varia89
24.06.15, 23:01
Miałam dziś bardzo dziwny i nietypowy sen, o którym rozmyślam dziś przez cały dzień. Może pokusiłby się ktoś na jego interpretację?
Śniło mi się, że wujkowie poszli na piwo, ale z jakiegoś powodu nie mogli pić w miejscu, do którego się wybierali, więc ja poszłam do szefa jakiegoś gangu, by o to pozwolenie wyprosić. W drodze powrotnej natknęłam na się na martwe ciało mężczyzny - pomyślałam sobie wtedy, że wujkowie złamali umowę. Po drodze wsiadłam do pociągu (co dziwne, bo z tego miejsca do domu mam 10 minut spacerkiem) i tam spotkałam grupkę osób: kolegę z gimnazjum (w którym kiedyś się podkochiwałam) z jego dziewczyną (która tak naprawdę jest dziewczyną mojego kuzyna) i jeszcze jedną dziewczyną, której nie znam. Kolega miał problem z rozpoznaniem mnie, ale kiedy w końcu to zrobił, to ta nieznajoma wtrąciła, że według niej jestem brzydka i choćbym nie wiadomo co robiła to zawsze taka będę. Dotknęło mnie to i powiedziałam jej, że ma brzydki nos, ale dzięki niemu zawsze ją rozpoznam. Jak wysiedliśmy z pociągu, to nie miałam pojęcia gdzie jestem - wszędzie zaśnieżone stoki. Kolega zaczął ze stoku na tyłku zjeżdżać, więc poszłam w jego ślady. Na dole jego dziewczyna wyczarowała konie i na nich wracaliśmy dalej. Następnego dnia poszłam oddać naklejkę konia (czar prysł?) i na podwórzu coś się stało, że psy zaczęły atakować siebie i ludzi wkoło. Z tą dziewczyną kolegi wspinaliśmy się na meble, by nie dosięgnął nas jej pies - ale był bardzo duży i widząc jak inny, mniejszy rzuca się na swoją właścicielkę byłyśmy przerażone. W końcu koleżanka pobiegła do domu po swoje dwie małe córeczki i razem odjechaliśmy białym samochodem do jakiegoś baru. Jak wracałam z tego baru to z okna wołała do mnie babcia, że dlaczego wracam o 4 rano, skoro miałam być o 21, powiedziałam jej, że przecież jest 22 dopiero, na to ona, że faktycznie jest dopiero 23.