becik_l79
15.09.07, 21:54
...że nie widziałam jak moja najlepsza przyjaciółka, z którą przyjaźnimy się już 21 lat, składała przysięgę małżeńską... Pojechaliśmy nawet samochodem na osiedle obok bo wiatr cholerny i Młoda rozwrzeszczała się na spacerze. Nakarmiłam ją przed wyjściem, mąż uśpił, spóźniliśmy się, pospała pięc minut i wrzask. To mąż z nią na zewnątrz. Myślę sobie- chwila i przejdzie, ale nic - drze się w niebogłosy aż w kościele słychać. Kazanie dopiero się zaczeło, a ja nie wyrabiam, więc myślę sobie podkarmię i wracam (do dzisiaj działało). A tu dupa. Cyca nie chce puścić, a ja w nerwie, że będę z nią tak siedzieć do końca mszy. To zostawiłam męzowi. Poleciałam do koscioła, a tam już po wszystkim i moja psiapsiuła mężata. Kurde. Nie było mnie 10 minut!!! Na naszym ślubie ksiądz gadał pół godziny o holenderskich gejach i becikowym, a tu rach ciach i po wszystkim! Potem na zmianę z mężem poszliśmy złożyć życzenia, bo wrzaskun nie dawał się wyjąć z samochodu... Kurcze szkoda no. A teraz trwa wesele a ja nie widzę mojej przyjaciółki...No cóż, nie można mieć wszystkiego. I tak należę do szczęściar, więc narzekać nie zamierzam, co nie zmienia faktu, że liczyłam na to że dziecię da się ustawić...