Dodaj do ulubionych

Wspomnienia z lekcji w-f

    • Gość: poznaniara Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.173.23.173.tesatnet.pl 06.03.09, 19:43
      A ja nie opiszę moich wspomnień z wuefu, bo byłby to tak nudny wpis, że aż nie
      chce mi się pisać. Na wuefie też mi się nic nie chciało - a to dlatego, że
      zmuszali mnie do "sportów", których nigdy nie lubiłam i nie lubię do dziś -
      wszystkie wyżej wymienione. A ja lubię łyżwy zimą, rolki latem, siłownię, biegać
      też lubię - ale własnym tempem, a nie na czas czy ocenę, aerobik, itp.. A w
      szkole nuuuuuuda.
    • Gość: TG Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 06.03.09, 20:23
      Ja pamiętam WF z lat 80. Nie radziłem sobie z wieloma ćwiczeniami (za to
      uwielbiałem rower i na nim się wyżywałem) więc "sportusie" (maniacy WF, zwykle
      kończyli edukację na zawodówce, we łbie niewiele, w bicepsie dużo) znęcali się
      nad nami, traktującymi WF w szkole tak, jak na to zasługiwał.
      Smród potu, bicie, molestowanie (Lewa ... ski, SP mniej niż 10, Koszalin)
      dziewczyn... tyle pamiętam.
      • Gość: mahriza Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.aster.pl 06.03.09, 21:34
        Szkoda .że młodzi ludzie nie lubią w-f. można przyjąć, że nie lubią tez siebie.
        Swojego grubego,lub wątłego ciała, swojej nieporadności fizycznej,bardzo niskiej
        wydolności organizmu, która już w młodości czyni z człowieka starca, Minęły
        czasy , kiedy sportowiec wysokiej klasy bywał niedouczony. Ale czy lekarz z
        dyplomem, inżynier, prawnik to gwarancja mądrości, wysokiego intelekt czy
        przyzwoitej kultury?
        Zwykle tak bywa, ze człowiek na poziomie rozwija całego siebie, bo człowiek to
        nie tylko głowa- w zdrowym ciele zdrowy duch./ciele/
        Jedynym usprawiedliwieniem małego zainteresowania lekcjami w-f może być straszna
        baza do tych lekcji, i młodzi niedouczeni nauczyciele, Ale to właśnie teraz
        obniża się wymagania w szkole, na uczelni i wypuszcza się niedouczonych
        nauczycieli, lekarzy itd...
        Nauczyciel nie prowadzi lekcji jak należy, bo sam nigdy nie zmęczył się na
        treningu, nie widział żadnej imprezy sportowej na żywo.Lekarz zwalnia
        hipochondryka z ćwiczeń , bo ma w nosie co z młodym człowiekiem będzie. Im
        więcej słabeuszy rzeczywistych czy urojonych dla lekarza /słabego/praca będzie,
        Młodzi na wszystkim się znają, media trąbią o zdrowych sportach na całe życie i
        kto chce to dba o siebie, kto jest kaleka życiową fizyczną i psychiczną od
        urodzenia,zawsze będzie niezadowolony, że wszyscy sa winni jego ułomności a nie on.
        Trudno coś lubić jak się nie ma pojęcia co to jest. nie lubie chińskiego bo nie
        znam. Idę pobiegać bo wszystko mi opadło,głównie sympatia do młodych ludzi
        • pote Re: Wspomnienia z lekcji w-f 07.03.09, 12:26
          No właśnie, to zjawisko nie kończy się w podstawówce i gimnazjum, gdzie na dobrą
          sprawę uczniowie są jeszcze dziećmi, ale w liceum i na studiach także. Studiuję
          na PW i przeraża mnie, że większość moich znajomych zabija się wręcz o zajęcia
          nie wymagające żadnego wysiłku - typu tenis stołowy lub turystyka (nie dlatego,
          że lubią zwiedzać, a dlatego że wystarczy 4 soboty w semestrze poświęcić i
          zalicza się)... Sam kombinuję, żeby chodzić dwa razy w tygodniu na wf na
          siatkówkę, którą trenowałem praktycznie od dzieciaka. Do AZSu zapisać się nie
          mogę, bo niestety doznałem kilka lat temu kontuzji kolana i nie dam rady :/.

    • Gość: cartman71 a takie hasła jak IP: *.chello.pl 06.03.09, 21:13
      kaczym kopem (teraz na czasie)
      • Gość: cartman71 Re: a takie hasła jak IP: *.chello.pl 06.03.09, 21:16
        I świńskim truchtem (o przebieraniu kopytkami) w czasie rozgrzewki zapomniałem
        dodać.
    • Gość: Ostry Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.chello.pl 06.03.09, 21:21
      Moje największe wspomnienie z WF-u w ogólniaku (z resztą jest to najczęściej
      wspominania historyjka o tym nauczycielu) to pewien specyficzny rodzaj ćwiczenia
      na mięśnie brzucha. Mianowicie na pierwszych zajęciach w danym roku (i tylko
      wtedy, nigdy więcej) musieliśmy kłaść się na ziemi, na plecach i trzymając nogi
      przy sobie "pisać" w powietrzu "Pan Profesor Imię Nazwisko" :).

      • frred Re: Wspomnienia z lekcji w-f 09.03.09, 21:13
        To ja na tej zasadzie często robię tzw. alfabet. Piszę nogami wszystkie litery
        alfabetu, z polskimi włącznie. Bardzo fajne i wydajne ćwiczenie:)
    • anahella Re: Wspomnienia z lekcji w-f 06.03.09, 23:06
      Siatkówka - zagrywka mi nie wyszła i trafiła w pana od WF-u. Był tak pijany, że
      nie zauważył od kogo oberwał piłką.

      Dodam, że w tamtych czasch była to szkoła, do której trudno było się dostac. :>
    • Gość: ja Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: 94.254.154.* 06.03.09, 23:13
      Za moich czasów piwo w puszce było tylko w Peweksie:-)
    • Gość: beatrycze Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.acn.waw.pl 07.03.09, 00:00
      W-f na małym i wąskim korytarzu, gdzie zazwyczaj trenowaliśmy gimanstykę-
      przewroty i chodzenie po ławeczce :P
    • Gość: Kaja Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: 85.14.84.* 07.03.09, 00:15
      W podstawówce to non stop dwa ognie i straszne parcie na wygraną. Zawsze
      przegrana drużyna była niesamowicie obrażona na wygranych i w ogóle na cały
      świat, łącznie z tymi z własnych zawodników, którzy byli rzekomo winni tej
      porażki :P
      Siatkówka - Moja zmora, te wiecznie powtarzające się sytuacje: ja stoję, widzę,
      ze piłka leci w moim kierunku. Zaczynam analizować sytuację, zastanawiam się,
      czy ona na pewno leci na mnie. Gdy uznam że tak zaczynam rozważać, jak ją
      najlepiej odbić. Gdy się zbliża zaczynam się zastanawiać, czy zdążę. Zazwyczaj w
      połowie mojej analizy piłka już dawno była na ziemi, a moja drużyna wznosiła
      jakieś obraźliwe okrzyki i gestem dawała mi do zrozumienia co mnie czeka
      następnym razem :P
      Piłka ręczna i koszykówka - To lubiłam, już nie musiałam analizować, czy piłka
      do mnie doleci, czy nie, po prostu samemu się atakowało. Bo w tych grach nie
      chodziło zazwyczaj o żadne punkty, tylko o to, by jak najszybciej, nie
      przebierając w sposobach odebrać piłkę innym zawodnikom. Gdyby komukolwiek
      przyszło do głowy odgwizdywać faule, to byśmy chyba w ogóle nie grali, tylko
      trzeba by cały czas gwizdać :P
      Obrażenia - Nie zawsze miało się szczęście. Raz miałam skakać przez skrzynię, tą
      maksymalną złożoną ze wszystkich części. Mój dialog z nauczycielką:
      Ja: No chyba za wysoko trochę...
      Ona: Dasz radę!
      Ja: No nie wiem...
      Ona: Skacz!
      No i tak skoczyłam, że skrzynia się rozsypała, a ja miałam oba kolana fioletowe
      od sińców :P
      Innym razem w czasie gry w piłkę ręczną koleżanka wybiła mi dwa palce. Niby nic,
      tylko spuchły strasznie i nie bardzo dało się ruszać, no ale cóż...ogień walki :P
      Na studiach - Chodziłam na początku na basen. Niby pisało, że ma być nauka
      pływania, ale jakimś cudem okazało się, że wszyscy oprócz mnie już pływać umieją :P
      Potem było karate. Samo karate fajne, ale te rozgrzewki...ludzie mdleli,
      jęczeli, płakali z bólu. Przy okazji pozdrawiam panią magister ;)
      Jeszcze jako wspomnienie z w-fu kojarzy mi się, ze w gimnazjum pełno chłopaków z
      naszej klasy było zagrożonych z w-fu z powodu braku białych skarpetek. Ich
      nauczycielka podchodziła do tego niesamowicie rygorystycznie, w zasadzie
      podstawą zaliczenia było posiadanie na każdych zajęciach białych skarpetek. Co
      ciekawe sama chodziła w czerwonych.
    • sunee Re: Wspomnienia z lekcji w-f 07.03.09, 02:08
      No to ja z innej beczki - od podstawowki trenowalem kosza w klubie,
      a byly to czasy niesamowitej popularnosci koszykowki [NBA, Bulls i
      te sprawy] wiec w zasadzie z WF bylem zwolniony z wpisana 5 w
      dzienniku. Mimo to nie wyobrazalem sobie ze mnie nie bedzie:) Tylko
      gimanstyke olewalem, rzucajac sobie pilka do kosza w czasie kiedy
      chlopcy robili te swoje wymyki czy stanie na glowie [nigdy nie udalo
      mi sie stanac na glowie]. Zarowno w podstawowce jak i w ogolniaku
      gralem w szkolnych druzynach kosza i siatki, chodzilem czesto na SKS
      jesli byl po treningu a juz zupelnie spolecznie - w mojej
      macierzystej podstawowce w czasach liceum i na poczatku studiow
      prowadzilem zajecia z kosza na SKS. I ciezko teraz pomyslec, ze
      pilke od paru lat dotknalem tylko kiedy spadla z polki a fizyczna
      aktywnosc koncentruje na plywaniu, lazeniu po gorach, jezdzeniu na
      nartach, lyzwach i sporadycznych meczach pilkarskich w mojej
      firmie:).
      Sytuacji komicznych bylo na pewno mnostwo, choc to jest tez i tak ze
      wtedy cieszyly nas zupelnie inne rzeczy typu: koles wchodzi w
      dwutakt i nawet nie wie kiedy pilka zostaje mu wyjeta [zdjeta] z
      reki i "rzuca" ta pusta reka do kosza:). Miedzy takimi jak ja
      [ktorzy trenowali], i mowie to wcale bez przechwalek, a szkolnymi
      amatorami - przepasc byla ogromna, wiec trudno sie bylo nie smiac z
      nieporadnosci itp. Ale bylo minelo, szkoda ze juz nie cieszy:)
    • Gość: ?/? Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: 79.110.192.* 07.03.09, 12:35
      a mieliście zeszyt do WF-u? bo ja w liceum tak
      • Gość: 3,14-Roman Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 09.03.09, 11:08
        Zeszytu nie, ale pisaliśmy kiedyś sprawdzian z historii sportu :D
    • Gość: wiolex Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.retsat1.com.pl 07.03.09, 15:28
      Podstawówka i gimnazjum były starszną męką, bo promowano tam gry
      zespołowe (a ja byłam tą dziewczynką która nikgsy nie mogła odbić
      czy zaserwować) i skok przez kozła (raz z niego spadłam), ale hitem
      okazało się pani włefmenka - przerobiona z pani od muzyki (braki
      kadrowe) i jej wymysły:
      - "korytko" - sposób ułożenia rąk by odbić piłkę do siatki,
      - 'orzeszek' - ćwiczenie rąk, które ma podobno poprawiać wygląd
      biustu,
      - szalone opowieści - "jak ja byłam młoda to jeździłam na obozy
      sportowe (taaa na pewno....)i nikt mnie nie pytał czy ja chce
      ćwiczyć w czasie okresu czy nie", "jak byłam w ciąży to chodziłam na
      basen - nie było widać brzucha, przestałam na kilka dni przed
      porodem- brzuch od razu wyskoczył!, dwa dni po porodzie schował się
      dzięki basenowi i mogłam spowrotem założyć dawną sukienkę",
      - jej pokazy serwów siatkarskich , piłka oczywiscie nie pzreleciala
      przez siatke, komentarz- "bo nie chodzi o to zeby przeleciało, ale
      żeby odpowiednio odbić" ...

      Dopiero w liceum pojawiło się światełko w ciemności i okazało się ze
      nawet takie fujary jak ja mogą polubić wf:
      3 godzny wf z czego 1 na sali i cw typu brzuszki, przysiady poprostu
      ogolnorozwojowka, a 2 godziny do samodzielnego wyboru z posrod
      dyscyplin (co roku inna)- ja chodzilam na basen, silownie i taniec
      towarzyski. Oceny wystawiano na podstawie obecności i okresowych
      sprawdzianow i nie ważne było jeśli wyniki były słabe na tle innych
      bo liczyło się że w drugim miesiącu zrobiło się więcej np. brzuszków
      w jednostce czasu niż miesiac wczesniej (oceniano indywidualny
      postep).
      Wf na studiach zaś to totalny lajt.

      Chociaż zajęcia sportowe napsuły mi krwi w wieku dzieciecym to w
      wolnym czasie lubie pływać czy grać w tenisa stołowego (wbrew
      pozorom on też wymaga ruchu), myślę że zdrowe podejście do tematu
      jak w moim LO zmieniło by nastawienie wielu uczniów do wfu.


      • Gość: teddy7 Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.gprs.plus.pl 07.03.09, 16:35
        "jak byłam w ciąży to chodziłam na basen - nie było widać brzucha,
        przestałam na kilka dni przed porodem - brzuch od razu wyskoczył!,
        dwa dni po porodzie schował się dzięki basenowi i mogłam spowrotem
        założyć dawną sukienkę".

        usmialam sie jak fretka :)))))
    • inkarri Re: Wspomnienia z lekcji w-f 08.03.09, 11:36
      Skakaliśmy przez kozła, źle się odbiłam i boleśnie stłukłam tyłek.
      Wuefista - przystojniak student - powiedział: "obłóż sobie lodem".
    • Gość: kopytkowa Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 19:52
      Biegi na 600 m.
      Prowadzono nas na osiedlowy stadion, ustawiano gwizdek i staaart.
      W ramach oszczędności czasu oraz wstydliwości małoletnich panienek stroje
      dowolne. Królowały dżinsowe wąskie spódnice, spodnie z kokardkami. Czas zawsze
      miałam fatalny, w połowie lub wcześniej dostawałam zadyszki. I tak dobrze, że
      równouprawnienie nie dotarło pod dach szkoły, bo dla chłopaków przewidziano
      1000. Ale wuefiści byli ok, bo 4 miałam. Przenigdy nie przyszło mi do głowy
      zrezygnować w trakcie, buntować się. Po morderczym maratonie nie piłam płynów.
      Jednak nie umarłam. Dziwne ;)


      • Gość: Ogóras Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.09, 22:16
        Nadal chodzę do szkoły, wiec nadal lekcje wf-u posiadam.
        Na pierwszy semestr byłam nieklasyfikowana. Za to,że na początku roku skręciłam
        palec przy piłce nożnej, a potem na snowboardzie stłukłam mocno kolano. Na
        wszystkie zajęcia wf-u, z których nie byłam zwolniona przez chirurga chodziłam
        pilnie. Koleżanka, która codziennie trenuje taniec nie chodzi, ale jest
        klasyfikowana, bo niby ma tam tyle, a tyle godzin treningu. Nie chodzi, bo z
        normalnego, ludzkiego lenistwa jej się nie chce. Ponadto wfistaka, ma grupę
        'ulubieńców', którzy nawet, jeśli uzyskują gorsze wyniki od reszty klasy dostają
        wyższe oceny, bo, np. 'podczas gry tak dobrze im szło'.
        Na wychowaniu fizycznym miałam już pięć kontuzji palców.
        • dziewczyna.briana Re: Wspomnienia z lekcji w-f 09.03.09, 07:08
          Zbiorka przed zajeciami wuefu w dwuszeregu, sprawdzanie obecnosci,
          wuefistka do mnie "M.......k! Nie spij bo Cie okradna!!"
          • dziewczyna.briana Re: Wspomnienia z lekcji w-f 09.03.09, 07:11
            No i oczywiscie na kazdej lekcji bylo kilka
            dziewczyn "niedysponowanych", nauczycielka zaczela prowadzic zeszyt,
            bo niektore (lacznie ze mna) byly "niedysponowane" trzy razy w
            miesiacu
    • Gość: 3,14-Roman Białe T-shirty :) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.03.09, 22:10
      Czy na zajęciach z wychowania fizycznego też musieliście nosić białe
      T-shirty?

      Rozgrzewka (zwana przez nas "froterowaniem podłogi") prawie zawsze
      polegała na wykonywaniu brzuszków i innych ćwiczeń wymagających
      tarzania się po niezbyt czystej podłodze, tak więc po lekcji biel
      naszych T-shirtów zastępował intrugujący odcień szarości.
      Wyglądaliśmy jak stado młodych knurków, które właśnie opuściło
      chlewik.
      • zoofka Re: Białe T-shirty :) 09.03.09, 22:17
        o tak :)
        nie mówiąc już o czystości kolan i łokci. A prysznica w szkole brak
        • Gość: 3,14-Roman Re: Białe T-shirty :) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.03.09, 22:26
          U nas był. Problem w tym, że:
          1) drzwi między szatnią a prysznicami były stale uszkodzone
          2) nie było żadnych kabin ani nawet zasłonek
          3) przeciętnie z jednej maleńkiej szatni korzystało około 20-30, a
          czasem 40 osób, a kranów z prysznicami było aż 3
          4) przerwa trwała aż 10 minut, w trakcie których musieliśmy zdążyć
          się przebrać, trochę ochłonąć, napić się i lecieć na drugi koniec
          szkoły na inne lekcje.
          • Gość: gosiu Re: Białe T-shirty :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.09, 19:58
            Moja największa wpadka na w-f odbyła siew czasie rozgrzewki.
            Ćwiczenie proste: dwa kroki i wymach nogą jak najwyżej. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że źle wymierzywszy odległość od siatki ("a se jeszcze raz machnę, a co!") zawisłam ku uciesze gawiedzi z jedną piętą w oczku siatki, a drugą na podłodze...
    • Gość: de em Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: 190.80.161.* 10.03.09, 22:17
      z podstawowki niewiele pamietam oprocz skokow przez kozla. raz
      skakalismy przez kozla ustawionego "na szerokosc". moja kolezanka
      rozpedzila sie, odbila i zawiswa na kozle w pelnym rozkroku.
      niestety, zawisla na poczatku kozla i sila ciezkosci powoli opadla
      do tylu. razem z kozlem.
      tak, przezyla :-)

      w liceum bylo duzo biegania, bez znaczenia jaka byla pogoda.
      biegalam nawet calkiem energicznie bo z lenistwa zawsze mialam tylko
      krotkie spodenki i koszulke z krotkim rekawkiem - zimno bylo
      bardziej dopingujace niz pokrzykiwania wuefistki.
      gier zespolowych nienawidzilam z calego serca. podczas gry w
      siatkowke stalam kompletnie nieruchomo w wyznaczonym miejscu (nigdy
      nie doszlo do mnie, ze to byla rzecz umowna). poruszalam sie
      jedynie, kiedy w moja strone leciala pilka: mianowicie z
      przerazliwym krzykiem padalam na podloge zakrywajac glowe i
      zamykajac oczy.
      koszykowka byla lepsza, wystarczylo biegac w kierunku przeciwnym do
      ruchu pilki :-)
      na studiach nidgy nie chcialo mi sie chodzic na wuef wiec pod koniec
      roku smigalam na zajecia codziennie (liczyla sie ilosc obecnosci).

      niechec do sportu zostala mi do tej pory, wszelkie konkurencje
      sportowe sa dla mnie obrzydliwe. wielbicieli wuefu informuje, ze
      jestem w swietnej formie, waze niewiele wiecej niz w podstawowce,
      nigdy nie bylam gruba a wyniki lekarskie mam dobre. po prostu z
      aktywnosci fizycznej wole szermierke i jazde konna...
      • Gość: olalala Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: 88.220.101.* 11.03.09, 23:28
        Często mieliśmy lekcje wf na hali która nie należała do naszej szkoły.
        Centralnie pod balkonem był stół dla nauczycieli. Gramy sobie w siatkę i jedna z
        dziewczyn odbiła centralnie w dół balkonu tak, że piłka odbiła się i uderzyła w
        stół rozbijając pełną szklankę herbaty.
        Koleżanka poszła po sprzątaczkę i nagle słyszymy z daleka: "a co to za idiota
        wnosi picie na hale!! aaaa to pan profesor..." i mina buraka... nie zapomnę tego
        nigdy :D
    • Gość: rzarufka Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.194.205-77.rev.gaoland.net 11.03.09, 15:02
      WF byl dla mnie nuda i udreka. Bieganie na czas (taaak, kazda z nas marzyla zeby zostac biegaczka olimpijska), siatkowka (gra raczej plazowa) czy glupawe pomysly typu skok przez skrzynie. Warunki w szatni spartanskie ( 2 nieczynne prysznice, bo pani sprzataczka musialaby wode wycierac), jedna umywalka, uskuteczniano wiec psikanie sie wiec dezodorantami marki Impulse (taki smrodek z lat 90tych). Wuefmenki raczej brzydkie i zazdrosne, wuefmeni owszem przystojni, ale nadgorliwi. Oczywiscie kazdy z tych nieuczycieli ksztaltowal w mlodziezy niezdrowa rywalizacje (pol klasy obrazone, bo przegrali, lub zaszczucie osob mniej zainteresowanych osiagami sportowymi). Nalezalam do nizszych sredniakow sportowych, z braku checi, nie talentu.
    • varsha Re: Wspomnienia z lekcji w-f 12.03.09, 17:26
      Ja nigdy nie zapomnę jak w podstawówce, gdzieś tak w IV klasie,
      jeden chłopiec, powiem brzydko, zes*ał się w gacie na lekcji
      poprzedającej W-F. Szybko się wieść (a może raczej zapach) o tym
      rozniosła i wszyscy byliśmy pewni, że przed W-Fem chłopiec ów uda
      się do domu. Ale nie! Przebrał się w strój do ćwiczeń i poszedł, jak
      gdyby nigdy nic, na W-F! Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie chciał
      stać za nim...
      Najlepsze jednak przyszło, kiedy wuefista zarządził skok przez
      kozła. Wtedy już, szepcząc między sobą, wyrażaliśmy całkowitą
      pewność, że ów chłopiec zrezygnuje z dalszych ćwiczeń. Ale wiecie
      co? Skakał przez tego kozła! W ogóle ćwiczył przez całą lekcje!
      Fuuuu... Nigdy tego nie zapomnę! Ale było radości ;)
      • Gość: katta Re: Wspomnienia z lekcji w-f IP: *.xdsl.centertel.pl 13.03.09, 21:25
        Jestem obecnie w 1 klasie liceum, doświadczenia mam różne...
        Klasy 1-3 podstawówki - wf raz na 3-4 miesiące, bo szkoła nie miała nawet sali
        gimnastycznej.[sic!]

        potem było tak sobie, teraz na wfie gramy w pingponga albo bilarda...
        zero ruchu. Na szczęście sama we własnym zakresie biegam, jeżdżę na rowerze,
        gram w koszykówkę, więc nie jest ze mną tak źle.

        Wg mnie w podstawówce (ew jeszcze w gim) na wfie potrzebne są różne ćwiczenia,
        różne gry itd, żeby łyknąć wszystkiego i by każdy znalazł to, co mu NAJBARDZIEJ
        odpowiada. A potem trzeba by wprowadzic system - 1 lekcja na sprawdziany
        oceniające postęp indywidualny, 2 lekcje na to co się komu spodoba. W ten sposób
        ludzie nawet po wyjściu ze szkoły będą mogli żyć bardziej aktywnie, a nie
        siedzieć wiecznie przed telewizorem ....bo o to chodzi w tym całym wfie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka