arkaf 27.04.14, 12:27 wstrzasajace... wyborcza.pl/magazyn/1,137926,15859424,Piate_przesluchanie__czyli_cichy_strzal_w_glowe.html#CukGW Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kzet69 Re: Piate przesluchanie, czyli cichy strzal w glo 27.04.14, 12:30 Jeśli możesz poproszę o cytat całego artykułu, bo ja GW za piano z przyczyn czysto ideologicznych płacił nie będę... Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Ha,ha. 27.04.14, 12:50 Cala filozofia inteligentnych inacej.Informacja dla nich jest zbedna,potrzebuja gotowej papki do polykania. Przy skrzyniach z kałasznikowami słychać było szczęk metalu... i dźwięczny moskiewski akcent. Podpisał wszystko, co chcieli. Z akumulatorem podłączonym do jąder pytań się nie zadaje Oni byli inni. Ukraińska bezpieka zatrzymywała go nie pierwszy raz, ale z tymi facetami było coś nie tak. Wszystko było inaczej niż zwykle. Kiedy zdjęli mu z głowy czarny worek, mógł się w końcu rozejrzeć. To nie był dobrze mu znany posterunek SBU. Gołe, szare ściany, sufit wsparty na betonowych filarach,świetlówki niestabilne. Hangar jakiś opuszczony czy magazyn pofabryczny. Posadzili go na krześle naprzeciw biurka z laptopem. Ci, którzy go przywieźli, stali wokół. Kilku innych krzątało się przy zielonych skrzyniach pod ścianą. Były nieoznakowane, ale Anatol dobrze znał ten typ skrzynek. To pudła na karabiny szturmowe AK-74M. Nie miał pojęcia, po co ta broń. Nie starczało mu sił, by kombinować. Myślał tylko o tym, kiedy zaczną kolejną rundę tortur. Może te skrzynie miały jechać do Kijowa na zdławienie Majdanu. Był początek lutego 2014 r. Stolica wrzała. Dziś Anatol nie ma najmniejszych wątpliwości: to była broń dla prorosyjskich separatystów. To te automaty są teraz w Doniecku, Ługańsku, Kramatorsku, wszędzie tam, gdzie nad głowami dziwnych facetów w mundurach bez naszywek powiewają trójkolorowe sztandary Rosji. Strach Widać, że Anatol Szołudko się boi, a przynajmniej nie zaznaje spokoju. Rozgląda się, lustruje twarze przechodniów, odprowadza ich jeszcze chwilę wzrokiem. Skąd te nerwy w spokojnym polskim centrum handlowym? - Mogą mnie zabić. Jestem pewien. Najpierw wykorzystać, a potem zabić. Za dużo w tym hangarze widziałem i słyszałem. A wypuścili mnie tylko dlatego, że upatrzyli sobie na kozła ofiarnego. To bezwzględni rzeźnicy wyszkoleni w KGB. - Jeśli nie zabiją, to spróbują ze mnie zrobić mordercę sędziego Ołeksandra Łobodenki. Pod swoim domem w Krzemieńczuku dostał dwie kule w plecy. Rozpatrywał moją sprawę. Skazywał znajomych i przyjaciół z Majdanu. Anatol przeprasza za niechlujny strój, za brud za paznokciami. Od kilku dni pracuje na budowie. Z czegoś żyć trzeba. W domu została żona i dwie dorastające córki. Widać, że zależy mu, by zdobyć zaufanie. Chce wszystko powyjaśniać, opowiedzieć swoją historię, ale mówi chaotycznie. Raz zamyka kilkuletni rozdział życia jednym słowem, warknie coś, usta zaciśnie i koniec. Kiedy indziej pozwala płynąć fali najdrobniejszych szczegółów, a opowieść zwalnia wręcz do czasu rzeczywistego. Rozgestykulowany, o rozbieganych oczach, dłoniach wciąż szukających zajęcia, robi wrażenie człowieka nie całkiem zrównoważonego. Co jakiś czas przeprasza, że nie może się skupić, że boli go głowa. Po przeżyciach z hangaru trudno dojść do siebie. Pokazuje film na YouTubie: stoi tam w szeregu oficjeli, w garniturze, pod krawatem, buty lśnią, twarz gładziutka. Są z Anatolem lokalni działacze z Krzemieńczuka, obok dyplomaci z Polski. Uściski rąk, uprzejmości. Anatol przemawia rzeczowo, zwięźle. Mówi o trudnej wspólnej historii Polski i Ukrainy, o konieczności wzajemnego wybaczenia, zrozumienia, szacunku. Jest lato 2012 r. To uroczystość sadzenia w Krzemieńczuku dębu katyńskiego. Każde z drzew ma być żywym pomnikiem dla zamordowanego polskiego oficera. To będzie rosło w Krzemieńczuku ku pamięci ppor. Bronisława Urbanowicza, dzięki Anatolowi. Szołudko to człowiek w swoim mieście znany, antykomunistyczny dysydent z Ruchu, opiekun zabytków, pasjonat lokalnej historii, aktywista pomarańczowej rewolucji, a ostatnio euromajdanu. Ten Katyń to dlatego, że Anatol jest z pochodzenia Polakiem. Babcia, z domu Kalinowska, od małego uczy go języka. Robi też z Anatola katolika, regularnie prowadza do kościoła. Godzinami pięknie opowiada o historii. Anatol dowiaduje się rzeczy fascynujących. U babci wszystko jest zupełnie inne niż w szkole. Na odwrót wręcz. Ktoś musi mijać się z prawdą. Anatol nie ma wątpliwości kto. Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Re: Ha,ha. 27.04.14, 12:51 Wina Pierwsze kłopoty z milicją ma w ósmej klasie. Istniał jeszcze Związek Sowiecki. I tak jak teraz była Wielkanoc. Na zbiórce pionierskiej drużynowy kazał złożyć samokrytykę. - Dowiedział się, nie wiedzieć skąd, że byłem z babcią w kościele. Miałem przedstawić racjonalne, marksistowsko-leninowskie, dowody na nieistnienie Boga. Milczałem, więc zaczął kpić: "Pewnie nienamacalny jest ten twój Bóg, zobaczyć go nie można, co?". Nie wytrzymałem: "Taki debil jak ty z pewnością Boga nie zobaczy". Zerwałem z szyi czerwoną chustę i kopnąłem w jego stronę. Wylądowałem na dywaniku u dyrektora. Milicjant już tam czekał. W dziesiątej klasie Anatola zatrzymuje już KGB. Do szkoły przyjechał weteran z pogadanką, jak to we wrześniu 1939 r. w szeregach Armii Czerwonej wyzwalał z polskiej okupacji zachodnią Ukrainę. Był wielki, gruby i sapał. Na marynarce "ikonostas" - co najmniej pół setki medali. Brzęczą niczym kolczuga. Szołudko w środku lekcji wstaje, podchodzi do gościa, zrywa garść jego odznaczeń i rzuca na podłogę. Na całą klasę woła, że weteran to nie bohater i wyzwoliciel, ale sojusznik Hitlera! Jest rok 1990. Trwa już gorbaczowowska pierestrojka i głasnost, ale zrywanie medali weteranom Armii Czerwonej nie mieści się nikomu w głowie. To czyste chuligaństwo, w dodatku polityczne. Tego dnia KGB zakłada Anatolowi teczkę, jak to mówią czekiści, "stawit na ucziot", czyli wciąga nazwisko Szołudki do swojej ewidencji. Trzecie spotkanie z KGB kończy się wyrokiem. 1 maja 1990 r. dysydencki i niepodległościowy Ruch organizuje w Krzemieńczuku pikietę z okazji 500. rocznicy powstania kozactwa. Szołudko pali flagę z sierpem i młotem. Na błyskawicznym 40-minutowym pokazowym procesie dostaje cztery lata. Trafia do Śledczo-Naprawczej Kolonii nr 15 w Połtawie. Jelcyna na czołgu, demonstrantów przed moskiewską siedzibą KGB i dźwig zdejmujący z cokołu figurę Dzierżyńskiego ogląda w obozowej świetlicy. Kiedy wychodzi z obozu, nie ma już ZSRR ani flagi z sierpem i młotem. Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Re: Ha,ha. 27.04.14, 12:53 Kara Tego lutowego dnia, kiedy Anatol wylądował w hangarze pełnym broni i dziwacznych facetów, porwano go wprost z ulicy. Podjechali i wepchnęli do terenowej toyoty land cruiser. Całą drogę miał na głowie worek. Kiedy pierwszy raz go zdjęli, Anatol zobaczył zamarznięte jezioro i oświetlony reflektorami przerębel. Podtapiali go dobre pół godziny. W hangarze najpierw dali odpocząć, zapalić nawet dali. Straszyli tyl- ko: że przekażą rosyjskiej FSB, że rozprawią się z rodziną, że wsadzą na minimum 15 lat. Czego chcieli, jeśli o nic nie pytali? Żeby podpisał przygotowane wcześniej papiery. Dwóch Anatol znał. Dowodził pułkownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z Połtawy - Kondraszow, jego prawą ręką był dobiegający trzydziestki byk w jasnej kurteczce z cienkiej skóry, tajniak z Krzemieńczuka. Trzeci ciągle gadał. A to, że zaraz Anatola puszczą, a to, że rozsądnym trzeba być. Ci, z którymi "było coś nie tak", to trzej pozostali. Odzywali się rzadko i oszczędnie. Przyglądali się, nie wydawali komend. Czuło się jednak, że to oni są szefami. Ci przy skrzynkach z karabinami mieli swoją robotę. Coś wkładali, wyjmowali, sprawdzali. Słychać było tylko szczęk metalu i urywane zdania... i jeszcze coś: dźwięczny moskiewski akcent. Jeden z nich przyniósł czarną walizkę i bez słowa postawił na biurku. Otworzył Kondraszow. Anatol zobaczył zwój kabli, nieduży akumulator i bakelitowe pudełko z pokrętłem. - To twój detektor kłamstwa - śmiał się "jasna kurteczka". Szołudko nawet nie chciał się domyślać, co widzi. Elektrody podłączali do genitaliów, oczu albo do skroni. Anatolij nie pamięta, co im mówił, zresztą oni nie chcieli zeznań, tylko żeby podpisał deklarację współpracy i lojalności. Proponowali, by został snajperem. Mówili: "Wkrótce na Ukrainie będzie dużo roboty dla ludzi, którzy umieją obchodzić się z bronią". Po kilku rażeniach prądem bez czytania podpisał wszystko, co chcieli. Do dziś nie wie, co w tych papierach konkretnie było. Z akumulatorem podłączonym do jąder pytań się nie zadaje. Zbrodnia Z roku na rok Szołudko zdobywa coraz więcej materiałów. Starsi mieszkańcy Ukrainy przestali się bać przeszłości. Niektórzy wręcz szukają ludzi, którym mogliby się zwierzyć z tego, co przeżyli w czasach ZSRR. Takich szuka Anatol. Rozpytuje świadków, spisuje relacje, porównuje, uzupełnia. W wiosce pod Krzemieńczukiem znajduje dziadka, który opowiada mu o pociągu z 22 czerwca 1941 r. Jechał na wschód, zatrzymał się na stacji Ganijewka. Zaczęto wyładowywać ludzi, deportowanych mieszkańców Mołdawii. Strażnicy NKWD przeprowadzili szybką selekcję. Jedni wrócili do wagonów, innych zabrały ciężarówki. Z innej relacji spisanej przez Anatola wynika, że tych, których zabrały ciężarówki, w pobliskim lesie zagazowało wojsko ubrane w kombinezony przeciwchemiczne. Wieśniacy mówili, że wyglądali jak demony. Anatol usłyszał, że w obozie w Krzemieńczuku, w którym siedzieli również Polacy zabici później w Katyniu, były długie podziemne korytarze. NKWD miało tam testować na więźniach preparaty chemiczne z pobliskiej fabryki. Pisał, że eksperymenty z bronią chemiczną prowadzone były tam do połowy lat 50. Co Anatol usłyszał, zaraz opisywał w lokalnej i kijowskiej prasie, w internecie, opowiadał na lekcjach w szkołach. Szukał kontaktów z ludźmi i instytucjami, które mógłby zainteresować swoimi odkryciami. Ion Stavila, ambasador Mołdawii w Kijowie: - Szołudko przyniósł mi materiały dotyczące naszych obywateli deportowanych przez Sowietów w głąb ZSRR. To przede wszystkim relacje naocznych świadków, którzy widzieli transporty Mołdawian i opowiadali o urządzanych tam masowych egzekucjach tych ludzi. - Odnaleźliśmy listę niemal 5 tys. deportowanych, którzy byli jakiś czas przetrzymywani dokładnie tam, gdzie wskazywał Anatol - w tzw. obozach etapowych w Putywlu i Kozielszczynie. Później większość z nich "wypłynęła" w łagrach syberyjskich. Naszym historykom nie udało się jednak potwierdzić masowych egzekucji i gazowania ludzi - mówi ambasador. Współpracownicy i znajomi często krytykują warsztat historyczny Anatola. Dr Tomasz Szczepański, historyk z Muzeum Wojska Polskiego: - Szołudko nie ma za grosz krytycznego podejścia do źródeł. Bez oporu miesza prawdę z ludowymi bajkami. Tomasz Pisula z fundacji Wolność i Demokracja: - Fakty, bezsporne, które potwierdzają historycy, Anatol popularyzuje, przyozdabiając je sensacjami, jak kilometrowe zasypane tunele, pociągi wjeżdżające pod ziemię czy testy broni chemicznej i biologicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Re: Ha,ha. 27.04.14, 12:53 Mimo to po pracy Anatola zostają ślady. Pierwszy był katyński dąb, a w zeszłym roku na bibliotece, która była częścią miejscowego obozu, zawisła pamiątkowa tablica. Konsul w Charkowie Jan Granat: - Wszystko z inicjatywy Szołudki. Anatolowi bardzo zależało na tej tablicy. Badaniu historii tego obozu poświęcił mnóstwo czasu i energii. Później się okazało, że więźniem tego obozu był m.in. Jan Karski. Uratował się, bo został przekazany hitlerowcom. Uroczystość była piękna, ambasador, attaché wojskowy, miejscowy gubernator. Tablicę była gotowa sfinansować strona polska, ale Szołudko ujął się honorem gospodarza i tablicę ufundowała grupa miejscowych biznesmenów. Do Krzemieńczuka Anatol stara się ściągać badaczy, entuzjastów i zawodowych historyków. Organizuje lekcje, odczyty, spotkania z młodzieżą. Dr Szczepański z Muzeum Wojska Polskiego: - Dwa razy na zaproszenie pana Anatola byłem z prelekcją na Ukrainie. Pierwsza była skromna, ale druga, w miejscowej szkole lotniczej, to już gigantyczna impreza na 4 tys. słuchaczy. Groźba Tak zaczyna się czwarte spotkanie Anatola z bezpieką. Tak naprawdę to kilka albo nawet kilkanaście wezwań i przesłuchań w SBU, spotkania z tajniakami zaczepiającymi na ulicy, groźby, prośby, dziwne propozycje. Temat zawsze ten sam - historyczne poszukiwania, publikacje i współpraca Anatola z zagranicą. - Po co ci to? Komu potrzebny bełkot jakichś dziadów o obozach sprzed prawie stu lat? A czy to nasze obozy? Nie! Sowieckie. Swoją propagandą szkodzisz własnej ojczyźnie. Jak się nie uspokoisz, to cię wydamy rosyjskiej FSB, już się tobą interesują. Albo inaczej: - Co ty z tymi Polakami się ciągle spotykasz? Ściągasz tu jakichś palantów z odczytami o jeńcach, morderstwach, Katyniach. A jedźcie sobie do Katynia, a nie tu. Pamiętaj, przyglądamy się tobie. Dla nas jesteś niczym więcej niż tylko polskim i mołdawsko-rumuńskim szpiegiem. Historyk się znalazł, badacz, jego mać! Najgorzej było tuż przed sadzeniem katyńskiego dębu i wieszaniem tablicy o obozie jenieckim. Mówili, że będzie pierwszy, kiedy potrzebny będzie kozioł ofiarny. Na koniec grozili już śmiercią. Ale to było nic w porównaniu z hangarem o gołych ścianach. Ucieczka Z hangaru Anatol wyszedł, jak tylko podpisał papiery. Dali mu jeszcze pistolet, żeby przyłożył palce do kolby. Nie ukrywali, że chodzi o odciski palców. Na koniec "jasna kurteczka" przystawił Anatolowi pistolet do skroni i pociągnął za spust. Nic się nie stało. Szczęk zamka tylko, cichy strzał. Magazynek był pusty. Anatol nawet nie pamięta, co czuł, co zrobił, tylko tyle, że jego reakcja bardzo tajniaków ubawiła, śmiali się do rozpuku. Po wszystkim ci "dziwni" z moskiewskim akcentem znikli. Z Anatolem zostali regularni ukraińscy ubecy. Nagle stali się mili. Zdjęli elektrody, dali papierosa. Był już prawie ranek, ale skuli, wsadzili do samochodu i pognali do sędziego Ołeksandra Łobodenki, prosto do domu, żeby tylko podpisał wyrok. Wyrok dla Anatola, głupstwo, sto dni aresztu domowego. Najwyraźniej nie o karę chodziło, ale o kontrolę, żeby go z oczu nie tracić, mieć w mieście. Na koniec Anatola zawieźli do szpitala. Po podtapianiu strasznie kaszlał i trząsł się na całym ciele, chociaż trząść się mógł równie dobrze od kopania prądem po kroczu i oczach. "Szpital - myślał Anatol. - Czyżby teraz im na mnie zależało?". Jeśli tak, to jest źle. W końcu jedna z ich propozycji brzmiała: "Zostań naszym snajperem. Popracujesz teraz dla kraju zamiast dla obcych ambasad". No i te odciski na pistolecie. Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Re: Ha,ha. 27.04.14, 12:56 Drugiej nocy w szpitalu uciekł. Poleciał do domu, spakował się i do Kijowa na Majdan. Tam, jak myślał, będzie bezpieczny. To jedyne miejsce na Ukrainie, gdzie "Moskale go nie dorwą" Był ledwo żywy. Nie liczył pieniędzy. Do Kijowa pognał taksówką. Dzień później ukraińskie media podały, że w Krzemieńczuku został zamordowany sędzia Łobodenko. Miejscowa bezpieka sugeruje odpowiedzialność prawicowego działacza jednego z demonstrantów Majdanu. Nazwisko nie pada, ale opis pasuje do Anatola. Alibi Kwiecień 2014 r. Anatol już dwa miesiące jest w Polsce. Wystąpił o status uchodźcy politycznego. Gdyby nie niedzielna pikieta pod rosyjską ambasadą, nic by się nie działo. Wieczorami Szołudko rozmawia ze znajomymi na Ukrainie. Jak tam? Nie trzeba bronić Ukrainy? Jak separatyści? Jak moskiewscy agenci? Opowiada o sobie. O życiu uciekiniera, emigranta. W Polsce wszystko takie spokojne, banalne. Praca na budowie, supermarket, kolacja, sen. Tempo życia zwolniło. Wracać, a może rodzinę do Polski ściągać? Franciszek Rapacki, slawista z Polskiej Akademii Nauk, poznał Anatola w pierwszych dniach Majdanu. Po raz drugi zobaczył go w Kijowie na barykadach, dzień po ucieczce z Krzemieńczuka. - Inny człowiek - mówi Rapacki. Roztrzęsiony, znerwicowany skrajnie, trzęsie się, bełkoce coś pod nosem. No i poraniony - siniaki na rękach, nos rozbity, głowa rozcięta. Było jasne, że przeszedł przez piekło. - Kiedy zaczął opowiadać o porwaniu, o hangarze, o ludziach z moskiewskim akcentem - ciągnie Rapacki - wiele osób na Majdanie, nawet ci, którzy znali go wcześniej, było przekonanych, że stracił rozum. - Wcześniej wymyślał legendy o zagazowywanych obozach. Teraz o tajnych bazach moskiewskich specsłużb - mówili niektórzy. - A jednak wtedy na Majdanie całą grupą, z dziennikarzami, działaczami, jakimiś dziewczynami, do późna w nocy słuchaliśmy opowieści Anatola. Wszyscy zastanawialiśmy się wtedy, co dalej będzie z tymi "dziwnymi facetami" z hangaru, co zamierzają, na co im te karabiny. To było 11 lutego. Ten sam wieczór, kiedy 500 kilometrów dalej pod swoim domem w Krzemieńczuku sędzia Łobodenko dostał dwie kule w plecy. Miał szczęście Anatol, że 10 lutego uciekł taksówką na Majdan, nawet jeśli cała jego historia jest zmyślona; gdyby nieprawdą było, że bezpieka szykanowała go od lat szkolnych. Ile by było tych aresztowań i przesłuchań, choćby nawet ani jednego nie było, i nie było hangaru żadnego ani tortur prądem, to jedno w życiu Szołudki jest pewne - do sędziego Łobodenki nie strzelał. W to nie da się go wrobić. Nikt nie ma bardziej żelaznego alibi niż Anatol. Zamieszczone materiale filmowe w artykule; www.youtube.com/watch?v=cwxd3vzjmjM www.youtube.com/watch?v=wxwBqMi6qUw www.youtube.com/watch?v=zVxvz6aFyD4 www.youtube.com/watch?v=WHmI5U1SKm0 www.youtube.com/watch?v=NO1FAg5hmTc Odpowiedz Link Zgłoś
kzet69 Dzięki Igor 27.04.14, 13:04 za wklejenie całego tekstu, fakt propagandowa papka, nie lepsza i nie gorsza od tej, którą ty serwujesz na FŚ, pytanie tylko gdzie jest to ziarno prawdy.... Odpowiedz Link Zgłoś
kzet69 Re: Ha,ha. 27.04.14, 12:53 Bzdura Igor, dlatego nie płacę na piano, bo włąśnie uważam że informacja powinna być bezpłatna, i nie chodzi tu o mnie, bo mnie akurat stać, tylko o tych najuboższych, młodzież i emerytów... Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk Popierasz kapitalizm? 27.04.14, 12:59 To w takim razie plac za wszystko.Wlacznie z tym goownem informacyjnym,co tak wzruszylo arkafa :-) p.s. jest wiele sposobow zeby nie placic za informacje,ale dla tego trzeba posiadac troche wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
arkaf Re: Piate przesluchanie, czyli cichy strzal w glo 27.04.14, 12:55 Przy skrzyniach z kałasznikowami słychać było szczęk metalu... i dźwięczny moskiewski akcent. Podpisał wszystko, co chcieli. Z akumulatorem podłączonym do jąder pytań się nie zadaje Oni byli inni. Ukraińska bezpieka zatrzymywała go nie pierwszy raz, ale z tymi facetami było coś nie tak. Wszystko było inaczej niż zwykle. Kiedy zdjęli mu z głowy czarny worek, mógł się w końcu rozejrzeć. To nie był dobrze mu znany posterunek SBU. Gołe, szare ściany, sufit wsparty na betonowych filarach,świetlówki niestabilne. Hangar jakiś opuszczony czy magazyn pofabryczny. Posadzili go na krześle naprzeciw biurka z laptopem. Ci, którzy go przywieźli, stali wokół. Kilku innych krzątało się przy zielonych skrzyniach pod ścianą. Były nieoznakowane, ale Anatol dobrze znał ten typ skrzynek. To pudła na karabiny szturmowe AK-74M. Nie miał pojęcia, po co ta broń. Nie starczało mu sił, by kombinować. Myślał tylko o tym, kiedy zaczną kolejną rundę tortur. Może te skrzynie miały jechać do Kijowa na zdławienie Majdanu. Był początek lutego 2014 r. Stolica wrzała. Dziś Anatol nie ma najmniejszych wątpliwości: to była broń dla prorosyjskich separatystów. To te automaty są teraz w Doniecku, Ługańsku, Kramatorsku, wszędzie tam, gdzie nad głowami dziwnych facetów w mundurach bez naszywek powiewają trójkolorowe sztandary Rosji. Strach Widać, że Anatol Szołudko się boi, a przynajmniej nie zaznaje spokoju. Rozgląda się, lustruje twarze przechodniów, odprowadza ich jeszcze chwilę wzrokiem. Skąd te nerwy w spokojnym polskim centrum handlowym? - Mogą mnie zabić. Jestem pewien. Najpierw wykorzystać, a potem zabić. Za dużo w tym hangarze widziałem i słyszałem. A wypuścili mnie tylko dlatego, że upatrzyli sobie na kozła ofiarnego. To bezwzględni rzeźnicy wyszkoleni w KGB. - Jeśli nie zabiją, to spróbują ze mnie zrobić mordercę sędziego Ołeksandra Łobodenki. Pod swoim domem w Krzemieńczuku dostał dwie kule w plecy. Rozpatrywał moją sprawę. Skazywał znajomych i przyjaciół z Majdanu. Anatol przeprasza za niechlujny strój, za brud za paznokciami. Od kilku dni pracuje na budowie. Z czegoś żyć trzeba. W domu została żona i dwie dorastające córki. Widać, że zależy mu, by zdobyć zaufanie. Chce wszystko powyjaśniać, opowiedzieć swoją historię, ale mówi chaotycznie. Raz zamyka kilkuletni rozdział życia jednym słowem, warknie coś, usta zaciśnie i koniec. Kiedy indziej pozwala płynąć fali najdrobniejszych szczegółów, a opowieść zwalnia wręcz do czasu rzeczywistego. Rozgestykulowany, o rozbieganych oczach, dłoniach wciąż szukających zajęcia, robi wrażenie człowieka nie całkiem zrównoważonego. Co jakiś czas przeprasza, że nie może się skupić, że boli go głowa. Po przeżyciach z hangaru trudno dojść do siebie. Pokazuje film na YouTubie: stoi tam w szeregu oficjeli, w garniturze, pod krawatem, buty lśnią, twarz gładziutka. Są z Anatolem lokalni działacze z Krzemieńczuka, obok dyplomaci z Polski. Uściski rąk, uprzejmości. Anatol przemawia rzeczowo, zwięźle. Mówi o trudnej wspólnej historii Polski i Ukrainy, o konieczności wzajemnego wybaczenia, zrozumienia, szacunku. Jest lato 2012 r. To uroczystość sadzenia w Krzemieńczuku dębu katyńskiego. Każde z drzew ma być żywym pomnikiem dla zamordowanego polskiego oficera. To będzie rosło w Krzemieńczuku ku pamięci ppor. Bronisława Urbanowicza, dzięki Anatolowi. Szołudko to człowiek w swoim mieście znany, antykomunistyczny dysydent z Ruchu, opiekun zabytków, pasjonat lokalnej historii, aktywista pomarańczowej rewolucji, a ostatnio euromajdanu. Ten Katyń to dlatego, że Anatol jest z pochodzenia Polakiem. Babcia, z domu Kalinowska, od małego uczy go języka. Robi też z Anatola katolika, regularnie prowadza do kościoła. Godzinami pięknie opowiada o historii. Anatol dowiaduje się rzeczy fascynujących. U babci wszystko jest zupełnie inne niż w szkole. Na odwrót wręcz. Ktoś musi mijać się z prawdą. Anatol nie ma wątpliwości kto. Wina Pierwsze kłopoty z milicją ma w ósmej klasie. Istniał jeszcze Związek Sowiecki. I tak jak teraz była Wielkanoc. Na zbiórce pionierskiej drużynowy kazał złożyć samokrytykę. - Dowiedział się, nie wiedzieć skąd, że byłem z babcią w kościele. Miałem przedstawić racjonalne, marksistowsko-leninowskie, dowody na nieistnienie Boga. Milczałem, więc zaczął kpić: "Pewnie nienamacalny jest ten twój Bóg, zobaczyć go nie można, co?". Nie wytrzymałem: "Taki debil jak ty z pewnością Boga nie zobaczy". Zerwałem z szyi czerwoną chustę i kopnąłem w jego stronę. Wylądowałem na dywaniku u dyrektora. Milicjant już tam czekał. W dziesiątej klasie Anatola zatrzymuje już KGB. Do szkoły przyjechał weteran z pogadanką, jak to we wrześniu 1939 r. w szeregach Armii Czerwonej wyzwalał z polskiej okupacji zachodnią Ukrainę. Był wielki, gruby i sapał. Na marynarce "ikonostas" - co najmniej pół setki medali. Brzęczą niczym kolczuga. Szołudko w środku lekcji wstaje, podchodzi do gościa, zrywa garść jego odznaczeń i rzuca na podłogę. Na całą klasę woła, że weteran to nie bohater i wyzwoliciel, ale sojusznik Hitlera! Jest rok 1990. Trwa już gorbaczowowska pierestrojka i głasnost, ale zrywanie medali weteranom Armii Czerwonej nie mieści się nikomu w głowie. To czyste chuligaństwo, w dodatku polityczne. Tego dnia KGB zakłada Anatolowi teczkę, jak to mówią czekiści, "stawit na ucziot", czyli wciąga nazwisko Szołudki do swojej ewidencji. Trzecie spotkanie z KGB kończy się wyrokiem. 1 maja 1990 r. dysydencki i niepodległościowy Ruch organizuje w Krzemieńczuku pikietę z okazji 500. rocznicy powstania kozactwa. Szołudko pali flagę z sierpem i młotem. Na błyskawicznym 40-minutowym pokazowym procesie dostaje cztery lata. Trafia do Śledczo-Naprawczej Kolonii nr 15 w Połtawie. Jelcyna na czołgu, demonstrantów przed moskiewską siedzibą KGB i dźwig zdejmujący z cokołu figurę Dzierżyńskiego ogląda w obozowej świetlicy. Kiedy wychodzi z obozu, nie ma już ZSRR ani flagi z sierpem i młotem. Jak ''pomarańczowi'' przywracali pamięć: ''Ukraina buduje swoją historię'' ''Ile wam płacą?'' - styczeń na Majdanie, ukraińscy aktywiści ścigają oficerów Berkutu Kara Tego lutowego dnia, kiedy Anatol wylądował w hangarze pełnym broni i dziwacznych facetów, porwano go wprost z ulicy. Podjechali i wepchnęli do terenowej toyoty land cruiser. Całą drogę miał na głowie worek. Kiedy pierwszy raz go zdjęli, Anatol zobaczył zamarznięte jezioro i oświetlony reflektorami przerębel. Podtapiali go dobre pół godziny. W hangarze najpierw dali odpocząć, zapalić nawet dali. Straszyli tyl- ko: że przekażą rosyjskiej FSB, że rozprawią się z rodziną, że wsadzą na minimum 15 lat. Czego chcieli, jeśli o nic nie pytali? Żeby podpisał przygotowane wcześniej papiery. Dwóch Anatol znał. Dowodził pułkownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z Połtawy - Kondraszow, jego prawą ręką był dobiegający trzydziestki byk w jasnej kurteczce z cienkiej skóry, tajniak z Krzemieńczuka. Trzeci ciągle gadał. A to, że zaraz Anatola puszczą, a to, że rozsądnym trzeba być. Ci, z którymi "było coś nie tak", to trzej pozostali. Odzywali się rzadko i oszczędnie. Przyglądali się, nie wydawali komend. Czuło się jednak, że to oni są szefami. Ci przy skrzynkach z karabinami mieli swoją robotę. Coś wkładali, wyjmowali, sprawdzali. Słychać było tylko szczęk metalu i urywane zdania... i jeszcze coś: dźwięczny moskiewski akcent. Jeden z nich przyniósł czarną walizkę i bez słowa postawił na biurku. Otworzył Kondraszow. Anatol zobaczył zwój kabli, nieduży akumulator i bakelitowe pudełko z pokrętłem. - To twój detektor kłamstwa - śmiał się "jasna kurteczka". Szołudko nawet nie chciał się domyślać, co widzi. Elektrody podłączali do genitaliów, oczu albo do skroni. Anatolij nie pamięta, co im mówił, zresztą oni nie chcieli zeznań, tylko żeby podpisał deklarację współpracy i lojalności. Proponowali, by został snajperem. Mówili: "Wkrótce na Ukrainie będzie dużo roboty dla ludzi, którzy umieją obchodzić się z bronią". Po kilku rażeniach prądem bez czytania podpisał wszystko, co chcieli. Odpowiedz Link Zgłoś
arkaf Re: Piate przesluchanie, czyli cichy strzal w glo 27.04.14, 12:58 Do dziś nie wie, co w tych papierach konkretnie było. Z akumulatorem podłączonym do jąder pytań się nie zadaje. Zbrodnia Z roku na rok Szołudko zdobywa coraz więcej materiałów. Starsi mieszkańcy Ukrainy przestali się bać przeszłości. Niektórzy wręcz szukają ludzi, którym mogliby się zwierzyć z tego, co przeżyli w czasach ZSRR. Takich szuka Anatol. Rozpytuje świadków, spisuje relacje, porównuje, uzupełnia. W wiosce pod Krzemieńczukiem znajduje dziadka, który opowiada mu o pociągu z 22 czerwca 1941 r. Jechał na wschód, zatrzymał się na stacji Ganijewka. Zaczęto wyładowywać ludzi, deportowanych mieszkańców Mołdawii. Strażnicy NKWD przeprowadzili szybką selekcję. Jedni wrócili do wagonów, innych zabrały ciężarówki. Z innej relacji spisanej przez Anatola wynika, że tych, których zabrały ciężarówki, w pobliskim lesie zagazowało wojsko ubrane w kombinezony przeciwchemiczne. Wieśniacy mówili, że wyglądali jak demony. Anatol usłyszał, że w obozie w Krzemieńczuku, w którym siedzieli również Polacy zabici później w Katyniu, były długie podziemne korytarze. NKWD miało tam testować na więźniach preparaty chemiczne z pobliskiej fabryki. Pisał, że eksperymenty z bronią chemiczną prowadzone były tam do połowy lat 50. Co Anatol usłyszał, zaraz opisywał w lokalnej i kijowskiej prasie, w internecie, opowiadał na lekcjach w szkołach. Szukał kontaktów z ludźmi i instytucjami, które mógłby zainteresować swoimi odkryciami. Ion Stavila, ambasador Mołdawii w Kijowie: - Szołudko przyniósł mi materiały dotyczące naszych obywateli deportowanych przez Sowietów w głąb ZSRR. To przede wszystkim relacje naocznych świadków, którzy widzieli transporty Mołdawian i opowiadali o urządzanych tam masowych egzekucjach tych ludzi. - Odnaleźliśmy listę niemal 5 tys. deportowanych, którzy byli jakiś czas przetrzymywani dokładnie tam, gdzie wskazywał Anatol - w tzw. obozach etapowych w Putywlu i Kozielszczynie. Później większość z nich "wypłynęła" w łagrach syberyjskich. Naszym historykom nie udało się jednak potwierdzić masowych egzekucji i gazowania ludzi - mówi ambasador. Współpracownicy i znajomi często krytykują warsztat historyczny Anatola. Dr Tomasz Szczepański, historyk z Muzeum Wojska Polskiego: - Szołudko nie ma za grosz krytycznego podejścia do źródeł. Bez oporu miesza prawdę z ludowymi bajkami. Tomasz Pisula z fundacji Wolność i Demokracja: - Fakty, bezsporne, które potwierdzają historycy, Anatol popularyzuje, przyozdabiając je sensacjami, jak kilometrowe zasypane tunele, pociągi wjeżdżające pod ziemię czy testy broni chemicznej i biologicznej. Ukrainiec niepokorny: ''Generał, który został dysydentem'' Fragmenty ukraińskiego dokumentu ''Dysydenci'' Mimo to po pracy Anatola zostają ślady. Pierwszy był katyński dąb, a w zeszłym roku na bibliotece, która była częścią miejscowego obozu, zawisła pamiątkowa tablica. Konsul w Charkowie Jan Granat: - Wszystko z inicjatywy Szołudki. Anatolowi bardzo zależało na tej tablicy. Badaniu historii tego obozu poświęcił mnóstwo czasu i energii. Później się okazało, że więźniem tego obozu był m.in. Jan Karski. Uratował się, bo został przekazany hitlerowcom. Uroczystość była piękna, ambasador, attaché wojskowy, miejscowy gubernator. Tablicę była gotowa sfinansować strona polska, ale Szołudko ujął się honorem gospodarza i tablicę ufundowała grupa miejscowych biznesmenów. Do Krzemieńczuka Anatol stara się ściągać badaczy, entuzjastów i zawodowych historyków. Organizuje lekcje, odczyty, spotkania z młodzieżą. Dr Szczepański z Muzeum Wojska Polskiego: - Dwa razy na zaproszenie pana Anatola byłem z prelekcją na Ukrainie. Pierwsza była skromna, ale druga, w miejscowej szkole lotniczej, to już gigantyczna impreza na 4 tys. słuchaczy. Groźba Tak zaczyna się czwarte spotkanie Anatola z bezpieką. Tak naprawdę to kilka albo nawet kilkanaście wezwań i przesłuchań w SBU, spotkania z tajniakami zaczepiającymi na ulicy, groźby, prośby, dziwne propozycje. Temat zawsze ten sam - historyczne poszukiwania, publikacje i współpraca Anatola z zagranicą. - Po co ci to? Komu potrzebny bełkot jakichś dziadów o obozach sprzed prawie stu lat? A czy to nasze obozy? Nie! Sowieckie. Swoją propagandą szkodzisz własnej ojczyźnie. Jak się nie uspokoisz, to cię wydamy rosyjskiej FSB, już się tobą interesują. Albo inaczej: - Co ty z tymi Polakami się ciągle spotykasz? Ściągasz tu jakichś palantów z odczytami o jeńcach, morderstwach, Katyniach. A jedźcie sobie do Katynia, a nie tu. Pamiętaj, przyglądamy się tobie. Dla nas jesteś niczym więcej niż tylko polskim i mołdawsko-rumuńskim szpiegiem. Historyk się znalazł, badacz, jego mać! Najgorzej było tuż przed sadzeniem katyńskiego dębu i wieszaniem tablicy o obozie jenieckim. Mówili, że będzie pierwszy, kiedy potrzebny będzie kozioł ofiarny. Na koniec grozili już śmiercią. Ale to było nic w porównaniu z hangarem o gołych ścianach. Ucieczka Z hangaru Anatol wyszedł, jak tylko podpisał papiery. Dali mu jeszcze pistolet, żeby przyłożył palce do kolby. Nie ukrywali, że chodzi o odciski palców. Na koniec "jasna kurteczka" przystawił Anatolowi pistolet do skroni i pociągnął za spust. Nic się nie stało. Szczęk zamka tylko, cichy strzał. Magazynek był pusty. Anatol nawet nie pamięta, co czuł, co zrobił, tylko tyle, że jego reakcja bardzo tajniaków ubawiła, śmiali się do rozpuku. Po wszystkim ci "dziwni" z moskiewskim akcentem znikli. Z Anatolem zostali regularni ukraińscy ubecy. Nagle stali się mili. Zdjęli elektrody, dali papierosa. Był już prawie ranek, ale skuli, wsadzili do samochodu i pognali do sędziego Ołeksandra Łobodenki, prosto do domu, żeby tylko podpisał wyrok. Wyrok dla Anatola, głupstwo, sto dni aresztu domowego. Najwyraźniej nie o karę chodziło, ale o kontrolę, żeby go z oczu nie tracić, mieć w mieście. Na koniec Anatola zawieźli do szpitala. Po podtapianiu strasznie kaszlał i trząsł się na całym ciele, chociaż trząść się mógł równie dobrze od kopania prądem po kroczu i oczach. "Szpital - myślał Anatol. - Czyżby teraz im na mnie zależało?". Jeśli tak, to jest źle. W końcu jedna z ich propozycji brzmiała: "Zostań naszym snajperem. Popracujesz teraz dla kraju zamiast dla obcych ambasad". No i te odciski na pistolecie. Jak nie groźbą, to siłą: ''Ukraina gnębi nieprawomyślnych historyków''; ''Ukraiński dziennikarz śledczy: Szwadrony śmierci terroryzują Ukrainę'' Fragmenty ukraińskiego dokumentu ''Zabita istorija. Wajna z sistemom Drugiej nocy w szpitalu uciekł. Poleciał do domu, spakował się i do Kijowa na Majdan. Tam, jak myślał, będzie bezpieczny. To jedyne miejsce na Ukrainie, gdzie "Moskale go nie dorwą" Był ledwo żywy. Nie liczył pieniędzy. Do Kijowa pognał taksówką. Dzień później ukraińskie media podały, że w Krzemieńczuku został zamordowany sędzia Łobodenko. Miejscowa bezpieka sugeruje odpowiedzialność prawicowego działacza jednego z demonstrantów Majdanu. Nazwisko nie pada, ale opis pasuje do Anatola. Alibi Kwiecień 2014 r. Anatol już dwa miesiące jest w Polsce. Wystąpił o status uchodźcy politycznego. Gdyby nie niedzielna pikieta pod rosyjską ambasadą, nic by się nie działo. Wieczorami Szołudko rozmawia ze znajomymi na Ukrainie. Jak tam? Nie trzeba bronić Ukrainy? Jak separatyści? Jak moskiewscy agenci? Opowiada o sobie. O życiu uciekiniera, emigranta. W Polsce wszystko takie spokojne, banalne. Praca na budowie, supermarket, kolacja, sen. Tempo życia zwolniło. Wracać, a może rodzinę do Polski ściągać? Franciszek Rapacki, slawista z Polskiej Akademii Nauk, poznał Anatola w pierwszych dniach Majdanu. Po raz drugi zobaczył go w Kijowie na barykadach, dzień po ucieczce z Krzemieńczuka. - Inny człowiek - mówi Rapacki. Roztrzęsiony, znerwicowany skrajnie, trzęsie się, bełkoce coś pod nosem. No i poraniony - siniaki na rękach, nos rozbity, głowa rozcięta. Było jasne, że przeszedł przez piekło. - Kiedy zaczął opowiadać o porwaniu, o hangarze, o ludziach z moskiewskim akcentem - ciągnie Rapacki - wiele osób na Maj Odpowiedz Link Zgłoś
arkaf Re: Piate przesluchanie, czyli cichy strzal w glo 27.04.14, 12:59 - Kiedy zaczął opowiadać o porwaniu, o hangarze, o ludziach z moskiewskim akcentem - ciągnie Rapacki - wiele osób na Majdanie, nawet ci, którzy znali go wcześniej, było przekonanych, że stracił rozum. - Wcześniej wymyślał legendy o zagazowywanych obozach. Teraz o tajnych bazach moskiewskich specsłużb - mówili niektórzy. - A jednak wtedy na Majdanie całą grupą, z dziennikarzami, działaczami, jakimiś dziewczynami, do późna w nocy słuchaliśmy opowieści Anatola. Wszyscy zastanawialiśmy się wtedy, co dalej będzie z tymi "dziwnymi facetami" z hangaru, co zamierzają, na co im te karabiny. To było 11 lutego. Ten sam wieczór, kiedy 500 kilometrów dalej pod swoim domem w Krzemieńczuku sędzia Łobodenko dostał dwie kule w plecy. Miał szczęście Anatol, że 10 lutego uciekł taksówką na Majdan, nawet jeśli cała jego historia jest zmyślona; gdyby nieprawdą było, że bezpieka szykanowała go od lat szkolnych. Ile by było tych aresztowań i przesłuchań, choćby nawet ani jednego nie było, i nie było hangaru żadnego ani tortur prądem, to jedno w życiu Szołudki jest pewne - do sędziego Łobodenki nie strzelał. W to nie da się go wrobić. Nikt nie ma bardziej żelaznego alibi niż Anatol. Odpowiedz Link Zgłoś
igor_uk propagandowy belkot. 27.04.14, 12:35 Obliuczony na debilow.nawet pobiezna analiza tekstu wskazuje na to,ze autor nie szanuje swoich czytelnikow.Ale wie co robi. Odpowiedz Link Zgłoś
oranzewyj.kazak.teper.goluboj Re: Piate przesluchanie, czyli cichy strzal w glo 27.04.14, 12:40 i starczy; www.deesillustration.com/artwork.asp?item=584&cat=satire Odpowiedz Link Zgłoś