mister1
03.06.05, 08:20
Masakra w Srebrenicy była największą zbrodnią wojenną w Europie od czasu
zakończenia II wojny światowej. To miasteczko Serbowie oblegali od wybuchu
wojny w Bośni w 1992 r. Schroniły się tam tysiące Bośniaków z okolicy,
ponieważ ONZ zagwarantowała Srebrenicy bezpieczeństwo - wszelki atak miał się
spotkać ze zbrojną odpowiedzią NATO. Miasteczka strzegł holenderski batalion
sił ONZ. Gdy jednak Serbowie przypuścili szturm, dowództwo sił ONZ zwlekało
ze zwróceniem się do NATO tak długo, aż miasto padło. Holenderscy żołnierze
nie stawiali oporu. Byli biernymi świadkami popełnianych przez Serbów
zbrodni. Co więcej, wydali im bośniackich cywili, którzy schronili się w ich
bazie. Szacuje się, że Serbowie wymordowali w Srebrenicy i okolicach 7,5 tys.
Bośniaków. Ich groby są nadal ekshumowane.
W proteście przeciw bezczynności społeczności międzynarodowej Tadeusz
Mazowiecki, specjalny wysłannik ONZ ds. praw człowieka w byłej Jugosławii,
podał się wówczas do dymisji jako pierwszy i jedyny wysoki funkcjonariusz w
historii tej organizacji.
Taśmę pokazano wczoraj w Hadze podczas przesłuchania generała serbskiej
policji Obrada Stevanovicia powołanego przez Miloszevicia na świadka obrony.
Widać na niej mężczyzn w serbskich uniformach wyciągających z ciężarówki
wychudzonych i pobitych nastolatków w cywilnych ubraniach. Jeden z żołnierzy
kopie jeńca w głowę i krzyczy: "Co tak drżysz, sk...!". Taśma pokazuje
następnie egzekucje czterech jeńców strzałami w tył głowy. Po zakończeniu
mordu dwaj pozostali wynoszą ciała zabitych i sami zostają w końcu
zastrzeleni. Podczas egzekucji słychać głos operatora kamery, który skarży
się, że bateria mu się kończy.
Prokurator zidentyfikował żołnierzy jako członków specjalnej jednostki
paramilitarnej "Skorpiony". Generał Stevanović potwierdził to, ale
zaprzeczył, jakoby podlegali oni ministerstwu spraw wewnętrznych w
Belgradzie. Kwestia ich służbowej podległości jest kluczowa, jeśli bowiem
prokuraturze udałoby się udowodnić, że "Skorpiony" podlegały serbskiemu MSW,
podlegającemu z kolei Miloszeviciowi, byłby to koronny dowód na
odpowiedzialność sprawczą byłego serbskiego prezydenta za zbrodnię w
Srebrenicy.
Proces Miloszevicia przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze toczy się już
dwa lata. Były prezydent Jugosławii sądzony za zbrodnie wojenne popełnione w
latach 90. przez Serbów w Chorwacji, Bośni i Kosowie broni się, argumentując,
że zbrodnie - o ile do nich doszło - popełniały siły, nad którymi nie
sprawował kontroli.
Jeśli uda się udowodnić, że pokazani na taśmie żołnierze należeli do
jednostki podległej władzom w Belgradzie, los Miloszevicia może zostać
przesądzony.