nie chce się uczyć

02.11.04, 10:39
Bardzo często słyszy się takie wypowiedzi rodziców jak w tytule;
niejednokrotnie oznaczają one jednak zupełnie co innego. Odpowiedzcie,
proszę, kiedy słyszycie lub mówice same takie słowa, co one naprawdę
oznaczają? Czy to, że:

1) Bez przypomnienia (motywowania/pomagania)nie odrabia lekcji i nie
przygotowywuje sie do odpowiedzi.
2) Przynosi słabe oceny wskutek - Waszym zdaniem - niepoświęcania na naukę
wystarczajacej ilości czasu przy jednoczesnym braku zdolności
3) Przy poruszaniu tematu lekcji otwarcie mówi (i tak często postępuje) : nie
bedę się uczył(a), szkoła jest głupia, itp
4) Przy próbie zmotywowania (zagonienia?) do nauki stawia czynny OPÓR (płacz,
krzyki, itp).
5) Odrabia co prawda zadania, ale otwarcie mówi, że szkoła go nie interesuje,
uczy się niewiele, zalicza niezbędne minimum, oceny ma rózne, choć - ze
względu na zdolności - mógłby więcej osiągnać.
6) Inne

Przyznam szczerze, że ja się już poubiłam w temacie, kiedy ostatnio znajoma
matka powiedziała, że jej syn nie chce się uczyć. Jak się okazało siedział
niemal dzień w dzień z własnej inicjatywy kilka godzin nad książkami, tylko
że otrzymywał kiepskie stopnie. "Nie chce" - wydawałoby się, że to takie
jednoznaczne stwierdzenie.
    • verdana Re: nie chce się uczyć 02.11.04, 13:28
      Dla mnie "nie chce się uczyć" oznaczało, ze syn nie odrabia zadań domowych, a
      co za tym idzie dostaje marne stopnie. Ja nigdy nie siedziałam i nie odrabiałam
      z dzieckiem lekcji - lekcje to nie moja sprawa, tylko ucznia. Ja już szkołę
      skończyłam (z ulgą). Natomiast rzeczy nieszkolnych owszem, uczył się chętnie.
      Jak sie okazało - nie uczył się, bo szkoła go nie interesowała. Na studiach
      idzie mu doskonale, kiedy uczy się tego, co go interesuje.
      • linka9 Re: nie chce się uczyć 02.11.04, 15:57
        Nie chciałabym zmieniać zasadniczego tematu tego wątku, ale na marginesie
        trudno nie ustosunkować się do:

        verdana napisała:

        > Ja nigdy nie siedziałam i nie odrabiałam
        > z dzieckiem lekcji - lekcje to nie moja sprawa, tylko ucznia. Ja już szkołę
        > skończyłam (z ulgą). Natomiast rzeczy nieszkolnych owszem, uczył się chętnie.

        Ja mam generalnie takie podejscie do tych spraw jak Ty, z jednym wyjątkiem: "to
        nie moja sprawa" nie mozna traktować jako nalczelną zasadę. W przypadku
        zdolnych, czy nawet przeciętnych dzieci, posiadających swoje pasje,
        zainteresowania - OK. Ale taka postawa zupełnie nie sprawdzi się przy
        latoroślach mających kłopoty natury, no powiedzmy organicznej, choc to nie do
        końca pasujące określenie. Nie oznacza to bynajmniej, że prosto i jednoznacznie
        mozna zalecić, co w takiej sytuacji robić.
        • verdana Re: nie chce się uczyć 02.11.04, 16:15
          Ja mam potomków z kłopotami natury organicznej. Dwóch dysortografików (w tym
          jeden nadpobudliwy)i jednego z podejrzeniem (w niedzielę będzie badane). I tak
          lekcji z nimi nie robię, bo jestem zdania, ze nie mozna mieszać roli matki z
          rolą nauczycielki. Nie oznacza to, że nie pomoge w sporadycznych sytuacjach -
          oczywiscie, ze pomogę! Mogę przepytać z lekcji, o ile dziecko o to prosi, mogę
          pomóc w rozwiązaniu trudnego zadania itd. Ale systematyczne, codzienne
          odrabianie lekcji z matką niczemu faktycznie nie służy, za wyjątkiem tego, ze
          dziecko (a własciwie mama) otrzymuje lepsze stopnie. Mozna ewentualnie
          sprawdzić odrobione lekcje - to tak (choć ja i tego nie robiłam, bo przekracza
          to moją osobistą wytrzymałość psychiczną). Dziecko powinno nauczyć się przede
          wszystkim, ze nauka jest jego sprawą - nawet kosztem słabych stopni. To
          ważniejsze od tego, czego nauczy się odrabiając wspólnie lekcje.
          I zareczam, ze takie podejscie procentuje w przyszłosci, choć niekiedy dopiero
          w liceum czy na studiach.
          Oczywiście nie mówię tu o dzieciach chorych czy uposledzonych, ktorym potrzebna
          jest "techniczna" pomoc w odrabianiu lekcji.
Pełna wersja