mleko44
06.12.09, 18:53
Jesteśmy parą od prawie 6 lat. Po pół roku bycia razem (na odległość z
krótkimi, acz częstymi wizytami)przeniosłam się na studia do miasta mojego
chłopaka. Miałam zamieszkać w akademiku, ale w końcu zamieszkałam razem z moim
chłopakiem w domu jego mamy. Od razu zaznaczę, że płaciłam jej co miesiąc jak
za wynajmowany pokój, wcale nie ulgową stawkę, co pozwoliło mi czuć się
psychicznie troszkę lepiej w tej dość krępującej dla mnie sytuacji. Stosunki
między nami były bardzo dobre, mogę nawet powiedzieć, że ciepłe. Wraz z nami
mieszkał w domu jeszcze starszy brat mojego chłopaka. Ich tata, wyjechał kilka
miesięcy wcześniej za granicę i tam postanowił osiedlić się na stałe, gdyż od
wielu lat nie układało się w małżeństwie i razem byli tylko formalnie na
papierze (sypialnie mieli oddzielne). Po kilku miesiącach rozłąki nastąpił
renesans ich uczuć i mama mojego chłopaka postanowiła wyjechać do męża i tam
wraz z nim zamieszkać. Wspieraliśmy ją w tej decyzji, choć byliśmy też
zaniepokojeni faktem, że odtąd my będziemy musieli utrzymywać duży dom. Jednak
tuż przed samym wyjazdem byłam nieumyślnym świadkiem rozmowy miedzy mamą a
bratem, w której ona bardzo negatywnie się o nas wyrażała i mówiła mu zupełnie
coś odwrotnego niż we wcześniejszej rozmowie nam. Bardzo mnie to zmroziło i
zafrapowało, gdyż pierwszy raz zauważyłam, że jest ona osobą fałszywą.
Powtórzyłam to chłopakowi, ale wspólnie postanowiliśmy zbagatelizować sprawę i
machnąć na to ręką. Wyjechała. W niedługo po jej wyjeździe wybraliśmy się do
nich na wakacje. Ja znalazłam wakacyjną pracę, mój chłopak nie za bardzo
chciał znaleźć, więc w efekcie ja chodziłam do pracy, a on był w domu rodziców
i jako, że miał do zdania zaległy egzamin wrócił o miesiąc wcześniej niż ja. A
ja zostałam z jego rodzicami. No i się zaczęło. Jego mama zaczęła podsłuchiwać
nasze telefoniczne rozmowy, a gdy usłyszała jakąś kłótnie od razu pisała
pocieszające maila do syna, pisała do niego smsy o tym, że zapomniałam
zeskanować dla niego książki i to znaczy, że już go chyba nie kocham (sic!).
Ogólnie zamieniła się w jakąś wiedzmę. Mój chłopak ignorował takie rzeczy z
jej strony, a czasem zwyczajnie ją opieprzał, że nie jest to jej sprawa i
opowiadał mi o tych jej interwencjach. ten miesiąc był dla mnie katorgą;
dowiedziałam się jakie jest prawdziwe oblicze tej pani i nabrałam do niej
wielkiego dystansu. Po czym z radością wróciłam do kraju. Po kilku miesiącach
nadeszły święta bożego narodzenia - wyjechałam do swojej rodziny, mój chłopak
przyjechał do nas na parę dni po świętach, a później razem na sylwestra
wróciliśmy do jego domu. Gdzie oczywiście na święta powróciła jego mama.
Zaznaczę tak na marginesie iż mimo, że w domu jest wiele pokoi, aby utrzymać
tak duży dom postanowiliśmy wynajmować pokoje i właściwie wszystkie pokoje
prócz tego w którym mieszkaliśmy były wynajęte. Tak więc mama i tata
rozgościli się w pokoju w którym mieszkaliśmy na codzień my. wszystkie nasze
rzeczy wraz z bielizną osobistą i notatkami na zajęcia były w zajętym pokoju.
Ich wizyta przedłużała się i ani razu jego mama wiedząc że mamy w tym pokoju
swoje rzeczy nie zaproponowała nam abyśmy przynieśli sobie choć parę czystych
majtek. Musieliśmy to robić kiedy ich nie było. Sami zaś spaliśmy w małym
pokoiku zwanym graciarnią. Nie powiem abym była zadowolona, a poza tym miałam
w pamięci jej dwulicowość. Dystans miedzy nami narastał. Po ich wyjeździe
liczne były telefony w których to ta pani pogardliwym tonem kwestionowała moje
domowe umiejętności (a to ona umie gotować? a to ona umie cerować? etc).
Mojego chłopca bardzo to denerwowało, więc parę razy pokłócił się o to z mamą.
Mnie też to najzwyczajniej wkurzało i bardzo znielubiłam tą panią, zwłaszcza,
ze zauważyłam, że jej złośliwość jest kierowana w moją stronę z premedytacją.
Kiedy zdarzały jej się parodniowe wizyty w kraju, zawsze później opowiadała
rodzinie niestworzone historie jak to jej synek spędzał z nią cały wolny czas,
wszystko dla niej robił, wysprzątał dla niej dom. Prawda był taka, że to ja
sprzątałam te pieprzone prawie 300metrów kwadratowych, bo chciałam, aby było
jej miło w czystym domu (nie usłyszałam dziękuję), a jej synek wcale nie
spędzał z nią czasu, gdyż po tych wszystkich jej złośliwostkach w stosunku do
mnie bardzo oziębiło się jego uczucie do matki. O mnie w tych opowieściach nie
padało nigdy nawet zdanie. Ja w czasie tych wizyt starałam się zachowywać
dystans, choć zawsze byłam miła, bardzo kocham mojego chłopaka i pragnęłam
akceptacji ze strony jego mamy. Niestety nasze stosunki zmierzały do
autentycznej wojny. Ponad rok temu latem, starszy brat mojego kochanego żenił
się ze swoją wieloletnią dziewczyną. Mama oczywiście przyjechała na ślub i
zaczęła szaleć. W dniu ślubu nie skomentowała nawet zdaniem mojego stroju,
gdyż dzień wcześniej powiedziałam jej że ubiorę się właśnie tak jak
zaplanowałam, a nie tak jak ona sugeruje. Było mi bardzo przykro z tego powodu
zwłaszcza, że przed ślubem poprosiła abym wybrała się z nią na zakupy i ja na
tych zakupach spędziłam z nią 4 godziny, wymęczona doradzając jej który
płaszczyk ma sobie kupić, a który wisiorek. Później obraziła się na mnie i
przez całe wesele nie podeszła nawet ani do swojego młodszego syna, ani do
mnie, gdyż zaczęła komentować, że może kiedyś, ale to jeszcze nic pewnego i ja
wejdę do rodziny, mimo, że dobrze wiedziała, że planujemy ślub w następnym
roku i od wielu miesięcy jesteśmy oficjalnie zaręczani. To mnie już wytrąciło
z równowagi i odpowiedziałam jej, że znając życie ja to na pewno nigdy nie
wejdę do rodziny. Poza tym nie podoba jej się mój zdecydowany charakter i to,
że po ślubie chcę zostać tylko przy swoim nazwisku, które kocham i do którego
się przyzwyczaiłam i którego nie mam potrzeby zmieniać. Stosunki między nami
są teraz złe. Wiosną ubiegłego roku, rozstałam się z moim chłopakiem: powodem
była miedzy innymi jego mama i brak akceptacji z jej strony. Wyjechałam na
parę miesięcy, ale cały czas utrzymywaliśmy kontakt z moim chłopakiem, gdyż
miłość i przyjaźń między nami nie zgasła. w końcu stęsknieni wróciliśmy do
siebie tej jesieni. Wiem, że w rozmowie telefonicznej mój chłopak wykrzyczał
swojej mamie, że mnie zawsze źle traktowała. W tym momencie znów jesteśmy i
mieszkamy razem. Od kilku lat mój chłopak ma zdystansowany stosunek do swojej
mamy nie tylko z mojego powodu, ale także z tego, że znów rozstali się z
ojcem, jego mama miała kogoś, kogo nawet przywoziła do rodzinnego domu, a poza
tym, jej zachowanie budzi jego irytację, gdyż nie jest spokojną kobietą, tylko
zazwyczaj zachowuje się jak nieporadna, podstrzelona, chichocząca nastolatka.
W mailach do niego przez ten szereg lat nigdy mnie nie pozdrowiła, nie
zapytała jak mi idzie, nie dostaje od niej prezentów na gwiazdkę, nie składa
mi życzeń na urodziny, gdy mój chłopak pisze do niej maila w którym opisuje
jak razem spędzamy czas, zaraz w następnym mailu ona puszcza jakiegoś focha o
to, że dla niej nie ma czasu, że traktuje ja jak znajomą itd. ba, jak
zapraszała go w mailach do siebie to tylko jego. O mnie cicho sza.
Kilkakrotnie opieprzała mnie, że podczas wizyty w domu nie mogła czegoś
znaleźć (np. ksiązki które jak się później okazało zabrał jej starszy syn, ale
to na mnie był krzyk) w swoim domu ma zdjęcia swoich synów i synowej ale nie
moje, nigdy nie przywiozła nam nic do domu, mimo, że od wielu lat prowadzimy
wspólne gospodarstwo i opiekujemy się jej domem. zaznaczę do razu, że to my
łożymy na dom i płacimy wszystkie rachunki oraz ogrzewamy go itd. Nadmienię
jeszcze, że żona jej starszego syna jest osobą bardzo spolegliwą, a często
wydaje się bez charakteru (np. teściowa wybierała jej bieliznę na noc poślubną
i to jest tylko jeden z morza przykładów), w oczach starszego brata mojego
kochanego to zawsze mama jest na pierwszym miejscu, dzwonią do siebie parę
razy w tygodniu, on z nią wszystko konsultuje, podczas gdy młodszy ma z matką
kontakt rza