edzia.79
23.07.07, 23:28
Kochane przeczytalam wszystkie posty i BARDZO wam dziekuje za wszystkie wpisy.
Dopiero od dzis jestesmy w domku (mialam wyjsc jutro ale lekarka sie zlitowala).
Moj porod;
W niedziele 15,07 kupilam nowa herbate malinowa bo tamta wypilam i wogole nie dzialala.Napilam sie wieczorkiem a o 1 w nocy dostalam boli (moze to od herbatki???)o 3 obudzilam meza,kolo 4 zawiozl synka do dziadkow a o 6 wybralismy sie do szpitala.Dopiero w samochodzie skurcze staly sie bolesne i byly w odstepach ok 3-4min.Na izbie okazalo sie ze rozwarcie to juz 6cm!!!! i nie oplaca sie podawac zzo bo zaraz urodze!!!! Boze zawsze sie tego balam!!!
Prosilam lekarke ale ona byla nieugieta i powiedziala ze nieoplaca sie wolac anastazjologa.
Poniewaz wczesniej zarazona bylam paciorkowcem,podano mi antybiotyk i powiedzieli ze nie beda przyspieszac porodu (wody jeszcze nie odeszly) bo musi minac 4 godz od podania lekarstwa.
Na porodowce siedzialam na pilce,opieralam sie o meza ale jego dotyk mnie rozpraszal wiec pomocna byla tylko jego obecnosc.
Niestety zmienily sie zmiany i do porodu przyszla druga polozna ktora postanowila przyspieszyc akcje i przebic pecherz.Lekarz ktora mnie przyjmowala sprzeciwiala sie temu ale ona miala inne zdanie.
tak wiec po 2 godz od przybycia do szpitala urodzila sie OLCIA.
Porod bez zzo jest zupelnie inny niz ze znieczuleniem i dobrze ze rodzilam tak szybko bo bym nie dala rady.
Skutkiem tego ze od podania antybiotyku nie minely 4 godz mala zarazila sie paciorkowcem.Dlatego musislismy lezec w szpitalu tydzien a Olenka dostawala antybiotyk.Podobno nieleczony paciorkowiec wywoluje sepse,wiec dobrze ze wszystko co zle juz za nami ale musze przyznac ze bardzo ciezko bylo mi w szpitalu.Strasznie tesknilam za starszakiem i mezem :(
pozytywna rzecza jest to ze w szpitalu przeszlam nawal pokarmu,zoltaczke Oli,obolale krocze i wielkie zmeczenie.
Teraz czuje sie jak przed ciaza :)
Ola jest grzeczna,karmie ja piersia co ok 3godz.pozniej ladnie spi.
puk,puk odpukac w niemalowane.