kryskaedka
18.02.08, 14:27
Pewnego dnia wulkany zaczęły ostro dawać czadu. Miliony ton pyłu i CO2 dostało
się do atmosfery. Ziemia ociepliła się do granic możliwości.. aż dinozaury
tego nie wytrzymały. Ale matka natura poradziła sobie jakoś…dokonała
samooczyszczenia. Rośliny pochłonęły CO2 i zmagazynowały energię już jako
skamieniałości głęboko pod ziemią.
Po jakimś czasie pewien gatunek dokopał się do kamienno - płynnej trucizny i
spala ją namiętnie zanieczyszczając atmosferę …
Już za 40 lat temperatura na ziemi podskoczy o 4 stopnie C ..co spowoduje
zalanie takich miast jak NY, Amsterdam… Rzeki takie jak Ganges wyschną a
miliardy ludzi zacznie emigrować w poszukiwaniu lepszych warunków życia.
Nastąpi chaos. Na ziemi przetrwa 20% populacji.
Możemy temu zapobiec….wystarczy zniszczyć własny samochód (poruszać się
rowerem albo hybrydą), wyłączać wszystko z gniazdek aby nie paliły się
czerwone lampki kontrolne, oddawać zużyte żarówki do sklepu, wyłączać
niepotrzebne światła i grzejniki, wyłapywać każdą stratę energii…itp.
Wstyd mi ale nie robie nic aby pozostawić świat nadający się do życia…dla
moich dzieci
Może zacznę od tych czerwonych lampek i żarówek