ewakurz
01.07.08, 09:33
1. Chej czyli chellou.
Witajcie, powiadam z usmiechem, w oczy patrzac i z klasa oraz
wdziekiem prawdziwej lady ( lejdi! lejdi stanowczo!!) na
najladniejszym zakrecie sie sadowiac.
Brezly mnie wephnal do worteksu i wyplulo mnie u Viki, znaczy u Was.
Logicznym ciagiem wiec rozwiazuje tobolek, co go w garsci sciskalam
i dziele sie z Wami skarpetka, co w tobolku :)
2. Skarpetka.
Wczoraj, jak co wieczor, prowadzilam rodzinne zycie telefoniczne,
regulujac przy tym sprawy biezace i skladajac pranie. I przyszedl
moment, kiedy nalezalo poinformowac ma druga polowe / ma druga
strone telefonu o ostatniosci lub przedostatniosci trzymanej w reku
pary skarpetek do zlozenia. Ta suponowana ostatecznosc i
definitywnosc sprawila, ze moja Druga Strona Telefonu skonstruowala
swiat, ktorego mieszkancy sa informowani inaczej niz my o smierci
niechybnej: Otoz, w momencie skladania skarpetek czuja, czy to jest
ostatnia para, czy nie. Nie wiedza, ile jeszcze czasu beda zyli -
piec minut czy piecdziesiat lat - ale wiedza, ze nie zloza juz ani
jednej pary. Natychmiast pojawil sie roj pytan: Co czuje gospodyni
przed koszem prania, w ktorym jest piec nieposkladanych par, a ktora
po zlozeniu pary drugiej zyskuje swiadomosc, ze to byla ostatnia.
Co ona teraz zrobi?