blazare
14.10.06, 20:55
Doświadczalna eksplozja atomowa przeprowadzona przez Północną Koreę wywołała
panikę w Izraelu. Analitycy wojskowi ostrzegają, że śladem północnokoreańskich
rakiet także broń atomowa pochodząca z Phenianu znajdzie się wkrótce na
Bliskim Wschodzie, być może w rękach terrorystów pragnących zagłady
żydowskiego państwa. Według relacji mediów, wicepremier Szymon Peres oznajmił,
że na szczęście Izrael dysponuje reaktorem atomowym w Dimonie, dzięki czemu
nie musi obawiać się o swoje istnienie. Tak więc po raz pierwszy Izrael
oficjalne przyznał, że posiada arsenał broni jądrowej. Uważany jest wprawdzie
za ósme mocarstwo atomowe (obok USA, Rosji, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji,
Pakistanu i Indii), ale władze państwa żydowskiego nigdy tego nie
potwierdzały. Ograniczały się jedynie do lakonicznego oświadczenia, że Izrael
nie będzie pierwszym państwem Bliskiego Wschodu uciekającym się do broni
masowej zagłady. Przed 20 laty Mordechaj Wanunu, technik zatrudniony w
Dimonie, sprzedał brytyjskiej gazecie „Sunday Times” opisy, rysunki i
fotografie tego ośrodka atomowego. Mossad zdołał schwytać Wanunu w Rzymie i
dostarczyć go na salę sądową w Izraelu. Po 20 latach więzienia znajduje się
już na wolności, ale pod ścisłą kontrolą władz bezpieczeństwa, z kategorycznym
zakazem wyjazdu za granicę.
Szymon Peres walnie przyczynił się do budowy reaktora w Dimonie, wykorzystując
w połowie lat 50. swoje dobre stosunki z Francją. Nie ulega wątpliwości, że
potwierdzając istnienie broni nuklearnej Izraela, usiłuje on spożytkować ten
atomowy sukces w podjętych już staraniach o fotel prezydenta – po Mosze
Kacawie, oskarżonym o dokonanie przestępstw na tle seksualnym.
# www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006101211