Gość: abcdefgh
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.11.04, 13:19
PONIEDZIAŁEK: Muszę zmienić sekretarkę. Skończyła 19 lat. Za stara.
WTOREK: Dzisiaj zaczyna się szkolenie w Kapsztadzie. Samolot do
RPA nie chciał czekać na mnie 4 godziny. Poleciałem do RPA z dachu
mego biurowca śmigłowcem.
ŚRODA: Podróż trochę się przeciąga. Międzylądowanie w Paryżu.
Faktycznie, to nie kasztany są najlepsze na placu Pigalle.
CZWARTEK: Tankowanie w Kairze. Śmigłowiec wypił 1000 litrów. Ja
tylko 7. Naród nieużyty. Kazałem by przynieśli do mnie piramidy. Nie
chcieli. Podobno są bardzo duże. A na zdjęciach mają tylko kilka
centymetrów.
PIĄTEK: Spotkałem kumpli w Kapsztadzie. Szkolenie jest O.K.
Tankują już od poniedziałku.
SOBOTA: Kumpel z RPA ma urodziny. Jest prezesem kopalni
diamentów. Dałem mu w prezencie helikopter. Nie będę ciągnął złomu z
powrotem ze sobą.
NIEDZIELA: Niestety szkolenie się kończy. A zapowiadało się
fantastycznie.
PONIEDZIAŁEK: Prezes od diamentów obiecał mi w rewanżu
sekretarkę. Podobno jest ciemna. Co tam, wszystkie sekretarki są
ciemne. Dorzucił kilo diamentów. Fajny kumpel.
WTOREK: Powrót do kraju. Tym razem rejsowym samolotem niestety.
Żadnego międzylądowania.
ŚRODA: Rozpakowałem sekretarkę. Okazało się, że jest ciemna
dosłownie. Zmieniłem wyposażenie biura. Wszystkie meble czarne.
CZWARTEK: Okazało się, że kolorystycznie jest wszystko w porządku,
ale sekretarka zna tylko angielski i bantu. Zatrudniłem tłumacza.
Wszystko pójdzie w koszty.
PIĄTEK: Dzisiaj moje urodziny. Dostałem od Zarządu nowy helikopter.
Ten poprzedni miał już rok. Sekretarka się stara, ale mówi, że
paznokcie jej przeszkadzają w pisaniu. Dobrze, że nie przeszkadzają
w czym innym.
SOBOTA: Próbny lot nad Warszawą. Kazałem obniżyć Pałac Kultury.
Za bardzo przeszkadza w lataniu.
NIEDZIELA: Jak to dobrze, że dziś niedziela. Trochę wytchnienia po
tygodniu kieratu. A może wziąć urlop ?
PONIEDZIAŁEK: Posiedzenie Zarządu. Skandal. Chcą mi obniżyć
pensję o 10% - wychodzi, że o 10 tysięcy. Jak ja zwiążę koniec z
końcem? Nawet na paliwo do BMW nie starczy ...
WTOREK: Zmieniłem Zarząd. Ten poprzedni był już stary. Miał już rok.
ŚRODA: Delegacja załogi. Ach jak ja tego nie lubię. Marudzili, że od
pół roku nie dostają pensji. Jakby nie wiedzieli, że ledwo wiążę
koniec z końcem.
CZWARTEK: Delegacja z Chin. Gadają trochę niezrozumiale. Ale
najważniejsze, że dali mi w prezencie nową sekretarkę. Ta czarna już
się trochę zużyła. Skąd ja wezmę żółte meble?
PIĄTEK: Trochę kłopotów z Chinką. Okazało się, że zna tylko chiński.
No i trochę japońskiego. Skąd ja wezmę tłumacza? Chinka egzamin w
łóżku zdała celująco. Nadal brak koncepcji w sprawie mebli. Chyba po
prostu zmienię marmury w budynku na jaśniejsze. Pójdzie w koszty.
SOBOTA: Praca prezesa nigdy się nie kończy. Zrobiłem uroczysty
bankiet z nowym Zarządem. Zamówiłem TIR trunków. Starczyło. Pójdzie
w koszty. A złośliwi śpiewają: "Niech żyją nam prezesi przez szereg
długich lat. Gdy prezesi piją w gorzelni wódki brak". Owszem z pierwszą
częścią sie całkowicie zgadzam. Ale druga? - Oczerniają na każdym
kroku.
NIEDZIELA: Dziś tylko trzy słowa. Kac, kac, kac.
PONIEDZIAŁEK: Graliśmy z kumplami w pokera. Wygrałem nową
sekretarkę, podobno Rosjanka. No, kondycję to ona ma... tylko że
pobiły się z tą Chinką. Nie wiem o co, przecież zaspokajam je obydwie.
Ta nowa ma niestety podbite oko. Trzeba będzie załatwić L4, i pchnąć ją
na plastykę twarzy ... Na szczęście nie będzie z tym problemu, w końcu
jestem szefem Kasy Chorych.