stefandetko
20.03.05, 14:07
Jestem autorem artykułu pt. „Porozmawiajmy szczerze o Ukrainie czyli o
nową politykę polską wobec Ukrainy”, który został wydrukowany w ukazującym
się w Kanadzie tygodniku „Goniec” w numerach z 4 i 11 lutego 2005 roku oraz
został zamieszczony jako artykuł na portalach: „Wirtualna Polonia” 28
stycznia 2005, „nowa@on-line” luty 2005, „prawica.net” 9 lutego 2005 oraz na
forach „Gazety Wyborczej” już 27 stycznia 2005 (wywołując już wówczas
dyskusję; ten sam tekst zamieścił ponownie w „Gazecie Wyborczej” w forum po
tekście „Rosyjska prowokacja w internecie” jeden z internautów – „zazulinka”
18.3.2005), „onet.pl” 28 stycznia 2005 i „Tygodnik Powszechny” 28 stycznia
2005 pod tytułem „Prawda o Ukrainie i Polsce”. – To tyle co ja wiem na ten
temat.
Artykuł wysłałem również do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych –
ministra i kilku departamentów, do wszystkich największych partii
politycznych (wybranych polityków, nieraz kilku z jednaj partii; niektórzy
potwierdzili odbiór artykułu) oraz do redakcji wybranych dzienników i gazet,
m.in. „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”. Obie redakcje
odpowiedziały, że nie są zainteresowane jego drukiem. Natomiast
zainteresowanie artykułem okazał red. Krzysztof Gottesman - kierownik działu
Opinie dziennika „Rzeczpospolita” (jego dwa listy do mnie z 26.1.2005),
sugerując jednak jego skócenie.
Nigdzie indziej nie wysyłałem artykułu, a tym bardziej do Rosjan i
rosyjskich gazet czy portali.
Jestem dumny z artykułu „Porozmawiajmy szczerze o Ukrainie” i zadowolony z
faktu, że zwrócił on na siebie uwagę mediów w Polsce, Rosji, na Ukrainie i
wśród ukraińskiej diaspory. To jest marzenie każdego dziennikarza, a w
krajach anglosaskich nawet się mówi: „Any publicity is good publicity”. Jak
to ujął jeden z internautów „Gazety Wyborczej”: „No i dzięki Rosjanom wszyscy
znają p. Kałuskiego, bo do tej pory w Polsce nikt o nim nie słyszał”
(w.a.lonka, 18.3.2005).
Dostrzeżono w nim walory, a Was przez to krew zalała. Stąd poprawnie
politycznie media polskie, tj. w tym wypadku proukraińskie do zenitu i
rusofobiczne dezinformują czytalników i słuchaczy w Polsce w odniesieniu do
mojego artykułu. Np. Radio ZET w tekście „Rosyjska prowokacja” (18.3.2005)
pozwoliło sobie nazwać mój artykuł „Fałszywym artykułem”, a jego krakowski
reporter, Marcin Kubata, wprowadza – świadomie czy nieświadomie – w błąd
słuchaczy radia mówiąc: „Na forum dyskusyjnym „Tygodnika Powszechnego”
pojawił się obszerny tekst o tym jak to Polska próbuje zawładnąć słabą
Ukrainą. Ktoś przeniósł słowa Mariana Kałuskiego do rosyjskiego portalu...”.
Tymczasem w moim artykule nigdzie nie sugeruję, aby Polska zawładnęła
Ukrainą! Opowiadam się za niepodległą Ukrainą. Jednak nie taką, która mogła
by szkodzić Polsce i Polakom.
Także Wasza „Gazeta Wyborcza” bardzo tendencyjnie przedstawia sprawę,
pisząc o moim artykule, że jest „antyukraiński”. Tego bardzo przesadzonego
twierdzenia na pewno byście nie byli w stanie obronić gdyby sprawa trafiła do
sądu. Z tego prostego faktu, że nikt nie udowodni, że jestem wrogiem
niepodległej Ukrainy.
Jesteście prawdziwymi i arcyobrzydliwymi hipokrytami!!! Przecież to Wy
uważacie za sprawiedliwy fakt przynależności Galicji Wschodniej wraz z tak
arcypolskim Lwowem (to Wasz człowiek – Jacek Kuroń miał czelność publicznie
powiedzieć, że się cieszy, że Lwów jest ukraiński, czym udowodnił jaki z
niego był „Polak”) do Ukrainy, bo to niby ziemie ukraińskie. Dlaczego więc
nie jesteście konsekwetni i nie chcecie powiedzieć, że rosyjska w swej masie
dzisiejsza wschodnia Ukraina powinna należeć do Rosji?! Powiedźcie mi jakie
prawa mają Ukraińcy np. do Krymu, gdzie 80% ludności stanowią Rosjanie i
który nigdy w swej historii aż do 1954 roku nie był ukraiński. Powiedźcie mi
dlaczego Polska według Was nie mogła mieć mniejszości ukraińskiej, a Ukraina
ma prawo mieć 10-15 mln Rosjan i ich prześladować.
Jeśli szowinistom ukraińskim nie podoba się mój artykuł, to można to
zrozumieć. Jeśli jednak nie podoba się on Polakom to coś złego jest nie z
Kałuskim, a tylko z tymi "Polakami". Można być życzliwy wobec sąsiadów, ale
na pewno Chorwacja nie buduje potegę Serbii, a Japonia Chin, aby potem na tym
ucierpieć.
Wy, jako niepatriotyczni Polacy (często i nieetniczni!), chcecie wielkiej
i silnej Ukrainy bo widzicie w tym źródło przyszłych konfliktów polsko-
ukraińskich, o które modlicie się codziennie do swego boga.
Wielka Ukraina na pewno będzie takim samym zagrożeniem dla polskich
interesów narodowych, jakie stwarza dziś Polsce Rosja. Po co więc mieć dwóch
wrogów na wschodniej granicy?! Bo tylko analfabeta historyczno-polityczny
może uwierzyć w sielankowe stosunki polsko-ukraińskie! Na pewno łatwiej było
dogadać się Francuzom z Niemcami niż Polakom będzie z Ukraincami czy na
odwrót.
Jak podłe w Waszej interpretacji jest Wasze stwierdzenie: „Kałuski jest
prawicowym publicystą mieszkającym w Australii”, na które jeden z Waszych
internautów odpowiedział: „Jaka skrajna prawica? Zawsze myślałem, że uczciwy
patriota to uczciwy patriota – ale w skali GW to skrajna prawica” (Stefan
Detko 18.3.2005). Wy natomiast jeteście uważani przez miliony Polaków za
skrają lewicę. Dlatego Wam mówię: lepiej być prawicowcem, bo to łączy się np.
z „prawym człowiekiem” niż lewicowcem, bo to łączy się z czymś złym, np.
z „lewymi papierami”.
Całe Wasze przedstawianie sprawy mojego artykułu i jego zainteresowania ze
strony Rosjan jest niczym innym jak dezinformacją i fałszywką mającą na celu
ośmieszenie mnie w oczach czytelników i zasianie wrogości do mnie!
Żyję w państwie demokratycznym, w którym przestrzegana jest zasada
wolności słowa. Mam, jako Polak i patriota polski, prawo do posiadania
takiego czy innego zdania na sprawę stosunków polsko-ukraińskich. I jak widać
moje rozważania nie są głupie, gdyż głupich książek i artykułów nikt nie
drukuje i na pewno nie tłumaczy. Tymczasem mój tekst już trzeci dzień
jest „na tapecie” w polskich, rosyjskich i ukraińskich mediach („Gazeta
Wyborcza” pisze o mnie i sprawie na pierwszej stronie i robi z tekstu
sztandarowy artykuł) i sprawa zapewne tak szybko nie ucichnie. A jeśli się on
nie podoba redakcjom „Tygodnika Powszechnego” i „Gazety Wyborczej” oraz
wszystkim innym „mającym jedynie słuszną rację” to ich problem – nie mój!
Jeden z internatów „Gazety Wyborczej” zrobił jakże słuszną uwagę: „Artykuł
wcale nie najgłupszy. Zwraca uwagę na to, co wszyscy starają się nie
zauważać” (naf-naf, 18.3.2005), a z „Wirtualnej Polonii” inny internauta
dodaje: „Również uważam że w artykule napisana jest cała prawda, co jest
rzadkością w dzisiejszych polskich mediach” (logika, 18.3.2005). I ta uwaga
spośród tych internautów, którzy czytają i słyszą ataki na Kałuskiego i
Rosjan, ale nie wiedzą – przez manipulację mediów polskich - o co właściwie
chodzi: „Gdzie to (artykuł Kałuskiego) można przeczytać, czy może kto wie?
Jakoś brzydzę się publicystyką, która atakuje tekst nie dając możliwości jego
przeczytania. To już przebrnęliśmy...” (wlk, „onet.pl” 18.3.2005).
Rosjanie źle zrobili przez dokonanie skrótów w moim artykule (wyrzucono
wszystko to co im się nie podobało) i przez niewłaściwe podanie źródła
informacji (nie dotyczy to wszystkich portali). Natomiast szereg polskich
mediów postęp