marek3333
07.02.03, 19:02
forum | poczta | faq | kontakt | chat | turystyka | radio | mapa serwisu
" Terroryzm dobry i zły..." Omar Faris
Strona Główna))Ambasady))Palestyna))Artykuły
" Terroryzm dobry i zły..." Omar Faris Uważa się, że XXI wiek rozpoczyna się
od nasilenia fali terroryzmu? Tymczasem terroryzm nie jest zjawiskiem nowym.
Zabijanie dla korzyści politycznych jest stare jak społeczeństwo.
" Terroryzm dobry i zły..." Omar Faris
Uważa się, że XXI wiek rozpoczyna się od nasilenia
fali terroryzmu? Tymczasem terroryzm nie jest zjawiskiem nowym. Zabijanie
dla korzyści politycznych jest stare jak społeczeństwo. Niekiedy mówi się,
że jest to dżuma przenoszona przez ludzkie szczury. Terroryzm, jako pojęcie
jest nieokreślone i dowolnie używane, często w sposób nielogiczny. Istnieje
terror indywidualny i państwowy. Czyżby ten drugi niewart był uwagi?
Niebezpieczeństwo nie nadciąga tylko ze strony samych terrorystów, lecz
także państw oraz ich sił zbrojnych i policyjnych, które się mobilizuje do
walki z terroryzmem. Wtedy trudno o umiar w stosowaniu siły, w wyniku czego
cierpią następne tysiące niewinnych osób. Jeśli się zgodzimy, że terroryzm
jest zły, to czy kontrterroryzm automatycznie jest dobry? A jeśli pod maską
walki z terroryzmem uprawiało się brutalny państwowy terror, jak np. w
Południowej czy Środkowej Ameryce w latach 70. i 80., to czy można tego nie
widzieć? Pogłębia się zamęt pojęciowy, gdy wyłączymy terroryzm państwowy
jako istotne zagrożenie? Pod płaszczykiem walki z terroryzmem bowiem
legitymizuje się wszelkie formy przemocy. Przemiany prawne nie do pomyślenia
w innych okolicznościach, spowodują zagrożenia dla demokracji, ograniczenie
praw obywatelskich. Terroryzm definiuje się zgodnie z potrzebami chwili.
Państwa, które terroryzują własny naród lub obywateli innego państwa
stojącego po drugiej stronie barykady, nie jesteśmy skłonni nazywać
terrorystami. Dlatego prezydenta Trumana nikt nie nazwie "państwowym
terrorystą", nawet przeciwnicy użycia bomby atomowej w miastach Hiroszima i
Nagasaki. A przecież zginęli ich mieszkańcy, a więc po tysiąckroć więcej,
niż suma ofiar akcji podjętych przez izolowanych buntowników czy organizacje
wywrotowe. Od początku prezydentury Reagana największym wrogiem USA był
Związek Radziecki. Łączono Kreml z terroryzmem, wprowadzając pojęcie
terroryzmu finansowanego przez to państwo, gdyż nie można było udowodnić
innego, bezpośredniego udziału. ZSRR uznany był wówczas za głównego wroga
Ameryki, popierał OWP czy Afrykański Kongres Narodowy. Obecnie na liście
krajów "terrorystycznych" jest m.in. Iran, Irak, Afganistan, Libia,
Południowy Jemen, Kuba. Tak się składa, że i te kraje uważa Ameryka za sobie
wrogie. Akcje w Polsce wymierzone przeciwko hitlerowcom w czasie 2. wojny
światowej nie mają zabarwienia pejoratywnego.
A więc jest terror dobry i zły w zależności od celu, który
jest akceptowany lub nie, z punktu widzenia moralnego czy politycznego.
Podobnie jest z walką narodowo-wyzwoleńczą przeciwko kolonialnej dominacji,
podjętą po 2. wojnie światowej. Skutki indywidualnych ataków
terrorystycznych bledną wobec koszmaru wojny, w której giną miliony cywilów.
Wojnę wykluczono z zakresu definicyjnego, bo jej włączenie, byłoby zarazem
potępieniem wojny, a tego wyraźnie nikt nie chce. Wojnę chce się prowadzić z
czystym sumieniem, w imię - jakżeby inaczej - szlachetnych idei i celów, jak
na przykład walki z terroryzmem. Ewolucja języka w tym przypadku zaciemnia
istotę zjawiska. Jest również tak, że w czasie wojny czy większych
konfliktów indywidualne ataki terrorystyczne nie robią wrażenia. Szerzą
natomiast strach i mobilizują opinię publiczną w okresie spokoju i
stabilizacji. Media wyolbrzymiają zagrożenia, aby uzyskać akceptację opinii
społeczeństw dla działań, na które nigdy nie byłoby przyzwolenia, gdyby nie
wywołana atmosfera lęku, nierzadko histerii. Wytwarza się nawet braterstwo
ofiar, ludzie łączą się przeciwko wspólnemu wrogowi. To ogranicza zdolność
kłopotliwego wyjaśniania przyczyn terroryzmu czy choćby kontekstu
politycznego wydarzeń uznanych za terrorystyczne. Raczej zapędzamy się "w
ślepą uliczkę gniewu", znieczulamy na wewnętrzne problemy społeczne itp.
Przejdę teraz do Bliskiego Wschodu. W wywiadzie dla "Sunday
Times" w 1969 r. Golda Meir, ówczesny premier Izraela, oświadczyła:
cytuję: "Nie było nigdy czegoś takiego, jak Palestyńczycy. Nie było wcale
tak, że istniał sobie jakiś naród palestyński, a my przyszliśmy i zabraliśmy
mu ziemię. Takiego narodu w ogóle nie było" (koniec cytatu). Nie trudno się
domyślić, kto stworzył opowiastkę o tym, że Palestyna była niezamieszkałą,
leżącą odłogiem ziemią, którą dopiero syjoniści przekształcili w nowoczesne
państwo i sprawili, że "pustynia zakwitła". Sir Moses Montefiore, żydowski
podróżnik z Wielkiej Brytanii, który odwiedzał Palestynę, pisał w 1839 r. w
swoim dzienniku, cytuję: "Są tam gaje oliwne, które, jak mi się zdaje, mają
ponad 500 lat. Są winnice, pastwiska, dużo studni, rosną drzewa owocowe, są
urodzajne pola pszenicy, jęczmienia i soczewicy. Wielu Żydów emigruje,
podczas gdy w Ziemi świętej powiodłoby się im o wiele lepiej, znaleźliby tam
gotowe studnie i już zasadzone oliwki i winorośl" (koniec cytatu). Palestyna
przez całe swoje dzieje była nieprzerwanie nie tylko zamieszkana, lecz także
uprawiana. Opisy z czasów wypraw krzyżowych potwierdzają wysoki poziom
rozwoju rolnictwa w Palestynie. W XIX wieku i na początku XX w. kraj zaczął
się szybko rozwijać dzięki intensyfikacji wymiany handlowej. Powstawały
szkoły i szpitale. Większość Palestyńczyków zajmowała się uprawą roli i
rzemiosłem. Dzisiaj Palestyńczyków jest około pięciu milionów. Ponad połowa
żyje na wygnaniu, w kilkudziesięciu różnych krajach, a reszta pod okupacją
izraelską. Ok. 600 tys. mieszka w Izraelu, 900 tys. na Zachodnim Brzegu i
500 tys. w strefie Gazy. Nazwa "Palestyna" pochodzi od biblijnych
Filistynów, czyli Ludów Morza, które w XII w. p.n.e. zajęły rejony w
południowej części palestyńskiego wybrzeża. Od czwartego tysiąclecia przed
naszą erą do 900 r. p.n.e. w kraju przeważała rdzenna ludność kananejska.
Historia Palestyny jest długa, pełna wojen i konfliktów. Padała ona ofiarą
nieustannych najazdów i podbojów. Jednymi z wielu najeźdźców byli
Hebrajczycy. Założone przez nich Królestwo Izraela nie przetrwało jednak w
sumie dłużej niż 200 lat. W całej historii Palestyny społeczność hebrajska
(zwana także izraelską lub żydowską) nie była przeważająca liczebnie. Od
czasu pierwszego osiedlenia się Hebrajczyków nieprzerwanie żyła w kraju
grupa wyznawców judaizmu. Cywilizacja islamu, która zapanowała w Palestynie
od VII wieku n.e. zagwarantowała Żydom i chrześcijanom prawa religijne.
Przeważająca większość współczesnych Żydów wywodzi się nie od biblijnych
Hebrajczyków, ale od ludzi nawróconych w różnych epokach na judaizm, których
przodkowie nigdy nie mieszkali w Palestynie. Należy do nich na przykład lud
Chazarów, który przyjął judaizm w VIII wieku n.e. Walka Palestyńczyków o
suwerenność i niepodległość trwała od dawna. Przez całe wieki Palestyną
rządzili obcy, a izraelska okupacja jest tylko ostatnim etapem. Ruch
narodowy w Palestynie pojawił się na początku XX stulecia. W l9l6 r. rząd
brytyjski przyrzekł niepodległość większości wschodnich rejonów świata
arabskiego z Palestyną włącznie, w zamian za poparcie w 1. wojnie światowej.
Arabowie wnieśli bowiem duży wkład w wysiłek wojenny, pomagając pokonać
Turcję Osmańską - sojusznika Niemiec. Przyrzeczenie dane Arabom zostało po
roku złamane.
W momencie ogłoszenia Deklaracji Balfoura żydowska społeczność w
Palestynie stanowiła najwyżej 8% ludności kraju. Palestyna liczyła wtedy 700
tys. mieszkańców, w pr