Zez u dzieci....

02.11.08, 18:51
Kochane tak sobie przeglądam piekne zdjecia Waszych Pociech i
zauwazyłam,ze niektóre z nich jeszcze zezują...mojemu Julkowi tez
mam wrazenie czasem "ucieka"oko , widze to własnie na zdjeciach. Mąż
mowi,ze przesadzam ale moze lepiej to sprawdzic u okulisty- Która
była w poradni zeza na konsultacji, jak wyglada badanie?
    • blanka0 Re: Zez u dzieci.... 02.11.08, 19:06
      ja mialam byc we wrzesniu ale jeszcze nie dotarlam, musze mala
      nauczyc patrzec w lornetke a ona nie bardzo
      do konca roku na 100% sie wybiore bo mala zezuje widocznie
      • burdziaa Re: Zez u dzieci.... 02.11.08, 19:11
        aha czyli rozumiem,ze badanie polega m.in na patzeniu przez
        lornetke :) musze kupic taka zabawkowa, dzieki za wskazówke!
      • babajagaa Re: Zez u dzieci.... 02.11.08, 19:14
        To ja dodam jeszcze,ze wada wzroku moze byc przyczyna powstawania
        zezna a raczej uciekajacego oczka,tak wlasnie ma syn mojej cici,nie
        byla z nim u oulisty jak byl malutki,pozniej zaczelo mu uciekac
        oczko i okazalo sie ze ma wade wzroku a to oko ciezko
        wyleczyc,lekarka jej mowila ze to wlasnie robi sie od wady.Takze ja
        tez musze sie z malym wybrac,az sie boje ze moze miec wade tak jak
        ja i beda potrzebnne okulary.Zeza nie ma od urodzenia,i oczko tez mu
        nie uciekalo
    • beetaa Re: Zez u dzieci.... 02.11.08, 19:24

      Jonas zezuje, tzn. mi sie zdaje, ze zezuje. Jak skonczyl 9 miesiecy
      bylismy w specjalistycznej klinice, zakropili mu dwa razy atropine,
      a potem pani doktor recznie przy pomocy lampek i jakis dziwnych
      przyrzadow sprawdzala wzrok i "zezowatosc" kawalera. Myslalam, ze
      przy tak rozwinietej technice wsadza go w urzadzenie (jak opisywaly
      dziweczyny), a tu tak prymitywnie-recznie, ale to ponoc
      dokladniejsze i bardziej wiarygodne u maluchow.
      A wiec wg. lekarzy zeza nie ma, tzn. jest "zez pozorny" wynikajacy z
      szerokiej nasady nosa Maluchow, to ma byc wrazenie optyczne.
      Niestety to nie koniec naszych zmagan z okulistami, bo w rodzinie
      Chrisa mamy dziedzicznego zeza i duza wade wzroku, idziemy na
      kontrole w grudniu, zeby mam nadzieje ostatecznie wykluczyc wade i
      potwierdzic brak zeza :)
      • izoola u nas identycznie 02.11.08, 19:47
        tez stwierdzila pani doktor ze jest to zez pozorny wynikajacy z szerokiej nasady
        noska. na kontrole kazala po pol roku jak mala bedzie umiala nazwac rozne
        obrazki typu autko.
    • maaleksandra Re: Zez u dzieci.... 05.11.08, 13:18
      Jesteśmy już po wszystkich możliwych konsultacjach, także już mogę
      na spokojnie opisać naszą historię choroby: Staś urodził się
      3.10.2007, tydzień po terminie, ciąża idealna, bez powikłań, jedynie
      moja opryszczka wargowa 2 tyg. przed porodem. Poród siłami natury, w
      szpitalu na Karowej w W-wie. 10 pkt Apgar, jedyny feler: urodził się
      z zapaleniem spojówek, czerwone, ropiejące powieki, przez tydzień
      dostawał Gentamycynę w kroplach. Teoretycznie wszystko super. To, co
      zaczęło mnie niepokoić, to że Staś był wyjątkowo płaczącym,
      niespokojnym noworodkiem, tylko noszenie na rączkach i stały kontakt
      ze mną go uspakajał. Notorycznie nie sypiał, do dziś (ma już 13
      mies.) budzi się 3-4 x w nocy z krzykiem, od razu na równe nogi
      (nawet nie potrafi się przeciągać). Wyjątkowo wrażliwy na bodźce i
      dźwięki – jedyny znany mi noworodek, który na spacerze na dworze się
      budził i wrzeszczał! Stopniowo musieliśmy wdrożyć rygorystyczny plan
      dnia, jedynie ścisłe rytuały pozwoliły nam w miarę normalnie
      funkcjonować. W 2-gim mies. życia pojawił się wyjątkowo wyraźny,
      przesadny odruch Moro: kilka razy dziennie dziecko nagle drżało,
      rozszerzało ręce na boki i zaczynało panicznie krzyczeć z
      przerażeniem w oczach, wyglądał, jakby spadał w przepaść. Trwało to
      do ok. 6 mies. życia.
      Pediatra na te wszystkie objawy miała odpowiedź: no cóż, to jest
      przecież mały, wymagający mężczyzna, ma jeszcze niedojrzały układ
      nerwowy, na pewno z tego wyrośnie. Jedyne, co proponowała, to
      konsultację okulistyczną: w 6 mies. życia Staś wciąż zezował, prawe
      oczko mu uciekało i było wyraźnie mniejsze.
      Pierwsza diagnoza okulisty (badanie dna oka po atropinie): coś jest
      nie tak, trzeba sprawdzić na Niekłańskiej.
      Druga opinia okulisty z Niekłańskiej (również badanie dna oka po
      atropinie): zmiany na tarczy nerwu wzrokowego, coś jest nie tak,
      trzeba sprawdzić w CZD.
      Do CZD oczywiście nie ma szans się dostać, po kilku miesiącach
      poszukiwań udało się zapisać prywatnie do pani profesor z CZD. Jej
      brutalna diagnoza: Staś W OGÓLE NIE WIDZI NA PRAWE OKO I NIGDY NIE
      BĘDZIE WIDZIAŁ I TEGO SIĘ NIE DA WYLECZYĆ, gdyż przyczyną
      niewidzenia jest niedorozwój nerwu wzrokowego. I żeby ewentualnie
      skonsultować się jeszcze z neurologiem, bo może inne nerwy również
      są nie rozwinięte. I już, do widzenia. Szok!
      Zaczęliśmy aktywnie działać, po znajomości udało dostać się do CZD
      na rezonans magnetyczny. Wynik RM: nerwy wzrokowe są (uff), ale….
      Staś ma bardzo wyraźne zmiany w mózgu w wyniku… NIEDOTLENIENIA
      OKOŁOPORODOWEGO!!!! Gdy zaczęłam sobie przypominać poród, to
      rzeczywiście coś było nie tak: położne nagle zaczęły przyspieszać
      akcję porodową, gdyż na KTG tętno płodu zaczęło spadać (ale niestety
      nie mam pojęcia do jakiego poziomu!), Staś się rodził przy 8 cm
      rozwarcia, podobno miał owiniętą pępowinę wokół szyi, zaczęły szybko
      nacinać mi krocze, tylko że… NIKT MI O TYM NIE MÓWIŁ WPROST!!!!!
      A jego niepokój, nadpobudliwość na bodźce, problemy ze snem, stany
      lękowe, strasznie wyraźny odruch Moro są ewidentnymi objawami
      niedotlenienia i obumarcia części nerwów.
      Staś musi być od teraz pod stałą kontrolą neurologa, mamy
      obserwować, czy rozwija się prawidłowo. Dostaje codziennie 100mg
      Depakine (lekarstwo przeciwpadaczkowe, niestety straszne obciążające
      wątrobę), co rzeczywiście pozwala mu (i mnie) przespać w końcu
      ciągiem 7 godzin w nocy…
      Wczoraj byliśmy u fantastycznego okulisty prof. Prosta, który
      stwierdził że:
      - w zdrowym oku człowieka występuje milion zakończeń nerwowych. U
      Stasia występuje ich tylko 50 tysięcy.
      - oznacza to, że nigdy tym okiem nie będzie mógł widzieć na tyle
      dobrze, żeby pisać czy czytać tym okiem, ale będzie nim widział
      kształty, kolory, postacie
      - natomiast będzie widział pod warunkiem, że chore oko będzie
      codziennie stymulowane-aż do zakończenia rozwoju widzenia, czyli do
      ok. 7 roku życia. Stymulacja to codzienne zasłanianie zdrowego oczka
      na pół dnia + okularki.
      - zezowanie wynika z tego, że mózg „wyłącza” niedowidzące oko, a z
      czasem, gdyby oko nie było stymulowane, w ogóle przestał by nim
      widzieć! Narząd nie używany zanika…
      I już. Szok i pewna ulga, nadzieja równocześnie.

      O co mam największy żal do lekarzy: o to, że położne ani położnik
      ABSOLUTNIE NIE PRZYZNALI SIĘ DO TEGO, ŻE MOGŁO WYSTĄPIĆ
      NIEDOTLENIENIE! Nawet cienia ostrzeżenia! A gdybyśmy nie trafili na
      dość brutalną okulistkę, to oczywiście byśmy się aż tak nie
      zaangażowali w diagnostykę. Staś zezowałby dalej („bo przecież
      pewnie z czasem to minie, dzieci wyrastają z zeza”), my męczylibyśmy
      się dalej z wiecznie niedospanym, nadaktywnym nerwusem, i cóż… Po
      jakimś czasie pewnie w ogóle przestałby widzieć. Ale co to obchodzi
      położną, przecież ona tylko pomaga urodzić, reszta to nie jej
      sprawa, a w statystykach zły poród wygląda źle i by było po premii.

      Drogie Mamy, nie bagatelizujcie nawet najmniejszych niepokojących
      objawów!
      A z zeza się nie wyrasta…
      • sylpal13 maaleksandra 05.11.08, 13:39
        przytulam was cieplutko i życzę duuużo sił i zdrówka dla synka!!!! poruszajaca
        historia, jesteście wspaniałymi rodzicami!!!!!!!!
      • blanka0 Re: Zez u dzieci.... 05.11.08, 14:28
        ojej koszamrna sprawa
        rzeczywiscie połoznicy i połozne robia swoje i juz, reszta ich nie
        obchodzi, najwazniejsze zeby odebrac porod i zeby wypisac zywe
        dziecko ze szpitala, a co potem to juz nikogo nie obchodzi

        nie rozumiem dlaczego wam nie powiedzieli ze moglo wystapic
        niedotlenienie, dlaczego nie dali skieowanie do poradni
        neurologicznej, co za narod cholerny

        ja tez mialam opryszczke wargowa w ostatnim mcu ciazy i Lena przez 1
        rok byla pod opieka poradni słuchu, badali jej ze 3 razy słuch bo
        wlasnie ta opryszczka mzoe powodowac braki słuchowe u dzieci, u nas
        jest OK

        Burdzia ja chodzilam z Lena do okulistki dr Robaczynskiej / ponoc
        najlepsza we wrocławiu/ ze wzgledu na naswietlania malej po porodzie
        i pani dr w zasadzie badala TYLKO dno oka, nie zwracala w ogole
        uwagi na zeza
        dopiero jak chyba na 3 wizycie zapytalam czy mala czasem nie zezuje
        pani dr potwierdzila / tak jakby nie mogla o tym powiedziec
        wczesniej wrrr/, no i kazala isc do poradni leczenia zeza / Promyk
        Slonca/ tam probowali mala zbadac ale nie udalo sie bo badanie
        wyglada tak ze mala ma zerknac w taka niby lornetke, dlatego tez
        kazali mi nauczyc mala patrzec przez judasz / ktorego w domu nie
        mam/ i przez lorntke, a ze to nie takie proste to do dzis dnia mala
        lornetke pcha do buzi a nie do oczy :-)

        i rzeczywiscie tak jak pisze maaleksandra kazali stymulowac to oko i
        czesto bawic sie w pirata, zaslaniac zdrowe oczko zeby zmusic do
        wysilku zezujace, wiec kupilam tzw kalejdoskop / pamietacie te
        zabawke/ i tak sie bawimy
        chce sie zapisac do tej poradni , ale ponic na zeromskiego tez jest
        okulista od zeza i nie wiem czy tam nie pojde
Inne wątki na temat:
Pełna wersja