Dodaj do ulubionych

Pytanie życiowe - nie dzieciowe

25.02.08, 23:22
dziewczyny,

mam nadzieje, że nie wkładam żadnego kija w mrowisko, ale od
dłuższego czasu męczy mnie taka myśl - pytanie.

Wiele z nas (tzn. z Was - bo ja nie, ale w końcu czuję się jedną z
nas lipcówek) ma niemężów. I jakoś tak czasami jak czytam to wydaje
mi się, że to właśnie ci niemężowie sprawiają różne kłopotu (np. w
kwestii finansów, niezrozumienia itp). I tak się was chciałam
zapytać czy myślicie, że bycie w takim związku niemałżeńskim przy
posiadaniu dziecka nie komplikuje życia. i tu mi nawet nie chodzi o
dziecko, bo ono teraz małe, ale o was - czy nie jest wam trudniej,
mniej bezpiecznie itp. A może właśnie dlatego nie decydujecie się na
małżeństwa, bo te związki nie są jeszcze takie pewne?

Bo ja czasami jak czytam różne historie na różnych forach to mam
wrażenie, że "dobre małżeństwo" pomaga jednak uniknąć wielu
problemów. Oczywiście chodzi mi o małżeństwo gdzie jest zaufanie,
oddanie itp

Wiecie nie pytam nikogo osobiście, tylko może tak ogólnie napiszcie
co o tym myślicie. Oczywiście jak chcecie, bo moze to "niebezpieczny
temat" i lepiej go nie poruszać. ale tak jakoś poczułam, że w naszym
gronie da się pogadać i o tym bez nadmiernych emocji :)

aga
Obserwuj wątek
    • babajagaa Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 25.02.08, 23:30
      A ja jeszcze dodam ze w takim zwiazku w razie niesczescia jednej ze
      stronu druga nie ma prawa do jego majatku/spadku po nim a przeciez
      razem wszystkiego sie dorabiaja.Rodzina zgarnia wszystko
      • izamig Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 25.02.08, 23:45
        Ja mam męża, ale u mnie w kwesti finansów nigdy nie było problemów.
        Jeszcze przed ślubem jak zamieszkaliśmy razem to jeszcze wtedy
        niemąż oddawał mi całą swoją pensję. Mamy wspólne konto a on nawet
        karty do bankomatu nie ma. Ale oprócz pensji ze stałej pracy
        przyrabia jeszcze na boku i to jest dla niego. No chyba że mi
        braknie do końca miesiąca to wtedy zasila moje konto.
    • patrice7 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 00:19
      Nie mam meza:)
      Chcetnie odpowiem na Twoje pytania.

      Nie wyszłam za maz (nie wykluczam ze kiedys nastapi).
      Gdy zobaczylam na tescie 2 kreski , wiedzialam ze to nic nie zmieni w naszym
      zyciu ,ze nie pobiegne do USC i nie podpisze papierka bo tak trzeba, wypada..
      Uwazam ,ze na wszystko jest czas, nikt nas nie nagli, nie pospiesza...
      Łatwo wziasc slub pod wplywem impulsu ,a potem rozwiesc sie za rok, dwa.
      Ja chce sie przeonac co przyniesie mi czas.
      Slub mozna wziasc zawsze.

      Pytasz "czy myślicie, że bycie w takim związku niemałżeńskim przy
      > posiadaniu dziecka nie komplikuje życia?"

      Mozesz sprecyzowac? W czym miałoby komplikowac?:)
      Wszystko jest tak samo i uczucia i miłość ..tylko bez papierka:)

      "A może właśnie dlatego nie decydujecie się na
      > małżeństwa, bo te związki nie są jeszcze takie pewne?

      Nie u mnie zupenie nie chodziło o to.

      Widziałam niejedniokrotnie jak małzenstwa sie rozlatywaly , ludzie szarpali,
      robili na zlosc, nie stawiali sie na sprawy rozwodowe, przedluzaly itd ...

      Reasumujac nigdy nie poczułam sie gorsza od kolezanek ktore maja mezow:)

      Ps. Musze to sprawdzic! Ale kiedys konkubinat(fajowa nazwa nie :P) miał takie
      same prawa jak małzenstwo! Tzn wspolne dorobki byly dzielone po rowno!





      Malwinka
      • blanka0 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 07:19
        Pati a jak sprawy mieszkania np
        mozesz nam zdradzic?

        mialam dobrych znajomych ktorzy byli razem bez slubu jakies 10 lat,
        mieszkanie na nią, bo 100% zaufania
        dopoki nie znalazl sie jakis gosciu, nie musze pisac ze nasz kolega
        wyladował w samych majtklach na ulicy
      • ewlinp Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:34
        Patrice nie niema takich samych praw... tak jak była wczesniej mowa dziedziczą
        krewni bo wg. prawa jestescie obcymi osobami dla siebie. Takie mamy prawo... :/
    • klarysa007 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 07:25
      Ja mam męża ale "tylko" cywilnego jak mawia moja babcia :D
      Wydaje mi się, że jeśli w związku ludzie sobie ufają i się rozumieją to
      papierek lub jego brak nie mają znaczenia. Przez 12 lat małżeństwa bywały między
      nami złe chwile, kłótnie, ciche dni. Jednak nawet wtedy gdy przyszła mi do głowy
      myśl o odejściu to argument "bo jest papierek, będzie ciężej się rozejść" nie
      miał znaczenia. I w ogólnym rozrachunku wyszło na to, że spróbuję jeszcze raz,
      bo go kocham. No i miałam rację :) Tunia to najlepszy dowód. Jednak gdybym
      uznała, że mnie krzywdzi tym jak mnie traktuje odeszłabym bez względu na
      papierek. Bo, niestety, ślub nie daje żądnych gwarancji na szczęśliwe życie :)
      • pati_poznan Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:24
        Ja też mam niemęża i powiem szczerze, że bardzo mnie to boli...
        Pewnie się zastanawiacie dlaczego... Julka ma nazwisko Konrada czyli
        nie nazywa się jak Ja i jak mam jakiś zły dzień to rycze bo czuję
        się jak jakiś niewypał (przypomina mi się jak byliśmy w USC zmienić
        jej nazwisko i wyszliśmy już z tego pokoju to łzy mi leciały i nie
        mogłam nad tym zapanować straszne to dla mnie było) może wyda się
        wam to śmieszne ale ja to bardzo przeżywam. Poza tym czuje potrzebe
        być żoną i nie chodzi mi o papier naprawde poprostu chciałabym mieć
        swoją prawdziwą rodzinke nazywać się tak jak "oni" czuła bym się
        wtedy jakoś pewniej, że byłoby lepiej nie potrafie tego opisać...
    • nating Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:11
      dla mnie jest bez różnicy czy jest ślub czy nie.
      My mamy, ale tylko cywilny. U mnie to była dziwna historia ze ślubem. Któregoś
      dnia mocno sie pokłóciliśmy i przy godzeniu sie padła propozycja żebyśmy poszli
      do USC ustalić termin. Po miesiącu mieliśmy już ślub. U mnie na ślubie byli
      tylko świadkowie.
      Gdybym wtedy nie wzięła ślubu to nadal byłabym "panną". Na pewno pod wpływem
      ciąży nie zdecydowałabym sie na ślub
    • lipiec_2007 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:12
      Ja jestem mezatka, ale po paskudnych przejsciach z bylym nie-mezem.
      O sferze emocjonalnej i trwalosci zwiazkow formalnych i
      nieformalnych dyskutowac nie bede, bo ani papierek i obraczka
      trwalosci nie gwarantuja ani brak slubu nie przekresla szans na
      szczesliwe zwiazek. zajme sie natomiast sfera majatkowa, czyli
      bardzo przyziemna.

      z poprzedniego zwiazku wyszlam w przyslowiowych majtkach, ale
      pocieszam sie, ze taka byla cena mojej wolnosci. na szczescie dzieci
      nie mielismy, wiec walczylam tylko dla siebie o swiety spokoj. Z
      tego co wiem, konkubinat nalezy "sformalizowac", aby dzielic wspolny
      majatek, kiedy drogi sie rozchodza.

      w nastepnym zwiazku zrobilismy wszystko "po bozemu": najpierw slub,
      potem dziecko. Teraz czuje sie bezpieczniej, bo gdyby (nie daj boze)
      ktoremukolwiek z nas cos sie stalo, to sprawa dziedziczenia jest
      oczywista. Moze to moja jakas paranoja, ale oboje jestesmy
      ubezpieczeni na wypadek najgorszego.
    • olcia.kaktus Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:16
      Ja mam meża, ale jesteśmy po ślubie cywilnym.
      Wg mnie: papier uczucia nie zmieni, ani nie zapewni nam wiecznego "pożycia" bez
      problemów i zdrad. O tym decydują inne czynniki-miłość, zaufanie itp.
      Ale - naprawdę doceniłam swojego Pawła, gdy po pół roku znajomości stwierdził,
      że "to jest to, czego szukał" i chce się ze mną ożenić.
      Poczułam się doceniona i wiedziałam, że jego deklaracja jest bardzo szczera.
      Ale gdyby nie nasza praca nad "dopieszczeniem" drugiej osoby, sam ożenek nic by
      nie znaczył.

      Kwestie finansowe - fakt, jest łatwiej i nie musze się martwić wieloma sprawami.
      Ale na to też są sposoby "nieożenkowe".

      Myślę, że w życiu trzeba iść zgodnie ze swoimi przekonaniami. Robienie czegoś -
      bo wypada, bo rodzina naciska jest bez sensu, co najwyżej mamy winnych na
      których zrzucamy winę, jeśli nam się nie uda.
    • shemreolin Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:17
      Ja jestem w konkubinacie (nienawidzę tego słowa), bo nigdy nie wierzyłam w
      instytucje małżeństwa. Wszystko oczywiście przez moją sytuację w domu. Zawsze
      wydawało mi się, że małżeństwo = klęska, aczkolwiek w duszy jestem dość
      poszarpana i gdzieś tam chciałabym być "taka jak inni". Chodzi mi o to, że
      chciałabym mieć faceta, z którym bym sie dobrze rozumiała, który by mi sie
      oświadczył i żebyśmy wzięli ślub (ale tylko cywilny, bo jestem niewierząca).

      Prawda jest taka, że między mną a moim NM nie układa sie najlepiej już od paru
      ładnych lat. Jesteśmy do siebie bardzo podobni w najgorszych cechach charakteru,
      ciągle sie spieramy, kłócimy i podstawiamy sobie nogi. Ja nie jestem od niego
      lepsza, ale to tez wynika z tego, że czuje sie nieszczęśliwa i sie odgryzam.

      Są momenty, w których jest super, ale i tak jestem czujna, bo zawsze kończy sie
      to tym samym, czyli kolejną awanturą albo jakimiś tekstami, po których mi opada
      szczęka.

      I tak reasumując to ja nie chce wyjść za mąż, bo uważam, że to byłby dla mnie
      duży błąd wychodzić za kogoś z kim sie tak drze koty. Stwierdziłam, że nie wyjdę
      za mąż dopóki nie będę pewna, że to jest facet na całe życie. A na razie jestem
      zdania, że jak tak będzie dalej, to i tak sie w końcu rozstaniemy, albo
      znajdziemy sobie kogoś na boku.

      I z przerażeniem ostatnio stwierdziłam, że być może już nigdy się nie
      zakocham... tak szaleńczo i bezkrytycznie. Już od bardzo dawna nie czułam by mi
      serce waliło z miłości. :(
      • andzia84 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 10:25
        ja mam niemęża, jesteśmy razem 4 lata, nie decydujemy się na ślub bo nie mamy
        takiej potrzeby. Oczywiście rozmawialiśmy o tym ale ten papierek nic nie
        zmienia, a szkoda nam trochę kasy. Poza tym ja nie lubię takich uroczystości i
        tego całego zamieszania. Nigdy nie bolało mnie że nie jestem żoną, bo też niemąż
        nigdy mi nie dał tego odczuć a ja jemu. Nasza niechęc do slubu bierze się też z
        tego że niemąz jest po rozwodzie a moi rodzice i mama i tata po dwóch rozwodach.
        NIe ma to nic wspólnego z niepewnością, brakiem zaufania...gdyby tak było nie
        zdecydowalibyśmy się na dziecko. Co do dziedziczenia to
        • blanka0 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 11:51
          a mi sie wydaje ze nie piszecie prawdy
          wydaje mi sie ze tak jak pati-poznan jednak Was to na swoj sposob
          boli
          no bo wytłumaczcie skoro papierek nic nie zmienia to dlaczego nie
          zalegalizowac zwiazku? chocby po to aby dziecko nazywalo sie tak jak
          ja a nie tylko jak tatus

          tylko sie nie poobrazajcie prosze
          • patrice7 blanka 26.02.08, 14:05
            hehe nie obrazam sie wrecz mnie trocjhe rozbawilas ;)))

            A dlaczegoz mialybysmy pisac nieprawde?:)

            no bo wytłumaczcie skoro papierek nic nie zmienia to dlaczego nie
            > zalegalizowac zwiazku?

            Chocby dlatego ze jak nam sie nie ulozy to bez niczego mozna sie rozejsc, bez
            szrpania, wkladania wkladow pienieznych na rozwody ,adwokatow i szarpanie sie
            przed obcymi ludzmi i wyciaganie brudow:)

            "chocby po to aby dziecko nazywalo sie tak jak
            > ja a nie tylko jak tatus"
            a czy mnie cos to ujmuje ze dziecko nie nazywa sie tak jak ja? :) nic a nic ,

            Ja nie mowie slubowi nie, ale NIE TERAZ .
            Dla mnie z czy bez jestem tak samo szczesliwa:)
            W zaden sposob mnie to nie boli. hehe
            • lipiec_2007 Re: blanka 26.02.08, 14:13
              Jesli moge, to tylko slowko. Wydaje mi sie, ze niekoniecznie nie
              majac slubu mozna sie "rozejsc" bez szarpania i innych cudow. Uwierz
              mi, ze moze byc jeszcze gorzej, zwlaszcza jak jedna ze stron na
              rozejscie sie nie zgadza.
    • lilianak1 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 12:59
      Pamiętam jak dziś moje przygotowania do ślubu, te emocje, ta duma.
      To już 8 lat. Już albo dopiero :) Bywa różnie, zazwyczaj dobrze,
      czasem gorzej, no i te zupełnie złe chwile też się zdażają nie ma co
      kryć, ale mimo wszystko czuję się bezpiecznie. Pamiętam że wychodząc
      za mąż poczułam się kimś ważnym. Już nie zagrażała mi rodzina
      (męża), ten przysłowiowy papierek dał mi spokój. Właściwie nigdy nie
      traktowałam małżeństwa w kwestii papierka. Uważam, że złożenie sobie
      obietnicy wymaga odwagi i dojrzałości. Jednocześnie zgadzam się, że
      nie daje gwarancji na wieczne szczęście. Bo szczęście buduje się
      wspólnie i trzeba bardzo pracować nad tym by je osiągnąć zarówno w
      związku formalnym jak nieformalnym.

      Tak czy inaczej jestem szczęśliwa, że jestem żoną, że mamy wspólne
      nazwisko, wspólne prawa, że tworzymy 100% rodzinę w każdej kwestii
      tej papierkowej - urzędowej i prywatnej.
      • metanira Papierek... 26.02.08, 18:42
        Zgadzam się w 100% z lilianak1. Wiem, że ślub nie gwarantuje trwałości związku i
        miłości po wsze czasy, ale dla mnie ślub był ważnym wydarzeniem i cieszę się, że
        jestem żoną. Nie oceniam tych, którzy żyją bez ślubu, też jakiś czas tak
        żyliśmy. Uważam, że wszystko jest w porządku pod warunkiem, że oboje naprawdę
        tego chcą, a nie, że jedno czeka i marzy o ślubie. Zauważyłam jednak, że osoby,
        które nie mają ślubu bardzo często mówią, że papierek nie jest im do niczego
        potrzebny. I ten "papierek" tak lekceważąco brzmi... A dla mnie jest ważny i nie
        wstydzę się tego. Dziewczyny, które nie chcecie ślubu, nie umniejszajcie jego
        znaczenia.
    • netka6666 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 13:23
      Ja też mam niemęża. Pewnie, że chciałabym żeby się ze mną ożenił. Po to, żeby mi
      tak ładnie wyznał miłość przy ołtarzu i zebym mogła o nim powiedzieć - mój mąż
      to, mój mąż tamto. I nazywać się tak jak oni też bym chciała. Ale tylko z takich
      tam powodów - trochę śmiesznych. Byłam juz mężatką i nie boje sie opinii - stara
      panna czy coś.
      Nie czuję sie w konkubinacie mniej bezpiecznie - jestem w stanie mnie i dziecko
      utrzymać, a przeciez od ojca dziecka jakby co alimentów tez sie można domagać. A
      dziedziczyć nie mam co bo nie nalezymy do bogatych:) Zakładam, że telewizora mi
      jego mama nie zabierze:) A jakby co to i tak mam drugi - swój:)
    • kachna79 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 13:26
      Jestem mężatką od czterech lat, ale nie traktuję aktu małżeńskiego jak papierka,
      który ma mi coś zapewnić. Nad związkiem trzeba pracować, pielęgnować go i
      troszczyć się o niego i tu żaden dokument nie pomoże. Ale z drugiej strony
      wychodząc za mąż złożyłam przysięgę przed Bogiem i setką gości. I ja nie
      traktuję tego jak kajdany tylko jako mobilizację, by starać się jeszcze
      bardziej. Ja już nie zadaję sobie pytania "czy to facet na całe życie". Raczej
      myślę, że skoro mamy być ze sobą tak długo to trzeba się postarać żeby nasze
      wspólne życie było szczęśliwe.
    • netka6666 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 13:32
      a pomijając kwestie finansowe - mój Niemąż jest wspaniałym partnerem i ojcem. Co
      do ostatniej roli - do tej pory nie może przy Kubie zrobić tylko dwóch rzeczy:
      dać cycusia i włożyć czopka. Kuba nie mógłby sobie wymarzyć lepszego taty. Mój
      ojciec był 'legalny" - po ślubie cywilnym i kościelnym z moją mamą a zniszczył
      nam dzieciństwo. A więc - legalizacja związku nie zapewnia szczescia.......
      • andzia84 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 13:49
        nie boli mnie to że nie mam papierka a nie będe brać ślubu dla świętego spokoju,
        bo: mi się nie chce, bo to kosztuje, bo nie mam na to czasu ani ochoty. Nigdy
        nie marzyłam o stroju gołębicy i tej całej szopce, lubię śluby i wesela o ile
        jestem na nich gościem a nie występuje w roli głównej. Co do nazwiska to z
        pewnych względów i tak bym nie zmieniła na nazwisko potencjalnego męża. Co do
        poczucia bezpieczeństwa to jestem niezależna, sama potrafię i zarabiam na swoje
        utrzymanie i nie potrzebuje do tego męża. Co do wyznań przed ołtarzem to jest mi
        to zbędbne, każdy przysięga a potem i tak robi swoje.
        • bobimax Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 14:51
          Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja gdyby nie ślub to
          pewnie już nie byłabym ze swoim męzem. Początki są zawsze trudne
          trzeba się dotrzeć. Jak nie ma ślubu to trudniej się walczy o
          związek. Po drugie kwestie finansowe zależą od tego co się ma i
          czego się dorobiło w trakcie trwania związku. Kwestie finansowe
          dotyczące ceremoni ślubnej mnie nie przekonują, bo nie trzeba robić
          wesela, wystarczy slub cywilny rodzice świadkowie i po sprawie a to
          wiele nie kosztuje. Z jednej strony uwazam że można żyć bez ślubu
          ale z drugiej strony papierek daje jakieś bezpieczeństwo.
        • pati_poznan Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 15:01
          no cóż skoro Cie stać na utrzymanie siebie to faktycznie po co Ci
          mąż... :D hehehe no dla mnie to nie możliwe! Każdą kobiete powinno
          stać na utrzymanie siebie a co do Twojego tłumaczenia że nie lubisz
          szopek i nie chcesz wyglądać jak gołębica to przecież może być
          ceremonia w kościele można też ubrać skromną sukienke i już...
          • andzia84 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 15:07
            ja nie rozumiem jednego, dlaczego żony nie potrafią zrozumieć że nieżony nie
            potrzebują być żonami :) Nie chce ani małej ani dużej uroczystości, ani w
            kościele, ani w urzędzie, ani w sukni ani w żadnym innym stroju. Być może kiedyś
            wezmę ślub z moim nm ale na razie nie chce, nie mam takiej potrzeby ani ochoty.
            Dobrze by było żeby każda kobiete było stać na utrzymanie siebie i każdej z nas
            tego życzę żonie i nieżonie :)
            • pati_poznan Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 15:16
              Ja właśnie nie jestem żoną i Cię nie rozumiem a raczej Twojego
              tłumaczenia bo to że nie chcesz ślubu to idzie zrozumieć bo dużo
              takich ludzi jest ale napisz poprostu że nie chcesz a nie że Ci się
              nie chce,że Cie stać na utrzymanie siebie, że nie chcesz wyglądać
              jak gołębica i że to szopka!bo to żadne tłumaczenie... Bo przecież
              nie musisz zakladać sukni Bóg wie jakiej wesela też robić nie trzeba
              wystarczy ksiądz i świadkowie więc "szopke" też da się ominąć dzięki
              czemu nie wydasz pieniędzy co jest Twoim kolejnym powodem. A to, że
              w Waszych rodzinach jest dużo osób po rozwodzie to nie znaczy, że Wy
              też byście tak skończyli naszczęście to się nie przenosi w genach :]
              • andzia84 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 16:00
                ja wiem że tego się nie przenosi w genach ale jak obserwujesz swoje rodziny i
                znajomych gdzie ludzie co chwila się rozwodzą to nie masz za bardzo ochoty na to
                samo, najpierw piękny ślub, wzruszenia i wyznania miłości a potem wszystko się
                rozpada i ludzie żrą ze sobą koty i ledwo co oczu sobie nie wydrapią. Co do
                cichego kościelnego to u mnie tylko cywilny wchodzi w grę bo nm jest po
                rozwodzie. Pza tym nie nie chce i nie potrzebuje slubu tak naprawdę z wielu
                przyczyn.
              • shemreolin Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 16:13
                W genach to może nie, ale mimo wszystko w psychice. Przynajmniej jak myślę o
                sobie to widzę to teraz bardzo wyraźnie. Nigdy nie wierzyłam w instytucje
                małżeństwa, ale zawsze chciałam znaleźć kogoś kto by mnie przekonał, że sie
                mylę. Na razie nie znalazłam kogoś takiego, a niestety coraz bardziej przekonuje
                sie, że małżeństwo to jeden z ostatnich błędów jakie mi pozostały do zrobienia.
                Niestety...

                Nigdy nie marzył mi sie ślub w sensie ceremonii, sukni czy weselicha na 300
                osób. Raczej chciałam w życiu poczuć pewność, że ktoś mnie chce na dobre i na
                złe i akceptuje na tyle by związać ze mną swoje życie. Bardziej chodziło mi o
                same oświadczyny niż o papier.

                Z moim NM jestem już prawie 7 lat i może jeszcze kilka lat temu chciałam by mi
                sie oświadczył w głębi duszy, ale teraz byłabym tym przerażona, bo to wymagało
                by ode mnie jakiejś decyzji. Nie chciałabym go ranić odmawiając, ale uważam, że
                gdybym teraz za niego wyszła to by był najgorszy błąd mojego życia. Miedzy nami
                jest tyle wzajemnego żalu i pretensji, że jak tak dalej pójdzie to i tak sie
                rozstaniemy. Nikt nie chciałby tak przeżyć swojego życia.

                Zresztą NM nadal nie traktuje nas jak rodzinę, co jego to jego a co moje to
                moje. On zarabia na rodzinę, ale i tak muszę go prosić i tłumaczyć dlaczego chce
                kupić to czy tamto. Czasami on nie chce sie zgodzić i każe mi płacić z moich
                pieniędzy, mimo że zarabia 3 razy więcej ode mnie. Nie wiem na co wydaje kasę,
                nie mam nad tym kontroli, bo to jego pieniądze. Nie robimy nic wspólnie, nigdzie
                nie wychodzimy, na wakacje nie wyjechaliśmy razem w zasadzie od czasu gdy
                zaczęliśmy być razem. Czasami zastanawiam się co nas w ogóle łączy oprócz
                dziecka, które oboje naprawdę kochamy.

                On mi nie ufa, bo kilka razy zawiodłam jego zaufanie i on ciągle o tym pamięta
                i mi to wypomina (nie chodzi o innych mężczyzn), ja czasami dostaję ataku szału,
                gdy po raz kolejny on traktuje mnie jak niedorozwinięte dziecko.

                Także uważam, że jednak coś jest na rzeczy i być może osoby, które pochodzą z
                rozbitych rodzin niosą ze sobą bagaż obaw i lęków przed związaniem sie na
                zawsze. Ja przyznaję sie do tego. Chciałabym kochać i być kochaną. Chciałabym by
                ktoś mnie otoczył opieka i troską, i żeby o mnie dbał. Tymczasem u nas jest tak,
                że rzadko kiedy NM spyta czy ja chce herbatę, gdy on sobie właśnie robi.

                Tak szczerze, to ja już od dawna nie czuje sie szczęśliwa i nawet nie chce mi
                sie już starać, czym pogarszam sytuację, bo ciągle powstają nowe konflikty, a ja
                nawet nie mam siły by cokolwiek w sobie zmieniać.
                • joasia83m shem 26.02.08, 16:27
                  jak czytam wszystko, co pochodzi od Ciebie (szczegolnie blog..), to czuje sie
                  jakbym czytala prawdziwa ksiazke, z tym ze te sa zwykle fikcja literacka, a
                  Twoja to prawdziwe zycie, smutne... ale w glebi duszy czuje ze gdzies w gorze
                  jest zapisany dla Ciebie inny plan, ktory sie jeszcze zrealizuje. tylko rzecz w
                  tym, ze Ty musisz w to uwierzyc i do tego dazyc. nie mozesz sie poddac temu, co
                  Ciebie teraz wciagnelo(czyt. takie zycie), ale byc otwarta na to co Cie moze
                  spotkac! Oskar to cudowne dziecko, ktore rowniez zasluguje na szczesliwa mame!!
                  nie zrozum mnie zle, ze namawiam do pozostawienia nm, ale skoro to nie jest dla
                  Ciebie ideal zyciowy (choc takich tez nie ma), szukaj, badz otwarta;))
                  • bobimax Re: shem 26.02.08, 16:46
                    Czytając to się zastanawiam czy nie powinniście się rozstać, skoro
                    nic was nie łączy. A takie pytanko czy dziecko było zaplanowane
                    skoro relacje między wami są takie a nie inne .
                  • shemreolin Re: shem 26.02.08, 16:54
                    Piowiem tak, ja czasami zastanawiam sie jakie emocje w moim życiu sa prawdziwe a
                    jakie nie, czego tak naprawdę chcę, czego sie boję. Jestem totalnie pomieszana w
                    środku i przez to niepewna swoich racji. A czasami potrafię być bez sensu uparta
                    z jakiegos powodu, bo nie umiem racjonalnie podejść do sprawy, widze tylko, że
                    znowu ktoś chce mi wmówic, że sie mylę.

                    Od jakiegos czasu poważnie myśle o wizycie u psychologa, ale to oczywiscie
                    kosztuje. Nie wspomnę o tym, że trzeba trafić jeszcze na kogos kto bedzie
                    odpowiedni. heh...

                    No ale dobra, nie o mnie jest ten watek.
                    • asienka185 Re: shem 26.02.08, 20:53
                      czytam Twoją historię i łzy mi lecą, bo tak jakbym zaglądała wgłąb
                      siebie. Kiedyś tkwiłam w czymś podobnym i brakowalo mi siły aby coś
                      z tym zrobić, ze swoim zyciem. Długo zmagałam się ze sobą az po 4
                      latach powiedzialam sobie dość. Aby się uwolnić od tego związku
                      musialam zmienić wszystko, pracę, miejsce zamieszkania itd aby w
                      koncu zaczac normalnie zyc. Byłam tez u psychologa ale nie wiele mi
                      pomógł. Musialam sama zdecydować czego tak naprawde chce. I kiedy w
                      koncu doszłam do wniosku ze juz nigdy nie bede szczesliwa i ze juz
                      sie nie zakocham to po jakis czasie poznalam tego właściwego faceta.
                      Dziecko nie może być powodem waszego bycia razem. Nie powinno
                      widziec takich Waszych relacji aby w przyszłości tez nie wątpiło ze
                      można stworzyć szczęśliwą rodzinę. Musisz byc dzielna i myslec o
                      sobie i dziecku.
                      • silvii Re: shem 26.02.08, 21:17
                        obiema rękoma podpisuję się pod asienką... Shem... już raz się rozwiodłam i
                        nawiązując do tematu wątku dużo prościej jest podjąć decyzję o rozstaniu bez
                        ślubu niż po... bo dochodzi dodatkowo presja rodziny, która najczęściej w takich
                        przypadkach a tak przynajmniej było u mnie, miała nas za wzorowe małżeństwo...
                        tymczasem nasz związek okazał się być pięknym jajkiem, które w środku było
                        zbutwiałe! ale to można było poznać dopiero gdy się je roztłukło... żenujące
                        było to, że przez 8 lat bycia z facetem patrzyłam na to jajko z zewnątrz...
                        kompletnie nie zdając sobie sprawy co jest w środku... a w końcu kiedy skorupka
                        pękła a zawartość się wylała, zajęło mi kolejne 2 lata! "dorośnięcie" do
                        podjęcia decyzji o przerwaniu tej farsy... wierz mi NIKT nie był w stanie
                        zrozumieć dlaczego tak robie... a nie miałam siły opowiadać na prawo i lewo o
                        przyczynach... bardzo długo nie mogłam się pozbierać do kupy i też twierdziłam,
                        że już nigdy się nie zakocham, już nigdy nikomu nie zaufam, już nigdy z nikim
                        nie będę... ect... a po 4 latach zaczepił mnie gość na ulicy ;) i poprosił o nr
                        tel ;) i tak mnie tym ubawił, że go dostał ;) i w skrócie tak to się zaczęło ;)
                        Oczywiście, że miłość, która jest między nami jest już inna niż ta pierwsza,
                        ufam ale ciągle sprawdzam to chyba zostaje w psychice... a z drugiej strony nie
                        oczekuję wiele ;) i dziękuję za każdy dzień który możemy spędzić razem :) nawet
                        jeśli teraz nie wiem kiedy go zobaczę... to nie ma większego znaczenia ;) i znów
                        nawiązując do tematu wątku... wyszłam za mąż po raz drugi! mówiąc sobie "a co mi
                        tam?" co tak naprawdę mam do stracenia? już wiem jak się ludzie rozstają... więc
                        mogę tylko zyskać więc dlaczego nie? Z tego co piszesz wnioskuję, że jesteś w
                        tym "zawieszeniu" przed podjęciem decyzji czy w prawo czy w lewo... ale pewnego
                        dnia "dorośniesz" i będziesz wiedziała co zrobić ze swoim życiem ;) a jak już
                        weźmiesz je w swoje ręce miłość sama Cię odnajdzie :) więc się nie smuć! i
                        pomyśl jakiego skarba masz przy sobie! ;) ja byłam pewna! że już nie będę miała
                        dzieci :) heh życie na prawdę potrafi pozytywnie zaskakiwać! więc powtarzając za
                        jedną z wcześniejszych wypowiedzi... skup się na sobie i dziecku! a wszystko
                        inne się ułoży! ;)
                        i mocno Cię ściskamy!

                        Silvii & Dan
                • astarte Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 16:44
                  Mialam identyczna sytuacje jak shemreolin, z taka roznica, ze ja bylam mezatka.
                  Ale juz nie jestem /na szczescie/ za to jestem ukochana kobieta mojego niemeza.
                  Patrzac z perspektywy czasu na moje dawne malzenstwo wiem, ze popelnilam ogromny
                  blad podpisujac ten nieszczesny papierek, bo niestety odejsc od meza jest
                  znacznie trudniej niz od niemeza. A to, jak sie wspolne zycie ulozy nie zalezy
                  od slubu tylko od ludzi, ich milosci, szacunku, zrozumienia, wspierania sie w
                  trudnych chwilach. Nie potrzebuje pisemnej deklaracji od mojego partnera ani
                  jego przysiegi przed urzednikiem o milosci i wiernosci, bo i bez tego wiem, ze
                  mnie kocha, ufam mu, wierze w trwalosc naszego zwiazku - bez tego nie byloby
                  sensu samo bycie razem.
                  A obraczki i tak bym nie nosila bo nie cierpie bizuterii ;)
    • astarte Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 16:48
      matizka napisała:

      (...)
      > I tak się was chciałam
      > zapytać czy myślicie, że bycie w takim związku niemałżeńskim przy
      > posiadaniu dziecka nie komplikuje życia. i tu mi nawet nie chodzi o
      > dziecko, bo ono teraz małe, ale o was - czy nie jest wam trudniej,
      > mniej bezpiecznie itp.

      Nie komplikuje nam to zycia pod zadnym wzgledem. Nie sadze, aby bylo nam
      trudniej czy mniej bezpiecznie.

      > A może właśnie dlatego nie decydujecie się na
      > małżeństwa, bo te związki nie są jeszcze takie pewne?

      Nie decydujemy sie na slub bo nie potrzebujemy pisemnej deklaracji ani przysiegi
      przed urzednikiem, wierzymy sobie, kochamy sie, ufamy sobie - bez zbednych
      deklaracji.

      > Bo ja czasami jak czytam różne historie na różnych forach to mam
      > wrażenie, że "dobre małżeństwo" pomaga jednak uniknąć wielu
      > problemów. Oczywiście chodzi mi o małżeństwo gdzie jest zaufanie,
      > oddanie itp

      Zaufanie i oddanie zalezy od ludzi, ich charakterow i szacunku do partnera a nie
      obraczki na palcu.

    • pysiulek_79 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 17:07
      Zgadzam sie ze wszystkimi zonami i niezonami ze od obraczki
      szczescie w zwiazku nie nalezy ale jestem zona bo straszna ze mnie
      chyba w tej kwestii konserwa - uwazam ze dla ludzi ktorzy sie
      kochaja i chce byc razem wymyslono malzenstwo i gdyby moj maz mimo
      deklaracji o milosci nie chcial sie ze mna ozenic uznalabym to za
      brak szacunku wobec mnie, poza tym wydaje mi sie ze "papierek"
      zmusza ludzi w zwiazku do pracy nad nim bo wiedza ze nie moga tak po
      prostu spakowac walizek i wyjsc (to znaczy moga ale pozostanie
      jeszcze wiez prawna), ostatni argument to kwestie prawne - tutaj to
      juz skrzywienie zawodowe - nie chialabym naprawde zeby np. o formie
      pojego pochowku decydowala moja mama (mamy w tej kwestii
      diametralnie rozne zdania) wiec ciesze sie ze w razie czego to m
      bedzie decydowac, plus oczywiscie poruszana juz kwestia
      dziedziczenia i czy ewentualnego podzialu majatku - czuje sie po
      prostu bezpieczniej...
      • a.zaborowska1 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 17:41
        Ja popieram nieżony i żony. Każdy decyduje o sobie...

        U nas w czerwcu będzie 11 lat po ślubie: ja miałam niecałe 20 lat
        zakochana po uszy on 2 lata starszy po wojsku. Tradycyjny ślub rok
        wcześniej zaręczyny. Wspaniałe chwile :-)) Byłam taka dumna że
        jestem jego żoną i to taką młodą :-)). Ja raczej jestem
        tradycjonalistką i nie o papierek chodzi tylko o to, że dla mnie
        ślub to oświadczenie dla drugiej osoby, że chcesz być z nim na
        zawsze, na dobre i złe. A nie jak będzie źle to mi będzie łatwiej
        spakować walizki i wyjść. Po za tym ŻONA a nie konkubina
        czy "kochanka" tak w takiej pozycji czuję się dobrze :-)) nasze
        małżeństwo jest mimo upływu lat takie świerze, znamy się jak łyse
        konie, wzrokiem porozumiewać się możemy. No i pewnie każdy z nas ma
        wady. Ja to jestem taka impulsywna, że na początku mogłam raz w
        tygodniu się rozwodzić. Kłutnie były o wszystko o ściereczkę o deske
        klozetową itd...
        Wydaje mi się, że "małżeństwo" trzeba codziennie rano budować na
        nowo bo gdy choć na chwile przestaniemy się starać życie zabije
        uczucie i dobry kontakt.
        I jeśli ktoś jest zadowolony ze związku i nie ma ślubu to ja to
        rozumiem ale ja bym tak nie chciała. W życiu bywa różnie są różne
        sytuacje ze zdrowiem z dziećmi, pogrzeby itd...
        • astarte Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 19:49
          O kazdy zwiazek nalezy dbac a nie tylko o malzenstwo.
          Mysle tez, ze podpisanie papierka to w pewnym sensie pojscie na latwizne, bo
          przez to, ze trudniej jest odejsc po slubie druga strona moze czasami sadzic, ze
          skoro trudniej odejsc to nie trzeba sie tak bardzo starac (zwlaszcza to dotyczy
          facetow bo czesciej mysla, ze ich zony nie poradza sobie bez nich i nie odejda
          bo to zbyt skomplikowane).
          Osobiscie jestem dumna z tego, ze z moim mezczyzna zalozylismy rodzine i
          potrafimy byc szczesliwi bez zbednych formalnosci.
          • astarte kwestia spadku 26.02.08, 19:52
            Byla tu poruszona sprawa ewentualnego spadku. Otoz dziewczyny chyba nie zdajecie
            sobie sprawy, ze w pierwszej kolejnosci po mezu NIE dziedziczy zona, tylko jego
            dzieci, jego rodzenstwo a dopiero na koncu zona.
            • pysiulek_79 Re: kwestia spadku 26.02.08, 21:05
              Przepraszam - bzdura, polecam lekture art.931 kodekcu cywilnego -
              oczywiscie ze dzieci i zona (maz) to pierwszy krag spadkobiercow
              ustawowych, no chyba ze maz zostawi testament w ktorym zony nie
              bedzie - to mozliwe ale wtedy pozostaej jeszcze prawo do zachowku.
              • astarte Re: kwestia spadku 26.02.08, 21:13
                pysiulek_79 napisała:

                > Przepraszam - bzdura, polecam lekture art.931 kodekcu cywilnego -
                > oczywiscie ze dzieci i zona (maz) to pierwszy krag spadkobiercow
                > ustawowych, no chyba ze maz zostawi testament w ktorym zony nie
                > bedzie - to mozliwe ale wtedy pozostaej jeszcze prawo do zachowku.

                Bez testamentu po zmarlym mezu w pierwszej linii odziedziczyla trojka dzieci
                oraz siostra zmarlego. Sprawa ciagnela sie w sadzie 4 lata (czlonkowie mojej
                rodziny), wiec niestety zadna bzdura.
                • pysiulek_79 Re: kwestia spadku 27.02.08, 09:31
                  To prawdopodobnie nie znasz wszystkich okolicznosci sprawy - jestem
                  prawnikiem z doswiadczeniem i niestety nie przepuszcze na forum
                  straszenia zon takimi "poradami" w oparciu o jakiis blizej
                  niesprecyzowane doswiadczenia blizej niesprecyzowanych osob. A moze
                  to byla byla zona?:)
                  • astarte Re: kwestia spadku 27.02.08, 09:52
                    Nie, to nie byla byla zona. Jak najbardziej obecna, ktora zostala wdowa. I znam
                    wszystkie okolicznosci sprawy bo jestem w nia bezposrednio zaangazowana. Ale
                    wiem na 100% ze Ty nie znasz wszystkich okolicznosci tej sprawy, dlatego wiem
                    tez ze nie masz mozliwosci co do tej sprawy sie wypowiadac ze 100% racji mimo
                    Twojego doswiadczenia.
                    • pysiulek_79 Re: kwestia spadku 27.02.08, 10:05
                      dlatego sie nie wypowiadam na temat tej sprawy tylko ogolnie - a
                      ciebie prosze zebys na podstawie jednej sprawy nie wyciagala
                      pochopnych, ogolnych wnioskow.
                      Prawo zna liczne wyjatki np. jesli zona zabije meza to trudno zeby
                      po nim dziedziczyla, to chyba oczywiste. Mozliwe ze w twojej
                      rodzinie mial miejsce taki wyjatek tzn wyjatek od normalnych regul
                      dziedziczenia a nie ze zona zabila meze:))) - bo to ze sprawa trwala
                      4 lata tez nie jest typowe, normalne postepowanie spadkowe trwa max.
                      pol roku.
                  • blanka0 pysiulek 28.02.08, 07:52
                    błagam ratuj bo jak czytam ze dziedziczy siostra a nie zona to mi
                    sie rece trzęsą
                    • pysiulek_79 Re: pysiulek 28.02.08, 11:27
                      mam nadzieje ze powyzej wyjasnilam kwestie:)
        • modeko Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 19:52
          Każdy żyje jak mu dobrze.

          Ja też jestem tradycjonalistką.
          Uważam też że mojego Adasia dał mi Bóg.
          Od razu wiedziałam jak go poznałam wiedziałam że chcę by był moim mężem.
          Znaliśmy się 3 lata i 6 lat jesteśmy po ślubie.
          Ogólnie nie kłócimy się i cały czas kochamy.
          Wierzę że będziemy razem do końca życia.

          Ja bez ślubu nie chciałabym życ, a tym bardziej miec dzieci.

          A co do rozwodu to ja np. nie znam żadnego małżeństwa po rozwodzie ( wśród
          bliższych znajomych i w rodzinie)
          • patrice7 modeko 26.02.08, 20:04
            Rany hdzie Ty mieszakasz ze nie znasz nikogo po rozwodzie? ;)

            Ja znam bardzo malo osob (z moich bliskich znajomych)ktorzy sie nie rozwiedli ,
            lub o tym nie mysleli lub mysla. :)))
            • modeko Re: modeko 26.02.08, 20:29
              pod Warszawą:)))
          • ankas4 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 20:24
            Ja tez uzwazam ,ze kazdy niech zyje jak mu dobrze, u mnie to wyglada tak:
            mieszkalismy przed slubem razem okolo 8 lat, potem sie pobralismy, decyzja
            przemyslana i wszystko zaplanowane- zreszta tak w zyciu juz mam ze trzymam sie
            planu:), przed slubem wszystko mieslimy wspolne:mieszkanie, pieniadze zawsze
            mielismy wspolne, jak osobno zarabialismy zawsze wszystko szlo do wspolnej puli
            z ktorej potem placilismy rachunki, odkladalismy, kupowalismy, nigdy nie
            klocilismy sieo pieniadze, w zasadzie malo sie klocimy i pomomo jakis czasowych
            wkurzen na sibie:) wiemy ,ze zawsze chcemy byc razem ! Kiedy jednak sie
            pobralismy ta wiez jakos sie poglebila, dla mnie slowo zona brzmi bardzi dumnie
            i uwielbiam kiedy Pawel mnie tak przedstawia, nie umiem Wam opisac tego
            przedziwnego uczucia zespolenia naszego zwiazku wlasnie po slubie, czuje sie
            bezpieczna , jak w kokonie, czuje ,ze tworzymy jednosc razem a teraz jeszcze do
            tego dolaczyl nasz synek:) , dla mnie slub to cos bardzo waznego i od swojej
            strony polecam!
            • joasia83m Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 20:51
              to ja mam identycznie jak ankas;) tylko ze mieszkalismy przed slubem 4,5 lata,
              po slubie jestesmy rok, a Dawidek urodzil sie na Nasza "piata" rocznice.
              jestem szczesliwa ze jestem mezatka. nawet jak nie bylismy jeszcze malzenstwem
              dazylismy do tego zeby nim byc;)
              • matizka Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 21:39
                No dziewczyny

                zadałam pytanie i poszłam:) ale ja już pracuję, a potem dzieci,
                obiad na jutro itp. I forum tylko wieczorkiem :)

                Ja nie jestem osobą, która komuś by coś narzucała choć mam dość
                konserwatywne podejście do tematu :)

                Zresztą dokładnie napisałam, że chodzi mi o dobre małżeństwo (bo w
                końcu historia kamy jest najlepszym dowodem na to, że małżeństwo to
                żadna gwarancja)

                Dla mnie było oczywistym, że mogę być z jakimś facetem tylko w
                małżeństwie. Wiązało się to z moją wiarą i przekonaniem, że chcę ją
                serio traktować. Więc bardzo serio podchodziłam do związków z
                facetami i moze dlatego nigdy tak naprawdę nie byłam żadnym
                poważnym. A może po prostu nie spotkałam mojego M.

                Bo jak spotkałam go to miesiąc później byłam przekonana, że
                chciałabym być z nim, a on oświadczył mi się po pół roku i
                pobraliśmy się po trochę ponad roku znajomości. I choć zawsze byłam
                przeciwna mieszkaniu razem to "los" sobie zadrwił ze mnie i
                musieliśmy zamieszkać razem przed ślubem, bo M był spoza Warszawy i
                tak nagle na 4 mies przed ślubem dostał propozycję pracy w Wawie, że
                nie mieliśmy siły szukać mu mieszkania, szkoda było kasy w obliczu
                ślubnych wydatków na wynajem itp.

                I wiecie co to były jedne z gorszych chwil w naszym związku - z
                jednej strony wiedziałam, że chcę być z nim z drugiej zaczynałam
                poznawać prawdziwe oblicze i się wahać :) Zresztą pierwszy rok
                małżeństwa był też ciężki. Ale jednak małżeństwo jest dla mnie taką
                decyzją, że chcemy byc razem i jak są problemy to musimy się starać
                tylko bardziej. I muszę powiedzieć, że ponad 4 lata po ślubie kocham
                go znacznie bardziej niż na początku :) No i znacznie lepiej
                rozumiem i akceptuję (choć i tak się kłócę, bo taki mam temperament,
                ale to są takie kłótnie chwilowe:)

                Ale powiem szczerze, że ten wątek zaczęłam chyba głównie jako aka
                idealistka, która po prostu chciała powiedzieć jak to fajnie by było
                by ludzie zakochiwali się i kochali całe życie i by byli takim
                szczęśliwym małżeństwem bz względu na to czy mają papierek czy nie (
                w końcu w Starym Testamencie ślub polegał na tym, że spędzali ze
                sobą noc i to była ta pieczęć na papierku)

                I coś do shem - ja Cię też, kochana ,bardzo lubię czytać, bo i
                szczerze i pieknie piszesz i też myslę, że kiedyś "przełamiesz" te
                swoje uwarunkowania z dzieciństwa skoro o tym marzysz. Powodzenia
            • blanka0 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 28.02.08, 07:50
              mialam identycznie, mieszkalismy przed slubem 6 lat, ja studiowalam
              On zarabial, ale kasa wspolna, i tez wszystko zaplanowane, slub,
              dzieci itd.
              Ja nigdy w zyciu nie mogłabym tkwic w związku gdzie kazdy / nie
              wazne czy małżenstwo czy niemałzenstwo/ ma osobne kasy, dla mnie to
              jakas choroba, a pisze tak bo moja wielka przyjaciólka tak zyje z
              NM. Nie raz pozyczala ode mnie kase bo jej wyplata sie wyczerpala, a
              Nm szedl na piwo z kolegami. Koszmar i choroba.
              • silvii Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 28.02.08, 10:06
                ano ;) tak wyglądała końcówka mojego pierwszego małżeństwa... musiałam pożyczać
                kasę na podpaski a mój mąż kupował sobie na przykład kurtkę za 400zł... ;) bez
                komentarza....

                Silvii & Dan
                • a.zaborowska1 silvii 28.02.08, 11:20
                  To dobrze że się uwolniłaś w porę od takiego chorego związku. Bo to
                  naprawdę jest chore. Ale i ja mam takich znajomych gdzie dla niego
                  pieniądze są ponad wszystko sobie niczego nie żałuje a dzieci ....
                  zawsze na końcu. Natomiast moja starszakowa ma "dużo" i nie umie
                  tego docenić. Czasami mi przykro :-(
                  • silvii Re: silvii 28.02.08, 11:31
                    oj... to był tylko jeden z mniejszych powodów ;) ale nie o tym chciałam napisać...
                    Rozumiem Cię ale tak to już bywa... wiesz kiedy doceniłam to, co dawała nam
                    nasza mama (bo tata zmarł jak miałam 10 lat)? Jak sama rozpoczęłam swoje dorosłe
                    życie... a to jak musiało być jej czasem przykro widzę dopiero teraz, jak sama
                    widzę ile czasem poświęcenia kosztuje mnie moje dziecko... to teraz... a co
                    będzie później? ;) taka chyba rola rodziców... ;) martwią się o swoje dzieci do
                    końca swoich dni ;)

                    Silvii & Dan
    • smolineczka Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 26.02.08, 22:45
      ja tez opowiem swoja historie. ciekawa jestem czy was zaskocze.
      z pierwszego malzenstwa nie mam dzieci (czesciowo przez to rozpadlo
      sie nasze malzenstwo). odeszlam do faceta, ktory mial zone i tez nie
      mial dzieci. najpierw rozwiodlam sie ja, potem on, po kilku latach
      wzielismy slub cywilny. dlugo nie mielismy dzieci. roznie sie nam
      powodzilo, ale kochalam Wlodka i uwazalam, ze jest moim najlepszym
      oddanym i wiernym przyjacielem. w ubieglym roku urodzila sie
      Marysia. moja rodzina i wszyscy nasi znajomi uwazali, ze Wlodek
      bedzie cudownym ojcem, wydawalo mi sie, ze bedziemy najszczesliwsza
      rodzina pod sloncem. w sierpniu maz wyjechal na trzy tygodni za
      granice na festiwal. wrocil i po kilku dniach przyznal mi sie, ze
      jest bardzo zakochany, ze mnie zdradzil, ze musi nas z corka
      zostawic, chociaz jest mu bardzo przykro. nie musze opisywac, co
      czulam. nie bede tez opowiadac, co sie dzialo w naszym domu, poki
      Wlodek nie postanowil jednak zostac ze mna i z corka. i prosze nie
      pytac mnie o to, czy mu wybaczylam... z mojej historii wynika, ze
      mozna zyc w szczesliwym i wiernym zwiazku, nie biorac slubu i nie
      majac dzieci, jak rowniez i to, ze dziecko nie cementuje zwiazku...
    • netka6666 Re: Pytanie życiowe - nie dzieciowe 27.02.08, 09:57
      Hi Hi, podobało mi się w/w stwierdzenie koleżanki, że nie zna nikogo po
      rozwodzie. Powiem wam, że ostatnio poczyniłam wśród bliższych i dalszych
      znajomych obserwacje. Znajomych, którym urodziło się dziecko. Jakoś się tak
      śmiesznie złożyło, że w przeciągu 2 ostatnich lat, tylko moja kuzynka zawarła z
      powodu ciąży związek małżeński. Reszta - ok, kilkunastu dzidziusiów (jakiś wysyp
      tych dzieci ostatnio) ma rodziców żyjących w konkubinacie. Ludzie zakładający
      rodzinę są coraz młodsi (w stosunku do mojego pokolenia) i chyba mają inne
      zapatrywania. Nie jest im potrzebny papierek aby tworzyć rodzinę a co do spadków
      to pewnie o tym jeszcze nie myślą.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka