borrrka
29.05.25, 12:05
Tekst linku
To ciekawy artykuł, dlatego sugeruję przeczytanie.
Istotnie, historia poucza, że przesadna pańszczyzna do dobrego nie doprowadzi.
Dziś po dużych miastach lepiej/gorzej żyje setki tysięcy słoików na różnym poziomie wegetacji.
Łączy ich jedno - coś się sp....li w życiu "wina Tuska".
Ale symetrycznie nie ma, w sensie zawdzięczam to Tuskowi.
W zasadzie Warszawa jest miastem prowincjonalnych słoików i ich subkulturą.
Byłoby kłamstwem pisać inaczej - na moim żoliborskim podwórku czopy z Konopielki i zza Buga szlachtowały prosiaki.
W latach 60-tych zostawali już docentami, mianowanymi, ale zawsze.
Także poradzą sobie, ale w trzecim pokoleniu.
Zdolni w drugim.
Część emigruje, część wróci back to the roots.
Niekoniecznie w głebinę Konopielki, ale Warszawki nie wytrzymają, bo wredna bywa.
To wspaniałe miasto, ale w mojej klasie maturalnej importowi z Konopielki śpiewali modny podówczas hit "Pola zielone".
Ale nie bójcie się rewolucji.
Za pokolenie, dwa będą z nich świeże docenty.
Mianowane przez jakiegoś Jarka?