t0g
14.01.06, 01:12
W Polsce ta sprawa wywoluje, jak pokazaly ostatnie dni na FS, bardzo duzo
emocji.
Ze zdziwieniem zauwazylem jednak, ze zachowanie Amerykanow silnie kontrastuje
z naszym zachowaniem. Ta sprawa jakby zupelnie nie wywoluje u nich zadnych
emocji.
Kilku znajomym i kolegom w pracy zadawalem pytanie "czy nie przeraza cie
fakt, ze jakosc dudownictwa amerykanskiego jest tak dramatycznie gorsza, niz
w Polsce?" Wszyscy reagowali podobnie, mowiac cos w rosdzaju: "Tom, wybacz,
ale wlasnie za minute zaczyna sie wazne zebranie, na ktorym musze koniecznie
byc". W USA grzecznosc nakazuje wysluchac tego, co ktos do ciebie mowi - wiec
takie klamstewko o zebraniu to jest standardowy sposob, zeby pozbyc sie
natreta, z ktorym czlowiek nie ma ochoty rozmawiac.
Czy ktos mi moze wytlumaczyc te dziwna asymetrie w emocjach u Polakow i
Amerykanow? Dlaczego ta sprawa dla nas jest tak istotna istotna, a ich, jak
sie wydaje, ani ona ziebi, ani grzeje?