crunchips
30.10.02, 16:43
wg mnie, najlepsza cześć jest o zamykającej się klapie od kibelka
(Autor odpowiada kobiecie, która przypadkowo weszła do męskiego kibla:-)
Niech pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie przez pani wejście ten
facet tam oszczał tego drugiego obok niego. My faceci ciągle to robimy.
Rzadko kiedy trafiamy w to, w co celowaliśmy.
Czasem jak pójdę do kibla, zaczynam lać i nagle zaczyna mi się
rozbryzgiwać naokoło, wiec musze w coś celować.
Widzi pani, kobiety powinny zrozumieć, ze penisy mają swój własny rozum.
Facet może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary są zajęte,
wycelować idealnie w kubełek, a jego penis i tak da rade oblać rólkę
papieru toaletowego, nogawkę i buty. Mówię pani, nie można ufać tym
małym ptaszkom!
Ja jestem żonaty już od 28 lat i moja żona mnie wytrenowała. Nie pozwala
mi odcedzić kartofelków jak facetowi - na stojąco. Musze odlewać się na
siedząco. Przekonała mnie, że to niewielka cena, jaką muszę zapłacić. Bo
gdyby jeszcze raz poszła do toalety w nocy i albo siadła na pokrytej
moczem desce, albo wpadła do kibla bo nie położyłem deski, to by mnie
zabiła zanim bym się obudził.
Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią rozmawiać. Ale skoro
jesteśmy już tak dobrymi kumplami i uważa mnie pani za gościa z klasą,
pozwolę sobie być z panią szczery. To jest nie lada problem i panie
powinny go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego drąga". My faceci zwykle
budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym pragnieniem odlania się oraz
penisem tak twardym, ze mógłbyś nim ciąć diamenty! Nie ważne jak się
wytężasz, nie uda ci się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie zegnie, to
za cholerę nie można tym celować. A jak nie możesz celować, to nie masz
wyboru tylko oszczać cala ścianę i to włochate przykrycie na deskę
klozetową, które wy kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A przy
okazji, jak używacie tego cholernego przykrycia, to deska nie może sama
stać. Więc musimy jedną ręką podtrzymywać deskę klozetowa, a drugą ręką
starać się kontrolować nasze bardziej niż nieprecyzyjne narządy
celownicze. Czasem tym nowopożenionym wydaje się (myślę, ze chłopaki tu
obecni to p otwierdza), że można zmusić deskę klozetowa z tym
czortowskim puchatym przykrycie aby stała.
Wiec ciskają z całej siły deska w tył, upychają i sprężają to
przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał przykrycia się rozpręża i
deska niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromna siłą tuz przy
przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego frankfurterka! Potem już nie
podnoszą desek klozetowych z przykryciem, bo to po prostu niebezpiecznie
dla zdrowia. Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić tę skomplikowaną
poranną sytuację mojej żonie. Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie
zegnie. Ona na to: Więc będziesz do końca życia siadał, tak jak ja.
Ok. Spróbowałem wiec siadać z "porannym drągiem". No cóż, wsadzić go pod
deskę też nie jest łatwo. I zanim mi się to udało, zdążyłem oblać
wszystkie ręczniki wiszące na przeciwnej ścianie. Nawet jeśli siedzisz i
zmusisz twoje drewienko do wejścia pod deskę klozetowa, to kiedy
zaczniesz sikać, mocz i tak wystrzeli przez szczelinę pomiędzy deską a
górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy nogi i mocz pocieknie po
nogach w dół, prosto na ten śmieszny chodniczek, który kobiety nie
wiadomo po co kładą na podłodze pod kiblem!
Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę
sobie z owym porannym problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć
pozycje "lecącego Supermana" kładąc się w powietrzu nad deską klozetową.
Wymaga to niemałej praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także
synchronizacji w czasie, lecz jest to jedyny pewny sposób, aby podczas
porannego odpryskiwania się zgromadzić cały mocz w kiblu.
Wiec panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za taką
a nie inna sytuacje. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i
czystością w łazience.
Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się nam spod kontroli.
Nie nasza to wina, lecz Matki Natury.