11.09.08, 16:30


Ech... życie:)



Wczoraj namówiłam wreszcie swojego męża kupić abażur z kryształów
(to co
wisi z lampami na suficie),baaardzo drogi (pół roku zbieraliśmy).
Pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy abażur, na skrzydełkach szczęścia
popędziliśmy do domu, po drodze kupiliśmy butelkę koniaku (trzeba
nowy zakup
..tego tamtego, no obmyć). Siedliśmy przy stole, najpierw
strzeliliśmy po
50, potem powtórzyliśmy, no i mówię do swojego męża: a może
powiesimy od
razu ten abażur? No i mąż, lub z powodu koniaku, lub widząc moje
szczęście
zgodził się. Postawiliśmy krzesło, na krzesło taboret mały, mój mąż
wspiął
się na tą piramidę, a mi kazał go zabezpieczać. Stoję taka
szczęśliwa,
obserwuję jak mój orzeł pod sufitem majstruje(a on był, nie wiem po
co w
szerokie bokserki ubrany), przenoszę wzrok niżej, i co ja widzę z
tych
sympatycznych bokserek wypadło mu jedno jajeczko, no i ja taka
rozczulona
tym widokiem biorę i tak lekko pstryknęłam paluszkami po tym
jajeczku. Mój
tygrys w tej sekundzie jak poleciał w dół z tej estakady wraz z
abażurem,
który rozbił się całkowicie na małe kawałki, wstaje szybko i z
ostatkami
abażuru w rękach podskakuje do mnie...myślałam, że zabije mnie, a on
mówi

- Kuurwa, ale mnie prądem pierrdolneło, aż do jąder doszło, dobrze,
że nie
na śmierć!!!


Obserwuj wątek
    • meiske Re: Autentyk 11.09.08, 18:10
      WADY FILTRA ANTYSPAMOWEGO

      Byłem wczoraj z grupa znajomych na imprezie w Amsterdamie i był tam
      kolega, który ma siec paru sex shopów. Jeden ze znajomych zapytał go:
      - Joost, nie wyobrażam sobie ile spamu musisz dostawać na firmowa
      skrzynkę, pewnie filtr masz cały zapchany...
      A on na to:
      - Cóż, w pracy nie mogę mięć żadnego filtra antyspamowego, bo
      inaczej nie dostawałbym żadnych maili...
      W sumie jak o tym pomyśleć, wszystkie jego branżowe maile zawierają
      słowa typu "new pills", "condoms", "dldos" czy inne takie. Wątpię
      czy cokolwiek w Inboxie by miał...
    • meiske Re: Autentyk 11.09.08, 18:13

      NA POGOTOWIU W ANGLII

      Wprowadzenie: pracuję w szpitalu w UK i zajmuję się z grubsza rzecz
      biorąc analizą danych i mam dostęp do detali pacjentów.
      Akcja właściwa: Przeglądam sobie dane pacjentów przyjętych przez A&E
      (pogotowie). I co? Rodak, przyjęty w sobotni wieczór, cos pęknięte w
      nadgarstku. Złamię tutaj ustawę i podam dane, tak jak miale na
      ekranie

      SURNAME: Niepijem
      NAME: Wiencej

    • polaola :)) 22.09.08, 20:14
      Co jedno to lepsze ! Niezle sie usmialam, Dzieki !
    • meiske Re: Autentyk 01.10.08, 20:06
      Jako autentyk opowiedziane na pewnym forum, więc jako autentyk
      pozwalam sobie wrzucić:

      "Historia autentyczna opowiadana przez mojego dziadka:
      We wczesnych latach 50-tych wybrał się mój dziadek na ślub córki
      swojego przyjaciela do Wodzisławia Śląskiego. A że przyjaciel był
      szefem straży pożarnej, więc było wielkie wesele w remizie, na które
      zleciało się całe miasto. Ciężkie czasy to były i zapasy jedzenia
      szybko zaczęły się kurczyć. Tymczasem mojego dziadka tuż po
      przyjeździe dopadł straszliwy ból zęba i po wizycie u dentysty
      dowiedział się, że nici z jedzenia na imprezie, więc żywił się tylko
      kleikiem dawanym przez żonę przyjaciela. Jak już pisałem jedzenie na
      weselu dla 600 osób się kończyło, więc gospodarz musiał kombinować.
      Przy pomocy dziadka i strażaków wytaszczyli z piwnicy remizy
      skrzynki z zamrożoną żywnością z UNRRA (jeszcze z końca lat 40-
      tych). Rozmrozili to i mieli podawać gościom do stołu.
      Zanim jednak to nastąpiło gospodarz chciał sprawdzić, czy to się
      nadaje do jedzenia i rzucił kawałek mięsa swojemu psu. Ten
      spałaszował ze smakiem i czekał na więcej. Zadowoleni strażacy
      wypakowali więc żywność i zaczęli podawać na stoły. Wesele sobie
      płynęło dalej. Na zapleczu siedzieli mój dziadek i jego przyjaciel.
      Nagle wpada najmłodszy kilkuletni syn gospodarza i woła:
      - Tato! Tato! Pies zdechł!
      Zapadła konsternacja i po krótkiej dyskusji gospodarz wyszedł i
      obwieścił gościom, co się stało. Wszyscy (czyli 600 osób) polecieli
      w try miga do szpitala na płukanie żołądków.
      Zostali tylko rodzina gospodarza i mój dziadek z bolącymi zębami.
      Kiedy załamany gospodarz uspokoił się trochę zapytał syna.
      - To jak on zdechł?
      A syn na to:
      - No bawiliśmy z Markiem piłką i on latał razem z nami. W pewnym
      momencie piłka mi poleciała na ulicę, a pies pobiegł za nią i wpadł
      pod ciężarówkę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka