Dodaj do ulubionych

Jozef Retinger i Bilderberg

17.02.06, 16:15
Urodzony w Krakowie w końcu XIX wieku, mieście ultra polskim i kato­lickim
jako syn znanego krakowskiego adwokata, którego przodkowie przywędrowali do
Polski z Niemiec w XVII lub XVIII wieku, z matki Marii Krystyny
Czyrmiańskiej, córki rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. J. Retinger w
dziewiątym roku życia osierocony dostał się pod opiekę arystokraty i
żarliwego polskiego patrio­ty Władysława Zamoyskiego. Zamoyski przez wiele lat
będzie torował drogę Retingerowi w zamyśle podjęcia służby, w przeczuwanej
już wtedy, niepodleg­łej Polsce. Retinger odebrał staranne, wszechstronne
wykształcenie. Przeszedł przez nowicjat oo. Jezuitów w Rzymie, studiował w
Ecole des Sciences Politiques w Paryżu, socjologię w Monachium. Uzyskał jako
dwudziestoletni człowiek tytuł docteur des Letrres na Sorbonie. Tytułu
doktora używał do końca życia. Poliglota, wspaniała znajomość francuskiego i
angielskiego i kilku innych języków świata. Na salonach i w klubach
ówczesnego Paryża i Londynu, ciągle czując rękę Zamoyskiego i wsparcie swoich
arystokratycznych kuzynów Godebskich, odnosi ogromne sukcesy towarzyskie. Ma
niewiarygodną zdolność zawierania znajomości z wybitnymi ludźmi epoki,
politykami, wojskowymi, artystami, pisarzami, poetami, że wymienię
niektórych: Paul Valery, Andre Gide, Ravel, Conrad, Mauriac, Clemeceau, lord
Kitchener, Churchill, generał OO. Jezuitów hr. Ledóchowski. W Krakowie
prowadzi miesięcznik literacki, w którym drukuje najwybitniejszych polskich i
nie tylko, poetów, prozaików. W tymże Krakowie żeni się ze znaną pięknością
Otylią Zubrzycką. W Londynie z inspiracji Zamoyskiego i innych polityków
krajowych prowadzi Biuro Polskie, promujące ideę niepodległej Polski, nadto
udzielające pomocy Polakom jej potrzebującym. To wszystko jeszcze przed I
Wojną Światową. Podczas niej we Francji przygotowuje grunt do stworzenia
Błękitnej Armii gen. Hallera. W latach trzydziestych ubiegłego wieku, gdy
Europa w wyniku naporu totalitaryzmu niemieckiego trzęsie się ze strachu o
pokój, zawiera zgniłe kompromisy, nieco później nie chce umierać za Gdańsk,
Retinger znów staje w oku cyklonu, w środku ???sprawy polskiej”. Pomaga w
tworzeniu Frontu Morges, spotyka się z Paderewskim, Sikorskim, z którym
wówczas zadzierzgnął więzy dozgonnej przyjaźni, Witosem, Hallerem, Popielem,
Kotem, Korfantym. Jest w ciągłym ruchu, łączy, spina ludzi różnych
demokratycznych opcji, ludowców, socjalistów chrześcijańskich, demokratów.

Nie traci kontaktu z publicystyką, pisze do ???Wiadomości Literackich”, wydał
w 1937 r. wartościową pozycję ???Polacy w cywilizacji świata”. Nie jedyną
zresztą.

Jest rok 1940, początek lata, Francja kona na wszystkich frontach. Gen.
Sikorski zakamieniały frankofil, zapatrzony we francuską doktrynę wojenną,
zupełnie anachroniczną, rozjeżdżoną gąsienicami niemieckiej Panzer Waffe
traci zupełnie głowę, część Brygady Podhalańskiej wracającej z Narviku, rzuca
na pola walki we Francji, traci ją bez żadnego militarnego sensu. Polacy
zawsze wierni Sojusznikom!

I wówczas jak Deus ex machina kto się zjawia w odmętach wojennych, aby
ratować Sikorskiego? 19 czerwca 1940 r. J. Retinger bojowym samolotem RAF
odszukuje go z trudem we Francji południowej i natychmiast zawozi do Londynu
na pięciogodzinną rozmowę z Churchillem. Rozmowa brzmi: ???Sikorski – Jako
przywódca Polaków muszę spytać Pana jako, szefa rządu brytyjskiego czy
zawiedzie nas Pan czy nie? Churchill ze łzami w oczach (podobno łatwo się
wzruszał i płakał) odpowiada – Wierzę Panu i Pan zawsze może na mnie liczyć.
Anglia dochowa wierności Polakom”. No i dochowała! Teheran, Jałta etc. etc. Z
kapitulującej Francji Sikorski na okrętach brytyjskich wywozi do Anglii 30
000 polskich żołnierzy. Był wśród nich mój Ojciec, rtm. Julian Bąkowski.
Wspaniali polscy lotnicy trafili od razu na Bitwę o Anglię.

Rok 1941 przynosi w czerwcu najazd Hitlera na Związek Sowiecki. Sikorski
wbrew oporom znacznej części polskiego politycznego Londynu (prezydent Wł.
Raczkiewicz, gen. K. Sosnkowski) zawiera kompromisowy układ z Rosją. Kwestia
granicy wschodniej nie jest poruszana. Sikorskiemu chodzi głównie o
uratowanie tysięcy Polaków ginących z głodu i mrozu w setkach sowieckich
łagrów. Chodzi o stworzenie stutysięcznej Armii Polskiej z żołnierzy
bezprawnie więzionych i zmuszanych do pracy w kopalniach i tajgach imperium
sowieckiego.

Zamysły te przynajmniej połowicznie zostały zrealizowane.

Retinger w tej polsko-angielsko-rosyjskiej rozgrywce ma swój poważny ud­ział.
Oczywiście jako współpracownik Sikorskiego i znakomity tłumacz, poruszający
się swobodnie zarówno w brytyjskim świecie politycznym, jak i jego kuluarach.

W książce Pomiana znajdujemy na ten temat bardzo dużo informacji mało znanych
bądź dotąd zupełnie nieznanych. Jest tu ciekawa warstwa anegdotyczna z wielu
kontaktów z rosyjską dyplomacją, generalicją i licznymi reprezentantami NKWD,
fundamentalnej siły władzy radzieckiej.

Po tragicznej śmierci gen. Sikorskiego w Gibraltarze 4 lipca 1943 r. Retinger
w ważnym momencie politycznym wspomaga nas­tępcę Sikorskiego, premiera S.
Mikołajczyka. Uzgadnia z nim, iż poleci do Kraju zbadać nastroje w obliczu
zbliżającej się do granic Polski Armii Czerwonej i związanych z tym problemów
(kwestia ewentualnej wspólnej walki, ujawniania wobec bolszewików polskiej
administracji). Podejmuje się arcytrudnej misji, aby przedstawić złożoność
sytuacji politycznej Krajowi i zaznajomić się z oceną władz krajowych. A
sytuacja Polski na przełomie 1943/1944 r. przedstawia się tragicznie.
Sojusznicy zachodni nie chcą słuchać o polskiej granicy wschodniej, obawiają
się niekontrolowanych posunięć Armii Krajowej, któreby zagroziły dobrym
stosunkom ze Stalinem.

3 lutego 1944 r. samolotem RAF z polską załogą Ratinger wylatuje w nocy z
bazy lotniczej w Bari (południe Włoch), w której stacjonuje jako dowódca
polskiej eskadry bratanek Retingera. Retinger ma wówczas 56 lat, jest
nienajlepszego zdrowia, cierpi na tzw. kurzą ślepotę (brak widzenia w
ciemnościach), co zataił, żeby mu nie zabroniono misji. Nigdy nie ćwiczył
skoków spadochronowych. Skacze i ląduje szczęśliwie w okolicach Mińska
Mazowieckiego koło Warszawy, na terenie, o czym się z książki dowiedziałem,
mojego macierzystego obwodu AK (Mewa-Jamnik-Kamień). Jest to akt
bezprzykładnej odwagi. Natychmiast wszedł w życie konspiracyjne, jakby tkwił
w nim od początku. Rozmawiał ze znakomitymi ludźmi podziemnego Państwa, gen.
Borem-Komorowskim, Delegatem Rządu na Kraj Jankowskim i wieloma innymi, także
szeregowymi żołnierzami AK i zwykłymi obywatelami, o sile Armii Krajowej,
ubóstwie sprzętu wojskowego, broni i amunicji, akcjach zbrojnych przeciwko
Niemcom, przeklętej propagandzie komunistycznej o rzekomym staniu ???z bronią
u nogi”. Retinger zdawał sobie sprawę, że jako rzecznik ugody z Sowietami w
wielu polskich środowiskach był znienawidzony. Ostrzeżono go o
przygotowywanym zamachu na jego życie, przydzielono mu oficjalną ochronę.

Był w tym tragiczny polski paradoks, że w zniewolonym przez Niemców kraju
wysłannikowi Londynu groziła śmierć od swoich. Gestapo zresztą też było na
tropie Retingera.

Gdy opuszczał Polskę 26 lipca 1944 r. samolotem przysłanym po niego i
Arciszewskiego, po wielu wstrząsających przygodach w Polsce i wracał do
Anglii z pełną znajomością sytuacji i faktów dotyczących konspiracji,
powstanie wisiało w powietrzu. Nie mógł tego nie wyczuć wytrawny polityk. Co
z tego przekazał podczas spotkania, przecież nie przypadkowego na lotnisku w
Kairze Mikołajczykowi, który właśnie udawał się na rozmowy w Moskwie? Co
sobie powiedzieli, tego nie wiemy. Czy komuś jeszcze składał raport o
sytuacji w Polsce? Nie wiadomo. Los Polski był już wówczas zdefiniowany i
przesądzony. Stalin nie musiał się już z zachodnimi sojusznikami liczyć.

Po
Obserwuj wątek
    • mister1 Re: Jozef Retinger i Bilderberg cd 17.02.06, 16:16
      Po wojnie, i to już jest akord prawie ostatni, Retinger jeszcze trzykrotnie od
      1945–1946 r. był w Polsce, przywożąc zdruzgotanemu krajowi i społeczeństwu dary
      żywnościowe i humanitarne, które ???wyżebrał” od rządu brytyjskiego.
      Od 1946 r. Retinger rozwija skuteczną działalność na rzecz zjednoczenia Europy.
      Ojciec Święty Jan Paweł II w pamiętnym wystąpieniu w czerwcu 1999 r. przed
      polskim parlamentem, kreśląc ideę jednoczącej się Europy zalecał wziąć pod
      uwagę wspólnotę kulturowo-historyczną, która dotąd nie przekładała się na
      konkretne struktury ekonomiczne. Wśród grupy polityków i myślicieli zasłużonych
      dla idei europejskiej jak Jean Monnet, Alcido de Gasperi, Konrad Adenauer,
      Robert Schuman, Paul Henri Spaak, Papież wymienił ???Brytyjczyka o polskim
      pochodzeniu Józefa Retingera”. Z kolei JKM Książę Bernhard Holenderski uwypukla
      ogromną rolę, jaką odegrał Retinger w ???Konferencji Bildenbergu”
      stowa¬rzyszającej wybitnych Amerykanów i Europejczyków na rzecz porozumie¬nia,
      usuwania przeszkód w stosunkach amerykańsko-europejskich. Książe Bernhard tak
      pisze o Retingerze. ???Duch tego człowieka, któremu wolny świat wiele
      zawdzięcza i o którym można powiedzieć, że mimo niepozornej posta¬ci był
      prawdziwie wielki, zawsze przyświeca i będzie przyświecał naszemu zgromadzeniu”.
      Trudno o lepsze rekomendacje.
      Retinger mimo zasłużonych konotacji polityka europejskiego zawsze czuł się
      Polakiem, nigdy nie miał paszportu brytyjskiego, aby, jak mówił, nie stracić
      niezależności. Nigdy nie czuł się apatrydą i wobec Polski apostatą. Posługiwał
      się ???paszportem podróżnym”, zastępują¬cym paszport nansenowski. Nigdy nie
      przyjmował żadnych odznaczeń, nawet od Sikorskiego, który chciał go udekorować
      krzyżem Virtuti Militari za brawurową akcję wydostania generała z Francji w
      czerwcu 1944 r. Nie był dobrym mówcą. Mówił, gdy musiał, wygłaszał wtedy
      trzyminutowe przemówienia. Cenił ludzi i przyjaźnie z nimi, rzadko się co do
      nich mylił. Ogólna opinia o nim gło¬siła, że można go było lubić lub nie, ale
      nigdy nikt o nim nie powiedział, że jest nudny. Co do poglądów politycznych, w
      Polsce zbliżo¬ny był do socjalistów, w Anglii do Labour Party. Nie był
      członkiem żadnej partii, nie cierpiał dyscypliny partyjnej.
      Polski nie chciał traktować jako przedmurza, raczej jako pomost między Wschodem
      i Zachodem.
      Bawiła go zawsze atmosfera tajemniczości, która otaczała jego osobę. Nigdy nie
      dementował ani dobrych ani złych pogłosek na swój temat. ???Powiedz mi Joseph –
      zagadnął go raz Denis de Rougemont, przyjaciel – mó¬wią, że jesteś masonem,
      agentem Intelligence Service, ClA i Watykanu, a także sympatykiem komunizmu.
      Czasem nawet dodają, że jesteś Żydem i pederastą.
      Co mam na to powiedzieć. Powiedz – zachichotał Retinger – że to jeszcze nie
      wszystko”.
      Był na pewno jednym z bardziej charakterystycznych, niekonwencjonalnych i
      fascynujących ludzi swojej epoki. Umarł 12 czerwca 1960 r. w Londynie,
      opatrzony Sakramentami Św., z przeświadczeniem, że działał w dobrych sprawach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka