Dodaj do ulubionych

z życia chirurgów

24.06.03, 14:48
Ponieważ z życia pilotów i adwokatów już było to ja proponuję wątek medyczny
tylko, że narazie nic nie znam toteż was proszę o napisanie czegoś. Chcę się
śmiać!!!
--
Con humores contra spores!!!!!!!!!!! :))))))))
Obserwuj wątek
    • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 24.06.03, 20:39
      No dobra coś znalazłam w Oxfordzkim podręczniku chirurgii to wam dodam a tym
      samym pociągnę wątek do góry. Otóż w języku medycznym jest takowe pojęcie
      jak "Uruchomienie" pacjenta :)) bardzo mi się spodobało a chodzi o to, że
      pacjent po długotrawałym unieruchomnieniu zaczyna powoli się poruszać :))
    • annika_vik Re: z życia chirurgów 24.06.03, 20:44
      Ależ proszę bardzo -

      Niedawno opowiadał mi to kolega medyk. Historia z czasów studiów, pierwszy czy
      drugi rok, jeden z pierwszych kontaktów z pacjentami.

      Jako zadanie student dostał osłuchać za pomocą stetoskopu pacjentkę - młodą
      dziewczynę, wyjątkowo biuściastą. Chłopak-student medycyny z przejęciem
      przykłada słuchawkę w odpowiednie miejsca, powoli i dokładnie, na co dziewczyna:
      - Hm, panie doktorze, czy słuchawek od tego nie powinien Pan mieć w uszach?

      Student stetoskop miał - na szyi...
      • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 24.06.03, 20:46
        Dziękuję ci to było śmieszne :)) tak się biedak przejął że stetoskopu
        prawidłowo nie złożył :)) dobre dobre
        • Gość: Fred Re: z życia chirurgów IP: *.wodgik.katowice.pl 25.06.03, 11:09
          Ale i jej wypowiedź można by zrozumieć dwuznacznie - że woli, żeby jej do
          biustu przyłożył uszy... Ale chyba nie o to chodziło.
    • beannshie Re: z życia chirurgów 25.06.03, 10:58
      no to prosze...;) :

      Z pamiętnika chirurga

      Sobota.
      Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu
      Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się
      szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię
      się, że będzie próbował sam się zaszyć.
      Poniedziałek.
      Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie
      prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też. Dzisiaj miałem tylko dwa
      wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale poniedziałek jakoś zleciał,
      tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między protezami podręcznik anatomii.
      Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że aż z tylu części składa się
      człowiek.

      Wtorek.
      Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem co
      prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można nadużywać dobrej
      woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?

      Środa.
      W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji,
      kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko.
      Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu
      przyszyłem butlę z tlenem do pleców. Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na
      próbę zastrzyk nową jednorazówką z tego transportu, który dopiero co nadszedł.
      Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem, zanim wprowadziłem wszystko dożylnie.
      Siostra Jola powiedziała, że niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych
      strzykawek przyjdą w przyszłym tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze.
      Eee, pożyjemy zobaczymy.

      Czwartek.
      Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie.
      Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na
      szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno
      zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż
      spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że przyszedł
      do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z pracowników naszej
      placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i
      kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy
      cel swojej wizyty?

      Piątek.
      Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym
      większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie
      podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym
      kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.

      Sobota.
      To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie
      przewracam się o każdego leżącego.

      Wtorek.
      Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie doszło,
      gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu. Przypuszczam, że
      spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to, że zamiast od bólu
      głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło, zrobiłem mu trepanację i
      napchałem do głowy gazet. Myślę, że bredzę. Dobranoc, kochany dzienniczku.
      Chyba już w tym tygodniu nic nie napiszę.

      Środa. Po południu.
      Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od tygodnia
      skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak niczego nie
      znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd. Podobnie zresztą,
      jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną krew. A kiedy
      przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej temperatura wynosi grubo
      powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli razem 42. A ten Paprotka,
      widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie odezwał.

      Czwartek.
      Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim. Zegrzyński
      uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej kłopotliwych
      pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam co to znaczy dłużej? Te dwa,
      trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm chorego i obsługi.

      Piątek.
      Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.

      Sobota.
      Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i
      długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.

      Niedziela.
      Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.

      Wtorek.
      Salowy Wiśniewski powiedział dzisiaj do mnie podczas obchodu Doktorze, dzisiaj
      nie wtorek, zapnij rozporek. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że dzisiaj
      właśnie jest wtorek. Nie wiem, dlaczego ten cham tak się śmiał. Siostra Kulanka
      też. Nienormalni.

      Środa.
      Myślałem długo nad wczorajszym incydentem z Wiśniewskim. Sprawdziłem dokładnie
      w kalendarzyku, potem jeszcze specjalnie włączyłem dziennik. Wczoraj na pewno
      był wtorek.

      Czwartek.
      Wiem, że dorosły człowiek, i do tego lekarz nie powinien zaprzątać sobie głowy
      drobiazgami, ale nie mogę zapomnieć o wtorkowym obchodzie. Dziś przezornie
      przed wyjściem z toalety zapiąłem sobie rozporek. W końcu dzisiaj nie wtorek,
      tylko czwartek. Jutro piątek. Może się położę na kilka dni.


      pzdr:)
      • Gość: Fred Re: z życia chirurgów IP: *.wodgik.katowice.pl 25.06.03, 11:12
        Beannshie, to jest cooool! Puszczam to dalej!
      • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 25.06.03, 12:12
        to jest to :)) suuuuper :)) dziękuję baaardzo :))
      • Gość: eden Re: z życia chirurgów IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 12:15
        popłakałam się ze śmiechu, rewelacja!!!
      • Gość: Dzidka Re: z życia chirurgów IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 18:36
        Kurde, znam to od dawna, i za każdym razem tak samo się śmieję :-)))))
    • alfika Re: z życia chirurgów 25.06.03, 11:13
      Nocny dyżur, spokój. Internista z chirurgiem rozgrywali partyjkę w karty i tak
      im czas płynął. Tymczasem młode małżeństwo, w podróży, uznało, że przy tym
      szpitalu muszą się zatrzymać - kobieta narzekała, że brzuch ją boli tam gdzie
      wyrostek i już zaraz natychmiast trzeba do lekarza.
      Obaj nasi lekarze poszli ja obejrzeć, a że wyrostek był tylko podrażniony
      (naprawdę najpierw się upewnili), zaczęli rozmawiać:
      - Wyrostek...
      - No. To operujemy. Ty operujesz.
      - Ja nie, ja jestem internistą.
      - Nie mozesz zoperować prostego wyrostka???
      - Nie wygłupiaj sie, kiedyś musi być ten pierwszy raz!
      Kobieta w tym momencie wstała, o własnych siłach, zdrowa, i stwierdziła z
      pełnym przekonaniem:
      - Właściwie to ja juz się dużo lepiej czuję.
      Na co oczywiście zaczęli ją przekonywać, że lepiej może niech zostanie, będzie
      miała operację za sobą i już jej wyrostek nie będzie dokuczał.
      Ale ona coś się uparła, bo NAPRAWDĘ lepiej się czuje i spokojnie dojadą do domu
      i jak tylko coś ją zaboli to ona tam od razu pójdzie do szpitala. Ona się nie
      boi, ale naprawdę lepiej się czuje!

      Inny przypadek, też środek nocy, zima, zadymka jak diabli. Pijany gość wtacza
      się do Izby Przyjęć i twierdzi, że jego mamusia bardzo zachorowała.
      To ekipa sie pakuje, gość z nimi, pokaże drogę, bo trzeba dojechać na wieś.
      Wertepy niemiłosierne, ale jadą.
      Dojechali i w tym momencie wypada z chałupy krzepka staruszka, leci do syna i
      po chwili krzyczy:
      - Znowu piłeś, łajdaku!
      A ten, załaniając się przed nią, mówi:
      - Mamusiu, ja cię tak kocham, popatrz, nawet lekarza ci przywiozłem, żeby cię
      zbadał jakbyś źle się poczuła... Tylko nie bij!

      Śmieszne, ale jakby coś w tym czasie naprawdę komuś się stało...
    • nauma Re: z życia chirurgów 25.06.03, 11:32
      nie zacytuję, bo nie mam pod ręką, ale dla wytrwałych polecam:
      Topor "Para najpiękniejszych piersi na świecie" - a konkretnie
      mikroopowiadanko "Chirurdzy"
      • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 25.06.03, 12:12
        dzięki za te historyjki świetnie się bawiłam naprawdę :))
        • Gość: malinka Re: z życia chirurgów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.03, 13:48
          Dlaczego chirurdzy w czasie operacji maja maseczke na twarzy????

          Zeby nozy nie oblizywali:)
          • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 26.06.03, 09:18
            znalazłam jeszcze coś zabawnego :)) "Ewakuacja guza" ależ ten język medyczny
            jest ciekawy :))
      • hamsterek Re: z życia chirurgów 26.06.03, 09:37
        Polecam Topora, opowiadanko jak i cała reszta z tomiku "Cztery róże dla
        Luciene" jest niesamowite :-))))
        • Gość: Slotna też lubię Topora IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 18:37
          O tej kobiecie, która szczekała, albo samo to opowiadanie o 'najpiękniejszych
          piersiach'...
          • herbata.cytrynowa Re: też lubię Topora 30.06.03, 09:40
            topora poznawać zaczęłam dzięki temu wątkowi i komuś z forum... "komusiu" :)) z
            forum dzięki topor jest naprawdę.. tfu cofam taśmę... był naprawdę
            fantastycznym pisarzem... uśmiałam się zwłaszcza ze sznycla górskiego :))
            makabra to coś dla mnie :))
    • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 26.06.03, 10:44
      Ciężka operacja



      Rannego ułożono na stole. Gdy zastosowano prowizoryczną narkozę, chirurg, w
      rękawiczkach i w masce, wyciągnął rękę i rzucił sucho :

      - Skalpel !

      Wykonał podwójne cięcie na krzyż. Kula tkwiła w ranie.

      - Szczypce! - rzekł chirurg.

      Szczypce chwyciły kulkę rtęci, ale ta zaraz się wyślizgnęła. Chirurg zaklął. Ze
      złością łapał kulki rtęci, turlające się po całej ranie. Na próżno. Wściekły,
      rzucił szczypce i próbował chwytać palcami, ale przeszkadzały mu rękawice.
      Ściągnął je. Kuleczki temczasem wpadły w głąb rany. Było za mało miejsca, żeby
      je łowić. Jednym cięciem skalpela poszerzył otwór. Człowiek już dawno nie żył,
      a chirurg wciąż jeszcze zawzięcie chwytał palcami błyszczące, srebrne krople.

      to również coś Rolanda Topora ale to chyba nie jest zbyt śmieszne.
      • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 26.06.03, 10:48
        I jeszcze coś z serii "z życia wzięte":

        Meksykańscy chirurdzy plastyczni donoszą o rosnącej liczbie kobiet, które
        ponownie chcą zostać dziewicami. Możliwość takiej operacji istnieje od kilku
        lat, ale dopiero teraz stała się ona modna.

        W samym Mexico City co miesiąc siedem kobiet ponownie staje się dziewicami.

        Zabieg trwa 45 minut i kosztuje około 1500 dolarów. W trakcie operacji chirurg
        całkowicie odtwarza błonę dziewiczą, a rekonwalescencja trwa od tygodnia do
        czterech. Doktor Juan Jose Castaneda mówi: "Po tej operacji kobieta wraca do
        stanu przed pierwszym stosunkiem".

        Tymczasem psycholog Ricardo Melgoza krytykuje nową modę: "To podwójne oszustwo:
        kobieta nie tylko oszukuje swojego nowego partnera, że jest dziewicą, ale
        okłamuje także samą siebie. To skutek seksizmu i hipokryzji jaka panuje w
        społeczeństwie".
        • Gość: Dzidka Skalpel w cipce IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 18:41
          Jest w USA taki lekarz, który zajmuje sie generalnie chirurgioplastyką pochwy.
          Nie tylko rekonstruuje błony, ale także zwęża pochwę (by zwiększyć doznania),
          albo - UWAGA, UWAGA!! - wstrzykuje silikon w łechtaczkę (aj!!), aby ją
          powiększyć i uwrażliwić. Bije podobno niesamowitą kasę, bo chętnych na takie
          zbaiegi jest cała masa :-) Polecam artykuł na ten temat w "Marie-Claire", z
          maja albo z kwietnia.
    • herbata.cytrynowa Re: z życia chirurgów 26.06.03, 16:19
      heh... chyba nikomu się ten wątek nie spodobał... mimo to podciągam go w górę i
      liczę na cud :))
      • Gość: Max Re: z życia chirurgów i nie tylko IP: *.tvswiecie.com.pl 26.06.03, 20:13
        === Dlaczego lekarze zakładają kluby wędkarskie, lub wstępują do już
        istniejących?
        Aby mogli legalnie łowić duże sumy.

        === Chwalą się Rosjanin, amerykanin i Polak o osiagnięciach ich medycyny:
        - Amerykanin, mówi: u nas jednemu przyszyli obcięte dłonie i odzyskał taką
        sprawność, że został świetnym wirtuozem.
        - Rosjanin mówi: u nas jednemu przyszyli obcięte nogi i wygrał potem bieg
        maratoński.
        - Polak, mówi: u nas całą noc dwóch lekarzy rżnęło jedną pielęgniarkę, a ona
        rano o własnych siłach do domu poszła.

        === Wizyta na oddziale psychiatrii: lekarz mówi, o mamy nowego, jak się pan
        nazywa? Leżący odpowiada: jestem ojciec Tadeusz Rydzyk! Pan doktor: tak, a kto
        panu to powiedział? Leżący odpowiada: jak to kto: Pan Bóg.

        Na to odzywa się obok leżący pacjent: panie doktorze, niech mu pan nie wierzy,
        on pierd.... ja mu tego nie mówiłem!
    • Gość: al Re: z życia nie tylko chirurgów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.03, 21:33
      Taki ostatnio mi zaserwowano (nie wiem czy to aby nie tu chodziło, bo nie
      jestem w stanie wszystkiego przeczesać):

      Przychodzi pedal (P) do lekarza (L) i mowi, ze cos go strasznie kluje w
      dupie i zeby doktorek sprawdzil.
      L: - Ale panie ja znam takich jak pan, wy pedaly to tylko dla przyjemnosci
      tu przychodzicie zeby wam w dupie grzebac.
      P: - Ale panie doktorze, ja nie z tych, naprawde cos mnie potwornie w dupie
      kluje.
      L: - Tak, tak jasne juz ja wiem o co Ci naprawde chodzi.
      P: - Ale nie no naprawde, nie moge siadac wogole, stanie tez mi sprawia
      ogromne trudnosci, niech pan z tym cos zrobi.
      Doktor w koncu dal sie przekonac, zaklada rekawiczke i grzebie gosciowi w
      tylku, grzebie, grzebie, w koncu natrafia na cos, wyciaga i patrzy, a to
      róże. Zdziwiony patrzy na pedala, a ten:
      P: - To dla pana, panie doktorze.
      • nie_ktos Re: z życia nie tylko chirurgów 27.06.03, 12:25
        chyba najlepszy kawał to jest to, że żaden z nas nie jest dla lekarza pacjentem
        ani nawet człowiek, wszyscy jesteśmy PRZYPADKAMI
        • alfika Re: z życia nie tylko chirurgów 27.06.03, 12:44
          Są lekarze, dla których wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi, ale ty
          bredzisz, jakbyś był tylko przypadkiem.
          • herbata.cytrynowa Re: z życia nie tylko chirurgów 27.06.03, 16:38
            Piątek:

            Czy to naprawdę jest możliwe? Czyżbym był na ostatnim dyżurze przed urlopem?
            Chyba jednak będę musiał w to uwierzyć. I jak ja przeżyję te dwa miesiące bez
            usuwania komukolwiek czegokolwiek. No i jak oni poradzą sobie beze mnie.
            Przecież jestem jedyną osobą w tym cholernym szpitalu która nie została uśpiona.

            Sobota:

            Tak oto stoję na polu namiotowym. Narazie jeszcze jest tu pusto. Hmm... może
            jednak znajdzie się ktoś do operowania...

            Niedziela:

            Dzisiaj operowałem gościa w warunkach polowych. Hehe koleś miał wszyty esperal
            ale chciał się pozbyć tego draństwa bo nie mógł imprezować. Dziwne, że jeszcze
            się nie obudził po mojej prowizorycznej narkozie.

            Poniedziałek:

            Facet się obudził ale niestety w ranę wdarła się gangrena i facet zszedł.
            Rodzina jednak nie zauważyła jego zniknięcia. Może to i dla niego lepiej. No i
            dla mnie oczywiście.

            Wtorek:

            Rodzina zauważyła zniknięcie. Kurczę dlaczego nie pozbyłem się ciała. Musiałem
            uciekać. I tak oto w tempie ekspresowym przedwcześnie zakończyłem swój urlop i
            znowu jestem na starych śmieciach.

            I to tyle narazie bo wymyślanie takich historyjek zajmuje więcej czasu niż
            myślałam... pzdr
            • herbata.cytrynowa Re: z życia nie tylko chirurgów 29.06.03, 13:49
              wszedł głęboko....
              ................
              .............
              może nawet troszkę za głęboko
              sprawiając jej coraz większy
              ból........
              ciecz trysnęła.....
              i było po wszystkim...
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              .......................
              czas zgonu pacjentki 17:01
              :)) a teraz przyznać się ilu z was miało kosmate myśli??
              • herbata.cytrynowa Re: z życia nie tylko chirurgów 29.06.03, 13:51
                zapomniałam napisać, że chodziło o zeznanie chirurga przed komisją lekarską :))
                który za głęboko ciął skalpelem pacjentkę :))
                • Gość: Hiszpan Re: z życia nie tylko chirurgów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.03, 10:21
                  Chirurg na urazówce około godziny 16 patrząc na zegarek łapie za telefon i
                  dzwoni do najbliższego salonu motocyklowego:
                  -halo! ile dzisiaj sprzedaliście motocykli?
                  -cztery...
                  -aha dziękuje to musze jeszcze chwilę poczekać bo na razie przywieźli tylko
                  trzech motocyklistów... :)

                  PS kawał strasznie dyskryminujący motocyklistów ale mnie śmieszy mimo, że sam
                  jeżdżę od 8 lat motocyklami :)

                  PZDR!
    • Gość: barnaba Re: z życia chirurgów IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 01.07.03, 18:30
      Spora część anegdot dotyczy "przedmiotów znalezionych w pacjencie":

      Pewnego dnia do poradni chirurgicznej zgłosił się dość niewyraźnie wyglądający
      pacjent skarżący się na dolegliwości ze strony odbytu. Chirurg badający per
      rectum zamiast błony śluzowej odbytnicy wyczuł palcem twardą i śliską
      powierzchnię, zaś sama "odbytnica" miała średnicę kilkunastu cm. Okazało się,
      że tkwił w niej... słoik. O okoliczności, w których się on tam znalazł, lekarz
      taktownie nie zapytał.

      Inny pacjent doszedł do wniosku, że przydałby mu się gipsowy odlew własnaj
      odbytnicy. Biedaczek nie wiedział jednak, że gips twardniejąc zwiększa swoją
      objętość. Operacja się udała, ku zdziwieniu chirurga chory wychodząc ze
      szpitala zażądał zwrotu odlewu.

      Rekord świata pobił jednak pewien Niemiec, który szukając nowych bodźców
      seksualnych wpuścił sobie do odbytnicy... chomika. Wystraszony gryzoń zaskoczył
      jednak eksperymentatora, gdyż rozpoczął wędrówkę przez jelito grube.
      Operację zarówno chomik, jak i jego właściciel znieśli dobrze.

      Ciekawe przedmioty można znaleźć w żołądkach więźniów. haczyki i kotwiczki
      wprawdzie nie robię większego wrażenia, trochę mniej banalnym pomysłem są
      sztućce. Duże wrażenie na zespole lekarskim zrobiła natomiast sprężyna
      pochodząca z więziennego łóżka i pałąk od wiadra.

      Znajomy laryngolog po kilku latach pracy zgromadził sporą kolekcję przedmiotów
      wyciągniętych z dróg oddechowych dzieci. czymś zwyczajnym są groszki, guziki,
      klocki, pionki, kostki do gry etc. Spore wrażenie zrobiła natomiast na nim
      kilkucentymetrowa igłą lekarska.

      I na zakończenie, żeby nie było, że ciekawe rzeczy można znaleźć jedynie w
      męskim organizmie.
      Pewna dziewczyna dręczona chandrą poztanowiła urządzić sobie samotną imprezę
      przy świecach i szampanie. Po opróżnieniu jednej butelki przystąpiła do
      masturbacji za pomocą drugiej. Niestety, nie pamiętała obrazka strzelających
      korków pokazywanych choćby na relacjach z wyścigów samochodowych. Krótko mówiąc
      korek wystrzelił, na szczęscie nie czyniąc większych spustoszeń. Z pochwy
      usunął go ginekolog, któremu z trudem przyszło zachowanie powagi.

      /niektóre mniej istotne szczegóły zostały oczywiście zmienione/

      pozdrawiam
      • Gość: Dzidka Re: z życia chirurgów IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 18:49
        Na temat dziewczyn i tego, co robią w samotności:
        Jedna panienka msturbowała się butelką po Coli. No i się "zassało". Głupia
        laska nie pomyślała, żeby zbić denko (albo nie znała praw fizyki), w związku z
        czym musiała się wstydzić w szpitalu :-)
        Mniej śmieszne: masturbacja probówką, naczyniem z natury delikatnym. Pękła w
        pochwie :-(
    • Gość: agulha Re: z życia chirurgów IP: 213.17.230.* 02.07.03, 01:48
      Co to jest próba podwójnie ślepa?

      Dwóch chirurgów ogląda EKG.
      (kawał lekarski :-)).
    • Gość: Gal Re: z życia chirurgów IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 09:27
      Kolega na praktyce zerowej (przed studiami) odprowadzając pacjenta z Izby
      Przyjęć na oddział został przez tegoż pacjenta poproszony o przetłumaczenie
      łacińskiego rozpoznania które widniało na jego karcie chorobowej. Spojrzał na
      kartę i powiedział "Wie pan, nie jestem jeszcze bardzo biegły w łacinie, więc
      nie przetłumaczę dokładnie, ale RAK to to jest na pewno!"
    • Gość: hehe Re: z życia chirurgów IP: 212.14.38.* 02.07.03, 09:38
      Dlaczego chirurg nosi maskę w czasie operacji?

      Żeby nie obliywał noża.
      • hamsterek Re: z życia chirurgów 02.07.03, 15:04
        Dobra to teraz kilka opowieści mojej kumpeli która pracuje w administacji
        przychodni. Fakty.

        - Gość strasznie biegał po poczekalni przychodni nie mogąc ustać w miejscu
        czekając na swoją kolejkę. Gdy nadszedł jego czas wpadł do gabinetu chirurga,
        niestety była to kobieta, co nie za bardzo mu pasowało lecz dał się przekonać
        aby podzielił się swoim problemem. Tak więc ściągnął spodnie a na zupełnie już
        siwo-zielonym małym założona była obrączka. Biedaczek nie mógł się odlać przez
        2 dni. Tłumaczył się, że gdy się zabawiał z żoną to mu założyła na małego tak
        dla odmiany :-)) Obrączkę przepiłowano a facet potem lał z pół godziny ale jaki
        był przy tym zadowolony, tak bardzo że wpadł jeszcze potem do pokoju
        podziekować pani doktor.

        miało być o chirurgach ale już nie pamiętam ale pamiętam za to o ginekologach

        - do ginekologa przyszła 15-latka z bólem brzucha i pochwy. Ginekolog zaprosił
        ją na fotel, zajrzał i wyciągnął - pół parówki, kłębek kłaków, i wiele innych
        pomniejszych drobiazgów...

        - do ginekologa przyszła babka, lekarz zaprosił ją na fotel spojrzał i
        powiedział - no, no ! Ale się pani przystroiła, nie trzeba było :-)). Babka
        spojrzała między swoje nogi i spaliła cegłę...
        Okazało się że babka tak się śpieszyła że zamiast dezodorantu którym chciała
        się psiknąć użyła lakieru z brokatem córki .

        • Gość: barnaba Re: z życia chirurgów IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 03.07.03, 15:42
          Swego czasu do oddziału chirurgicznego zgłosił się pacjent z tkwiącą w
          odbytnicy żarówką. Z wyciągnięciem był spory problem- szkło cienkie, w
          przypadku pęknięcia delikwent miałby później spore problemy z utrzymaniem
          stolca. Na szczęście chory nie załadował jej w tyłek gwintem do przodu. Jeden z
          chirurgów wpadł na świetny pomysł. przyniósł lampkę nocną z pokoju lekarskiego,
          wkręcił ją pacjentowi w tyłek, po czym z triumfem wyciągnął żarówkę.

          Sporym zaskoczeniem dla personelu okazał się pacjent skierowany na urologię z
          powodu obecności krwi w moczu. Na zdjęciu RTG okazało się, że w jego pęcherzu
          moczowym tkwi spory kawałek... drutu kolczastego. Jak udało się go tam
          wprowadzić bez spowodowania większych uszkodzeń cewki moczowej- pozostaje
          słodką tajemnicą chorego.

          Innym ciekawym "przypadkiem" był uczestnik jednej z tzw. szkół przetrwania. Gdy
          biegając po jakichś chaszczach rozciął sobie nogą, nie zhańbił się nakładaniem
          opatrunku ani też szukaniem pomocy lekarskiej. Wziął igłę z nitką i zeszył
          ranę. Niestety nie przewidział, że zwyczajne nici nadają się co najwyżej do
          cerowania podartych gaci (nie są jałowe, a do tego się strzępią). Domorosły
          Rambo wylądował w szpitalu z ropiejącą raną.

          pozdrawiam
    • Gość: herbatnik Re: z życia chirurgów IP: *.jgora.dialog.net.pl 06.07.03, 17:27
      podciągam wątek
    • Gość: Zara Re: z życia chirurgów IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 15:46
      Kawał stary, ale zawsze mi sie podobał.

      Jurand ze Spychowa po bliskich spotkaniach trzeciego stopnia z Zygfrydem de
      Love siedzi pod drzewkiem. A tu jedzie Zbyszko z Bogdańca. Rozpoznał Juranda i
      otoczył opieką. Wypytuje troskliwie.
      -Jurandzie, cierpicie?
      Jurand Kiwa głowa potakująco.
      -Mówić nie możecie?
      Jurand potakuje i pokazuje kikut języka.
      -I nie widzicie? Oślepili was?
      Jurand potakuje.
      -I ręke wam obcięli?
      Jurand kiwa głową.
      _A kto wam to zrobił? -pyta Zbyszko. Jurand kresli na piersi znak krzyża. Na to
      Zbyszko ze zdumieniem:
      -no nie żartujcie! Pogotowie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka