explicit
19.02.06, 17:49
Jaki dialog ???
uklony
============================================================================
Kto utrudnia dialog? Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim o stosunkach polsko-
zydowskich rozmawia Pawel Paliwoda
============================================================================
Wielokrotnie wysuwal Ksiadz postulat wzajemnosci w kontaktach polsko-
zydowskich. Dlaczego trzeba go wciaz powtarzac?
Jest to wzajemnosc, która powinna znalezc wyraz we wzajemnym zyczliwym
poznawaniu sie partnerów i w szacunku dla tozsamosci drugiej strony. Musze
powiedziec, ze pierwsze rozczarowanie w tej kwestii przezylem juz na poczatku
lat 90. Mialo ono zwiazek z rozwijaniem sie i narastaniem sporu o klasztor
sióstr karmelitanek w Oswiecimiu. W moim przekonaniu juz wtedy w kontaktach
polsko-zydowskich brakowalo wzajemnosci. I dlatego mam watpliwosci, patrzac
wstecz na minione 15 lat, czy w ogóle na jakims etapie zaistnial prawdziwy
dialog.
Czy to ta konstatacja spowodowala w lutym 1998 roku rezygnacje Ksiedza ze
wspólprzewodnictwa w Polskiej Radzie Chrzescijan i Zydów?
Drogi z niektórymi osobami zaangazowanymi w dialog polsko-zydowski rozeszly
sie wówczas, gdy wyraznie powiedzialem, ze udzial strony katolickiej w Radzie
nie moze sprowadzac sie do powtarzania i przedkladania katolikom tego, co
chce uslyszec strona zydowska. To bylo nazwaniem po imieniu samej istoty
problemu. Napiecia w tym wzgledzie ujawnily sie w polowie lat 90., kiedy
okazalo sie, ze po przeniesieniu klasztoru karmelitanek pojawily sie kolejne
zadania strony zydowskiej, a wsród nich zadanie przeniesienia tzw. krzyza
papieskiego.
Jakiego typu poglady czy postawy wytworzyly asymetrie w dialogu?
Byla to i jest przede wszystkim instrumentalizacja obustronnych kontaktów i
praktyki dialogowania dla forsowania wrazliwosci zydowskiej i zydowskiego
punktu widzenia. W niektórych przypadkach chodzilo o niezwykle praktyczne
zadania, takie na przyklad jak pomoc w dyplomatycznym uznaniu panstwa Izrael,
popieranie polityki zydowskiej prowadzonej w Izraelu wobec ludnosci
palestynskiej i chrzescijanskiej. Chodzilo takze o zaangazowanie jak
najwiekszej liczby chrzescijan w popieranie zydowskiej wizji II wojny
swiatowej, sprowadzajacej tamte dramatyczne wydarzenia wylacznie do
holocaustu, a wiec konsekwentnie do wojny nie-Zydów przeciwko Zydom, a tym
samym do silnej konfrontacji z chrzescijanstwem. Wzajemne kontakty stawaly
sie tez przedpolem dla stawiania rozmaitych zadan materialnych i finansowych.
Obecnie ten wymiar coraz silniej dochodzi do glosu po stronie zydowskiej.
Czy spolecznosc zydowska w Polsce i w swiecie jest na tyle skonsolidowana i
jednorodna, ze mozna ja okreslic jednym terminem "strona zydowska"?
Wszystkie grupy, z którymi Kosciól, katolicy badz Polacy nawiazuja dialog, w
jakis sposób róznia sie miedzy soba. Ale istnieja fundamentalne zasady i
cele, które przesadzaja o ich silnej konsolidacji. Ktokolwiek po stronie
zydowskiej, szeroko pojetej, wylamie sie z tego kanonu, jest natychmiast
kontestowany i odsuwany od kontaktów z chrzescijanami, a nawet
ostracyzmowany. Pierwszy skladnik wspomnianego kanonu to bardzo silne
ideologizowanie holocaustu. Jest to dzis glówne spoiwo tozsamosci zydowskiej.
Druga kwestia to wyjecie spod krytyki poczynan panstwa Izrael. I wreszcie
sprawa antysemityzmu, która dobitnie ukazuje, ze w dialogu polsko-zydowskim
chodzi o cos innego niz podmiotowe podejscie do partnera. Dla strony
zydowskiej glównym celem dialogu jest szukanie wsród chrzescijan sojuszników
do zwalczania antysemityzmu. Temu instrumentalnemu podejsciu towarzyszy
arbitralnosc w okreslaniu, czym jest antysemityzm.
Jak strona zydowska definiuje antysemityzm?
Wydawac by sie moglo, ze antysemitami sa ci, którzy Zydów nie lubia i stosuja
srodki oraz metody, w których przejawia sie wrogosc wobec tej spolecznosci.
Od kilku lat stalo sie jednak jasne, ze antysemitami sa takze ci, których nie
lubia Zydzi. To odwrócenie perspektywy powoduje, ze slowo "antysemita",
podobnie jak "Zyd", zaczyna funkcjonowac jako etykieta, jako przezwisko lub
obelga. Podobnie jak mozna byc Zydem z nominacji, mozna takze stac sie
antysemita z nominacji. Wystarczy jedno haslo, jedna taka etykieta, aby
natychmiast podniesc powszechny alert: "uwaga, antysemita!". Oczywiscie takie
stawianie sprawy, po jednej badz po drugiej stronie, utrudnia zblizenie czy
jakikolwiek sensowny dialog.
Czy pojecie antysemityzmu utracilo swoje moralne konotacje?
W moim przekonaniu to haslo zostalo tak dalece upolitycznione i naduzyte, ze
dzisiaj bardzo rzadko niesie ze soba skojarzenia czy przeslanie moralne.
Czesciej jawi sie jako element tzw. politycznej poprawnosci. Prosze posluchac
tych wystepujacych w srodkach masowego przekazu osób, które jednym tchem
deklamuja: "nietolerancja, ksenofobia, antysemityzm". Ludzie, którzy
twierdza, ze na kazdym domu widza antyzydowski napis czy szubienice, w ten
sposób przykladaja reke do banalizacji antysemityzmu. Jednym z jej przejawów
jest felietonizacja tego zjawiska, znacznie oslabiajaca wrazliwosc moralna.
Antysemityzm jednak istnieje. Czy nie warto go definitywnie wyeliminiowac?
Antysemityzm jest zlem, jest grzechem. Tak jak tyle innych zlych rzeczy, do
których zdolny jest czlowiek, tak jak wiele innych ideologii, które sa wrogie
jakiejs grupie spolecznej czy konkretnym ludziom. Ale próba definitywnego
wytepienia tego zla ma charakter utopijny, podobnie jak wyobrazenia o
definitywnym zlikwidowaniu korupcji, prostytucji albo alkoholizmu. Zwrócmy
jednak uwage na pewien paradoks: ci, którzy tak radykalnie chca walczyc z
antysemityzmem, sa wyjatkowo poblazliwi dla innych "izmów" i równie groznych
form zla. To raz jeszcze pokazuje, ze antysemityzm i zwalczanie go sa
traktowane w kategoriach walki politycznej, majacej eliminowac nie tyle
antysemitów jako takich, którzy na szczescie rzadko dochodza do znacznych
wplywów politycznych, ile wszystkich tych, którzy sa niewygodni dla strony
zydowskiej i osób, które chca sie jej przypodobac.
Na lamach najbardziej postepowego polskiego dziennika przed paroma laty
sformulowano teze, ze kto sie glosno nie odcina od antysemityzmu, sam jest
skazony antysemityzmem.
Taka diagnoza wskazuje, ze ci, którzy ja wyglaszaja, sami potrzebuja dobrze
zdiagnozowanej pomocy, byc moze równiez medycznej. Zanim sie cos takiego
napisze, trzeba sie zastanowic, czy nie przyklada sie w ten sposób reki do
lekcewazenia rzeczywistego antysemityzmu. W moim przekonaniu naduzywanie
hasla "antysemityzm" zaszkodzilo, a w blizszej i dalszej perspektywie jeszcze
bardziej zaszkodzi samym Zydom. Dzieje sie z nim bowiem to samo, co z
oslawiona "walka o pokój" w sowieckiej propagandzie - slowa te przestaja
cokolwiek znaczyc. Byc moze któregos dnia gdzies na swiecie Zydzi znów beda
potrzebowac pomocy swoich niezydowskich sasiadów i dlatego juz dzisiaj
powinni próbowac pozyskac ich zrozumienie, solidarnosc i sympatie, a nie
uleglosc. W przeciwnym razie w sytuacji rzeczywistego zagrozenia ich apele
trafia w próznie.
Jak Ksiadz ocenia merytoryczna zawartosc "Sasiadów" Grossa?
Na poczatku tej ksiazki sa antypolskie i antykatolickie brednie. Mówie to z
cala odpowiedzialnoscia - brednie przynalezace do swiata ponurych legend. Na
przyklad tam, gdzie sie mówi o Zydówkach, które rzucily sie do stawu, a
wpierw potopily wlasne dzieci. Jedna z nich utopila sie natychmiast, druga
plywala pare godzin, chlopi zas stali obok i z nich szydzili. To wszystko
jest wytworem chorej wyobrazni. Przedstawianie takiego pisarstwa jako
historiografii ma zreszta swój precedens. Mam na mysli "Malowanego ptaka"
Kosinskiego, w którym antypolskie i antykatolickie nonsensy zostaly
okrzykniete wiarygodnym obrazem historii. W ksiazce Grossa poczatkowy epizod
nadaje ton calosci. Autor najwyrazniej chce, zeby w