Dodaj do ulubionych

Ksero student odpowiada wykładowcy

19.03.09, 13:31
Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • Gość: jo Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 13:42
      true true true
      popieram "ręcami i nogami". Studia w więszości dają tylko papier, rynek pracy weryfikuje 'wykształcenie'.
      szacun dla autora za strzał w 10
      • swist8 Dużo kierunków daje tylko papier - liczy się wiedz 19.03.09, 13:59
        Gość portalu: jo napisał(a):

        > true true true
        > popieram "ręcami i nogami". Studia w więszości dają tylko papier, rynek pracy w
        > eryfikuje 'wykształcenie'.
        > szacun dla autora za strzał w 10

        Niestety skosili mnie za komercyjną stopkę :/

        Kontynuując - liczy się wiedza, umiejętności oraz poziom który reprezentuje się
        swoją osobą. Często można spotkać studia które opisuje Pani doktor (i pomijam
        (choć to krzywdzące i generalizujące może być - ale pracodawców i konsumentów to
        nie za wiele obchodzi - stety lub niestety) przyczyny). Na takie studia szkoda
        czasu i pieniędzy!!!

        Bezcenne za to są studia - a są takie kierunki - gdzie mając papier dostaje się
        również wiedzę, umiejętności oraz szerokie horyzonty - łatwiej zrozumieć wtedy
        świat i innych ludzi!!!

        Co do pieniędzy (bo to one wg. studenta są przyczyną 'nieszczęść' to często
        sprawa indywidualnego przypadku). Znałem i znam takich którzy mieli wszystkiego
        w bród i żyli z kser, imprez i lizusostwa (nie zazdroszczę) w ekstremalnych
        przypadkach) a znam też takich którzy pochodząc z biednych (nawet czasem bardzo
        biednych) ciężką pracą i wytrwałością zgromadzili na koniec studiów bardzo cenną
        biblioteczkę. Niestety ambitnych ludzi - nie tylko na studiach - brakuje.
        Chociaż to właśnie na studiach powinien być ich matecznik :/
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl dinozaur 19.03.09, 14:12
          Jestem pracownikiem naukowym, ale popieram studentów. Ta pani doktor to dinozaur
          tęskniący do czasów swej młodości (niby lepszych?!).

          O jej słabej orientacji w świecie współczesnym świadczą te pomstowania na ksero
          i internet. Na pewno tak samo pomstowali kiedyś starcy, że "teraz to panie
          dziejku poziom młodzieży tak się obniżył, za naszych czasów cały epos o
          Gilgameszu znało się na pamięć, a ci teraz - nic, tylko ryją w tych tabliczkach".

          O poziomie jej nauczania świadczy zaś pomstowanie na to, że studenci ściągają
          referaty z internetu. Gdyby wymagała na swoich zajęciach naprawdę samodzielnego
          myślenia, to zadawałaby takie prace, albo sprawdzałaby wiedzę studentów w taki
          sposób, że nie dałoby się ściagnąć tego z internetu. Jest też możliwość, że jej
          zajęcia nie wymagają samodzielnego wynajdywania koła po raz milionowy, tylko po
          prostu nauczenia się pewnych umiejętności i technik. Jeśli tak, to materiały jak
          najbardziej powinno być wolno ściągać z internetu - bo jaki jest sens ręcznie
          przepisywać i kompilować te same informacje po raz nie wiadomo który.
          • Gość: ox Re: dinozaur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.09, 02:31
            odpowiedz pierwsza klasa, 100% poparcia dla goscia
          • ar.co Re: dinozaur 20.03.09, 19:22
            Też jestem pracownikiem nau8kowym, też nie mam nic przeciwko
            kserówkom i internetowi - pod warunkiem, że działalność studenta nie
            ogranicza się WYŁĄCZNIE do skserowania potrzebnego tekstu, a jego
            aktywność na zajęciach nie polega na gorączkowym wertowaniu
            skserowanych stron. Może to fanaberia, ale lubię, jak student te
            kserówki również przeczyta i potrafi coś na ich temat powiedzieć.
            • spokojny.zenek Re: dinozaur 23.03.09, 08:48
              Otóż to.
    • Gość: M Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.ds10.agh.edu.pl 19.03.09, 13:46
      Student ma rację.

      Zresztą "kserowanie" czasami jest jedynym wyjściem. Ja na przykład, chciałbym robić też coś poza studiami - nie chcę kuć jakiś bzdetów na pamięć po to, by mieć zaliczenie, a później zapomnieć. W wolnych chwilach uczę się języka obcego, dwóch jezyków programowania, bawię się troche elektroniką. Chiałbym zdobyć jakieś umiejętności, a ich z uczelni zwykle się nie wyniesie. (moja uczelnia jest pod tym względem pozytywnym wyjątkiem, choć i tak mogłoby być lepiej) Gdybym miał kuć na pamięć wszystko, czego ode mnie się wymaga, to nie tylko nie miałbym czasu na zainteresowania - po prostu traciłbym czas. Nie każdy zostaje na uczelni, po to by poświęcić się nauce - a pracodawcy zwykle nie wymagają wykucia na pamięć podręczników, tylko umiejętności radzenia sobie z problemami, kreatywności i MYŚLENIA.
    • 3cik <--------------=-- 19.03.09, 13:47
      Toś bracie wypunktował...
      Brakuje chyba tylko akcenty historycznego: za koncerty, przeglądy filmowe i
      rajdy Pani Doktor płacimy teraz wszyscy - pora oddać Gierkowe pożyczki.
    • Gość: stud. dziennik. UJ Popieram IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 13:55
      Dobrze, że ten list został tu umieszczony. Tekst pani doktorjest krzywdzący i
      operuje schematami. Czy to, że ktoś ma tytuł, znaczy, że posiadł wszelką wiedzę
      o świecie?

      Może niech pani doktor zrobi badania na studentach, kto ile kupił książek - i
      dlaczego?:D Albo ile razy w miesiącu uczestniczył w wydarzeniu kulturalnym. A
      może ile notatek sprzedał w czasie studiów i dlaczego tak drogo?

      A potem ewentualnie pisać takie teksty. Łatwo powiedzieć coś wstrętnego o
      studentach. Gorzej uzasadnić.

      Też mogłabym pisać, jakie to dane dostajemy na zajęciach z 1995 roku,
      podręczniki pisane w czasach, kiedy internet nie istniał (!). Ale nie na każdych
      zajęciach tak jest, są wykładowcy fachowi i kompetentni, są fascynujący, ale są
      i nudni, rozleniwieni.

      Tylko po co uogólniać? Jeśli pani doktor widzi problem, proszę go zbadać i
      zasygnalizować, a nie ładować wszystkich studiujących w schemat i huzia! Z
      poważaniem - studentka.
    • Gość: cady to też nie tak IP: 82.160.244.* 19.03.09, 13:58
      Zarówno jedna jak i druga strona mają rację ale tylko po części.
      Srodowiska akademickie to kilku wyjątkowych i pasjonujących
      profesorów, kilku solidnych pedagogów, stado przeciętniaków, kilku
      świrów, spora grupa leni i niestety spora grupa kretynów. Wśród
      studentów również jest kilka wielkich talentów, sporo pracowitych,
      wielu obiboków, kilku z przypadku i grupa bezmózgów. Jak sie to
      wszystko wymiesza to w zależności od proporcji powstają relacje
      bliższe lub dalsze wypowiedzi Pani Doktor lub odpowiadającego na
      łamach studenta.
      Ale prawdą jest że o ile znakomity pedagog może zachęcić do twórczej
      pracy nawet najgorszego studenta to wybitny student przez słabego
      wykładowcę będzie tylko prześladowany. Dlatego wg mnie dopóki z
      uzcelni nie znikną ci wszyscy pożałowania godni nauczyciele poziom
      studiów będzie wciąż marny i nie przynoszący niczego wartościowego.
      • Gość: Aga Re: to też nie tak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.09, 14:22
        zgadza sie -przewietrzyc uczelnie ale i szkoły.Bo tam niestety tez trafiaja
        ludzie z przypadku lub...lenistwa
      • majself Re: to też nie tak 19.03.09, 16:22
        > Srodowiska akademickie to kilku wyjątkowych i pasjonujących
        > profesorów, kilku solidnych pedagogów, stado przeciętniaków, kilku
        > świrów, spora grupa leni i niestety spora grupa kretynów. Wśród
        > studentów również jest kilka wielkich talentów, sporo pracowitych,
        > wielu obiboków, kilku z przypadku i grupa bezmózgów. Jak sie to
        > wszystko wymiesza to w zależności od proporcji powstają relacje
        > bliższe lub dalsze wypowiedzi Pani Doktor lub odpowiadającego na
        > łamach studenta.

        Tyle że te proporcje były zawsze. Były i będą, Gauss się kłania. Zamiast
        ubolewać nad tym, co jest - to takie polskie... - można próbować coś zrobić.
        Tego pani doktor życzę, by dobrych chęci nie przyćmiło polactwo.
    • klimt23 zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! 19.03.09, 14:24
      Całkowicie zgadzam się z odpowiedzią na artykuł Pani Doktor.
      Chciałabym tylko jeszcze dorzucić kilka słów na temat tak często
      krytykowanych studentów zaocznych i eksternistycznych. Krytyka ta
      jest o tyle niesprawiedliwa i krzywdząca, że nikt nie bierze pod
      uwagę faktu, że zaoczni i eksterniści studiują w takim trybie,
      dlatego że muszą równocześnie pracować (przynajmniej część z nich).
      A pogodzenie studiowania z pracą wcale nie jest takie łatwe, i
      bynajmniej nie jest to oznaką lenistwa i chęci szybkiego zdobycia
      papierka jak najmniejszym kosztem. Sama skończyłam jedne studia w
      trybie zaocznym, a teraz studiuję eksternistycznie. Niestety nie
      mogłam sobie pozwolić na studia dzienne, gdyż moich rodziców nie
      było stać na utrzymanie mnie, zważywszy na fakt, że mam jeszcze
      młodszego brata, który niebawem będzie zdawał maturę. Wybrałam
      studia płatne, dzięki czemu mogę również pracować i sama się
      utrzymywać. Nie czuję się z tego powodu gorsza od studentów
      dziennych, nie uważam że mam mniejszą od nich wiedzę. Moim zdaniem
      pracującym zaocznym studentom jest bardzo często zdecydowanie
      trudniej, chociażby z tego względu, że wtedy kiedy po pracy mamy
      trochę wolnego czasu to biblioteki, w których moglibyśmy znaleść
      potrzebne nam do nauki materiały są już bardzo często zamknięte-
      niestety nikt nie bierze pod uwagę tego, że my również chcielibyśmy
      skorzystać z czytelni czy wypożyczyć jakieś książki. Nie będę tu
      wspominać o tym jak marnie wyposażone są nasze biblioteki i jakie
      trudności są z wypożyczaniem wielu książek, bo jest to temat na
      kolejny artykuł. Poza tym nauka z równoczesną pracą wymaga wiele
      wysiłku i samozaparcia a także dobrej organizacji, aby te dwie
      rzeczy móc ze sobą łączyć. I ostatnia rzecz, którą chciałam
      zasygnalizować to fakt, że jako zaoczni czy eksterniści zasilamy
      uczelnie co pół roku bardzo wysokimi kwotami, dzięki czemu mają one
      możliwość realizacji wielu ze swoich projektów, których nie mogły by
      się podjąć bez naszych pieniędzy.
      • Gość: Absolwent Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: 91.196.215.* 19.03.09, 14:40
        Uwazam, ze studenci zaoczni zwykle maja mniejsza wiedze (chyba, ze pracuje w
        tzw. zawodzie) i egzaminy dla nich nieraz sa prostsze (slowa jednego z
        krakowskich profesorow). Ale jako obsolwent stuidiow stacjonarcych doceniam ich
        za to, ze potrafia polaczyc prace zawodowa ze studiami, co z kolei czyni ich
        bardziej zaradnymi, pracowitymi, itd. w dalszym zyciu, a przynajmniej taka
        przewage maja po studiach.
        • majself Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! 19.03.09, 16:29
          Siłą rzeczy jeśli na studiach niestacjonarnych jest mniej godzin - to i wiedza
          jest mniejsza. Na moim kierunku (religioznawstwo UJ) lista lektur dla zaocznych
          jest okrojona, tematyka także. Nie uważam niestacjonarnych za gorszych - ale w
          wielu przypadkach za mniej wykwalifikowanych, choć i to zależy od indywidualnych
          studiów tematu, nomen omen.

          A ja kończę teraz studia dzienne i pracowałam od I roku. Jak widać, jestem
          zaradna i pracowita jak niestacjonarni. Mam przewagę? Jaką?
          • Gość: ibn Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: 82.160.57.* 19.03.09, 18:59
            Ale co to za studia dziewczyno? Religioznawstwo UJ - wiedzy tam tyle co na dwóch
            egzaminach z prawa.
          • Gość: Sulik Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.09, 06:49
            Religioznastwo + kwalifikacje -> to nie powinno sie znalesc w jednym zdaniu :P

            co do studentow stacjonarnych i niestacjonarnych, sam poznalem takich ktorzy konczyli blizniacze mi kierunki na studiach stacjonarnych i wiedzieli w tym temacie mniej niz ja ktory dopiero zaczynal studiowanie, ale w trybie niestacjonarnym

            przewaga byla taka, ze pan inz. przed nazwiskiem wiedzial mniej o tym co powinien wiedziec i potrafic niz ja po pierwszym roku studiow zaocznych i pracy
            • Gość: filozofia UJ Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.ghnet.pl 20.03.09, 10:45
              Ciekawe, jakie studia kończyłeś, bo w Twoim poście aż roi się od błędów
              ortograficznych i gramatycznych.
              O, kariero!
              • Gość: bezogonek Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.era.pl 20.03.09, 10:50
                Gdzie tam masz bledy? Facet pisze bez ogonkow.
                • Gość: filozofia UJ Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.ghnet.pl 20.03.09, 11:13
                  Nie sądziłam, że taki post się pojawi, jak ktoś nie widzi błędów, to niech się
                  tym nie chwali...

                  Nie "Religioznastwo" a religioznawstwo.
                  Nie "znalesc" a znaleźć

                  "poznalem takich ktorzy konczyli blizniacze mi kierunki" - z tego wynika, że
                  pan, który to pisał jest kierunkiem, ROTFL.

                  "wiedzieli w tym temacie mniej niz ja ktory dopiero zaczynal studiowanie" -
                  chyba nie powiecie, że to brzmi poprawnie, jak już to "zaczynałem".
                  • Gość: bezogonek Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.era.pl 20.03.09, 11:30
                    Przepraszam jestem człowiekiem wykonującym zawód techniczny co równiez nie
                    usprawideliwia mnie, ale nie zwróciłem uwagi na powyższe przykłady.

                    Pozdr
        • Gość: A. Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.ch.abb.com 19.03.09, 16:58
          Zapraszam na studia zaoczne na AGH, na katedre EAIE. Jak sie dowiesz ze jestes
          podczlowiekiem, to zrozumiesz co znaczy studiowanie zaoczne i jaka wiedze trzeba
          miec posiadajac duzo mniejsza ilosc godzin laboratoriow i cwiczen.
      • Gość: jedynyjezuitaitamt Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: 80.50.236.* 20.03.09, 06:12
        Mam na ten temat swoje, inne zdanie. Studenci zaoczni oczywiście nie są gorsi.
        Gorszy jest tylko poziom ich wykształcenia. I to znacznie gorszy. Przede
        wszystkim darowano im sporo przedmiotów, z których dzienni studenci byli
        wykreślani, bo nie uzyskiwali zaliczeń, jak np. lektoraty języków obcych.
        Nasi wykładowcy jawnie się przy nas na uczelni wyśmiewali ze studentów
        zaocznych (a było to za czasów PRL) i mówili o nich: "z-oczeni". Ja w onym
        czasie starałem się korzystać z chwili, na ile się dało. Wyglądało to w
        delikatnym ujęciu tak:
        Na czas przerwy semestralnej (zimowej i letniej) dziekan kazał nam zwolnić
        miejsca w akademikach dla zaocznych, którzy przyjeżdżali na swoja sesję.
        Wartościowe a duże przedmioty można było zdeponować w magazynie kierowniczki
        akademika. Do naszych pokojów wprowadzali się "z-oczeni".
        Pod pozorem " wyjątkowo trudnej sytuacji mieszkaniowej" dwa lub trzy pokoje ( w
        naszym akademiku były to pokoje trzyosobowe) w każdym akademiku były
        przeznaczone na przechowanie studentów dziennych, którzy "nie mieli się w tym
        czasie gdzie podziać".
        Łaska dziekana i chwała mu za to.
        Jakoś tak się ładnie składało, że byłem w łasce dziekana i każdą przerwę miałem
        możliwość przewegetować w akademiku pobyt "z-oczonych". A powód był
        nieskomplikowanie prosty. Akademik miał 8 pięter, na każdym piętrze 13
        trzyosobowych pokojów. Łącznie dawało to prawie 300 studentów zaocznych w
        budynku. W praktyce było to przez dwa tygodnie ok. 600 butelek po wódce dziennie
        po 3 zł każda (a chleb wtedy kosztował 4 zł za bochenek) do podziału pomiędzy
        kilku (nas) studentów + sprzątaczki + dola dla portierek. Nigdy już później nie
        miałem tyle pieniędzy, co w okresie pobytu "z-oczonych" w akademiku. Nie
        ukrywali owi "z-oczeni" przed nami, że na egzaminy i zaliczenia też chodzili z
        butelkami, ale tamte butelki miłosiernie zostawialiśmy sprzątaczkom z uczelni.
        Zresztą tamte butelki były najczęściej "nieskupowalne" bo po koniakach itp.
        To taki skrót.
        No, co ja mam myśleć o poziomie wiedzy merytorycznej studentów zaocznych? A nasi
        wykładowcy po każdej sesji się z nich wyśmiewali, że np. chorym dzieckiem lub
        zapracowaniem "pani z-oczona" tłumaczyła kompletny brak opanowania elementarnej
        wiedzy.
        • Gość: rj Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.gts.pl 20.03.09, 10:19
          Świetnie udowodniłeś, że Twój pogląd na studia zaoczne w obecnych czasach jest
          skrzywiony, zafałszowany i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością XXI wieku.
        • Gość: StudentP Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.era.pl 20.03.09, 10:35
          Dobrze, że to tylko Twoje zdanie na ten temat, ale nie zapominaj proszę o tym,
          że są różne uczelnie, różne kierunki, różne cele w życiu każdego czlowieka i co
          najwazniejsze róże drogi, którymi ów cel można osiągnąć. Jeśli chodzi o poziom
          wykształcenia, fakt dzienni są zdecydowanie lepiej wykształceni teoretycznie,
          ale są kierunki - szczególnie informatyka( nie mówię tu o sztuce składania
          komputerów, czy pisania w Wordzie, ale o zaawansowanych zagadnieniach
          programistycznych i bazodanowych ), czy telekomunikacja, które rozwijają się tak
          dynamicznie, iż niemożliwym jest zapewnienie aktualnych wyładów i praktyk z
          wszystkich technologii. Dziedziny te wymagają ogromu wiedzy, której nie da się
          nauczyć w teorii, a jedynie przez zrównoleglenie praktyki z uzupełnianiem wiedzy
          teoretycznej-ukierunkowanej. Podejrzewam, że istnieje jeszcze wiele podobnych
          dziedzin, a co za tym idzie są rownież takie w których wiedza teoretyczna nabyta
          na uczelni jest niezbędna.

          Mogę powiedzieć na własnym przykładzie, iż decyzja o przeniesieniu ze studiów
          dziennych na zaoczne była jedną z najtrudniejszych, a zarazem najlepszych
          decyzji jakie podjąłem w życiu. Co się zmieniło? W pracy awansowałem (w tym
          fachu awans często oznacza zmianę pracodawcy:D) i obecnie pracuję dla giganta
          międzynarodowego w dziedzinie (nie wdając się w szczegóły) informatyki. Jeśli
          chodzi o znajomych, pomimo tego że kiedyś byłem bardzo dobrym studentem i las
          osób ustawiał się po pomoc chwaląc to, że łączę pracę ze studiami dziennymi, to
          obecnie te same osoby mówią już "tobie łatwiej, bo jesteś na zaocznych", albo
          "Wy to i tak nie macie lżej". Ale... czy ktoś w ogóle wziął pod uwagę że dzien w
          dzień pracuję umysłowo po 10 - 13h (a czasem i więcej godzin), tak samo z resztą
          jak spora część kolegów z zaocznych i najnormalniej w świecie nie chce mi się
          już w weekend przyswajać informacj z wykładów, które za rok będa już niemalże
          nieaktualne (taki kierunek). Oczywiście są przedmioty ciekawe i warte uwagi, ale
          nie wszystkie.

          Jeszcze tylko wzmianka o piciu. Nigdy w moim życiu nie wypiłem więcej alkoholu
          niż na dziennych studiach :P. Imprezy przynajmniej u nas zaczynały sie po sesji
          zimowej i trwały aż do sesji letniej. Na zaocznych nie piję, bo
          1. trzeba "jakoś" wyglądać na tych zajęciach
          2. Prowadzę
          3. Nie ma czasu.

          A co do osób, które skończyły studia jaiś czas temu, a wypowiadają się tu o tym
          jak teraz wygląda studiowanie - Czasy się zmieniają (każdy rocznik na studiach
          wnosi coś nowego), a człowiek dostosowauje się do aktualnej sytuacji, co pozwala
          mu przeżyć. Oczywiście znajdą się wyjątki.

          Tak, że apeluję. Jeśli cos piszecie, proszę podawać konkrety a nie
          generalizować, każdy przypadek jest inny.


          Pozdrawiam
          • Gość: bzdura Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.um.krakow.pl 23.03.09, 13:27
            kompletna bzdura, że egzaminy są łatwiejsze na zaocznych. w sesji
            zawsze kontaktuje sie z zaocznymi bo zdarza się że mają egzaminy
            wcześniej i jeszcze się nie zdarzyło żeby jakiś egzamin wyglądał
            inaczej. są takie same - myślicie że wykładowcom chciałoby się
            układać osobne egzaminy dla zaocznych?
            • ziemia.ognista Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! 23.03.09, 14:54
              Gość portalu: bzdura napisał(a):

              > kompletna bzdura, że egzaminy są łatwiejsze na zaocznych. w sesji
              > zawsze kontaktuje sie z zaocznymi bo zdarza się że mają egzaminy
              > wcześniej i jeszcze się nie zdarzyło żeby jakiś egzamin wyglądał
              > inaczej. są takie same - myślicie że wykładowcom chciałoby się
              > układać osobne egzaminy dla zaocznych?

              Moim się chce :>
      • Gość: pta Re: zaoczni i eksterniści wcale nie są gorsi! IP: *.hrpc.uic.edu 02.07.09, 20:27
        Powodem powstania podzialu na studia darmowe dzienne i platne wieczorowe lub
        zaoczne jest zapis w konstytucji o darmowych studiach wyzszych. Niestety,
        wiekszosc uczelni nie utrzymalaby sie z pieniedzy panstwowych i musiala wkroczyc
        na wolny rynek z cena zalezna od podazy i popytu. Tak wiec, studenci na
        kierunkach wieczorowych i zaocznych pomagaja w utrzymaniu kadry naukowej z
        ktorej korzystaja studenci kierunkow dziennych.
        Czy to jest jednakowy dostep do educaji? Jesli mlody czlowiek po unkonczeniu
        liceum jest zobowiazany podjac prace (chocby na pol etatu) w celu utrzymania sie
        z dala od domu, lub pomocy w ciezkiej sytuacji rodzinnej, jest on skazany na
        studia zaoczne czy wieczorowe. Tym sposobem zostaje on „wrzucony do worka” z
        grupa osob ktore podjely owe studia dlatego, ze sie nie dostaly na kierunek
        dzienny. Poziom kierunkow zaocznych (najczesciej) i wieczorowych jest zanizony,
        z powodu zbyt wielu zajec w zbyt krotkim czasie.
        Nie lepiej dac kazdemu taka sama mozliwosc wyboru roznych godzin zajec, od 8
        ramo do 21, gdzie kazdy student moglby dopjac prace i dostosowac ja do godzin w
        ktorych ma zajecia (lub zajecia do godzin w ktorych ma prace). Poziom bylby
        jednakowy i jednakowo kazdy by palacil za studia (oczywiscie po zmianie zapisuw
        konstytucji), a pieniadze z budzetu panstwowego przeznaczone bylyby na szeroka
        game stypendiow socialnych i naukowych ktore by sie zaczynaly od pierwszego roku
        studiow.
        Moze jest to kopia systemu edukacji z innych krajow, ale uwazam ze ma to sens.
        Przepraszam za brak polskich liter.
    • Gość: Dinth Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 15:00
      Jako czlowiek mlody (23 lata, wiec niektorzy z moich rowiesnikow i znajomych
      koncza albo juz skonczylo studia), ktory W PELNI SWIADOMIE I DOBROWOLNIE
      wybral zakonczenie swojej edukacji na ogolniaku, calkowicie sie z Panem nie
      zgadzam. Przedewszystkim jeszcze w czasach licealnych pracowalem, a w zwiazku
      z wykonywana praca duzo przebywalem na akademikach - roznych akademikach,
      roznych uczelni, po kilka godzin dziennie, o roznych porach. Poniewaz
      pracowalem tak okragly rok, to to co wydzialem uwazam za norme a nie jakies
      jednostkowe wybryki. Co widzialem? Bynajmniej nie nauke w pocie czola.
      Widzialem powszechne pijanstwo i narkomanstwo, od switu do poznej nocy,
      widzialem syf, brud, a nawet spanie we wlasnych wymiocinach i szczynach,
      totalne menelstwo, rozniace sie od tego na krakowskim Rynku Glownym jedynie
      wiekiem. Nie jednorazowo, oj nie. Wszystko wydaje mi sie przy cichym
      przyzwoleniu wladz uczelni, bo naprawde nikt sie z tym nie ukrywal, a ciezko
      nie zauwazyc kogos zarzyganego spiacego na schodach do akademika. To krakow,
      ponoc filar polskich uczelni wyzszych, strach pomyslec co jest w innych miastach.
      Czego takie studia ucza mlodziez? Ze smutkiem patrze na wiekszosc moich
      znajomych ktorzy poszli na studia i po kilku latach "studiowania" zmienili sie
      z kulturalnych, porzadnych ludzi i wybitnych uczniow liceum, w ludzi ktorzy na
      prawo i lewo rzucaja ku**ami i potrafia pic na umor nawet siedzac samemu w domu.

      Z szyderstwem wypowiada sie Pan o ludziach ktorzy nauczanie skonczyli na
      Liceum, gdy tymczasem wsrod moich rowiesnikow zauwazam taka zaleznosc, ze
      wiekszosc tych ktorzy na studia nie poszli, dzis zarabia duzo wiecej, niz ci
      ktorzy sa po studiach. Nie ma sie zreszta co dziwic, bo wiekszosc tych bez
      studiow ma prosperujace, wlasne biznesy, a nawet ci z nich ktorzy nie mieli na
      to ambicji i pracuja jako kierowcy lub na budowach zarabiaja po kilka tysiecy
      zl miesiecznie, gdy tymczasem nauka na ekonomii dostarcza swietnych
      kwalifikacji co najwyzej na typowa biurowa sekretarke, ktora zarobi max 1200
      na reke.
      • Gość: . Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.48.classcom.pl 19.03.09, 15:55
        Dinth, pijani włóczyli się po korytarzach, ambitni w tym czasie siedzieli
        zamknięci w pokojach lub bibliotekach, dlatego nie mogłeś ich widzieć. Świat nie
        jest czarno biały, a spod twoich pozorów obiektywizmu przebija lekki żal, że te
        moczymordy są jednak teraz "panami magistrami", a ty nie. Oczywiście studia
        kończy wielu kompletnych tłuków, leni i kombinatorów. Natomiast na maturze naukę
        kończy wielu głupków, nieuków i nieudaczników. Rozciąganie takiej oceny na
        wszystkich jest po prostu, wybacz, niemądre.
        • Gość: Dinth Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.09, 19:56
          Byc moze, nie mowie ze wszyscy studenci imprezuja 24h/dobe. Napewno sa tez tacy
          ktorzy sie ucza. Tym gorzej dla nich, jezeli oni sie musza uczyc, a ich koledzy
          w tym czasie imprezuja i na koniec semestru wszyscy oni zdaja, to ci ktorzy
          uczyli sie, powinni czuc sie lekko mowiac pokrzywdzeni. Czlowiek nic nie robi
          bez powodu, a tu sie okazuje ze powod ich nauki byl fikcyja. Nieprawda? Bo
          naprawde na palcach jednej reki moge policzyc mlodych ludzi ktorych poznalem
          (chocby w czasie swojej edukacji), dla ktorych liczy sie "wiedza dla wiedzy".
          99% chce papierka i ma swiete prawo poczuc sie pokrzywdzona po takiej sesji, a
          na nastepny semestr byc madrzejsza i olac nauke.

          Nie, napewno zalu w mojej wypowiedzi nie bylo. Od jakiegos czasu pracuje jako
          programista, niedlugo byc moze zaloze wlasna firme w branzy marketingu i IT.
          Jako programista pracowalem juz przy wielu projektach, przez co przeszedlem w
          tej branzy juz wiele rozmow kwalifikacyjnych - zaden pracodawca nigdy mnie nawet
          nie zapytal o wyksztalcenie, nigdy tez nie skladalem CV, co najwyzej portfolio,
          ale tu wyksztalcenia sie nie podaje.
          Dlaczego w takim razie mam miec zal ze nie poszedlem na studia? Owszem w
          jakiejstam przyszlosci planuje studia prawa, jako ze to jedyny kierunek jaki
          wymyslilem ktory moze mi sie przydac w zyciu, ale to juz raczej jak mi sie firma
          rozwinie i bede jak to sie mowi "ustawiony"
      • ar.co Re: Ksero student odpowiada wykładowcy 20.03.09, 19:39
        <Z szyderstwem wypowiada sie Pan o ludziach ktorzy nauczanie
        skonczyli na Liceum, gdy tymczasem wsrod moich rowiesnikow zauwazam
        taka zaleznosc, ze wiekszosc tych ktorzy na studia nie poszli, dzis
        zarabia duzo wiecej, niz ci ktorzy sa po studiach.>
        Nie każdy wszystko przelicza na pieniądze. Z tego, że kafelkarz czy
        tynkarz zarabia pewnie ze 3 razy tyle co ja (mimo że ma
        wykształcenie średnie lub zawodowe, a ja doktorat), nie znaczy, że
        chciałabym się z nim zamienić. I mimo jego wyższej stopy życiowej
        raczej mu współczuję - chyba, że układanie kafelków czy tynkowanie
        jest dla niego pasją i przyjemnością. Wtedy rozumiem i popieram jego
        wybór.
    • okapi2009 karnety na konfrontacje etc. 19.03.09, 15:01
      Karnety na konfrontacje etc. nie spadały dawniej z nieba, nie dawały
      ich też (przynajmniej mnie) żadne mityczne organizacje studenckie
      (na ogół zbyt obciachowe, by do nich należeć). Ale moja determinacja
      była chyba inna. Np. większości filmów pokazywanych na
      konfrontacjach nie dało się obejrzeć później, bo nie wchodziły do
      dystrybucji. Był więc wóz, albo przewóz, a to oznaczało, że z czegoś
      trzeba było zrezygnować. Podobnie jak dziś rezygnuje się z różnych
      rzeczy... Spór o to, czyje rezygnacje wydają się szlachetniejsze czy
      estetyczniejsze jest, jak sądzę, sporem pokoleniowym.
      Ale faktycznie, jako pracodawca czuję się czasem rozczarowana,
      oglądając rozmaitych kandydatów na rozmaite stanowiska... Niestety
    • Gość: gw wykładowca, student, pracodawca IP: 212.160.85.* 19.03.09, 15:14
      Droga Pani Doktor i Drogi Studencie
      Generalnie zgadzam się z wypowiedziami studenta. Zdecydowanie
      większa jest wina wykładowców w miałkości studiowania i poziomie
      wiedzy i umiejetnosci studentów niż samych studentów. To wykładowca
      odpowiada za poziom wykładów ze swoich przedmiotów, a nie student.
      To wykładowca odpowiada za poziom egzaminów, a nie student. I co by
      nie mówić większość wykładowców okazuje brak szacunku do swoich
      studentów poprzez lenistwo w opracowywaniu i przygotowywaniu sie do
      wykładów. Lenistwo w podnoszeniu swojej wiedzy.Brak wykładowcom
      czasu na przygotowanie ciekawego programu swojego przedmiotu bo mają
      wykłady na 5 uczelniach, a do tego fuchy w biznesie. A to jest
      oszukiwanie studentów, którzy traca czas na wkuwanie nieaktualnej
      wiedzy. TAK! Szanowni wykładowcy oszukujecie i kpicie siobie w ten
      sposób z młodych ludzi!!
      A teraz jako pracodawca może parę słów.
      Niestety poziom absolwentów szkół biznesowych jest tragiczny!
      Pytanie na które nikt praktycznie nie odpowiedział na rozmowach
      kwalifikacyjnych ( co najmiej 100 osób )jest takie: " Czym się różni
      narzut od marży?" Zgroza!!! I takie osoby chcą byc handlowcamai?
      Absolwent w pracy uczy sie wszystkiego od początku. Na studiach
      owszem może i student uczy sie o strategiach marketingowych wielkich
      firm, ale takich firm jest mało. NIe ma żadnego przygotowania do
      pracy w małym i średnim biznesie. Przecież większośc ludzi trafi
      właśnie do takich firm.
      Co do korzystania z kultury to każdy korzysta według chęci i
      mozliwości, a Pani Doktor widocznie obracała sie tylko w kulturalnym
      środowisku i nawet nie znała tej części swojego roku która
      kulturalnie obalała "jabole". Każdy ma swoje środowisko. Poza tym
      dzięki internetowi mamy ,czego Pani doktor nie dostrzega, możliwość
      poznania i przebywania w gronie osób o podobnych zainteresowaniach,
      a nie tylko w gronie bądź co bądź przypadkowych osób w uczelnianiej
      grupie.
      Jeśli zaś chodzi o wybór kierunku studiów to idę o zakład, że młodzi
      wybierają go znacznie bardziej świadomie niż jeszcze kilkanaście lat
      temu. I nie widze nic złego wtym, ze uwzglądniaja przy tym
      perspektywy finansowe w przyszłości. Jeśli tak robią to brawo!!
      Według mnie świadczy to tylko o odpowiedzialności za swe życie!
      Nie ma sprzeczności miedzy zasobnością portfela, a pozimem
      kulturalnym i osobowym.
      • tuor Re: wykładowca, student, pracodawca 19.03.09, 15:28
        Nie do końca zgodzę się z jednym Twoim stwierdzeniem. Otóż nie zawsze wykładowcy
        są winni niskiemu poziomowi. Wiem, że może zabrzmi to śmiesznie, ale w wielu
        przypadkach winny jest system. Osobiście znam przypadek, gdy matematyk zrobił
        porządne zaliczenie (co nie znaczy trudne, po prostu nie przepychał na siłę), na
        którym padło ponad 80% grupy (taki wspaniały poziom mieli). Następnego dnia,
        przyszedł do niego dziekan wydziału i mówi (parafrazuję, ale sens taki sam):
        "Słuchaj, N., no jak to będzie wyglądało jak mi prawie całą grupę ulejesz. Zrób
        im jeszcze jeden termin i trochę ich przepuść." Jak widać chęci wykładowcy nie
        zawsze wystarczą...
        • Gość: fresh_graduate Re: wykładowca, student, pracodawca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 17:28
          Nebywałe jest to, że ma Pan takie informacje.
          • tuor Re: wykładowca, student, pracodawca 19.03.09, 22:56
            Ano mam i proszę wybaczyć, że nie powiem skąd, ale mogę zapewnić, że są wiarygodne.
            • Gość: fresh_graduate Re: wykładowca, student, pracodawca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.09, 03:36
              Pan w ogóle dużo mówi, klarownie, amerykanie mówią opinionated person.

              Myślę, że poprawki do skutku to rzecz normalna i do przyjęcia, tak samo jak w sądzie jest apelacja kończaca się najpierw ponownym rozpatrzeniem w zwykłym sądzie, a potem dopiero apelacyjnym, czyli są trzy etapy. Sesja, potem po podaniu do dziekana następna, i potem ostatnia szansa, czyli warunek. Proszę również przeczytać tu: www.inference.phy.cam.ac.uk/mackay/exams.pdf
        • Gość: ko-yama Re: wykładowca, student, pracodawca IP: *.ghnet.pl 23.03.09, 07:33
          Bywa i tak, że świeży młody magisterek już na samym początku swej
          pracy jest ustawiany tak, że tyle a tyle ma przepuścić.
      • Gość: pekaes Re: wykładowca, student, pracodawca IP: *.ghnet.pl 22.03.09, 11:01
        bardzo swiadomie.. byle sie kierunek zgadzal z profilem firmy tatusia, wtedy
        faktycznie nie pokazujesz cv na rozmowie o prace..
    • tuor Ksero student odpowiada wykładowcy 19.03.09, 15:20
      Bilet do filharmonii w Krakowie, dla studenta, do wydatek 6zł (wejściówka) lub
      12 złotych, więc, drogi studencie, nie mów, że jest za drogo. Znam studentów,
      którzy znacznie większe pieniądze przeznaczają choćby na alkohol, a w
      filharmonii to nie wiem czy raz w życiu byli.

      Chciałbym też odnieść się do wypowiedzi Dinth'a. Otóż, właśnie kończę studia i
      po pierwsze dla wielu naprawdę porządnych studentów Twoja opinia jest bardzo
      krzywdząca (przy czym nie twierdzę, że studentów opisanych przez Ciebie nie ma,
      bo na pewno są), po drugie, jak człowiek nie traktuje studiów jako przechowalni,
      to po studiach można spokojnie duże pieniądze zarobić. Ja kończę kierunek
      techniczny i wiem jakie są w mojej branży zarobki.

      Ogólnie zaś, chciałbym zamieścić jedno moje spostrzeżenie: mamy za dużo
      studentów. Nie wiem, kto wymyślił, że wszyscy mają iść na studia. Polski po
      prostu nie stać na taką ilość studentów, jaka jest w tej chwili. Edukacja
      kosztowała, kosztuje i kosztować będzie ogromne pieniądze. Próbując przepchnąć
      przez studia jak największą liczbę osób tylko psujemy cały system. Nie należą do
      rzadkości studenci, którzy na studiach technicznych nie umieją dodawać ułamków
      zwykłych. Z całym szacunkiem i sympatią dla nich, czy taki ktoś powinien dostać
      się na wyższą uczelnię?
      • Gość: oburzona studentka Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.net.autocom.pl 20.03.09, 01:16
        Bzdura!tegoroczne ceny os stycznia na all przedstawienia min 20zl!!ale na
        najciekawsze i najbardziej wartościowe 30zl.Wiec nie mów ze ten student nie ma
        racji,ja sie z nim calkowicie zgadzam.a ze na 1 roku nie ma sie stypendium
        naukowego a dochod rodzicow o paredziesiat zl przekracza prog stypendium
        socjalnego to sie czlowiek stara w weekend jeszcze dorobic a nie wydawac na
        teatry,filharmonie!!!!troche pokory!i realizmu..
        • Gość: MD Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.autocom.pl 20.03.09, 02:27
          Ale wejściówki chyba nadal są. Będzie też reklama - mamy kulturatkę - do PWST za
          7 PLN, do innych teatrów między 11 a 15 PLN. To koszt jednego, dwóch piw :)

          Dla jasności - oczywiście rozumiem ludzi, których i na to nie stać, co więcej
          darzę ich wielkim szacunkiem, że mimo tego są w stanie studiować, często
          pracując przy tym i wkładając o wiele większy wysiłek.

          Chodzi bardziej o racjonalizację pewnych wydatków - da się często znaleźć nieco
          tańsze mieszkanie, dalej od centrum i zaoszczędzić 100 PLN na miesiąc - to da
          jakiś 1000 rocznie - starczy na bilety (przykład hipotetyczny, ale sam tak
          zrobiłem, jak miałem problem z kasą - wcześniej chodziłem pieszo na uczelnię,
          płaciłem ok. 450 PLN, teraz jeżdżę, kupuję bilet, ale płacę ok. 300 PLN - bilet
          ok. 50, zostaje 100 na miesiąc).

        • Gość: zaporylie Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: 78.8.137.* 20.03.09, 10:44
          We Wrocławiu wejściówka do filharmonii dla wszystkich studentów za 5zł :)
          Zapraszamy :)
      • Gość: Pan Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.chello.pl 20.03.09, 08:58
        "Edukacja kosztowała, kosztuje i kosztować będzie ogromne pieniądze. Próbując
        przepchnąć przez studia jak największą liczbę osób tylko psujemy cały system."

        tuor: Tak, państwo 'ładuje' kasę w studentów, a jak się oni odwdzięczają??
        Uciekają (bo inaczej tego nazwać nie mogę)za granicę w poszukiwaniu 'chleba' -
        osobiście śmieszą mnie takie sytuacje, ale spójrzmy prawdzie w oczy statystyczny
        student nie myśli o 'zapłacie' swojej ojczyźnie, dla niego najważniejsza jest
        tylko kasa (!!), a 'odbudowę' naszej ojczyzny zostawiają polityką starego
        pokolenia, którzy nic nie robią tylko 'walczą o koryto'. Takim studentom
        stanowczo mówię NIE, NIE darmozjadom i pasożytom, NIE pijakom i ćpunom... Ale co
        ja mogę ?
      • Gość: gosc Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.09, 00:15
        pieprzysz
        • tuor Re: Ksero student odpowiada wykładowcy 25.03.09, 11:09
          Taa... Ty za to prowadzisz konstruktywną dyskusję... Nie zgadzasz się ze mną?
          Ależ proszę bardzo, ale napisz to przynajmniej w kulturalny sposób.
      • Gość: studentka ASP Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.ghnet.pl 30.03.09, 21:49
        na wernisaże można chodzić za darmo, trzeba tylko trzymać rękę na pulsie, czytać
        plakaty kiedy co się odbywa. bilety na wystawy oscylują w okolicach 5 zł dla
        studentów. studenci asp nie kserują ale wydają fortunę na papier, farby, wydruki
        cyfrowe, benzynę, denaturat ... itd. naprawdę, fortunę. ksero przy naszych
        wydatkach to "pikuś".
        pozdrawiam
        B.


        ps: denaturat potrzebny jest do miedziorytu ;)
      • Gość: jelonek666 racja Stary! IP: 195.47.201.* 02.04.09, 15:13
        kończyłem studia 3 lata temu na kierunku humanistycznym (socjologia)
        ale w pełni się z Tobą zgadzam! P.S ułamki też umiem dodawać ;)))
    • Gość: gość portalu Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.ghnet.pl 19.03.09, 15:24
      Drogi kolego - studencie.
      Miej świadomość że pracą takich jak Ty, w wielu przypadkach kieruje młodzież
      MPO :) bo sam do niej należę i kieruje pracą kilku takich "osiołków" jak Ty ;)
      Podkreślam, nie mam nic do studiowania, ale określanie ludzi ze średnim
      wykształceniem mianem MPO uważam za nadużycie!!! Szkoda mi Cie, bo ja w Twoim
      wieku (zakładając że skończyłeś studia) miałem 5 latek stażu, z tego 3 na
      stanowisku kierowniczym. Pozdrawiam Cie cieplutko.

      26 latek z MPO
    • Gość: nauczyciel_akad. Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.chello.pl 19.03.09, 15:30
      Z przykrością muszę napisać - że jako nauczyciel akademicki z 30-
      letnim stażem - w znacznie większym stopniu utożsamiam się z
      poglądami studenta, niż Pani doktor. Jego analiza jest znacznie
      bardziej wnikliwa, oparta na znajomości realiów. W pierwszym
      artykule jest mnóstwo poglądów, które powinny doprowadzić
      czytających artykuł nauczycieli do rezygnacji z pracy. Bo jeśli
      student nie odróżnia prawdziwej wiedzy od pozorów, to czyja to wina?
      Jeśli student jest zmuszany do kserowania materiałów za wiele
      złotych miesięcznie - to czyja to wina? Jeśli nauczyciel akademicki
      z 30-letnim stażem jest doktorem, to czyja to wina? Pytania można
      mnożyć...
    • Gość: fresh_graduate Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 15:36
      Na Zachodzie w ogóle nie ma czegoś takiego jak doktor z trzydziestoletnim
      stażem pracy dydaktycznej. Człowiek nie prowadzący badań jest po paru latach
      zapraszany do często świetnej pracy na wolnym rynku, a w jego miejsce młody
      absolwent studiów doktoranckich zdobywa szlify. U nas każdy kto prowadzi
      bylejakie najgorsze badania, dostaje za to dodatkowy tytuł, habilitację. Pani
      doktor jest przez trzydzieści lat panią doktor, prawdziwym nauczycielem,
      akademickim, o kwalifikacjach na Zachodzie niespotykanych.

      To wielka prawda o współczesnych problemach studenta. Finansowych. Moje własne
      doświadczenie jest takie, że nie mogłem utrzymywać normalnych w tym wieku
      kontaktów, bo musiałem pracować. Gdy nie pracowałem, musiałem waletowac u
      znajomych, bo nie stać mnie było na mieszkanie, a w akademiku nie dostałem
      miejsca, bo dochód na głowę w rodzinie przekraczał limit (matka jest
      nauczycielką w szkole, ojciec nie pracuje, jestem jedynakiem), albo nie miałem
      pleców. Przez całe studia byłem na dwóch koncertach, na pierwszym roku
      chciałem być na koncercie Nigela Kennedyego, może po 6 latach się to w końcu uda.

      Być może studia powinny być jednak płatne, nie robiłoby się w ten sposób
      nadziei "bezpłatnymi studiami" osobom, które nie mają szansy na nich
      skożystać, nawet jeśli cudem i po powtórkach roku jakoś przez nie przebrną.
      Pieniądze z tego tytułu uzyskane powinny w pierwszej kolejności zostać
      przeznaczone na wcześniejsze emerytury dla wszystkich nieprowadzących
      działalności naukowej, w tym profesorów-zombie bez dorobku i doktorów
      niehabilitowanych ze stażem 10+ (jeden z pomysłów szeroko dyskutowanych w
      związku z zastojami w niektórych dziedzinach i w kontekście jednorazowej
      wyższej dotacji na naukę w ramach pakietu recesyjnego w Stanach Zjednoczonych).

      Na koniec chciałbym jeszcze zauważyć, że większość przeładowanych kierunków, a
      także kierunków fikcyjno-zaoczych, uczelnie potworzyły w ostatnich latach
      również po to, żeby zapewnić pracę trudnej grupie zawodowej nieudanych i
      przypadkowych pracowników naukowych bez dorobku, zatrudnionych na czas
      niekoreślony. Kierunki te nawet w zamyśle nie mogą oferowac studentom
      wykształcenia, a pani doktor odpowiedniego poziomu intelektualnego, którego
      nie jest w stanie zapewnić sobie sama. Nie dziwi więc, że frustracja jest
      obupólna.
    • Gość: Alina Dziwne... IP: 83.238.175.* 19.03.09, 16:16
      Nie wiem, czemu się aż tak zachwycacie tą wypowiedzią "studenta". Jest to po
      prostu na gorąco skreślona polemika na zasadzie słowo przeciwko słowu: pani
      autorytatywnie stwierdziła w wielu kwestiach: "jest tak a tak", pan zaprzecza:
      nieprawda, bo "ja się ani razu z tym nie zetknąłem". I teraz jeśli Wasze
      doświadczenie jest bliższe doświadczeniu studenta (tzn. też się z czymś tam nie
      zetknęliście), to automatycznie przyznajecie mu rację. A tymczasem żadna ze
      stron nie powołuje się na żadne prawdziwe badania np. poziomu solidarności
      koleżeńskiej na studiach danego typu (czy zresztą w ogóle takie są?), tylko
      swoje subiektywne obserwacje przedstawiają jako ogólne fakty. To jest poziom
      dyskusji dobry na forum, a niestety nie na łamach ogólnopolskiego portalu (czyli
      właściwie na łamach prasy, bo podobno ta sieciowa wypiera drukowaną).
      • Gość: Alina Re: I jeszcze słówko IP: 83.238.175.* 19.03.09, 16:38
        Na pewno w wielu miejscach poglądy wyrażone przez dr Sebestę mogą razić
        anachronizmem, skostnieniem, brakiem krytycyzmu wobec własnej grupy zawodowej.
        Ale chyba i "Student" trochę zbyt łatwo rozgrzesza siebie i swoich kolegów. Co
        to np. za argumentacja, że przez 4 lata jego ogólniaka żadna uczelnia "nie
        umiała mu się przedstawić, zainteresować" itd.? Zdaje się, że właśnie teraz, w
        dobie Internetu, absolwent szkoły średniej nawet z dalekiej prowincji może
        uzyskać całkiem szerokie i różnorodne (oficjalne, mniej oficjalne...) informacje
        o różnych uniwersytetach, by wyrobić sobie jako takie zdanie o tym, gdzie warto
        by było studiować. To kiedyś (m.in. w latach szkolnych przyszłej dr Sebesty)
        można było podejmować takie decyzje, kierując się samymi marzeniami, wizją
        prestiżu (do zweryfikowania dopiero "w praniu"). Dziś tak ani nie trzeba, ani
        nawet nie wypada. Potrzebna jest jednak jakaś inicjatywa ze strony samego
        absolwenta LO. Jeżeli ten czeka, aż ktoś przyjdzie i będzie "starał się go
        zainteresować", to chyba zapomina, że to głównie jego własny interes, by wybrać
        dobrze i korzystnie na przyszłość.
        • Gość: No i jeszcze... Re: I jeszcze słówko IP: 83.238.175.* 19.03.09, 17:09
          A już rozbrajające jest tłumaczenie w stylu: "przygotowania do matury pozbawiły
          nas twórczości w myśleniu, więc już więcej tej twórczości od nas nie wymagajcie;
          jakich nas liceum uformowało, takich nas macie, kropka". Przecież skoro już
          wiecie, co i w jakim zakresie Was "pokaleczyło", to już połowa sukcesu - już
          wiecie, z jakich ran się wylizywać. Tylko trzeba ten proces leczenia czym
          prędzej podejmować, a nie występować o rentę i taryfę ulgową na resztę życia.
          Potrzeba tu na pewno wiele własnej pracy - takiej nakierowanej naprawdę na
          własny rozwój (jest trudna, bo nie ma w niej szybkich, drobnych nagród w postaci
          zdobywanych punkcików i procencików, do jakich przyzwyczaja kształcenie z
          systemem motywacji wyłącznie zewnętrznej). Ale przecież warto!
      • Gość: Lukee Re: Dziwne... IP: *.autocom.pl 19.03.09, 17:09
        Nie.
        Tekst pani doktor był schematyczny i oparty na stereotypach.

        Np. nie wiem gdzie się sprzedaje za pieniądze notatki. To jest jakiś
        mit.

        Gdy szedłem na prawo UJ, słyszałem też takie legendy jaki tu wyścig
        szczurów i że jak będę miał szczęście, to może mi ktoś notatki
        sprzeda. I wiecie co? Nie tylko można dostać za darmo, ale i całe
        wykłady przepisywane są na komputer. Robimy z tego takie fajne
        skrypty i wrzucamy na forum gotowe do ściągnięcia. Jest jeden
        człowiek na moim roku, który robi notatki z kilku przedmiotów i sam
        je opracowuje na komputerze, a potem przesyła innym. Wiecie
        dlaczego? On sam korzysta, bo się uczy przy okazji pisania, do tego -
        pomaga innym. Po trzecie - inni też nie chcą być gorsi i chcą dać
        coś od siebie i opracowują inny przedmiot.

        I to chyba panią doktor najbardziej boli - że nikt nie przychodzi na
        jej wykłady, bo może przyjść jeden student z laptopem, zrobić
        notatki i rozesłać wszystkim. Może stąd ten jej pomysł do
        obowiązkowej obecności na wykładach i stąd może jej nienawiść do
        ksera/drukarek/technologii...?
      • Gość: fresh_graduate Re: Dziwne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 17:09
        Mizeria Gazety, ze w ogóle wydrukowała wypowiedź pani, która zaczęła, wypowiedź niepoważną, pełnął argumentów natury ad personam, już pomijając, że nieuprawnionych uogólnień... Ale zostawmy meritum, poziom typograficzny i edytorski wszystkiego, tak jak i odpowiedzi, jest blogowy, nie znam zagranicznej gazety z takim poziomem nawet jak na wydanie internetowe.
        • Gość: n. Re: Dziwne... IP: *.pbn.york.gov.uk 19.03.09, 18:07
          racja, poziom po prostu zalosny. dziwi wiec bardzo, ze cos takiego w
          ogole poszlo do druku. kto byl red. odpowiedzialnym? dlaczego red.
          nie zamiescila pod listem informacji, iz publikowany on jest w
          wersji oryginalnej? toz tam az roi sie od bledow skladniowych,
          stylistycznych, ale nade wszystko interpunkcyjnych! znajomosc
          ojczystego jezyka wsrod dzisiejszej braci studenckiej wola wprost o
          pomste do nieba. ale czemu sie dziwic, skoro zasad pisowni ucza sie
          oni w Internecie. dobrze chociaz, ze jezyk angielski w Polsce
          wszyscy znaja (przynajmniej) na poziomie b. dobrym.
          wracajac... w calej tej dyskusji jedynie wypowiedz niejakiej Aliny
          prezentuje wysoki i rzeczowy! poziom intelektualny. slusznie
          wskazuje ona na schematyzm w mysleniu tego pana. tenze biadoli, iz
          nie wymaga sie od niego kreatywnosci. wiec widac przyzwyczail sie do
          sytuacji, bo nia sie nie wykazuje, i to w najmniejszym stopniu.
          widac w jego wyp. mase stereotypow, schematow, przede wszystkim zas
          forma jest jak u ucznia szkoly podstawowej.
          najbardziej zas absurdalne stwierdzenie, to to, iz wspolczesnego
          mlodego czlowieka w biednej Polsce nie stac na zaplacenie 6 zl za
          koncert w Filh. dobrze, ze na piwo w pubie przy Rynku albo na
          Kazimierzu starcza. podaje ten "bidny" student taki argument, widac
          zupelnie nie majac pojecia, jakie sa ceny wstepu do instytucji
          kultury - co juz ktos zreszta slusznie zauwazyl, ale co wymaga
          powtorzenia, jako ze problem ma inna zgola nature. mianowicie,
          prawda jest, do czego, z niewiadomych zupelnie powodow nikt nie chce
          sie przyznac, mlodych ludzi nie interesuje ZUPELNIE cos takiego, co
          nazywamy szeroko pojeta kultura. objawia sie to wszedzie, nie tylko
          w poziomie mediow - schlebiajacych w coraz wiekszym stopniu tym
          gustom - poziomie czytelnictwa, znajomosci ojczystego jezyka,
          uczestnictwa w tzw. zyciu kulturalnym. i wytlumaczeniem nie jest to
          wcale brak srodkow, ale zwyczajna ignorancja. nie tylko poezja, ale
          szerzej - teatr, muzyka klasyczna, artystyczne kino i sztuki
          plastyczne mlodych ludzi po prostu w ogole nie obchodza. nie tylko
          ich zreszta, bo te grozne wzorce propaguja i politycy, i, co
          szczegolnie szkodliwe, pracodawcy. tak, dzisiejsi pracodawcy w
          naszym/waszym kraju to w wiekszosci totalni ignoranci.

          pozdr.
          • tuor Re: Dziwne... 19.03.09, 23:20
            Popieram przedmówcę w całej rozciągłości :). Aaa... Alinę też jak najbardziej
            popieram :).
          • Gość: Kasik Re: Dziwne... IP: *.ists.pl 20.03.09, 01:09
            " ale czemu sie dziwic, skoro zasad pisowni ucza sie
            oni w Internecie. "
            Przepraszam bardzo, ale osoba, która napisała powyższy post powinna
            najpierw "posprzątać na własnym podwórku", ponieważ jak widać, sama
            nauczyła się "zasad pisowni w internecie". Droga Pani/Drogi Panie:
            wedle zasad poprawnej polszczyzny, zdania zaczynamy WIELKĄ literą.
            pozdrawiam
            • ar.co Re: Dziwne... 20.03.09, 19:50
              No i wprowadzenie polskich znaków do tekstu też nie wymaga aż tak
              wielkich starań.
    • Gość: cz Od 30 lat tylko doktor! IP: 194.42.110.* 19.03.09, 16:42
      A gdzie habilitacja, rozwój naukowy? teraz mlodzi nawet z doktoratem nie maja
      szans przetrwac na uczelni nie "robiac" habilitacji.Po 30 latach tylko dr
      najlepiej swiadczy o zatrzymaniu w czasie...
      • Gość: cz Re: Od 30 lat tylko doktor! IP: 194.42.110.* 19.03.09, 16:45
        Ale fakt, ze studentem latwiej teraz zostac niz dawniej. Magistrow pod dostatkiem...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Nieprawda, tylko od 14. 19.03.09, 18:11
        Dr Antonina Sebesta doktorat uzyskała 14 lat temu.
        nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=25061〈=pl
        www.wsp.krakow.pl/ifis/index.php?option=com_content&task=view&id=58&Itemid=51
        • Gość: cz Re: Nieprawda, tylko od 14. IP: 194.42.110.* 19.03.09, 21:03
          hehe... dzieki za link. Dlugo sie uchowala, znaczy sie doktoryzowala...
        • Gość: fresh_grad Re: Nieprawda, tylko od 14. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.09, 03:50
          Ciekawe, ze jest członkiem PTT, a nie wie, albo uogalnia przez własne miejsce pracy i nie bierze pod uwagę, jak fantastyczne są rajdy organizowane na UJ. Choćby przez prezesa PTT w Krakowie.
    • Gość: Maciek Student na polskim w szkole spal? IP: *.ghnet.pl 19.03.09, 16:44

      Student niech się postara następne listy pisa poprawną polszczyzną,
      bo jak czytam, ze ktoś "masowo lgnie na studia" itp. kwiatki, to mi
      się nóż w kieszeni otwiera.
    • Gość: wykladowca Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.uek.krakow.pl 19.03.09, 17:05
      Drogi studencie, skoro studenci sa tacy chetni do nauki i chca byc kreatywni,
      to czemu co druga praca pisana na zaliczenie to plagiat? Dlaczego studenci
      kopiuja notorycznie swoje prace z portalu "sciaga.pl" zamiast chwile sie
      wysilic i napisac cos od siebie? Dlaczego jesli maja przygotowywac
      prezentacje, to zamiast wziac ksiazke do reki i zorientowac sie w temacie,
      pytaja po 100 razy co dokladnie maja w tej prezentacji napisac? Otoz drodzy
      studenci, istnieje biblioteka i tam sa takie staromodne przedmioty nazywane
      przez starszych "ksiazkami" - polecam do nich zajrzec od czasu do czasu! Moze
      akurat sie okaze, ze informacje ze stron www byly po prostu niekompletne lub
      bledne.
      • Gość: Lukee Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.autocom.pl 19.03.09, 17:12
        To bardzo proste, panie wykładowco. Po prostu - jest taka możliwość.
        Zgodnie z kapitalistycznym kultem zaradności "cel uświęca środki", a
        więc plagiatować mogą sobie, dopóki im będziesz na to pozwalał.

        I powiedz mi, wykłądowco, skoro tak Cię bolą plagiaty przynoszone
        przez studentów - czemu nie pogrozisz prokuraturą i nie wywalisz na
        zbity pysk? Przynoszą, bo na to im pozwalasz.
        • Gość: MichalM Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.is.net.pl 19.03.09, 17:57
          Jezeli celem jest zdobycie wiedzy to srodkiem na pewno nie jest oszustwo, jezeli
          celem sa tylko trzy literki to faktycznie jest to dobry srodek, wiec jezeli
          studenci używają oszustwa do osiagniecia celu to im sie cele popierzyly.
          Podobnie jak wykladowcom ktorych celem powinna byc edukacja studentow, co
          oznaczalo by wywalanie oszustow. Niestety obecnie ksztalcenie jest chbya
          ostatnia rzecza o ktorej mysla wykladowcy. Uczelnie przeksztalcajac sie w
          Zaklady Produkcji Magistrow Na Ilosc same odebraly sobie szacunek, tak jak
          odbiera go sobie laska puszczajaca sie na lewo i prawo, i teraz wielkie
          zdziwienie i narzekanie ze studenci to be. Kochani Rektorzy Wykladowcy Doktorzy
          Docenci jestescie dziwkami dajecie mgr kazdemu za pieniadze.

          Pozdrawiam

          MichalM
    • Gość: rtwtwrtrrwt Ksero student odpowiada wykładowcy IP: 195.154.69.* 19.03.09, 18:11
      żałosne taplanie sie w kałuży łez goryczy tej nauczycielki akademickiej. Własnie
      studiuje za granica , po francusku i po angielksu w tym samym czasie. Kazdy
      wykladowca kazdy wykład prezentuje z rzutnika w formie prezentacji power pointa
      + przed sama prezentacja rozdaje kazdemu kopie tego co bedzie na slajdach.
      Wszystko jest jawne i przejrzte nikomu nie chce sie tutaj tracić czasu na
      pisanie formułek ktore mozna znalesc w internecie. Na kazdym przedmiocie
      pracujemy w zespolach,zadania sa praktyczne -studiuje tutaj ekonomie -jesli mamy
      wprowadzic jakis model biznesowy musimy znalesc firme ktore poswieci nam troche
      czasu itd. 50% kadr mowi po angielsku ---tzn nie duka a wyklada---tzn nie
      dyktuje tylko prowadzi dyskuje. To jest inny swiat! Czy ktos sobie wyobraza jak
      Polski zabetonowany doktor czy juz nawet profesor łaskawie poprowadzi wklad po
      angielsku, na Litość Boską nawet po rosyjku jesli nie zna ale bedzie to bardziej
      rozwojowe.Żeby zamknąc klamrą to co napisałem powiem że i tak poziom nauczania
      za granica nie mowiac o badaniach naukowych jest inny-> nie znaczy wyzszy.
      • Gość: abc Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.chello.pl 19.03.09, 20:37
        Skoro studiuje Pan za granicą, to naturalne, ze wykłady są w innym, niż polski
        języku. Dlaczego niby polski profesor na polskiej uczelni miałby wykładać po
        angielsku? I komu, skoro spora grupa studentów po prostu nie mówi po angielsku.
        Zapewniam natomiast, że jest ogromna rzesza polskich naukowców wykładających w
        obcych językach na zagranicznych uczelniach i robiących to świetnie
        • Gość: sfsdfsdfsfs Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: 195.154.69.* 19.03.09, 21:59
          zeby precyzyjniej nakreslic. Aktualnie studiuje we Francji i studiuje tutaj
          czesc przedmioow po Francusk a czesc po angielsku. Wyklady o angielsku nie sa
          czyms przewidzianym dla studentow z zagrnicy a normalnym trybem na ktory chodza
          rowniez studenci miejscowi i to oni stanwia 90% grupy. Napisalem ze przynajmniej
          50% kadry wyklada w obcym dla siebie czyt.angielsku jezyku. Najlepsi niech sobie
          wykladaja gdzie chca ,ale ja mowie o najzwyklejszym przecietnym janie kowalskim
          -doktorze ktory prowadzi wyklad w jednym semestrze po polsku a w drugim w jakims
          innym. Na starcie juz przegrywamy bo pomimo lepszego przygotowania teoretycznego
          nie sprzedamy swoich walorow na poziomie miedzynaradwym i tym samym zostaniemy w
          zascianku. Moje zdanie jest takie: maxymalnie 15% kadry byloby zdolna wyklad nie
          tylko po polsku. I gdzie tu ambicje świadka naukowego? Słyszymy od Was na
          pierwszym roku" uczcie się języków ,wyjeżdżajcie" a potem na IV-V roku słyszymy
          jak dukacie najprostsze zwroty? To kto tu jest mądry? My z technologiami,obyciem
          za granicą,z praca podczas studiow jezykami,czy Wy z waszymi kilkoma na krzyz
          skryptami z ktorych nas maglujecie? Czemu nasze uczelnie nie wygrywaja konkursow
          o srodki z unii europejskiej? Nikt nie wie jak je pisać ! To jest żenujące !
          • ar.co Re: Ksero student odpowiada wykładowcy 20.03.09, 19:56
            Studiowanie po angielsku czy francusku nie oznacza, że nie musisz
            znać języka polskiego. A twoje posty świadczą o tym, że jego zasady
            są ci całkowicie obce.
            Bardzo chętnie będę prowadziła zajęcia po angielsku czy rosyjsku (są
            to języki najważniejsze dla wykładanego przeze mnie tematu).
            Istnieje jeden problem - biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze nie
            zdarzyło się, aby jakikolwiek student wybrał z podanej listy lektur
            książkę w języku obcym (dostępną w bibliotece uniwersyteckiej) lub
            przeczytał takąż pracę spoza listy, wybraną samodzielnie -
            podejrzewam, że oznaczałoby to zamknięcie możliwości studiowania dla
            ogromnej większości studentów.
        • Gość: sdfsf Re: Ksero student odpowiada wykładowcy IP: 195.154.69.* 19.03.09, 22:04
          Dlaczego niby polski profesor na polskiej uczelni miałby wykładać po
          angielsku??

          No właśnie po co? Przeciez cale 6,7mld ludzi nawija w języku
          Kochanowskiego,Mickiewicza i Słowackiego.
          • ar.co Re: Ksero student odpowiada wykładowcy 20.03.09, 19:57
            No to może od razu po chińsku? W końcu statystycznie rzecz biorąc
            więcej ludzi mówi po chińsku, niż w jakimkolwiek innym języku.
    • Gość: Ladysilence Ksero... IP: *.chello.pl 19.03.09, 18:42
      Jeszcze jedna rzecz, którą należy wspomnieć jeśli chodzi o studia. Na części
      kierunków, na pewno na moim (religioznawstwo), nie kseruje się ani notatek, ani
      podręczników, ale teksty, które wykładowcy zadają na ćwiczenia. Jeśli książka,
      która mamy przeczytać, dostępna jest w jednym, jedynym egzemplarzu na wszystkich
      bibliotekach wydziałowych, to ksero jest jedynym ratunkiem. Bo to nierealne,
      żeby wszyscy studenci po kolei siedzieli nad nią w czytelni. Książka tańsza niż
      ksero? Jasne, ale niech najpierw ta książka jest dostępna...
    • Gość: eso Oba listy sa stronnicze IP: *.net.autocom.pl 19.03.09, 20:30
      Nie będę udawał bezstronnego bo należę do jednej z tych grup dlatego
      poswatam się najpierw napisać opinie a potem zadać parę pytań które
      w miarę obiektywnie pozwala zrozumieć problemy współczesnej nauki w
      szkołach wyższych.
      Pani doktor zaatakowała bardzo mocno studentów, owszem nie zawsze
      mając rację i często przesadzając, ale autor niniejszego artykułu
      przesadza w drugą stronę i idealizuje studentów. Otóż wcale nie jest
      tak, że student nie chodzi do filcharmonii, bo nie ma kasy - otóż
      wielu ze studentów nie ma takiej potrzeby - nie jest to naganne po
      prostu tak jest i trzeba to zaakceptować. Nie jest też tak, że
      rajdów nie ma dlatego, że jest wiele osób - otóż kiedyś organizowało
      się rajdy, teraz z całego wydziału często trudno zebrać 100 osób na
      taki rajd, a nawet jeśli się je zbierze to jest to kupa ludzi a nie
      jakakolwiek zwarta grupa mająca (poza kierunkiem/wydziałem) coś ze
      sobą wspólnego. Kserowanie kserowaniem, ale nie można mówić, że
      teraz mamy internet - otóż w bibliotekach jest wiele wiedzy, której
      w bibliotece nie ma, ale studentom jest po prostu nie po drodze i to
      też nie dziwi. W dobie "studiów powszechnych"(ze je tak nazwę)
      powinna pani doktor zrozumieć, że etos studenta dawno umarł, kiedyś
      samo bycie studentem coś znaczyło i dawało pewien status - teraz
      jest powszechne, jest naturalnym przedłużeniem młodości i nie ma
      niczego z dawnej mafii. Często media (np. po aferze pod klubem
      Zaczek parę lat temu) piszą - jak to możliwe, że student zabił? Otóż
      jak najbardziej możliwe - kiedyś studencie rzeczywiście stanowili
      elitę, teraz każdy może iść na studia (płatne bądź nie, publiczne
      czy prywatne) więc studentem może być dosłownie każdy. Problem jest
      już na etapie szkoły średniej - młodzież nie rozumie, że nadaje się
      tylko do łopaty lub innego nie wymagającego intelektu zajęcia i
      idzie na studia, co gorsza naukowcy czy tam dydaktycy na to
      zezwalają i w imię jego pieniędzy (w przypadku płacących za studia)
      lub dla własnego spokoju (w przypadku studiów bezpłatnych)
      przepuszczają go z mniejszymi lub większymi problemami dalej. Mało
      krąży opowieści, że żeby wylecieć z ...... (tutaj specyfikacja
      uczelni\kierunku) to trzeba zwyzywać rektora.
      Proponuje więc rozpocząć debatę na temat jakości nauczania na
      poziomie szkoły średniej i standardów jakie panują i zachowań i
      braku postępów wśród studentów, które z różnych powodów są przez
      naukowców tolerowane.
      Proszę zastanowić się nad poniższymi pytaniami:
      - czemu proporcje uczniów w LO\technikach są jakie są
      - jak uczą LO i technika i jak przygotowują do życia
      - czy po technikach da się pracować, czy jednak trzeba iść na studia
      - po co nam co roku 100 filologów klasycznych czy archeologów - do
      sprzedaży hot-dogów?
      - czy wszyscy muszą iść na studia
      - uczelnie prywatne - szansa dla większej ilości ludzi na
      wykształcenie, czy zagrożenie dla jakości nauczania
      - drenaż mózgów naukowców i ich czasu w wyniku działań biznesu i
      szkół prywatnych
      - struktura kierunków na uczelniach (czy wszystkie są potrzebne +
      problem liczności roczników)
      - czy kierunki (nawet techniczne/praktyczne) pozwalają na podjecie
      pracy w przemyśle, czy trzeba doszkalać studentów (nie mówię o
      specyfice pracy ale o rzeczach które powinni wynieść ze studiów)

      itd itp...
    • Gość: Gość Krótko z punktu widzenia wykładowcy IP: *.chello.pl 19.03.09, 21:43
      Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale uderzyło mnie dobre samopoczucie Pana Studenta. To właśnie to. Wielu studentów już wszystko wie, już nic nie musi, kiedyś prowadzący był może nie mistrzem ale autorytetem, a teraz adwersarzem, dyskutantem.
      Rozbawiły mnie szczególnie dwie kwestie z którymi spotykam się na co dzień:
      1. Bo ja muszę pracować. Odpowiedź: Twój pech, to nie mój problem, ja mam Cię nauczyć, nie uczysz się - nie umiesz - 2.0, jest jeszcze inna wersja: studiuję na dwóch kierunkach - nie Ty jesteś zapisany na dwa kierunki, nie studiujesz żadnego
      2. W google jest wszystko - jeżeli tak myślisz Studencie to gratuluję i nie mam więcej pytań
      • yaroslav Re: Krótko z punktu widzenia wykładowcy 19.03.09, 22:25
        jednak trochę za ostro panie wykładowco... studentem już nie jestem - wykładowcą nie będę - a te dwie kwestie jakos mnie nie bawią: odpowiedź "masz pecha ze musisz pracowac" jest po prostu chamska, bo różnie się ludziom w życiu układa i to że ktoś musi się sam utrzymywać a mimo to chce się jeszcze czegoś nauczyć zasługuje raczej na szacunek a nie szyderstwa, choć nie zmienia to faktu że praca nie moze byc wymówką dla nieuctwa (i tak powinien był pan to ująć); co do drugiej kwestii stwierdzenie "jeśli czegoś nie ma w googlu to nie istnieje" jest oczywistą bzdurą ale każdy kij ma dwa końce: sam studiowalem na kiszącej się w odorze swojej 600letniej tradycji uczelni i zdarzyło mi się popełnic pracę proseminaryjną opartą niemal wyłącznie na informacjach pochodzących z internetu; strona była dziennikiem badań publikowanym regularnie przez szefa projektu badawczego i stanowiła jedyne aktualne, dostepne na planecie Ziemia źrodło informacji dot. tego zagadnienia - mimo to szacowne gremium wykładowcze "mojego" instytutu burzliwie dyskutowało wiarygodność tego źródła i możliwość korzystania z zawartej tam wiedzy, a powodem nieufności był fakt iż zawarta tam wiedza nie trafiła nigdy (i pewnie nigdy nie trafi) na papier... no po prostu żenada... nic dziwnego że nasze uczelnie zamieniają się powoli w skanseny myśli naukowej - przy takim podejściu to wręcz nieuniknione...
        a tak na marginesie: "ja mam Cię nauczyć..." - mam tylko nadzieję że nie należy Pan do tej pseudowykładowczej zgrai która nauczanie ogranicza do bezwstydnego dyktowania na wykładach fragmentów (lub całości) swoich książek/referatów/artykułów, niejednokrotnie publikowanych przez całe dziesięciolecia pod ciągle zmieniającymi się tytułami lub ze zmnienionym nieco szykiem akapitów... ja sam podczas studiów niejednokrotnie z czymś takim się spotkałem - i jak tu mieć szacunek do wykładowców ??
        • Gość: Gość Re: Krótko z punktu widzenia wykładowcy IP: *.chello.pl 19.03.09, 23:01
          1. Zacznę od końca: Mam nadzieję, że nie należę do wykładowców dyktujących itd, nigdy tego nie robię, proszę mnie nie oceniać na podstawie kilku zdań.
          2. Jestem człowiekiem konkretnym, uczę konkretów (uczelnia techniczna), konkretów wymagam, stąd może szorstki język. Czy to źle, że jestem sprawiedliwy i traktuję poważnie swoje zadanie?
          2a. Absolutnie nie napisałem: "masz pecha że musisz pracować" była to parafraza stwierdzenia z pewnego "kultowego" filmu.
          3. Proszę również nie pisać co powinienem, to kwestia umowna warta rozważenia, a zarzucanie mi chamstwa jest dużym nadużyciem. Ludzie są różni, stosują różne środki wyrazu.
          3a. Studenci głosują nogami (przedmioty są wybieralne)- zawsze wygrywam i to dużą różnicą nóg. Nie mam kompleksów. Dlatego agresywna reakcja na przedstawiony przeze mnie w dobrej wierze punkt widzenia, połączony z oceną na podstawie krótkiego tekstu nieco mnie zaskoczył.
          • Gość: ko-yama Re: Krótko z punktu widzenia wykładowcy IP: *.ghnet.pl 23.03.09, 07:44
            > 3. Proszę również nie pisać co powinienem, to kwestia umowna warta
            rozważenia,
            > a zarzucanie mi chamstwa jest dużym nadużyciem. Ludzie są różni,
            stosują różne
            > środki wyrazu.

            Chamstwo to właśnie chamskie środki wyrazu. Człowiek kulturalny wie
            jakich środków wyrazu użyć by swe racje przedstawić bez
            bezpodstawnego obrażania kogokolwiek.
        • Gość: fresh_graduate Re: Krótko z punktu widzenia wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.09, 03:41
          Człowieku, to nie wykładowca, chyba, że na KSW, popatrz jak mówi.
    • Gość: Tom Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.pl 19.03.09, 21:53
      zgadzam się z większością ale zdecydowanie popieram opinię Pani Doktor co do
      "ksera i przesiadywania w bibliotekach": 1) rzeczywiście większość studentów
      kseruje a potem odkłada... wykorzysta przed egzaminem i wyrzuca - skutek
      negatywny dla przyrody (strata papieru), a przepisując lepiej się zapamiętuje
      to co się przepisuje niż to co się kseruje (ponadto przyszły lekarz częściej
      pisząc mógłby ćwiczyć charakter pisma!). 2) że czegoś nie ma w goglach to nie
      istnieje - "maksyma" jak najbardziej nie pasująca do studiowania! w sieci
      można pisać co się chce (tak jak teraz na forum) więc skutek przeszukiwań
      blogów, niektórych forów, itp w poszukiwaniu informacji naukowych może być
      opłakany. Owszem istnieją dobre strony rządowe i uniwersyteckie, pęcznieją
      biblioteki cyfrowe, ale ciągle zawierają niewielką cząstkę naszych publikacji
      (a także tych z południa i wschodu Europy) - internet głównym źródłem wiedzy
      naukowej jeszcze być nie może.
    • Gość: miq argumenty mierne a i styl fatalny ... IP: *.acn.waw.pl 20.03.09, 00:06
    • Gość: anonim Ksero student odpowiada wykładowcy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.09, 00:19
      Jestem studentem drugiego roku i moze jestem wyjatkiem ale chodzilem do bardzo dobrego liceum. Liceum nauczylo mnie wiecej niz do tej pory studia, a to tylko ze wzgledu czy komus sie chce czy nie. Mialem w liceum wspaniala chemiczke, ktora przygotowala mnie z chemi wspaniale. Na studiach nie przemeczam sie. Chcialbym robic wiecej, ale glupi przyklad, jezeli w liceum chcialem popracowac w laboratorium to to robilem. Teraz mam przygotowac projekt w ramach studiow i nie moge zrealizowac przez siebie wybranego tematu bo nikt mnie nie chce wpuscic do laboratorium, bo odczynniki sa za drogie.

      Nikt mi nie powie ze studenci nie chca sie rozwijac, bo ja chetnie bede robil wiecej w dziedzinie ktora mnie interesuje, ale nie moge. Wykladowcy powielaja schematy, bo jak ostatnio jeden z nich powiedzial mi na zajeciach "My nie jestesmy tu po to zeby was uczyc. My sie rozwijamy naukowo, a wy jestescie, bo byc musicie."

      System studiow niczego nie uczy, a wrecz potrafi zniechecic, ale mlody czlowiek musi ukaczyc studia, znac jezyki, bo inaczej pracy nie dostanie!

      Uczymy sie myslenia schematowego bo tego od nas wymagaja!
      Ja nie bede za to przepraszal, ani sie tego wstydzil, ale nie pozwloe zeby mi mowiono ze jestem gorszym studentem bo studiuje teraz a nie 40 lat temu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka