wojciech.2345
10.02.12, 10:49
Wyjątkowo ostre mrozy w ostatnich dniach pokazały, że Rosji – wydawałoby się, surowcowej potędze – brakuje gazu. Kończą się jego zasoby w zachodniej Syberii, a złoża na północy i wschodzie kraju wymagają ogromnych inwestycji.
Nagły atak zimy spowodował, że zapotrzebowanie Rosji na gaz wzrosło do 2 mld m sześc. dziennie (o 11 proc.). To mniej więcej tyle, ile Bułgaria zużywa przez cały rok. Aby zaspokoić popyt wewnętrzny, Gazprom musiał zmniejszyć ciśnienie w gazociągu do Europy. Zakłócenie dostaw odnotowało od razu kilka państw europejskich. Najbardziej dostało się Włochom, którzy w wyniku 20-procentowego spadku importu z Rosji wstrzymują dostawę gazu do przedsiębiorstw, by utrzymać ciepło w domach mieszkalnych.
...
Tymczasem jak wylicza grupa analityczna ERTA, w trudno dostępnych terenach na północy i wschodzie kraju oraz na szelfie kryje się ponad 40 proc. wszystkich rosyjskich zapasów gazu. Ale poziom wydobycia na tych obszarach stanowi zaledwie 3 proc. ogólnorosyjskiego. Gazprom nie spieszy się z rozpoczęciem ich eksploatacji, bo jak wylicza Rosyjska Akademia Nauk, na ten cel potrzebne jest co najmniej 160 mld dol. do 2030 r. Gaz z tak kosztownych złóż nie miałby szans na znalezienie odbiorców. Już dziś cena rosyjskiego surowca jest trzykrotnie wyższa od amerykańskiego, który w wyniku eksploatacji łupków potaniał do 99 dol. za 1 tys. m sześc.
biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/592747,rosyjski_sektor_energetyczny_znalazl_sie_na_krawedzi_swoich_mozliwosci.html