Dodaj do ulubionych

Pytanie muzyczno - toksyczne :-)

01.03.12, 12:28
Kocham muzykę, zawsze marzyłam o tym żeby grać na jakimś instrumencie. Niestety Bozia słuchu poskąpiła. W związku z tym .... mam toksyczne marzenie :-) Chciałabym żeby któryś z chłopców na czymś grał. Nie mam pojęcia czy mają słuch czy nie. Mateusz nie wykazuje jakiegoś polotu muzycznego tak na pierwszy rzut oka, choć systematycznie co miesiąc wymyśla na czym chce grać :-) - obecnie jest to perkusja. Ale Piotruś choć nie wspomina o graniu po prostu czuje muzykę. Widzę jak reaguje jak ją słyszy, uwielbia tańczyć, śpiewa. No ale to jeszcze nie daje gwarancji na słuch. Nie chodzi mi o granie w filharmonii ale takie choć coś w tym temacie... :-)
Jak sprawdzić czy młody się nadaje? Od kiedy? Na jakim instrumencie? Mam sąsiadkę która udziela lekcji gry na skrzypcach....
Oczywiście nie będę zmuszać i gnębić -aż tak toksyczna nie jestem :-)
Obserwuj wątek
    • leluchow1 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 12:29
      "nie daje gwarancji na słuch" :-) - chyba kawy za mało wypiłam dziś
    • lucy_cu Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 12:45
      Podrzucam Ci wątek:

      forum.gazeta.pl/forum/w,43618,130920328,130939081,Re_Czy_4_latek_moze_uczyc_sie_juz_grac_np_na_gi.html
      Sprawdzić można bardzo prosto, bez aparatury i ostrych narzędzi- powtarzanie wyklaskiwanych rytmów, śpiew, takie tam. Babka od rytmiki w przedszkolu Ci powie, czy gość ma słuch. Najpewniej ma- piszesz, że "czuje" muzykę. :)

      Teresia teraz zaczęła Witka prosić, żeby jej znowu pokazał, jak się gra i powoli zaczyna brzdąkać- zerknij na fb.
      W szkole muzycznej wczoraj profesor Emilkowy się o nią upominał, hehe. Ale ja na razie nic z nią nie zrobię. ;) Z rok poczekamy, potem zobaczymy, pewnie wyląduje w ognisku na początek. Ona marzy o akordeonie, jest zafascynowana tym instrumentem.
      Ale ja jakoś mam wrazenie, że- o ile zajęcia ogólnoumuzykalniające to od niemowlaka fajna sprawa- to z grą na czymś do tych sześciu czy siedmiu lat spokojnie można zaczekać. Żeby nie zniechęcić delikwenta.
    • leluchow1 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:09
      :-) Poczytałam. I nadal nie wiem. U nas jest ognisko muzyczne i dla 5 latka jest jedynie pianino. Zakładając baaaaaardzo teoretycznie, że młody łyknie bakcyla - wypadałoby mieć instrument w domu, prawda? A wolnych 30 tys to ja nie mam i za kilka lat się nie spodziewam :-)
      Młody umuzykalnia się tylko w domu przy moich płytach bo do przedszkola nie chodzi.
      • lucy_cu Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:32
        Pianino cyfrowe (nie keyboard) to kilkaset złotych, używane kupisz za dwie-trzy stówki w komisie.
        Normalne akustyczne pianino, używane, kupisz też za kilkaset zł.
        Klawisze są łatwe stosunkowo- dla pięciolatka do ogarnięcia.
        Ale, serio- przed nim całe życie, to naprawdę nie musi być już. :)
        • leluchow1 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:41
          Lucy, absolutnie nie mówię że już. :-) Ale wiem też, że raczej nie za 20 lat :-) Z uwagi na to żem beztalencie chce się zorientować, popytać ewentualnie zapisać go na jakieś zajęcia umuzykalniające, ale takie z sensem. Byłam na jednych, na których 6 dzieci, najpierw tańczyło przy Starym niedźwiedziu, potem gromadziło się z rodzicami koło pani i miało powtarzać dźwięki i piosenki. Mój mało zsocjalizowany syn absolutnie odmówił wydawania głośno jakichkolwiek dźwięków, z mową włącznie :-) W ogóle generalnie nuda straszna - ja padałam z nudów, a co dopiero 4 latek :-)
        • ankas4 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:42
          No własnie własnie mialam podać ten link co Lucy:)
          Więc dużo więcej nie napiszę, ale dodam,ze ja najbardziej obawiam się i w sumie nie wiem jak reagowac na taką sytuację( Lucy co radzisz!!!????) mianowicie kolezanka zapisała dziecko ( 6 letnie) na skkrzypce, chłopiec sam bardzo chciał, rodzice absolutnie nie zmuszali, dziecko pochodziło dokładnie 3 razy... i powiedziało ,ze już nie chce... i teraz oni są w kropce,,,sami nie wiedzą co zrobić, bo jak zmuszą to dziecko się moze zniechęcić, a jak odpuszczą to juz zapewne dziecko nie zacznie na nowo uczyć się grać... wpływ na brak entuzjazmu dziecka ma teraz zapewne fakt, ze zobaczyło,ze to nie tylko zabawa( choc zajęcia trwały 20 minut) ale ,ze zaczyna sie obowiązek rownież...i co się robi w takiej sytuacji? kiedy dziecko małe po kilku zajęciach mówi, ze juz nie chce sie uczyć grać?????
          • leluchow1 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:48
            No właśnie. Bo w sumie z jednej strony ... pamiętam jak mnie matka zmuszała do przepisywania Dr. Doolittle, bo miałam szkaradne pismo. Do tej pory mam odruch wymiotny jak widzę tę książkę. A z drugiej jakąś odpowiedzialność za decyzje i swoje i dziecka trzeba wziąć. A z trzeciej.... toż ma dopiero 6 lat :-) Paris chyba miała podobne dylematy... z piłką nożną, o ile dobrze kojarzę. Ale do czego w końcu doszłyśmy po burzliwej dyskusji nie pamiętam.
            • paris4 Re:leluchow 02.03.12, 14:14
              Jak to do czego? Doszłyśmy do wniosku, żem hetera i niepotrzebnie się napinam ;P
              Ale to było trochę inaczej bo mój syn napotkawszy najmniejsze trudności ma tendencję do postawy "dziękuję idę sobie stąd" co mi się baaardzo nie podoba
              Koniec końców z zajęć zrezygnował - dlatego, że uznałam, że nie ma się szarpać o takie byle co. Zajęcia były prowadzone naprawdę nieciekawie. Gdybym miała pewność, że cokolwiek wartościowego do życia Olka wnoszą byłabym bardziej stanowcza, ale nie wnosiły, więc dałam spokój. Zresztą osobiście mam przekonanie że futbol to nieciekawa dziedzina rozwoju ;)
              Teraz syn bąka, że może on by na piłkę poszedł na co pokazuję mu figę z makiem :)
          • lucy_cu Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 13:58
            Dużo od dziecka zależy- bo są takie, do których trzeba z przytupem i podkręcaniem śruby.
            Sześciolatkowi z racji wieku bym dała spokój i wróciła do tematu za jakiś czas.
            Starszemu dziecku bym zaproponowała, żeby popróbowało jeszcze parę razy.
            Skrzypce ją strasznie niewdzięcznym instrumentem na początku- dziecko by chciało GRAĆ, a na to trzeba dobrych paru miesięcy, żeby dźwięki były w miarę do zniesienia dla ucha, a dalszych kilku miesięcy, żeby dziecko poczuło i usłyszało, że w końcu GRA.
            Na klawiszu masz ten bonus, że dźwięk powstaje inaczej i szybko widać efekty- pewnie, że wirtuozeria to nie jest, ale jednak, nie ma porównania do skrzypiec.
    • kalipowa Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 14:05
      ja skonczylam szkołe muzyczną pierwszego stopnia (nie dawalo mi to tyle frajdy, zeby isc dalej i wystarczylo, zeby grac tylko dla siebie).

      Za moich czasow byly przesluchania w panstwowych szkolach muzycznych jak byl nabor do kolejnych rocznikow. Moze poszukaj szkoly muzycznej i tam zweryfikuja, czy dziecko ma sluch i poczucie rytmu.
      • zurawina100 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 17:57
        Apropo pytania ankas polecam książkę "Bojowa pieśń tygrysicy" oczywiście z przymrużeniem oka;)
        • ankas4 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 20:27
          A ja bojkotuję metodę na „chińską matkę” , oczywiscie ksiązkę polecam ,ale mi ciągle w glowie dzwoniło:" ta baba jest nienormalna"... wiec warto przeczytać, ale dla mnie wychowywanie chińskie to porażka w kazdej postaci!
          • ankas4 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 01.03.12, 20:32
            I jeszcze krótka recenzja jakiejś babki,pod którą się podpisuję całkowicie:
            "Matka z manią wielkości i przerostem ambicji, owładnięta wizją osiągnięcia sukcesu "za wszelką cenę ", tresująca swoje córki, i usiłująca wmówić czytelnikowi, że czyni to dla ich dobra. Aby tylko dziecko było najlepsze, bo ocena ze sprawdzianu gorsza niż 6 to hańba i poniżenie dla rodziny... "
          • zurawina100 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 02.03.12, 07:40
            ja też bojkotuję, więc dlatego napisałam "Z przymrużeniem oka" żeby nie było;)
            • ankas4 Re: Pytanie muzyczno - toksyczne :-) 02.03.12, 10:22
              Żurawinko tak to własnie też zrozumiałam ,ze równiez bojkotujesz:)
              sciskam
              • paris4 Re: Bojowa pieśń offtopic 02.03.12, 14:01
                a ja bojkotuję tylko niektóre elementy, co więcej uważam, że Amy Chua w wielu kwestiach ma rację. Nie bardzo rozumiem święte oburzenia tą książką.
                No i udało jej się wychować dziewczyny cud-miód-malina. Chciałabym żeby moje dzieci wyrosły na podobnych ludzi jak będą miały te 20 kilka lat
    • leluchow1 Hej no!!!! 02.03.12, 14:14
      Taki dywagacje w związku z moim wątkiem uważam za niesmaczne :-))))))))))
      Obiecuję, jak nie będzie chciał grać nie będę zmuszać :-))
      A tak na poważnie podobała mi się książka bardzo.
      • paris4 Re: Hej no!!!! 02.03.12, 14:16
        Ja uważam, że była ciekawa.
        Choć literacko to gniot dosyć i nie przepadam za książkami obliczonymi na zgorszenie i sensację ;) A z takim zamiarem ewidentnie była pisana.
        • leluchow1 Re: Hej no!!!! 02.03.12, 14:24
          A oczywiście! Mnie to lekko pod SE podpadało. Chodziło mi o że tak powiem problem w niej zawarty.
          • paris4 Re: Hej no!!!! 02.03.12, 14:36
            Tak ciekawe ujęcie problemu właśnie. Choć parę wyskoków Tygrysicy i mnie nawet zgorszyło ;)
            Ale jeśli chodzi o całokształt nie mam raczej zastrzeżeń a to co pisała o zachodnim modelu wychowania bardzo prawdziwe. I nie dziwię się, że Amerykanów tak to zabolało ;)
            • leluchow1 Re: Hej no!!!! 02.03.12, 14:40
              Ja myślę, że ten styl coraz mniej li tylko amerykański.
              • paris4 Re: Hej no!!!! 02.03.12, 14:43
                no własnie, ja to obserwuję na co dzień w otoczeniu bliższym lub dalszym. Z lekką zgrozą nie ukrywam
            • paris4 Re: ps. 02.03.12, 14:41
              tymczasem wyjeżdżam z domu zawlec dzieciątka do ogniska muzycznego i do szkoły tańca :)
              ale spoko za włosy ich nie ciągnę i nawet dziś są pełni werwy i zapału :D
              • ankas4 Re: ps. 02.03.12, 16:28
                NO pewnie ,ze jak z kazdej prawie ksiązki mozna wyciągnąć i dobre wnioski i ja nie mówię 'nie', ale w ogólnym ujęciu ksiązke i autorkę mocno potępiam:) i zdania nie zmienię!:)
                Z tego co mi wiadomo,to jedna z córek autorki ma mocny żal do matki za takie własnie wychowaniem, więc chyba nie jest do końca tak różowo... a zycie jest tylko jedno nie ma się co napinać i tresować dziecka, bo wszystko zawsze wraca, ciekawie jak autorka ksiazki bedzie się czuła jak córeczki zgotują jej taką starość kiedy to ona będzie bezbronna i lekko zdziecinniała a one wytoczą przeciw niej działa surowości, konsekwencji i żelaznej ręki:) w sumie chciałabym tozobaczyć....i nie wspólczułabym jej nawet przez chwilkę!
                • paris4 Re: ps. 02.03.12, 17:27
                  ojoj ankas ależ dramatyzujesz :) zwłaszcza z tą nieszczęśliwą starością ;)
                  A któż z nas nie ma żalu do matki? hę? :) zawsze z domu wychodzi się z jakimś żalem
                  tymczasem te dziewczyny podostawały się na super uczelnie, wiodą szczęśliwy żywot, wiedzą czego chcą - żadna tragedia moim zdaniem
                  zresztą młodsza córka jeszcze jako dziecko postawiła na swoim i porzuciła grę na skrzypcach
                  • zurawina100 Re: ps. 02.03.12, 17:42
                    myślę ze to wszystko czyli to co napisała paris - super uczelnie, szczęśliwy żywot itd można osiągnąć bez wywalania dzieciaka na mróz, bo nie chce powtórzyc gry, albo zabraniana spania u kolezanek, czy głodzenia dziecka dopóki nie skończy ćwiczyć itd. itd. Mnie metody jej nie odpowiadają ani trochę choć czasem "bawię" się w chińską matkę, np w tej w chwili, kiedy zmusiłam syna do przeczytania 3 rozdziałów Cudaczka-Wyśmiewaczka pod groźbą siedzenia w pokoju samemu do końca dnia;) . No ale 3 rodziały to lajcik przecież;)
                    • paris4 Re: ps. 02.03.12, 18:16
                      toż piszę, że niektóre fragmenty mnie nieco zmroziły;)
                      ale ja ogólnie odebrałam to tak, że od dzieci coraz mniej się wymaga, rodzice są coraz mniej stanowczy, dzieci zaś coraz bardziej "rozmemłane" i naprawdę trudno tego nie zauważyć rozglądając się dookoła - mi taki styl nie pasuje
                      ale ja jestem zwolenniczką złotego środka, jednak nie oburzam się Amy Chua - zresztą ta książka to jeden wielki marketingowy trik - dość skuteczny jak sądzę ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka