gelatik
26.02.02, 13:00
Amerykański naukowiec, pracujący w laboratorium rządowym jest głównym
podejrzanym o rozsyłanie listów z wąglikiem, które na jesieni zeszłego roku
zabiły w USA pięć osób – pisze „Washington Times”.
Podejrzany naukowiec pracował w wojskowym laboratorium badań nad chorobami
zakaźnymi w Fort Detrick w stanie Maryland. Tam właśnie magazynuje się zapasy
przetrwalników wąglika w postaci silnie sproszkowanej, która nadaje się do
użycia jako broń bakteriologiczna.
Teraz - pisze Washington Times - ten sam człowiek - pracuje jako przedsiębiorca
niedaleko Waszyngtonu.
FBI nie ujawnia jego nazwiska. Według źródeł, na które powołuje się gazeta, był
on dwukrotnie zwalniany z pracy w instytucjach rządowych, a po atakach 11
września groził użyciem wąglika w celach terrorystycznych.
Agenci FBI już przeszukali dom mężczyzny, ale nie znaleźli tam żadnych dowodów.
Nie wiadomo co będzie z oskarżeniem naukowca. Przypuszcza się, że waszyngtońska
administracja boi się skandalu, jaki mógłby wybuchnąć, jeśli wyjdzie na jaw, że
Amerykanie pracują nad bronią biologiczną.
Wcześniej Washington zapewniał, że chodzi tylko o badania ewentualnych skutków
użycia broni bakteriologicznej przez nieprzyjaciela.