ela282
26.07.08, 18:11
Mój mąż poszedł na pielgrzymkę do Częstochowy a ja zostałam z
pieskiem. Gdzieś musiała być suczka , bo piesek bardzo chciał lecieć
w plener. Puściłam go, bo mi się go żal zrobiło. Jednak piesek nie
wracał. Zaniepokojona poszłam do sąsiada zobaczyć czy tam
przypadkiem go nie ma. Sąsiad pyta się - jeszcze nie wrócił? Ja - a
skąd jak poszedł na k... m..ć tak jeszcze nie wrócił. Sąsiad na mnie
wielkie oczy zrobił, patrzy się, gębę rozdziawił a mnie dopiero
spracowało, że nie o psa mu chodzi tylko o męża. Może ktoś też miał
dwuznaczną sytuację?