Wczoraj bylam w lokalu z przyjaciolka i obslugiwal nas przemily i
ciekawy facet, co rusz szukal okazji zeby ze mna porozmawiac, troche
podroczyc,troche wytlumaczyc sie, ze jest tam tylko na zastepstwie
(sprawial wrazenie wlasciciela raczej),troche wciagal mnie w
kokietowanie go na temat jego dobrej kawy i nawet kolezanka
zauwazyla, ze byl mocno mna zaabsorbowany. No i dzisiaj caly dzien
tak chodzil mi po glowie, ze postanowilam wieczorem tam wpasc juz
sama, bo moze wtedy bysmy wiecej rozwineli te kilka ciekawych
poruszonych przez niego watkow.
Mocno sie wahalam czy to dobry pomysl tam isc sama,zeby nie wyjsc na
jakas idiotke, wiec na pytanie isc, nie isc wyciagnelam karte z
talii. Wyszlo..10 mieczy ;o)...Troche mnie to zaniepokoilo i
wyciagnelam druga-Eremita.
Zgadnijcie czy poszlam i co ostatecznie te karty oznaczaly dla
mnie...

)
Rozwiazanie "zagadki" podam wkrotce