Zmiany polityczne sa jak zmiany reflektorow na przedstawieniach teatralnych. Nagle, jasno oswietlona postac ogarnia ciemnosc i juz w ogle jej nie widac. I nagle pojawiaja sie inne postacie, inni bohaterowie do ktorych trzeba sie przyzwyczaic i ktorych trzeba zaczac szanowac.
Przezylem to w moim miescie, Wroclawiu, kiedy piekna i historyczna ulica Swierczewskiego, ktora sie szlo na zajecia do NOTu, na lody do Krutego, zabieralo sympatie do kina "Slask" czy bieglo do pociagu do Szklarskiej, zamienila sie na ulice Pilsudskiego. Nic nie mam przeciwko rodakowi z Litwy, ale nie mam tez nie mam zadnych wspomnien z ulicy Pilsudskiego. I czuje sie jakby mnie pozbawiano mlodosci. Na szczescie, ulica Kollataja zostala bez zmian, mysle sobie.
Gorsza sprawa przydarza sie w Liverpoolu. O ktorym wiadomo niewiele wiecej niz to, ze sa tam pola truskawkowe i ze jest ulica
Penny Lane ktora jest w moich uszach i moich oczach. No i co z
Penny Lane zapytacie? Ano, Penney byl
handlarzem niewolnikow i ulica byc moze jest z tym handlarzem zwiazana.
Whatever happens, to na pewno nie przestane miec snow o ulicy Swierczewskiego we Wroclawiu i nie przestane sluchac
Penny Lane.
PF