Dodaj do ulubionych

Putin niestraszny

27.01.05, 00:50
Wiktor! Tak trzymaj. Nie bedzie Putin plul nam w twarz i rusyfikowal Ukraincow
Obserwuj wątek
    • juszczenko1 UKRAINA bez RasPUTINA 27.01.05, 00:52
      A wkrotce i Moskowia (lub jak kto woli Rossija)
    • Gość: Marian Kałuski POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:25
      Porozmawiajmy szczerze o Ukrainie,
      czyli o nową politykę polską wobec Ukrainy

      W latach 1989-90 naród polski obalił władzę komunistyczną w Polsce. Już w
      roku następnym upadł sam Związek Sowiecki. W następstwie tego upadku wszystkie
      republiki sowieckie uzyskały niepodległość; pełną Litwa, Łotwa, Estonia, a
      reszta tzw. niepodległość. W tej reszcie była również Ukraina.
      Siedemdziesiąt lat komunizmu na Ukrainie sprawiło, że Ukraińcy nie tylko że
      nie mają zielonego pojęcia co to jest demokracja i jak ją realizować, ale także
      nie potrafili stanąć na własnych nogach po jego upadku (np. zamiast rozwiązać
      kołchozy i utworzyć indywidualne gospodarstw rolne – większość wybrała
      kołchozy!). Władzę przejęła postkomunistyczna oligarchia, powiązana z wielkim
      biznesem. Natomiast w sferze polityki zagranicznej Ukraina ciągle należała do
      rosyjskiej strefy wpływów. Tym bardziej, że na Ukrainie mieszka 10 milionów
      Rosjan, a 20 mln innych jej mieszkańców, oczywiście w większości sami Ukraińcy,
      mówi na co dzień po rosyjsku, a większość ludzi wyznających prawosławie (90%
      ogółu ludności) nie należy do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, a tylko do
      Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
      Unia Europejska i Stany Zjednoczone Ameryki, a szczególnie to drugie
      państwo, akceptowały taki status polityczny Ukrainy dopóki Rosją rządził słaby
      jako polityk, schorowany i uzależniony od alkoholu prezydent Borys Jelcyn.
      Ameryka, po upadku Związku Sowieckiego i staczaniu się Rosji do zupełnego
      upadku, stała się jedynym supermocarstwem na świecie i nikt wówczas nie
      zagrażał amerykańskiej supremacji.
      Sytuacja ulega zmianie, od kiedy pięć lat temu prezydentem Rosji został
      Wołodymir Putin, były agent KGB, człowiek młody, zdrowy i pełen ambicji
      osobistych i z wizją odbudowy potęgi Rosji. Krajem rządzi po „imperatorsku”,
      uparcie dążąc do przywrócenia Rosji statusu supermocarstwa. Do tego potrzebna
      jest mu nie tylko modernizacja armii i broni, ale także polityczna odbudowa
      powiązań Rosji z jej byłymi republikami. W tym wypadku oczywiście na czoło
      wysuwało się całkowite podporządkowanie sobie Ukrainy. Zapewnić to miały
      Putinowi wybory prezydenckie na Ukrainie na jesieni 2004 roku. Szczególnie, że
      władza prezydencka na Ukrainie była do grudnia ub. r. również równa władzy
      imperatorskiej.
      Kandydatem Rosji na urząd prezydenta Ukrainy został pochodzący z jej
      wschodniej – rosyjskojęzycznej części kraju dotychczasowy premier Wiktor
      Janukowycz. Kandydatem odradzającego się nacjonalizmu ukraińskiego był Wiktor
      Juszczenko. Z pomocą wypróbowanych wzorców z lat komunistycznych, drugą turę
      wyborów „wygrał” 21 listopada 2004 roku Janukowycz i prez. Putin natychmiast
      pogratulował mu zwycięstwa.
      Tymczasem stała się rzecz, której wielu Ukraińców i świat z Rosja na czele
      (poza Białym Domem) się nie spodziewał. Wybuchła w Kijowie, a następnie w
      innych miastach zachodniej i środkowej (ukraińsko-nacjonalistycznej) Ukrainy
      tzw. „Pomarańczowa rewolucja”. Setki tysięcy demonstrantów w samym tylko
      Kijowie w dzień, w dzień domagało się unieważnienia sfałszowanych wyborów. W
      sytuacji bardzo napiętej, grożącej wielkim rozlewem krwi, 3 grudnia Sąd
      Najwyższy unieważnił wyniki drugiej tury wyborów i zarządził ich powtórkę na 26
      grudnia. Do tego dnia Ukraina kipiała. Nie tylko na zachodzie (strefa wpływów
      Juszczenki) ale i na wschodzie (obóz projanukowiczowski). Prorosyjski wschód
      groził nawet oderwaniem się od reszty Ukrainy.
      Dopiero 11 stycznia br. Komisja Wyborcza ogłosiła wyniki wyborów: 51,99%
      głosów padło na Wiktora Juszczenkę i 44,2% na Janukowycza. Prezydentem Ukrainy
      został Wiktor Juszczenko, który 23 stycznia został uroczyście zaprzysiężony.
      Według „Encyklopedii Brytannica. Rocznik 2004” Ukraina jest najbiedniejszym
      krajem w Europie; dochód narodowy na jednego mieszkańca w 2001 r. wyniósł
      zaledwie 720 dolarów, podczas gdy np. w biednej Albanii 1370 dolarów, w
      zniszczonej wojną domową Bośni i Hercegowinie1240 dolarów, w Polsce 4230
      dolarów, a np. w Niemczech 23 560 dolarów.
      Juszczenko tymczasem podczas „Pomarańczowej rewolucji” obiecywał
      Ukraińcom „złote góry”, czyli demokrację i dobrobyt oraz wejście Ukrainy do
      Unii Europejskiej.
      Tymczasem prawda jest taka, że Juszczenko nie da Ukraińcom ani demokracji
      (będą najwyżej jej pozory, co i tak będzie postępem, ale za małym, aby
      usatysfakcjonować marzenia narodu ukraińskiego w tej dziedzinie), nie zbuduje
      bogatej Ukrainy (nawet jak będzie prezydentem przez dwie kadencje), ani nie
      wprowadzi Ukrainy do Unii Europejskiej.
      Tylko czekać jak Ukraińcy rozczarują się do Juszczenki, tak jak Polacy
      rozczarowali się do Wałęsy i rządów postsolidarnościowych. Że rozczarują się,
      to już o tym ćwierkają ptaszki. Były polski ambasador w Rosji Stanisław Ciosek
      ocenia, że zaprzysiężenie Wiktora Juszczenki było wielkim świętem, ale teraz
      najważniejsze jest to, jak Ukraińcy poradzą sobie z codziennością. Z kolei
      Marek Siwiec, polski eurodeputowany SLD, zauważył, że „Ukraińcom nikt jeszcze
      uczciwie nie powiedział: Zaciskajcie pasa, szykujcie się na to, że trzeba
      oszczędzać, pracować”. I dodał: „Dzisiaj mówiono głównie o światełku w końcu
      tunelu. Natomiast nie mówiono o tym, jak długi jest ten tunel, jaki wąski, i że
      czasami trzeba go na czworakach pokonywać. Dlatego bardzo dużo zależy od
      codziennej, organicznej pracy...”. Pytany, czy Ukraińcy mają świadomość tego
      jaki jest ten tunel, odparł: „Zdecydowanie nie, nikt im tego nie powiedział
      jeszcze uczciwie. Nikt dzisiaj nie mówi Ukraińcom na ulicach Kijowa, że (...)
      będzie ich to dużo kosztowało” („Nikt nie powiedział Ukraińcom, że będzie
      trudno PAP 23.1.2005).
      Gospodarka Ukrainy jest nie tylko ściśle powiązana z gospodarką Rosji, ale
      także w sposób naturalny uzależniona może nawet po wsze czasy od rosyjskich
      kupców. Ukraina produkuje olbrzymie ilości pszenicy i cukru na eksport. Unia
      Europejska ma już nadwyżki i jednego i drugiego (stąd kłopoty z polskim cukrem
      w UE). Natomiast Rosja ma zawsze i chyba już chroniczny niedobór pszenicy i
      cukru. Ukraina wydobywa duże ilości rudy żelaza i węgla kamiennego. Tego też
      nikt nie chce w Unii Europejskiej, szczególnie lichej już rudy krzyworoskiej.
      No a maszyn i broni, które potrzebował Związek Sowiecki, także nikt nie chce,
      ze względu na ich gorszą jakość.
      Dlatego nie wchodzi w grę przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej, tym
      bardziej, że to kraj wielki i ludny (48 mln ludności). Przyjęcie Ukrainy do
      Unii Europejskiej jeszcze szybciej rozwaliłoby ją niż przyjęcie Turcji! „Nic
      się nie zmieniło - mówimy o bliższej współpracy z Ukrainą, a nie o jej
      przyjęciu do Unii Europejskiej” - tak odpowiedziała Komisja Europejska na
      wypowiedź Wiktora Juszczenki o tym, że wprowadzi Ukrainę do Unii Europejskiej
      („Wirtualna Polska” 24.1.2005). Ta bliższa współpraca najprawdopodobniej
      ograniczy się jedynie do mało znaczących gestów. Zachodnia Europa w ogóle nie
      zna Ukrainy i nie chce jej znać! Wolały by nie mieć z nią nic do czynienia.
      Widzieliśmy bardzo dobrze jak zachowywały się podczas „Pomarańczowej rewolucji”
      władze Unii Europejskiej, czy raczej pociągający w niej za sznurek politycy
      zachodnioeuropejscy, którzy są wyraźnie prorosyjscy i wolą stawiać na Rosję niż
      na jakąś tam Ukrainę, która chce uniezależnienia od Moskwy. I to – o zgrozo! -
      na koszt Unii Europejskiej.
      Szczególnie Francja i Niemcy byli i są zaślepionymi rusofilami.
      Tak więc Ukraina jest skazana na bycie państwem buforowym między Unią
      Europejską a Rosją.
      Już w trakcie „Pomarańczowej rewolucji” świat dowiedział się, że tą
      rewolucję finansowała Ameryka, wydając na nią, tj. oficjalnie: „na
      demokratyzację Ukrainy”, w ostatnich dwóch lat
      • Gość: Marian Kałuski Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 4 IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:36
        Tego nacjonalizmu boją się zamieszkujące Ukrainę wszystkie mniejszości
        narodowe. Potwierdziły to np. ostatnie wybory prezydenckie w obwodach
        czerniowieckim i zakarpackim, gdzie na Janukowycza padło najwięcej głosów na
        tzw. Zachodniej Ukrainie. W obwodzie czerniowieckim, gdzie mieszka dużo
        Rumunów, Janukowycz otrzymał 16,4% głosów, a w obwodzie zakarpackim, pełnym
        Węgrów, głosowało na niego aż 27,5% wyborców. Dla przykładu w sąsiednich
        obwodach: lwowskim, iwanofrankowskim i tarnopolskim na Janukowycza głosowało
        odpowiednio zaledwie 4,7%, 2,2 i 2,7% wyborców. Tego faktu, tego lęku
        mniejszości narodowych przed nacjonalizmem ukraińskim nikt jakoś nie zauważył.
        Nawet Polacy chociaż Polska graniczy z Ukraina, gdzie pozostało również trochę
        Polaków (kilkaset tysięcy!).
        W taki sposób doszliśmy do spraw polsko-ukraińskich.
        Stalin „prawem” silniejszego oderwał od Polski w latach 1944-45 ok. 80 000
        km kw. przedwojennego obszaru Polski i włączył do sowieckiej Ukrainy. Polaków
        tam mieszkających albo wysiedlił do kontrolowanej przez siebie tzw. Polski
        Ludowej, albo wymordował czy zesłał na Sybir. Wydziedziczył ich z wszystkiego
        (bez odszkodowania!), przywłaszczając sobie także bogate lwowskie zbiory
        polskiego dziedzictwa narodowego. Dzisiaj majątki popolskie i skarby polskiego
        dziedzictwa narodowego przejęła Ukraina, uważając że Stalin nie popełnił
        żadnego bezprawia na Polakach, że jej się to słusznie należy (dziwne to
        podejście do prywatnej własności i obcego dziedzictwa narodowego!).
        W PRL nie było żadnej kwestii polsko-ukraińskiej bo być nie mogło. Jednak w
        latach 1989-90 Polska odzyskała niepodległość, a rok potem Ukraina. Niestety,
        nic nie zmieniło się na lepsze w stosunkach polsko-ukraińskich w odniesieniu do
        strony polskiej. Wszystkie nieprawości Stalina miały być nadal honorowane i
        utrzymywane w życiu przez Ukraińców, nawet w odniesieniu do zabytków polskiego
        dziedzictwa narodowego. Z nienormalnych, bo krzywdzących Polskę i Polaków
        stosunków polsko-ukraińskich po 1989 roku korzystała wyłącznie strona
        ukraińska. Rząd warszawski zapewne pod naciskiem Białego Domu i częściowo
        Brukseli ustanowił Ukrainę partnerem strategicznym Polski. To partnerstwo moża
        określić hasłem: „Wszystko dla Ukrainy i nic dla Polski”. Wychodzimy na nim jak
        przysłowiowo „Zabłocki na mydle”! Co więcej, rzekomo nasz partner strategiczny,
        ustami swego prezydenta Leonida Kuczmy nazwał południowo-wschodnie obszary
        dzisiejszej Polski – Ziemię Przemyską, Chełmszczyznę i Podlasie „rdzennie
        ukraińskimi ziemiami” (Czyje rdzenne ziemie „Rzeczpospolita” 24.9.2004), co
        należało odebrać – jednak nie zostało odebrane przez rząd warszawski! - jako
        wysunięcie lub groźbę wysunięcia roszczeń terytorialnych do ziem, na których ze
        świeczką trzeba szukać Ukraińców!
        To że Biały Dom pchnął rząd warszawski do udziału w okupecji Iraku, co
        kosztowało już podatników polskich setki miliony złotych i co spowodowało
        wiekie zagrożenie dla Polski ze strony terrorystów islamskich chyba nikt nie
        będzie kwestionował.
        Dlatego najazd polityków polskich na Ukrainę podczas „Pomarańczowej
        rewolucji”, m.in. prez. Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałęsy, Jerzego Buzka,
        Bronisława Komorowskiego (oboje z Polatformy Obywatelskiej), Michała
        Kamińskiego (Prawo i Sprawiedliwość), Mirosława Czecha (Unia Wolności) itd.,
        należy widzieć również jako „pchnięcie” Białego Domu. Jeśli się mylę, to czym
        ten najazd polityków polskich na Ukrainę wytłumaczyć?! Wielką, wprost
        bezgraniczną miłością tych ludzi do Ukraińców oraz ich głębokim pragnieniem
        uczynienia z Ukrainy państwa demokratycznego i zasobnego materialnie, wtedy,
        kiedy ci sami ludzie nie dali Polakom demokracji i doprowadzili do nędzy
        miliony swoich rodaków (19% bezrobotnych!)?
        Ci polscy politycy całkowicie zignorowali uwagę profesor Anny Raźny z
        Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Instytutu Studiów Regionalnych
        Uniwersytetu Jagiellońskiego, która powiedziała, że „dla Polski ważne jest,
        która z opcji (ukraińska Juszczenki czy prorosyjska Janukowycza) jest bardziej
        nacjonalistyczna i która popiera roszczenia terytorialne względem państwa
        polskiego. Popierając dążenia Ukrainy do niezależności od Moskwy, nie możemy o
        tym zapomnieć. Z powodu szowinizmu ukraińskiego najbardziej ucierpieli Polacy i
        Polska” („Nasz Dziennik” 25.11.2004. Zignorowali również stanowisko większości
        Polaków, którzy w opublikowanych niedawno wynikach ankiety o tym kogo z
        obcokrajowców Polacy lubią a kogo nie, w bardzo dużym odsetku okazali swą
        antypatię do Ukraińców. – Nie buduje się przyjaźni między narodami ponad ich
        głowami! To tylko w PRL budowano w ten sposób „przyjaźń polsko-radziecką”.
        Naród polski może pogodziłby się z Ukraińcami, gdyby ta ugoda narzucana mu
        przez polskich polityków nie miała cech kapitulacji ze strony polskiej i
        krzywdy!
        Zachowanie się polskich polityków na Ukrainie tylko poświadcza to, że
        wykonywano polecenie lub życzenie Białego Domu.
        Jak już wspomniałem Biały Dom/Amerykę nie stać na pomoc finansowo-
        gospodarczą dla Ukrainy. Szuka więc frajerów, którzy będą wspierać materialnie
        amerykańską dominację na Ukrainie. I znalazł. Polski minister spraw
        zagraniczynch Adam Daniel Rotfeld powiedział, że „Polskie wsparcie dla Ukrainy
        musi obecnie przełożyć się na działania odczuwalne dla Ukraińców w skali
        masowej, m.in. na ułatwienia na granicach czy ułatwienia dla Ukraińców
        pracujących w Polsce. Ukrainie potrzebny jest pakiet, który przekładałby się na
        siłę materialną, a nie tylko na duchowe i moralne wsparcie”.
        Ile ta „siła materialna” na kosztować Polskę i podatnika polskiego? Znowu
        setki milionów złotych rocznie?!
        A jaką korzyść z tego będzie miała Polska i Polscy? Żadną! Bo czy pomożemy
        czy nie Ameryka z pewnością nie wypuści już Ukrainy ze swojego objęcia. Jeszcze
        żeby chociaż Warszawa za tę pomoc zażądała zwrotu skarbów dziedzictwa
        polskiego, bezprawnie i bezwstydnie przetrzymywanego na Ukrainie!
        O nie! To ma być bezinteresowna pomoc polska. Tak jakby Polskę było na nią stać
        i tajk jakby Polsce nic się nie należało od Ukraińców.
        Tak postępują tylko frajerzy lub zdrajcy interesów narodowych danego narodu!
        Wsparcie przez rząd warszawski ukraińskiej rewolucji będzie kosztowało
        Polaków jednak dużo, dużo więcej niż ta rotfeldowska „siła materialna”. Rosja
        bowiem zaczyna wystawiać Polsce rachunek za wsparcie ukraińskiej rewolucji:
        obcina eksport ropy do naszego kraju, co może wpłynąć na podrożenie benzyny aż
        o kilkadziecią groszy na litrze. Co więcej, „Zdaniem ekspertów to dopiero
        początek rachunku, jak Rosja zamierza wystawić Polsce za zaangażowanie na rzecz
        pomarańczowej rewolucji na Ukrainie” (Rachunek za ukraińską rewolucję
        (wprowadzenie) „Rzeczpospolita” 22.1.2005).
        Ładne perspektywy! A wszystko przez głupotę wielu polskich polityków, którzy
        nie potrafią kierować się polską racją stanu.
        A jaka jest polska racja stanu wobec Ukrainy?
        Od XIX wieku nacjonalizm ukraiński był i jest wrogiem Polski i Polaków.
        Swoje bandyckie oblicze okazał on podczas II wojny światowej, kiedy to na
        Wołyniu i Małopolsce Wschodniej nacjonaliści ukraińscy dopuścili się
        lubobójstwa, mordując ok. 100 000 Polaków, a kilkaset tysięcy zmuszając do
        opuszczenia swych odwiecznych domostw.
        Dziś nacjonalizm ukraiński dostał się do władzy. Ani prezydent Juszczenko
        ani premier Tymoszenko nie są przyjaciółmi Polaków, o czym przekonuje nas
        wydane podczas „Pomarańczowej rewolucji” Oświadczenie Kresowego Ruchu
        Patriotycznego („Nasz Dziennik” 20.12.2004). Tak Juszczenko jak i Tymoszenko
        brali udział w szeregu antypolskich imprezach czy wystąpieniach.
        • Gość: Marian Kałuski Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 5 IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:39
          Dziś nacjonalizm ukraiński dostał się do władzy. Ani prezydent Juszczenko
          ani premier Tymoszenko nie są przyjaciółmi Polaków, o czym przekonuje nas
          wydane podczas „Pomarańczowej rewolucji” Oświadczenie Kresowego Ruchu
          Patriotycznego („Nasz Dziennik” 20.12.2004). Tak Juszczenko jak i Tymoszenko
          brali udział w szeregu antypolskich imprezach czy wystąpieniach. Juszczenko
          brał udział m.in. w odsłonięciu pomnika Kłyma Sawura, który w 1943 roku wydał
          rozkaz wymordowania Polaków na Wołyniu. Natomiast Tymoszenko domagała się od
          prezydenta Leonida Kuczmy, by nie ważył się potępiać nacjonalistycznej OUN-UPA
          za zbrodnie na Polakach.
          Fakt, że Juszczenko i Tymoszenko nie są życzliwie nastawieni do Polaków
          stanowi duże zagrożenie dla Polski, Polaków i polskiej mniejszości narodowej
          na Ukrainie.
          To że nie można liczyć na poprawę stosunków polsko-ukraińskich, na większe
          zrozumienie i życzliwość postulatów polskich przez Ukraińców udowodnił członek
          lwowskiej Rady Miejskiej Wasyl Biłous, mówiąc, że jeżli Polacy myśleli, że za
          poparcie „Pomarańczowej rewolucji” nastąpi przyśpieszenie rozwiązania problemu
          cmentarza Orląt Lwowskich to się grubo mylą (Biłous nie ustąpi „Nasz Dziennik”
          20.1.2005). Zresztą sam Juszczenko sabotował polskie plany odnośnie
          rekonstrukcji tego cmentarza („Nasz Dziennik” 20.12.2004). Co prawda, podczas
          wizyty w Radzie Europy w Brukseli 25 stycznia br. Juszczenko podziękował
          wszystkim Polakom za wsparcie „Pomarańczowej rewolucji” i zapewnił, że w
          sprawie Cmentarza Orląt zaapeluje do rady miejskiej Lwowa o "zmianę obecnego
          stanowiska” oraz obiecał "kontynuację drogi współpracy i kompromisu" z Polską,
          a Polakom żyjącym na Ukrainie: „Wasze dzieci będą mówić w języku ich ojców i
          będą chodzić do polskich kościołów. Obiecuję to wam” (Koniec sporu o Cmentarz
          Orląt? „Gazeta Wyborcza” 25.1.2005) .
          Liczą się jednak fakty, a nie słowa. Prez. Kuczma również obiecywał i wydawał
          rozkazy lwowskiej Radzie Miejskiej i... nic z tego nie wyszło! Dlatego do tej
          deklaracji Juszczenki należy podejść z dużym sceptycyzmem. – „Pożyjemy,
          zobaczymy” – ile w tym było prawdy. Daj Boże, aby to jednak była prawda. Bo
          czas najwyższy aby Polacy i Ukraińcy się pogodzili i szczęśliwie jako sąsiedzi
          z sobą współżyli i współpracowali.
          Na razie, i to jest fakt, i to się liczy dzisiaj: w podzięce za poparcie ich
          rewolucji Ukraińcy ze Lwowa pokazali nam tylnią część ciała!
          Ludzie trzymający władzę w Warszawie udają że tego nie widzą, i będą ślepo
          wierzyć obietnicom Juszczenki, bo tego spodziewa się od nich Waszyngton. Daleko
          im do miana polityków polskich w całym tego słowa znaczeniu.
          Polityk polski i mądry polityk wiedziałby, że dobra polityka to sztuka
          działania dla dobra własnego narodu, dla żadnych innych celów. Jeśli politycy
          polscy będą dbać więcej o interesy innych narodów niż narodu polskiego, to
          pewnego dnia może znowu zabraknąć Polski na politycznej mapie Europy! To nie
          przesada. Historia lubi się powtarzać, szczególnie jeśli jakiś naród robi te
          same błędy, które w przeszłości doprowadziły do zagłady jego ojczyzny. Czy to
          doprawdy tak trudno aby zrozumieli to polscy politycy?! Na razie, postępując w
          imię rzekomego humanizmu sami szkodzą Polsce i narodowi polskiemu. Co chcą
          przez swój humanizm udowodnić? Że są równi Bogu w odniesieniu do moralności? A
          przecież wielki Machiavelli powiedział, że polityka jest amoralna, co więcej,
          musi być amoralna, w tym jej siła i realizm.
          Taką politykę uprawiały wszystkie wielkie dziś narody, tylko nie Polska,
          która sama doprowadziła do tego, że z największego państwa w Europie jakim była
          Rzeczpospolita w wiekach XIV-XVIII (poza Rosją) nie pozostało nic. W ogóle
          zniknęła z mapy politycznej Europy.
          Uważam, że także i dzisiaj wielu polityków polskich minęło się z powołaniem.
          Zamiast włączyć się do polityki powinni wstąpić do seminarium duchownego! To w
          Kościele, a nie w polityce można stosować ewangeliczną naukę: "Gdy cię uderzą w
          jeden policzek - nadstaw drugi!" i "Gdy oni cię uderzą kamieniem, ty odpowiedz
          chlebem!". W polityce obowiązuje ewangeliczna zasada: "A słowa wasze niech
          będą: tak, tak, nie, nie" i "Non possumus".
          Wielu z naszych obecnych polityków postępuje jeszcze gorzej: zamiast służyć
          Polsce jako polscy politycy są de facto agentami obcych państw (oj, pełno ich
          było w Polsce przedrozbiorowej!; nawet ostatni król – Stanisław August
          Poniatowski był „faworytem” carycy Katarzyny II). Ale dla takich były zawsze na
          całym świecie nie urzędy, a szubienice! Polska była i jest wyjątkiem. A
          konsekwencje tego dla Polski były i ponownie mogą być tragiczne.
          Czy skłonność do zdrady ojczyzny to naprawdę jedna z cech narodowych
          Polaków?! Pierwszy stawiam to pytanie Polakom – swoim Rodakom. A mam pełne
          prawo i słuszność je postawić, po tym jak przekonałem się jak potwornie długa
          jest lista zdrajców ojczyzny wymienionych dotychczas w wielotomowym Polskim
          Słowniku Biograficznym.
          Faktem jest również, że wszystkie rządy polskie po 1989 roku są splamione
          wielokrotnie zdradą polskich interesów narodowych w imię, jak to wmawiają
          Polakom, „dobrze pojmowanym polskim interesem narodowym”.
          To ten rzekomo „polski interes narodowy” pchnął ostatnio wielu polityków
          polskich do poparcia nacjonalistów ukraińskich, znanych ze swego antypolskiego
          nastawienia. I do tego aby bronić integralności terytorialnej obecnej Ukrainy.
          Jednak ten ich „polski interes narodowy” ma się tak do prawdziwego polskiego
          interewsu narodowego jak przysłowiowo pięść do nosa.
          W prawdziwym interesie Polski, której ciągle będzie zagrażał imperializm
          rosyjski, jest istnienie Ukrainy, jako buforu między Polską a Rosją na tym
          odcinku granicy, ale nie takiej jaka jest obecnie. Polska powinna popierać ideę
          i robić wszystko aby nastąpił podział Ukrainy. Ciągle istnieje
          niebezpieczeństwo, że obecną, ukraińsko-rosyjską, Ukrainę może ponownie
          podporządkować sobie Moskwa. Natomiast jest więcej niż pewne, że nie uda się to
          Rosji tylko z ukraińską Ukrainą. I właśnie taka Ukraina miały większe szanse na
          wejście do Unii Europejskiej.
          Ukraina ukraińska byłaby obszarowo prawie równa Polsce, ale jej ludność
          byłaby o 1/3 mniejsza od ludności Polski. Poza tym taka Ukraina byłaby w
          zasadzie pozbawiona ciężkiego przemysłu i bez dostępu do morza. Taka Ukraina
          nie stanowiłaby żadnego zagrożenia dla Polski i z taką Ukrainą możnaby było
          dojść prędzej do jakiegoś modus vivendi, nawet jeśli w Kijowie władzę
          sprawowaliby banderowcy. Bowiem taka Ukraina byłaby bardzo uzależniona od
          polskiej dobrej woli.
          Podział Ukrainy powinni popierać wszyscy ci, a więc np. Unia Wolności i
          redakcja „Gazety Wyborczej”, którzy uważają, że oderwanie od Polski tak bardzo
          polskiego Lwowa było „sprawiedliwością dziejową”, tylko dlatego, że w powiecie
          lwowskim i innych powiatach Galicji Wschodniej obok Polaków, osiadłych tu od
          wieków, mieszkali także i Ukraińcy. W przeciwnym razie udowodnią, że są
          hipokrytami i de facto wrogami Polski.
          O podział Ukrainy powinni zabiegać jednak przede wszystkim jednak ci Polacy,
          którzy stawiają na specjalną pozycję Polski w stosunkach Ameryki z Europą,
          szczególnie Europą Wschodnią. Jeśli umocnią się wpływy Ameryki na Ukrainie,
          większej i ludniejszej od Polski, to wówczas ona przejmie dotychczasową rolę
          Polski w polityce amerykańskiej w Europie Wschodniej. Wówczas Ukraina może
          pokazywać nam swoje kły.
          Stanisław Popławski w swoim komentarzu Taniec z niedźwiedziem
          („Rzeczpospolita” 22.1.2005) pisze m.in.: „...generalnie rzecz biorąc,
          konieczne jest zupełnie nowe określenie założeń polskiej polityki wobec Rosji,
          bo ta formuła, któr
          • Gość: Marian Kałuski Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 6 IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:41
            Stanisław Popławski w swoim komentarzu Taniec z niedźwiedziem
            („Rzeczpospolita” 22.1.2005) pisze m.in.: „...generalnie rzecz biorąc,
            konieczne jest zupełnie nowe określenie założeń polskiej polityki wobec Rosji,
            bo ta formuła, która obowiązywała dotychczas, wyraźnie zaczęła się zużywać...
            Im wcześniej to zrozumiemy, tym mniej błędów popełnimy”.
            To samo dotyczy stosunków Polski z Ukrainą. Polityka „strategicznego
            partnerstwa” nie zdała egzaminu i potrzebne jest nowe określenie założeń
            polskiej polityki wobec Ukrainy.
            Popierajmy nadal Ukrainę, ale tylko i wyłącznie na tyle na ile nam na to
            pozwala polska racja stanu. Priorytetem rządu polskiego powinno być nareszcie
            załatwienie zwrotu przez Ukrainę skarbów polskiego dziedzictwa narodowego(np.
            Ossolineum, regalia królów polskich, bezcenny i wielki zbiór malarstwa
            polskiego). Od tego powinno się uzależniać przychylne stanowisko Polski wobec
            Ukrainy i jej spraw.
            Należy stale pamiętać, że dzisiaj więcej powinno zależeć i na pewno zależy
            Ukrainie na dobrych stosunkach z Polską niż na odwrót. Należy to wykorzystać.
            Wszystkie inne narody na naszym miejscu na pewno by tak zrobiły. Nie
            starajmy się więc być bardziej moralni od samego Boga. I przestańmy wreszcie
            być agentami obcych interesów, sprzecznych z polską racją stanu.

            Marian Kałuski

        • Gość: CA Re: szkoda czasu na te bzdury IP: 62.29.136.* 28.01.05, 14:29
          Co do kolchozow, to dzieki nim bezrobocie na Wegrzech, Slowacji na terenach
          rolniczych jest 10-krotnie mniejsze niz w Polsce. Dzieki rozwiazaniu kolchozow
          i spoldzielni w Polsce mamy pod dostatkiem mleka. masla i serow z krajow
          zachidniej Europy. Swieze mleko z Francji mozan nawet kupic na wschodzie
          Polski. Wiec pijmy mleko i siedzmy na bezrobociu - bez zasilku
        • Gość: . Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 4 IP: *.Moscow.dial.rol.ru 30.01.05, 20:53
    • Gość: Marian Kałuski POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:30
      Już w trakcie „Pomarańczowej rewolucji” świat dowiedział się, że tą
      rewolucję finansowała Ameryka, wydając na nią, tj. oficjalnie: „na
      demokratyzację Ukrainy”, w ostatnich dwóch latach 60 mln dolarów, a jej
      reżyserem była specjalizująca się w takich akcjach/masowych i ciągłych
      demonstracjach aż do zwycięstwa serbska organizacja, która w ten sam sposób
      wcześniej przyczyniła się do obalenia władzy Miłoszewicza w Serbii.
      Biały Dom dążąc do utrzymania pozycji jedynego supermocarstwa na świecie nie
      chce odbudowy supermocarstwowej pozycji Moskwy i dlatego dąży i będzie nadal
      dążyć do oderwania spod wpływów Moskwy jak najwięcej postsowieckich
      republik. „Ekspedycja” ukraińska skończyła się całkowitym sukcesem dla Ameryki.
      Od 23 stycznia mamy zupełnie nową Ukrainę – Ukrainę wyzwoloną z pętów
      rosyjskiej niewoli. Ukraińscy patrioci już kraju swego, tj. ukraińsko-języcznej
      Ukrainy, nie oddadzą Rosji. W każdym bądź razie na pewno nie bez walki. Wolna
      od Rosji Ukraina jest faktem raczej dokonanym, chociaż jest na razie na
      glinianych nogach.
      Jeśli Ukraina nie może liczyć na członkostwo w Unii Europejskiej, jeśli
      grozi jej status państwa buforowego między UE a Rosją, to czy może Kijów liczyć
      na polityczne i gospodarcze poparcie Białego Domu? Colin Powell, kończący
      urzędowanie sekretarz stanu USA, podczas spotkania z Juszczenką w dniu
      inauguracji jego prezydentury powiedział: „Chcę pana zapewnić, że może pan w
      dalszym ciągu liczyć na pełne poparcie amerykańskiego rządu i amerykańskiego
      narodu w pana wysiłkach oczekiwanych przez ukraiński naród”.
      Niestety, są to słowa na pewno bez żadnego pokrycia. Ukraina z pewnością
      podzieli los Iraku, gdzie Ameryka obaliła reżym Saddama, jednak nie jest w
      stanie rozwiązać obecnych jego problemów, w tym kluczowego – gospodarczego,
      który rozwiązany mógłby przyczynić się do politycznej stabilizacji państwa.
      Biały Dom bardzo chętnie chciałby aby amerykańskąj odpowiedzialność za Irak
      przejęła Organizacja Narodów Zjednoczonych, NATO i Unia Europejska. Poza tym
      Ameryka przechodzi przez poważny kryzys gospodarczy, a okupacja Iraku kosztuje
      i kosztować będzie wiele setek miliardów dolarów; tylko co prez. Bush zwrócił
      się do Kongresu o dodatkowe 80 miliardów dolarów na okupację Iraku. Stąd
      Ukraina nie może liczyć na znaczną amerykańską pomoc gospodarczą. Biały Dom
      będzie dbał jedynie o to, aby Ukraina nie wróciła pod kuratelę Moskwy. Ale czy
      to jemu się uda?
      Nie można wykluczyć także i takiej możliwości, że zawiedzeni reformami i
      przyciskaniem pasa Ukraińcy odwrócą się od Juszczenki i choas zapanuje na
      Ukrainie. Wówczas może dojść do tego, że „wśród serdecznych przyjaciół psy
      zająca zjedzą”, czyli, że Biały Dom zdradzi Ukrainę, aby mieć kłopot z głowy
      lub w imię poprawy stosunków z Rosją, kosztem tego czego nie potrafi utrzymać w
      sferze swoich wpływów.
      Chociaż przeciętny Rosjanin jest na ogół dobrym człowiekiem ich państwo było
      i jest najbardziej imperialistycznym na świecie. To tylko dlatego maleńkie
      Księstwo Moskiewskie w XIV wieku rozrosło się do największego państwa na
      świecie - Rosji. I jest ona ciągle taką pomimo odłączenia się wszystkich
      republik w 1991 roku. A jakie plany podboju innych państw miała Rosja przed
      1914 rokiem! Chciała m.in. opanować Dżungarię, Kaszgarię, Tybet, Afganistan i
      Persję (dzisiejszy Iran), aby mieć dostęp do Oceanu Indyjskiego. Chciała podbić
      zachodnią Turcję z Konstantynopolem (Istambułem), aby mieć bezpośrednie
      połączenie z Morzem Śródziemnomorskim. Chciała zagarnąć od Austrii i Niemiec
      pozostałe polskie terytoria.
      Ten kto myśli, że ciągąty imperialistyczne u Rosjan to czas przeszły
      dokonany grubo się myli. Rosjanie są wściekli, że w latach 1989-1990 utracili
      swoje dominia w Europie Środkowej i Wschodniej, szczególnie Polskę. Krew ich
      zalewa, że staliśmy się członkiem Unii Europejskiej i NATO, gdyż te dwa fakty
      przekreślają ich powrót nad Wisłę. Dlatego mszczą się na nas gdzie tylko mogą.
      Rusofilów i ludzi powątpiewających w to co tu mówię odsyłam do atykułu J.Bie.
      Rachunek za urkaińską rewolucję, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 22
      stycznia 2005. W artykule czytamy m.in.:
      „...Wiele sporów(między Warszawą a Moskwą) toczy się od kilkunastu lat. Tak
      jest z długami odziedziczonymi po okresie komunistycznym, wykorzystaniem
      licencji na produkcję sowieckiej broni, nieruchomościami w Polsce neleżącymi
      (bezprawnie! – M.K.) do rosyjskich władz, rekompensatą dla osób pracujących w
      sowieckich łagrach, warunkami pływania po Cieśninie Piławskiej. Nie możemy
      porozumieć się z Moskwą w sprawie wspólnych odpraw na granicy. Nie udaje się od
      lat zawrzeć umowy o wzajemnej ochronie inwestycji. Od przystąpienia Polski do
      Unii nie spotyka się dwustronna, polsko-rosyjska komisja ds. gospodarczych”.
      Nie jest to pełna lista rosyjskich złośliwości. Było lub jest ich poza wyżej
      wymienionymi dużo więcej, że starczy wymienić odmowę zwrotu skradzionych
      polskich dóbr kultury, zabranianie polskim kutrom połowu ryb na Morzu Ochockim,
      budowę rurociągu gazowego pod Morzem Bałtyckim, aby tylko nie dyć Polakom
      zarobić, chociaż jego budowa ma być przez to droższa aż o 3,5 miliarda dolarów!
      A teraz wychodzi na jaw (afera Orlen) rosyjska próba opanowania polskiego rynku
      energetycznego, aby móc trzymać Polskę za gardło, a tym samym wywierać swój
      wpływ na nasz kraj i rząd polski.
      Jeśli Rosja tak postępuje z wolną Polską, należścą do Unii Europejskiej i
      NATO, to jak będzie postępować z „oderwaną od rosyjskiej macierzy” Ukrainą?
      Bowiem nie tylko dla Putina i w ogóle władz rosyjskich, ale także dla
      przeciętnego Rosjanina Ukraina w cieleniu Rusi Kijowskiej to – wg nich –
      kolebka Rosji!
      W Kijowie 23 stycznia br. odbyła się inauguracja prezydentury Juszczeniki, a
      już następnego dnia prezydent Ukrainy udał się w swoją pierwszą podróż
      zagraniczną – do Moskwy. Bowiem, pomimo oderwania się od Kremla, jakakolwiek
      przyszłość Ukrainy – nawet ta w najbardziej antyrosyjskiej odmianie - będzie w
      dużym stopniu uzależniona od Rosji. Tymczasem z Moskwy dochodzą niedobre dla
      Kijowa sygnały. Znany komentaror moskiewski Witalij Portnikow powiedział,
      że: „Po tym jak Rosja popierała w wyborach rywala Wiktora Juszczenki, Wiktora
      Janukowycza, nie należy oczekiwać, aby Moskwa specjalnie dążyła do ciepłych
      stosunków z nowymi władzami w Kijowie”. A kiedy dowiedział się, że Juszczenko
      na p.o. premiera (i na pewno pierwszego swego premiera) mianował bardzo źle
      widzianą na Kremlu Julię Tymoszenko dodał: „Nominacja Julii Tymoszenko na p.o.
      premiera Ukrainy "wpłynie skrajnie negatywnie" (na stosunki między Rosją i
      Ukrainą). I tak się stało. Putin nie jest zadowolony z tej nominacji. W Rosji
      Tymoszenko jest uważana za kryminalistę i od ubiegłego roku prokuratura
      rosyjska poszukuje ją listem gończym pod zarzutem dawania łapówek urzędnikom
      Ministerstwa Obrony. Tymoszenko rzekome ukraińsko-rosyjskie machlojki
      gospodarcze robiła jako wicepremier razem z byłym premierem ukraińskim Pawłem
      Łazarenką, którego niedawno sąd w Kaliforni uznał winnym wymuszania łapówek i
      prania brudnych pieniędzy (Yushchenko rushes in with charges „The Age”,
      Melbourne 26.1.2005). Tymczasem premier Ukrainy powinien być częstym gościem na
      Kremlu.
      Spotkanie Juszczenki z Putenem było bardzo chłodne i prawdopodobnie
      bezowocme. Ukraina na pewno nie przechytrzy kremlowskiego lisa.
      Podczas spotkania z Juszczenką Putin zaznaczył, że w ostatnim czasie
      nastąpiła głęboka integracja między obu krajami. Przypominał też o idei budowy
      wspólnej przestrzeni ekonomicznej między Rosją, Ukrainą, Białorusią i
      Kazachstanem. Pomysł po długich negocjacjach i mimo oporu parlamentu
      zaakceptował poprzedni prezydent Leonid Kuczma
      • Gość: Marian Kałuski Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 3 IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 01:34
        Podczas spotkania z Juszczenką Putin zaznaczył, że w ostatnim czasie nastąpiła
        głęboka integracja między obu krajami. Przypominał też o idei budowy wspólnej
        przestrzeni ekonomicznej między Rosją, Ukrainą, Białorusią i Kazachstanem.
        Pomysł po długich negocjacjach i mimo oporu parlamentu zaakceptował poprzedni
        prezydent Leonid Kuczma i chyba właśnie wspólną przestrzeń ekonomiczną miał na
        myśli Putin, mówiąc Juszczence, że liczy na ciągłość stosunków między obu
        krajami (Juszczenko u Putina „Rzeczpospolita” 25.1.2004).
        Putin dał jasno do zrozumienia Juszczence czego się spodziewa od niego, jako
        prezydenta Ukrainy.
        Ukrainę czekają więc bardzo trudne stosunki z Rosją. Fiodor Łukianow,
        redaktor naczelny pisma "Rossija w Globalnoj Politikie"
        powiedział „Rzeczpospolitej” (25.1.2005): „Stosunki z Ukrainą będą złożone.
        Rosja zasadniczo nie zmieni negatywnego nastawienia do Wiktora Juszczenki.
        Oczywiście, będzie ono starannie skrywane, oficjalnie będzie mówiło się o
        interesach obu krajów. Wiele zależy jednak od zachowania samego Juszczenki.
        Szansa na stabilny dialog będzie wtedy, gdy Moskwa uwierzy, że nowy prezydent
        nie chce, by Ukraina natychmiast przystąpiła do NATO i Unii Europejskiej, i że
        liczy się on z interesami rosyjskiego biznesu. Jeśli jednak Juszczenko będzie
        szybko zbliżał się do Zachodu, to znów dadzą o sobie znać fobie, których
        świadkami byliśmy podczas kampanii wyborczej. Odejście Ukrainy od udziału we
        wspólnej przestrzeni ekonomicznej z Rosją, Ukrainą i Kazachstanem sprawi, że
        idea tej współpracy weźmie w łeb. Pomysł "przestrzeni" powstał wyłącznie po to,
        by wciągnąć do niej Ukrainę”.
        Wówczas Rosja sięgnie po kij.
        Kreml jest w stanie zniszczyć gospodarczo Ukrainę i prowokować konflikt
        etniczny ukraińsko-rosyjski, który może zakończyć się nawet interwencją zbrojną
        Rosji na Ukrainie i podziałem Ukrainy. Prawda, Ameryka może strać się o to aby
        Ukrainę przyjąć do NATO. Ale za nim to nastąpi może dojść do rozwiązania przez
        Kreml kwestii ukraiżskiej po jej myśli, czyli albo do podziału Ukrainy na część
        ukraińską i rosyjską, albo do ponownego podporządkowania Kremlowi całej Ukrainy.
        Nie ulega wątpliwości, że Kreml już od 23 stycznia zabiega o to drugie,
        czyli o ponowne podporządkowanie Kijowa Moskwie. Będzie to również walka
        dyplomatyczno-gospodarcza między Białym Domem i Kremlem. Jeśli Putinowi czy
        Kremlowi nie uda się podporządkowanie sobie całej Ukrainy, wówczas jest bardzo
        prawdopodobne, że wykorzystają kartę etniczną. Czy Stany Zjednoczone będą miały
        odwagę powiedzieć Moskwie, że musi zaakceptować utratę aż 10 milionów Rosjan na
        rzecz nacjonalizmu ukraińskiego.
        Ludność Rosji z braku przyrostu naturalnego zmniejsza się aż o 1 milion osób
        rocznie. Ciekawe co by się stało z Ukrainą i jej gospodarką, gdyby Moskwa
        zechciała „repatriować” 10-15 czy nawet 20 mln ludzi z Ukrainy”? Tym bardziej,
        że każdego roku ubawa również na Ukrainie pól miliona ludzi.
        Problem etniczny na Ukrainie wypływa z tego, że to państwo w dzisiejszych
        jego granicach jest sztucznym tworem – widzimisię głównie Stalina, któremu, jak
        i wszystkim innym władcom Kremla, nawet do głowy nie przyszła myśl, że Ukraina
        kiedykolwiek oderwie się od „rosyjskiej macierzy”. Stąd hojną ręką włączono do
        Ukrainy ziemie etnicznie rosyjskie, ziemie, które nigdy nie należały do Ukrainy
        czy Rusi Kijowskiej i zamieszkałe przez Rosjan lub w większości przez nich.
        Jeszcze w 1954 roku Moskwa przyłączyła do Ukrainy zupełnie rosyjski etnicznie i
        od XVIII w. historycznie Krym, upamiętniając w ten sposób 300-lecie
        przyłączenia Ukrainy do Rosji.
        Sam fakt mieszkania na Ukrainie 10 mln Rosjan i posługiwania się na co dzień
        językiem rosyjskim przez 32 mln ludzi na 48 mln mieszkańców Ukrainy stanowi
        wielkie zagrożenie dla Ukrainy. Problem ten jednak pogłębia to, że ludność
        rosyjska i rosyjskojęzyczna zdecydowanie dominuje na wschodzie i południu
        Ukrainy, w obwodach: charkowskim, chersońskim, dniepropetrowskim, donieckim,
        krymskim, ługańskim, mikołajewskim, odesskim i zaporoskim oraz w mieście
        wydzielonym Sewastopolu. Tu zdecydowane zwycięstwo, nawet w powtórce drugiej
        tury wyborów (26.12.2004) odniósł protegoweany Kremla Wiktor Janukowycz. W
        obwodach donieckim i ługańskim otrzymał on ponad 90% głosów.
        Wybory potwierdziły jak sztucznym tworem jest dzisiejsza Ukraina, którą
        zlepił Stalin z ziem ukraińskich, rosyjskich, polskich, tatarskich, węgierskich
        i rumuńskich (obszar 603 700 km kw, 48 mln mieszk.). Potwierdziły one fakt
        istnienia dwóch Ukrain: ukraińskiej i rosyjskiej. Rosyjska Ukraina, tj.
        wschodnia i południowa część państwa ukraińskiego obejmuje obszar 257 100 km
        kw. i zamieszkuje ją 22,5 mln osób. Natomiast ukraińska Ukraina, obejmująca
        obwody: chmielnicki, czerkaski, czernihowski, czerniowiecki, iwanofrankowski
        (stanisławowski), kijowski, kirowogradzki, lwowski, połtawski, rówieński,
        sumski, tarnopolski, winnicki, wołyński, zakarpacki i żytomierski, ma obszar
        346 600 km w., który zamieszkuje 25,5 mln osób.
        Jeśli Ukraińcy chcą mieć swoje narodowe państwo, państwo w pełni niepodległe
        i suwerenne, to czy chcą tego czy nie powinni pozbyć się jak najprędzej „garbu
        roswyjskiego”, czyli rosyjskiej Ukrainy. Bo może tak być, że to nie ukraińska
        Ukraina połknie rosyjską Ukrainę, ale rosyjska połknie ukraińską. I to już na
        wieki wieków. Wszak „chytry podwójnie traci”. Nawet jeśli nie dojdzie do groźby
        podziału Ukrainy, to kto może gwarantować, że nie wybuchnie wojna domowa, albo
        że na świecie nie będzie głośno o rosyjskim terroryzmie na Ukrainie, jak
        dzisiaj jest o IRA czy Baskach. Przez fakt przebywania na Ukrainie 10 milionów
        Rosjan Moskwa będzie miała zawsze pretekst do ingerowania w wewnętrzne sprawy
        Ukrainy, do podporządkowywania jej sobie.
        Kreml nigdy na to nie pozwoli, aby Ukraina rosyjska zukrainizowała się z
        biegiem lat przez asymilacyjną politykę nacjonalistów ukraińskich z Kijowa. Np.
        chociaż w tej chwili 65% (!) ludności Ukrainy mówi na co dzień po rosyjsku, w
        kwietniu 2004 roku ukraińska Narodowa Rada do spraw Telewizji i Radia
        zdecydowała, że „wszystkie programy telewizji i radia na Ukrainie powinny być
        nadawane w języku ukraińskim” („Gazeta Wyborcza” 24.4.2004).
        Tymczasem, jak chociażby tylko ten fakt to potwierdza, nacjonaliści
        ukraińscy nie tylko odrzucają myśl podziału Ukrainy czy nawet utworzenia z
        niego państwa federacyjnego – ukraińsko-rosyjskiego (o czym mówi wschodnia i
        południowa Ukraina), ale dążą do asymilacji ukraińskich Rosjan (a jak
        protestowali, kiedy przedwojenne władze polskie chciały asymilować polskich
        Ukraińców!). Teraz do władzy w Kijowie doszli nacjonaliści ukraińscy, do
        których należy także Juszczenko. Jego znakiem prezydenckim jest łańcuch złożony
        z sześciu medalionów - z herbami księcia Włodzimierza Wielkiego, Księstwa
        Galicyjsko-Wołyńskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego, wojska zaporoskiego,
        rodowego herbu Bohdana Chmielnickiego i herbu Ukraińskiej Republiki Ludowej z
        lat 1917 - 1920. Wisi na nim medalion ze złotym tryzubem.
        Jak widzimy, Ukraina uważa się za spadkobiercę Wielkiego Księstwa
        Litewskiego, chociaż jego centrum znajdowało się na Litwie i Białorusi, a
        ziemie ukrainne, podbite przez Litwę w XIV w., stanowiły właśnie tylko
        obszar „ukrainny” – przygraniczny! To wskazuje na skalę nacjonalizmu
        ukraińskiego. A trzeba pamiętać, że jest to prymitywny i bardzo agresywny
        nacjonalizm XIX wieku.
        Tego nacjonalizmu boją się zamieszkujące Ukrainę wszystkie mniejszości
        narodowe. Potwierdziły to np. ostatnie wybory prezydenckie w obwodach
        czerniowieckim i zakarpackim, gdzie na Janukowycza padło najwięcej głosów na
        tzw. Zachodniej Ukrainie. W obwodzie czerniowieckim, gdzie mieszka dużo
        R
        • Gość: kaszpirowski Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 3 IP: 62.242.162.* 27.01.05, 01:53
          Marian Kaluski ,a ty ku.. kto nawiedzony czy jasnowidz.
        • Gość: Eva Do M. K: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE IP: *.pool.mediaWays.net 27.01.05, 14:39
          To ciekawa, relatywnie wyczerpujaca i przede wszystkim inna - bardziej
          realistyczna w porownaniu z bezrefleksyjnymi hymnami pochwalnymi panujacymi w
          Polsce- wypowiedz o Ukrainie.
      • Gość: xyz Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.Moscow.dial.rol.ru 27.01.05, 11:28
        Bardzo madry artykul.
        • Gość: Eva Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.pool.mediaWays.net 27.01.05, 14:39
          To czeczywiscie ciekawa wypowiedz. Ale z drugiej strony zastanawiam sie: jesli
          dobrze pamietam, juz raz podzielono Ukraine miedzy Polske i Rosje i jakos nic
          porzadnego z tego nie wyszlo...
          • Gość: xyz Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.Moscow.dial.rol.ru 27.01.05, 17:55
            Czyzbym zdradzil chec z kimkolwiek Ukraine dzielic? Dzisiejsza Ukraina jest tworem sztucznym i ujednolicona moze byc jedynie na sile.Ktorej zreszta zwolennikom tej opcji brakuje. To dobry grunt do destabilizacji. Polakom, na ktorych to odbije sie w pierwszym rzedzie teraz nielatwo bedzie wyrzec sie czesciowej chociazby odpowiedzialnosci.
            • Gość: Eva Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.d.pppool.de 27.01.05, 21:36
              Zle mnie zrozumiales. Mnie interesuje wlasnie ta sztucznosc Ukrainy. Na czym ona
              wlasciwie polega? Przeciez mimo, ze Ukraine swego czasu podzielono, to jednak
              jakos sie znow zlaczyla. Ja nie mam tu wyrobionego zdania, dlatego chetnie
              czytam innych piszacych na ten temat.
              • Gość: xyz Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.Moscow.dial.rol.ru 28.01.05, 19:06
                Sztucznosc Urainy moze byc rozumiana w roznie. Najbardziej oczywiste sa dwa aspekty. 1.Ponad polowa terenu Ukrainy dzis stanowia terytoria etnicznie i chistorycznie rosyjskie.Reszcie Ukrainy brakuje resursow do przymusowie asymilacji Rosjan.2.Dzisiajsza ideologia nacjonalizmu ukrainskiego,ktora bedzie teraz corac natretniej narzucana ogolu ludnosci jest sztucznym fabrykatem,w podstawie ktorego tkwia mity i falsyfikacje. Byla stworzona w propagandowych osrodkach Austrii i Niemiec do skierowania Ukraincow przeciw Rosjanom i Polakom. Na ideologie panstwowa na dluzsza mete sie nie nadaje.
              • Gość: Pędrek Wyrzutek P. Ewe "interesuje wlasnie ta sztucznosc Ukrainy" IP: *.cmbrmaor.dynamic.covad.net 30.01.05, 04:37
                Gość portalu: Eva napisał(a):

                > Zle mnie zrozumiales. Mnie interesuje wlasnie ta sztucznosc
                > Ukrainy. Na czym on a wlasciwie polega?

                Ma Pani odpowiedz przed nosem. Wystarczy jak sie Pani
                zastanowi nad wlasnymi slowami:

                > Przeciez mimo, ze Ukraine swego czasu podzielono, to jednak
                > jakos sie znow zlaczyla.

                Mowi Pani, ze Ukraine swego czasu podzielono", i ze jej obecne
                "zlaczenie" jest "znow".

                No to KIEDY ta Ukraina PRZED "podzialem" poprzednio byla?
                Jakie byly jej granice?
      • Gość: . Re: POROZMAWIAJMY SZCZERZE O UKRAINIE cz. 2 IP: *.Moscow.dial.rol.ru 29.01.05, 21:29
    • Gość: che guevara Juszczenko jak pies się płaszczy przed Putinem, IP: 217.153.221.* 27.01.05, 01:55
      bo wie że niedługo straci władzę na rzecz parlamentu, a poparcie Putina
      pozwoliłoby jego partii wygrać wybory parlamentarne.
      • Gość: piotr ZAPOMNIALES PASTYLEK IP: 170.148.10.* 27.01.05, 19:45
    • Gość: Lechen@fsmail.net Re: Putin niestraszny IP: *.l3.c3.dsl.pol.co.uk 27.01.05, 11:03
      Ukraina zachodnia na ziemi Rzeczypospolitej Polskiej poprzez Jalte?
      Chruszczow przekazal stolice Kijowa i Krym, jezyczno rosyjski dla Ukrainy.
      Historycznie panstwo Ukraina, jest zbudowana na zieli slowianskiej z rodu
      braterskiego Lecha i Rusa. Gdyby nie bylo jezyka polsko-rosyjskiego.
      Nie byloby jezyka Ukrainskiego? Czyli Ukraina duchowo slowianska Polsko-
      Rosyjski. Prezydent Wiktor Juszczenko, nie zwroci ziemi Rzeczypospolitej
      Polskiej. Jak rowniez ziemi Rosyjskiej we wolnej demokracji i wolnosci slowa.
      • markmig Re: Putin niestraszny 01.02.05, 13:28
        Pierdu, pierdu...
    • Gość: Julian Podzielić Ukrainę! IP: 150.254.176.* 27.01.05, 11:42
      Jest to test typowy dla ukraińskiego oszołoma. Jeżeli Putin się naprawdę czegoś
      obawia, to to że tacy oszołomi przy Juszczence uzyskają znaczny wpływ. Tekst ten
      jest ponadto kłamliwy, gdyż Kuczma był naprawdę od Kremla niezależny i w istocie
      robił, to co chciał. Jeżeli Juszczenko będzie bardziej nadal antyrosyjski to
      trzeba będzie jeszcze przekonać Dumę, żeby zaaprobowała te wszystkie ułatwienia
      dla Ukraińców, jakie obiecał im Putin, a także żeby nadal Rosja była gotowa na
      otwarcie swojego rynku na towary z Ukrainy. Bez tego otwarcie nie będzie na
      Ukrainie żadnych inwestycji, poza polskimi byc może.
      Ukraina ma znacznie słabsze karty, gdyż Rosjanie nie mają co do Juszczenki
      wiekszych złudzeń. Dla nich to drugi Saakaszwili.
      Ukraina nie może też Rosjan szachować "gazem" czy "ropą", jako kraj tranzytowy,
      gdyż Rosja także jest krajem tranzytowym dla turkmeńskiego gazu kupowanego przez
      Ukrainę. Rosjanie moga też wybudować jeszcze dodatkową nitkę przez Bałtyk, co
      poza względami politycznymi korzystne a ekonomicznie jest także opłacalne.
      Polska z Rosją powinny podzielić Ukrainę. Polska miałaby upragniony kraj
      buforowy, ale na tyle słaby, że nie zagrażałby naszym interesom, Rosjanie
      pozbyliby się spadkobierców Bandery, a mieliby wpływy na terenach bliskich im
      religijnie i kulturowo.
      • Gość: Polak Re: Podzielić Ukrainę! IP: *.zgora.dialog.net.pl 27.01.05, 20:03
        SPIEPRZAJ STAD ROSYJSKI PROWOKATORZE !
      • gosc.z.korony CO TO DO CHOLERY ZNACZY PODZIELIĆ UKRAINĘ?! 27.01.05, 20:44
        Najpierw jakieś ,,umotywowane''' wynurzenia jakiegoś ,,Mariana Kałuskiego''.
        Potem jakieś propagandowe podbijacze w stylu ,,to bardzo mądry artykuł'' i...
        groza wieje zewsząd!
        Jakim koszmarnym prawem ktoś rozmawia ,,szczerze'' o dzieleniu sąsiedniego
        niepodległego państwa? Czyżby już ,,się zapomniało'', że niegdyś w ten sam
        deseń dyskutowano o rozbiorach ,,chorego człowieka Europy'', którym była nasza
        I. Rzeczpospolita? Od tamtej pory dużo wody upłynęło w rzekach, ale my nadal
        nie potrafimy otrząsnąć się z tamtego upadku - tak materialnie jak i duchowo.
        Dzisiaj np. niewielu Polaków zna bogaty dorobek XVI-wiecznej Rzeczypospolitej,
        której zrębem była przecież dobrowolna umowa między dwoma społecznościami. Dziś
        też mało kto pamięta, że podczas Powstania Styczniowego nareszcie zrozumiano,
        że istnienie i siła Rzeczypospolitej może zostać odbudowana tylko w oparciu o
        trzy RÓWNORZĘDNE filary: Litwę, Ukrainę i Polskę. Nie mniej, tak jak już
        mówiłem, dużo wody upłynęło w rzekach i nikt poważnie myślący nie może nawet
        marzyć o zniewalaniu czy dzieleniu terytoriów sąsiadów. Choćby kierując się
        starą zasadą: nie czyń drugiemu co tobie nie miło. Pan Kałuski sugeruje
        natomiast jakieś prewencyjne, wyprzedzające dzielenie Ukrainy. Otóż wstyd i
        hańba! Czym wtedy będziemy różnić się od Putina? Czy naprawdę jesteśmy w stanie
        i chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność za zniewalanie ludzi, którzy wcale
        nie chcą mieć nad sobą jakichś nowych panów? I co oznacza w XXI wieku ten styl
        myślenia wyjęty żywcem z jakichś cesarskich XVIII czy XIX wiecznych czasów?
        Doprawdy nie pojmuję tego dziwacznego i niesmacznego zjawiska!
        To po prostu wstyd!
        A straszenie nas ,,Kozackimi Rezunami'' trąci rosyjskimi bajkami o Kościeju i
        Misiu Kuleczce. Przypominam, że Rzeczpospolita Polska jest członkiem Unii
        Europejskiej, a Wolna Ukraina wyraźnie ku niej aspiruje. Nie ma więc sensu w
        tym całym sążnistym bajaniu.
        A co do polskiego mienia na Ukrainie - zapytam jak się mają i w jakim są stanie
        poniemieckie cmentarze, czy pałace a także budowle wchodzące w skład dawnej
        pruskiej infrastruktury inżynieryjnej? Jak to się ma do tego co mówi Pan
        Kałuski? Niech więc kocioł nie przygania garnkowi, skoro sam potężnie
        smoli!
        • Gość: Marian Kałuski Re: CO TO DO CHOLERY ZNACZY PODZIELIĆ UKRAINĘ?! IP: *.vic.bigpond.net.au 27.01.05, 23:33
          "Gość.z.korony" albo nie zrozumiał mojego szkicu o współczesnej Ukrainie i jej
          problemach, albo "udaje Greka" i z premedytacją bredzi, wręcz kłamie aby
          zamącić w głowach mniej oświeconych czytelników "Gazety Wyborczej". A może to
          Ukrainiec "z Korony", tj. z dzisiejszej Polski? Wówczas można zrozumieć jego
          racje/brednie.
          Nie myślę polemizować z kretynizmem i złośliwością. Powiem tylko tyle:
          1. nie odmawiam prawa Ukraińcom do posiadania własnego państwa i nie wysuwam
          żadnych roszczeń terytorialnych pod adresem Ukrainy, chociaż oderwanie tak
          bardzo polskiego Lwowa od Polski uważam za sadyzm historii, za to, że świat
          jest piekłem - królestwem szatana,a nie Boga, gdyż sam Pan Jezus
          powiedział: "Królestwo moje nie jest z tego świata" - i dlatego tak jest jak
          jest, czyli że króluje zło;
          2. nie ja dzielę Ukrainy; po prostu jest faktem, że Ukraina dzieli się wyraźnie
          na dwie części: ukraińską (część środkowa i zachodnia dzisiejszej Ukrainy) i
          rosyjską i rosyjsko-języczną (część wschodnia i południowa); niesie to z sobą
          zagrożenia dla samych Ukraińców i dla Polski;
          3. jest duża różnica MORALNA między skarbami kultury polskiej na Ukrainie (mam
          na myśli wyłącznie mienie ruchome, a nie budynki czy cmentarze!), a skarbami
          kultury niemieckiej na Ziemiach Zachodnich. - Jeśli ktoś tego nie rozumie to
          jest albo kretynem albo nie-Polakiem! Po prostu narzędziem w rękach szatana!
          Wielki i mądry człowiek, znany poeta, satyryk i komediopisarz polski
          pochodzenia żydowskiego Marian Hemar (zm. 1972) w swej wspaniałej
          książce "Awantury w rodzinie" (Londyn 1967) napisał za Machiavellim: "...samo
          pojęcie polityki wyklucza pojęcia z dziedziny moralnej. Polityka jest amoralna,
          co więcej musi być amoralna, w tym jej siła i realizm. Polityka jest bowiem
          sztuką działania dla dobra własnego narodu, dla żadnych innych celów, jest
          sztuką świętego egoizmu, świętego oportunizmu, świętej hipokryzji, świętego
          profitu".
          Polska ma swoją rację stanu i musi ją realizować jeśli nie chce być znowu
          wymazana z mapy Europy lub co najmniej wykorzystywana przez swoją głupotę
          przez "kochanych" sąsiadów!
          Ja jestem Polakiem i reprezentuję/popieram polską rację stanu.
          • gosc.z.korony Szanowny Panie Kałuski! 29.01.05, 18:21
            Jestem takim samym Polakiem jak i Pan (jeśli Pan zgodnie ze swą deklaracją też
            nim jest). I w tym bądźmy zgodni. Nie zamierzam i nie zamierzałem też nikomu
            mącić w głowie, a jedynie wykazać swe racje i przeciwstawne Panu poglądy. Ocenę
            tego kto tu ,,bredzi'' pozostawiam obywatelom Rzeczypospolitej licząc na ich
            intelekt i wiedzę.
            Cieszę się, że nie wysuwa Pan żadnych roszczeń względem Ukrainy. Czy jednak nie
            zastanawiał się Pan nad znaczeniem swoich słów ,,chociaż oderwanie tak bardzo
            polskiego Lwowa od Polski uważam za sadyzm historii...''. Czy tak samo nie
            mógłby pomyśleć ktoś w Niemczech i powiedzieć sobie: ,,oderwanie tak bardzo
            niemieckiego Wrocławia, Szczecina czy Gdańska od Niemiec uważam za sadyzm
            historii...'' i jeszcze mógłby dodać uwagę o ,,królestwie nie z tego świata''
            czy o ,,panowaniu szatana''. Zastanawiam się jak nazwałby Pan takiego człowieka
            i jak oceniłby Pan jego postawę? Prawda jest natomiast taka, że historia
            ludzkości przesycona jest agresją i podbojami. My Polacy też nie jesteśmy
            wyjątkiem i na naszych rękach też jest krew. Tym bardziej, że przez stulecia
            wraz z Litwinami, tworzyliśmy ni mniej ni więcej li tylko państwo imperialne.
            Czy nie uważa Pan zatem, ze Ukraińcy mają pełne prawo do tego by sami decydować
            o swoich losach i stosunkach wewnętrznych? I na nic potrzebne są im rady Polaka
            analizującego ich wewnętrzną czy zewnętrzną sytuację. Co powiedziałby Pan o
            szkicu napisanym dajmy na to przez Francuza, który udowadniałby że Polska
            dzieli się na przykład na część poniemiecką, część do której pretensje
            zgłaszają Ukraińcy czy Rosjanie a na dodatek przypomniałby sobie o Kaszubach,
            których ,,od zawsze'' traktowano po macoszemu.
            Ja, gdybym był Ukraińcem przyjąłbym Pański szkic bardzo źle!
            Tym bardziej, że do rowiązania jest tyle zaszłości. Materia którą Pan podjął
            jest bardzo delikatna. Natomiast teraz po ,,Pomarańczowej Rewolucji'' rodzi się
            szansa podjęcia dialogu z ekipą Juszczenki choćby w oparciu o bardzo ważne
            gesty na które się zdobyliśmy podczas niedawnych ukraińskich wypadków. To
            kapitał, który można dobrze wykorzystać.
            Natomiast swoje tezy dotyczące przeszłości Rzeczypospolitej podtrzymuję, gdyż
            nie znajduję w nich żadnej sprzeczności z faktami.
            Na koniec, mimo że nazwał mnie Pan ,,kretynem'' i ,,niepolakiem'' przesyłam
            Panu ukłony licząc w przyszłości na większą dozę empatii w stosunku do innych
            nacji, przy podejmowaniu przez Pana kolejnych popularyzatorskich prób.
            • Gość: Calle 8 Kurica nie ptica, Polszia nie zagranica! IP: *.sympatico.ca 29.01.05, 23:44
              Putin nie moze zatykac korkow ropnych bo Paliaki to szlachta, hehe ... zenada!
    • Gość: . Re: Putin niestraszny IP: *.Moscow.dial.rol.ru 29.01.05, 16:59
      • Gość: Calle 8 Kangurza "filozofija" a sytuacja dawnych demoludow IP: *.sympatico.ca 29.01.05, 18:01
        Wielu naiwnych i endecko-zasciankowych Polakow mysli do dzis jeszcze, ze Solidarka miala
        jakis wplyw na decyzje Gorbaczowa o oswobodzeniu dawnych demoludow w Eur. Wsch
        .
        Podczas jego pamietnej wizyty w Berlinie w lutym 1989 roku dal swiatu do zrozumienia, ze nie
        widzi zadnego powodu dla ktorego Niemcy maja cierpiec jeszcze dluzej. Juz w marcu czerwoni z
        Warszawy poprzez ambasadora Cioska w Moskwie zaaranzowali spotkanie na Kremlu w celu
        ratowania wlasnych stolkow. Pozniej byl Okragly Stolec i smrod po nim do dzis sie szwenda po
        palacu Magistra i URM (nie tylko w kiblach).

        Polska, Bialorus czy Ukraina siedza akurat na jednej galezi - te kraje zaleza od Moskwy jak
        dawniej. Kiedys Moskwa wysylala rope za czesci do czolgow lub statki, a dzisiaj kaze sobie
        placic w zielonych. Czy to nie obciach, ze jakies szemrane firmy sprzedaja rope do Pomrocznej
        i gdyby zamknely kurki, to setki tysiecy szrotow z Rajchu, ktore jezdza po polskich
        autobahnach nagle spoczna na szrotach? A tu niektorym ludkom dzielic Ukrainy sie zachciewa!
        • gosc.z.korony Odnośnie ,,ptic'' odpowiedź: 30.01.05, 11:18
          A gdyby tak nie zapominać że jednak jesteśmy w Unii Europejskiej i tą drogą
          wywierać naciski na Rosję.
          Pal licho tę polską ,,szlachetczyznę'' (która pewnie i ze mnie jakoś tam
          wystaje), ale nie może być tak byśmy ciągle ,,drżeli'' przed jakimś tam
          kurkiem, który z byle powodu może być zakręcony. Musimy się zabezpieczyć przed
          widzimisię Moskwy, bo inaczej daleko nie zajedziemy. Szczególnie że prezydent
          Putin zachowuje się jak ,,robiący swoje'' satrapa. I nie myślę tu o
          jakimś ,,machaniu szablą'' tylko o mądrych zabezpieczeniach gospodarczych i
          infrastrukturze pozwalającej nam czerpać surowce z innych kierunków.
          A tak swoją drogą jak to jest, że każdemu sprzedającemu zależy na klientach, a
          tymczsem prezydent Putin zachowuje się tak jakby jego ,,kurek'' był pistoletem?
          To wiadomy znak, że dla niego ważniejsza jest władza, a nie pieniądze a to
          oznacza że mamy do czynienia z sowieckim dyktatorem w starym stylu. Tym
          bardziej niebezpiecznym bo trzymającym kurek.
          Czas najwyższy skończyć z ,,pticowaniem'' i zostać ,,sąsiadem''. Ale to już
          zależy od nas Obywateli - Wyborców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka