I siedzimy dziś razem w domu.
Wkurzyłam się niemiłosiernie, ręce i co tam jeszcze opadły.
Wczoraj w przedszkolu ten Łosiek mały zsikał się na dworze! I to tak zgrabnie
to zrobił, że poleciało mu po nodze do buta. Spodnie suche, nikt nic nie
zauważył, a ten Łoś nic nikomu nie powiedział i stał w tym mokrym bucie. Matko!
Ja po niego przyszłam, a on w bluzie i nauczycielka mówi, że mu zimno było. Ja
zdziwiona patrzę: ręce lodowate, od razu dotknęłam czoła - rozpalone jak piec!
No i siedzimy. Wczoraj była gorączka ponad 39st. Nafaszerowałam go czosnkiem z
miodem, napoiłam herbatą i mam nadzieję, że uda się uratować. Bo jesteśmy
akurat w trakcie kuracji przeciwpasożytowej i nam wszelkie choroby i inne
lekarstwa strasznie nie na rękę teraz

Jak temu Łosiowi wytłumaczyć, że się nie stoi w mokrym?! Że się chodzi siku,
że się mówi, że się chce siku?! No matko, stał i nic... Ech