Dodaj do ulubionych

Dowcipy o Stirlizu

IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.05, 20:49
Co sądzcie o dowcipach o Stirlizu?
To moje ulubione. Prawdziwa kwintesencja humoru abstrakcyjnego :)

Np. ten:

Muller szedł lasem. Zauważył w dziuplidwa święcące się ślepia.
- Dzięcioł - pomyślał Muller
- Sam jesteś dzięcioł - pomyślał Stirliz

Jak znacie jakieś to piszcie!
Obserwuj wątek
    • no_login Re: Dowcipy o Stirlizu 08.05.05, 20:52
      "Gratulujemy urodzenia syna"-przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę.
      Rozczulił się. Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...
      • slon_bim-bom Re: Dowcipy o Stirlizu 08.05.05, 21:06
        Stirlitz zamyślił się. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.
        • rydzyk.tadeusz Re: Dowcipy o Stirlizu 08.05.05, 21:09
          Trochę, nie wszystkie dobre:
          Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Muller, gdy standartenfurer
          opuszczał jego gabinet.
          - Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.

          - Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Muller.
          - Czerwone w białe grochy.
          - Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziala tylko rosyjska pianistka!
          - Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

          - Wpadliście Stirlitz - rzekł Muller - Pański paszport śmierdzi rosyjska wódką.
          - Nie wiem dlaczego... Może jak Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko
          oddychał?

          - Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Muller.
          - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz
          - W kancelarii Rzeszy pojawił sie sowiecki szpieg - stwierdził Himmler głęboko
          wpatrując się w oczy Mullera.
          - Wiem, to Stirlitz - odpowiedział Muller z zimna krwią.
          - Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
          - Nie ma sensu. I tak się wykręci.

          Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły sie drzwi. Wbiegł
          przez nie mężczyzną z bukietem kwiatową, które położył na stole. Następnie
          sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na miejsce i
          wyszedl.
          - Kto to był? - spytal zaskoczony Hitler.
          - Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
          - Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
          - I tak udowodni, ze kwiaty przyniósł...

          "Gratulujemy urodzenia syna" - przeczytał Stirlitz zaszyfrowana depesze.
          Rozczulił się.
          Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...

          Muller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu sie
          w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na lozu w towarzystwie
          trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Muller podszedł
          do stołu. Tam w kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów,
          leżała depesza w języku rosyjskim: "Zadanie wykonane! Spocznij!" Spóźniłem się -
          pomyślał Muller.

          Stirlitz z trudem otworzył oczy i pomyślał:
          - Jeżeli jestem u nich to sie nazywam Standartenfurer Stirlitz, a jezeli u nas
          to pułkownik Isajew...
          Rozmyślania przerwał mu pochodzący jakby z niebytu glos:
          - Ale się wczoraj napiliście towarzyszu Tichonow*
          (*Aktor grajacy Stirlitza)

          Wróciwszy do swego gabinetu Muller zauważył, jak Stirlitz w podejrzany sposób
          kreci sie w poblizu sejfu.
          - Co tu robicie Stirlitz? - srogo zapytał.
          - Czekam na tramwaj - odpowiedział Stirlitz.
          - W porządku! - rzucił Muller wychodząc.
          Na korytarzu pomyślał:
          - Jakiż u diabla może być tramwaj w moim gabinecie...
          Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do gabinetu. Stirlitza nie było.
          - Pewnie już odjechał - pomyślał Muller.

          Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyna. Kot wyrwał się,
          przebiegł kilka metrów i upadł.
          - Benzyna się skończyła - pomyslal Stirlitz.

          Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
          - Bormann - pomyślał Stirlitz.
          - Ja - pomyślał Bormann.

          Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradła dzieci puchły i umieraly.

          Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
          - Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
          - Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.



          W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono
          niestety żadnego znaku rozpoznawczego.
          Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.



          Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
          społecznym.
          - Wpadłem - pomyślał.
          Skierował sie w kierunku gabinetu Mullera.
          - Gratuluje poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
          - Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
          Po chwili Muller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
          - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby sie
          wykręcić od roboty...

          Dom Stirlitza okrążyli gestpowcy.
          - Otwieraj! - krzyknął Muller
          - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
          Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

          Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i
          tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
          Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

          Stirlitz przechodzac korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu
          Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej.
          Bez skutku.
          - Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.

          Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na
          sale depesze.
          "Stirlitz jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
          Ale tylko Stirlitz wiedział, ze właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera
          Związku Sowieckiego.

          W stołówce berlińskiego bunkra ustawiła się długą kolejka po kiełbasę. Nagle
          sprężystym krokiem wszedł Stirlitz, ominął wszystkich i kupił od razu trzy
          kilogramy.
          - Ale z niego cham! - syknął Bormann do Mullera.
          Oni jednak nie wiedzieli, ze Bohaterów Związku Sowieckiego kolejka nie obowiązuje.

          Stirlitz wolnym krokiem zbliżył sie do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127
          razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulice i spojrzał w okno.
          Tak, nie mylił sie. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

          Stirlitz szedł ulica, kiedy z tylu rozległy się strzały i tupot podkutych butow.
          - To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
          Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

          Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera i zauważył ze nikogo nie ma. Podszedł do
          sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać ze się nie otworzy. Po
          upewnieniu się, ze jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf nie znów się nie
          otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym
          opadl, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
          "Hmmmm ...", doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: "Musi być
          zamknięty".

          Stirlitz siedział w swoim biurze w Reichstagu, gdy radio doniosło:
          "Stirlitz to ostatnia dupa!".
          Nikt nic nie zrozumiał, tylko Sowieckiemu szpiegowi szczeka opadła. Było to
          słowo kodowe, jak zrozumiał, oznaczające, ze został w ten sposób odznaczony
          tytułem Bohatera Związku Radzieckiego.

          Stirlitz szedł przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze.
          Dzis, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy
          radziecki oficer.

          Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera i rzekł:
          - Herr Muller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze
          placa.
          Muller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie
          Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
          - Gruppenfuhrer, czy ma pan aspirynę?
          Stirlitz wiedział, ze ludzie zawsze pamiętają tylko koniec konwersacji.

          Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
          Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna cos podejrzewać.

          Doniczka spadla z okna tajnego lokalu i rozbiła się prosto na głowie Stirlitza.
          To byl znak, ze jego zona wlasnie powila mu syna. Stirlitz otarł łzę. Nie było
          go przecież w domu już od siedmiu lat.

          W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapke czerwonoarmisty, chwycił czerwony
          sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy
          śpiewając międzynarodówkę i inne rewolucyjne pieśni.
          Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.

          Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna, mówi:
          - Słonie idą na północ.
          Bormann spojzal na niego z niesmakiem:
          - Słonie idą do diabła, - odpowiada - a gabinet Stirlitz'a jest piętro wyżej.

          Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały
          czerwone gacie.
          W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.

          Telegram: Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energie elektryczna, wyłączymy wam
          radio.

          Stirlitz na popijawie u Mullera mocno przecholowal. Nastepnego dnia, żeby
          rozwiac watpliwosci, wchodzi do gabinetu Mullera i pyta:
          - Sluchajcie, czy domysliliscie si
          • rydzyk.tadeusz cd 08.05.05, 21:12
            róciwszy do swego gabinetu, Mueller zauwazyl, ze Stirlitz podejrzanie kreci sie
            w poblizu sejfu.
            - Co tu robicie, Stirlitz? – srogo zapytal.
            - Czekam na tramwaj - odparl Stirlitz.
            - W porzadku! - rzucil Mueller, wychodzac. Ale na korytarzu pomyslal: Jakiz u
            diabla moze byc tramwaj w moim gabinecie? Zawrocil. Ostroznie zajrzal do
            gabinetu. Stirlitza nie bylo.
            - Pewnie juz odjechal - pomyslal Mueller.

            ---------OooO---------


            Stirlitz sie zamyslil. Spodobalo mu sie to, wiec zamyslil sie jeszcze raz.

            ---------OooO---------


            Stirlitz wolnym krokiem zblizyl sie do lokalu kontaktowego.
            Zapukal umówione 127 razy. Nikt nie otworzyl. Po namysle wyszedl na
            ulice i spojrzal w okno. Tak, nie mylil sie. Na parapecie staly 63 zelazka -
            znak wpadki.

            ---------OooO---------


            Gestapo obstawilo wszystkie wyjscia, ale Stirlitz ich przechytrzyl.
            Uciekl przez wejscie.

            ---------OooO---------


            Stirlitz wszedł do kawiarni. W kącie, tyłem do niego, siedział niemiecki oficer.
            "To pewnie Mueller" - pomyślał Stirlitz.
            "Tak, to ja" - pomyślał Mueller.

            ---------OooO---------


            Mueller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w
            szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go na herbatę.
            Stirlitz wsypał cukier do szklanki, zamieszał, wyjął łyżeczkę, położył ją na
            spodeczku, po czym pokazał Muellerowi język.

            ---------OooO---------


            Hitler i Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Stirlitz z
            pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi.
            Hitler zdziwiony pyta Bormanna:
            - Kto to był?
            - Stirlitz, radziecki szpieg.
            - Czemu go nie aresztujesz?
            - Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.

            ---------OooO---------


            Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
            - Sowa - pomyślał Stirlitz.
            - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.

            ---------OooO---------


            Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc
            prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
            - Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
            Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem:
            - Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej - odpowiada.

            ---------OooO---------


            Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy. - Otwieraj! - krzyknął Mueller.
            - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz. W ten oto sprytny sposób
            Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

            ---------OooO---------


            Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera:
            - Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. – Nieźle płacą.
            Zszokowany Mueller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany idzie do drzwi.
            Przystaje:
            - Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko
            koniec rozmowy.

            ---------OooO---------


            Stirlitz wszedł do kawiarni Elefant. - To Stirlitz. Zaraz będzie zadyma -
            powiedział jeden z siedzących przy stole. Stirlitz wypił kawę i wyszedł.
            - Nie - odpowiedział drugi. - To nie on.
            - Jak to nie!? To Stirlitz!!! - krzyknął trzeci. Zaczęła się zadyma.

            ---------OooO---------


            Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie
            stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad. Mueller, Himmler
            i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie
            Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.
            • rydzyk.tadeusz Re: cd 08.05.05, 21:12
              Stirliz - radziecki Hans Kloss cd opowiesci


              Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera i zauważył ze nikogo nie ma. Podszedł do
              sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać ze się nie otworzy. Po
              upewnieniu się, ze jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf nie znów się nie
              otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym
              opadl, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
              "Hmmmm ...", doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: "Musi być zamknięty

              Doniczka spadla z okna tajnego lokalu i rozbiła się prosto na głowie Stirlitza.
              To byl znak, ze jego zona wlasnie powila mu syna. Stirlitz otarł łzę. Nie było
              go przecież w domu już od siedmiu lat

              Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna, mówi:
              - Słonie idą na północ.
              Bormann spojzal na niego z niesmakiem:
              - Słonie idą do diabła, - odpowiada - a gabinet Stirlitz'a jest piętro wyżej.

              Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały
              czerwone gacie.
              W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.

              Telegram: Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energie elektryczna, wyłączymy wam
              radio.

              Stirlitz na popijawie u Mullera mocno przecholowal. Nastepnego dnia, żeby
              rozwiac watpliwosci, wchodzi do gabinetu Mullera i pyta:
              - Sluchajcie, czy domysliliscie sie po wczorajszym, ze jestem sowieckim agentem?
              - Nie - przyznal Muller.
              Stirlitz odetchnal z ulga.

              Hitler dzwoni do Stalina:
              - Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
              - Zaraz wyjaśnię.
              Stalin dzwoni do Stirlitza:
              - Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
              - Tak jest, towarzyszu Stalin.
              - Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!

              Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał sie w pracy. Gestapowcy, wysłani na
              poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze
              pośród pustych butelek po wódce. Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram:
              "Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować".

              Strilitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stal mały piesek.
              - Co słychać, głuptasku? - czule powiedział Stirlitz.
              - Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł pies.

              Stirlitz kopnieciem otworzyl drzwi i na palcach, cichutko zblizyl sie do
              czytajacego gazete Mullera.

              Muller wiedzial, ze Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiaja lyzke w szklance z
              herbata. Chcac sprawdzic Stirlitza, zaprosil go do siebie na herbate. Stirlitz
              wsypal cukier do szklanki, zamieszal go, wyjal lyzeczke,
              polozyl ja na spodeczku, po czym pokazal Mullerowi jezyk.

              Stirlitz, spacerujac zima nad brzegiem jeziora, ujrzal na nim ludzi.
              "Łyżwiarze" - pomyślał Stirlitz.
              "Stirlitz" - pomyśleli wędkarze.

              - Jak wy sie naprawdę nazywacie?
              - Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
              - Broniewoj.
              - No, Muller, wkopaliście sie!

              - Gdzie pan sie tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? – spytał Muller.
              - Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
              Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

              - Stirlitz to sowiecki agent - rzekł Muller do Schellenberga - Musimy go
              zdemaskowac. Niech pan stanie Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w glowe.
              Jesli jest Rosjaninem zaraz sie wygada.
              Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
              - Ach, j... twoju mat'! - zaklął Stirlitz.
              - Ubit'! - rozkazał Muller.
              - Ciszej, towarzysze - syknął Shellenberg, - Niemcy dokoła!
              • rydzyk.tadeusz Re: cd 08.05.05, 21:13
                Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Muller.
                - Czerwone w białe grochy.
                - Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziala tylko rosyjska pianistka!
                - Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

                - Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Muller.
                - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz


                - W kancelarii Rzeszy pojawił sie sowiecki szpieg - stwierdził Himmler głęboko
                wpatrując się w oczy Mullera.
                - Wiem, to Stirlitz - odpowiedział Muller z zimna krwią.
                - Dlaczego go wiec nie aresztujesz???

                Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły sie drzwi. Wbiegł
                przez nie mężczyzną z bukietem kwiatową, które położył na stole. Następnie
                sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na miejsce i
                wyszedl.
                - Kto to był? - spytal zaskoczony Hitler.
                - Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
                - Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
                - I tak udowodni, ze kwiaty przyniósł...


                "Gratulujemy urodzenia syna" - przeczytał Stirlitz zaszyfrowana depesze.
                Rozczulił się.
                Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...

                Muller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu sie
                w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na lozu w towarzystwie
                trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Muller podszedł
                do stołu. Tam w kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów,
                leżała depesza w języku rosyjskim: "Zadanie wykonane! Spocznij!" Spóźniłem się -
                pomyślał Muller.


                Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyna. Kot wyrwał się,
                przebiegł kilka metrów i upadł.
                - Benzyna się skończyła - pomyslal Stirlitz.


                Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
                - Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
                - Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.

                Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
                społecznym.
                - Wpadłem - pomyślał.
                Skierował sie w kierunku gabinetu Mullera.
                - Gratuluje poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
                - Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
                Po chwili Muller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
                - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby sie
                wykręcić od roboty...

                Dom Stirlitza okrążyli gestpowcy.
                - Otwieraj! - krzyknął Muller
                - Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
                Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

                Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i
                tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
                Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

                Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na
                sale depesze.
                "Stirlitz jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
                Ale tylko Stirlitz wiedział, ze właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera
                Związku Sowieckiego.
    • myga Re: Dowcipy o Stirlizu 08.05.05, 21:50
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=5606517&a=5615033
    • myga Re: Dowcipy o Stirlizu 08.05.05, 22:00
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=6551260&a=6568717
    • antypiryna Z pierwszej ręki ;) 08.05.05, 22:10
      www.igorkalinin.com/stirlitz/index.ru.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka