maska00
20.10.06, 23:13
Przepraszam, nadałam wątek i "spadłam", ale muszę kiedyś popracować.
Dla wyjaśnienia: temat szkól mojej i Dany nasunął się sam.Dana
pisała,że - wychowana jako Polka i katoliczka- zawiodła się na przyjaciólce,
kiedy okazało się, że jest Zydówką W tamtym wypadku przyjaciolka albo była
durna, albo sytuacja ją przerosła.
Mnie to dziwiło i dalej dziwi. Po pierwsze i najwazniejsze - z pewnościa
były takie dzieciaki jak Ty, ktore miały osobistą ocenę świata. Ale my, jako
pokolenie, bylismy jednak indoktrynowani na ateizm.W szkole religii nie
było,no itd.Ja latałam do kościoła jako dziecko, później już rzadko,
okazyjnie.Z Daną może było inaczej.To jej szkoła była raczej exkluzywna,
żeńska.Wiem, bo to bardzo blisko mojego liceum.Były takie szkoły, owszem.
Nie lubię, kiedy przywołuje się nieobecnych, ale dalej wyjasniam: moje
liceum było nie tylko koedukacyjne, ale..no, takie trochę
wydziwiane.Dzieciaki były rekrutowane: umuzykalnienie, egzamin z recytacji,
takie tam.
Dana pisała o konflikcie na tle etnicznym. A u mnie dyrektorką była
Zydówka, wychowawczyni w internacie Zydówka, sporo dziewczyn równiez.No i
cały przekrój społeczny: od księżniczek do dzieciaków prosto od krowy.
W zyciu nie pamietam żadnych konfliktów, ani na tle społecznym, ani
etnicznych.
Nie mogę wziąśc odpowiedzialności za całe społeczeństwo.W szkołach
artystycznych decyduje talent i ciężka robota, nie ma czasu na głupoty. A w
mojej zdanie matury wymagało przygotowania np. fragmentu sztuki.Samemu się
nie dało, każdy był każdemu potrzebny, kazdy wołał:"luuudzie, pomózcie!"
Ale w dalszej części zyciorysu moje kontakty z młodzieżą żydowską
bynajmniej nie ustały, raczej się nasiliły. I dalej - nie pamiętam, żeby kto
kogo pytał, czy - i gdzie- się modli.
Aż przyszedł 68 rok i kolejna fala wyjazdów (enigmatycznie mówiąc).
O tym juz było, ale dla mnie to było juz po raz drugi.
Moja dyskusja z Daną polegała na tym, dlaczego my, dziewczyny z tego
samego miasta, z tego samego czasu i środowiska - tak różnie pamiętamy ten
czas.Czy tak działa emigracja, indoktrynacja, stan zagrożenia, tęsknota, żal
po utracie starej ojczyzny, w której nagle ktoś okazał się "gorszym" z
powodów niezawinionych?
Pewnie wszystko na raz. Bo ostatecznie sie nie dowiedziałam.
Ale Dana jednak wyjechała z własnej woli, jako osoba w pełni świadoma.
A Fredzio - nie.I chciało mu się uczyć historii Polski po
bibliotekach, cokolwiek by teraz nie wypisywał.A historia jego rodziny - jak
widać - to ten sam Sybir, te same łagry, te same losy.I co ma z soba począć
taka rodzina? Jak właściwie ma wychować dziecko i co mu powiedzieć? Ma nas
kochać?
A co do języka: to tez pisała Dana. Wyjechał dzieckiem, jesli
nawet w Polsce mówił po polsku, to w Izraelu raczej nie.
Ludzie, a czy Wy w ogóle wiecie, że tych z Polski zaraz po wojnie
przyjmowano bardzo żle? Doktryną państwową było, że tu mogła przeżyć tylko -
przepraszam - swołocz.Naprawdę! Mozna było być premierem, ale zwykłym Zydem z
Polski - nie bardzo, nie bez kłopotów.