krystian71
20.09.05, 12:38
bo nie chce mi sie szukac miejsca , gdzie swoje linki mi wkleila
Obudzeni z ręką w nocniku
Kataw Zar, z cyklu 'Faksem z Tel Awiwu', Najwyższy Czas!, Nr 29-30,
20.07.2002
W związku z rocznicą tragicznej śmierci żydowskich mieszkańców miasteczka
Jedwabne i oświadczeniem polskiego Instytutu Pamięci Narodowej, że zbrodnia
na Żydach była dziełem Polaków podjudzonych przez niemieckich okupantów,
kierownictwo izraelskiego Muzeum Jad Wa Szem w Jerozolimie zażądało zmiany
napisu umieszczonego na pomniku postawionym w miejscu wydarzeń.
Dotychczasowy napis wykonany w języku polskim, hebrajskim i jidysz: "Pamięci
Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet i dzieci, współgospodarzy tej
ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku.
Jedwabne, 10 lipca 2001 r.", przestał z dnia na dzień satysfakcjonować Jad Wa
Szem.
POLACY, NIE NIEMCY
Działacze jerozolimskiego instytutu chcieliby zobaczyć wykute na pomniku
jednoznaczne stwierdzenie, że Żydzi z Jedwabnego zginęli, zabici przez swoich
sąsiadów-Polaków w niepojętym, niewytłumaczalnym akcie masowego pogromu i
barbarzyńskiego mordu dorównującego okrucieństwem zbrodniom popełnianym na
Żydach przez hitlerowskich oprawców. Jadwaszemiarzom z Jerozolimy wydaje się
słuszne, żeby napis podobnej treści stawiał pod pręgierzem nie tylko
zwyrodniałych morderców, których postępku nic nie usprawiedliwia, ale też
obecnych i przyszłych mieszkańców Jedwabnego, naznaczonych niezmazalnym
piętnem Kaina. W odniesieniu do Polski i Polaków jadwaszemiarzom z Jerozolimy
obce są idee wspaniałomyślności i pojednania wypracowane w Instytucie w
stosunku do Niemców. Wizyty przedstawicieli niemieckiego rządu w Jad Wa Szem,
przyklęki kolejnych kanclerzy w Namiocie Pamięci i posypywanie niemieckich
głów popiołem witane są w Jerozolimie z sympatią i zrozumieniem. Natomiast
niczego nie załatwiły oficjalne przeprosiny Żydów, wygłoszone w imieniu
Polski i Polaków przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podczas
uroczystości w Jedwabnym.
Wygląda na to, że jadwaszemiarzom nie tyle zależy na ewidentnej prawdzie
historycznej, wykutej w kamieniu po wieczne czasy, co ważne im jest kolejne
upokorzenie Polski i Polaków.
OCALELIBY W PALESTYNIE
Lepiej nie zastanawiać się nad rzeczywistymi powodami przyświecającymi
jadwaszemiarzom. Jedno nie ulega wątpliwości: w rozumieniu dyplomowanych
jerozolimian wyspecjalizowanych do upojenia w okresie zagłady, zbrodnia w
Jedwabnym, popełniona przez Polaków, podobnie jak powojenny pogrom kielecki,
pozwalają spojrzeć innym okiem na ludobójstwo praktykowane przez Niemców w
okupowanej Europie. Zdaniem nowoczesnych izraelskich historyków badających
lata czterdzieste minionego wieku "mowa o chaosie i zamieszaniu, jako że w
pożodze wojennej wszyscy mordowali wszystkich, a przede wszystkim ofiarami
padali europejscy Żydzi, którzy nie schronili się w porę wśród współbraci w
ówczesnej mandatowej Palestynie, gdzie włos nie spadłby im z głowy".
MILCZELI O HOLOKAUŚCIE
Przypomnijmy w tym miejscu, że krwawe wydarzenia mające miejsce na ziemiach
okupowanych przez Niemców, a w szczególności losy żydowskich pobratymców,
nieznane były czytelnikom hebrajskiej i angielskiej prasy w owej mandatowej
Palestynie, gdzie Żydzi czuli się jak u Pana Boga za piecem, lekko tylko
zaniepokojeni afrykańskim rajdem korpusu marszałka Rommla. Włos się na głowie
jeży, kiedy przeglądamy wielce pouczającą książkę wydaną ostatnio w języku
hebrajskim w Tel Awiwie pt. "Dziennikarstwo żydowskie na ziemi Izraela wobec
Shoah 1939-1945". Redaktorzy ówczesnych gazet po prostu nie wierzyli źródłom
i doniesieniom angielskim, polskim, francuskim i amerykańskim. Odrzucane były
wszystkie informacje nie potwierdzone przez... Goebelsa!!! Jednoczyła
miejscowa palestyńską prasę absurdalna, niepojęta zmowa milczenia na temat
gett, obozów śmierci i zagłady europejskich Żydów.
Pierwsze informacje zamieszczone w telawiwskich gazetach na temat pogromów i
wysiedleń Żydów na ziemiach okupowanych przez hitlerowców nosiły posmaczek
nie ukrywanej, syjonistycznej satysfakcji typu "a mówiliśmy, że miejscem
Żydów jest Palestyna, więc trzeba było nas w porę słuchać i spakować walizki".
Przerażenie nastąpiło dopiero po zaznajomieniu się z rzeczywistymi
proporcjami tragedii, ale wtedy wizjoner Izraela i pierwszy żydowski premier
Dawid Ben Gurion wzdragał się przed przyjęciem niedobitków holokaustu.
Obawiał się, że przybycie do Izraela do cna wynędzniałych, zdemoralizowanych
i przestraszonych Żydów, zapoznanych z krańcowym poniżeniem i śmiercią,
zepsuje mu zdrowe psychicznie i fizycznie nowe kadry budowniczych i obrońców
żydowskiego państwa. Zabrało dobrych kilka lat, nim łebscy Izraelczycy
zdołali się połapać, że na holokauście można dobrze zarobić. W tym celu
przede wszystkim trzeba było dogadać się z Niemcami w temacie odszkodowań za
śmierć sześciu milionów Żydów, a później wszystko już poszło gładko.
LEPSZY MARTWY NIŻ ŻYWY
W niemiecko-izraelskim interesie przeszkadzają jedynie ostatni świadkowie
holokaustu dożywający swoich dni w Izraelu i obdarzeni pamięcią, którym udało
się ujść z życiem z rąk hitlerowskich oprawców. Ocalonym z Zagłady nie podoba
się izraelsko-niemieckie zbratanie, pełzanie na czworakach przed niemieckimi
delegacjami, wychwalanie pod niebiosa niemieckich osiągnięć technologicznych,
kulturalnych i sportowych, germanofilstwo izraelskich gazet i język niemiecki
panoszący się bez przeszkód w telewizji. Bez poczekania, żeby pożegnali się
ze światem ostatni przewrażliwieni Żydzi, mający jeszcze w uszach
niemieckie "rausy" i schnele".
SŁUSZNIE UTŁUCZENI
Trudno ukryć, że Żydzi ocaleni z zagłady i dożywający, jako rzekliśmy, swoich
ostatnich dni w Izraelu, nie interesują szwadronów zacnych jadwaszemiarzy-
moralistów domagających się w imię rzetelności historycznej wykucia nowego
napisu na pomniku postawionym w Jedwabnym. Nie słyszałem np., żeby ktokolwiek
z ramienia Instytutu Jad Wa Szem zaprotestował w imię zwykłego poczucia
przyzwoitości, kiedy jeden z czołowych rabinów Izraela, Owadia Josef,
przywódca duchowy ortodoksyjnej partii Szaas, oświadczył, że holokaust był
słuszną karą Bożą, która spadła na aszkenazyjskich Żydów za grzechy, jakich
dopuścili się w poprzednim wcieleniu. Zgodnie z podstawowymi prawami logiki i
według tegoż to rozumowania rabina Owadii Josefa, znawcy i komentatora Tory o
światowej sławie, panowie Adolf Hitler, Adolf Eichman i ich podkomendni
odpowiadający przed Trybunałem Międzynarodowym w Norymberdze w charakterze
oskarżonych o zbrodnie ludobójstwa, byli ziemskimi wysłannikami żydowskiego
Pana Boga, karzącymi w Jego Imieniu europejskich Żydów za winy, których
dopuścili się przed dniem swych narodzin.
Żywe ofiary holokaustu przeszkadzają manipulantom z Jad Wa Szemu, chociaż nie
spodziewają się po nich wstawiennictwa i pomocy. Nie interesuje pp.
jadwaszemiarzy, że w przeciwieństwie do cywilizowanych krajów, m.in. Polski
honorującej żydowskie ofiary zagłady statusem kombatanta, przyznającej takie
i owe zniżki, szacunek, darmowe leki itd., itp., ofiarami zagłady pomiata się
akurat w Izraelu, szczycącym się pamięcią narodową! Na mocy paradoksu żywym
ofiarom zagłady najtrudniej się żyje w Izraelu, który dzięki zagładzie Żydów
i poholokaustowemu, międzynarodowemu współczuciu uzyskał w 1948 roku zręby
państwowości! Żywe ofiary Holokaustu nie korzystają w żydowskim państwie z
żadnych przywilejów obywatelskich, nie maja żadnych zniżek, żadnych ułatwień
życiowych. Nikt nie spieszy ku ofiarom holokaustu z pomocą psychiczną, a
poważniej zwichnięci holokaustem trzymani są w Izraelu w domach wariatów,
obok pana z Maroka, który zabił żonę siekierą. Żyjący z holokaustu Izrael,
któremu Niemcy gnębieni wyrzutami sumienia płacą miliardowe odszkodowania,
nie zdobył się nawet na dom starców dla steranych