prawdamoimmieczem
31.05.06, 20:26
Rząd Busha dysponuje dalece zaawansowanymi planami i przygotowaniami do
zmasowanej wojny powietrznej przeciwko Iranowi. Jak ujawniono w tym tygodniu,
brane jest również pod uwagę użycie taktycznej broni atomowej przeciwko
wybranym celom.
"Byli i dzisiejsi pracownicy amerykańskich sił zbrojnych i tajnych służb
informowali, że grupy planowania Air Force przygotowują listy z obiektami i że
amerykańskie oddziały zbrojne zostały potajemnie wysłane do Iranu, aby zebrać
koordynaty i nawiązać kontakty z wrogimi rządowi mniejszościami narodowymi",
pisze demaskujący dziennikarz Seymur Hersh w nowym wydaniu magazynu "New
Yorker" z 17 kwietnia.
Informacja "New Yorker" potwierdzona jest przez artykuł "Washington Post" z
ostatniej niedzieli, w którym można przeczytać: "Wprawdzie nie bierze się pod
uwagę inwazji, ale oficerowie rozważają alternatywy, które sięgają od
ograniczonych ataków lotniczych przeciwko celom strategicznym kompleksu
nuklearnego aż po obszerną wojnę bombową, która miałaby zniszczyć cały szereg
obiektów militarnych i politycznych."
"Post" dodaje do tego, że rząd bierze pod uwagę "ambitne ataki z użyciem bomb
i Cruise Missiles, które sięgają wiele dalszych celów niż zniszczenie urządzeń
atomowych, jak np.: bombardowanie central służb specjalnych, Gwardii
Rewolucyjnej i części rządu". Również ona pisała, że planujący wojnę "biorą
pod uwagę zastosowanie broni atomowej".
Według tego, co przedstawia Hersh, "właściwym celem prezydenta Busha", nawet
jeśli militarne gry miałyby rzekomo służyć zniszczeniu irańskich mocy
produkcyjnych służących produkcji broni atomowej, jest "zmiana reżimu w Iranie".
Urzędnicy opowiedzieli Hershowi, że plany Pentagonu ukierunkowane są na
bombardowanie wielu setek celów, z których większość nie ma nic wspólnego z
programem nuklearnym tego kraju.
Według niewymienionego z nazwiska byłego urzędnika Pentagonu, którego Hersh
cytuje w swoim artykule, strategia rządu Busha zakłada, że "utrzymujące się
ataki bombowe na Iran poniżą przywództwo religijne, doprowadzą do niepokoju w
społeczeństwie i do upadku rządu". Były urzędnik powiedział Hershowi: "Byłem
zszokowany, gdy to usłyszałem i pytałem się sam siebie, pod wpływem jakich
środków oni byli".
Wyobrażenie, że wysocy amerykańscy politycy faktycznie uroili sobie, że
amerykańskie ataki bombowe, które niewątpliwie kosztowałyby życie tysięcy
ludzi i zniszczyłyby znaczną część irańskiej infrastruktury, mogłyby
sprowokować proamerykańskie powstanie, jest naprawdę fantastyczne.
Jeszcze groźniejszy jest jednak fakt, że konstruowane są tutaj plany pierwszej
akcji wojennej z użyciem broni atomowej od czasu amerykańskiego bombardowania
atomowego w 1945 roku na Hiroszimę i Nagasaki – i tym razem zupełnie nie
sprowokowane.
Według Hersha, Pentagon zaprezentował Białemu Domowi tej zimy plany
"zastosowania niszczącej bunkry taktycznej broni atomowej, jak B61-11,
przeciwko podziemnym urządzeniom atomowym. Celem jest centralna wirówka Iranu
w Natanz, około 320 km na południe od Teheranu."
Dalej w artykule cytowana jest wypowiedź byłego eksperta obrony, która mówi,
że amerykańskie samoloty bojowe latały z lotniskowców na Morzu Arabskim
"minionego lata symulowane ataki z użyciem broni atomowej w zasięgu irańskiego
radaru nabrzeżnego – manewry, podczas których samolot szybko się wznosi i
które określane są jako ‘bombardowanie przez ramię’".
Były wysoki oficer tajnych służb powiedział Hershowi, że USA nie ominą
zastosowania broni atomowej, jeśli chcą zniszczyć urządzenia atomowe Iranu,
które leżą daleko rozrzucone i częściowo zainstalowane są w silnie umocnionych
podziemnych bunkrach. "Wszystkie inne opcje, według naszych zwolenników broni
nuklearnej pozostawiają lukę", powiedział ekspert. "Kluczowe słowo planistów
Air Force brzmi `decydujące’. To ciężka decyzja. Ale podjęliśmy ją również w
Japonii."
"Rozmawiamy o grzybach atomowych"
Co do następstw ataku atomowego oficer powiedział Hershowi: "Rozmawiamy tutaj
o grzybach atomowych, promieniowaniu, tysiącach ofiar i wieloletnim
napromieniowaniu. Tutaj nie chodzi o podziemną próbę jądrową, podczas której
ziemia zaledwie trochę się podnosi. Ci politycy nie mają pojęcia i gdy ktoś
próbuje to [nuklearną opcję] wykluczyć, zostaje zakrzyczany."
Hersh pisze, że grożące zastosowanie broni atomowej wobec Iranu napotyka na
zdecydowany sprzeciw wysokich oficerów dowództwa armii. Niektórzy zagrozili z
tego powodu ustąpieniem. "Washington Post" pisała na ten temat: "Wielu
oficerów i specjalistów martwi się grożeniem wojną. Uderzenie przeciwko
Iranowi w najlepszym razie cofnie jego program nuklearny o kilka lat wstecz -
ostrzegają oni - ale za to podburzy opinię międzynarodową przeciwko Stanom
Zjednoczonym, szczególnie w świecie muzułmańskim i w samym Iranie. Oddziały
amerykańskie w Iraku stałyby się wtedy łatwym celem dla uderzeń odwetowych."
Spekuluje się, że takie artykuły są częścią strategii rządu Busha, aby rząd
irański tak dalece zastraszyć, żeby zrezygnował bez walki ze swojego programu
nuklearnego. Z innej strony istnieje powód, aby założyć, że wysocy oficerowie
hierarchii wojskowej przedstawiają dyskusję opinii publicznej, aby ją
zniweczyć, zanim rząd Busha będzie mógł wprowadzić ją w czyn.
Rząd irański potraktował groźby wojenne jako taktykę zastraszania. "Traktujemy
to [planowane ataki powietrzne] jako psychologiczne prowadzenie wojny, które
jest wynikiem wściekłości i bezradności Ameryki", powiedział mediom rzecznik
ministerstwa spraw zagranicznych Hamid Resa Asefi. Jednocześnie obwinił on
Waszyngton o to, że chce sprowokować kryzys. "Oni nie chcą żadnego
porozumienia z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej i z Europejczykami",
powiedział.
Waszyngtoński najważniejszy sojusznik w wojnie w Iraku, Wielka Brytania,
odrzuciła również wyobrażenie rzeczywistego niebezpieczeństwa amerykańskiej
wojny przeciwko Iranowi: "Nie ma żadnego dymiącego rewolweru, nie ma żadnego
casus belli", powiedział brytyjski minister spraw zagranicznych Jack Straw.
"Nie mamy jeszcze żadnej pewności co do zamiarów Iranu i dlatego nie ma
jeszcze żadnych podstaw, na bazie których ktoś byłby uprawniony do sięgnięcia
po środki militarne."
Według "Washington Post", rząd Blaira "rozpoczął swoje własne plany na wypadek
możliwego ataku USA. Studiuje on środki bezpieczeństwa dla swoich ambasad i
konsulatów, dla obywateli brytyjskich i interesów firm w Iranie, jak również
dla statków w regionie i oddziałów brytyjskich w Iraku". Wielu obserwatorów
wskazuje na to, że byłoby nierozsądne rozpoczynanie wojny przeciwko Iranowi w
warunkach, w których armia amerykańska nadwyrężona jest już w sąsiadującym
Iraku i w których ataki powietrzne z tamtej strony granicy bez wątpienia
wywołałyby powstania irackich Szyitów, co załogę amerykańską uczyniłoby
jeszcze bardziej niemożliwą do utrzymania.
Takie pocieszenia wynikają z nieuzasadnionego założenia, że rozsądne
przemyślenia przy opracowywaniu polityki rządu Busha odgrywają nadrzędną rolę.
Kryminalna i ryzykowna militarna przygoda jest całkiem możliwa, również za
przyczyną rosnącego kryzysu wewnątrzpolitycznego rządu Busha, którego
wskaźniki w opinii publicznej osiągnęły historyczny niż i który zagrożony jest
przez cały szereg politycznych bomb z czasowym zapalnikiem: poprzez
pogorszenie sytuacji w Iraku, poprzez niestabilność gospodarczą i poprzez
śledztwa z powodu korupcji i nadużycia władzy.
Jest całkiem możliwe, że zacznie on kolejną wojnę, aby odwrócić uwagę opinii
publicznej i zastraszyć ją. Atak na Iran prawdopodobnie podarowałby rządowi
Busha faktyczną "wojnę z terrorem", a tym samym ułatwiłby jego ataki na
demokratyczne prawa w USA i usprawiedliwiłby dalsze militarne przygody
przeciwko Chinom i Rosji. Większość tych, którzy zapoznani są ze stosunkami
politycznymi w regionie, zakłada, że uderzenie amerykańskie przeciwko Iranowi
wywołałoby kampanię odwetową dobrze