Dodaj do ulubionych

Dialog polsko-zydowski (sic) ,...

19.02.06, 17:49
Jaki dialog ???

uklony

============================================================================

Kto utrudnia dialog? Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim o stosunkach polsko-
zydowskich rozmawia Pawel Paliwoda
============================================================================

Wielokrotnie wysuwal Ksiadz postulat wzajemnosci w kontaktach polsko-
zydowskich. Dlaczego trzeba go wciaz powtarzac?
Jest to wzajemnosc, która powinna znalezc wyraz we wzajemnym zyczliwym
poznawaniu sie partnerów i w szacunku dla tozsamosci drugiej strony. Musze
powiedziec, ze pierwsze rozczarowanie w tej kwestii przezylem juz na poczatku
lat 90. Mialo ono zwiazek z rozwijaniem sie i narastaniem sporu o klasztor
sióstr karmelitanek w Oswiecimiu. W moim przekonaniu juz wtedy w kontaktach
polsko-zydowskich brakowalo wzajemnosci. I dlatego mam watpliwosci, patrzac
wstecz na minione 15 lat, czy w ogóle na jakims etapie zaistnial prawdziwy
dialog.

Czy to ta konstatacja spowodowala w lutym 1998 roku rezygnacje Ksiedza ze
wspólprzewodnictwa w Polskiej Radzie Chrzescijan i Zydów?

Drogi z niektórymi osobami zaangazowanymi w dialog polsko-zydowski rozeszly
sie wówczas, gdy wyraznie powiedzialem, ze udzial strony katolickiej w Radzie
nie moze sprowadzac sie do powtarzania i przedkladania katolikom tego, co
chce uslyszec strona zydowska. To bylo nazwaniem po imieniu samej istoty
problemu. Napiecia w tym wzgledzie ujawnily sie w polowie lat 90., kiedy
okazalo sie, ze po przeniesieniu klasztoru karmelitanek pojawily sie kolejne
zadania strony zydowskiej, a wsród nich zadanie przeniesienia tzw. krzyza
papieskiego.

Jakiego typu poglady czy postawy wytworzyly asymetrie w dialogu?

Byla to i jest przede wszystkim instrumentalizacja obustronnych kontaktów i
praktyki dialogowania dla forsowania wrazliwosci zydowskiej i zydowskiego
punktu widzenia. W niektórych przypadkach chodzilo o niezwykle praktyczne
zadania, takie na przyklad jak pomoc w dyplomatycznym uznaniu panstwa Izrael,
popieranie polityki zydowskiej prowadzonej w Izraelu wobec ludnosci
palestynskiej i chrzescijanskiej. Chodzilo takze o zaangazowanie jak
najwiekszej liczby chrzescijan w popieranie zydowskiej wizji II wojny
swiatowej, sprowadzajacej tamte dramatyczne wydarzenia wylacznie do
holocaustu, a wiec konsekwentnie do wojny nie-Zydów przeciwko Zydom, a tym
samym do silnej konfrontacji z chrzescijanstwem. Wzajemne kontakty stawaly
sie tez przedpolem dla stawiania rozmaitych zadan materialnych i finansowych.
Obecnie ten wymiar coraz silniej dochodzi do glosu po stronie zydowskiej.
Czy spolecznosc zydowska w Polsce i w swiecie jest na tyle skonsolidowana i
jednorodna, ze mozna ja okreslic jednym terminem "strona zydowska"?
Wszystkie grupy, z którymi Kosciól, katolicy badz Polacy nawiazuja dialog, w
jakis sposób róznia sie miedzy soba. Ale istnieja fundamentalne zasady i
cele, które przesadzaja o ich silnej konsolidacji. Ktokolwiek po stronie
zydowskiej, szeroko pojetej, wylamie sie z tego kanonu, jest natychmiast
kontestowany i odsuwany od kontaktów z chrzescijanami, a nawet
ostracyzmowany. Pierwszy skladnik wspomnianego kanonu to bardzo silne
ideologizowanie holocaustu. Jest to dzis glówne spoiwo tozsamosci zydowskiej.
Druga kwestia to wyjecie spod krytyki poczynan panstwa Izrael. I wreszcie
sprawa antysemityzmu, która dobitnie ukazuje, ze w dialogu polsko-zydowskim
chodzi o cos innego niz podmiotowe podejscie do partnera. Dla strony
zydowskiej glównym celem dialogu jest szukanie wsród chrzescijan sojuszników
do zwalczania antysemityzmu. Temu instrumentalnemu podejsciu towarzyszy
arbitralnosc w okreslaniu, czym jest antysemityzm.

Jak strona zydowska definiuje antysemityzm?

Wydawac by sie moglo, ze antysemitami sa ci, którzy Zydów nie lubia i stosuja
srodki oraz metody, w których przejawia sie wrogosc wobec tej spolecznosci.
Od kilku lat stalo sie jednak jasne, ze antysemitami sa takze ci, których nie
lubia Zydzi. To odwrócenie perspektywy powoduje, ze slowo "antysemita",
podobnie jak "Zyd", zaczyna funkcjonowac jako etykieta, jako przezwisko lub
obelga. Podobnie jak mozna byc Zydem z nominacji, mozna takze stac sie
antysemita z nominacji. Wystarczy jedno haslo, jedna taka etykieta, aby
natychmiast podniesc powszechny alert: "uwaga, antysemita!". Oczywiscie takie
stawianie sprawy, po jednej badz po drugiej stronie, utrudnia zblizenie czy
jakikolwiek sensowny dialog.

Czy pojecie antysemityzmu utracilo swoje moralne konotacje?

W moim przekonaniu to haslo zostalo tak dalece upolitycznione i naduzyte, ze
dzisiaj bardzo rzadko niesie ze soba skojarzenia czy przeslanie moralne.
Czesciej jawi sie jako element tzw. politycznej poprawnosci. Prosze posluchac
tych wystepujacych w srodkach masowego przekazu osób, które jednym tchem
deklamuja: "nietolerancja, ksenofobia, antysemityzm". Ludzie, którzy
twierdza, ze na kazdym domu widza antyzydowski napis czy szubienice, w ten
sposób przykladaja reke do banalizacji antysemityzmu. Jednym z jej przejawów
jest felietonizacja tego zjawiska, znacznie oslabiajaca wrazliwosc moralna.

Antysemityzm jednak istnieje. Czy nie warto go definitywnie wyeliminiowac?

Antysemityzm jest zlem, jest grzechem. Tak jak tyle innych zlych rzeczy, do
których zdolny jest czlowiek, tak jak wiele innych ideologii, które sa wrogie
jakiejs grupie spolecznej czy konkretnym ludziom. Ale próba definitywnego
wytepienia tego zla ma charakter utopijny, podobnie jak wyobrazenia o
definitywnym zlikwidowaniu korupcji, prostytucji albo alkoholizmu. Zwrócmy
jednak uwage na pewien paradoks: ci, którzy tak radykalnie chca walczyc z
antysemityzmem, sa wyjatkowo poblazliwi dla innych "izmów" i równie groznych
form zla. To raz jeszcze pokazuje, ze antysemityzm i zwalczanie go sa
traktowane w kategoriach walki politycznej, majacej eliminowac nie tyle
antysemitów jako takich, którzy na szczescie rzadko dochodza do znacznych
wplywów politycznych, ile wszystkich tych, którzy sa niewygodni dla strony
zydowskiej i osób, które chca sie jej przypodobac.
Na lamach najbardziej postepowego polskiego dziennika przed paroma laty
sformulowano teze, ze kto sie glosno nie odcina od antysemityzmu, sam jest
skazony antysemityzmem.
Taka diagnoza wskazuje, ze ci, którzy ja wyglaszaja, sami potrzebuja dobrze
zdiagnozowanej pomocy, byc moze równiez medycznej. Zanim sie cos takiego
napisze, trzeba sie zastanowic, czy nie przyklada sie w ten sposób reki do
lekcewazenia rzeczywistego antysemityzmu. W moim przekonaniu naduzywanie
hasla "antysemityzm" zaszkodzilo, a w blizszej i dalszej perspektywie jeszcze
bardziej zaszkodzi samym Zydom. Dzieje sie z nim bowiem to samo, co z
oslawiona "walka o pokój" w sowieckiej propagandzie - slowa te przestaja
cokolwiek znaczyc. Byc moze któregos dnia gdzies na swiecie Zydzi znów beda
potrzebowac pomocy swoich niezydowskich sasiadów i dlatego juz dzisiaj
powinni próbowac pozyskac ich zrozumienie, solidarnosc i sympatie, a nie
uleglosc. W przeciwnym razie w sytuacji rzeczywistego zagrozenia ich apele
trafia w próznie.

Jak Ksiadz ocenia merytoryczna zawartosc "Sasiadów" Grossa?

Na poczatku tej ksiazki sa antypolskie i antykatolickie brednie. Mówie to z
cala odpowiedzialnoscia - brednie przynalezace do swiata ponurych legend. Na
przyklad tam, gdzie sie mówi o Zydówkach, które rzucily sie do stawu, a
wpierw potopily wlasne dzieci. Jedna z nich utopila sie natychmiast, druga
plywala pare godzin, chlopi zas stali obok i z nich szydzili. To wszystko
jest wytworem chorej wyobrazni. Przedstawianie takiego pisarstwa jako
historiografii ma zreszta swój precedens. Mam na mysli "Malowanego ptaka"
Kosinskiego, w którym antypolskie i antykatolickie nonsensy zostaly
okrzykniete wiarygodnym obrazem historii. W ksiazce Grossa poczatkowy epizod
nadaje ton calosci. Autor najwyrazniej chce, zeby w
Obserwuj wątek
    • explicit Re: Dialog polsko-zydowski (sic) ,... 19.02.06, 17:51
      Autor najwyrazniej chce, zeby w jego swietle czytelnik rozpatrywal wszystko, co
      nastepuje pózniej. Jego wypowiedz jest typowym przykladem inzynierii
      spolecznej. Jest to ksiazka, w której fragmentaryczna wiedza o faktach zostala
      zrecznie, przy uzyciu róznych technik socjologicznych, pomieszana z
      przypuszczeniami, wymyslami, przemilczeniami i dopowiedzeniami. W moim
      przekonaniu jej mankamenty najlepiej wykazal prof. Tomasz Strzembosz, ale
      prosze zauwazyc, jak potraktowala profesora Strzembosza Anna Bikont na
      lamach "Gazety Wyborczej" - przedstawiajac go jako ideologa nieuków i pijaków.
      Wypowiedz redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" byla bardziej stonowana.
      Wypowiedz Adama Michnika miala takze swoja wersje amerykanska, opublikowana na
      lamach "New York Timesa". To, co napisal Michnik, bylo bardziej wywazone, ale
      nie zmienia faktu, ze mamy do czynienia przede wszystkim z próba
      uwiarygodnienia jego samego. Jest to zarazem jeszcze jedna okazja do tego, zeby
      na uzytek odbiorcy amerykanskiego potwierdzic, iz wylaczna koncesje do
      przedstawiania problematyki zydowskiej i do jej interpretowania w Polsce ma
      wlasnie Adam Michnik i jego otoczenie.

      Czy Zydzi jedwabienscy nie mieli powodów, zeby bac sie polskich sasiadów?

      Dramat Jedwabnego polegal na tym, ze Zydzi mieli takie same powody, zeby sie
      bac Polaków, jak Polacy, zeby sie bac Zydów. Byla to wzajemna spirala niecheci
      i uprzedzen, których apogeum przypadlo po 17 wrzesnia 1939 roku. Dzialalnosc
      Zydów po stronie sowieckiej jest coraz lepiej udokumentowana, wspomne wiec
      tylko, ze ci z nich, bo przeciez nie wszyscy, którzy uwiklali sie we flirty z
      Sowietami, posuneli sie do budowy na glównym rynku Jedwabnego pomnika Lenina.
      Polacy, którzy nie zdejmowali przed obeliskiem czapki, byli denuncjowani. Wielu
      Polaków, czesto przy czynnym udziale czesci ich zydowskich sasiadów, wywieziono
      na Syberie (wsród wywiezionych znalazl sie tez proboszcz Jedwabnego), inni zas
      padli ofiara komunistycznych represji w Lomzy i w innych wiezieniach. Stan
      upokorzenia, zastraszenia i przesladowan Polaków trwal ponad póltora roku. To
      oczywiscie na plaszczyznie moralnej nie tlumaczy sprawców tragedii, do której
      potem doszlo. Trzeba natomiast powiedziec jedno: wywiad niemiecki doskonale
      wiedzial, jakie antagonizmy narosly na tych terenach miedzy Polakami i Zydami.
      Niemcy zrecznie to wykorzystali. Nie jest sprawa przypadku obecnosc niemieckiej
      kroniki filmowej i niemieckich fotografów na miejscu pogromu. Pózniej ten sam
      mechanizm uruchamiano wielokrotnie. W tym kontekscie warto odniesc sie do
      amerykanskich zródel zydowskich z drugiej polowy 1941 roku i z poczatku 1942,
      opisujacych sytuacje w Polsce. Mam u siebie kserokopie "American Jewish
      Yearbook" z lat 1939-45. Jest to niezwykle pouczajaca lektura. Wskazuje ona, ze
      Zydzi amerykanscy zdawali sobie wówczas sprawe z rozmiarów zbrodni i skutków
      antysemickiego potencjalu narodowego socjalizmu. Olbrzymia wiekszosc z nich
      wybrala jedank milczenie albo biernosc. Po wojnie wina za zbrodnie
      obarczano "nazistów", unikajac jednak slowa "Niemcy", oraz
      ich "sprzymierzenców", a to okreslenie okazalo sie bardzo pojemne.

      Czy i jak przy obecnym stanie wiedzy na temat Jedwabnego wladze panstwowe i
      koscielne powinny wlaczyc sie w obchody rocznicy pogromu?

      Trzeba w tym miejscu podkreslic, ze nie ma odpowiedzialnosci zbiorowej.
      Oczywiscie dotyczy to takze ówczesnych mieszkanców Jedwabnego. Daleko bardziej
      nie mozna obarczac wina za te zbrodnie Polaków urodzonych jedno czy dwa
      pokolenia pózniej. Przeciwne podejscie przypomina formulowane niegdys wobec
      Zydów oskarzenia o smierc Jezusa Chrystusa. Jezeli zatem celem pobytu w
      Jedwabnem prezydenta, premiera czy kogos z przedstawicieli Kosciola mialoby byc
      przepraszanie strony zydowskiej, to w moim przekonaniu taki gest nie ma zadnego
      sensu. W latach 90. odbylo sie kilkanascie mniej czy bardziej widowiskowych
      przepraszan i niczego one w naszych stosunkach nie zmienily. Odwrotnie -
      wytworzyly swoista mode na przepraszanie, a moda ma to do siebie, ze
      trywializuje sens powaznego przeslania. Widzielismy prezydenta Walese pod
      Sciana Placzu, widzielismy przedstawicieli naszego zycia publicznego, w tym
      takze MSZ i Kosciola, którzy przepraszali. Prosze zwrócic uwage, ze w ten
      sposób mozna byloby z historii koegzystencji Polaków i Zydów trwajacej kilkaset
      lat wyodrebnic rozmaite tragiczne epizody i zadac, zebysmy przepraszali za
      kazdy z nich. Zupelnym nieporozumieniem sa takie glosy, jak niedawna propozycja
      zgloszona na lamach "Wprost". Podpowiada sie tam prezydentowi, premierowi i
      prymasowi formule nawiazujaca do slynnego listu biskupów polskich do biskupów
      niemieckich zawierajacego zdanie "przebaczamy i prosimy o przebaczenie", ale
      znamiennie i upokarzajaco sie ja zmienia. Mielibysmy powiedziec
      Zydom: "przepraszamy i prosimy o przebaczenie". To jest pomysl chorobliwy -
      jednostronne i upokarzajace Polaków kajanie sie, co z pewnoscia nie sprzyja
      dialogowi. Celem nie powinno byc jednostronne przepraszanie, ale obustronne,
      wyplywajace z dobrej woli, pojednanie. Bez wzajemnosci mamy do czynienia z
      gluchymi monologami, dla których dialog to tylko pretekst do powtarzania
      zastarzalych uprzedzen i zglaszania róznych zadan. Pojednanie jest trudne, bo
      wymaga uczciwego spojrzenia w przyszlosc i rzetelnego zaangazowania takze
      strony zydowskiej.

      Co mozna zaproponowac w zamian?

      Do tej pory stosunki polsko-zydowskie w spojrzeniu na holocaust byly
      postrzegane w trójkacie Polacy-Zydzi-Niemcy. Przy czym stopniowo zmienialo sie
      postrzeganie odpowiedzialnosci kazdej ze stron. Zaraz po wojnie mówiono: Niemcy
      to przesladowcy, Zydzi i Polacy to ofiary. Mniej wiecej dwadziescia lat po
      wojnie ten paradygmat sie zmienil: Niemcy to przesladowcy, Zydzi - ofiary, a
      Polacy - swiadkowie. W latach 90. interpretacja historii znów sie zmienila:
      Niemcy przesladowcy, Zydzi ofiary, Polacy przesladowcy. Polaków przesunieto do
      kategorii, która historiografia zydowska okresla mianem "nazisci i ich
      sprzymierzency".
      Jedwabne dowodzi, ze analiza stosunków polsko-zydowskich powinna byc prowadzona
      na planie czworokata: Polacy-Zydzi-Niemcy-Sowieci. Celowo nie mówie Rosjanie,
      tylko Sowieci. Dopiero ta procedura w sposób niezaklamany ujawnilaby
      historyczne uwiklania w stosunkach polsko-zydowskich. Ale jest problem, czy
      strona zydowska, podobnie jak strona polska, chce zmierzyc sie z ta czescia
      swojej najnowszej historii? Prosze mi wybaczyc szczerosc, ale watpie w to.

      Na czym opiera Ksiadz tak pesymistyczna ocene?

      W roku 1989 w ramach dialogu religijnego wraz z grupa ksiezy katolickich z
      Polski odwiedzilem synagoge w Chicago. Tam spotkalismy wspólnote Zydów, której
      ton nadawala osoba sprawiajaca wrazenie supergorliwego wyznawcy judaizmu. Nie
      wiedzialem, kim jest ten czlowiek, ale kiedy padlo jego nazwisko, uswiadomilem
      sobie, ze do 1968 roku byl sekretarzem PZPR na Uniwersytecie Warszawskim. Ten
      epizod postrzegam jako symboliczny. Zydzi, którzy mieszkaja w Ameryce, nie chca
      miec nic wspólnego ze swoimi uwiklaniami w komunizm. Mówia o tym bardzo
      niechetnie i sa na tym punkcie bardzo drazliwi. W tej sytuacji trudno oczekiwac
      szczerej dyskusji o przeszlosci. Dla wielu Zydów w Ameryce oraz poza nia taka
      dyskusja oznaczalaby bowiem koniecznosc zmierzenia sie z wlasnym zyciorysem i w
      pewnym sensie zakwestionowanie ich obecnej tozsamosci.

      Czy dialog polsko-zydowski jest skazany na porazke?

      Pojednanie ma doniosly sens, jest wielka wartoscia. Aby do niego doszlo,
      potrzebna jest trwala zmiana we wzajemnym patrzeniu na siebie obu stron.
      Pojednanie zaklada wzajemnosc. Nie dlatego, izby winy Polaków i Zydów byly
      takie same albo porównywalne, ale dlatego, ze one po prostu po jednej i po
      drugiej stronie byly. Natomiast puste gesty nie maja sensu i na ogól trafiaja w
      próznie. Z pewnoscia istnieja sprawy, za
      • explicit Re: Dialog polsko-zydowski (sic) ,... 19.02.06, 17:54
        Z pewnoscia istnieja sprawy, za które powinnismy przepraszac róznych ludzi, z
        którymi dzielimy zbiorowy los. Ale istnieja tez kwestie, w których i my,
        Polacy, powinnismy uslyszec slowa przeprosin. To dotyczy równiez strony
        zydowskiej. Jezeli doszloby do takiego gestu pojednania, wtedy rola pamieci o
        tym, co wydarzylo sie w Jedwabnem, okazalaby sie dla obydwu stron zbawienna.

        Jak ocenia Ksiadz reakcje polityków i mediów na upublicznione ostatnio fakty
        dotyczace udzialu w 1968 roku w antysemickiej nagonce ludzi z najblizszego
        otoczenia prezydenta Kwasniewskiego?

        Podobne fakty wyszly niegdys na jaw w przypadku czlonkini Unii Wolnosci i to
        tez bardzo skrupulatnie wyciszono. O co chodzi? Gdyby dzisiaj oceniac ludzi za
        to, co mówili w latach powojennych, to wielu polityków, starzejaca sie elita
        intelektualna i tzw. autorytety moralne musieliby przejsc bardzo trudna i
        ciezka próbe. Bo jezeli surowo rozliczac za rok 1968, to dlaczego nie za
        komunizm oraz za udzial w krwawych i podlych aspektach budowania i umacniania
        PRL? Odpowiedzialnosc za antysemityzm wygodniej jest przerzucac na cale polskie
        spoleczenstwo, chroniac przy tym wlasne interesy.

        • goldbaum Rbardzo ciekawe nt 19.02.06, 18:27
        • lortea Ciekawie i uczciwie powiedziane. 19.02.06, 18:43
          Instrumentalizacja tragedii Holokaustu, biegunka używania słowa "antysemityzm",
          ciągłe oskarżenia pod adresem Polaków, to wszystko widać jak na dłoni. Ale
          oczywiście, każdy, kto to widzie, jest automatycznie "antysemita". To jest
          deprecjonowanie tego słowa, ono dziś nic nie znaczy.
    • i-love-2-ski Re: Dialog polsko-zydowski (sic) ,... 19.02.06, 19:18
      hm ciekawe to i jakze pesymistyczne,ale bedac na tym forum pare lat trudno w
      taka wersje nie uwierzyc. z kolei jakis tam milusinski podal nam website,gdzie
      bylo napisane cos odwrotnego,ze Polska jest najwiekszym przyjacielem
      Izraela,czyli jak widac media gremialnie klamia,a kto ma racje zalezy chyba
      tylko od dyskutanta i jego wlasnych przekonan politycznych:)
      • explicit Re: Dialog polsko-zydowski (sic) ,... 20.02.06, 15:29
        It's my way or highway , dlatego pytam : Jaki dialog ???

        uklony

        ==============================================================================

        hm ciekawe to i jakze pesymistyczne
    • zio29 Re: Dialog polsko-zydowski (sic) ,... 20.02.06, 03:31
      mądre słowa ..
    • remekk "Najlepszy" był "dialog" w sprawie karmelitanek 20.02.06, 06:48
      Oczywuiście był to "dialog" zydowsko-zydowski .
      Czasem na krótka metę opłaca sie udawanie "goja" ... .
      Ale prędzej czy póxniej za to także ich ocenią .
    • explicit Re: Prawdziwy "Dialog" polsko-zydowski -przykład 20.02.06, 21:54
      Ich klamstwa nie trzymaja sie kupy ,...

      Faktem historycznym jest ze Zydzi nie wzieli udzialu w zbiorce kosztownosci i
      zlota spoleczenstwa polskiego po zamknieciu polskich kont na zachodzie w
      '39-ym , na dozbrojenie Polskich Sil Zbrojnych - Bo w Polsce zyli w nedzy ,...

      Tymczasem okazuje sie ze "Podczas okupacji GROS NARODU POLSKIEGO żyła ze
      szmalcownictwa " ,... Okazalo sie rowniez ze przywiezli do obozow zaglady gory
      zlota i kosztownosci z czego mozna wywnioskowac ze ci polscy szmalcownicy byli
      idiotami i donosili Niemcom gdzie ukrywaja sie Zydzi ktorych mozna skubac :)))

      Okazuje sie rowniez ze niedobitki holocaustu , mimo nedzy , w przedwojennej
      Polsce , szmalcownikow w czasie wojny , ogoloceni do reszty w obozach
      koncentracyjnych , dopominaja sie dzisiaj miliardow od Szwajcarow ,...

      uklony

      A tak na marginesie - Zyd sedzia Sadu Najwyższego PRL ? No wiecie co ???
      Hehe , ten sam pan , nota-bene przyjaciel Wolinskiej , Brystygierowej byl
      rowniez redaktorem Prawa i Życia ,...

      Podobnie jak inni zasluzeni komunie zdazyl dac noge na zachod , a ci co zostali
      o dziwo , zadnemu nie tylko wlos z glowy nie spadl w tym gniezdzie antysemitow ,
      ale zrobili kokosy ,...

      uklony

      ==============================================================================

      I.Iserles były sędzia Sadu Najwyższego PRL PO WYJEŻDZIE do Izraela "Podczas
      okupacji GROS NARODU POLSKIEGO żyło ze szmalcownictwa" News Cronicles" 10 12 45

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka