06.08.03, 12:21
sprawa wyglada tak: mam kolege, ktory mieszka od jakiegos czasu w mojej
dzielnicy, wiec sila rzeczy czesto sie spotykamy w rozmaitych miejscach,
ktore ja znam od lat, a on ostatnio odkrywa. Zupelnie nie przeszkadzaja mi te
spotkania, ale widze, ze przeszkadzaja jemu, kiedys nawet spytal, czy mam
gdzies schowana kamere, niby zart, ale... Niedawno okazalo sie, ze wybiera
sie tez do mojej szkoly, ktora dotad okreslal, no powiedzmy, nie w samych
superlatywach. Mam takie dziwne poczucie, ze zabiera mi rzeczy, ktore sa dla
mnie wazne: miejsca, marzenia. Kurcze, a przeciez to moje miejsca. Nie
dlatego, ze naleza do mnie (mnie nie przeszkadza jego obecnosc), ale wlasnie
daltego, ze ja do nich od lat naleze. Czasem mam takie poczucie, ze bylby
najbardziej zadowolony, gdybym sie spakowala mantaki i wyprowadzial sie z
miejsca, gdzie mieszkam od urodzenia, bo to teraz jego terytorium :)
Obserwuj wątek
    • kasienka80 Re: z Marsa? 06.08.03, 12:39
      Nie bardzo rozumiem twoj problem. co Cie obchodzi co mowi twoj kolega? no
      chyba, ze jest to ktos bardzo bliski i wazny, ale jesli by taki byl to by nie
      dogryzal Ci. a swoja droga, moze Ty jestes troche przewrazliwiona?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka