Dodaj do ulubionych

Nie tylko na Śląskim Szlaku V

    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 15:57
      rozbiorze,‎ ‎przyjął‎ ‎od‎ ‎niej‎ ‎sute‎ ‎zaopatrzenie‎ ‎i‎ ‎ab- dykował. Czy‎ ‎król‎ ‎taki‎ ‎może‎ ‎być‎ ‎nazwany‎ ‎„wielkim", „jednym‎ ‎z‎ ‎największych"‎ ‎i‎ ‎czy‎ ‎koniecznie‎ ‎prochy jego‎ ‎mają‎ ‎być‎ ‎złożone‎ ‎uroczyście‎ ‎na‎ ‎Wawelu? Czyż‎ ‎można‎ ‎tego‎ ‎kosmopolitę,‎ ‎odnoszącego‎ ‎się wobec‎ ‎obcych‎ ‎z‎ ‎największą‎ ‎pogardą‎ ‎dla‎ ‎własne go‎ ‎kraju,‎ ‎nazywać‎ ‎„wielkim‎ ‎Polakiem?". Sądzę,‎ ‎iż‎ ‎błędy‎ ‎Stanisława‎ ‎Augusta‎ ‎są‎ ‎tak wielkie,‎ ‎przewinienia‎ ‎jego‎ ‎wobec‎ ‎Polski‎ ‎tak‎ ‎cięż kie,‎ ‎iż‎ ‎przewyższają‎ ‎one‎ ‎bez‎ ‎żadnego‎ ‎porównania jego‎ ‎zasługi‎ ‎na‎ ‎polu‎ ‎kultury,‎ ‎oświaty‎ ‎(która zresztą,‎ ‎o‎ ‎ile‎ ‎idzie‎ ‎o‎ ‎szerokie‎ ‎masy‎ ‎ludności, o‎ ‎oświatę‎ ‎ludową,‎ ‎nie‎ ‎poczyniła‎ ‎za‎ ‎jego‎ ‎panowa nia‎ ‎prawie‎ ‎żadnych‎ ‎postępów)‎ ‎i‎ ‎sztuki. Czyż‎ ‎„Łazienki",‎ ‎o‎ ‎których‎ ‎się‎ ‎ciągle‎ ‎mówi, urządzenia‎ ‎Zamku,‎ ‎zbiór‎ ‎obrazów‎ ‎(wśród‎ ‎nich liczne‎ ‎portrety‎ ‎króla)‎ ‎dobrych‎ ‎mistrzów,‎ ‎przeważ nie‎ ‎zagranicznych,‎ ‎itp.‎ ‎niezbyt‎ ‎liczne‎ ‎inne‎ ‎pa miątki‎ ‎po‎ ‎królu‎ ‎zrównoważyć‎ ‎mogą‎ ‎utratę‎ ‎nie podległości‎ ‎państwa,‎ ‎do‎ ‎której‎ ‎się‎ ‎walnie‎ ‎przy czynił? Nowi‎ ‎zwolennicy‎ ‎króla‎ ‎przedstawiają‎ ‎go‎ ‎niemal jako‎ ‎twórcę‎ ‎kultury‎ ‎polskiej‎ ‎XVIII‎ ‎wieku.‎ ‎Czyżby Polska‎ ‎XVIII‎ ‎w.‎ ‎przed‎ ‎panowaniem‎ ‎St.‎ ‎Augusta była‎ ‎krajem‎ ‎dzikusów?‎ ‎Wszak‎ ‎nawet‎ ‎za‎ ‎Sasów biskupi‎ ‎Załuscy‎ ‎opiekowali‎ ‎się‎ ‎nauką‎ ‎i‎ ‎tworzyli bibliotekę,‎ ‎jedną‎ ‎z‎ ‎najcenniejszych‎ ‎w‎ ‎Europie. W‎ ‎pięknych‎ ‎zamkach‎ ‎i‎ ‎pałacach‎ ‎panów‎ ‎polskich znajdowały‎ ‎się‎ ‎wspaniałe‎ ‎dzieła‎ ‎sztuki‎ ‎najsław niejszych‎ ‎mistrzów.‎ ‎Zaś‎ ‎inicjatywę‎ ‎do‎ ‎szerokich reform‎ ‎w‎ ‎Polsce‎ ‎dał‎ ‎Konarski‎ ‎i‎ ‎rozpoczął‎ ‎na‎ ‎wiel ką‎ ‎skalę‎ ‎krzewienie‎ ‎oświaty‎ ‎w‎ ‎czasie,‎ ‎kiedy‎ ‎St. August‎ ‎był‎ ‎jeszcze‎ ‎dzieckiem. Gorzej‎ ‎jest,‎ ‎iż‎ ‎dla‎ ‎usprawiedliwienia‎ ‎jednostki podnosi‎ ‎się‎ ‎często‎ ‎w‎ ‎dyskusji‎ ‎najcięższe‎ ‎zarzuty
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 15:59
      Braniccy‎ ‎i‎ ‎Ponińscy‎ ‎i‎ ‎pomniejsze‎ ‎łotry‎ ‎i‎ ‎sprzedawczyki, których‎ ‎nie‎ ‎brakło‎ ‎na‎ ‎dworze‎ ‎króla‎ ‎Stasia. GROBY‎ ‎DLA‎ ‎KRÓLÓW. W‎ ‎dyskusji‎ ‎podnoszono‎ ‎argument,‎ ‎iż‎ ‎wszyscy królowie‎ ‎polscy‎ ‎powinni‎ ‎spocząć‎ ‎w‎ ‎podziemiach wawelskich,‎ ‎a‎ ‎zatem‎ ‎i‎ ‎Stanisława‎ ‎Augusta‎ ‎nie powinno‎ ‎się‎ ‎wykluczać.‎ ‎Tymczasem‎ ‎kilku‎ ‎królów polskich‎ ‎spoczywa‎ ‎snem‎ ‎wiecznym‎ ‎poza‎ ‎Wawe lem‎ ‎—‎ ‎a‎ ‎są‎ ‎pomiędzy‎ ‎nimi‎ ‎i‎ ‎potężne‎ ‎postacie‎ ‎— nikt‎ ‎jednak‎ ‎z‎ ‎tych,‎ ‎którzy‎ ‎dziś‎ ‎tak‎ ‎głośno‎ ‎przema wiają‎ ‎za‎ ‎St.‎ ‎Augustem,‎ ‎nie‎ ‎odezwał‎ ‎się‎ ‎poprzed nio‎ ‎za‎ ‎sprowadzeniem‎ ‎ich‎ ‎prochów‎ ‎na‎ ‎Wawel. Przeprowadzenie‎ ‎ich‎ ‎szczątków‎ ‎z‎ ‎miejsc‎ ‎ich‎ ‎do tychczasowego‎ ‎spoczynku‎ ‎natrafiłoby‎ ‎z‎ ‎pewnością na‎ ‎ogromne‎ ‎trudności,‎ ‎gdyż‎ ‎miasta,‎ ‎w‎ ‎których znajdują‎ ‎się‎ ‎ich‎ ‎groby,‎ ‎sprzeciwiałyby‎ ‎się‎ ‎utracie tych‎ ‎drogich‎ ‎im‎ ‎pamiątek.‎ ‎Mówiono‎ ‎też,‎ ‎iż,‎ ‎jeżeli wśród‎ ‎grobów‎ ‎wawelskich‎ ‎znajduje‎ ‎się‎ ‎trumna Augusta‎ ‎II,‎ ‎który‎ ‎w‎ ‎pewnych‎ ‎okresach‎ ‎swego‎ ‎pa nowania‎ ‎myślał‎ ‎o‎ ‎okrojeniu‎ ‎granic‎ ‎Polski,‎ ‎to‎ ‎prze cież‎ ‎i‎ ‎dla‎ ‎St.‎ ‎Augusta‎ ‎znaleźć‎ ‎się‎ ‎tam‎ ‎powinno miejsce. Zapewne‎ ‎August‎ ‎II‎ ‎był‎ ‎niegodnym‎ ‎królem. I‎ ‎z‎ ‎pewnością‎ ‎nikt‎ ‎by‎ ‎nie‎ ‎żałował,‎ ‎gdyby‎ ‎zwłoki jego‎ ‎znalazły‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎Saksonii.‎ ‎Sasi‎ ‎jednak‎ ‎o‎ ‎nie‎ ‎się nie‎ ‎upominali,‎ ‎chociaż‎ ‎ten‎ ‎ich‎ ‎elektor‎ ‎pozostawił im‎ ‎po‎ ‎sobie‎ ‎i‎ ‎piękne‎ ‎budowle‎ ‎i‎ ‎wspaniałe‎ ‎dzieła sztuki.‎ ‎Nie‎ ‎wiadomo‎ ‎nawet,‎ ‎czyby‎ ‎te‎ ‎zwłoki‎ ‎przy jęli.‎ ‎Spoczywają‎ ‎one‎ ‎przeszło‎ ‎200‎ ‎lat‎ ‎na‎ ‎Wawelu. Co‎ ‎innego‎ ‎zatem‎ ‎liczyć‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎faktem‎ ‎dokonanym przed‎ ‎dwoma‎ ‎wiekami,‎ ‎a‎ ‎co‎ ‎innego‎ ‎sprowadzać obecnie‎ ‎dobrowolnie‎ ‎szczątki‎ ‎króla,‎ ‎który‎ ‎wpraw dzie‎ ‎nie‎ ‎zamierzał‎ ‎okroić‎ ‎Polski,‎ ‎ale‎ ‎dopuścił‎ ‎do jej‎ ‎wykreślenia‎ ‎z‎ ‎mapy‎ ‎Europy.
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 16:02
      Czyż‎ ‎zarzut‎ ‎stałej,‎ ‎grubej‎ ‎przesady‎ ‎w‎ ‎podawa niu‎ ‎liczby‎ ‎wojsk‎ ‎nieprzyjacielskich,‎ ‎z‎ ‎którymi‎ ‎wal czył,‎ ‎nie‎ ‎jest‎ ‎ciężkim‎ ‎obwinieniem‎ ‎króla‎ ‎Jana‎ ‎III i‎ ‎obrazą‎ ‎jego‎ ‎pamięci? A‎ ‎gdzież‎ ‎byli‎ ‎podówczas‎ ‎dzisiejsi‎ ‎obrońcy‎ ‎kró lewskiego‎ ‎majestatu,‎ ‎godności‎ ‎i‎ ‎pamięci‎ ‎królów polskich?‎ ‎Kto‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎ujął‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎Sobieskim?‎ ‎Był on‎ ‎przecież‎ ‎także‎ ‎królem‎ ‎polskim,‎ ‎a‎ ‎co‎ ‎większa‎ ‎— bohaterem,‎ ‎który‎ ‎przez‎ ‎długie‎ ‎lata‎ ‎osłaniał‎ ‎Rzecz- pospolitę‎ ‎przed‎ ‎nawałą‎ ‎turecką,‎ ‎tatarską,‎ ‎kozac ką,‎ ‎wyzwalał‎ ‎z‎ ‎jasyru‎ ‎niezliczone‎ ‎rzesze‎ ‎ludności polskiej,‎ ‎a‎ ‎zwycięstwy‎ ‎swymi‎ ‎sławę‎ ‎oręża‎ ‎polskie go‎ ‎rozniósł‎ ‎po‎ ‎całym‎ ‎świecie‎ ‎cywilizowanym. „Wiadomości‎ ‎Literackie",‎ ‎w‎ ‎których‎ ‎Stanisław August‎ ‎znalazł‎ ‎tylu‎ ‎wielbicieli‎ ‎i‎ ‎obrońców,‎ ‎zamie ściły‎ ‎niedawno‎ ‎artykuły‎ ‎Boya‎ ‎o‎ ‎królowej‎ ‎Mary sieńce‎ ‎i‎ ‎Sobieskim.‎ ‎„Odbrązowiano"‎ ‎w‎ ‎nich‎ ‎po stać‎ ‎króla-bohatera,‎ ‎który‎ ‎wzbudzał‎ ‎poważanie‎ ‎lub trwogę‎ ‎u‎ ‎obcych,‎ ‎obronił‎ ‎nie‎ ‎tylko‎ ‎Polskę,‎ ‎ale i‎ ‎państwo‎ ‎sąsiednie,‎ ‎obronił‎ ‎zachodnią‎ ‎kulturę chrześcijańską. Gdy‎ ‎w‎ ‎doskonałym‎ ‎odczycie‎ ‎prof.‎ ‎Piwarski,‎ ‎sil nymi‎ ‎argumentami‎ ‎historycznymi,‎ ‎wystąpił‎ ‎prze ciwko‎ ‎„pomniejszaniu"‎ ‎Sobieskiego,‎ ‎prasa‎ ‎na‎ ‎ogół nie‎ ‎okazała‎ ‎zainteresowania‎ ‎dla‎ ‎obrony‎ ‎pamięci tego‎ ‎króla‎ ‎polskiego. Obrona,‎ ‎sentyment‎ ‎znalazły‎ ‎się,‎ ‎—‎ ‎ale‎ ‎tylko dla‎ ‎króla‎ ‎z‎ ‎trzech‎ ‎rozbiorów. Dziwne‎ ‎to‎ ‎i‎ ‎zastanawiające. WAWEL‎ ‎CZY‎ ‎WOŁCZYN? Na‎ ‎ironię‎ ‎losu‎ ‎zakrawałoby,‎ ‎gdyby‎ ‎Stanisław August‎ ‎spoczął‎ ‎pomiędzy‎ ‎współczesnymi‎ ‎mu‎ ‎bo haterskimi‎ ‎rycerzami,‎ ‎obrońcami‎ ‎honoru‎ ‎Polaków, Kościuszką‎ ‎i‎ ‎ks.‎ ‎Józefem,‎ ‎z‎ ‎których‎ ‎pierwszy‎ ‎oka

      zał‎ ‎królowi‎ ‎wzgardę,‎ ‎podając‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎dymisji‎ ‎i‎ ‎o- puszczając‎ ‎kraj‎ ‎w‎ ‎r.‎ ‎1792,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎roku‎ ‎insurekcji chronił‎ ‎go‎ ‎wprawdzie‎ ‎przed‎ ‎gniewem‎ ‎ludu‎ ‎war szawskiego,‎ ‎ale‎ ‎odsunął‎ ‎w‎ ‎zupełności‎ ‎od‎ ‎władzy, zaś‎ ‎drugi‎ ‎piętnował‎ ‎przystąpienie‎ ‎do‎ ‎Targowicy jako‎ ‎podłość‎ ‎i‎ ‎zniżenie‎ ‎się‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎zdrajców‎ ‎Ojczy zny.‎ ‎Nie‎ ‎na‎ ‎Wawelu‎ ‎miejsce‎ ‎dla‎ ‎Stanisława‎ ‎Augu sta.‎ ‎Kiedy‎ ‎już‎ ‎spoczywa‎ ‎w‎ ‎Wołczynie‎ ‎—‎ ‎niechaj tam‎ ‎pozostanie.
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 16:04
      Oryginalnie‎ ‎ujął‎ ‎sprawę‎ ‎p.‎ ‎J.‎ ‎Kawecki‎ ‎w‎ ‎„Ju trze‎ ‎Pracy"‎ ‎(nr‎ ‎35)‎ ‎w‎ ‎artykule‎ ‎p.‎ ‎tyt.‎ ‎„Targo wica‎ ‎rediviva",‎ ‎wywodząc,‎ ‎iż‎ ‎St.‎ ‎August‎ ‎był‎ ‎wy bitnym‎ ‎członkiem‎ ‎agentury‎ ‎(masonerii)‎ ‎i‎ ‎jej‎ ‎po lityki,‎ ‎pionkiem‎ ‎wolnomularstwa",‎ ‎a‎ ‎za‎ ‎złożeniem „żałobnych‎ ‎szczątków"‎ ‎króla‎ ‎na‎ ‎Wawelu‎ ‎opowia dają‎ ‎się‎ ‎„wygodne‎ ‎pięknoduchy",‎ ‎zaś‎ ‎protest przeciwko‎ ‎pochówkowi‎ ‎w‎ ‎Wołczynie‎ ‎świadczy o‎ ‎tym,‎ ‎że‎ ‎„Targowica‎ ‎rediviva".‎ ‎Pisze‎ ‎on‎ ‎dalej, że‎ ‎„w‎ ‎mafii,‎ ‎której‎ ‎oto‎ ‎najjaśniejszemi‎ ‎gwarant- kami‎ ‎są‎ ‎internacjonały,‎ ‎kominterny,‎ ‎grand-orien- ty...‎ ‎aż‎ ‎zawrzało...‎ ‎kupione‎ ‎przez‎ ‎mafię‎ ‎skrybi- faksy‎ ‎i‎ ‎załgane‎ ‎legitymisty‎ ‎leją‎ ‎atramentem..."‎ ‎itp. Temu‎ ‎wywodowi,‎ ‎pozostawiającemu‎ ‎wiele‎ ‎do życzenia‎ ‎pod‎ ‎względem‎ ‎formy,‎ ‎nie‎ ‎można‎ ‎jednak odmówić‎ ‎całkowicie‎ ‎słuszności‎ ‎co‎ ‎do‎ ‎treści:‎ ‎Ma sonerii,‎ ‎która‎ ‎prowadzi‎ ‎obecnie‎ ‎dość‎ ‎ożywioną akcję‎ ‎dla‎ ‎wykazania‎ ‎zasług‎ ‎wolnomularstwa‎ ‎pol skiego‎ ‎w‎ ‎końcu‎ ‎XVIII.‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎pierwszych‎ ‎dziesiąt kach‎ ‎XIX-go‎ ‎wieku‎ ‎dla‎ ‎sprawy‎ ‎polskiej‎ ‎—‎ ‎z‎ ‎któ rym‎ ‎to‎ ‎wolnomularstwem‎ ‎dzisiejsza‎ ‎masoneria bardzo‎ ‎mało‎ ‎ma‎ ‎co‎ ‎wspólnego‎ ‎—‎ ‎zależy‎ ‎oczywi ście‎ ‎na‎ ‎rehabilitacji‎ ‎króla-masona.‎ ‎Zapewne i‎ ‎w‎ ‎obecnej‎ ‎akcji‎ ‎na‎ ‎rzecz‎ ‎pamięci‎ ‎Stan.‎ ‎Augusta ma‎ ‎ona‎ ‎jakiś‎ ‎udział,‎ ‎którego‎ ‎nie‎ ‎należy‎ ‎jednak przeceniać. W‎ ‎artykule‎ ‎„Wiadomości‎ ‎Literackich"‎ ‎z‎ ‎14-go sierpnia‎ ‎b.‎ ‎r.,‎ ‎p.‎ ‎tyt.‎ ‎„Wolnomularze",‎ ‎wymie niono‎ ‎wśród‎ ‎wybitnych‎ ‎masonów‎ ‎—‎ ‎rzeczywi stych‎ ‎lub‎ ‎częstokroć‎ ‎urojonych‎ ‎—‎ ‎króla‎ ‎Stanisła wa‎ ‎Augusta,‎ ‎który‎ ‎rzeczywiście‎ ‎był‎ ‎wolnomula- rzem.‎ ‎Wykaz‎ ‎ich‎ ‎zaopatrzono‎ ‎uwagą:‎ ‎„towarzy stwo‎ ‎wcale‎ ‎niezłe,‎ ‎chciałoby‎ ‎się‎ ‎poprostu‎ ‎powie dzieć‎ ‎—‎ ‎...elita".‎ ‎Zapomniano‎ ‎jednak‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎„to warzystwie"‎ ‎m.‎ ‎in.‎ ‎o‎ ‎osobistości,‎ ‎która‎ ‎bez sprzecznie‎ ‎była‎ ‎masonem,‎ ‎a‎ ‎równocześnie‎ ‎z‎ ‎kró lem‎ ‎odegrała‎ ‎bardzo‎ ‎znaczną‎ ‎rolę:‎ ‎o‎ ‎Szczęsnym
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 16:06
      przeciwko‎ ‎umieszczeniu‎ ‎zwłok‎ ‎St.‎ ‎Augusta‎ ‎na Wawelu:‎ ‎żołnierz-ochotnik‎ ‎z‎ ‎r.‎ ‎1920,‎ ‎p.‎ ‎D.‎ ‎Dro- biński,‎ ‎nie‎ ‎chce‎ ‎słyszeć‎ ‎o‎ ‎królu-Targowiczanie: „trzęsę‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎samą‎ ‎myśl‎ ‎o‎ ‎Targowicy‎ ‎i‎ ‎jej‎ ‎na stępstwach‎ ‎...w‎ ‎każdymbądź‎ ‎razie‎ ‎dopóki‎ ‎słychać nadchodzące‎ ‎burze‎ ‎—‎ ‎tak‎ ‎ze‎ ‎wschodu‎ ‎jak‎ ‎i‎ ‎za chodu‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎może‎ ‎być‎ ‎mowy‎ ‎o‎ ‎jakiemkolwiek uczczeniu‎ ‎targowiczan". Nawiązując‎ ‎do‎ ‎tej‎ ‎opinii,‎ ‎pisze‎ ‎znana‎ ‎autorka, p.‎ ‎Maria‎ ‎Dąbrowska‎ ‎(nr‎ ‎z‎ ‎18‎ ‎września):‎ ‎„Ten głos‎ ‎„szarego‎ ‎człowieka"‎ ‎jest‎ ‎tu‎ ‎jedyną‎ ‎wypo wiedzią‎ ‎w‎ ‎całej‎ ‎pełni‎ ‎godną‎ ‎zdrowego‎ ‎duchowo Polaka‎ ‎i‎ ‎obywatela,‎ ‎który‎ ‎miał‎ ‎odwagę‎ ‎przeciw stawić‎ ‎się‎ ‎estetyzującemu‎ ‎i‎ ‎niestety‎ ‎w‎ ‎znacznej części‎ ‎histeryzującemu‎ ‎chórowi‎ ‎polskiej‎ ‎elity umysłowej‎ ‎i‎ ‎artystycznej".‎ ‎Następnie‎ ‎przypomina ona‎ ‎ciężkie‎ ‎przewinienia‎ ‎St.‎ ‎Augusta‎ ‎wobec‎ ‎Pol ski‎ ‎i‎ ‎zaznacza:‎ ‎„tych‎ ‎wszystkich‎ ‎win‎ ‎niktby‎ ‎już nieszczęśliwemu‎ ‎i‎ ‎płaczliwemu‎ ‎grzesznikowi‎ ‎nie wypomniał,‎ ‎gdyby‎ ‎nie‎ ‎żałośna‎ ‎próba‎ ‎gloryfiko wania‎ ‎jego‎ ‎pamięci,‎ ‎podjęta‎ ‎przez‎ ‎polskie‎ ‎piękne duchy,‎ ‎łudzące‎ ‎się,‎ ‎że‎ ‎służą‎ ‎tu‎ ‎sprawie‎ ‎kultury, a‎ ‎nawet,‎ ‎pożal‎ ‎się‎ ‎Boże,‎ ‎sprawie‎ ‎majestatu‎ ‎Rze czypospolitej.‎ ‎Prochy‎ ‎Stanisława‎ ‎Augusta‎ ‎wró ciły‎ ‎do‎ ‎kraju‎ ‎i‎ ‎spoczęły‎ ‎w‎ ‎jego‎ ‎rodzinnych‎ ‎stro nach.‎ ‎Stało‎ ‎się‎ ‎bardzo‎ ‎źle,‎ ‎że‎ ‎pochowano‎ ‎je‎ ‎w‎ ‎ta jemnicy,‎ ‎gdyż‎ ‎jawność‎ ‎dałaby‎ ‎ujście‎ ‎chęciom tych‎ ‎—‎ ‎wierzę‎ ‎iż‎ ‎nielicznych‎ ‎—‎ ‎Polaków,‎ ‎którzy czują‎ ‎potrzebę‎ ‎składania‎ ‎hołdu‎ ‎raczej‎ ‎niechlub nym‎ ‎niż‎ ‎budującym‎ ‎wspomnieniom‎ ‎naszej‎ ‎prze szłości.‎ ‎Stanowisko‎ ‎władz‎ ‎było‎ ‎tutaj‎ ‎arbitralne i‎ ‎nieszczere,‎ ‎i‎ ‎to‎ ‎się‎ ‎mści,‎ ‎bo‎ ‎to‎ ‎właśnie‎ ‎dopro wadziło‎ ‎do‎ ‎przekornego‎ ‎i‎ ‎gorszącego‎ ‎widowiska gloryfikacji‎ ‎przez‎ ‎elitę‎ ‎umysłową‎ ‎i‎ ‎artystyczną tego,‎ ‎który‎ ‎na‎ ‎litość,‎ ‎pobłażanie,‎ ‎nawet‎ ‎na‎ ‎współ czucie,‎ ‎może‎ ‎i‎ ‎zasługuje,‎ ‎ale‎ ‎na‎ ‎królewskie‎ ‎po grzeby‎ ‎i‎ ‎honory‎ ‎—‎ ‎nigdy".
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 16:08
      rodu,‎ ‎by‎ ‎nie‎ ‎ruszać‎ ‎tej‎ ‎trumny“.‎ ‎Gen.‎ ‎Kukieł oświadcza‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎podziemiami‎ ‎katedry‎ ‎św.‎ ‎Jana w‎ ‎Warszawie. Wybitny‎ ‎historyk‎ ‎literatury,‎ ‎b.‎ ‎rektor‎ ‎uniw. wileńskiego,‎ ‎prof.‎ ‎Pigoń,‎ ‎przypomniał‎ ‎haniebne zachowanie‎ ‎się‎ ‎St.‎ ‎Augusta‎ ‎na‎ ‎sejmie‎ ‎grodzień skim,‎ ‎przy‎ ‎zatwierdzaniu‎ ‎drugiego‎ ‎rozbioru‎ ‎i‎ ‎za znaczył,‎ ‎iż‎ ‎po‎ ‎trzecim‎ ‎rozbiorze‎ ‎„Stan.‎ ‎August nie‎ ‎zdobył‎ ‎się‎ ‎ani‎ ‎przez‎ ‎moment‎ ‎na‎ ‎tę‎ ‎wielkość duszy,‎ ‎której‎ ‎przykład‎ ‎mieliśmy‎ ‎niedawno‎ ‎pa trząc‎ ‎na‎ ‎losy‎ ‎nieszczęśliwego‎ ‎Heile‎ ‎Selassie. Podpisując‎ ‎abdykację‎ ‎w‎ ‎zamian‎ ‎za‎ ‎pensję‎ ‎rosyj ską,‎ ‎zamknął‎ ‎sobie‎ ‎Stan.‎ ‎August‎ ‎drzwi‎ ‎do‎ ‎pod ziemi‎ ‎wawelskich". Prof,‎ ‎historii‎ ‎sztuki‎ ‎Szydłowski‎ ‎zaznacza:‎ ‎„Za sługi‎ ‎Stan.‎ ‎Augusta‎ ‎na‎ ‎polu‎ ‎kultury‎ ‎i‎ ‎sztuki‎ ‎— bezwzględnie‎ ‎bardzo‎ ‎duże‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎równoważą‎ ‎jed nak‎ ‎jego‎ ‎błędów‎ ‎jako‎ ‎króla,‎ ‎jako‎ ‎polityka".‎ ‎Inni historycy‎ ‎sztuki‎ ‎oświadczają‎ ‎się‎ ‎jednak‎ ‎za‎ ‎Wa welem. Docent‎ ‎historii‎ ‎sztuki,‎ ‎dr.‎ ‎Bochnak,‎ ‎twierdzi, że‎ ‎oprócz‎ ‎królów,‎ ‎którzy‎ ‎.‎ ‎zmarli‎ ‎za‎ ‎granicą, wszyscy‎ ‎inni,‎ ‎począwszy‎ ‎od‎ ‎Łokietka,‎ ‎spoczęli‎ ‎na Wawelu.‎ ‎Pozwalam‎ ‎sobie‎ ‎jednak‎ ‎mu‎ ‎przypom nieć,‎ ‎iż‎ ‎Aleksander‎ ‎Jagiellończyk‎ ‎umarł‎ ‎w‎ ‎kraju, a‎ ‎pochowany‎ ‎został‎ ‎w‎ ‎Wilnie.‎ ‎Opinii‎ ‎dra‎ ‎Boch naka:‎ ‎„Stanisława‎ ‎Augusta‎ ‎uważam‎ ‎za‎ ‎wielkiego króla,‎ ‎mimo‎ ‎ujemnych‎ ‎stron‎ ‎charakteru"‎ ‎pozwolę sobie‎ ‎przeciwstawić‎ ‎zdanie‎ ‎wybitnego‎ ‎historyka, wypowiedziane‎ ‎w‎ ‎analogicznym‎ ‎wypadku‎ ‎w‎ ‎„Zwro cie"‎ ‎z‎ ‎14‎ ‎sierpnia‎ ‎b.‎ ‎r.,‎ ‎zakończone‎ ‎słowami: „Różne‎ ‎epiteta‎ ‎pochwalne,‎ ‎można‎ ‎by‎ ‎dopuścić w‎ ‎apologiach‎ ‎Stanisława‎ ‎Augusta...‎ ‎prócz‎ ‎jedne go‎ ‎:‎ ‎„wielki".
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 16:10
      Sasów.‎ ‎Inicjatywa‎ ‎i‎ ‎zorganizowanie‎ ‎Szkoły‎ ‎Ry- serskiej‎ ‎to‎ ‎przeważnie‎ ‎zasługa‎ ‎innych‎ ‎ludzi‎ ‎m.‎ ‎in. Adama‎ ‎Czartoryskiego.‎ ‎Przyznać‎ ‎jednak‎ ‎trzeba, że‎ ‎Stan.‎ ‎August‎ ‎życzliwie‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎niej‎ ‎odnosił. STANISŁAW‎ ‎AUGUST‎ ‎A‎ ‎WOJSKO. Co‎ ‎do‎ ‎wojska‎ ‎przytoczę‎ ‎najpierw‎ ‎zdanie‎ ‎zna komitego‎ ‎znawcy‎ ‎stosunków‎ ‎wojskowych‎ ‎w‎ ‎Pol sce,‎ ‎gen.‎ ‎Kukiela,‎ ‎w‎ ‎jego‎ ‎„Zarysie‎ ‎historii‎ ‎woj skowości‎ ‎w‎ ‎Polsce",‎ ‎str.‎ ‎161:‎ ‎„Wpływ‎ ‎stanowczy Rosji‎ ‎na‎ ‎Rząd‎ ‎Rzplitej,‎ ‎uzyskany‎ ‎po‎ ‎pogromie Barzan,‎ ‎sprawił,‎ ‎że‎ ‎Imperatorowa‎ ‎Katarzyna‎ ‎II nie‎ ‎sprzeciwiała‎ ‎się‎ ‎podniesieniu‎ ‎komputu‎ ‎woj ska‎ ‎do‎ ‎30‎ ‎głów.‎ ‎Stan‎ ‎ten‎ ‎zresztą‎ ‎nie‎ ‎został osiągnięty.‎ ‎Stan‎ ‎faktyczny‎ ‎wojska‎ ‎w‎ ‎ciągu‎ ‎12‎ ‎lat podniósł‎ ‎się‎ ‎zaledwie‎ ‎do‎ ‎18.500“. Król‎ ‎i‎ ‎Sejm‎ ‎czteroletni‎ ‎uchwalili‎ ‎—‎ ‎jak‎ ‎świad czy‎ ‎wpis‎ ‎do‎ ‎aktów‎ ‎grodzkich‎ ‎warszawskich z‎ ‎22‎ ‎października‎ ‎1788‎ ‎r.‎ ‎(Volumina‎ ‎Legum‎ ‎IX, 52),‎ ‎powiększenie‎ ‎wojska‎ ‎do‎ ‎stu‎ ‎tysięcy.‎ ‎W‎ ‎roku 1791,‎ ‎w‎ ‎obliczu‎ ‎nadciągającej‎ ‎wojny,‎ ‎doprowa dzono‎ ‎je‎ ‎do‎ ‎niespełna‎ ‎57‎ ‎tysięcy,‎ ‎z‎ ‎czego‎ ‎około 30‎ ‎tysięcy‎ ‎stanęło‎ ‎pod‎ ‎dowództwem‎ ‎ks.‎ ‎Józefa na‎ ‎placu‎ ‎boju‎ ‎na‎ ‎początku‎ ‎walki.‎ ‎W‎ ‎ciągu‎ ‎paru miesięcy‎ ‎ks.‎ ‎Józef‎ ‎i‎ ‎Kościuszko‎ ‎doprowadzili‎ ‎je, nowymi,‎ ‎improwizowanymi‎ ‎formacjami,‎ ‎nieco‎ ‎po nad‎ ‎70‎ ‎tysięcy.‎ ‎Cóż‎ ‎król‎ ‎robił‎ ‎przez‎ ‎tyle‎ ‎lat‎ ‎dla „wzrastającej‎ ‎żywo‎ ‎za‎ ‎jego‎ ‎czasów‎ ‎armii‎ ‎naro dowej‎ ‎?“‎ ‎Pieniądze‎ ‎szły‎ ‎na‎ ‎jego‎ ‎zabawy‎ ‎i‎ ‎upodo bania‎ ‎artystyczne.‎ ‎A‎ ‎można‎ ‎było‎ ‎przecież‎ ‎stwo rzyć‎ ‎silną‎ ‎armię.‎ ‎Gdy‎ ‎po‎ ‎drugim‎ ‎rozbiorze,‎ ‎król i‎ ‎Sejm‎ ‎grodzieński‎ ‎zgodzili‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎redukcję‎ ‎ca łego‎ ‎wojska‎ ‎„wolnych‎ ‎obojga‎ ‎narodów"‎ ‎na‎ ‎nie spełna‎ ‎18,‎ ‎a‎ ‎później‎ ‎Rada‎ ‎Nieustająca‎ ‎na‎ ‎15.5 ludzi,‎ ‎zdołał‎ ‎Kościuszko‎ ‎w‎ ‎ciągu‎ ‎kilkumiesięcznej insurekcji‎ ‎wyczarować‎ ‎siłę‎ ‎zbrojną‎ ‎narodową około‎ ‎150‎ ‎tysięcy‎ ‎ludzi,‎ ‎z‎ ‎czego‎ ‎prawie‎ ‎100
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 17:47
      MÓWIĄ ŻE TO KOLEJOWE UZDROWISKO - www.msn.com.pl - 14.07.2023
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 18:43
      ŻORY ROWEROWĄ STOLICĄ GÓRNEGO ŚLĄSKA - Nasze Miasto - 14.07.2023
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 19:06
      ODPUST U BABCI ANNY - Radio Eska - 14.07.2023
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 20:08
      DOLINA ŚMIERCI IM NIESTRASZNA. TURYŚCI ZJEŻDŻAJĄ DO NAJGORĘTSZEGO MIEJSCA NA ZIEMI - Gazeta - 14.07.2023
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 20:30
      KRAKÓW. DOM W ŚRODKU PARKU - Interia - 14.07.2023
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 14.07.23, 23:56
      30-LETNIA‎ ‎DZIAŁALNOŚĆ‎ ‎STAN.‎ ‎AUGUSTA. Czcigodny‎ ‎Profesor‎ ‎pisze‎ ‎dalej:‎ ‎„Czembyśmy się‎ ‎stali‎ ‎po‎ ‎katastrofie‎ ‎drugiego‎ ‎i‎ ‎trzeciego‎ ‎roz bioru,‎ ‎gdyby‎ ‎nie‎ ‎trzydziestoletnia‎ ‎działalność mądrego‎ ‎i‎ ‎kulturalnego‎ ‎monarchy!" Po‎ ‎rozbiorach,‎ ‎do‎ ‎których‎ ‎się‎ ‎St.‎ ‎August‎ ‎przy czynił,‎ ‎a‎ ‎losy‎ ‎Polski‎ ‎zapieczętował‎ ‎abdykacją, bylibyśmy‎ ‎zginęli‎ ‎w‎ ‎hańbie‎ ‎jako‎ ‎państwo,‎ ‎gdyby nie‎ ‎pamięć‎ ‎czynu‎ ‎Kościuszki,‎ ‎który‎ ‎honor‎ ‎Po laków‎ ‎ocalił,‎ ‎i‎ ‎czyn‎ ‎Dąbrowskiego,‎ ‎który‎ ‎wyka zał,‎ ‎że‎ ‎„jeszcze‎ ‎Polska‎ ‎nie‎ ‎zginęła".‎ ‎Z‎ ‎jednym i‎ ‎drugim‎ ‎czynem‎ ‎Stan.‎ ‎August‎ ‎nie‎ ‎miał‎ ‎absolutnie nic‎ ‎wspólnego. Wskazywanie‎ ‎na‎ ‎30‎ ‎lat‎ ‎panowania‎ ‎St.‎ ‎Augu sta‎ ‎jest‎ ‎tylko‎ ‎obciążaniem‎ ‎jego‎ ‎pamięci.‎ ‎Trzy dzieści‎ ‎lat,‎ ‎to‎ ‎jedna‎ ‎generacja.‎ ‎Wszak‎ ‎można‎ ‎było wychować‎ ‎dla‎ ‎Polski‎ ‎nowe‎ ‎zupełnie‎ ‎pokolenie. Można‎ ‎było‎ ‎postarać‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎zasobny‎ ‎skarb‎ ‎i‎ ‎silne wojsko;‎ ‎stworzyć‎ ‎potężne‎ ‎państwo. Porównajmy‎ ‎co‎ ‎zdziałał‎ ‎żyjący‎ ‎współcześnie z‎ ‎Stan.‎ ‎Augustem,‎ ‎a‎ ‎mający‎ ‎także‎ ‎upodobania naukowo‎ ‎-‎ ‎artystyczne,‎ ‎troszczący‎ ‎się‎ ‎jednak o‎ ‎skarb‎ ‎i‎ ‎wojsko,‎ ‎Fryderyk‎ ‎II,‎ ‎władca‎ ‎państwa o‎ ‎wiele‎ ‎mniejszego‎ ‎obszarem‎ ‎i‎ ‎ludnością‎ ‎od‎ ‎Pol ski.‎ ‎Opierał‎ ‎się‎ ‎on‎ ‎zwycięsko‎ ‎koalicji‎ ‎złożonej z‎ ‎Austrii,‎ ‎Rosji,‎ ‎Saksonii‎ ‎i‎ ‎td.;‎ ‎powiększył‎ ‎swoje państwo‎ ‎o‎ ‎terytoria‎ ‎i‎ ‎ludność‎ ‎większą,‎ ‎aniżeli‎ ‎te, które‎ ‎odziedziczył;‎ ‎pozostawił‎ ‎je‎ ‎świetnie‎ ‎admi nistrowane.‎ ‎Otoczył‎ ‎się‎ ‎licznym‎ ‎gronem‎ ‎znako mitych‎ ‎dowódców,‎ ‎mężów‎ ‎stanu,‎ ‎administratorów. CZY‎ ‎STAN.‎ ‎AUGUST‎ ‎BYŁ‎ ‎WIELKIM‎ ‎KRÓLEM? Profesor‎ ‎Estreicher‎ ‎uważa‎ ‎Stan.‎ ‎Augusta‎ ‎za „wielkiego‎ ‎—‎ ‎mimo‎ ‎wszystkich‎ ‎swych‎ ‎błędów‎ ‎— króla".
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 00:01
      ROZDZIAŁ‎ ‎I.
      LEGENDA Wapienne‎ ‎wzgórze‎ ‎Wawelu,‎ ‎wznoszące‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎236‎ ‎m‎ ‎nad poziom‎ ‎morza,‎ ‎a‎ ‎21‎ ‎m‎ ‎nad‎ ‎poziom‎ ‎miasta‎ ‎Krakowa,‎ ‎otoczone‎ ‎jest w‎ ‎bliższej‎ ‎lub‎ ‎dalszej‎ ‎odległości‎ ‎licznemi‎ ‎wzgórzami‎ ‎podobnego składu,‎ ‎jak‎ ‎Skałka,‎ ‎Krzemionki,‎ ‎Skały‎ ‎Twardowskiego, Panieńskie‎ ‎Skały.‎ ‎W‎ ‎kilkunastokilometrowej‎ ‎odległości‎ ‎od tych‎ ‎pagórków‎ ‎znajdują‎ ‎się‎ ‎malownicze‎ ‎jary‎ ‎wapienne,‎ ‎nazywane dolinami,‎ ‎jak‎ ‎ojcowska,‎ ‎mnikowsk‎ ‎a.‎ ‎W‎ ‎wzgórzach‎ ‎tych‎ ‎i‎ ‎jarach wody‎ ‎mórz‎ ‎i‎ ‎rzek‎ ‎wyżłobiły‎ ‎liczne‎ ‎groty‎ ‎i‎ ‎jaskinie,‎ ‎z‎ ‎których Ciemna‎ ‎w‎ ‎dolinie‎ ‎ojcowskiej‎ ‎jest‎ ‎długą‎ ‎80—90‎ ‎m,‎ ‎szeroką‎ ‎25— 30‎ ‎m,‎ ‎a‎ ‎wysoką‎ ‎15—-18‎ ‎m.‎ ‎Smocza‎ ‎Jama‎ ‎pod‎ ‎Wawelem‎ ‎jest mniejsza,‎ ‎składa‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎kilku‎ ‎komór‎ ‎i‎ ‎korytarzy‎ ‎i‎ ‎ma‎ ‎58‎ ‎m‎ ‎długości. Jaskinie‎ ‎te,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎ojcowskie‎ ‎i‎ ‎mnikowskie,‎ ‎były‎ ‎w‎ ‎okresie paleolitycznym‎ ‎i‎ ‎neolitycznym‎ ‎zamieszkiwane‎ ‎przez‎ ‎człowieka. W‎ ‎wykopaliskach,‎ ‎dokonanych‎ ‎w‎ ‎tych‎ ‎grotach,‎ ‎znaleziono‎ ‎narzędzia kamienne,‎ ‎skorupy‎ ‎naczyń‎ ‎glinianych‎ ‎z‎ ‎ornamentem‎ ‎falistym‎ ‎i‎ ‎pas mowym,‎ ‎kości‎ ‎mamuta,‎ ‎renifera,‎ ‎hieny‎ ‎i‎ ‎niedźwiedzia‎ ‎jaskiniowego. W‎ ‎historycznych‎ ‎czasach‎ ‎służyły‎ ‎niekiedy‎ ‎za‎ ‎schroniska‎ ‎prześlado wanych.‎ ‎W‎ ‎jaskiniach‎ ‎ojcowskich‎ ‎miał‎ ‎się,‎ ‎według‎ ‎podań,‎ ‎ukrywać Władysław‎ ‎Łokietek‎ ‎przed‎ ‎żołnierzami‎ ‎namiestnika‎ ‎czeskiego‎ ‎w‎ ‎Kra kowie;‎ ‎w‎ ‎grocie‎ ‎Twardowskiego‎ ‎sławny‎ ‎czarnoksiężnik‎ ‎przed‎ ‎oczyma zabobonnego‎ ‎gminu‎1‎.
      1‎ ‎Słownik‎ ‎geograf.‎ ‎IV,‎ ‎587,‎ ‎VII.,‎ ‎413—420.‎ ‎Literatura‎ ‎jaskiń,‎ ‎szczegól nie‎ ‎ojcowskich,‎ ‎jest‎ ‎bardzo‎ ‎bogata‎ ‎i‎ ‎obejmuje‎ ‎liczne‎ ‎artykuły‎ ‎Zawiszy‎ ‎J.,‎ ‎Ossow
      2
      Dziwne‎ ‎kształty‎ ‎skał‎ ‎wapiennych,‎ ‎tajemnicze‎ ‎wejścia‎ ‎do‎ ‎jaskiń, osobliwi‎ ‎ich‎ ‎mieszkańcy,‎ ‎dały‎ ‎powód‎ ‎do‎ ‎utworzenia‎ ‎legend,‎ ‎w‎ ‎które obfituje‎ ‎szczególnie‎ ‎dolina‎ ‎ojcowska.‎ ‎Do‎ ‎Smoczej‎ ‎Jamy‎ ‎w‎ ‎wnę trzu‎ ‎Wawelu‎ ‎przylgnęło‎ ‎najdawniejsze‎ ‎nasze‎ ‎podanie‎ ‎o‎ ‎Krakusie i‎ ‎Wandzie,‎ ‎które‎ ‎zapisał‎ ‎były‎ ‎biskup‎ ‎krakowski,‎ ‎mistrz‎ ‎Wincenty, zwany‎ ‎zazwyczaj‎ ‎Kadłubkiem,‎ ‎z‎ ‎początku‎ ‎XIII‎ ‎w. »Przed‎ ‎Aleksandrem‎ ‎Wielkim,‎ ‎w‎ ‎wielkim‎ ‎kraju‎ ‎Europy‎ ‎na północ‎ ‎od‎ ‎Bułgarji‎ ‎i‎ ‎Karyntji‎ ‎panował‎ ‎książę‎ ‎Graccus.‎ ‎W‎ ‎państwie jego‎ ‎w‎ ‎jamie‎ ‎pewnej‎ ‎skały‎ ‎żył‎ ‎potwór‎ ‎niezmiernie‎ ‎dziki,‎ ‎któremu co‎ ‎tydzień‎ ‎musiano‎ ‎przypędzać‎ ‎pewną‎ ‎ilość‎ ‎bydła,‎ ‎bo‎ ‎inaczej‎ ‎rzu cał‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎ludzi.‎ ‎Graccus,‎ ‎nie‎ ‎mogąc‎ ‎znieść‎ ‎tego‎ ‎ciężaru,‎ ‎kazał synom‎ ‎zabić‎ ‎smoka.‎ ‎Kilkakroć‎ ‎uderzali‎ ‎na‎ ‎niego,‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎mogąc‎ ‎go pożyć,‎ ‎użyli‎ ‎podstępu.‎ ‎Zamiast‎ ‎bydląt‎ ‎podłożyli‎ ‎smokowi‎ ‎skóry‎ ‎na pełnione‎ ‎zapaloną‎ ‎siarką,‎ ‎i‎ ‎te‎ ‎potwór‎ ‎połknął‎ ‎i‎ ‎zdechł.‎ ‎Powodzenie w‎ ‎trudnem‎ ‎dziele‎ ‎obudziło‎ ‎zazdrość‎ ‎braci:‎ ‎młodszy‎ ‎zamordował starszego‎ ‎i‎ ‎udał‎ ‎przed‎ ‎ojcem,‎ ‎że‎ ‎przez‎ ‎potwora‎ ‎zabity‎ ‎został.‎ ‎Przy jęty‎ ‎jako‎ ‎zwycięzca,‎ ‎nastąpił‎ ‎po‎ ‎ojcu,‎ ‎ale‎ ‎gdy‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎jego‎ ‎zbrodni dowiedziano,‎ ‎skazany‎ ‎został‎ ‎na‎ ‎wygnanie.‎ ‎Wkrótce‎ ‎potem‎ ‎na‎ ‎smo czej‎ ‎skale‎ ‎założono‎ ‎sławne‎ ‎miasto,‎ ‎od‎ ‎imienia‎ ‎Graccusa‎ ‎Krakowem nazwane.‎ ‎Obrzędów‎ ‎pogrzebowych‎ ‎nie‎ ‎zaprzestano‎ ‎pierwej,‎ ‎nim założenia‎ ‎miasta‎ ‎nie‎ ‎dokonano.‎ ‎Nazwisko‎ ‎miasta‎ ‎wywodzili‎ ‎niektó rzy‎ ‎od‎ ‎krakania‎ ‎kruków,‎ ‎które‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎ciała‎ ‎Graccusa‎ ‎zleciały.‎ ‎Po śmierci‎ ‎tego‎ ‎sławnego‎ ‎księcia,‎ ‎senatorowie‎ ‎wybrali‎ ‎jego‎ ‎córkę‎ ‎jedy naczkę,‎ ‎Wandę,‎ ‎na,‎ ‎królowę.‎ ‎Niezwykła‎ ‎jej‎ ‎mądrość‎ ‎i‎ ‎nadziemska piękność‎ ‎podbijały‎ ‎wrogów.‎ ‎Gdy‎ ‎pewien‎ ‎książę‎ ‎niemiecki‎ ‎naszedł jej‎ ‎państwo,‎ ‎wojsko‎ ‎bić‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎nią‎ ‎nie‎ ‎chciało.‎ ‎Najeźdźca‎ ‎postanowił z‎ ‎życia‎ ‎swego‎ ‎uczynić‎ ‎ofiarę‎ ‎bogom‎ ‎podziemnym‎ ‎i‎ ‎rzucił‎ ‎się‎ ‎na własny‎ ‎miecz‎ ‎z‎ ‎okrzykiem:‎ ‎Niech‎ ‎Wanda‎ ‎morzu,‎ ‎lądowi‎ ‎i‎ ‎niebio som‎ ‎rozkazuje‎ ‎—‎ ‎Vanda‎ ‎mart,‎ ‎Vanda‎ ‎terrae,‎ ‎aeri‎ ‎Vanda‎ ‎im- peret.‎ ‎Od‎ ‎niej‎ ‎Wisła‎ ‎miała‎ ‎przybrać‎ ‎nazwę‎ ‎Wandal,‎ ‎a‎ ‎mieszkańcy‎ ‎— Wandalowie.‎ ‎Wanda‎ ‎przełożyła‎ ‎dziewictwo‎ ‎nad‎ ‎małżeństwo‎ ‎i‎ ‎umarła bez‎ ‎potomstwa,‎ ‎wskutek‎ ‎czego‎ ‎kraj‎ ‎nasz‎ ‎popadł‎ ‎następnie‎ ‎w‎ ‎długą niemoc«‎ ‎'. skiego‎ ‎G.‎ ‎i‎ ‎Czarnowskiego‎ ‎S.,‎ ‎z‎ ‎lat‎ ‎1873—1904,‎ ‎ogłoszone‎ ‎w‎ ‎Wiaclom.‎ ‎archeo log.,‎ ‎Pamiętniku‎ ‎fizjograf,‎ ‎i‎ ‎Zbiorze‎ ‎wiadom.‎ ‎do‎ ‎antropologji‎ ‎krajowej. '‎ ‎Chronicon‎ ‎Polonorum‎ ‎mgri‎ ‎Vincentii.‎ ‎MPH.‎ ‎II,‎ ‎256—258.
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 00:04
      »W‎ ‎Czechach‎ ‎po‎ ‎Krakusie‎ ‎panowała‎ ‎jego‎ ‎córka,‎ ‎Libusza, a‎ ‎w‎ ‎Polsce‎ ‎objął‎ ‎rządy‎ ‎młodszy‎ ‎syn‎ ‎Gracca,‎ ‎Lech,‎ ‎zabiwszy‎ ‎skry tobójczo‎ ‎starszego‎ ‎brata‎ ‎i‎ ‎rozpuściwszy‎ ‎pogłoskę,‎ ‎jakoby‎ ‎na‎ ‎polo waniu‎ ‎zginął.‎ ‎Panował‎ ‎w‎ ‎Polsce‎ ‎także‎ ‎wiele‎ ‎lat,‎ ‎ale‎ ‎potem‎ ‎wydała się‎ ‎jego‎ ‎zbrodnia‎ ‎i‎ ‎wypędzony‎ ‎został.‎ ‎Inni‎ ‎znów‎ ‎podają,‎ ‎że‎ ‎zginął od‎ ‎wyrzutów‎ ‎sumienia.‎ ‎Po‎ ‎nim‎ ‎nastąpiła‎ ‎córka‎ ‎Krakusa‎ ‎cudownej urody,‎ ‎Wanda,‎ ‎i‎ ‎świetnie‎ ‎państwem‎ ‎rządziła.‎ ‎Ubiegało‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎jej rękę‎ ‎wielu‎ ‎postronnych‎ ‎władców,‎ ‎ale‎ ‎wszystkich‎ ‎odrzuciła,‎ ‎bo‎ ‎po stanowiła‎ ‎pozostać‎ ‎panną.‎ ‎Książę‎ ‎almański,‎ ‎Rithogarus,‎ ‎słysząc‎ ‎o‎ ‎jej piękności,‎ ‎posłał‎ ‎z‎ ‎prośbą‎ ‎o‎ ‎jej‎ ‎rękę,‎ ‎ale‎ ‎gdy‎ ‎także‎ ‎odrzucony‎ ‎zo stał,‎ ‎naszedł‎ ‎Polskę‎ ‎z‎ ‎wielkiem‎ ‎wojskiem.‎ ‎W‎ ‎odpowiedzi‎ ‎Wanda zebrała‎ ‎także‎ ‎ogromne‎ ‎wrnjsko,‎ ‎ale‎ ‎do‎ ‎bitwy‎ ‎nie‎ ‎przyszło,‎ ‎bo‎ ‎po wtórne‎ ‎swaty‎ ‎Rithogara‎ ‎do‎ ‎Wandy‎ ‎zostały‎ ‎tak‎ ‎ujęte‎ ‎jej‎ ‎pięknością, źe‎ ‎całe‎ ‎wojsko‎ ‎niemieckie‎ ‎do‎ ‎porzucenia‎ ‎walki‎ ‎namówiły.‎ ‎Wtedy Rithogarus,‎ ‎nie‎ ‎chcąc‎ ‎wracać‎ ‎ze‎ ‎wstydem‎ ‎do‎ ‎ojczyzny,‎ ‎przebił‎ ‎się własnym‎ ‎mieczem,‎ ‎a‎ ‎Wanda‎ ‎z‎ ‎Niemcami‎ ‎pokój‎ ‎zawarła‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎trium fem‎ ‎wróciła‎ ‎do‎ ‎Krakowa.‎ ‎Uwolniwszy‎ ‎kraj‎ ‎od‎ ‎wroga,‎ ‎złożyła‎ ‎bo gini‎ ‎dziękczynienia,‎ ‎a‎ ‎nie‎ ‎chcąc,‎ ‎iżby‎ ‎jej‎ ‎rządy‎ ‎zaćmiło‎ ‎jakieś‎ ‎niepo wodzenie,‎ ‎postanowiła‎ ‎się‎ ‎sama‎ ‎ofiarować‎ ‎bogom‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎mostu‎ ‎sko czyła‎ ‎do‎ ‎Wisły,‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎mili‎ ‎od‎ ‎Krakowa,‎ ‎u‎ ‎ujścia‎ ‎Dłubni,‎ ‎pogrzebaną została.‎ ‎Na‎ ‎jej‎ ‎grobie‎ ‎wzniesiono‎ ‎mogiłę,‎ ‎jak‎ ‎na‎ ‎grobie‎ ‎ojca.‎ ‎Mo giła‎ ‎dotrwała‎ ‎do‎ ‎dzisiejszych‎ ‎czasów‎ ‎i‎ ‎nadała‎ ‎wsi‎ ‎przyległej‎ ‎nazwę Mogiła«‎ ‎1‎. Podania‎ ‎te‎ ‎nastręczyły‎ ‎etnografom‎ ‎i‎ ‎mitografom‎ ‎kilka‎ ‎uwag. Nie‎ ‎objaśniają‎ ‎one‎ ‎wszechstronnie‎ ‎legendy,‎ ‎ale‎ ‎jej‎ ‎zawartość‎ ‎umie jętniej‎ ‎ocenić‎ ‎pozwalają.‎ ‎Motyw‎ ‎o‎ ‎walce‎ ‎bohatera‎ ‎z‎ ‎rozmaitemi‎ ‎potwo rami‎ ‎i‎ ‎olbrzymami‎ ‎niepokojącymi‎ ‎ludność‎ ‎był‎ ‎ulubiony‎ ‎Grekom‎ ‎staro- rożytnym.‎ ‎Przypominamy‎ ‎walki‎ ‎bohatera‎ ‎Attyki,‎ ‎Tezeusza,‎ ‎z‎ ‎roz maitymi‎ ‎olbrzymami,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎szczególności‎ ‎z‎ ‎Minotaurem‎ ‎kretyjskim. Także‎ ‎w‎ ‎legendach‎ ‎kościelnych‎ ‎mowa‎ ‎nieraz‎ ‎o‎ ‎walkach‎ ‎świętych ze‎ ‎smokami,‎ ‎np.‎ ‎św‎t‎.‎ ‎Jerzego‎ ‎i‎ ‎św.‎ ‎Teodora.‎ ‎Nie‎ ‎znaczy‎ ‎to,‎ ‎iżby nasze‎ ‎podanie‎ ‎z‎ ‎tych‎ ‎źródeł‎ ‎się‎ ‎zapożyczyło,‎ ‎ale‎ ‎dowodzi,‎ ‎że‎ ‎nie jest‎ ‎odosobnione.‎ ‎Zapasom‎ ‎ludzi‎ ‎z‎ ‎smokami‎ ‎podkłada‎ ‎się‎ ‎zazwyczaj mitologiczne‎ ‎znaczenie.‎ ‎Ma‎ ‎to‎ ‎być‎ ‎walka‎ ‎dnia‎ ‎z‎ ‎nocą,‎ ‎światła
      1‎ ‎Długosz‎ ‎J.,‎ ‎Historiae‎ ‎Polonicae‎ ‎libri‎ ‎XII.‎ ‎Ed.‎ ‎Przezdziecki.‎ ‎Cracoviae 1873,‎ ‎I,‎ ‎65-73.
      5
      z‎ ‎ciemnością,‎ ‎wiosny‎ ‎z‎ ‎zimą.‎ ‎Ale‎ ‎wtedy‎ ‎te‎ ‎podania‎ ‎mają‎ ‎heroiczne zacięcie.‎ ‎Tymczasem‎ ‎smok‎ ‎krakowski‎ ‎nie‎ ‎ginie‎ ‎w‎ ‎otwartej‎ ‎walce, ale‎ ‎podstępnie,‎ ‎co‎ ‎wskazywałoby,‎ ‎że‎ ‎podanie‎ ‎krakowskie‎ ‎nie‎ ‎wy płynęło‎ ‎z‎ ‎czystych‎ ‎źródeł.‎ ‎Tak‎ ‎samo‎ ‎miał‎ ‎zginąć‎ ‎smok‎ ‎nad‎ ‎rzeką Borysthenes,‎ ‎jak‎ ‎donosi‎ ‎Aleksander‎ ‎Wielki‎ ‎Arystotelesowi‎ ‎w‎ ‎liście, znajdującym‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎syryjskiem‎ ‎opracowaniu‎ ‎Historji‎ ‎Aleksandra Wielkiego.‎ ‎Pożerał‎ ‎dziennie‎ ‎dwa‎ ‎byki‎ ‎i‎ ‎wiele‎ ‎ludzi.‎ ‎Aleksander próbował‎ ‎go‎ ‎ogłodzić,‎ ‎a‎ ‎potem‎ ‎kazał‎ ‎byki‎ ‎obedrzeć‎ ‎ze‎ ‎skóry‎ ‎i‎ ‎na- pchać‎ ‎je‎ ‎gipsem,‎ ‎smołą,‎ ‎ołowiem‎ ‎i‎ ‎siarką.‎ ‎Gdy‎ ‎smok‎ ‎to‎ ‎połknął, upadł‎ ‎na‎ ‎ziemię,‎ ‎rozdziawił‎ ‎paszczę,‎ ‎a‎ ‎żołnierze‎ ‎go‎ ‎dobili,‎ ‎rzucając mu‎ ‎w‎ ‎otwarty‎ ‎pysk‎ ‎rozżarzone‎ ‎kule. W‎ ‎legendzie‎ ‎wawelskiej‎ ‎czytamy,‎ ‎że‎ ‎smoka‎ ‎krakowskiego‎ ‎nie zgładził‎ ‎panujący‎ ‎książę,‎ ‎ale‎ ‎jeden‎ ‎z‎ ‎jego‎ ‎synów.‎ ‎Było‎ ‎ich‎ ‎dwu i‎ ‎byli‎ ‎zazdrośni,‎ ‎a‎ ‎powodzenie‎ ‎jednego‎ ‎dało‎ ‎pobudkę‎ ‎drugiemu‎ ‎do bratobójstwa.‎ ‎Jest‎ ‎to‎ ‎drugi‎ ‎motyw‎ ‎tradycyjny‎ ‎w‎ ‎legendzie‎ ‎wawel skiej.‎ ‎Podania‎ ‎o‎ ‎dwu‎ ‎zazdrosnych‎ ‎braciach‎ ‎i‎ ‎bratobójstwie‎ ‎są ogromnie‎ ‎rozpowszechnione‎ ‎w‎ ‎tradycji‎ ‎wszystkich‎ ‎ludów.‎ ‎Wystar czy‎ ‎przytoczyć‎ ‎podanie‎ ‎biblijne‎ ‎o‎ ‎Kainie‎ ‎i‎ ‎Ablu.‎ ‎Wreszcie‎ ‎trzeci szczegół‎ ‎podania‎ ‎o‎ ‎Krakusie‎ ‎nastręcza‎ ‎także‎ ‎uwagę‎ ‎porównawczą. Kraków‎ ‎założył‎ ‎Krakus,‎ ‎czyli‎ ‎właściwie‎ ‎istniejące‎ ‎miasto‎ ‎dało‎ ‎po wód‎ ‎do‎ ‎stworzenia‎ ‎osobistości‎ ‎jego‎ ‎mitycznego‎ ‎założyciela.‎ ‎Takich bohaterów‎ ‎eponymicznych‎ ‎wymyślano‎ ‎w‎ ‎starożytności‎ ‎dla‎ ‎wielu miast‎ ‎greckich‎ ‎i‎ ‎rzymskich:‎ ‎Ateny‎ ‎nazywały‎ ‎się‎ ‎przedtem‎ ‎Kekro- pją,‎ ‎a‎ ‎założycielem‎ ‎ich‎ ‎został‎ ‎Kekrops;‎ ‎cytadela‎ ‎tebańska‎ ‎nazywała się‎ ‎Kadmeą,‎ ‎a‎ ‎jej‎ ‎założycielem‎ ‎został‎ ‎Kadmus;‎ ‎Bzym‎ ‎otrzymał założyciela‎ ‎w‎ ‎Bomulusie‎ ‎1‎. Podanie‎ ‎o‎ ‎księżniczce‎ ‎Wandzie‎ ‎jest‎ ‎trudniejsze‎ ‎do‎ ‎objaśnienia. Skojarzenie‎ ‎trzech‎ ‎dziwnych‎ ‎przymiotów‎ ‎w‎ ‎młodziutkiej‎ ‎pannie: mądrości,‎ ‎zdumiewającej‎ ‎piękności‎ ‎i‎ ‎niechęci‎ ‎do‎ ‎małżeństwa,‎ ‎nadaje jej‎ ‎wyjątkowe‎ ‎znamiona‎ ‎wśród‎ ‎bohaterek‎ ‎podaniowych.‎ ‎Mądrość i‎ ‎niechęć‎ ‎do‎ ‎małżeństwa‎ ‎zbliża‎ ‎ją‎ ‎do‎ ‎Lubuszy‎ ‎czeskiej,‎ ‎czarująca 1‎ ‎Podanie‎ ‎o‎ ‎Krakusie‎ ‎starał‎ ‎się‎ ‎objaśnić‎ ‎Potkański‎ ‎K.,‎ ‎Kraków‎ ‎przed Piastami,‎ ‎Rozpr.‎ ‎Wydz.‎ ‎histor.‎ ‎Ak.‎ ‎Um.,‎ ‎t.‎ ‎XXXV,‎ ‎str.‎ ‎113—123.‎ ‎Uzupełnienie w‎ ‎artykule‎ ‎Z.‎ ‎Fraenkla,‎ ‎Die‎ ‎Sage‎ ‎von‎ ‎der‎ ‎Griindung‎ ‎Krakaus‎ ‎w‎ ‎»Mittheil. d.‎ ‎schles.‎ ‎Ges.‎ ‎f.‎ ‎Volkskunde«‎ ‎Teodora‎ ‎Siebsa,‎ ‎XIII,‎ ‎1907‎ ‎(według‎ ‎notatki w‎ ‎Ludzie‎ ‎1910,‎ ‎str.‎ ‎283).
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 00:10
      bo‎ ‎go‎ ‎na‎ ‎świecie‎ ‎nie‎ ‎było.‎ ‎Nie‎ ‎skoczyła‎ ‎z‎ ‎mostu‎ ‎w‎ ‎Wisłę,‎ ‎bo‎ ‎pod Krakowem‎ ‎na‎ ‎łodziach‎ ‎się‎ ‎przewożono;‎ ‎że‎ ‎utonęła,‎ ‎to‎ ‎prawda,‎ ‎ale nie‎ ‎ona‎ ‎temu‎ ‎winna,‎ ‎lecz‎ ‎przewoźnik‎ ‎pijany‎ ‎«‎ ‎1‎. Podaniami‎ ‎o‎ ‎Krakusie‎ ‎i‎ ‎Wandzie‎ ‎zajęła‎ ‎się‎ ‎dopiero‎ ‎bardzo żywo‎ ‎poezja‎ ‎XIX‎ ‎w.,‎ ‎przyczem‎ ‎raczej‎ ‎postać‎ ‎Wandy‎ ‎niż‎ ‎Krakusa pociągnęła‎ ‎wyobraźnię‎ ‎twórców.‎ ‎W‎ ‎okresie‎ ‎pseudoklasycznym w‎ ‎trzech‎ ‎opracowaniach‎ ‎zjawił‎ ‎się‎ ‎ten‎ ‎temat‎ ‎na‎ ‎deskach‎ ‎teatru polskiego.‎ ‎Tekla‎ ‎Łubieńska,‎ ‎autorka‎ ‎tragedji‎ ‎Wanda,‎ ‎królowa polska‎ ‎(1807),‎ ‎korzystała‎ ‎z‎ ‎wersji‎ ‎Długosza.‎ ‎Sztukę‎ ‎zbudowała‎ ‎na zatargu‎ ‎miłości‎ ‎z‎ ‎obowiązkiem,‎ ‎w‎ ‎duchu‎ ‎tragika‎ ‎francuskiego z‎ ‎XVII‎ ‎w.,‎ ‎Corneille’a.‎ ‎W‎ ‎myśl‎ ‎zasad‎ ‎szkoły,‎ ‎pierwiastek‎ ‎cudowny zupełnie‎ ‎usunęła‎ ‎z‎ ‎dzieła‎ ‎sztuki.‎ ‎Rzecz‎ ‎odbywa‎ ‎się‎ ‎przed‎ ‎bitwą z‎ ‎Rytygierem.‎ ‎Wanda‎ ‎poznała‎ ‎go‎ ‎w‎ ‎Pradze‎ ‎na‎ ‎koronacji‎ ‎siostry Libuszy,‎ ‎ale‎ ‎nie‎ ‎chciała‎ ‎poślubić,‎ ‎bo‎ ‎cudzoziemiec‎ ‎byłby‎ ‎złym‎ ‎pa nem‎ ‎dla‎ ‎Polaków.‎ ‎Rytygier‎ ‎w‎ ‎przebraniu‎ ‎napróżno‎ ‎usiłuje‎ ‎namó wić‎ ‎ją‎ ‎do‎ ‎ucieczki.‎ ‎Przychodzi‎ ‎do‎ ‎bitwy‎ ‎i‎ ‎Wanda‎ ‎zwycięża,‎ ‎a‎ ‎za lotnik‎ ‎jej‎ ‎się‎ ‎przebija,‎ ‎dowiadując‎ ‎się‎ ‎jednak‎ ‎przed‎ ‎śmiercią,‎ ‎że Wanda‎ ‎także‎ ‎po‎ ‎zwycięstwie‎ ‎z‎ ‎wyznaniem‎ ‎miłości‎ ‎dla‎ ‎niego‎ ‎rzu ciła‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎Wisły. W‎ ‎tragedji‎ ‎tej‎ ‎przytoczona‎ ‎jest‎ ‎nawiasowo‎ ‎historja‎ ‎o‎ ‎Kraku sie‎ ‎i‎ ‎smoku‎ ‎wawelskim.‎ ‎Ciekawą‎ ‎postacią‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎jest‎ ‎Kaslerz, zniemczony‎ ‎Polak,‎ ‎który‎ ‎wysłany‎ ‎zostaje‎ ‎w‎ ‎poselstwie‎ ‎Rytygiera dq‎ ‎Wandy‎ ‎i‎ ‎także‎ ‎uczuwa‎ ‎miłość‎ ‎dla.‎ ‎niej‎ ‎i‎ ‎właściwie‎ ‎zostaje‎ ‎ry walem‎ ‎pana.‎ ‎W‎ ‎dzieciństwie‎ ‎porwany‎ ‎do‎ ‎kraju‎ ‎niemieckiego,‎ ‎tęsknił zawsze‎ ‎za‎ ‎ojczyzną‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎wojskiem‎ ‎Rytygiera‎ ‎przybył,‎ ‎myśląc‎ ‎nie dopuścić‎ ‎do‎ ‎zajęcia‎ ‎Krakowa‎ ‎przez‎ ‎Niemców.‎ ‎Ginie‎ ‎w‎ ‎walce‎ ‎od miecza‎ ‎niemieckiego,‎ ‎wyznając‎ ‎miłość‎ ‎do‎ ‎Wandy.‎ ‎Postać‎ ‎przypo mina‎ ‎nieco‎ ‎Konrada‎ ‎Wallenroda‎ ‎Mickiewicza‎2‎. Druga‎ ‎tragedja‎ ‎z‎ ‎tego‎ ‎czasu,‎ ‎Wanda‎ ‎Franciszka‎ ‎Wężyka (1818),‎ ‎jest‎ ‎mniej‎ ‎zajmująca,‎ ‎ale‎ ‎zasługuje‎ ‎na‎ ‎uwagę‎ ‎wysunięciem pierwiastka‎ ‎miejscowego,‎ ‎krakowskiego.‎ ‎Autor‎ ‎zamierzył‎ ‎wytłuma czyć‎ ‎lekkomyślność‎ ‎Wandy‎ ‎w‎ ‎złożeniu‎ ‎ślubu‎ ‎dziewictwa.‎ ‎Przejęta
      1‎ ‎Krasicki‎ ‎I.,‎ ‎Dzieła.‎ ‎Warszawa‎ ‎1878,‎ ‎III,‎ ‎194—195. 2‎ ‎Szyjkowski‎ ‎M.,‎ ‎Dzieje‎ ‎nowożytnej‎ ‎tragedji.‎ ‎Typ‎ ‎pseudoklasyczny, Kraków‎ ‎1916,‎
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 00:13
      Romantycznym‎ ‎zawdzięczamy‎ ‎zapoznanemu‎ ‎w‎ ‎swym‎ ‎czasie‎ ‎poecie Cyprjanowi‎ ‎Norwidowi.‎ ‎Zaczął‎ ‎od‎ ‎skromnego‎ ‎obrazka‎ ‎dramatycz nego‎ ‎w‎ ‎sześciu‎ ‎scenach,‎ ‎p.‎ ‎t.‎ ‎Wanda‎ ‎(1847).‎ ‎Treść‎ ‎legendową‎ ‎roz szerza‎ ‎wzorem‎ ‎Krasińskiego‎ ‎studjami‎ ‎nad‎ ‎starożytnościami‎ ‎Polski pogańskiej‎ ‎i‎ ‎starożytnościami‎ ‎germańskiemi,‎ ‎i‎ ‎umieszcza‎ ‎zawikłanie dramatu‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎wędrówek‎ ‎ludów,‎ ‎jak‎ ‎Słowacki‎ ‎Popiela.‎ ‎Rytygier jest‎ ‎jednym‎ ‎z‎ ‎królików‎ ‎hordy‎ ‎germańskiej,‎ ‎który‎ ‎zakochał‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎Wan dzie,‎ ‎chciał‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎nią‎ ‎żenić,‎ ‎a‎ ‎gdy‎ ‎mu‎ ‎się‎ ‎to‎ ‎nie‎ ‎udało,‎ ‎z‎ ‎tem‎ ‎większą zawziętością‎ ‎wybrał‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎kraje‎ ‎zaalpejskie‎ ‎na‎ ‎rabunek‎ ‎Rzymu.‎ ‎Wandę pojął‎ ‎Norwid‎ ‎jako‎ ‎rodzaj‎ ‎westalki‎ ‎i‎ ‎marzycielki,‎ ‎która‎ ‎pół‎ ‎napół‎ ‎do tego‎ ‎świata‎ ‎nie‎ ‎należała‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎chęcią‎ ‎ofiarowała‎ ‎się‎ ‎za‎ ‎lud,‎ ‎choć‎ ‎po trzeba‎ ‎tej‎ ‎ofiary‎ ‎żadnym‎ ‎głębszym‎ ‎argumentem‎ ‎umotywowaną‎ ‎nie została.‎ ‎W‎ ‎przedstawieniu‎ ‎jej‎ ‎śmierci‎ ‎nawet‎ ‎poeta,‎ ‎śladem‎ ‎Słowackiego, odstępuje‎ ‎od‎ ‎tradycyjnych‎ ‎zarysów‎ ‎legendy‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎przedstawia‎ ‎Wandy topiącej‎ ‎się,‎ ‎ale‎ ‎Wandę‎ ‎wstępującą‎ ‎na‎ ‎stos‎ ‎i‎ ‎podpalającą‎ ‎go‎ ‎sa moistnie,‎ ‎a‎ ‎stos‎ ‎ten‎ ‎dopiero‎ ‎lud‎ ‎potokami‎ ‎wody‎ ‎z‎ ‎Wisły‎ ‎zalewa. W‎ ‎obrazku‎ ‎Norwida‎ ‎akcji‎ ‎jest‎ ‎bardzo‎ ‎mało.‎ ‎W‎ ‎pierwszych dwu‎ ‎scenach‎ ‎mamy‎ ‎tylko‎ ‎wiadomości‎ ‎o‎ ‎dziwnem‎ ‎roztęsknieniu i‎ ‎posmutnieniu‎ ‎Wandy,‎ ‎nad‎ ‎którem‎ ‎lud‎ ‎i‎ ‎służba‎ ‎zamkowa‎ ‎łamią sobie‎ ‎głowy,‎ ‎a‎ ‎wyrozumieć‎ ‎go‎ ‎nie‎ ‎mogą.‎ ‎W‎ ‎scenie‎ ‎trzeciej‎ ‎Ryty gier‎ ‎w‎ ‎obozie‎ ‎germańskim‎ ‎odbywa‎ ‎wróżby,‎ ‎czy‎ ‎Wandę‎ ‎posiędzie, a‎ ‎dowiedziawszy‎ ‎się,‎ ‎że‎ ‎podobno,‎ ‎według‎ ‎odwiecznych‎ ‎wyroków, Wanda‎ ‎»białe‎ ‎skąpie‎ ‎ciało*,‎ ‎obiecuje‎ ‎wybudować‎ ‎dla‎ ‎niej‎ ‎wspa niałe‎ ‎nymphaeum,‎ ‎jak‎ ‎to‎ ‎było‎ ‎zwyczajem‎ ‎cesarzów‎ ‎rzymskich.‎ ‎Tu mieści‎ ‎się‎ ‎najgłówniejszy‎ ‎poczet‎ ‎wskazówek‎ ‎chronologicznych,‎ ‎w‎ ‎ja kim‎ ‎czasie‎ ‎Norwid‎ ‎swój‎ ‎obrazek‎ ‎dramatyczny‎ ‎myślał‎ ‎umieścić. Scena‎ ‎czwarta‎ ‎w‎ ‎tej‎ ‎sztuce‎ ‎jest‎ ‎najciekawsza,‎ ‎a‎ ‎bardzo‎ ‎barwnie obmyślana.‎ ‎W‎ ‎zamku‎ ‎krakowskim‎ ‎zjawia‎ ‎się‎ ‎szereg‎ ‎osób‎ ‎z‎ ‎dale kich‎ ‎stron,‎ ‎mianowicie‎ ‎Skald‎ ‎germański‎ ‎z‎ ‎piosenką,‎ ‎Żyd-lekarz z‎ ‎Palestyny‎ ‎z‎ ‎lekarstwami,‎ ‎i‎ ‎lirnik‎ ‎słowiański‎ ‎Bojan,‎ ‎aby‎ ‎Wandę z‎ ‎smutku‎ ‎uleczyć‎ ‎lub‎ ‎pocieszyć.‎ ‎Jak‎ ‎się‎ ‎pokazuje,‎ ‎najbliżej‎ ‎z‎ ‎akcją dramatu‎ ‎związany‎ ‎jest‎ ‎Skald,‎ ‎bo‎ ‎to‎ ‎był‎ ‎poprostu‎ ‎Rytygier‎ ‎prze brany.‎ ‎Przebieranie‎ ‎się‎ ‎Rytygiera‎ ‎dla‎ ‎zobaczenia‎ ‎Wandy‎ ‎stało‎ ‎się, jak‎ ‎widzimy,‎ ‎częstym‎ ‎fortelem‎ ‎dramaturgji‎ ‎polskiej‎ ‎w‎ ‎rozwinięciu fabuły‎ ‎o‎ ‎Wandzie.‎ ‎Rytygier‎ ‎oświadcza‎ ‎się‎ ‎gorąco‎ ‎królowej‎ ‎i,‎ ‎zdaje się,‎ ‎przypada‎ ‎jej‎ ‎do‎ ‎serca,‎ ‎ale‎ ‎przecież‎ ‎przyjętym‎ ‎nie‎ ‎zostaje.‎ ‎Wanda,
      12
      nieprzystępna‎ ‎i‎ ‎lodowata,‎ ‎wydumała‎ ‎jakiś‎ ‎inny‎ ‎los‎ ‎dla‎ ‎siebie. W‎ ‎ostatniej‎ ‎więc‎ ‎scenie‎ ‎roznieca‎ ‎stos‎ ‎z‎ ‎darami,‎ ‎przyniesionemi‎ ‎jej przez‎ ‎lud,‎ ‎stos,‎ ‎na‎ ‎którym‎ ‎myśli‎ ‎się‎ ‎spalić,‎ ‎a‎ ‎Rytygier‎ ‎z‎ ‎okrzykiem Alaryka:‎ ‎»Na‎ ‎RzymU‎ ‎odciąga‎ ‎z‎ ‎Polski. Norwid‎ ‎musiał‎ ‎zasmakować‎ ‎w‎ ‎historji‎ ‎podaniowej‎ ‎Krakowa,, skoro‎ ‎niebawem‎ ‎zabrał‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎opracowania‎ ‎drugiej‎ ‎części‎ ‎tego‎ ‎po dania.‎ ‎Krakus‎ ‎jest‎ ‎nieco‎ ‎obszerniejszą‎ ‎kompozycją,‎ ‎niż‎ ‎Wanda,. bo‎ ‎obejmuje‎ ‎dziesięć‎ ‎scen.‎ ‎Materjał‎ ‎tradycyjny‎ ‎rozszerza‎ ‎Norwid przy‎ ‎pomocy‎ ‎baśni‎ ‎ludowych,‎ ‎czerpiąc‎ ‎przedewszystkiem‎ ‎z‎ ‎powieści, zużytkowanej‎ ‎przez‎ ‎Romana‎ ‎Zmorskiego‎ ‎w‎ ‎Sobotniej‎ ‎górze.‎ ‎Wy pada‎ ‎z‎ ‎tego‎ ‎wędrówka‎ ‎Krakusa‎ ‎i‎ ‎Rakuza,‎ ‎synów‎ ‎Kraka,‎ ‎do‎ ‎źródła tatrzańskiego‎ ‎za‎ ‎siódmą‎ ‎skałą;‎ ‎poszli‎ ‎oni‎ ‎w‎ ‎świat,‎ ‎poszukując‎ ‎se kretu,‎ ‎aby‎ ‎się‎ ‎wzmocnić‎ ‎do‎ ‎walki‎ ‎z‎ ‎niebezpiecznym‎ ‎smokiem‎ ‎wa welskim.‎ ‎Drogę‎ ‎do‎ ‎tego‎ ‎źródła‎ ‎wskazuje‎ ‎im‎ ‎pustelnik,‎ ‎i‎ ‎odtąd‎ ‎za czyna‎ ‎się‎ ‎wyścig‎ ‎braci‎ ‎do‎ ‎tajemniczej‎ ‎krynicy‎ ‎i‎ ‎ubieganie‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎za bicie‎ ‎smoka,‎ ‎które‎ ‎są‎ ‎równolegle‎ ‎traktowane,‎ ‎i‎ ‎raz‎ ‎dowiadujemy się‎ ‎o‎ ‎powodzeniach‎ ‎Rakuza,‎ ‎to‎ ‎znów‎ ‎Krakusa.‎ ‎Ci‎ ‎bracia‎ ‎są‎ ‎także wyróżnieni‎ ‎jako‎ ‎przeciwieństwa:‎ ‎jeden‎ ‎jest‎ ‎dobry,‎ ‎a‎ ‎drugi‎ ‎zły; jeden‎ ‎jest‎ ‎bohaterem,‎ ‎a‎ ‎drugi‎ ‎tchórzem;‎ ‎jeden‎ ‎dobroczyńcą‎ ‎bezin- teresownym,‎ ‎a‎ ‎drugi‎ ‎praktycznym‎ ‎człowiekiem,‎ ‎który‎ ‎tylko‎ ‎zbiera owoce‎ ‎czynów,‎ ‎przez‎ ‎wyższą‎ ‎jednostkę‎ ‎dokonanych. Wprowadzenie‎ ‎pierwiastku‎ ‎baśniowego‎ ‎ożywiło‎ ‎bardzo‎ ‎sztukę Norwida,‎ ‎ale‎ ‎równocześnie‎ ‎sprawiło,‎ ‎że‎ ‎dla‎ ‎przyśpieszenia‎ ‎i‎ ‎uwi docznienia‎ ‎działania‎ ‎na‎ ‎scenie‎ ‎stały‎ ‎się‎ ‎potrzebne‎ ‎osoby‎ ‎fanta styczne,‎ ‎np.‎ ‎źródło,‎ ‎próg,‎ ‎które‎ ‎rozprawiają‎ ‎na‎ ‎teatrze,‎ ‎co‎ ‎oczy wiście‎ ‎dobrego‎ ‎wrażenia‎ ‎nie‎ ‎wywiera.‎ ‎Nie‎ ‎znaczy‎ ‎to‎ ‎jednak,‎ ‎iżby Norwid‎ ‎nie‎ ‎miał‎ ‎wielkiego‎ ‎poczucia‎ ‎poetyckiego,‎ ‎i‎ ‎scen‎ ‎pięknych malowniczo-lirycznych‎ ‎pomyśleć‎ ‎i‎ ‎wykonać‎ ‎nie‎ ‎potrafił.‎ ‎Zwłaszcza scena‎ ‎czwarta,‎ ‎gdy‎ ‎Krakusa‎ ‎zaczarował‎ ‎próg‎ ‎i‎ ‎znalazł‎ ‎się‎ ‎nagle w‎ ‎»grocie‎ ‎szmaragdowej«,‎ ‎jest‎ ‎prześliczna.‎ ‎Nie‎ ‎wiedząc‎ ‎nic,‎ ‎co‎ ‎się stało,‎ ‎nabiera‎ ‎półsennego‎ ‎przekonania,‎ ‎że‎ ‎stanął‎ ‎właśnie‎ ‎u‎ ‎tajem niczego‎ ‎źródła,‎ ‎i‎ ‎majacząc‎ ‎o‎ ‎tem,‎ ‎z‎ ‎przedziwną‎ ‎subtelnością‎ ‎opi suje‎ ‎swój‎ ‎dziwny‎ ‎stan‎ ‎duchowy. Intrygę‎ ‎sztuki‎ ‎umieścił‎ ‎Norwid‎ ‎w‎ ‎ostatnich‎ ‎chwilach‎ ‎życia Kraka,‎ ‎tak,‎ ‎że‎ ‎ubieganie‎ ‎się‎ ‎synów‎ ‎o‎ ‎znalezienie‎ ‎sekretu‎ ‎na‎ ‎zabicie smoka‎ ‎schodzi‎ ‎się‎ ‎ze‎ ‎sprawą‎ ‎następstwa.‎ ‎Rakuz‎ ‎staje‎ ‎wcześniej
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 00:16
      starożytnych,‎ ‎jak‎ ‎niemniej‎ ‎librettów‎ ‎operowych‎ ‎niemieckiego‎ ‎mu zyka‎ ‎Ryszarda‎ ‎Wagnera,‎ ‎z‎ ‎Pierścienia‎ ‎Nibelungów.‎ ‎Uderzają zwłaszcza‎ ‎przypomnienia‎ ‎z‎ ‎prologu‎ ‎do‎ ‎tej‎ ‎trylogji,‎ ‎p.‎ ‎t.‎ ‎Złoto‎ ‎Renu‎, jak‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎ostatniego‎ ‎dramatu‎ ‎tej‎ ‎wieloczłonowej‎ ‎kompozycji,‎ ‎p.‎ ‎t. Zmierzch‎ ‎bogów Bujny‎ ‎rozkwit‎ ‎twórczości‎ ‎artystycznej‎ ‎na‎ ‎temat‎ ‎legendy‎ ‎wa welskiej‎ ‎jest‎ ‎miarą‎ ‎lotności‎ ‎i‎ ‎śmiałości‎ ‎wyobraźni‎ ‎polskiej‎ ‎i‎ ‎uzdol nienia‎ ‎naszego‎ ‎narodu‎ ‎w‎ ‎dziedzinie‎ ‎sztuk‎ ‎pięknych.‎ ‎Nie‎ ‎brak‎ ‎nam także‎ ‎na‎ ‎ten‎ ‎temat,‎ ‎jak‎ ‎wiadomo,‎ ‎pięknych‎ ‎obrazów‎ ‎i‎ ‎wcale‎ ‎dziel nych‎ ‎rzeźb.
      1‎ ‎Sinko‎ ‎T.,‎ ‎Antyk‎ ‎Wyspiańskiego.‎ ‎Kraków‎ ‎1922,‎
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 10:04
      przechwala‎ ‎pierwszy‎ ‎kronikarz‎ ‎czeski,‎ ‎Kosmas‎ ‎\‎ ‎Kraków‎ ‎posłużył następnie‎ ‎Kazimierzowi‎ ‎Odnowicielowi‎ ‎(1040—1058)‎ ‎za punkt‎ ‎oparcia‎ ‎do‎ ‎odbudowania‎ ‎kościelnej‎ ‎hierarchji‎ ‎polskiej.‎ ‎Stąd, jako‎ ‎z‎ ‎prowincji‎ ‎najmniej‎ ‎zniszczonej‎ ‎przez‎ ‎reakcję‎ ‎pogańską,‎ ‎wy słał‎ ‎Kazimierz‎ ‎opata‎ ‎tynieckiego,‎ ‎Arona,‎ ‎do‎ ‎wuja‎ ‎swego‎ ‎Hermana do‎ ‎Kolonji,‎ ‎aby‎ ‎go‎ ‎wyświęci!‎ ‎na‎ ‎biskupa.‎ ‎Będąc‎ ‎zagranicą,‎ ‎uzyskał Aron‎ ‎paljusz‎ ‎arcybiskupi,‎ ‎wskutek‎ ‎czego‎ ‎następnie‎ ‎arcybiskupem krakowskim‎ ‎był‎ ‎zwany‎ ‎2‎.‎ ‎Nie‎ ‎zajmując‎ ‎się‎ ‎szczegółowo‎ ‎Krakowem, Gall‎ ‎te‎ ‎zamierzchłe‎ ‎dzieje‎ ‎pomija‎ ‎i‎ ‎wprowadza‎ ‎nas‎ ‎odrazu‎ ‎w‎ ‎wi dnokrąg‎ ‎myślowy‎ ‎i‎ ‎tradycje‎ ‎dworu,‎ ‎na‎ ‎którym‎ ‎swe‎ ‎pamiętne‎ ‎dzieło układał. Według‎ ‎Galla,‎ ‎pierwszym‎ ‎królem‎ ‎polskim,‎ ‎który‎ ‎lubił‎ ‎przeby wać‎ ‎w‎ ‎Krakowie,‎ ‎był‎ ‎Bolesław‎ ‎Śmiały‎ ‎(1058—1079).‎ ‎Władca ten‎ ‎posiadał‎ ‎w‎ ‎Krakowie‎ ‎pałac,‎ ‎może‎ ‎odziedziczony‎ ‎po‎ ‎ojcu,‎ ‎Ka zimierzu‎ ‎Odnowicielu,‎ ‎utrzymywał‎ ‎liczny‎ ‎dwór‎ ‎(camerarios),‎ ‎prze chowywał‎ ‎bogaty‎ ‎skarb‎ ‎i‎ ‎postępował‎ ‎bardzo‎ ‎szczodrobliwie.‎ ‎Z‎ ‎ży cia‎ ‎jego‎ ‎w‎ ‎Krakowie‎ ‎zachował‎ ‎Gall‎ ‎zabawną‎ ‎anegdotę.‎ ‎Gdy‎ ‎król przeglądał‎ ‎skarby‎ ‎państwowe,‎ ‎rozłożone‎ ‎na‎ ‎ziemi,‎ ‎składające‎ ‎się z‎ ‎daniny‎ ‎ruskiej‎ ‎i‎ ‎pieniędzy‎ ‎podatkowych,‎ ‎usłyszał‎ ‎kleryka‎ ‎wzdy chającego‎ ‎nad‎ ‎swą‎ ‎nędzą.‎ ‎Z‎ ‎początku‎ ‎zgniewał‎ ‎się,‎ ‎nie‎ ‎wiedząc,‎ ‎co to‎ ‎znaczy,‎ ‎ale‎ ‎gdy‎ ‎zobaczył‎ ‎wystraszonego‎ ‎księżynę,‎ ‎pozwolił‎ ‎mu zabrać‎ ‎tyle‎ ‎złota‎ ‎i‎ ‎srebra,‎ ‎ile‎ ‎udźwignie.‎ ‎Chciwcowi‎ ‎suknia‎ ‎się rwała,‎ ‎gdy‎ ‎pośpiesznie‎ ‎korzystał‎ ‎z‎ ‎uśmiechu‎ ‎szczęścia,‎ ‎a‎ ‎wtedy szczodrobliwy‎ ‎król‎ ‎dał‎ ‎mu‎ ‎swój‎ ‎płaszcz‎ ‎i‎ ‎pomógł‎ ‎do‎ ‎najobfitszego zaspokojenia‎ ‎jego‎ ‎żądzy.‎ ‎Działo‎ ‎się‎ ‎to‎ ‎koło‎ ‎r.‎ ‎1070,‎ ‎jak‎ ‎Gall‎ ‎wspo mina,‎ ‎in‎ ‎civitate‎ ‎Cracomensi‎ ‎ante‎ ‎palatium‎ ‎in‎ ‎curia‎ ‎regis‎3‎. Z‎ ‎Krakowem‎ ‎związany‎ ‎jest‎ ‎także‎ ‎brzemienny‎ ‎w‎ ‎następstwa zatarg‎ ‎Bolesława‎ ‎Śmiałego‎ ‎z‎ ‎biskupem‎ ‎krakowskim‎ ‎św.‎ ‎Stanisła wem,‎ ‎którego‎ ‎zuchwały‎ ‎król‎ ‎z‎ ‎nieznanych‎ ‎bliżej‎ ‎powodów‎ ‎uznał za‎ ‎zdrajcę‎ ‎—‎ ‎traditor‎ ‎—‎ ‎i‎ ‎r.‎ ‎1079‎ ‎skazał‎ ‎na‎ ‎ucięcie‎ ‎członków, truncatio‎ ‎membrorum.‎ ‎Wspomniany‎ ‎kronikarz,‎ ‎czerpiący‎ ‎swe‎ ‎wia domości‎ ‎z‎ ‎kół‎ ‎niechętnych‎ ‎umęczonemu‎ ‎biskupowi,‎ ‎w‎ ‎33‎ ‎lat‎ ‎po 1‎ ‎Kosmtiv‎ ‎Letopis‎ ‎desky,‎ ‎Fontes‎ ‎rer.‎ ‎Bohem.‎ ‎II,‎ ‎70—71. 2‎ ‎Abraham‎ ‎WŁ,‎ ‎Organizacja‎ ‎kościoła‎ ‎w‎ ‎Polsce.‎ ‎Lwów‎ ‎1890,‎ ‎str. 122-124. 9‎ ‎Galii‎ ‎Clironicon.‎ ‎MPH.‎ ‎I,‎ ‎421. Dzieje‎ ‎Wawelu.‎ ‎2
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 10:06
      Stanisława‎ ‎błyszczały‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎dnia‎ ‎przeniesienia‎ ‎św.‎ ‎Stanisława‎ ‎na Wawel.‎ ‎Król‎ ‎zaś‎ ‎uciekł‎ ‎po‎ ‎tym‎ ‎czynie‎ ‎do‎ ‎Węgier,‎ ‎i‎ ‎przyjęty‎ ‎wy stawnie‎ ‎przez‎ ‎swego‎ ‎wychowanka,‎ ‎Władysława,‎ ‎szkalował‎ ‎św.‎ ‎Sta nisława,‎ ‎a‎ ‎potem,‎ ‎złożony‎ ‎niesłychaną‎ ‎chorobą,‎ ‎życie‎ ‎sobie‎ ‎odebrał« Podanie‎ ‎to‎ ‎warto‎ ‎odczytać‎ ‎z‎ ‎uwagą,‎ ‎bo‎ ‎w‎ ‎późniejszych czasach‎ ‎wszyscy‎ ‎królowie‎ ‎polscy‎ ‎w‎ ‎tygodniu‎ ‎koronacyjnym‎ ‎mieli obowiązek‎ ‎o‎ ‎niem‎ ‎rozmyślać. Wypadki‎ ‎te,‎ ‎osłonięte‎ ‎trudną‎ ‎do‎ ‎przeniknięcia‎ ‎tajemnicą,‎ ‎utwo rzyły‎ ‎drugą‎ ‎osnowę‎ ‎dramatyczną,‎ ‎związaną‎ ‎z‎ ‎dziejami‎ ‎Wawelu, którą‎ ‎literatura‎ ‎polska‎ ‎zajęła‎ ‎się‎ ‎omal‎ ‎nie‎ ‎z‎ ‎równym‎ ‎zapałem,‎ ‎jak legendą‎ ‎o‎ ‎Krakusie‎ ‎i‎ ‎Wandzie.‎ ‎Zaczęto‎ ‎w‎ ‎XV‎ ‎w.‎ ‎pieśnią‎ ‎religijną 0‎ ‎św.‎ ‎Stanisławie;‎ ‎w‎ ‎XVI‎ ‎w.‎ ‎powstało‎ ‎kilka‎ ‎wierszowanych‎ ‎powie ści‎ ‎łacińskich,‎ ‎utworzonych‎ ‎przez‎ ‎cenionych‎ ‎współcześnie‎ ‎poetów humanistycznych;‎ ‎w‎ ‎XVII‎ ‎w.‎ ‎zawikłanie‎ ‎to‎ ‎dostało‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎deski teatru‎ ‎ludowego‎ ‎i‎ ‎jezuickiego.‎ ‎Wszystkie‎ ‎te‎ ‎utwory‎ ‎trzymają‎ ‎się zarysów‎ ‎legendy‎ ‎kościelnej,‎ ‎fantazją‎ ‎artystyczną‎ ‎jej‎ ‎nie‎ ‎przenikają 1‎ ‎większej‎ ‎wartości‎ ‎nie‎ ‎posiadają.‎ ‎Dopiero‎ ‎gdy‎ ‎z‎ ‎początkiem‎ ‎XIX‎ ‎w. temat‎ ‎ten‎ ‎ukazał‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎scenie‎ ‎narodowej,‎ ‎odrazu‎ ‎podniósł‎ ‎się‎ ‎po ziom‎ ‎artystyczny‎ ‎utworów,‎ ‎poświęconych‎ ‎zatargowi‎ ‎św.‎ ‎Stanisława z‎ ‎królem. W‎ ‎teatrze‎ ‎warszawskim‎ ‎w‎ ‎r.‎ ‎1815‎ ‎i‎ ‎1816‎ ‎przedstawiono dwie‎ ‎tragedje‎ ‎pod‎ ‎tym‎ ‎samym‎ ‎tytułem‎ ‎Bolesław‎ ‎Śmiały‎ ‎— jedną‎ ‎pióra‎ ‎Antoniego‎ ‎Hofmana,‎ ‎a‎ ‎drugą‎ ‎pióra‎ ‎znanego‎ ‎nam‎ ‎już dramaturga,‎ ‎Franciszka‎ ‎Wężyka.‎ ‎Tragedja‎ ‎Hofmana‎ ‎zajmuje‎ ‎się sprawą‎ ‎upadku‎ ‎Bolesława‎ ‎Śmiałego‎ ‎po‎ ‎zabójstwie‎ ‎św.‎ ‎Stanisława; św.‎ ‎biskup‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎nie‎ ‎występuje,‎ ‎a‎ ‎figura‎ ‎główna‎ ‎jest‎ ‎przedsta wiona‎ ‎z‎ ‎wielką‎ ‎żywością‎ ‎i‎ ‎prawdą‎ ‎jako‎ ‎upadek‎ ‎silnego‎ ‎i‎ ‎samo dzielnego‎ ‎dynasty‎ ‎2‎.‎ ‎Tragedja‎ ‎Wężyka‎ ‎zwraca‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎zatargu‎ ‎św. Stanisława‎ ‎z‎ ‎królem;‎ ‎motorem‎ ‎akcji‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎zbrodnicza‎ ‎miłość króla‎ ‎do‎ ‎cnotliwej‎ ‎małżonki‎ ‎wodza‎ ‎Mścisława,‎ ‎na‎ ‎sposób‎ ‎Raci- ne’a,‎ ‎—‎ ‎św.‎ ‎Stanisław‎ ‎pojęty‎ ‎jest‎ ‎w‎ ‎niej‎ ‎jako‎ ‎osoba‎ ‎święta,‎ ‎a‎ ‎Bo lesław‎ ‎Śmiały‎ ‎jako‎ ‎tyran‎ ‎legendarny.‎ ‎Tragedja‎ ‎jest‎ ‎wcale‎ ‎żywa i‎ ‎kończy‎ ‎się‎ ‎bardzo‎ ‎wymownym‎ ‎obrazem‎ ‎mimicznym.
      1‎ ‎Mgri‎ ‎Vincentii‎ ‎Chronicon‎ ‎Polonorum.‎ ‎MPH.‎ ‎II,‎ ‎296—297. 2‎ ‎Szyjkowski‎ ‎M.,‎ ‎Dzieje‎ ‎nowożytnej‎ ‎tragedji,‎ ‎1.‎ ‎c.‎ ‎325.
    • balzack Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 18:36
      Od wielu lat w Chrzypsku Wielkim odbywa się targ kwiatów i cebulek, któremu towarzyszą pokazy florystyczne, konkursy jeździeckie, pokaz ujeżdżania byków i dojenia krów. Można też skosztować regionalnych potraw.
    • balzack Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 18:38
      Przy odrobinie szczęścia można też natrafić na Panienkę z Okienka. To legendarna gdańska mieszczka, która została uwięziona w Domu Ławy przez swojego wuja.
    • balzack Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 21:33
      Muzeum ikon w Supraślu usytuowane jest w Pałacu Archimandytów. Muzeum w swej kolekcji ma około 1200 ikon wykonanych różnymi technikami. Najstarsza pochodzi z XVI wieku.
    • balzack Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 15.07.23, 21:37
      We wsi Pieranie znajduje się drewniany kościół pw. Świętego Mikołaja Biskupa z 1735 roku. Jedna z największych drewnianych bazylik krytych gontem. Na szczególną uwagę zasługuje złocony ołtarza i obraz Matki Boskiej z dzieciątkiem z 1522 roku.
    • madohora Re: Nie tylko na Śląskim Szlaku V 16.07.23, 11:52
      W podwarszawskim Konstancinie który słynie z oryginalnych budowli mieszkalnych warto zajrzeć do willi Żeromskiego, piękny i zadbanej posesji składającą się z domu i z dużego ogrodu. Wielki twórca mieszkał i pisał tam w okresie letnim w latach 30 XX wieku. Na zimę Żeromski przenosił się do Warszawy do mieszkania na zamku królewskim. To uzdrowiskowej miejscowości powstały Przedwiośnie i wiele innych bardziej i mniej znanych utworów w budynku mieści się muzeum Żeromskiego a w nim oryginalne elementy wyposażenia i inne pamiątki po pisarzu i jego rodzinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka