Dodaj do ulubionych

DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 11:34
Pamiętam pewną przygodę niejakiego pana Tomka który zaszedł kupić felgę do
włoskiego serwisu i tak oto sforuował prośbę:
"Meine kolegen chce kupić FELGEN"
Obserwuj wątek
    • mss71 Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 12:11
      To dość częste: polscy malarze do niemieckojęzycznego szefa: faren po drabinen
      • Gość: Y_Sam Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 12:27
        Znacie pewnie tę anegdotkę jak to Polak kupował w Berlinie piłkę do metalu i
        granatowe spodnie ;-)
        • Gość: Rost Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 20.06.05, 14:06
          Kumpel w Holandii z pytaniem do dilera : How much ta paczka?
          Inny w Niemczech szukając hydrantu : What is water?
          • Gość: OLO Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 14:42
            Dwie panieniki po wyjściu z promu w Malmoe. Jedna z nich pyta drugą - Ty, a
            jak teraz do Sztokholmu ?"
            -No, pociągiem.
            -Ale gdzie tu stacja ?
            -Czekaj, zaraz zapytam.
            Podchodzi do przechodzącego tubylca i wykonując rękoma charakterystyczne,
            posuwiste ruchy pyta:
            - Proszę Pana, gdzie Pe Ka Pe ? Pe Ka Pe, PE KA PE !
            • Gość: OLO Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 14:51
              No a teraz trochę jakby z innej beczki.
              Jadąc samochodem przez Rumunię wsłuchiwałem się często w wiadomości radiowe.
              Rumuni to jednak demokratyczny naród. Co chwila mówili : President dupa,
              Minister dupa....
              U nas nie do pomyślenia.
              • Gość: ganiamnie Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 15:04
                Najbardziej spodobało mi się pytanie o hydrant "What is water"LOL
                no i te panienki ,co pociągu szukały.
                • tygrys_mlodzianowicz Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 15:24
                  Dobra, dobra.

                  To jest autentyk.
                  I podziałało.

                  Wycieczka szkolna do Berlina, lat temu: trzy.
                  Kumpela w konwulsyjnym napadzie śmiechu rozlała zupę mleczną.
                  Kluchy obrzydłe na posadzce.
                  Szmata potrzebna...


                  Oczywiście, wycieczka opiewała głównie w cele krajoznawcze, znajomością
                  niemieckiego szczyciły się trzy osoby, w tym dwie nauczycielki.
                  Trzecim poliglotą nie była owa kumpela.

                  Idzie dziewczę do kobiety, ichnniej woźnej, pokazuje na migi, czego potrzeba.
                  Nic.
                  W desperacji uciekła się do: ainen szmaten, bitte.

                  PODZIAŁAŁO.

                  Jak jest szmata po niemiecku?






                  • tygrys_mlodzianowicz Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 15:26
                    Później, na tej samej berlińskiej wycieczce, robiłyśmy sobie jaja, prosząc w
                    barze o: tomaten sosen do hamburgera, ale urok szmaty nie podziałał. ;)
                    • tygrys_mlodzianowicz Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 15:30
                      I jeszcze jedno...

                      Kolega zaraportował historyję sprzed roku, gdy wybyli silną grupą do Pragi.
                      [czeskiej, ma się rozumieć]

                      Rzecz się działa NA GRANICY polsko - czeskiej.
                      Kupili w budce bilety pkp.
                      Pomyłka - CHCIELI kupić.

                      Podchodzą...
                      Próbują po polsku.
                      Fiasko. Baba niekumata.

                      A więc - angielski. Język europejski, wiadomo.
                      W rankingach liczebności ustępuje tylko chińskiemu, więc pani ma spore szanse,
                      coby ów język poznać.

                      Nie znała.

                      Kulawo spróbowali po niemiecku.
                      NIC.

                      A więc - rosyjski.
                      Babka ripostuje po czesku, że rodowity język jest jedynym, jaki poznała.

                      Poddali się i w dalszą drogę wyruszyli PKSem.
                      [nie wiem, w jaki sposób kupili bilety ;)].
                      • Gość: Y_Sam Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 15:45
                        A to znacie, jak Masztalski z Ecikiem na wycieczke do Paryża pojechali? No i
                        chodzą po tym Paryżu i Ecik gado:
                        - Masztalski, poszlibymy coś zjeść!
                        - No jak zjemy jak froncuskiego nawet nie znamy?
                        - E tam, jo ci godom że francuski jest prosty, zarozki zobaczysz
                        Weszli do restaurantu, siedli, przyszoł kelner a Ecik sztaluje:
                        - La rosół la 2 razy, na la drugie la schabowy z la ziemniakami i la kapustą no
                        i jeszcze la dwie sety ! La zimne !
                        Kelner spisał, poszedł, Ecik gado:
                        - No widzisz jakie to łatwe?
                        Po pół godzinie chłopaki zjedli, wypili i Ecik woło:
                        - La kelner, la płacić !
                        Przyszedł kelner, wystawił rachunek, Ecik płaci i gado:
                        - Francuski jest bardzo prosty, ino musisz pamiętać, coby przed kożdym słowem
                        dodać to "la"
                        A na to się odzywa kelner:
                        - Wy byśta pieruny głodne chodzili jokbych jo nie był ze Siemianowic !
                        • tygrys_mlodzianowicz Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 15:49
                          Znamy, a owszem.

                          A to, że będąc w Paryżewie, dwóch panów_obeznanych postanowiło zamówić najtańsze
                          danie z listy menu?

                          amówili, kelner przyszedl, nakrył do stołu, a oni czekają i czekają.

                          [Pół godziny minęło]

                          Nawet wykłócać o należżność - niebardzo mogli, bo niby jak, bez znajomości języka?

                          Wyszli niepyszni.
                          I głodni.

                          I co się okazało po konsultacji z francuskojęzycznym znajomym?
                          Że zamówili nic innego, jak właśnie...nakrycie stolika ;-).
                  • Gość: ich Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.129.1511G-CUD12K-02.ish.de 20.06.05, 16:59
                    szmaten = der Lappen. A może woźna była aus Kattowitz? ;))
        • aureliana Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 16:27
          hehe, moj tata przy opowiadaniu tej anegdotki stukl lampe;))))

          Gość portalu: Y_Sam napisał(a):

          > Znacie pewnie tę anegdotkę jak to Polak kupował w Berlinie piłkę do metalu i
          > granatowe spodnie ;-)
          • Gość: Y_Sam Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 16:28
            Hi hi, przy piłowaniu, czy przy rzucaniu granatem? :-)))
            • aureliana Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 21:54
              przy rzucaniu granatem oczywiscie:D

              Gość portalu: Y_Sam napisał(a):

              > Hi hi, przy piłowaniu, czy przy rzucaniu granatem? :-)))
              • fakendraken Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 11:03
                No tak się sami śmiejecie, podzielcież się wreszcie słynną anegdotką!
      • Gość: azq Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 22.06.05, 21:36
        Nowy Jork na ulicy kolega ogląda koszulki u ulicznego sprzedawcy - murzyna - i
        wymienia uwagi na temat poczynienia zakupu ze swoim kumplem "jak myślisz nie
        spierze się" (chodzi o nadruk na koszulce) na co odpowiada murzyn czystą
        polszyzną "co się k...a spierze". Studiował w Polsce
    • esterka8 Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 20.06.05, 15:54
      byłam parę lat temu w Chorwacji i poszukiwałam poczty. Słowo poczta sprawdziłam
      sobie w rozmówkach, więc weszłam do jakiegoś kantoru i pytam o tę pocztę. Na to
      pan mi odpowiada "prosto" no to poszłam prosto, szkoda tylko, że nie
      sprawdziłam, że to znaczy w prawo...
      • Gość: Y_Sam Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 16:00
        To ja kiedyś o mało nie wybuliłem kilkuset kun samej zaliczki(!) za parking, jak
        się dziadek parkingowy spytał ile będę stał, i powiedziałem mu że ze 3 godziny.
        Po chorwacku godina to jest cały rok :-)
    • Gość: up Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.05, 21:19
      up
    • polynomial Re: DOGADYWANIE SIĘ ZA GRANICĄ 20.06.05, 21:49
      1. Połowa lat osiemdziesiątych. Komuna. NRD. Berlin. Jedyny jezyk narodowy
      uznany na całym cywilizowanym świecie - rosyjski. Kumpela "wypuszczona" wolno
      (była no koloniach) postanowiła się dowiedzieć ktora godzina od przypadkowego
      przechodnia. Pyta domniemanego Berlińczyka czystą rusczyzną: - Pażałusta,
      skażycje Wy mienia, katoryj cias? - na co facet odpowiada: - Za dwadzieścia
      pierwsza.
      2. Lata 90. zapadła dziura pod Hamburgiem, w dodatku stołówka kolejowa przy
      jakiejś lokomotywowni (którą służbowo zwiedzałem). Podchodzę do lady,
      zestresowany (ale lekko, bo podstawowe zwroty mam jak papuga wyuczone): - Cwaj
      kukakula, bitte! - Słyszę w odpowiedzi od bufetowej: - ale ładnie Pan to powiedział!
      3. Te same lata, dworce Schnellbahny w Belinie, np. Zoogarten. Wszędzie widzę
      napisy typu: "Prosimy podróżnych o niezastawianie bagażem wejść służbowych",
      albo "Czynne od - do", "Wyjście", "Wejście". Ktoś mi wtedy wyjaśniał, że Berlin
      jest polskim miastem... :p
      4. Ale prawdziwą "traumę" to przeżyłem z Japończykiem w pociągu relacji Berlin
      Zachodni - Szczecin. Siedzieliśmy sami w przedziale. Chłopisko ("chłopisko"- ha,
      ha! metr-pięćdziesiąt w kapeluszu!) poszło radośnie spać wieszając aparat
      fotograficzny na haku. Apart "z wyglądu" musiał wtedy kosztować (w Polsce końca
      lat 90.) tyle co nowy "maluch". Powiedziałem mu, żeby go schował bo mu ukradną.
      I schował! Gość znał polski! Był studentem i wakacje postanowił spędzić w jakimś
      europejskim kraju. Wybrał Polskę. Na tę okazję (w stopniu komunikatywnym
      zapewne) nauczył się polskiego!

      Polynomial-C
    • lena36 Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 09:50
      Byłyśmy z koleżanką stopem we Włoszech. Chciałyśmy dostać się na camping który
      byłby położony nad samym morzem. Morze po włosku= la mare (sprawdziłyśmy). No i
      kolezanka widząc samotnie stojącego kierowce leci do niego (z ogromnym
      plecakiem na plecach) wsadza głowe prze okienko i krzyczy:
      "campeggio, l' amore, si, si???".
      Boże.
      Ja na to dołączam wrzeszcząc;" NO l'amore, LA MARE!!!!"
      ale facet i tak uciekł.
    • babcia.weatherwax Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 13:09
      Schronisko młodzieżowe w Atenach. Stoimy z koleżanką w łazience przed lustrem i
      gadamy myjąc zęby. Za plecami mamy wyjście z toalety. Łazienka damska oczywiście.
      Po chwili z tejże toalety wychodzi Murzyn, ok. 2 m wzrostu, postura dobrze
      umięśnionego koszykarza - i zagaja:
      - Z Polski jeśteście? Trochę znam polski, bo miałem z Polski kolezianka.
      My oczywiście w szoku (facet w damskiej toalecie, jeszcze z taką prezencją i
      tekstem...). Pytamy jednak, skąd on zatem jest. Okazuje się, że ... Szwed.
      Umarłyśmy. To się nazywa "wbrew stereotypom" :-)
      • ziemovit Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 13:31
        Kierownik zespołu pieśni i tańca z którym jeździłem nie znał języków, ale
        jednak próbował coś po angielsku powiedzieć gdy na pokadzie autobusu gościliśmy
        anglojezycznych przyjaciół (niezły obiach) np. "go" - oznaczało dla niego iść,
        ale jechać (np.autobusem) - "go go". "this" - tutaj, "plaż" - plaża. Włączał
        więc mikrofon i oznamiał ku naszej uciesze :
        - Now we go go to the plaż, and go to the this.
        (Teraz jedziemy autobusem na plaże, później wracamy na piechotę z powrotem
        (tutaj).
        • Gość: Karola Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.crowley.pl 21.06.05, 14:28
          moj kolega kiedyspodczas pobytu w niemczech poszedl do sklepu po bulki, a ze
          bylo ich pare osob postanowil kupic 20.znal tylko cyfry do 10 wiec stanal w
          kolejce i poprosil 10 bulek po czym stanal jeszcze raz i poprosil o kolejne 10
          bulek.coz za zaradnosc nieprawdaz ;o) ?
    • tierieszkowa Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 15:50
      No dobra, to ja sie tez przyznam. Co z tego, ze przez kilka ladnych lat uczylam
      sie angielskiego u Metodystow i w szkole, skoro jak wyjechalam za wielka wode
      nie potrafilam sie prawie odezwac (troche mi zajelo zanim sie przemoglam).
      Oczywiscie gramatyke mialam obkuta, ale ze slownictwem bylo juz troche gorzej.
      Wlosy mi urosly straszliwie i pora bylo je podciac. Umowilam sie wiec do
      fryzjera. Poniewaz jesli nie chcesz to nie musisz sobie suszyc wlosow i placisz
      wtedy mniej, wiec zamawiajac usluge nalezy powiedziec co chcesz z wlosami
      zrobic. No i ja, biedne, niekumate dziecko na pytanie co bym chciala
      odpowiedzialam "I need a cut and a ... blow job". Trzeba bylo zobaczyc mine
      fryzjerki jak to uslyszala. A ja w tym samym momencie uswiadomilam sobie, ze
      blow job zdecydowanie nie znaczy suszenia wlosow. Wrrr!!!
    • amidala Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 21.06.05, 16:42
      Parę lat temu podróżowałam z przyjaciółmi promem z Włoch do Grecji. Spotkaliśmy
      tam rodaka, który dobrodusznie i radośnie podchodził do życia, ale że z języków
      obcych znał tylko język ciała, czasem było wesoło. Popłakałam się ze śmiechu
      tylko raz: ustawiłam się w kolejce do bufetu zaraz za rodakiem i słucham, co pan
      klaruje barmanowi, usiłującego dogadać się z nim w pięciu językach. Otóż było
      tak: "Lodu mi daj!" Barman: "do you speak English? Parlez vous francais?
      Sprechen Sie Deutsch? itd". rodak: "Nie, no misiu, nic nie kumasz, czy co?
      Wyraźnie mówię: Lodu mi daj, no lodu! LO-DU! Kurna, misiu kolczasty: LODU MI
      DAJ!" i tak dalej, tylko coraz głośniej. Barman ma coraz bardziej zrozpaczoną
      minę. Wreszcie nie wytrzymałam i teatralnym szeptem podrzuciłam barmanowi: "He
      wants ice!". Barman z wdzięcznością się wyszczerzył i nasypał panu lodu do
      kubełka. Rodak się odwraca i z radością do mnie krzyczy: "O, to pani! Widziała
      pani? Z nimi trzeba właśnie tak - byle głośno i wyraźnie, to w końcu tępoty
      załapią..."

      Musiałam uciec, żeby nie parsknąć panu prosto w twarz.
      • Gość: micek Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.cap.east.verizon.net 21.06.05, 19:18
        W czasie pierwszego pobytu w USA kilka lat temu bylam zmuszona isc do szpitala
        zrobic rentgena.Zachodzę więc na recepcję i mówię panu, że chciałabym zrobić X-
        RATED picture. Pan spojrzał na mnie przedziwnie i odparł z ledwo hamowanym
        śmiechem, że to nie ta instytucja i że chodzi mi chyba o X-RAYED picture.O tym
        o co go poprosiłam za pierwszym razem dowiedziałam się od mojego narzeczonego,
        który stał obok i prawie umarł ze śmiechu.
        Gwoli wyjaśnienia: X-rated oznacza tu zdjęcie pornograficzne :)
        • Gość: ganuamnie Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.05, 19:37
          HAHHAHA!Jesteście wspaniali.
    • Gość: up Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.05, 11:16
      up
    • the_dzidka Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 22.06.05, 11:23
      Bitte smoken na butelken - za czasów wyjazdów "na dowód" do NRD-ówka. Tego nic
      nie przebije.
    • Gość: Rost Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 22.06.05, 14:18
      Przypomniała mi się historyjka.
      Jechałem kiedyś stopem przez Włochy.Zabrał mnie Polak jadacy ciężarówką marki
      Jelcz.Przez całą drogę opowiadał ile to już lat po tych Włoszech jeżdzi,kogo tu
      zna ,gdzie tu nie był itd.Cfaniaczek.Pech chciał,że w pewnym momencie coś się
      zaczęło z samochodem dziać.Facet stanął,tarasując cały pas autostrady.Powstał
      korek.Policja zjawiła się błyskawicznie i pyta się kierowcy co się stało?
      A koleś: "Hamulce kaput(i pokazując na palcach),dziesięć minuten gut."Czysta
      włoszczyzna ;-)
      Posikałem sie wtedy.
      • Gość: magda Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ IP: *.ny325.east.verizon.net 22.06.05, 19:04
        ta historia to jest zaszlyszana, podobno krazy wsrod poloni amerykanskiej.
        Facet przyjechal do stanow i naluczyl sie kilka slow, w tym " that is it" (to
        wszystko). Po jakims czasie zrobil paczke i wyslal do zony do Polski, osobno w
        liscie spisal wszystko co wyslyla i na koncu dodal "that is it". Po jakims
        czasie dostal list od zony a w nim. Kochanie wszystko jest ale that's it
        zajebali.

        Druga histora
        Dziadek nauczyl sie tylko dwoch zwrotow "thank you" i "fuck you".
        Poszedl do sklepu zrobil zakupy i przy wyjsciu chcial byc mily, a ze slownictwo
        mu sie pomylilo powiedzial do kasjerki "fuck you" i usmiechniety wyszedl ze
        sklepu.
        • tatimati Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 22.06.05, 19:49
          na wycieczce w holandii mieliśmy jedną taką, co już wszędzie była, wszystko
          widziała, globtroter i poliglotka "teoretyk", pewnie spotkaliście już ten typ w
          życiu
          postój na stacji benzynowej, cała wycieczka w kolejce do kasy, a paniusia:
          ...and two "reklams" please!
          dla przyzwoitości wyjaśnię, że chodziło o jednorazóweczki na zakupione napoje
    • agata781 Re: DOGADYWANIE SIĘ Z ZA GRANICĄ 22.06.05, 19:46
      ja i moja siostra jeździłyśmy przez kilka lat do niemiec na występy z
      zespołem.Kiedyś zajechaliśmy na występy aż pod francuską granicę.Jeden z niemców
      (my niemca ani w ząb)wytłumaczył nam trasę jaką mieliśmy po skończonym
      koncercie dojść do autokaru,i mieliśmy to zrobić w miarę szybko bo czas do
      wyjazdu naglił.Szkoda że pokazał nam wszystko ale w przeciwnym kierunku,tak że
      straciliśmy ponad godzinę zanim trafiliśmy we wskazane miejsce.
      Rudy"hipek"(tak go nazwaliśmy)już czekał ze wszystkimi w autobusie i miał ubaw
      jak nasza kierowniczka opieprzała nas za spóźnienie.My mieliśmy ubaw jak
      później moja siora opieprzała go na migi,zresztą nie tylko my ale cała grupa
      zebrana w srodku.zrobiła to tak sprytnie że zrozumiał wszystko,a
      najbardziejzapamiętał zwrot"rozumiemy się bez słów(razem z jego znaczeniem)i
      serwował go przy wódeczce,znacząco łypiąc wzrokiem w stronę mojej siostry:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka