Dodaj do ulubionych

"Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach

    • Gość: karolina Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.man.bydgoszcz.pl 18.08.06, 15:10
      Dawno temu jak jechałam pociągiem, do przedziału (w którym przebywałam sama)
      dosiadł się starszy gościu. Wszystkie koniuszki palców miał pozaklejane
      plastrami. Najpierw wyjął z torby słoik w którym pływało coś dziwnego (nie
      wiem, co to było - może te koniuszki ;-)). Potem wyjął dwa noże i zaczął je
      ostrzyć (wiecie - jeden o drugi), patrząc się na mnie. Jezu! Myślałam, że
      dostanę zawału serca. Wybiegłam z przedziału. Wiem, że różne świry chodzą po
      świecie, ale z czymś takim spotkałam się pierwszy (i mam nadzieję ostatni) raz.
      • tini83 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 23.08.06, 12:07
        dobra to teraz ja,ale to nie bylo mile. pociag bydgoszcz-wwa wsch,z wysiadka w
        toruniu. nie nosze zegarka, telefon mi sie wyladowal wiec wyszlam troche
        wczesniej na korytarz (zima,ciemno, pociag pospieszny,tłok-lepiej dmuchac na
        zimne). stoje sobie i stoje juz tak przy drzwiach. obok mnie jakis dziadek z
        takich normalnych z jakas aktoweczka. przechodzi obok mnie jakis facet w stanie
        wskazujacym i to feste. OCIERA sie o mnie :^/ i pyta czy najblizsza to Torun.
        no raczej. stoje sobie jak gdyby nigdy nic a koles wszedl dokibelka -tgo
        naprzeciwko) nie zamknal drzwi i najspokojniej w swiecie zaczal obie walic
        konia. BLLEEEEE. w pierwszej chwili myslalam ze mam jakies schizy ale okazalo
        sie zenie. patrze podejrzliwie n dziadka. nic. udaje ze nie widzi. ja w
        totalnym szoku. najlepsze ze chwile pozniej przechodzili konduktorzy i facet
        sobie stal w korytarzyku. nie wiem jak ich wyczail bo gdy poszli zaczal od
        poczatku. pociag wjezdza do torunia gl przychodza jakies laski do drzwi i widza
        co sie swieci to dyfer na drugi koniec wagonu. teraz gdyby mnie spotkalo cos
        takiego tochyba bym mu nawrzucala albo jakby te konduktory przechodzily to
        powiedziala co zacz. najlepsza byl jednak moja szwagierka. opowiadam jej o
        calym zajsciu a ona pokazujac jakis 2-cm odcinek na palcach- "ja bym go
        zbrechala. Chlopie!z czym do ludu?!" ;^)pzdr dla puni
        • Gość: Ruda Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.devs.futuro.pl 23.08.06, 14:16
          skoro wszyscy wspominaja te pociagi ukrainskie to ja tez powspominam... choc
          wlasciwie ukrainsko - rosyjskie... wsiadamy sobie w lipcu do pociagu kijow-
          moskwa, strasznie goraca, wiemy ze dlugo bedziemy jechac, to otwieramy okno
          najmocniej jak sie da..ale jak pociag zaczal jechac zaczelo strasznie wiac...
          probujemy zamknac okno,ale nikt nie daje rady.. trudny, trzeba pogadac z
          prowadnikiem... a prowadnik wskakuje na stol, lekko kuca, obraca sie tylem do
          okna i zdecydowanym ruchem szarpie je w gore... nasze zdziwione miny kwituje
          slowami " Technika na osnowach fantastiki"...;)
    • patoo Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 27.08.06, 19:05
      A czy komus sie przytrafiło spotkac zjaranego konduktora???
      Bo mi tak. Jechalam sobie pociagiem z Opola do domku. Z kolezanka usiadlysmy w
      przedziale sluzbowym. I przyszedl konduktor. Tylko sie zdziwilysmy gdy nas
      poprosił o policzenie wsiadajacych i wysiadajacych osob:|i ogolnie dziwnie sie
      zachowywał.To byl mlodziutki facet.Pogrzebal po kieszeni i razem z jakimis
      papierami wyjał lufke. Juz nie wspominajc ze zwyczajnie bylko od niego czuc
      trawą. Nie mialysmy zadnych watpliwosci


      Inny przypadek. Na tej samej trasie. Onanista , ale o tym nie chce pamietac:/
    • ignatz Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 28.08.06, 00:27
      Kiedyś trasę Warszawa-Sandomierz przejechałem z kobietą, która koniecznie
      chciała dojechac do Buska-Zdroju, więc wysiadła razem ze mną w Sandomierzu... po
      drodze chciała natomiast dwukrotnie dzwonić do prezydenta (wtedy Kwacha) i kazać
      mu zrzucać bombę atomową. Po raz pierwszy na fabrykę farb i lakierów w Radomiu,
      za pomalowany płot. Po raz drugina konduktorów, za powtórną kontrole biletów (w
      Skrżysku zmienia się skład i nowa załoga sprawdza bilety od nowa)
      Z bratem swego czasu jechałem nad morze w przedziale z białoruską rodzinką. W
      pewnym momencie rodzinka wysiadła, a my po pewnym czasie zorientowaliśmy się, że
      oprócz nas i innych pasażerów, w rogu śpi... synek, najmłodszy członek rodzinki.
      Wezwaliśmy konduktora, mam nadzieję że szybko maluch odnalazł resztę rodziny
      Zdecydowanie mniej smiesznie było mi na tarsie Sandomierz - Warszawa, kiedy do
      mnie i kumpla dosiadło się sześciu dresów. Najpierw byo ok, nawet gadaliśmy o
      pierdołach. A potem zaczęli się półgłosem zastanawiać, czy by nas nie skroić.
      Wytrzymaliśmy obaj psychicznie, twardo patrząc się kolesiom w oczy i nie
      spuszczając wzroku. W końcu "herszt" bandy stwierdził kategorycznie nie.
      Mieliśmy szczęście...
    • lilarose Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 28.08.06, 15:06
      Trasa Warszawa-Suwałki, kilka lat temu. Jadę pełnym pociągiem, przedziały
      zapełnione, ludzie szukają wolnych miejsc. Jeden przedział opatrzony został
      napisem: tylko dla matek z dziećmi (czy jakoś tak). Początkowo ludzie go
      omijali, ale z braku matek z dziećmi (i innych wolnych miejsc) kilka pań
      zasiedliło ów przedział. Gdzies w Białymstoku wsiada barczysty, ogolony na łyso
      osobnik z brakami w uzębieniu, ciągnąc za sobą obwieszoną złotem blondynkę i
      dwoje wrzeszczących dzieci w wieku poniemowlęcym i przedszkolnym. Ujrzał napis
      na przedziale, wtargnął i bez pardonu powiedział: wypier...ć stąd! Ale już! Nie
      umiecie czytać? To przedział dla matek z dziećmi! Masz dziecko? (pyta jedną z
      pań) Nie? To wypier..j w podskokach, won! A ty? Też wypier...j! Zrób sobie
      dziecko i wtedy zajmuj miejsca.
      Siedziałam w przedziale za scianą i słuchałam, jak panie jak niepyszne
      opuszczają przedział.
      • Gość: Eb ta sama trasa... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.06, 11:32
        Warszawa-Białystok... upał, że coś niesamowitego. w przedziale naprzeciwko mnie
        siedziała kobieta, która bez przerwy wsuwała sobie ręce pod ubranie, w różne
        miejsca, a następnie tę rękę wąchała... niby ukradkiem. coś obrzydliwego
        brrrrr....
        • Gość: nolwen58@gazeta.pl Re: ta sama trasa... IP: *.w86-212.abo.wanadoo.fr 30.08.06, 14:16
          ee to jeszcze nic , najlepiej jak sobie macaja po twarzy ,plecach i jak cos
          znajda to gniata rozdrapuja i ogladaja
        • Gość: jaija Re: ta sama trasa... IP: *.elblag.dialog.net.pl 02.09.06, 01:08
          Co do tej wąchającej się babki - jest taki skecz Monty Pythona z organizacją
          Fetor i facet się obmacuje i obwąchuje:D:D:D
          A tak serio - może w tym upale coś śmierdziało niemożliwie, kobieta się
          upewniała, że to nie od niej?
    • Gość: gryzmnie Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.06, 15:10
      Ja miałem zdecydowanie miłą przygode!

      Jechałem niedawno IC z Poznania do Wawy. Wczesne godziny ranne, sobota,
      puściutkie przedziały.. Zadowolony, że pojadę sam usiadłem, wyciągnąłem książkę
      i zacząłem czytać. Ledwo pociąg ruszył do przedziału weszła ŚLICZNA dziewczyna
      około 25 lat. Zapytała czy może się dosiąść. Ja zdziwiony, bo cały pociąg
      właściwie pusty, ale pomyślałem, że boi się sama podróżować.
      Usiadła naprzeciwko. Zerkałem oczywiście na nią czasami znad książki, bo
      dziewczyna jak marzenie (ja półroczny celibat po rozstaniu, więc tylko
      wzdychałem w duchu).
      Nagle ona zaczęła tak jakoś machać nóżkami. Nie miała bielizny i najwyraźniej
      robiła to celowo!!!! Istny "Nagi Instynkt" :D Nie wytrzymałem i zaczeliśmy
      rozmawiać. Wyznała mi, że zawsze strasznie ją kręcił pomysł na "dziki sex, sex,
      sex w pociągu" (jej słowa) i teraz się odważyła i czy mogę.. (czy ja mogę?????
      kurcze!!!!! Ja cały spocony już byłem!!!!)
      Zaraz otrzeźwiałem jednak - pewnie jaja sobie robi, albo jakieś "Mamy Cię"!
      Mówię: dobra, dobra, jasne..
      Ona: Nie, naprawdę, proszę Cię, jak teraz mi odmówisz to już nigdy się nie
      odważę i będę się czuła podle.
      Co dalej? Hmm.. Nie zapomnę tej podróży NIGDY! :D :D :D
      Po jakichś 2 godzinach, kiedy tylko siedzieliśmy przytuleni, powiedzała, że to
      jest fajne i będzie to powtarzać. Wtedy wylazł ze mnie diablik i powiedziałem
      jej, że szkoda, że nie mieliśmy prezerwatywy, ale nie powinno się nic stać.
      Ona, że uzywa plasterków i spoko. Ja z kamienną twarzą: Nieee, chodziło mi o
      mój HIV.. Zobaczylibyście jej oczy! Ponieważ nie jestem, aż taka świnią,
      powiedziałem: To ściema, ale pomyśl, że możesz naprawdę trafić na kogoś takiego
      i lepiej zrezygnuj z takich przygód. Za chwile przyznała mi rację.
      Nie spotkaliśmy się więcej i mam nadzieję, że wspomina mnie tak samo mile jak
      ja ją. Jeśli to czyta: nadal jeżdżę w sobotnie poranki i.. czekam..
      • klymenystra Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 30.08.06, 19:18
        wroclaw-krakow. upal, ze matko bosko...bylo nas w przedziale czworo- ja,
        dziewczyna w moim wieku (przodem do kierunku jazdy), a na przeciwko wstretny
        tlusty facet, a obok nuego kobikta a la francuski piesek.
        na poczatku podorzy facet wyjal kielbache i zaczal to jesc... grr,, zero
        wyobrazni, nie kazdemu moze odpowiadac smrd kielbasy, tym bardziej w upale. ale
        nic nie mowilam. zaczelo sie, kiedy otwarlam okno. kobitka zamknela ja,
        twierdziac, ze jej po ramionach wieje.... nie wiem, jakim cudem, bo to na mnie
        wialo najbardziej... a ona sie zachowywala, jakby przez to okno kleby sniegu
        walily.. za to otwarla drzwi na korytarz- bo bedzie przewiew-_-. zapach z
        toalety i przedzialow dla palacych-bezcenne.
        kiedy kobita zasnela, znow otwarlam okno i zaczela sie jazda- z grubym facetem.
        dowiedzialam sie, ze jestem niewychowana gowniara, ze nie mam szacunku dla
        starszych, ze moge sobie wystawic glowe przez okno na korytarzu, ze jest mi
        duszno, bo caly czas jem (pestki slonecznika -_-), ze mam za slabe okluary i
        inne takie rzeczy... nie bylam mu dluzna, kocham pyskowki, ale koles
        przekroczyl pewne granice- mi sie udalo tego nie zrobic.
        i jechalam w tej saunie do krakowa.
        pozdrawiam dziewczyne, ktora mnie wtedy wsparla :)
      • Gość: buhahaha Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.server.ntli.net 01.09.06, 19:15
        a jak sie przebudzilem to szybko sobie zwalilem

        jaki lolek :))))
        • Gość: buhahaha Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.server.ntli.net 01.09.06, 19:17
          powyzszy tekt byl do gryzmnie
      • ewus73 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 29.11.06, 11:39
        Masz chłopie wyobraźnię :-0
        Ale założmy, że historyjka jest prawdziwa - nie przyszło ci do głowy, że to
        panienka mogła mieć HIVa??
      • Gość: harry Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.07, 01:22
        No to fajnie miałeś. Jest takie staropolskie przysłowie: Srały wróble, będzie
        wiosna. Chyba się troszkę za dużo pornosów naoglądałeś i ci się rzeczywistość z
        fantazją pomieszała. Jest to też jakaś forma ekshibicjonizmu w końcu, co nie?
        • tou Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.07.07, 14:13
          Haha. Ja często podróżuję pociągami. Ponieważ jeżdżę często z Krakowa do
          Wrocławia i odwrotnie. No i też mam przyjemność spotykać różnych ludzi.

          Nigdy nie zapomnę, jak do przedziału dosiedli się żyd, arab i jego kobieta,
          która była niewolnicą araba. Oczywiście cała zasłonięta, tylko same oczy było
          jej widać. Podczas tej podróży dowiedziałam się wszystkiego, na temat Koranu,
          Allaha i innych rzeczy o wierze Islamu :-)

          Strach mnie trochę przeszedł jak w pewnym momencie jeden z nich zaczął częstować
          mnie czekoladą. Uśmiechnęłam się i grzecznie odmówiłam. Jednak u niech nie ma
          takiego czegoś, żeby kobieta miała czelność odmawiać mężczyźnie. Więc ten arab
          ciągle wciskał mi czekoladę pod nos i wręcz krzyczał "proszę, no proszę" !!
          Już myślałam, że z tej złości wysadzi pociąg w imię Allaha ;) hehe.

          Ta niewolnica też była biedna. Ten koleś wszystko jej wciskał, a ona nie miała
          prawa mu odmówić i tak jadła ogórki wraz z czekoladą i kiełbasą.
          • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.07.07, 15:28
            > Ta niewolnica też była biedna. Ten koleś wszystko jej wciskał, a ona nie miała
            > prawa mu odmówić i tak jadła ogórki wraz z czekoladą i kiełbasą.

            Muzułmanka jadła kiełbasę? Coś zmyślasz.
            • pavvka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.10.07, 17:44
              yabol428 napisał:

              > Muzułmanka jadła kiełbasę? Coś zmyślasz.

              To mogła być kiełbasa drobiowa, albo np. z konia.
    • sukiennica Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 02.09.06, 23:23
      Pewnego razu jadac autokarem na trasie Belgia- Polska uslyszalam
      rozmowe "uswiadamiajaca". Gdy przejezdzalismy przez Antwerpie, maly chlopiec
      zapytal mamusi: "A kto to sa Ci panowie w dziwnych kapeluszach?" Mamusia z
      zaoferowaniem odparla:"Zydzi. Ci co zabili Pana Jezusa!". No i musialam z taka
      baba dzielic srodek lokomocji jeszcze ladnych kilkanasie godzin...
      • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 18.09.06, 21:31
        sukiennica napisała:

        > Pewnego razu jadac autokarem na trasie Belgia- Polska uslyszalam
        > rozmowe "uswiadamiajaca". Gdy przejezdzalismy przez Antwerpie, maly chlopiec
        > zapytal mamusi: "A kto to sa Ci panowie w dziwnych kapeluszach?" Mamusia z
        > zaoferowaniem odparla:"Zydzi. Ci co zabili Pana Jezusa!". No i musialam z taka
        > baba dzielic srodek lokomocji jeszcze ladnych kilkanasie godzin...

        A kto zabił Pana Jezusa? Marsjanie?
        • Gość: jaija Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.elblag.dialog.net.pl 18.09.06, 23:25
          A ja niedawno jako pasażerka kolejki, byłam świadkiem wydzierania się jednej
          dziewczyny do komórki. Wrzeszczała na cały przedział do matki i ojca, że ma
          rzeczy gdzieśtam zaplombowane, że nie będzie mogła odebrać, itp., nie wiem,
          czemu się tak darła, nikt nic nie gadał, ale jeden facet w końcu się wkurzył i
          krzyknął "czego tak krzyczysz, dziewczyno". Myślicie, że pomogło? Dalej się
          darła. Kretynka do potęgi ENTER ;)
          • Gość: djajda Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.de.ibm.com 28.11.06, 06:00
            ekhmm... jestes pewna, ze do potegi 'enter' :D ?
            • Gość: jaija Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.11.06, 00:06
              No pewnie, że tak ;) jak to, nie słyszałaś tej wersji? W dobie powszechnej
              komputeryzacji niektórzy ludzie tak zaczęli mówić - podejrzewam, że wcale nie
              dla jaj... mnie to szczerze bawi ;)
              • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 01.12.06, 16:37
                Gość portalu: jaija napisał(a):

                > No pewnie, że tak ;) jak to, nie słyszałaś tej wersji? W dobie powszechnej
                > komputeryzacji niektórzy ludzie tak zaczęli mówić - podejrzewam, że wcale nie
                > dla jaj... mnie to szczerze bawi ;)

                Wpływ pewnej reklamy PKO BP, nie najmądrzejszej zresztą...
                • Gość: jaija Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.elblag.dialog.net.pl 02.12.06, 00:44
                  Ja słyszałam to wcześniej, niż te reklamy były :P podejrzewam, że niektórzy
                  ludzie tak właśnie rozumieli słowo n-tej, zwłaszcza w dobie powszechnej
                  komputeryzacji...
        • blinski Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.09.06, 02:29
          > A kto zabił Pana Jezusa? Marsjanie?

          równie dobrze babka mogła powiedzieć np. 'żydzi. pan jezus też był żydem.'. też byłaby prawda. równie dobrze pokazując na jakichś polaków mogłaby powiedzieć: 'polacy. ci co lezą nawaleni pod dworcem'. to również byłaby prawda:) pytanie, po co dzieciom o tym opowiadać.
          taka dygrasja, ja niestety zbyt rzadko jeżdżę pociągiem by być świadkiem jakichś śmiesznych czy godnych wspomnienia wydarzeń.
          :)
        • Gość: Azazello Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.cnb.com.pl 05.09.08, 15:23
          A Pan Jezus to nie byl Żydem?
        • Gość: ojapierdziu Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.net.autocom.pl 03.02.09, 10:41
          A mi się zawsze wydawało, ze to Rzymianie rządzili tam, a Żydzi to co najwyżej
          był 'ciemny lud', który sobie wrzeszczał na ulicy (włócznię też wbił Rzymianin).
          I o ile pamiętam Apostołowie to też 'ci wredni Żydzi' :P
    • speedymika Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 28.11.06, 12:51
      raz zlapalam pociag na stopa ;)
      spoznilam sie na jedyny pociag(osobowy) jadacy w interesujacym mnie
      kierunku.miasteczko malutkie zero szans wyjazdu poza tym jedynym pociagiem.
      lecielismy z moim M. skrotami i wybieglismy jakies 30-40 metrow za stacja.
      pociag juz odjechal i zaczynal nas mijac. w odruchu rozpaczy machnelam reka - i
      sie zatrzymal!!!! jeszcze raz chcialam podziekowac maszyniscie jesli to
      przypadkiem czyta ;)

      kiedys tez jechalam sama, bylo neiwiele ludzi, w pewnym momencie zauwazylam ze
      jakis koloes o nieciekawym wygladzie zaglada do mojego przedzialu. w koncu
      zdobyl sie na odwage i kiedy bylam na korytarzu zagadal czy moge mu dac na
      chwile swoj telefon, bo wlasnie wyszedl z kryminalu i nie ma jak dac znac
      dziewczynie ze zaraz bedzie. powieedzialam ze mam slaba baterie a sama musze
      dzwonic po kogos kto mnie odboerze ze stacji. nie nalegal wiecej ale za to do
      konca juz ze mna rozmawial, w pewnym momencie spytal tez czy moge go
      przenocowac bo nie ma gdzie spac, oczywiscie tez odmowilam.ogolnie potem
      zalowalam ze mu nie pozyczylam tego telefonu bo byl bardzo sympatyczny i raczej
      nie mial zlych zamiarow.

      pozwole sobie rowniez opowiedziec historie mojej sp. Babci.
      Wracala kiedys z Wawy nocnym pociagiem,w 2 klasie. poniewaz przedzial byl
      pustawy, polozyla sie na calej dlugosci siedzienia odwrocila twarza do sciany i
      probwala zasnac. dosiadl sie jakis facet i jak to bywa zaczal (kulturalnie
      bardzo) zagabywac. gdzie jedzie itp.
      tutaj dodam ze Babcia miala wtedy 70-pare lat ale kondycje 20-latki.
      babcia ciagle lezala sobie podczas tej rozmowy, bylo oczywiscie ciemno.
      facet zaczal opowiadac ze jest poslem,przedstawil sie,powiedzial tez skad
      pochodzi - i coraz intensywniej zaczal Babcie komplementowac. Babcia probowala
      go zniechecic(wolala pospac) ale on nie dawal za wygrana. W koncu
      zaproponowal "moze sie przytulimy"
      Babacia na to "ale ja mam 70iles tam lat"
      Facet na to "o Jezus Maria" - po czym zmyl sie z przedzialu z predkoscia
      swiatla ;)))))
      Najlepsze jest to ze on podobno pochodizl z miejscowosci gdzie mamy rodzine - i
      jak wykazalo dochodzenie faktycznie byl wtedy poslem a do tego moja Ciocia
      swietnie go znala ;) nigdy jednak nie przyznala sie mu ze jest siostrenica
      pociagajacej wspolpasazerki z pociagu ;)
      • Gość: Shapiro Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.stacje.agora.pl 28.11.06, 12:57
        Kiedyś jechałem pociągiem do Krakowa z Warszawy, a on zatrzymał się we
        Włoszczowie...
    • Gość: irkm palenie w pociagach IP: 81.219.176.* 28.11.06, 13:42
      Wedlug mnie palenie w kazdym srodku transportu jest zabronione. Dotyczy to
      samolotu, autobusu, takze pociagow. Nie dotyczy tylko promow na tarasach
      zewnetrznych.
      Kazdy wiec kto zapali w pociagu lamie prawo. Nie wazne czy ma przedzial dla
      palacych czy nie.
      • Gość: r Re: palenie w pociagach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.06, 15:58
        aha czyli uwazasz ze palenie w przedziale dla palacych to lamanie porawa? brawo za błyskotliwość
        • Gość: barnaba Re: palenie w pociagach IP: *.lodz.msk.pl 28.11.06, 17:09
          A niepalenie w przedziale dla palących?
          • Gość: azyr pociag poznan-wawa IP: 81.210.16.* 29.11.06, 14:44
            jechalem ostatnio pociagiem poznan-wawa tlk. weszlem do pzredzialu a tam
            starszny smrod, zaduch, okna pozabijane dechami, na krzeslach jacys zule i
            meliniarze. starsznie zalowalem ze nie pojechalem moim sportowym fordem mondeo.
            ale nic jade jade i mysle gdzie ten poznan, a tu pola i pola. okazalo sie ze
            pociag mial 30 min spoznienia, bo maszynista stanal w polu zeby pomoc pzry
            wykopkach. a jeszcze konduktor byl pijany i nie chcial sprawdzac biletow. i w
            kiblu nie bylo papieru.
        • Gość: irkm Re: palenie w pociagach IP: 81.219.176.* 02.12.06, 16:06
          Nie ja tak uważam, ale tak wynika z przepisów. De facto przedziałów dla palących
          powinno nie być wogóle. Bo zakaz palenia dotyczy całego pociągu.
    • katarzyna.bn Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 30.11.06, 00:57
      Ja się kiedyś pieściłam ze swoim facetem w pustym przedziale i szkoda że
      kupiliśmy wtedy bilety, bo konduktor tylko wszedł, przeprosił i wyszedł ;)
      • bezsilna5 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 05.12.06, 10:58
        opowiadacie historie w których ciemą stroną są wasi współpasazerowie a ja
        kiedyś tym złym współpasażerem byłam sama dla swoich rodziców.Lata 80te,ja ok 5-
        6 lat,jadę z rodzicami na wieś do rodziny wakacje,żniwa piękne czasy.Ale
        zamordyzm milicjanta każdy się po prostu bał bo nie wiadmo co mu wpadnie do
        głowy i jak upierdliwi życie.Ja byłam baaaardzo pogodnym dzieckiem,dużo
        gadałam,nie bałam sie obcych.Przedział pociągu,siedzę ja z mamą,tata na
        korytzrzu bo miejsca dla niego zabrakło naprzeciwko nas siedzi pokicjant
        (mundur,czapeczka a za mundurem kobiety sznurem)I pakuję mu sie na kolana:a
        mogę założyć czapeczkę,a co pan robi w pracy,a dlaczego na czapce ma pan
        praszka z metalu...blabla milion pytań.Milicjant znurzony odpowiedziami
        przejmuje inicjatywę i zaczyna zadawać mi pytania a skąd jestem,czy mam
        braciszka czy siostrzyczkę a ja walę między oczy nieeeeeee braciszka nie mam
        ale w domu mam murzyna.Mama oczy coraz większe..a to piesek jest???/nieee taki
        prawdziwy murzyn jest większy ode mnie i bardzo go kocham:)to jest mój
        przyjaciel.Mama śmierć w oczach milicjant łypie na mamę w końcu mama kończy
        nasz dialog i nakazuje zjeść kanapkę bo tylko w ten sposób potrafiła zamknąć mi
        buzię.Po krótkiej przerwie milicjant zwraca się do mamy>ale jak to macie
        czarnego w domu?murzyna?skąd on u was się wziął?skąd jesteście?dowód
        poproszę!!!!zrozumieć można opatrznie.Prawda była taka że miałam taką lalę
        murzyna większego ode mnie,mama musiała się tłumaczyć i dzisiaj wspominamy to z
        uśmiechem ale wtedy nie było mojej rodzicielce do śmiechu.
        • pavvka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 05.12.06, 11:24
          Ale nawet gdybyście mieli prawdziwego Murzyna sublokatora, to co? To nawet w
          PRL nie było przestępstwo ;-)
          • Gość: hkjg to sciema jest IP: 81.210.16.* 05.12.06, 12:42
            nie podniecaj sie
          • bezsilna5 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 05.12.06, 13:13
            wiesz tu nie chodzi że to było przestępstwo czy nie było śmiesznie i juz
            Nieporozumienie,milicjant wychodzący przed szereg próbujący wylegitymować
            mamę.....Człooooowieeeku piszemy o zabawnych sytuacjach w pociągach a nie
            analizujemy ich zasadności.Troszke więcej luzu w bioderkach
            • pavvka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 05.12.06, 18:02
              Cóż, chyba mam inne poczucie komizmu sytuacyjnego.
    • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 07.02.07, 18:26
      Stoję wczoraj na dworcu głównym w Krakowie, na pierwszym peronie, podchodzi do
      mnie dziewczyna i pyta: "Przepraszam, gdzie tu jest dworzec?". Powiedziałem jej,
      że znajduje się właśnie na dworcu, to dziwnie popatrzyła i poszła dalej.
      • Gość: Marek A moze chciała Cie poderwać IP: *.dip.t-dialin.net 10.06.07, 16:36
        ...tylko nie wiedziała co dalej ;)

        yabol428 napisał:

        > Stoję wczoraj na dworcu głównym w Krakowie, na pierwszym peronie, podchodzi do
        > mnie dziewczyna i pyta: "Przepraszam, gdzie tu jest dworzec?". Powiedziałem jej
        > ,
        > że znajduje się właśnie na dworcu, to dziwnie popatrzyła i poszła dalej.
      • Gość: fifi Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.rad.vectranet.pl 10.06.07, 21:21
        to mnie akurat w ogole nie dziwi obecny rozklad dworca pkp w Krakowie jest
        upiorny ciagnie sie ze 2 km i naprawde trudno sie zorientowac ze juz sie jest
        na dworcu. A dotarcie do dworca pks graniczy juz z cudem, przynajmniej tak bylo
        z pol roku temu
    • inaa1 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 02.03.07, 17:01
      co prawda osobnik ten je jechał ze mna pociągiem, ale opowieść i tak łączy się
      z podrózowaniem.
      otóż...
      pewnego razu przede mną w kolejce stał sobie chłopaczek i kupował bilety: dla
      siebie i... dla kota. tak sobie na niego popatrzyłam, ale klatki żadnej nie
      miał - to gdzie ten kot? okazało sie, że miał zwierzaka zapakowanego w zwykłą
      torbę podróżną. w końcu kocię się zestresowało, zaczęło wrzeszczeć i uciekać z
      tej torby. ja oczywiście jako kotolubna zwróciłam uwagę, że nalezy do
      transportu kupić kotu klatkę (jeżeli zwierzę nie jest przyzwyczajone do
      podróżowania). chłopaczek się obruszył i powiedział, że konsultował się z
      weterynarzem i że zwierzakowi taki transport nie zaszkodzi.

      kotu moze i nie zaszkodził, za to jego właściciel nabawił się pięknego wzoru
      kocich pazurków na twarzy.

      ciekawe co na to weterynarz...
    • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 26.05.07, 13:28
      Taka historyjka z dawnych lat... W VIII klasie podstawówki jechaliśmy na
      wycieczkę szkolną, kursowym autobusem Kraków - Krynica. Na samym tyle autobusu
      jechała babcia, wyraźnie chora psychicznie. Przez całą drogę śpiewała coś
      niezrozumiałym językiem, ściągała własne buty i wąchała, robiła dziwne grymasy
      do innych pasażerów. Gdy dojechaliśmy na miejsce, jeszcze przy dworcu w Krynicy
      mieliśmy z niej niezłe widowisko. Babcia np. stawała na środku ulicy,
      wymachiwała workiem, który był jej bagażem, wypinała się na przejeżdżające
      samochody. Oczywiście wśród 15-latków osoba tak się zachowująca wzbudzała sensację.
      Minął rok, jechałem znów do Krynicy, tym razem pociągiem. Ku naszemu zdziwieniu
      (jechałem z kolegą, który też był na tej wycieczce rok wcześniej) spotkaliśmy w
      pociągu tą samą babcię! Na każdej stacji wychylała się i gdy konduktor dawał
      sygnał odjazdu, ona wołała "Wio!". Możliwe, że ta osoba była zamykana przez
      rodzinę w wariatkowie, co roku uciekała stamtąd i próbowała wracać w rodzinne
      strony, budząc sensację wśród współpasażerów.
      • kochanica-francuza Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 05.03.08, 21:53
        A otoż yabol mylisz się. W szpitalu zamyka się wyłącznie chorych zagrażających
        sobie lub innym.
    • wfranz Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 09:42
      a ja lubie jechac pociagiem jak wielki tłok i siedzę w przedziale dla palących -
      na dużej stacji pusto się robi - tłum atakuje - pociag ruszaq A JA ODPALAM FAJę
      za fają - przekleństwa na mnie rzucane to miód dla ucha sate baby korkują hahahahaha
    • Gość: JohnnyD Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 212.2.99.* 17.07.07, 01:11
      Kiedyś jechałem... nie pamiętam już na jakiej trasie, było to kilka lat temu.

      Siedziałem w przedziale sam w rogu. W pewnym momencie do przedziału dosiadło się
      urocze dziewczę i usiadło w przeciwległym rogu. Dziewczyna, chyba studentka,
      siedziała przy oknie. Światło z okna oświetlało pięknie jej profil...

      Był to czas gdy intensywnie zajmowałem się fotografią no i miałem przy sobie
      aparat. Aparat miał obracany ekranik więc udając, że przeglądam zapisane na nim
      fotki pstryknąłem jej zdjęcie. Zadowolony kombinowałem dalej i po chwili
      ustawiłem aparat, aby pstryknąć kolejne i ... błyska flesz.

      W tym momencie spaliłem buraka, zdołałem wydukać tylko "przepraszam", na co
      dziewczyna odpowiedziała coś w stylu "nie szkodzi". Schowałem aparat i w ciągu
      dalszej podróży unikałem jej wzroku....

      Jeśli to przeczyta... cóż, mogę postawić piwo w ramach rekompensaty za kradzież
      wizerunku. ;)
      • Gość: celebrity Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.rad.vectranet.pl 18.07.07, 23:42
        umow sie ze mna na piwo a dostarcze Ci wielu ciekawych ujec mojego wizerunku ;)
    • Gość: ja Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.07, 09:30
      Kiedys jechałam ze szkoły a ze mna w przedziale dziewczyna która gadała do
      siebie pózniej usmiechała sie do siebie a potem patrzyła sie na mnie usmiechała
      i gadała cos pod nosem. Acha do przedziału weszła tancząc:)
    • Gość: grubabuba Re: "Wsiasc do pociagu..." IP: *.de.ibm.com 19.07.07, 15:39
      Pewnego pieknego dnia jechalam pociagiem z Pragi do Wroclawia, i zauwazylam
      mlode dziewcze przechadzajace sie po korytarzu w podkoszulku, krotkich majtkach
      i klapkach. Byl srodek lutego i siarczysty mroz :) Pozniej udalo jej sie zepsuc
      spluczke w toalecie - woda ciurkala radosnie przez cala droge do Wroclawia.
      • Gość: ahmed takie sobie IP: 81.210.16.* 19.07.07, 15:44
        ja kiedys jechalem sam w pzredziale no i zdremnalem sie. jak sie obudzilem
        dojezdzalem juz do mojej stacji, wiec zabralem bagaz i skierowalem sie do
        wyjscia. na peronie wysiadlem i zadzwonilem po taksowke.
        • morgen_stern Re: takie sobie 19.07.07, 16:32
          Gość portalu: ahmed napisał(a):

          > ja kiedys jechalem sam w pzredziale no i zdremnalem sie. jak sie obudzilem
          > dojezdzalem juz do mojej stacji, wiec zabralem bagaz i skierowalem sie do
          > wyjscia. na peronie wysiadlem i zadzwonilem po taksowke.

          Ahmed wygrywa :DDDDDD
          • uccello Re: takie sobie 20.07.07, 12:25
            Morgen_stern napisał:
            >Ahmed wygrywa:DDDDDD
            Naiwny jesteś. Na pewno zmyślił to wszystko!
        • soczek_bez_gazu Re: takie sobie 25.10.07, 13:26
          Gość portalu: ahmed napisał(a):

          > ja kiedys jechalem sam w pzredziale no i zdremnalem sie. jak sie obudzilem
          > dojezdzalem juz do mojej stacji, wiec zabralem bagaz i skierowalem sie do
          > wyjscia. na peronie wysiadlem i zadzwonilem po taksowke.

          Urban legend !!!
        • Gość: basienka Re: takie sobie IP: *.polymus.pl 25.10.07, 15:43
          :DDDDDDDDDD kulam sie ze smiechu
    • Gość: Marek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.dip.t-dialin.net 19.07.07, 17:29
      A ja niedawno próbowałem rozmowe nawiazac z dziewczyna siedzaca naprzeciw, normalny small talk, dokad jedziesz, co robisz itp. - a odpowiedzi byly tylko w stylu "tak", "nie", masakra. A tak sie ładnie usmiechała.
      • Gość: Fidel Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.07, 12:17
        Historia nie moja, ale zasłyszana, więc może to być "Urban Legend"
        (a raczej "Train Legend"). Znajomy znajomego wracał z inscenizacji
        Bitwy pod Grunwaldem. Zmęczony (bo nie sama zabawą w rycerstwo się
        żyje na takich spotkaniach) nie chcąc się przebierac włożył na
        kolczugę bluzę polarową, bagaż - w tym np. topór - na półkę, i w
        kimę. Po jakimś czasie do przedziału wchodzi dres ze scyzorykiem i
        ze słowami "dawaj kasę". Słyszy lekko zaspane ale i
        buntownicze "nie". Dawaj kasę. Nie. Dres usiłował użyć scyzoryka,
        który był na tyle podłej jakości, że złamał się na kolczudze.
        Właściciel kolczugi popatrzył na dół na dziurę w polarze, potem na
        zdziwionego dresa, potem wziął z pólki topór i grożnie powiedział"
        zniszczyłeś mi polar". Ponoć dres pobił rekord prędkości w
        poruszaniu sie po korytarzu w wagonie.
      • Gość: niu Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.07, 16:11
        Gość portalu: Marek napisał(a):

        > A ja niedawno próbowałem rozmowe nawiazac z dziewczyna siedzaca naprzeciw, norm
        > alny small talk, dokad jedziesz, co robisz itp. - a odpowiedzi byly tylko w sty
        > lu "tak", "nie", masakra. A tak sie ładnie usmiechała.


        Ja tak robie jak mi się nie chce z kimś rozmawiać:-) Może wydałeś jej się
        podejrzany.
    • Gość: hieronim Niech żyje PKP! IP: *.doswell.com.pl 20.07.07, 09:49

      jakieś 20 lat temu, pociag z Nowego Targu bodajże do Katowic. wracamy
      z "wyczerpujacych" ferii. pociag full, zapchane korytarze, pełne przedziay.
      nagle 2 cuda się zdarzają. pusty przedział. do tego otwarty. w chwile potem
      odkryliśmy przyczynę: zarzygany. na szcześice okazało się że na tyle
      umiejętnie że pobrudzna jest tylko szyba. przejachaliśmy w tych komfortowych
      warunkach kilka godzin, nikt nie próbował się dołaczyć.

      potem długie lata dojeżdzałem z Katowic do Warszawy bez jednego biletu. Mały
      bakszysz dla konduktora niezmiennie zapewniał miejsce leżące w przedziale
      poselskim.

      potem stałem się średnio szczęślwiym posiadaczem kolejnych samochodów i
      kolejnych dzieci i z usług PKP nie bez żalu zrezygnować musiałem. Aż tu
      ostatnio zawiozłem dzieci i żonę nad polskie morze i w przypływie uczuć
      wyższych samochód im postanowiłem zostawić. I tu zaczyna się moje radosne deja-
      vu z PKP w roli głównej.

      Podróż do Warszawy pominę bo poza banalnymi: 30 minutowym opóźnieniem, syfem w
      kiblu i nielegalnie sprzedawanym piwem po 7 PLN nic godnego legendy PKP się nie
      wydarzyło. Za to podróż powrotna! Podróż do krainy dzieciństwa! Żywe i
      ruchome muzeum PRL.

      Tak więc wyjeżdzam nad morze do Pucka odebrać dzieci. Przez godzinę latam po
      kasach bo nie moge znaleźć biletu na żaden z 3 pociągów nocnych (bodajże 23.30,
      0.30, 0.55). dopiero przy czwartej kasie mnie tknęło jak kasjer zaczął
      pasazerowi przede mną szukać miejscówki do miejscowości Władysławów. Tez nie
      było. Ja poprosiłem więc do miejscowości Hel przez samo H i zostałem
      szczęśliwym posiadaczem miejscówki na pociąg o godzinie 0.30.

      O tej tez godzinie stawiłem się na wyznaczonym peronie i już jąłem się pakowac
      do podstawionego pociągu gdy odkryłem że nie ma w nim wagonu sypialnego.
      okazało się że był to pociąg z godziny 23.30 opóźniony o godzinę. Szybko wiec
      pobiegłem do hali głównej dworca sprawdzić jakie opóxnienie ma mój pociag. Ku
      mojemu zdumieniu okzałao się że następny pociąg na Hel jest o godzinie 0.55.
      Spanikowny pobiegłem do informacji spytać co sie stało z moim pociągiem (ten
      środkowy o 0.30). Pani uprzejmie mnie poinformowała że w związku z remontem
      czegoś tam wszystkie pociagi opóźnione są o 25 minut. A jako ż wszystkie, to
      nie podaje się tego jako opóznienia na tablicy. Takowe pokazywane jest dopiero
      gdy pociąg spóżni się ponad te 25 minut (np 40 minutowe opóźnienie pokazywane
      jest jako 15!).

      Kładąc się spać zastanawiałem się jak z tym wszystkim radza sobie cudzoziemcy,
      no i rano miałem okazję sie przekonać. Obudziłem się około 6 podczas godzinnej
      przerwy technicznej w Gdyni. Jako że na miejscu leżacym trudno nawet unieść
      głowę wyszedłem na korytarz, na którym ku memu zdziwieniu nie było
      przyściennych krzesełek. spytałem konduktora czy jest wagon restauracyjny po
      czym zgodnie z uzyskana informacją udałem się do wagonu nr 6. Na szczeście
      okazało się ze wagonu w ogóle lub już nie było w skałdzie. Na szczęscie, bo
      przednia częśc składu odjeżdzała do Kołobrzegu i gdybym rozsiadł się na kawie
      to pewnie nie spotkałbym się już nigdy więcej moim plecakiem.

      No ale wracając do cudzoziemców: nie chcąc wracać do "trumny" w sypialnym
      postanowiłem znaleźć wolne miejsce w pzredziale dla siedzacych. Szczęśliwie
      znalazłem miejsce siedzace i równie szczęśliwie, co łaskawie konduktor przyjął
      moje pokorne wytłumaczenie dlaczego sobie nie leżę skoro mam lezące i po co mi
      bilet na hel skoro do Pucka jadę. Musze jednak przyznać że z jego miny
      wynikało że traktuje tę moja fanaberię jako poważne i zagrażające
      bezpieczeństwu narodowemu dziwactwo. No ale potem wysłychałem ciekawej
      rozmowy, ktra toczyła się miedzy dwójką polskich współpasażerów i jednej takiej
      zagranicznej sieroty, co to postanowiła spróbować przygody ekstremalnej z PKP.

      otóz młody ten człowiek, nie wiem skąd dokładnie wybierał się na ślub swojego
      przyjaciela. Ślub był planowany o godzinie 14 ale młody człowiek martwił się
      nieco czy zdąży z odprawą graniczną do godziny 11. O tej bowiem godzinie
      umówiony był ze swoim kolegą po drugiej stronie granicy. Tez miałem
      watpliowości chociaz sam dokładnie nie wiem jak długo płyna promy do Helsinek
      czy Sztokholmu. Młodzieniec jednak się tym nie przejmował bowiem przyjął że
      granica jest lądowa. Poniekąd słusznie bowiem z kolegą umówił po drugiej
      stronie przejścia w Kuźnicy Białostockiej skąd wraz kolegą mieli pojechac do
      Grodna. Zasadniczo jednak niesłusznie bowiem pani w Warszawie sprzedała mu
      bilet do Kuźnicy na Helu skad do Grodna nieco dalej a w prostej linii bodajże
      przez obwód Kaliningradzki, do którego odrębnej wizy potrzeba.

      Korzystając z długiej przerwy, młodzi Polacy zaopatrzyli młodziana w bilet na
      najbliższy pociąg do Białegostoku (tuz przed gdzina ślubu) i życzyli mu
      szczęścia na dalszej drodze z PKP.

      Za jakieś 40 minut byłem w Pucku. Wyszedłem na zarośnięty peron, minąłem
      niesprzatany od lat dworzec i zamknięte toalety na zawnątrz. Zrobiłe kupę w
      pobliskich krzakach. Poczułem się jakbym miał 20 lat mniej.

      • morgen_stern Re: Niech żyje PKP! 14.08.07, 16:09
        Uśmiałam się, co za opowieść ;-)) Pozdrawiam Hiernima ;-)
      • Gość: kim Re: Niech żyje PKP! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.07, 09:53
        Hieronim wymiata!
    • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.10.07, 17:21
      Koleżanka ze studiów, pochodząca z Raciborza, a studiująca w
      Krakowie, opowiadała mi taką historię. Jedzie kiedyś do domu, pociąg
      przejeżdża przez miejscowość Nędza. Jakiś pijak się jej pyta, jaka
      będzie najbliższa stacja. Ona mówi, że Nędza, a pijak: "Jak to
      nyndza, jak bogate domy widać".
    • zwierze_futerkowe Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 14.10.07, 15:47
      Jechałam kiedyś ekspresem ze Szczecina do Warszawy i było tak mało ludzi, że
      byłam w przedziale sama. Bodajże w Poznaniu dosiadło się dwóch - na oko
      czterdziestoletnich - panów w garniturach. Zdjęli marynarki - OK. Zdjęli krawaty
      - też OK. Ale kiedy zaczęli rozpinać koszule, to już lekko się zdziwiłam...
      Zdjęli te koszule, powycierali się nimi pod pachami (sic!) i zaczęli grzebać w
      torbach w poszukiwaniu wygodniejszych strojów. Wyciągnęli jakieś pulowerki,
      ubrali się i siadają. A ja, już nieco wqrwiona, no bo do cholery nie jestem
      przezroczysta i na ich kumpla-luzaka też nie wyglądam, pytam ich ze słodziutkim
      uśmiechem: "Jak to, i to już koniec? Jak striptiz, to striptiz, poproszę na
      full!". Dziwnie się spojrzeli i - ku mej radości - po chwili poszli poszukać
      innego przedziału.
    • juliaiga Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 16.10.07, 14:55
      Ja ciągle wspominam kobietę,której przyglądało się małe dziecko a
      jego rodzice byli zajęci rozmową.Nagle ta kobieta wydęła wargi i
      udając tygrysa puściła do tego dziecka perskie oko,ale z takim
      rozmachem.To miało się odbyć tak,że to miała być ich tajemnica-tego
      dziecka i tej kobiety,przypadek że akurat to mogłam zobaczyć.Kobieta-
      bestia o talencie aktorskim,wow.Do końca życia tego nie zapomnę:))
      • 36krzysiek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.10.07, 12:55
        Usmiałem się czytając Wasze historyjki, jednak po zastanowieniu
        rysuje się przerażający przekrój społeczny. Ciekawe, czy tylko w
        naszym pięknym kraju tak jest, że połowa obywateli nie zna zasad
        współżycia społecznego oraz wykazuje wyraźne oznaki choroby
        umysłowej? Kolejne 1/4 to alkoholicy i ludzie stroniący od wody i
        mydła. Kolejny wniosek to przerażenie nad znajomością reguł języka
        polskiego wsród forumowiczów. Więcej książek mili Państwo albo
        przyspieszone kursy. Co do kolei unikam jak morowej zarazy, tak samo
        jak i innych form pozamiejskiego transportu publicznego. Wolę 10
        godzin przestać w korkach samochodem niż tę samą drogę pokonać w 6
        godzin koleją. Jeżeli już jestem zmuszony to tylko bezprzedziałowe
        IC, słuchawki na uszy i wara ode mnie. I wcale się nie wywyższam, po
        prostu nie lubię kontaktów z przypadkowymi osobami, nie zawieram
        takich znajomości i nie życzę sobie, żeby sam koszmar podróży
        umilano mi jeszcze większym koszmarem konwersacji.
        • juliaiga Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.10.07, 15:13
          Naszym narodowym problemem jest alkoholizm.Nie umiemy rozmawiać na
          trudne tematy lub bawić się bez wódki.Ale z resztą
          przesadziłeś.Ludzie nie są automatami.Bo tak naprawdę o co Ci chodzi?
          We Francji młodzież nie potrafi posługiwać się sztućcami,większość
          tego co leży na talerzu je ręką.Kobiety w Paryżu mają problem z
          goleniem nóg.To znaczy że co,że jęsli we Francji tak się robi to my
          też możemy na to sobie pozwolić?Dlaczego mamy być zawsze zależni?
          Kraje zachodu to kraje zachodu,ktaje wschodu także mają swoją
          kulturę.Ale my nie musimy nikogo kopiować.Polska to Polska.Przecież
          zawsze walczyliśmy o tą suwerenność i o tą wolność.
        • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.10.07, 19:04
          36krzysiek napisał:

          > Usmiałem się czytając Wasze historyjki, jednak po zastanowieniu
          > rysuje się przerażający przekrój społeczny (...)

          Człowieku, wyluzuj. Tu jest Forum Humorum, w tym wątku ludzie piszą o dziwnych,
          niezwykłych ludziach jakich spotkali podczas podróży pociągami. To wcale nie
          oznacza, że podczas każdej podróży pociągiem można spotkać takich ludzi i że
          nasze społeczeństwo składa się tylko z takich osobników. A tak w ogóle to
          polecam mniej wywyższania się, a więcej humoru.
          • Gość: zenon Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.hstl1.put.poznan.pl 04.02.08, 22:42
            No właśnie. Przecież już dawno badania wykazały, że nie 1/4 lecz 1/2 Polaków
            stroni od wody i mydła.
      • Gość: nadobna Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 193.24.24.* 18.10.07, 15:32
        Jechałam kiedyś na sylwestra do swojego chłopaka, który mieszkał w
        Krakowie. W przedziale siedział ze mną pan, któremu najwyraźniej
        wpadłam w oko. Był jednak symatyczny i gadatliwy, rozmawialiśmy
        sobie wesoło, choć podziękowałam za zaproszenie na sylwestra w góry:)
        Kilka miesięcy późnie wpadłam do znajomej, był tam akurat jej ojciec
        który okazał się panem z pociągu.
        • juliaiga Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 18.10.07, 17:05
          I jak to się skończyło,wydałaś go?
    • ggigus spotkalam moja sobowtorke w pociagu 18.10.07, 21:55
      (serio, nie wiem, czy widzieliscie kiedys sobowtora znajomej/znajomego, mnie sie
      pare razy zdarzylo, raz nawet sobowtor kolegi byl przeze mnie i kolezanke
      widziany, zagadalysmy go, a on, ze to nie ten, ze jakis inny facet, jeszcze sie
      oburzyl, ze go bierzemy za kogos innego)

      ale moj sobowtor to byla dziewczyna cholernie do mnie podobna, ale miala inny
      koor oczu i ciemne wlosy
      cala droge Opole-Wroclaw gapilysmy sie na siebie ukradkiem
      hihi, trzeba bylo zagadac

      inna przygoda to podroz Wroclaw-Budapeszt i z powrotem z handlarzami

      do Budapesztu jechalam 1, raz jako jedyna bez towaru, mialam bilet
      miedzynarodowy, ale przeplacilam, bo handlarze co kraj, to wyskakiwali, kupowali
      i jechali za polowe mojego
      nastepnym razem za sweteki z rozyczka, mialam ze trzy na sobie i koszmarne
      buciki obok, niby ze zdjelam na podroz, wyskakiwali za mnie, pieniadze
      rozmienili, bulke kupili jeszcze

      no i odciagalam uwage kolejarzy i celnikow, bo studentka, panie, tego my tu nie
      widzielismy

      az jechalam z Wegrem, ktory byl w Polsce w sumie ze 3 tyg., w czasie paru lat
      mazlenstwa tak dobrze nauczyl sie dla zony polskiego, ze mozna go bylo wziac za
      osobe, ktora dlugi czas mieszkala poza krajem i czasem sie jej cos pomyli
      mowil czysciutko, zona nie chiala sie preprowadzic do Budapesztu i gnila w
      jakiejs dziurze na prowincji
      ja tu z Wegrem intelektualne rozmowy, a on normalnie sie zakochal w takiej
      handlarce kolo 30
      nigdy w zyciu nie widzialam u kogos tak goracego spojrzenia
      ale w tej podrozy oprocz handlarki kolo 30 (przyznam, miala w sobie cos
      sexappeal), jechala jej kolezanka, tez handlarka, ktora opowiadala o zabytkach,
      zamkach na trasie
      okazalo sie, ze latami jezdzi na handel, ale latem robi sobie taki urlop, z
      tydzien jedzie z Budapesztu do Krakowa i zwiedza po kolei
      strasznie ciekawie opowiadala, nawet sobie gdzies zapisalam, co warot zobaczyc i
      gdzie nocowac
      w ostaniej podrozy mialam fajna handlarke w przedziale, polubilysmy, wizeialm z
      piec sweterkow na siebie, jeden chciala mi podarowac
      pol nocy opowiadala mi swoje zycie, ze sie zakochala w koledze z liceum, ale
      wyjechal, ze ma meza i go nie kocha, ale ma dwojke dzieci ze dla nich tak zasuwa
      i ze czeka, az jej ukochany wroci ze Stanow
      • Gość: anonim Re: spotkalam moja sobowtorke w pociagu IP: 213.17.128.* 24.10.07, 17:20
        fajny wątek
        up
        • Gość: jood Re: spotkalam moja sobowtorke w pociagu IP: 213.77.84.* 26.10.07, 19:29
          Ostatnio jechałem pociągiem z Warszawy do Wrocławia - ogólnie przyjemnie, chociaż ciasnawo - bo to stary wagon bez przedziałów, mało miejsca na nogi. Ale podróż umilała jakaś pani, która co chwilę odbierała telefon, i każdemu ze swoich rozmówców tłumaczyła, że już wraca do Wrocławia, bo gdzieś tam upadła, i coś zrobiła sobie w nogę, że w Warszawie chcieli ją wsadzić w gips, ale się nie zgodziła, bo byłby od kostki po pachwinę, więc jedzie do domu, a nogę ma jakoś usztywnioną i trzyma na walizce, więc jest OK. Wszyscy się dowiedzieli również, że z dworca ją odbierze jakiś Zdzisiek czy inny Krzysiek i zawiezie ją prosto na pogotowie. Jednego z rozmówców prosiła też, żeby zawiadomić studentów. Historia ta opowiedziana po raz piąty donośnym głosem pozwoliła utrwalić sobie w pamięci wszystkie fakty.

          A tak na marginesie - wstrząsnął mną do głębi fakt, że w tym pociągu był wagon, z przedziałami, gdzie przy każdym siedzeniu jest gniazdko 230V!
      • Gość: regpis Re: spotkalam moja sobowtorke w pociagu IP: *.com.pl 19.03.10, 11:13

        > ale moj sobowtor to byla dziewczyna cholernie do mnie podobna,
        ale miala inny
        > koor oczu i ciemne wlosy

        też miałem taką historię. tyle że mój sobowtór był ciemnoskórą
        dziewczyną.
    • Gość: l Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.tpca-cz.com 29.01.08, 05:20
      Slowo daje - jechalem w jednym wagonie z p. Lepperem - ale czy ktos
      go jeszcze pamieta ? - i nie wiem, czy nalezalo mi tego zazdroscic
      czy moze wspolczuc ...
    • super_benek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 04.02.08, 00:33
      Fajny wątek:) Pociągiem jeżdzę trochę w sprawach służbowych, zawsze
      są to dosyć długie trasy. I zawsze są jakieś przygody, fajne i
      niefajne, wybrane poniżej:

      1. Podróż W-wa-Łódź, pierwsza klasa, środek dnia, więc pociąg lekko
      opustoszały. Ledwo zdążyłam się umościć, wpada zadbana babeczka, lat
      ok 45, cała obwieszona złotem. Już od progu zaczyna mówić..."A jak
      dobrze, że mogę z Panią usiąść, to tak bezpieczniej, a ja prosto z
      sejmu i może się trochę prześpię..." Jak się okazało, była posłem na
      sejm z ramienia (ówczesnego) SLD, partii nie do końca przeze mnie
      lubianej, jednak kobieta nie była zainteresowana dyskusją, jej
      domeną był zdecydowanie monolog. Nawet gdybym chciała coś
      powiedzieć, to nie miałabym jak - ciężko było wyłowić jakąkolwiek
      spację w jej słowotoku. Tak więc, czekając na jej zapowiedzianą
      drzemkę, dowiedziałam się, że:

      - posłem zaczęła być, bo zwolninil ją ze szkoły,w której uczyła. Po
      czterech latach na bezrobociu, stwierdziła, że woli iść do sejmu niż
      siedzieć w domu i nie mieć co do garnka włożyć (!!!)"Bo wie Pani,
      mąż taki ślamazara..."

      - wszędzie ją chwalą, odebrała kilkanaście nagród (oczywiście
      wymieniała nazwy nagród i cytowała słowa pochwalne)

      - "Ta pani Aleksandra to taka zniszczona przez te okropne media,
      podobno siedzi w domu i płacze. A ma chorego syna..." (chodziło o
      Jakubowską)

      - "A Leszek, co to za człowiek! Złoty człowiek!" (to o Millerze)

      - "A wie pani, ja trochę zmęczona, bo wczoraj mieliśmy becikowe
      kolegi" (tu dokładny opis popijawy)

      Pani poseł odbierała również swoje trzy telefony, jak również sama
      dzwoniła. M.in. do swojego asystenta, żeby koniecznie załatwił jej
      numer do dyrektora szpitala w Łodzi. Myślałam, że chodzi o jakąś
      zacną sprawę wagi państwowej…
      - "Pani dyrektorze, tak to ja, mój asystent uprzedzał, że będę
      dzwonić, prawda? A więc, panie dyrektorze, mój syn ma poważny
      problem z odbytem..." ODBYTEM!!!
      I nastąpił dokładny, drastyczny opis objawów u ukochanego, 30-
      letniego z resztą, synka. Oczywiście synek został w tempie
      expressowym zapisany na jakieś specjalistyczne badania, bo taki był
      cel telefonu.
      Spodziewałam się, że po zakończeniu rozmowy telefonicznej przeprosi
      mnie, że musiałam tego wszystkiego wysłuchiwać. Tak by chyba każdy
      normalny człowiek zrobiła. Ale ona kontynuowała, zwracając się już
      do mnie:
      - Wie pani, jemu taka narośl się w środku zrobiła i to boli,
      zwłaszcza przy wypróżnianiu..."
      Generalnie przez całą drogę balansowałam między dzikim śmiechem (w
      myślach) a przerażeniem. No bo jeśli tacy ludzie decydują o losach
      naszego kraju....to ja wysiadam...

      2. Podróż W-wa-Gdańsk, sierpień 2007, wagon I klasy. Zaczyna się
      bardzo upalny dzień, przedział powoli się nagrzewa. Wcześniej
      jeździłam podobnym pociągiem do Gdańska, było miło i chłodno, więc
      pytam konduktora o klimatyzację. Słyszę: "W tym składzie
      klimatyzowane są tylko dwa wagony II klasy" Aaaaa, czyli trzeba było
      jechać drugą,żeby cieszyć się luksusem klimatyzacji, w pierwszej to
      nie było możliwe! Ta wiadomość zdruzgotała mnie do cna, gdzieś po
      głowie kołatało mi się, że przynajmniej raz obietnica PiS została
      spełniona - biedniejsi (przynajmniej z teorii) mają lepiej...
      Oczywiście nastąpił zbiorowy exodus do 2 uprzywilejowanych wagonów.
      Tylko gdzie logika?????

      3. Podróż Warszawa-Wrocław, upierdliwa jak nie wiem, bo przez
      Poznań. Jedzie się bite 5 godzin. Gorąco, ale wagon nieklimatyzowany
      (jak reszta składu tym razem). Oprócz mnie w przedziale tylko 2
      panienki w garsoneczkach, jak wywnioskowałam z ich rozmów, pracujące
      w HR, jadą na uniwerek promować swoją firmę jako potencjalnego
      pracodawcę. W przedziale robi się duszno, więc z odpowiednim
      komentarzem (o jak gorąco) otwieram okno. Do przedziału wpada lekka
      bryza, można wreszcie odetchnąć. W tym momencie jedna z panienek
      zamyka okno, "bo wieje". Ok, w końcu to ona siedzi przy oknie, więc
      może faktycznie wieje. Otwieram więc drzwi na korytarz. W takim
      stanie jedziemy kilka minut, nagle jedna z nich podnosi się "Zamknę
      bo strasznie głośno jest". Mija kolejne kilka minut, a panienki
      wyciągają z toreb...pilniczki i cążki! Kolejne kilka minut i na
      stole ląduje cała batalia lakierów do paznokci i zmywaczy. Jedna
      tylko rzuca - "może nie powinnyśmy"? Druga "No co ty, dlaczego
      nie?!". I zaczynają w tym gorącym zaduchu malować paznokcie!!!!
      Wstaję i wychodzę, nie chce mi się dyskutować. Oczywiście zamykam za
      sobą szczelnie drzwi,zostawiając panienki w ich upragnionym smrodku…
    • frillia Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 06.02.08, 16:48
      opowiesc z podrozy po Czechach
      jako, że od kilku miesięcy mieszkam w Pradze, często podróżuję na
      trasie Ostrava-Praha. We wrześniu wracałam do Pragi w dość podłym
      nastroju - po pogrzebie znajomego. Dodam, że mój czeski jeszcze
      kula. W przedziale kilka osób, za Ostravą dwie dziewczyny
      przysiadają się, zaczynają rozmawiać i wyciagają z torby butelkę
      Myslivieckiej (taka ziołowa wódeczka). Zaczęły częstować cały
      przedział, ja uległam po kilku prośbach :) generalnie wywiązała się
      miła rozmowa, jeden z chłopaków mówił po polsku, więc w razie
      potrzeby służył za tłumacza (pozdrowienia dla Honzy!), a na dodatek
      w momencie, kiedy skończył się alhokol, dziewczyna która wysiadała w
      Ołomuńcu zadzwoniła do swojego ojca i poprosiła o dostarczenie nowej
      butelki i popitki na dworzec :) piliśmy za jej zdrowie do Pragi!
      jedna z najciekawszych podróży w moim życiu, mimo wszystko ;)
      • schade a propo smrodu i szatana 06.02.08, 17:42
        Kiedyś zostałam wyciągnięta z przedziału za smrodem który dochodził
        nie wiadomo z kąd....
        Mało nie zwymiotowałam gdy doszłam do jednego z przedziałow na końcu
        wagonu.
        W pełnym przedziale ludzi facet zdjął buty i siedział w samych
        skarpetkach. - smród okropny.
        Niestety nie bardzo było mozna przesiąść się do innego wagonu ( był
        to ekspres z miejscówkami, pełny podróżnych).
        • ewosia Re: a propo smrodu i szatana 07.02.08, 17:52
          Ostatnio pojechałam pociągiem kilka razy i moja ulubiona podróż była
          w Sylwestra. Pociąg typu bonanza, na ławeczkach obok dwie starsze
          panie i pan w należytym wieku. Jedna całą drogę gadała, takim
          wysokim, wibrującym głosem konduktorki: a za mieczkoskiego ktoś dał
          na msze, ale nie wiem kto, nie od nas, musze księdza zapytać a
          jankoska to lepiej, na co ona choruje, czekaj czekaj, na czustkie
          chiba, jo, na czustkie, raka miała najpierw na płucach, ale ona te
          papierochi cały czas pali, jej wyciely, ale nie odrosło na płucach,
          teraz jej się ta czustka pochorowała. jak zajedziemy do staszków, to
          ja już nic nie będę jadła, może chleba trochę, o i sałatki, nie w
          sumie to nawet samej sałatki, ja tam chleba nie musze, sałatki też
          będzie dobrze, a te koziedupskie to sie jednak budują, oni najpierw
          nie mieli, potem im bank powiedział, że nie da, ale dali w końcu, on
          za komuny w niemczech robił, to te piersze gospodarstwo postawyly,
          teraz to dla syna stawiajo, potem się ze staszkiem kłócili o
          siedlisko po matce, że niby zapis był, sie okazało, że nie było, ja
          w zeszłym tygodniu w sklepie byłam mąki kupiłam, potem pojechałam ,
          wzięłam, co miałam nie wziąć, basia mówiła, że mąki teraz nie trzeba
          kupować, że zła jest, ze cukier lepiej, ale co ja tego cukru teraz
          jem, kiedyś to się piekło, kompotów człowiek narobił, dżemu, teraz
          nie warto,jak zajedziemy zadzowonić trzeba będzie, ty masz telefon
          do staszka, dobrze, ja kiedyś u nich byłam, na podłodze spałam koło
          balkonu, mi to nie przeszkadza, ja tam mogę na kiju nawet spać, to
          imieniny staszka były, nawet ta pokłócona siostra z Pułtuska
          przyjechała, co jej kiedyś coś tam powiedział, ona się obraziła, się
          nie odzywali, potem jak matka jego zachorowała, to zmądrzeli, poszli
          do szpitala, córka tej siostry to do Anglii pojechała, ale do
          kościoła nie chodzi, zresztą, jak tu się modlić po angielsku, kto to
          zrozumie, teraz zreszto te młode to już nie takie jak kiedyś, bluzkę
          tą niebieską wzięłam, będę musiała wyprasować, staszka poprosze, da
          mi żelazko, ostatnio przypalilo mi się takie niby niepalące, na
          promocji kupiłam jak człowiek do tego hipermarketu pójdzie, to nie
          jest dobrze, niby tanio tanio a przy kasie zawsze stówa...
          I tak 3 godziny 18 minut. Sraczka słowna.
          Najlepsze, że ta jedna cały czas nadawała, druga cały czas patrzyła
          to w jedno, to w drugie okno i rytmicznie mówiła: tak, tak i kiwała
          zamaszyscie głową. Pan, co był mężem tej nadającej najwyraźniej,
          oglądał sobie paznokcie i co jakiś czas podrzucał małżonce detale
          typu czustka albo koziedupska, taka pamięć zewnętrzna.
          Nie mogłam oczu oderwać.
          • tysia2 Re: a propo smrodu i szatana 05.03.08, 21:24
            Fenomenalna narracja. Serio :-)
          • znana.jako.ggigus kolo tych ludzi chyba też 06.09.08, 14:15
            kiedyś jechałam
            dwie kobiety i facet, a ta monotonna opowieść niesamowicie wciąga
            u mnie to była tylko godzina i 10 minut

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka