madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:11 Długosz oraz Maciej z Miechowa byli pierwszymi autorami, którzy krakowskiego potwora nazwali smokiem. Wcześniej, między innymi w tekstach Kadłubka jest on nazywany całożercą (holophagus) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:19 W XII wieku smok stał się jednym z ulubionych motywów sztuki i literatury. Wiązało się to z wyprawami krzyżowymi. Powracający z Bliskiego Wschodu rycerze przywozili różne curiosa, wśród nich bardzo w owym czasie poszukiwane skóry krokodyli[11]. W Kronice Kadłubka znalazła się najstarsza w polskiej literaturze wzmianka o krokodylich łzach, podobna do informacji we francuskim bestiariuszu z 1210 roku, zgodnie z którą krokodyl płakał po zjedzeniu człowieka[12]. Smoki występowały w XII i XIII wieku często na znakach bojowych rycerstwa a skóry krokodyli, przywożone jako trofea ze Wschodu, uważano niekiedy za skóry smoków pokonanych przez krzyżowców Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:24 Twierdzenia powyższych uczonych rozwijał Marian Plezia, który uważał, że zwolennicy ludowej genezy legendy o smoku ignorują jednoznaczną wymowę przekazów historycznych, interpretując je dowolnie, bez merytorycznych podstaw. Jakim sposobem pierwotne podanie miałoby się ostać niezmienione do schyłku XVI stulecia obok i w kontakcie ze zmieniającym się jego kształtem literackim, tego wyjaśnić niepodobna. Szewc Skub jako sprawca zgładzenia smoka pojawił się dopiero w XVI w. u Bielskiego młodszego, aby od tego czasu zająć stałe, a nawet poczesne miejsce w legendzie. Nie było też potrzeby „nobilitowania”, owej rzekomo „szewskiej sztuki”, skoro w identyczny sposób poradził sobie ze smokiem sam wzór i zwierciadło średniowiecznego rycerstwa król Aleksander Wielki – twierdził Plezia Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 15:46 Jedna z opowieści mówi, że nadludzką siłę czerpała ze swojego cudownego warkocza. Pokonała dzięki temu smoka ukrytego w jamie pod lipą w Żelaźnie, strzelając do niego z łuku z odległości paru kilometrów. Kraina, którą władała słynęła z bogactwa, co wywołało zazdrość u sąsiadów. Zazdrośni chrześcijańscy Czesi, chcieli zagarnąć jej ziemie. Podstępnie pochwycili ją i pozbawili zaczarowanego warkocza. Zakończyła życie zamurowana żywcem w kościele, który zwano potem pogańską świątynią. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.08.23, 19:23 Zgodnie z legendą, kiedy Kmitowie przeprowadzali się z zamku Sobień do Leska, towarzyszyła im w drodze Czarna Dama. Istnieją podejrzenia, że był to duch Anny Kmity, która za życia była świadkiem ataku na zamek króla węgierskiego - Macieja Korwina. Zaatakował on Sobień w czasie, gdy na zamku nie było jej męża. Ataki doprowadziły do podpalenia drewnianych części zamku, skutkiem czego doszło do pożaru. Ukrywająca się w swojej komnacie Anna została zabarykadowana przez walące się fragmenty płonącej fortyfikacji. Przygotowując się na śmierć, założyła czarne szaty. Kiedy Kmita wrócił do zamku, ujrzał zrujnowaną pożarem budowlę, a w zgliszczach i spaleniskach biżuterię swojej żony Anny. Przyrzekł wówczas, że będzie jej dozgonnie wierny, i prawdopodobnie - jak wynika z analizy jego późniejszego życia - przyrzeczenia dotrzymał. Ducha Anny widywano później i przed śmiercią Piotra Kmity i przed śmiercią innych członków tego rodu, co interpretowano jako jej wierność rodowi Kmitów i odpowiedź na przysięgę męża Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:02 Czarny pies z Ogrodzieńca Nikt z miejscowych na zamek w Ogrodzieńcu nocą nie pójdzie. W okolicach włóczy się wtedy olbrzymi czarny pies z krwawymi ślepiami... Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:06 Wydarzyło się to w pewną lipcową sobotę, gdy późnym wieczorem poszli do obory, by wygnać krowy na pastwisko, jako że wcześnie rano następnego dnia jechali na odpust do sąsiedniej miejscowości. Księżyc szedł do pełni, zatem na podwórzu było dość jasno. Już mieli otworzyć drzwi obory, kiedy nagle spostrzegli ogromnego czarnego psa, który wpatrywał się w nich bez ruchu. Po chwili odwrócił się i pobiegł w kierunku ruin. Wtedy zobaczyli ciągnący się za nim długi łańcuch i zrozumieli, że właśnie zobaczyli słynną zamkową zjawę. Obydwaj rzucili się czym prędzej do ucieczki. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:10 Brutalnie traktował nawet własne żony. Pierwszą wychłostał kiedyś na dziedzińcu w obecności służby. Drugą, o 40 lat młodszą od niego, którą podejrzewał o niewierność, zamurował w skrzydle zamku, które następnie kazał wysadzić. Miał liczne procesy sądowe, głównie w sprawach kryminalnych. Raz oskarżono go nawet o zabójstwo szlachcianki. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:14 Historie ze zjawami czarnych psów krążą na całym świecie. Są to pokutujące dusze grzeszników i okrutników, a często nawet sam diabeł. Upodobały sobie najbardziej Wyspy Brytyjskie. Pierwsze wzmianki o nich znajdują się już w kronikach z XII w. Stały się elementem angielskiego folkloru, mającym własnych badaczy. Jednemu z nich, Theo Brownowi, udało się nawet sfotografować takie zwierzę w miejscowości Black Dog. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 10.10.23, 20:27 O Ściborze ze Ściborzyc jest wiele do dziś zachowanych przekazów. Był potocznie uznawany przez ludność słowacką za „króla Słowacji”, jego okazały i sławny zamek w Beckowie, gdzie odbywały się liczne uczty, był podstawą wielu opowieści o „Panie z Beckova”. Ściborowi przypisuje się mądre zarządzanie Siedmiogrodem, jak i własnym „państwem”, w szczególności dbał o miasta i o praworządność, sprawiedliwość. Opisany jest jako człowiek o dobrym sercu, dbający o dobro ludzi, niekiedy przebaczając im różnego rodzaju przewinienia. Założył między innymi wiele szpitali i innych instytucji socjalnych. Jednak na podstawie licznych legend ludowych o jego postaci zachowanych do dzisiaj, można wywnioskować, że był władcą o równie dobrodusznym, jak i surowym obliczu. Swojego własnego syna nie rozpuszczał, tak że Ścibor młodszy musiał brać pożyczki u krewnych na spłacenie swoich powinności Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 11:10 Okolice Tylicza obfitują w podania i legendy na temat "zbójnictwa". W wielu miejscowościach, w tym również w Tyliczu są jaskinie, które są wiązane z ich działalnością. Jednym z najbardziej dających się we znaki kupcom i harnikom był beskidnik Sawko Hańczowski, którego po kilku latach zbójowania złapano i wyrokiem Sądu Kryminalnego Państwa Muszyńskiego skazano na nabicie na pal. Wyrok wykonano w Muszynie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 12:23 W Archiwum Narodowym odnalazła się księga dokumentująca proces tylickiej czarownicy. Historia Oryny Pawliszanki, oskarżonej o konszachty z diabłem, znana była dotychczas jako miejscowa legenda. W Państwie Muszyńskim, historycznej krainie należącej niegdyś do krakowskich biskupów, był to drugi proces o czary zakończony wyrokiem śmierci. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 13:02 Lato 1678 roku w Muszynie było upalne i suche. Kiedy przez kolejne tygodnie nie spadła ani kropla deszczu uznano, że sam diabłem musiał maczać w tym palce. Panika zaczęła ogarniać mieszczan, którzy obawiali się klęski głodu i nieurodzaju. Anna Dudzicha zajmująca się ziołolecznictwem i białą magią już nie raz pomogła mieszkańcom w chorobie i nieszczęściu. Teraz jednak nie mogła nic wskórać. W rozmowie z mieszczkami przyznała sama, że któraś z czarownic musiała powiesić zasuszonego noworodka u powały domu i porusza nim, a chmury widząc to uciekają. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 15:54 Oryna Działo się to w drugiej połowie osiemnastego wieku w miasteczku Tylicz. Opowieść ta będzie o młodej kobiecie imieniem Oryna, a nazwisko mało to ważne......, posądzonej o uprawianie czarów. Opowiadają do dziś dnia, że była piękna, czarnowłosa, oczy miała przedziwne, zapalały się ogniem to radością. Jej ręce były sprawne, jakiś dziwny dar od Boga pozwalał, aby szybciej i sprawniej wykonywała pracę. Kobiety w miasteczku nie lubiły Oryny, z zazdrością patrzyły, opowiadały, ona jest jakaś inna i taka dziwna, to pewno czarownica... Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 16:01 Letnią porą w 1770 roku, główny dowódca wojsk konfederackich Kazimierz Pułaski, wraz z niewielkim oddziałem udał się na objazd terenów przyległych do obozu koronnego w Muszynce. Polami przez rynek miasta Tylicza, górą Szwarcowa dojechał na szczyt Czerteż. Pilnie obserwował okolicę, z dala widział pomniejsze obozy na górach wokół Tylicza. Niespodziewanie z lasu wyjechał oddział nieprzyjaciela pod wodzą Drewicza. Rozpoczęła się bitwa na śmierć i życie. Mieszkańcy sennego miasteczka wylegli z swoich domostw, pytając co się dzieje?. Słychać było bowiem odgłosy walki, szczęk broni, głosy ludzi, które unosiły się ku niebu. W pewnej chwili przez bruk rynku przeleciał jak wicher koń, aż z podków sypały się iskry, Pułaski z kilkoma rycerzami biegli do obozu koronnego w Muszynce, tam jeszcze są armaty, tam ratunek. Za plecami uciekających coraz bliżej oddział nieprzyjaciela, słychać głosy, -nie pozwólcie mu uciec! To wódz. Nagle koń wraz z jeźdźcem wpadają w przepaść w rwący potok, już nic nie widać, pewno nie żyje , odjechali . Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:23 Jedna z legend głosi, że był bardzo hojnym rozbójnikiem z Domaradza (swego rodzaju odpowiednikiem Janosika). Mieszkał na górze Chyb z innymi zbójnikami. Okradał kupców przyjeżdżających do Domaradza, skradzionymi łupami obdarowywał chłopów. Według innej wersji legendy Rokita, zwany inaczej Rokietnikiem, był złą duszą zamieszkującą bagna (stąd jego nazwa pochodząca od mchu rokietnika często występującego w środkowoeuropejskich lasach) i topiącą tych, którzy wdarli się na teren jego siedliszcza. Jeszcze inna wersja mówiła, że był diabłem kaliskim konkurującym z łęczyckim Borutą. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:35 Według legendy, Boruta pierwotnie był żyjącym w XIV wieku szlachcicem. Jego majątek ziemski oraz drewniany zamek znajdował się po zachodniej stronie zakola Liswarty w łąkach pomiędzy ówczesnymi wioskami: Ługami i Niwkami (współczesne nazwy tych miejscowości to Ługi-Radły i Panoszów), na co wskazują liczne wykopaliska archeologiczne. Około roku 1360, podczas budowy łęczyckiego zamku, król Kazimierz Wielki przejeżdżając w pobliżu, utknął w swej karecie na szerokich mokradłach. Silny młodzieniec o imieniu Boruta pomógł mu i w zamian za to otrzymał we władanie zamek. Istnieją legendy, iż Boruta przesiedlający się do otrzymanego zamku zabrał ze sobą garnek złota, ale ten był tak ciężki, że nie mógł go nieść, tylko go wlókł i w ten sposób wyrył koryto rzeki Liswarty. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.01.24, 21:44 Śmieszne straszydło. W jednym zamku w Galicyi mieszkał przez długi czas pewien hrabia, nie będąc nigdy nagabywanym od strachów i duchów, lubo jego przeszli właściciele czę sto tię na to uskarżali, i dlatego zamek hrabiemu za tanie sprzedali pieniądze, albowiem w całej okolicy miano od niego odrazę w tem przekonaniu, że w nim niespokojne duchy i okropne straszydła swe obrały mieszkanie. Hrabia nie dał się tem odstraszyć, lecz zapłaciwszy ile żądano, osiadł sobie w zatnku i przez cały ciąg pobytu jego nic mu się podobnego nigdy nie przytrafiło. Tymczasem umiera hrabia. Owdowiała żo na nikogo więcej nie miała przy sobie jak domowego nauczyciela, rodem Francuza, który z natury bardzo był bojaźliwy, kilka dziewczyn do usługi i dwóch lo- kai. Po niejakim czasie dał się słyszeć na górze zam ku niejaki szelest, który z czasem coraz bardziej się rozszerzał i wszystkich okropnym napełniał strachem. Uskarżano się, że owocami rzuca na przechodzących. Strach ten pomnażał się tem bardziej, gdy się prze konano, że owo nocne straszydło dalej rozszerzało swoje postrachy. Gdyż często w nocy, gdy się już wszystko uciszyło, schodziło z góry schodami na dół i udając się do kuchni obok schodów położonej, gar- kami i półmiskami okropny robiło rumot, a potłukłszy i porozrzucawszy rozmaite naczynia i pokarmy, wra cało napowrót, straszliwy sprawiając szelest, jakby iągnionym po schodach łańcuchem, tak że kto tylko ten przeraźliwy usłyszał łoskot, nie wiedział gdzie się podziać ze strachu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:11 Z powieści tej wziąć dla siebie należy naukę, jak w podobnych przypadkach nawet i najodważniej szemu ostróżnie postępować należy, nie dać się zmie szać pierwszym postrachem, zwłaszcza, iż podobne strachy dzieją się często przez podstęp i zdradę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:26 JNfie wijwoluj wilka z lasu! Pewien młodzieniec zawadyaka pił — jak niesie- stare podanie ludowe — dnia jednego z swymi to warzyszami w karczmie. Gdy mu już zabrakło pie niędzy, odezwał się, iż zapisze temu swą duszę, kto zapłaci za niego należność za piwo. Niedługo potem wszedł do karczmy jakiś podróżny, który począł przy- pijać do młodzieńca, zapytując, czy w istocie chciałby on duszę swoję sprzedać. Otrzymawszy odpowiedź po twierdzającą, przybysz zapłacił zań całodzienną pijaty kę. Wieczorem, gdy młodzieniec był już pijanym, nie znajomy zapytał innych obecnych w karczmie uczestni ków: »Panowie, cóż o tern sądzicie? czy ten, kto ku puje konia, nie stajeż się zarazem i właścicielem sio dła, uzdzienicy i cugli?* Słysząc obecni, potruchleli i odpowiedzieć nie śmieli, a gdy ich nieznajomy naglił, odrzekli: »Tak jest w istocie, i siodło i cugle należą do kupującego.« W tej chwili djabeł (bo tym był ów nieznajomy) schwycił młodzieńca i uniósł go przez po wałę z sobą, tak, że już odtąd nikt się nie dowie dział, co się z nim stało Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.04.24, 13:08 Z budową synagogi wiąże się legenda, mówiąca o tym że zgodę na jej budowę otrzymali kazimierscy Żydzi od króla Kazimierza Wielkiego. Król przekazał również dwa srebrne miecze, które miały być przetopione na świeczniki. Jako wyraz szacunku dla władcy Żydzi zawiesili je jednak w przedsionku synagogi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.04.24, 00:18 Lubisz urocze wiejskich marzeń kwiaty, Przyjmij więc jeden w ofierze; Pierwsza to gadka Wielko-Polskiej chaty W szaty się rymu przybierze. Nie żądaj po niej świetnego ubrania, W proste się barwy przystroi; Skromne są ludu naszego podania, Skromny im wierszyk przystoi. Wznosi się w gruzach na gryżyńskiej ziemi, Kościół świętego Marcina, Głośnie on niegdyś hymny brzmiał Boskiemi, Dziś głucha w polu ruina. Mnóstwo tam grobów i mogił dokoła, Liczne kryje pokolenia, A biała brzoza, jak skrzydłem anioła, Cichy sen zmarłych ocienia. Jeśli to drzewo, pierwszy wieniec wiosny, Ciekawość twoję obudzi; Zkąd polubiła ten pobyt żałosny, Gryżyńskich spytaj się ludzi. Onego czasu, lecz któż wie lat wiele? W prostym ci rzekną sposobie, Zmarło tu dziecię i przy tym kościele W zimnym złożono je grobie. Cicho, cichutko w swej mogiłce leżał, Antoś, matczyna nadzieja, Kiedy w tem kopacz do księdza przybieżał I tak ztrwożył Dobrodzieja: „Jakieś nam licho na cmentarz się wdarło, „Próżno człek strzeże i czuwa; „Dziecię co właśnie przed tygodniem zmarło, „Wciąż rączkę z grobu wysuwa.” Dziwi się pasterz, krzyż i stułę bierze, Biegnie na miejsce zjawiska, I trzykroć żegna, i zmawia pacierze I sam rączkę w ziemię wciska. Wznosi się sercem, duszą w niebo wznosi, Przy drobnej klęczy mogile; Ale daremnie i błaga i prosi, Rączka powraca za chwilę. Budzi się rączka tajemniczej siły, Wzrusza swój wzgórek grobowy, I znów z zielonej wyrasta mogiły Bieluchna jak śnieg majowy. Dzwoni więc pleban, całą wioskę woła, Młodzież i starce i dziatki, A kiedy wszyscy już staną do koła, Tak się odzywa do matki: „Co w syna twego dzieje się tu w grobie, „Ja ludzką myślą nie schwycę, „Samej to tylko wiadomem jest tobie, „A więc wyjaw tajemnicę.” Wzbrania się matka i zalewa łzami, I ręce łamie z rozpaczy, Gdy w tem strasznemi zaklęta słowami Tak się wśród jęku tłumaczy: „Kara to mojej matczynej ślepoty, „Bóg mi złem za złe odmierzył; „Synek ten memi popsuty pieszczoty, „Raz mię w swym gniewie uderzył.” „Bierz więc tę rózgę i chłoszcz rękę syna.” Tak pasterz na nią zakrzyknął, „Ziemskiej się on tu kary dopomina, „Aby wieczystej uniknął.” „Uderz!” zawoła - i silnem ramieniem Matka do grobu ciągniona, Odwraca oczy i z ciężkiem westchnieniem Okropnej kary dokona. ... I patrz! Zaledwie rózczkę puszcza z dłoni I pada, jakby nieżywa, Sama się rączka w grób swój cofa, chroni, I znów ją ziemia pokrywa. I wszystkie serca zimny przestrach ściska, Śmiertelnym dreszczem przenika; A ksiądz na pamięć strasznego zjawiska, Rózczkę na grobie zatyka. I drugim cudem, w pierwszej zaraz wiośnie Gęsty liść ją ozielenia, Coraz się wyżej i wzmaga i rośnie, W rozległe drzewo się zmienia. Runął kościółek i niejedne czasy, Niejedna przeszła nawała, Walą się dęby, całe walą lasy, A brzoza stoi, jak stała. I wciąż liczniejsze przychodzą tam dzieci, Patrzą nań w strachu i grozie, I coraz dalej i słynie i leci Powieść o Gryżyńskiej brzozie. Odpowiedz Link