.12.10, 09:42
      Wygląda na to, że miałam wyjątkowe szczęście do instruktora, bo nie leżał, nie ziewał, nie załatwiał na mieście swoich spraw i nie nawijał przez telefon :)
      Nie leżał może dlatego, że był malutki i jakby się bardziej odsunął i położył, to nie sięgałby do hamulca i nie widział drogi :)
      A propos instruktorów z "luźnym" podejściem do zawodu widziałam kiedyś taką akcję: Samochód stoi na światłach, za kierownicą spanikowane dziewczę, a obok instruktor z mega hamburgerem trzymanym oburącz zabiera się za jedzenie. A że godziny szczytu, światła, duży ruch - kto by się tam przejmował mając wielką bułę w garści :)
    • Gość: szampanna Re: Instruktorzy jazdy IP: *.sta.asta-net.com.pl 08.12.10, 22:16
      O, moi instruktorzy nie śmieli nawet się lekko rozłożyć. Cały czas utrzymywałam wysoki poziom adrenaliny - siedzieli przyczajeni, gotowi chwycić kierownicę, ewentualnie osłonić głowę przed rozpryskującą się szybą. Byłam kursantką specjalnej troski ;) Mój główny instruktor do dziś zachodzi w głowę, jak taka sierota, jeżdżąca po krawężnikach i wyjąca silnikiem, zdała za pierwszym razem.
    • yabol428 Re: Instruktorzy jazdy 11.12.10, 00:54
      Z moich doświadczeń wynika (a przeszedłem przez 4 instruktorów, egzamin zdałem za 3 razem) że przedstawiciele tego zawodu, niezależnie od płci, to skończone chamy o trepowatym stylu bycia, obca jest im wszelka kultura osobista. Więc i ta postawa na siedzeniu jest częścią ich ogólnego stylu bycia. Pozdazdrościć przedmówcom, że potrafią przypomnieć sobie jakieś zabawne sytuacje z instruktorami. Dla mnie każdy kontakt z nimi był przeżyciem traumatycznym.
      • mist3 Re: Instruktorzy jazdy 12.12.10, 15:06
        Na pierwszego instruktora złożyłam skargę (nie bylam chyba pierwsza, ale po mojej wyleciał z tej pracy...) - jeździłam z nim po wsiach i załatwialiśmy rózne interesy (tzn. on załatwial, a mi kazał parkować tyłem w... otwarte drzwi stodoły np.), palił jednego papierosa za drugim (mimo, że poprosilam, żeby tego nie robił), zajadał się 'aromatycznymi' daniami (typu czosnkowa kiełbasa) - a to wszystko przy zamkniętych oknach (bał się przeziebić w lipcowym upale...) - po 2 godzinach takiej jazdy wysiadłam z auta, a potem poszłam prosto do właściciela szkoły....
        • Gość: nienaukowo Re: Instruktorzy jazdy IP: 201.229.248.* 13.12.10, 01:07
          mialam dwoch instruktorow, zaden nie lezal :)
          obaj byli jednakowo malo zainteresowani moim zachowaniem za kolkiem i o ile pierwszy gaworzyl o byle czym to drugi w ciagu kilku tygodni uzywal ze mna tylko jednego slowa w roznych tonacjach glosu - "hamuj". :)
        • Gość: ari Re: Instruktorzy jazdy IP: 81.219.162.* 14.12.10, 00:15
          Mój instruktor to nawet mnie bił! (pięścią w udo)
          Wysiadłam z auta z dziką awanturą i przesiadłam się do miłego, starszego pana, którego nie ruszało dosłownie nic. Przez cały czas opowiadał mi anegdotki o zauważonych na ulicach przechodniach, a znał chyba każdego.
    • Gość: mnop2 Re: Instruktorzy jazdy IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.10, 11:33
      Po 1 lekcji ze starym chamem i gburem, postanowiłam zamienić go na młodego, miłego chłopaka - przez większość czasu śmialiśmy się do rozpuku! atmosfera to chyba podstawa na tak małej przestrzeni jaką jest samochód.
      • Gość: socios Re: Instruktorzy jazdy IP: *.net.autocom.pl 14.12.10, 03:57
        Na pierwszej jeździe "po mieście" instruktor zabrał mnie na "jedynkę" (w Częstochowie idzie przez miasto) - 90 km/h max, przy moim 60 km/h darł się na mnie że za wolno i blokuję ruch - wysiadłem spocony jak mysz i przyrzekłem sobie, że więcej z tym instruktorem nie pojadę. Ale pojechałem jeszcze raz... i znowu niemal nie padłem z nerwów na "najgorszym" w mieście skrzyżowaniu - "gdzieś się zatrzymał, jedź jak już tu wyjechałeś, uważaj na tych z prawej, a ten tir z lewej to ledwie wyhamował...". Wytrzymałem.
        Prawko mam od sześciu lat (a zdałem za pierwszym razem), żadnej stłuczki, mandatu... Jak ktoś umie uczyć, to nauczy wszystkiego.
        Z drugiej strony jak widzę L-kę toczącą się 30 km/h po mieście, to mam ochotę wysiąść (obecnie - zsiąść z roweru) i opieprzyć "instruktora" . Bo tak potem jego uczeń/nica będzie tak jeździć po mieście - bo inaczej nie umie. A ja jego/ej samochód doganiam rowerem...

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka