Dodaj do ulubionych

To nie była słuszna wojna

IP: *.asm.bellsouth.net 26.04.03, 04:01
"Wojna Busha" - Panie filozof, a gdzie ocena tego, co się działo
przez 8 lat Clintona z USA, Wielką Bryatnią, Francją, ONZetem,
Afganistanem, Sudanem, Irakiem, Osamą i Al-Kaidą? Gdzie
paralele z Chorwacją, Serbią, Bosnią, Kosowem i Rwandą?

Tego nie ma, bo pan filozof od siedmiu boleści patrzy na cały
problem islamofaszyzmu i przyzwolenia cywilizowanego świata na
mordowanie ludzi nawet w Europie tylko przez pryzmat nienawiści
do obecnej adminstracji USA i specjalnie do obecnego Prezydenta
USA, Busha.

Nalezy pogratulować Panu Michnikowi takich umysłowo
ograniczonych i ideologicznie zaślepionych adwersarzy. Co
więcej, ten włoski kretyn powołuje się mimochodem na swojego
guru, mordercę milionów, Lenina.

Jan K.
Obserwuj wątek
    • Gość: rortysta Wloski kretyn IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.04.03, 05:35
      Wydaje mi sie, ze od Lenina ten filozof sie jednak odcina. Na
      lewaka nie wyglada na pierwszy rzut oka, raczej na matolka i
      zadufka. Nie moge pojac jak ktos moze w ten sposob rozumowac o
      polityce i moralnosci w polityce. Poza tym nie ma w tym ladu.
      Mowi o osiaganiu celu innymi metodami, ale ten cel jest zupelnie
      nieznany. Ja rozumiem, ze gleboki mysliciel mowi troche innym
      jezykiem niz polityk, ale ten jezyk nie moze odbiegac od tego
      ktorym wladaja stratedzy, propagandzisci i rzadowi oficjele. Bo
      to oni w koncu za bieg rzeczy odpowiadaja, i za swoje decyzje a
      nie taki medrek. On powinien wczuc sie w sytuacje tego kto
      wybiera droge A lub B, kto wywaza konsekwencje, probuje
      przewidziec i ocenic to co sie jeszcze nie wydarzylo. On sobie
      wyobraza, ze skoro maja wladze to sobie robia co im sie podoba.
      Zazdrosci im tej wladzy. Do tego brak dojrzalosci i wyobrazni.

      Ten wywod jest dla mnie zupelnie nieprzekonywujace.
      • Gość: Tomson Ty jesteś zwykłym prostakiem jeśli tak myślisz! IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 14:11
        Intelektem do pięt nie dorastasz temu włoskiemu filozofowi. Nie potrafisz
        obalić żadnego argumentu, więc nazywasz go kretynem i negujesz całą jego
        wypowiedź.
        • canuk Re: Ty jesteś zwykłym prostakiem jeśli tak myślis 26.04.03, 16:28
          Gość portalu: Tomson napisał(a):

          > Intelektem do pięt nie dorastasz temu włoskiemu filozofowi. Nie
          potrafisz
          > obalić żadnego argumentu, więc nazywasz go kretynem i negujesz
          całą jego
          > wypowiedź.
          Panie Tomson,

          Pozwolę sobie zacytować paragraf z tego art:
          "
          CIA lepsze niż atak

          Czy w przypadku tej wojny nie było innych rozwiązań? I czy cena
          niewinnej krwi jest "uzasadniona"? Być może odpowiedź jest mniej
          łatwa od tej, jakiej udzielasz z pochopną i spokojną pewnością.

          Na reżim Husajna była wywierana bardzo silna presja
          międzynarodowa, a inspektorzy ONZ napotykali coraz mniejsze
          przeszkody. Stany Zjednoczone wydały na tę wojnę sumę z wieloma
          zerami (w dolarach), której ani Ty, ani ja nigdy sobie konkretnie
          nie wyobrazimy. Czyż nie wystarczyłoby sfinansowanie działań
          wywiadowczych (krótko mówiąc - CIA), żeby obalić Husajna na
          drodze spisku? W rzeczywistości suma sto albo tysiąc razy
          mniejsza pozwoliłaby na osiągnięcie tego samego rezultatu, i to w
          dość krótkim czasie. Za pomocą nieskończenie mniejszych środków
          Stany Zjednoczone przekupywały już i obalały wszystkie reżimy,
          które tylko chciały obalić."


          Czyli wg. Pana włoskiego filozofa takie działanie byłoby w porządku ?

          Cościk mi tu nie pasuje.

          Pozdr, Canuck
          • Gość: Tomson Re: Ty jesteś zwykłym prostakiem jeśli tak myślis IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 16:41
            canuk napisał:

            > Czy w przypadku tej wojny nie było innych rozwiązań? I czy cena
            > niewinnej krwi jest "uzasadniona"? Być może odpowiedź jest mniej
            > łatwa od tej, jakiej udzielasz z pochopną i spokojną pewnością.
            >
            > Na reżim Husajna była wywierana bardzo silna presja
            > międzynarodowa, a inspektorzy ONZ napotykali coraz mniejsze
            > przeszkody. Stany Zjednoczone wydały na tę wojnę sumę z wieloma
            > zerami (w dolarach), której ani Ty, ani ja nigdy sobie konkretnie
            > nie wyobrazimy. Czyż nie wystarczyłoby sfinansowanie działań
            > wywiadowczych (krótko mówiąc - CIA), żeby obalić Husajna na
            > drodze spisku? W rzeczywistości suma sto albo tysiąc razy
            > mniejsza pozwoliłaby na osiągnięcie tego samego rezultatu, i to w
            > dość krótkim czasie. Za pomocą nieskończenie mniejszych środków
            > Stany Zjednoczone przekupywały już i obalały wszystkie reżimy,
            > które tylko chciały obalić."
            >
            >
            > Czyli wg. Pana włoskiego filozofa takie działanie byłoby w porządku ?
            >
            > Cościk mi tu nie pasuje.
            >
            > Pozdr, Canuck

            No to są właśnie jakieś, argumenty i tym różnią się ludzie myślący od
            bezpodstawnie przeczących wszystkiemu prostaków jak rortysta. Sam nie zgadzam
            się z opinią o CIA, jak i z całym wpieprzaniem się Amerykanów w wewnętrzne
            sprawy niepodległych państw. Ale ogólnie podobała mi się krytyka postępowania
            USA wobec Iraku.
        • Gość: rortysta Re: Ty jesteś zwykłym prostakiem jeśli tak myślis IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.04.03, 21:27
          Najpierw stwierdze, ze jestem calkiem pogodzony z mysla, ze nie
          dorastam do piet temu wloskiemu filozofowi, ani Tobie, Tomson.
          Poza tym w swojej krotkiej notce przede wszystkim staralem sie
          zwrocic uwage Jana K. na jego drobne potkniecie w sprawie
          Lenina, a potem szerszej publicznosci na odmiennosc jezyka
          filozofa (m.in. polityki) a samej polityki. D'Arcais, moim
          zdaniem, nie bierze pod uwage tego jakimi regulami i procesami
          posluguje sie dyplomacja miedzynarodowa, przed jakimi problemami
          stoi wspolczesny swiat jako system miedzynarodowy, jak (ulomnie)
          funkcjonuja nasze demokracje. Zdaje mi sie, ze zbyt mocno
          sklania sie on ku potocznemu rozumowaniu na te zlozone tematy,
          upodobnia problemy do tych rozwiazywanych przy stole w kuchni.
          Oczywiscie liderzy, n.p. Bush trywializuja te problemy dla
          potrzeb dyskusji potocznej, bo inaczej sie nie da, ale chyba
          powinnismy zdac sobie sprawe, ze nasza domowa analiza jest
          uproszczona, i niekiedy naiwna.

          Oczywiscie powyzsze musze podbudowac przykladami. Otoz zakladam,
          ze d'Arcais za cel polityki wobec Iraku obral sobie obalenie
          tyrana. Mysle, ze cal Busha jest nieco inny. Jemu chodzilo o
          usuniecie rezimu, ktory komplikowal sytuacje w regionie i
          utrudnial, jesli nie uniemozliwial rozwiazanie konfliktu
          izraelsko-palestynskiego, ktory od ponad 50 lat jest wlasciwie
          konfliktem izraelsko-arabskim. Naturalnie w tym momencie pojawia
          sie pytanie o nasz stosunek do istnienia panstwa Izrael i zasad
          jego istnienia - jednak zawieszam odpowiedz, sygnalizuje
          jedynie, ze kazdy z nas ma poglad na te kwestie i podejrzewam,
          ze ten poglad ma dobitny wplywa na opinie w dyskutowanym tutaj
          temacie. Wracajac do glownego watku, pomysl z uzyciem jedynie
          CIA i przez to uniknieciem wielu ofira byc moze spelnilby cel
          usuniecia Sadamma, ale na pewno nie zlikwidowalby rezimu partii
          Baas, ktora rzadzila metodami nazistowsko-stalinowskimi, wiec
          wielce prawdopodobne bylo, ze sama CIA nie byla w stanie tej
          partii usunac od wladzy.

          W tym swietle inaczej wyglada argument o niewinnych ofiarach
          zamachu na dyktatora. Te niewinne ofiary staly sie, to brzmi
          oczywiscie b. okrutnie, cena w wymianie za inne ofiary, ktorych
          juz narod iracki nie poniesie, bo ten okrutny rezim - co do tego
          watpliwosci zdaje sie nie ma - nie bedzie w stanie przez
          nastepne 10, 20 lub wiecej lat zadac. W zyciu codziennym
          jestesmy sklonni inaczej mierzyc zycie ludzkie, kazde jest
          bezcenne, i na tym opieraja sie nasze oceny etyczne, ktorymi sie
          poslugujemy w naszych jakze waznych decyzjach. W przypadku wojny
          niestety, ze wzgledu na okrucienstwo rezimow, nie mozemy sobie
          na taki luksus pozwoli. Musimy prowadzic taki wlasnie rachunek:
          albo opcja X i tyle-a-tyle ofiar i nieszczesc, albo opcja Y z
          innymi byc moze mniej okrutnymi konsekwencjami. Dlatego
          ostateczna ocena tego konfliktu wymaga poznania wszystkich
          przyszlych konsekwencji. Oczywiscie jakas ocene musimy miec
          teraz, powinnismy ja miec nawet przed podjeciem decyzji
          politycznej. To wymaga ogromnego wysilku intelektualnego aby
          uporzadkowac opcje, poznac i przewidziec ich alternatywne
          konsekwencje, dokonac jednostkowej i globalnej wyceny. I opinia
          swiatowa zachowuje sie w tej materii calkiej racjonalnie i
          chwalebnie. W Wlk. Brytanii poparcie dla wojny po jej
          rozpoczeciu wzroslo, wiadomo brytyjkich zolnierzy nalezalo
          poprzec. A po zakonczeniu wojny szybszym i mniej krwawym niz sie
          spodziewano poparcie w angielskojezycznych prowincjach Kanady
          wzrosla do 55-60%, a krytyka we Francji spadla z 80% do 50% (???)

          Innym problemem jest krytyka polityki USA wobec Saddama w
          historycznej perspektywie 20-30 lat. To jest moim zdaniem
          najslabszy punkt argumentacji d'Arcais. Po pierwsze obok
          polityki USA byla takze calkiem niezalezna polityka Francji
          wobec Saddama i wogole polityka krajow Europy, ktora w wielu
          punktach nie wspierala Amerykanow lecz przede wszystkim
          partykularne drobne interesiki. Po drugie w czasach Zimnej
          Wojny, a szczegolnie po obaleniu Szacha w Iranie pozycja USA
          byla wybitnie trudna, szczegolnie jako jedynej sily mogacej
          stawic czola ZSRR. Saddama wykorzystano w skomplikowanym i
          wielokierunkwym wysilku nacelowanym na upadek Sowietow. Politycy
          europejscy malo zawracali sobie tym glowy, podobnie opinia
          publiczna, a teraz wogole sie tego nie pamieta. Po trzecie, USA
          jest krajem demokratycznym. Dla niektorych quasi, albo w ogole
          tyrania pieniadza i brutalnej sily. Ok - z tym nie bede tutaj
          polemizowal. Chodzi mi o to, ze ten kraj podlega regulom wyborow
          demokratycznych, zmian administracji prezydenckich i wiekszosci
          kongresowych. Tocza sie ciagle dyskusji, tworza sie wybory nt.
          polityki zagranicznej, strategii i doktryn reagowania lub
          angazowania. Te dyskusje sa w miare otwarte, z pewnoscia dosc
          znaczny dostep do nich maja rzady, politycy i analitycy
          europejscy. I ze wzgledu na globalna (mocarstwowa - jak wola to
          nazywac inni) pozycje USA w swiecie, ktorej kraje europejskie
          domagaja sie od dawna, niemal od 100 lat, i oczekuja od USA,
          polityka zagraniczna USA jest przedmiotem goracej debaty. Jest
          to potrzebne i zdrowe. Zycze wszystkim powodzenie w tej trudnej
          i wymagajacej aktywnosci.
          • Gość: Tomson No dobra cofam prostaka. IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 23:22
            Husajn to okrótny tyran, jednak nie aż tak okrótny jak przedstawiają to
            Amerykanie. Ostatnie zarzucone Husejnowi zbrodnie to głównie mordowanie Szyitów
            i Kurdów, jednak czy można nazwać mordowaniem walkę z powstaniem. Fakt ginęli
            też cywile, ale nie lepiej było np. w tureckim Kurdystanie, czy w Palestynie.
            Kolejny zarzut to tępienie szyickiej większości, ale ciekaw jestem jak będą z
            Szyitami postępować Amerykanie, gdy ci spróbują zrobić tam islamską republikę.
            Do bilansu husejnowskich zbrodni Amerykanie zaliczają też ofiary swojego
            embarga (1 do 3mln).
            Amerykanie demonizowali więc Husejna, a są na świecie kraje które jeszcze
            bardziej niż Irak potrzebują "wyzwolenia". Zresztą po to powstała ONZ, by
            ustalić jakieś zasady postępowania międzynarodowego, które Amerykanie atakiem
            na Irak złamali.
            Ostatnie postępowanie Amerykanów pokazuje wyraźnie że 300mln Ameryka chce
            dyktować 6mld światu swoją wolę, a to jest międzynarodowa dyktatura, dużo
            gorsza od jakiejś tam lokalnej dyktatury jaką był Irak.
            Dlatego na atak na Irak należy patrzeć jak na część większej całości mającej
            podporządkować Stano Zjednoczonym, w mniejszym lub większym stopnniu, wszystkie
            społeczno-polityczno-gospodarcze aspekty naszego świata. I w takiej postaci
            jest to nie do zaakceptowania. Poprostu starają się różnymi sposobami skupić u
            siebie całą światową siłę naukową i ekonomiczną. Na poparcie moich teori
            wystarczy przytoczyć że już dziś na potęgę wielu amerykańskich koncernów
            pracuje tania (by nie powiedzieć niewolnicza) siła robocza w krajach trzeciego
            świata (najlepsze miejsca pracy tych koncernów są w Stanach), albo fakt że
            najzdolnieszych naukowców na świecie Amerykanie werbują do swoich labolatoriów,
            zamiast pomóc innym krajom rozwijać swoją myśl techniczną.
            • Gość: rortysta Jakze milym miastem musi byc Slupsk! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.04.03, 00:28
              Nie chce byc tuba amerykanskiej administracji, ani powielac
              opinie neokonserwy. Jednak pewne stanowiska i sformulowania
              wyrazane tutaj sa zbyt jednostronne, moim zdaniem.

              Dzisiejsza gazeta kanadyjska na pol strony drukuje reportaz z
              Bagdadu "The sadistic lifestyle of Uday Hussein". Niewiele
              wiecej w nim niz relacje zgwalconych kobiet, w tym 13 letniej
              dziewczynki. Mordowanie powstancow szyickich jest chyba tak samo
              zbrodnicze jak czystki etniczne w dawnej Jugoslawii, z reszta
              nieposluszni sunni tez trafiali do kacetow i nie wracali.
              Inspekcje ONZ z kolei byly bez watpienia szpiegowaniem, zarzut o
              agentach-inspektorach jest nieco smieszny. Moim zdaniem
              amerykanska doktryna pelnej wspolpracy z ONZ, i takiego
              stanowionia prawa miedzynarodowego: G Bush (snr) zgodnie z
              rezolucja o wyzwoleniu Kuwejtu nie ruszyl na bezbronny Bagdad, B
              Clinton wyslal bezskutecznie rakiety samosterujace (cruise) po
              wysadzeniu dwoch ambasad, negocjowanie z Francja i Rosja w
              sprawie Iraku - ta polityka rowniez w kwestii palestynskiej,
              koreanskiej i innych skompromitowala sie lekko. Sam to
              podkreslasz. W jakims sensie te opinie u Amerykanow wzmacnia
              9/11, czyz nie? I choc nie zauwazylem dowodu o zwiazku Saddama z
              9/11 to jego zwiazki z terroryzmem w regionie zostaly
              udowodnione, co wskazywac moze na pewna tendencje.

              Rzecz jasna demokratyzowanie Iraku nie jest zajeciem wymarzonym,
              ale jesli sie okaze, ze naciski na szyitow sa nieuniknione to
              chyba warto je podjac. Ja oczywiscie mam sporo obaw, czy
              Amerykanom uda sie, ale trzymam kciuki. Mam zlorzeczyc na nich?

              W sprawie ich globalnej dominacji, tak sie historia ostatnich
              dwohc wiekow potoczyla. Ich bogactwo i efektywna gospodarka sa
              raczej efektem ich pracy, dawniej katorzniczej i umiejetnosci
              organizowania spoleczenstwa niz kolonialnych podbojow. Czasami
              mam przeczucie, ze oni eksportujac swoje rozwiazania chcieliby
              sie podzilic z innymi. Ale czy oni narzucaja Francuzom cos co ci
              nazywaja "dzikim kapitalizmem"? Chyba nie. Ale co zrobic na
              przyklad z Zimbabwe, albo Sudanem, Sierra Leone, Wenezuela? Poza
              tym wiele zarzutow o nieefektywnosci handlu swiatowego i
              globalizacji dla znoszenia roznic mozna wrzucic do europejskiego
              ogrodka, np. ograniczenia importu zywnosci do UE (takze do USA i
              Kanady, choc w mniejszym stopniu) o czym ostatnio w Atenach
              napomknal Kofi Annan.

              Teoretycznie mozliwe jest calkowite odizolowanie USA, wraz z
              Kanada i Meksykiem oczywiscie od reszty swiata, polityczne,
              militarne, gospodarcze. Wydaje mi sie, ze reszta swiata
              stracilaby wiecej na takiej hipotetycznej zreszta operacji.
              Gdyby to zrobiono ze 30-40 lat temu, w Slupsku nie byloby Coca-
              Coli, jeansow, McDonald's (?), pecetow i laptopow, internetu ...
      • Gość: Emily Re: Wloski kretyn IP: *.nv.nv.cox.net 26.04.03, 17:27
        Gość portalu: rortysta napisał(a):

        > Wydaje mi sie, ze od Lenina ten filozof sie jednak odcina. Na
        > lewaka nie wyglada na pierwszy rzut oka, raczej na matolka i
        > zadufka. Nie moge pojac jak ktos moze w ten sposob rozumowac o
        > polityce i moralnosci w polityce. Poza tym nie ma w tym ladu.
        > Mowi o osiaganiu celu innymi metodami, ale ten cel jest zupelnie
        > nieznany. Ja rozumiem, ze gleboki mysliciel mowi troche innym
        > jezykiem niz polityk, ale ten jezyk nie moze odbiegac od tego
        > ktorym wladaja stratedzy, propagandzisci i rzadowi oficjele. Bo
        > to oni w koncu za bieg rzeczy odpowiadaja, i za swoje decyzje a
        > nie taki medrek. On powinien wczuc sie w sytuacje tego kto
        > wybiera droge A lub B, kto wywaza konsekwencje, probuje
        > przewidziec i ocenic to co sie jeszcze nie wydarzylo. On sobie
        > wyobraza, ze skoro maja wladze to sobie robia co im sie podoba.
        > Zazdrosci im tej wladzy. Do tego brak dojrzalosci i wyobrazni.
        >
        > Ten wywod jest dla mnie zupelnie nieprzekonywujace.


        zastanwiam sie, w jakiej to publikacji Rorty posluguje w polemice inwektywami,
        tak czyni to rortysta. Nie znam takich i chetnie sie zapoznam. Swoja droga,
        chyle czola przed A. Michnikiem za zamieszczanie prominentych glosow wojennej
        opozycji. Duzy plus dla GW!

      • Gość: Issa Re: Wloski kretyn, a moze jednak nie Wloski? IP: *.tnt1.chi15.da.uu.net 27.04.03, 09:56
        Gość portalu: rortysta napisał(a):

        > Wydaje mi sie, ze od Lenina ten filozof sie jednak odcina. Na
        > lewaka nie wyglada na pierwszy rzut oka, raczej na matolka i
        > zadufka.

        d'Arcais nie tylko sie "odcina", rowniez ostro krytykuje logike zwyciezcy u
        Hegla i Lenina. Robi to z pozycji popperowkich, polecam "Społeczeństwo
        otwarte i jego wrogowie" – warto sie przedtem zapoznac z filozofia Platona,
        Hegla i Marksa. d'Arcais zarzuca Michnikowi przyjecie stanowiska Hegla i
        Lenina, wedle ktorych historia usprawiedliwia zwyciezce. I robi to bardzo
        skutecznie.



        > Mowi o osiaganiu celu innymi metodami, ale ten cel jest zupelnie
        > nieznany.

        d’Arcais NIE mowi o osiaganiu tego samego celu innymi metodami. Sugeruje, ze
        Waszyngton mial INNE cele na uwadze a nie usuniecie Saddama. Bo gdyby
        chodzilo tylko o Saddama to latwo to bylo zrobic z pomoca CIA. On nie
        sugeruje, ze to byloby moralne wyjscie z sytuacji, sugeruje wylacznie logike
        takiego wyjscia, gdyby Waszyngtonowi o Saddama chodzilo.

        Argument d’Arcais wymierzony jest w naiwnosc Michnika, ktory bezkrytycznie
        wierzy we wszystko co Waszyngton mowi oficjalnie. Dziwne jesli sie wezmie pod
        uwage, ze Michnik dawnymi czasy byl bardziej cyniczny w stosunku do tych co
        posiadali wladze. Wiecej, d’Arcais zarzuca Michnikowi dwulicowosc, bo
        przeciez Michnik zna logike i nie jest naiwny. I, d’Arcais to tez robi
        skutecznie.



        > On powinien wczuc sie w sytuacje tego kto
        > wybiera droge A lub B, kto wywaza konsekwencje, probuje
        > przewidziec i ocenic to co sie jeszcze nie wydarzylo. On sobie
        > wyobraza, ze skoro maja wladze to sobie robia co im sie podoba.
        > Zazdrosci im tej wladzy. Do tego brak dojrzalosci i wyobrazni.

        Gdzie on "zazdrosci im tej wladzy"? W ktorym miejscu?

        Co do "przewidzen" i "oceny przyszlosci" to filozofowie sie czyms takim nie
        zajmuja. To raczej dziedzina jasnowidzow i innych szarlatanow.

        Warto sie zawsze zastanowic, kiedy sie zarzuca komus "brak dojrzalosci i
        wyobrazni" czy sie przypadkiem nie zarzuca tego sobie samemu...
        • Gość: rortysta Jednak wloski, w dodatku bezduszny i przewrotny ! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.04.03, 18:15
          Jak latwo sie domyslic, rortysci (od Richard Rorty) nie
          uwielbiaja platonskiego rozdzialu swiata na byty wyzsze i
          nizsze. Te pierwsze sa godne ludzi, altruistyczne, cnotliwe,
          rozumne; te drugie blizsze zwierzetom, egoistyczne, brutalne,
          silne i popedliwe. Nie mam pewnosci jakie jest stanowisko
          d'Arcais. Ciekawe co zapisal w swej ksiazce "Etica senza fede"
          (1992). Za to w krytyce Michnika po platonsku jakby twierdzi, ze
          USA to wszechmocny mocarz, do tego zawsze kierujacy sie egoizmem
          swoich elit a nie idealem demokratycznym, i z pewnosci w Iraku
          osadzi kacykow wyslugujacym sie ich brutalnym interesom.
          Chcialbym przy tym podkreslic ze ja NIE twierdze ze jest
          zupelnie przeciwnie.

          Wbrew platonskim utopiom o republice kierowanej przez filozofow,
          uwazam ze Republika powinna opierac sie na szerokiej opinii, bez
          zwracania uwagi na akademiska poprawnosc wywodu, a raczej w
          oparciu o zyciowe doswiadczenia, drobne etyczne decyzjie
          zwyklych ludzi i wymiane pogladow. Mam wrazenie, ze jest to
          bliskie Popperowskiemu otwartemu spoleczenstwu. Taka Republika
          jest USA, i w wyniku amerykanskiej polityki taka Republika
          nastala we Wloszech (obalenie Mussoliniego) oraz w Polsce.
          Odnioslem niedawno wrazenie, ze we Wloszech lata 80-te byly
          okresem szczesliwosci i dobrobytu, relatywnie do reszty swiata.
          Polska byla wtedy w okresie najczarniejszym. Nie zauwazam wsrod
          zachodnich spoleczenstwach zachwytu dzielenia sie ze wschodnimi
          sasiadami. Oni skupiaja sie na kwekaniu, ze Ameryka im ucieka,
          staje sie silniejsza, gospodarniejsza, zamozniejsza. Tu wydaje
          mi sie jest zrodlo ich antyamerykanskich sentymentow.
          • Gość: Issa Re: Jednak NIE wloski, i nie on bezduszny IP: *.tnt1.chi15.da.uu.net 28.04.03, 02:41
            Gość portalu: rortysta napisał(a):

            > Jak latwo sie domyslic, rortysci (od Richard Rorty) nie
            > uwielbiaja platonskiego rozdzialu swiata na byty wyzsze i
            > nizsze. Te pierwsze sa godne ludzi, altruistyczne, cnotliwe,
            > rozumne; te drugie blizsze zwierzetom, egoistyczne, brutalne,
            > silne i popedliwe. Nie mam pewnosci jakie jest stanowisko
            > d'Arcais. Ciekawe co zapisal w swej ksiazce "Etica senza fede"
            > (1992).

            Z artykulu: "Nie można nikomu przynosić demokracji na drodze wojny, ponieważ
            dla narodów, które się chce "wyzwolić", koszty są zawsze niezmiernie wysokie.
            Jeżeli jednak mimo wszystko przeprowadza się takie działanie, trzeba mieć
            niepodważalne listy uwierzytelniające, absolutną wiarygodność. Być w sytuacji
            kogoś, kto nigdy nie poszedł na kompromis z żadnym wrogiem demokracji."

            Wciaz jest Pan niepewny jakie stanowisko ma na "ten temat" d'Arcais? "Ten
            temat" to oczywiscie logika Hegla i Lenina - Popper zarzuca im blad
            historycyzmu, co d'Arcis przyjmuje i zarzuca to samo Michnikowi: "Ty wiesz,
            że logika zwycięstwa, logika sukcesu jest logiką Hegla i Lenina, a nie logiką
            wyboru etyczno-politycznego, którą Ty, Havel i Konrád zawsze stosowaliście."
            Prosze zwrocic szczegolna uwage na czas przeszly w wypowiedzi.

            I o to w tym artykule chodzi, a nie o istoty wyzsze i nizsze u Platona.
            (Sugeruje drugi tom "Spoleczenstwa otwartego" gdzie o Marksie i Heglu mowa, a
            nie o Platonie.)


            > Za to w krytyce Michnika po platonsku jakby twierdzi, ze
            > USA to wszechmocny mocarz, do tego zawsze kierujacy sie egoizmem
            > swoich elit a nie idealem demokratycznym, i z pewnosci w Iraku
            > osadzi kacykow wyslugujacym sie ich brutalnym interesom.
            > Chcialbym przy tym podkreslic ze ja NIE twierdze ze jest
            > zupelnie przeciwnie.

            Gdyby USA zalezalo na utrzymaniu dobrych stosunkow z Europa to ONZ nie byloby
            w dzisiaj kryzysie. I wojna by sie odbyla za blogoslawienstwem Francji i
            Niemiec i Rosji. Ale nie o to chodzilo. "W argumentacji, jaką Stany
            Zjednoczone zastosowały wobec Husajna, każda litera ociekała wręcz
            hipokryzją" - dlaczego? Przeciez byly inne argumenty, rzeczowe i sluszne.
            Zastanowil Pana dlaczego Waszyngton argumentowal w taki a nie inny sposob
            swoje postepowanie? d'Arcis nie omawia tego problemu, bo jest on poza sfera
            dyskusji w Michnikiem. Ale nawet Pan nie jest do konca przekonany o moralnej
            wyzszosci amerykanskich celow: "Chcialbym przy tym podkreslic ze ja NIE
            twierdze ze jest zupelnie przeciwnie."

            Bush po 11 wrzesnia stwierdzil "kto nie jest z nami jest przeciw nam" - i te
            polityke realizuje konsekwentnie. "Ideal" - o ironio! - demokratyczny oparty
            jest na kompromisie nie sile. Sila jest dzis esencja amerykanskiej polityki.
            Stwierdzenie, ze USA zachowuje sie jak wszechmocny mocarz nie jest bledem
            filozoficznym a zauwazeniem stanu rzeczy.


            > uwazam ze Republika powinna opierac sie na szerokiej opinii, bez
            > zwracania uwagi na akademiska poprawnosc wywodu, a raczej w
            > oparciu o zyciowe doswiadczenia, drobne etyczne decyzjie
            > zwyklych ludzi i wymiane pogladow.

            Szanowny Panie, osmielam sie zauwazyc, ze wlasnie cytuje pan Mussoliniego.

            Demokracja bezposrednia jest bardzo bliska faszyzmowi, opinie maluczkich sa
            latwo wykrzywialne i do zmiany (w USA przed wojna ponad 50% spoleczenstwa byla
            przeciwna wojnie w Iraku a ponad 70% spoleczenstwa byla przeciwna wojnie w
            Iraku bez ONZ). Akademicka poprawnosc wywodu to czasami wszystko co utrzymuje
            nas po stronie cywilizacji. Wiecej Poppera mniej Rorty'ego!
            • Gość: rortysta Jednak NIE wloski, i nie on bezduszny. Ona? IP: *.co.us.ibm.com 28.04.03, 16:12
              Wdzieczny jestem za Pani/Pana odpowiedz. I za edukowanie mnie,
              choc to przypieranie do muru retoryka graniczaca z tendencja do
              manipulacji - hihi- razi mnie troche.

              Mnie intrygowalo jaka jest baza etyczna michnikowego polemisty,
              wiec schwycilem sie podrzuconej liny platonskiej, ale sie nie
              udalo.

              Podziwiam oczywiscie pewnosc, wrecz kategorycznosc: "trzeba miec
              niepodwazalne listy uwierzytelniajace, absolutna wiarygodnosc".
              To przyznaje jest w skandalicznej sprzecznosci z
              neopragmatyzmem, za to swiadczy o zniewoleniu przez Kanta.
              A ten Mussolini ostatnimi czasy pleni sie jak zaraza, ciekawe
              gdzie jej zrodlo. Chyba nie tylko Duce tak twierdzil w
              sprawie "woli ludu", i mamy tu najlepsza ilustracje
              problemu "wlasciwych proporcji". Ponadto, czy idee naduzywane w
              przeszlosci musza isc od razu na smietnik? A czy akademicy-
              humanisci nie sa manipulowani? Maja do tego wypaczenie zawodowe
              wynikajace z debatowania bez konca bez podejmowania decyzji.
              Zwykly czlowiek decyzje podejmuje, kupuje samochod, podpaski,
              bilety do opery - ciagle jest manipulowany przez reklame, opinie
              znajomych, przez swoja jazn - ma wiec doswiadczenie,
              taka "zbiorowa swiadomosc/podswiadomosc", ktorej nie warto
              odrzucac tak ot. Tu przyznaje, ze doswiadczenie Niemiec przed
              1933, Wloch, i moze nawet kilku wspolczesnych demokratycznych
              wyborow w "Starej Europie" sugeruja, ze z ta zbiorowa
              swiadomosci nie jest najlepiej. Ale czy nie dziala
              tu "europejska projekcja" skierowana na Ameryke? Tam to
              swingowanie nastrojow ma charakter nieco bardziej pragmatyczny,
              a nie ideologiczno-emocjonalny. Chociaz ostatnio, tez przez
              projekcje chyba probuje sie przypisac Ameryce aktualnosc XIX-
              wiecznych hasel Manifest Destiny ......

              Czy wzrost poparcia dla wojny jest efektem manipulacji
              mediow "stowarzyszonych badz podporzadkowanych" administracji
              USA, czy raczej "manipulacji" faktow. W koncu przed wybuchem, a
              nawet w trakcie dzialan znaczaca byla niepewnosc. Przede
              wszystkim obawiano sie w USA ofiar wlasnych, tam i w domu; z
              biegiem czasu niepewnosc malala i roslo poparcie. Rowniez we
              Francji, ale pewnie troche inaczej, z innych powodow.

              Albo chwalebny fakt niewatpliwie to
              przywiazanie "zmanipulowanych" do ONZ. W tym punkcie jeszcze
              zwroce sie do (a raczej odwroce od) etyki poplatonskiej. Czy
              mozliwe jest aby USA (ich polit. zagr.) byla motywowana
              niesieniem demokracji i pewnego wzoru (zreszta co to jest
              demokracja po arabsku?) i jednoczesnie interesem USA, np.
              bezpieczenstwa fizycznego (w odroznieniu od ekonomicznego). Czy
              te dwa motywy, jeden "wysoki" drugi "niski" (az sie smieje w
              srodku z tego rozroznienia) moga ze soba wspoldzialac? Rortysta,
              Dewey'sta, Hubermasita, Heideggerysta, juz nie wspomne o
              Nietzschem oczywiscie powie TAK.

              Inne pytanie. Czy Francja byla bezstronna w swej decyzji weta? A
              Rosja? Czy ktorykolwiek z tych krajow, i oba lacznie maja
              wieksze legitymacje moralna niz USA? Czy dlatego ze USA jest
              silne? Poza tym, na ile silne. Czy terroryzm islamski
              pozostawiony samemu sobie nie stalby sie, stawal sie raczej,
              przeciwwaga dla lotniskowcow i inteligentnych rakiet? Czy mozna
              bylo dopuscic do sytuacji patowej Izrael-Palestyna, ktorego nie
              da sie rozwiazac interwencja z zewnatrz.

              Jeszcze raz "demokracja bliska jest faszyzmowi"! Przypominam, ze
              demokracja to nie tylko wladza wiekszosci, to takze instytucje,
              sady, wolna prasa, etc.

              Jesli mowimy o kompromisie w imie demokracji, to z kim USA mialo
              wejsc w ten kompromis. Z Saddamem, z pozycja Arafata, z islamska
              urazona duma. Czy moze z duma francuska? Jestem ekonomista, przy
              tej okazji stoje na stanowisku, ze USA poszly z Francja na wiele
              kompromisow. Sa pewne granice kompromisu, nawet w najlepszym
              zwiazku dwojga rownych/nierownych partnerow.

              W sumie mam wrazenie, ze Pani/Pan robi wiele zalozen, buduje
              dosc zgrabna nie powiem, atrakcyjna w towarzystwie teoryjke o
              bardzo kategorycznym wykonczeniu, zapominajac ze u podstawy tej
              budowli byly dosc przypadkowe zalozenia.

              Jednakowoz bylby wdzieczny za oswiecenie mnie, jaka jest
              alternatywa dla demokracji vs. faszyzm (och, jak ja lubie te
              europejskie dychotomie, marksizm vs. chrzescijanstwo, egoizm vs.
              altruizm). A takze jakie USA mialo alternatywy w kwestii
              utrzymania dobrych stosuneczkow. Czy akceptacja Francji ma taka
              wielkie znaczenie? Korea Pln. i tak uwazalaby USA za agresora
              nawet gdyby cale Zgroamdzenie ONZ jednomyslnie zgodziloby sie na
              jej zaatakowanie.

              Na zakonczenie historyzm a "ulubiony" Popper. Znow jako
              rortysta, z wyboru a nie z koniecznosci lub nakazu, jestem
              absolutnie za historyzmem - oczywiscie nie w wydaniu idealizmu
              heglowskiego.

              Pozdrowko, milego wieczoru!
              • Gość: Issa Re: o naleznym szacunku IP: *.tnt28.chi15.da.uu.net 29.04.03, 08:29
                Gość portalu: rortysta napisał(a):

                > Wdzieczny jestem za Pani/Pana odpowiedz.

                Brawo, odpowiedz warta prawdziwego postmodernisty! Choc szkoda, ze nie umie
                Pan/Pani przyznac, ze nazywanie d'Arcaisa kretynem bylo z Pana/Pani strony
                bezpodstawne.

                Nie umiem Panu/Pani odpowiedziec na postawione pytania, bo sa za szeroko
                sformuowane by z nimi polemizowac czy sie z nimi zgadzac. Rowniez z filozofow
                ktorych Pan/Pani wymienia nie darze zbytnim szacunkiem zadnego, poza Kantem i
                Habermasem oczywiscie, wiec na ich temat wolalabym sie nie wypowiadac.


                > Jeszcze raz "demokracja bliska jest faszyzmowi"!

                Prosze laskawie zwrocic uwage, ze pisalam o demokracji BEZPOSREDNIEJ, ktora
                jest bliska faszyzmowi (ta atenska, ktora wydala wyrok na Sokratesa - bardziej
                przypominajaca dyktature wiekszosci niz demokracje). Demokracja posrednia,
                model w USA czy w Europie Zachodniej, NIE jest podobna do faszyzmu.


                > Na zakonczenie historyzm a "ulubiony" Popper. Znow jako
                > rortysta, z wyboru a nie z koniecznosci lub nakazu, jestem
                > absolutnie za historyzmem - oczywiscie nie w wydaniu idealizmu
                > heglowskiego.

                Historycyzm jest bledem filozoficznym. Nie dlatego ze Popper tak mowi, ale
                dlatego, ze jest oparty na nieracjonalnym mysleniu. (Tylko dlatego, ze cos
                sie wydarzalo do tej pory zawsze nie znaczy ze bedzie sie wydarzac dalej. To
                myslenie kury, ktora karmiona ludzka reka nigdy nie przewiduje, ze ta sama
                reka jej kiedys leb ukreci - a przeciez prawie zawsze jej ukreca.) Choc musze
                przyznac, ze w wykonaniu Hegla ten blad nie obiawia sie latwo. Ale tylko w
                jego wykonaniu (Hegel jest bardzo blyskotliwym filozofem). Ktokolwiek inny za
                sterem intelektu i od razu widac na kilometr ze bladzi (Marks na przyklad,
                albo Rorty ;^)).

                Co do podstaw teoretycznych moich wywodow: o ile sobie przypominam, nie
                przedstawilam zadnych. Argumenty przedstawione w obronie d'Arcaisa mogly byc
                przedstawione zarowno z platformy liberalnej jak i konserwatywnej. Robilam to
                celowo, bo moja opinia na temat wojny nic nie wnosi do dyskusji. Prosze
                rowniez zauwazyc ze d'Arcais uczynil dokladnie to samo. d'Arcais deklaruje
                sie NIE byc utopista, idealista czy marksista, ale to wszystko czego sie
                dowiadujemy. d'Arcais rowna (na poziomie etycznym) neokonserwatyzm
                amerykanski z komunizmem sowieckim (nie bez racji). Propagowanie demokracji na
                drodze wojennej jest utopizmem, mesjanizmem, imperializmem, naiwnym idealizmem
                (wszystkie cechy komunizmu sowieckiego) ale nie jest zgodne z zalozeniami
                platform liberalnej i konserwatywnej w systemie demokratycznym.

                Glownym argumentem d'Arcaisa jest to, ze to Michnik zdradzil swoje idealy, ze
                to Michnik zmienil strone, podczas gdy d'Arcais pozostal przy tych samych
                principiach ktore mial gdy popieral Michnika w jego "walce" z komunizmem.
                d'Arcais formuuje swoja wypowiedz, przeciez bardzo ostra, z ogromnym
                szacunkiem dla swego rozmowcy. I chocby dlatego na podobny szacunek sam
                zasluguje.
                • Gość: rortysta Re: o naleznym szacunku IP: *.co.us.ibm.com 29.04.03, 16:03
                  Alez przeciez! Ja nazwalem d'Arcaisa kretynem? Nie, bo ja go
                  nazwalem IL CRETINO ITALIANO.

                  W istocie ma Pani racje, d'Arcais "rowna (na poziomie etycznym)
                  neokonserwatyzm amerykanski z komunizmem sowieckim ..."
                  Z tym, ze neokonserwatyzm (o ile dokladnie wiem o czym mowie, a
                  mowie to pod przymusem) nie jest glowna sila napedowa, ani
                  jedynym watkiem racjonalizujacym interwencje w Iraku. Wydaje mi
                  sie, ze blad tkwi w tym, ze nie dostrzega sie jak bardzo w "ten
                  projekt" zaangazowany jest amerykanski liberalizm. Rowniez nie
                  dostrzega sie przepasci miedzy kolektywistycznym marksizmem a
                  indywidualistycznym amerykanskim czy to liberalizmem czy nawet
                  neoK-zmem. D'Arcais, na co juz zwracalem uwage, widzi we
                  wszystkim co wychodzi spod reki amerykanskiej polityki zagr.
                  jako zdegenerowany autokratyzm, to samo przewiduje dla Iraku. Po
                  drugie wyolbrzymia sily i pole manewru USA. Wyglada jakby robil
                  to celowo, przynajmniej w moich oczach. USA jest demokracja,
                  jest uwiklana w swoje procesy i wewnetrzne konflikty i
                  przyjmowanie, ze administracja jest satrapa bez ograniczen jest
                  ogromnym uproszczeniem. Zupelnie inaczej niz Sowiecki Kreml,
                  badz rezim w Bagdadzie. W sumie nie odpowiedziala mi Pani na
                  kilka punktow, ale co tam.

                  Chyba zgodzi sie Pani, ze perspektywa, z ktorej kazde z nas
                  spoglada na te wojne i na te wymiane uprzejmych inwektyw miedzy
                  obu Panami jest przypadkowa, przygodna, (contingent) i wynika z
                  naszej pozycji wobec liberalizmu gospodarczego, roli kultury, w
                  plaszczyznie politycznej np. z pogladu na konflikt izraelsko-
                  arabski, a w ogole to z edukacji filozoficznej i ulokowanie
                  siebie w historycznym strumieniu pogladow.

                  > Brawo, odpowiedz warta prawdziwego postmodernisty!

                  Mogla sobie Pani darowac. Najwyrazniej, z Pani ust jest to
                  inwektywa. A prawde mowiac jest to naduzycie, a co najmniej blad
                  jezykowy nie ulatwiajacy komunikacji.

                  > Demokracja posrednia, model w USA czy w Europie Zachodniej,
                  > NIE jest podobna do faszyzmu.

                  Odetchnalem. Jestesmy z powrotem na ziemi.

                  > Historycyzm jest bledem filozoficznym.

                  Oczywiscie nieporozumienie. Po ponownym przeczytaniu swojego
                  tekstu zauwazylem kolosalna niedokladnosc. Przez te chwile
                  klepania po klawiszach rozumialem historycyzm tak jak jest on w
                  duskursie o "naturze ludzkiej". A to oczywiscie stawia (neo)
                  pragmatyzm w ostrym konflikcie z kazdym konserwatyzmem. Poppera
                  znam z komentarzy, pisze jakos rozwlekle, ale zamierzam nadrobic
                  zaleglosc przy najblizszej okazji. Znam go posrednio z Sorosa-
                  ekonomisty, ktorego tekstow nie cierpie i "teorii
                  refleksyjnosci" (czy jak to przetlumaczyc). Poza tym jako
                  pragmatysta odrzucam jego dualizm kartezjanski: silne
                  rozroznienie objektu poznania i obiektu poznawanego.
                  I to mi daje odpowiedz na pytanie, ktore dreczy mnie od poczatku
                  tego postu:)))
                  Czy Popper jest postmodernista? Ano nie. Ale czy ta etykietka ma
                  jakakolwiek wartosc. Za to ma Popper racje - zycie to ciagle
                  rozwiazywanie problemow.

                  Czyli mam uwielbiac d'Arcaisa (i Hegla) za ich sprawnosc
                  formalna, czyli intelektualna! Chetnie bym sie przylaczyl, ale
                  nie jest to moja profesja. Natomiast "pragmatyczne" rozwiklanie
                  problemu czy byc za ta lub inna decyzja polityczna wydaje sie
                  byc calkiem istotne. Z kazdego punktu. A niechec do Rorty'ego
                  jest w zupelnosci zrozumiala - jak mozna postulowac zwijanie sie
                  filozofii i oczekiwac oklaskow od zawodowych filozofow.

                  Wracajac do Michnika i d'Arcaisa, wyglada na to, ze ich idealy
                  od poczatku byly inne. No moze nie od urodzenia. D'Arcais
                  walczyl jedynie piorem, jedynie w warunkach wolnego, liberalnego
                  i dostaniego swiata - chyba sie nie myle co do jego zyciorysu.
                  Zrozumiec sytuacji Michnika w latach 60-70-tych on nie jest w
                  stanie, i nie bedzie do konca swojego zywota. Moze nawet i Pani,
                  a to tylko ze wzgledu na swoj wiek, nie jest w stanie tego
                  zrozumiec.

                  Z szacunkiem (dla Pani ma sie rozumiec), a i z wdziecznoscia
                  • Gość: Issa Re: o naleznym szacunku IP: *.tnt27.chi15.da.uu.net 29.04.03, 23:27
                    Gość portalu: rortysta napisał(a):

                    > Z tym, ze neokonserwatyzm (o ile dokladnie wiem o czym mowie, a
                    > mowie to pod przymusem) nie jest glowna sila napedowa, ani
                    > jedynym watkiem racjonalizujacym interwencje w Iraku. Wydaje mi
                    > sie, ze blad tkwi w tym, ze nie dostrzega sie jak bardzo w "ten
                    > projekt" zaangazowany jest amerykanski liberalizm.

                    Gdzie? Kto z liberalow amerykanskich jest adwokatem tej wojny?

                    Neokonserwatyzm jest glowna polityczna sila za ta wojna. Liberalizm w obecnej
                    sytuacji w USA jest kompletnie rozbity - dlatego nie ma duzej opozycji
                    przeciwko, ale nie ma tez poparcia. Wszyscy ktorzy propaguja/propagowali ten
                    kurs sa neokonserwatystami.

                    Podejrzewam, ze rozumiem skad nieporozumienie. Neokonserwatyzm urodzil sie
                    wsrod lewicy (Perle do dzis jest w partii demokratycznej) - starzy
                    konserwatysci w latach 80. bardzo krzyczeli, ze im liberalowie
                    (neokonserwatysci) kradna partie Republikanska. Ale ci "liberalowie" roznili
                    sie od prawdziwych liberalow mesjanizmem.

                    Zaden liberal nie powie "idziemy nawracac swiat na liberalizm" bo to niezgodne
                    z idea liberalizmu. Nazywac sie czyms nie oznacza ze sie tym jest, trzeba
                    jeszcze tym byc.


                    > Rowniez nie
                    > dostrzega sie przepasci miedzy kolektywistycznym marksizmem a
                    > indywidualistycznym amerykanskim czy to liberalizmem czy nawet
                    > neoK-zmem.

                    Ma Pan racje, zauwazam wylacznie podobienstwa pomiedzy neokonserwatyzmem a
                    socjalizmem i pomijam roznice - bo nie wydaja mi sie przepastne, wprost
                    przeciwnie (mowie oczywiscie o neokonserwatyzmie i marksizmie).

                    Mesjanizm to to co laczy neokonserwatyzm z socjalizmem. Mesjanizm jest z
                    natury utopijny a wiec automatycznie nowa polityczna filozofia
                    neokonserwatyzmu jest filozoficznie slaba, jak historycyzm Rorty'ego.

                    Z drugiej strony neokonserwatyzm ma bardzo niewiele wspolnego konserwatyzmem.
                    Poza tym, ze obydwa ruchy sa przeciw aborcji to nie ma tam wiele wiecej.
                    Neokonserwatyzm poswiecil wszystkie idealy konserwatyzmu na lozu mesjanizmu.
                    Indywidualizm amerykanski, o ktorym Pan wspomina, nie moze byc rozpatrywany
                    bez separatyzmu amerykanskiego. Na separatyzmie indywidualizm polega. Jednym
                    z glownych zarzutow przeciw Alowi Gore - bylo to ze ten podobno zamierzal sie
                    wdac w "nation building" (argument separatystow przeciw demokratom). I co?
                    Dzis budujemy Irak (czego partia demokratyczna by sie NIGDY nie wazyla zrobic,
                    bo to oznaczaloby odejscie od platformy partii).


                    > D'Arcais, na co juz zwracalem uwage, widzi we
                    > wszystkim co wychodzi spod reki amerykanskiej polityki zagr.
                    > jako zdegenerowany autokratyzm, to samo przewiduje dla Iraku.

                    Skad Pan to wie? d'Arcaisa znam tylko z tej wypowiedzi i jakiegos starego
                    artykulu o Hannie Arendt, rzeczowego musze przyznac. Nic nie wiem wiecej o
                    nim poza tym ze deklaruje sie nie byc utopista, nie byc idealista ani
                    marksista. Cala jego wypowiedz sprowadza sie do tego, ze MY NIE ZNAMY CELOW
                    POLITYKI AMERYKANSKIEJ. Nikt nam ich nie wyjasnil. (Chyba, ze sie wierzy w
                    bron masowego razenia w rekach Saddama, co byloby wyrazem braku inteligencji,
                    czyz nie?) Demokratycznemu rzadowi NIE WOLNO ukrywac celow politycznych. Na
                    tym polega roznica pomiedzy demokratycznym rzadem a niedemokratycznym rzadem.
                    I to jest zarzut d'Arcaisa. Czyli, autokratyzm wynika z zachowania rzadu.
                    d'Arcais nie pisze o przeszlej polityce USA (poza wytknieciem, ze jak idioci
                    nie doszli do Bagdadu w '91 - z czym wszyscy sie zgodzimy).

                    Jak Panu przeszkadzaja wlasne opinie na temat opozycji europejskiej wobec
                    Ameryki, to niech Pan podstawi inny kraj, na przyklad Chiny, albo Australie.
                    I niech Pan przeczyta artykul jeszcze raz.

                    >
                    > > Brawo, odpowiedz warta prawdziwego postmodernisty!
                    >
                    > Mogla sobie Pani darowac.

                    Powinien byc Pan juz przyzwyczajony! Postmodernizm jest ogolnie przedsmiewana
                    filozofia... (Czyzby dopiero niedawno zaczal sie Pan/Pani przynawac do
                    postmodernizmu? To jeszcze czas zeby wrocic do szafy i poczytac wiecej, moze
                    to nie postmodernizm - szczegolnie nie neopragmatyzm! - moze to jednak
                    modernizm?) ;-)

                    > > Demokracja posrednia, model w USA czy w Europie Zachodniej,
                    > > NIE jest podobna do faszyzmu.
                    >
                    > Odetchnalem. Jestesmy z powrotem na ziemi.

                    Niech Pan przeczyta raz jeszcze moja poprzednia wypowiedz, caly czas mowilam o
                    bezposredniej demokracji.


                    > Poza tym jako
                    > pragmatysta odrzucam jego dualizm kartezjanski: silne
                    > rozroznienie objektu poznania i obiektu poznawanego.

                    To sie nazywa latwizna postmodernizmu. Jak Pan chce czytac Poppera to polecam
                    te rzeczy ktore odnosza sie do jego krytyki kola wiedenskiego a w
                    szczegolnosci Wittgensteina. Popper postuluje wiecej niz rozwiazywanie
                    problemow. To nawet soliptycy postuluja. Chodzi o wartosc tych problemow.
                    Popper daje im rage istotnych (w filozoficznym znaczeniu tego slowa).

                    >
                    > Wracajac do Michnika i d'Arcaisa, wyglada na to, ze ich idealy
                    > od poczatku byly inne.

                    Nie umiem spekulowac na ten temat. Wiem tylko tyle co d'Arcais nam
                    powiedzial. A powiedzial, ze mieli te same idealy.
                    • Gość: rortysta o naleznym szacunku, naleznym? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.04.03, 01:10
                      To moje teksty, czy raczej poglady wywoluja u Pani te reakcje?
                      Bylbym wdzieczny za uczciwa, osobista odpowiedz.

                      > Kto z liberalow amerykanskich jest adwokatem tej wojny?

                      Czy B. Clinton jest liberalem? I co znaczy JEST w tym zdaniu,
                      ktore Pani napisze w odpowiedzi.

                      Mam takie wrazenie, jeszcze nie do konca uksztaltowane, ze Pani
                      technike, przynajmniej ze mna, i Pani wiek przy okazji, mam jak
                      na dloni:

                      > Wszyscy ktorzy propaguja/propagowali ten
                      > kurs sa neokonserwatystami.

                      > Nazywac sie czyms nie oznacza ze sie tym jest, trzeba
                      > jeszcze tym byc.

                      I czy to bedzie odkrycie, czy raczej wynalazek?

                      > mowie oczywiscie o neokonserwatyzmie i marksizmie
                      > (Mesjanizm to to co laczy neokonserwatyzm z socjalizmem).

                      Uwaga, tu w gre wchodze emocje. Ach.

                      > caly czas mowilam o bezposredniej demokracji.

                      O przepraszam.

                      > krytyki kola wiedenskiego a w szczegolnosci Wittgensteina.

                      !!!!!

                      > Postmodernizm jest ogolnie

                      > d'Arcais nie pisze o przeszlej polityce USA

                      ???

                      > Cala jego wypowiedz sprowadza sie do tego, ze MY NIE ZNAMY
                      > CELOW POLITYKI AMERYKANSKIEJ. Nikt nam ich nie wyjasnil.

                      Problemy z jezykiem?

                      > Jak Panu przeszkadzaja wlasne opinie na temat

                      milo mi, ze moge miec opinie, a nade wszystko:

                      > deklaruje sie nie byc utopista, nie byc idealista ani marksista

                      Pani ma duze JA. Ale to mi sie podoba. Co ja teraz Pani
                      podrzuce? Moze to:

                      > Nie umiem spekulowac na ten temat. Wiem tylko tyle co d'Arcais
                      > nam powiedzial. A powiedzial, ze mieli te same idealy.

                      I skad on to wiedzial. Od Michnika? Nie wspominal, ze upili sie
                      grappa. A moze od Pani, bo nie ode mnie.
                    • Gość: rortysta jeszcze o naleznosciach IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.04.03, 04:18
                      Mesjanizm i utopia. Te slowa sa chyba najwazniejsze. Czy
                      mesjanizm to taka ogolnospoleczna odpowiedz na zawolanie w malej
                      grupie "Let's do it"? Inna wersja "wyslac na Ksiezyc i
                      sprowadzic bezpiecznie na ziemie przed uplywem dekady"? Zatem sa
                      jeszcze okreslenia: zabawa w zycie, skok w nieznane.

                      Przyznaje, ze nie odczytalem d'Arcaisa w ten sposob. No czy
                      musialem?

                      To oczywiscie nie oslabia zbytnio mojej "fascynacji".

                      Ale musi Pani wiedziec, ze pisze te slowa jedynie z obawy, ze
                      zjedzie mnie Pani i wymiesza z wiosennym blotem. Strach mna
                      kieruje :)))
            • Gość: Jerzy Re: Jozef Conrad o wojnie.... IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 30.04.03, 10:35
              Warto, celem zrownowazenia belkotu dzisiejszych "filozofow pacyfizmu",
              prztoczyc trafna analize przyszlych wojen ery demokratycznej, piora naszego
              pisarza, Jozefa Conrada.

              Oto odpowiedni fragment:
              "(...) Era wojen tak wymownie potepianych przez dawnych republikanow jako
              krwawy rezultat ambicji dynastycznych nie jest bynajmniej skonczona.Przebieg
              ich bedzie inny, beda mniej czeste ale bardziej zazarte i dzikie w upartej
              walce na zeby i pazury o przetrwanie.
              Przyjdzie nam zalowac czasow ambicji dynastycznych z ich ludzka absurdalnoscia,
              poskramiana przez rozwage a nawet wstyd, przez lek osobistej odpowiedzialnosci
              i wzgledy dla okreslonych form zwyklej przyzwoitosci.
              Jezeli bowiem szydzono z monarchow europejskich, ze w listach zwracaja sie do
              siebie "bracie", to byl to przeciez rodzaj wzajemnych stosunkow przynajmniej
              rownie dobry jak wszelkie inne formy braterstwa, ktore by moglo wytworzyc sie
              miedzy rywalizujacymi narodami tego kontynentu i ktore - jak nas zewszad
              zapewniaja - stanowia spuscizne demokracji. W urzedowym braterstwie monarchow
              rzeczywiste powiazania krwi, choc niezbyt wazne, dzialaly czesto powsciagujaco
              na pozbawione skrupulow zadne wladzy lub lupu. Poza tym odgrywalo tez role
              wspolne niebezpieczenstwo buntu zrozpaczonych ludow oraz pewien wzajemny
              szacunek dla boskich praw panujacych.
              Zaden przywodca demokracji, ktorego cale dziedzictwo stanowi nagly krzyk tlumu,
              z samej natury swojej wladzy pozbawiony nawet mozliwosci rozmyslan o
              bezposrednim spadkobiercy -nie bedzie sklonny nazywac bratem przywodcy jakiej
              innej demokracji, wodza rownie pozbawionego przodkow i spadkobiercow jak on sam
              (...)
              Dzis, podczas zacietych zmagan dwoch narodow nalezacych do odmiennych ras
              wydaje sie, ze krotki okres wojen narodowych dobiega konca. Nie bedzie wojen o
              idee. Wczoraj "szkodliwe i prozniacze" arystokracje, nie zywiac do nikogo
              urazy, bily sie dla jakiegos zajecia, o honor, dla samej przyjemnosci. Cnotliwe
              i pracowite panstwa demokratyczne jutra moga byc zmuszone do bicia sie o
              kawalek suchego chleba - z cala nienawiscia, dzikoscia i furia, ktore z zasady
              towarzysza sprawom decydujacej wagi."

              (Jozef Conrad,"Arystokracja i wojna")
              • Gość: diabelek Re: Jozef Conrad o wojnie.... IP: *.netcom.ca 01.05.03, 22:19
                Troche racji w tym jest, ale nie chodzi jednak o bicie sie "o kawalek chleba"
                Inny podroznik,R. Kapuscinski, ktorego przewaga polega na tym, ze w dalszym
                ciagu moze podrozowac i pisac zauwazyl tez cos takiego;

                "- Plywalem ostatnio statkami po Morzu Egejskim. Niektóre z nich kursuja miedzy
                Grecja i Turcja, czyli krajami majacymi napiete stosunki; ich konflikt o Cypr
                nigdy nie wygasl. Otóz statki te zabieraja podróznych z ogromnymi bagazami. I
                co mnie uderzylo - to ze nigdzie, ale to nigdzie nie bylo zadnej kontroli.
                Mozna by niemal przewozic czolgi i samoloty. Nikt niczego nie sprawdza.

                Chce Pan powiedziec, ze nikt nie sprawdza, bo nie ma miedzy ludzmi atmosfery
                wrogosci?

                - Gdyby ktos zaczal kontrolowac, ludzie byliby zdumieni. To dla mnie jeszcze
                jeden dowód na to, ze nastroje wojenne sa sztucznie wytwarzane. Bo jesli nawet
                tak sklócone panstwa jak Turcja i Grecja sa na poziomie spoleczenstw nastawione
                do siebie pokojowo, przyjaznie, zyczliwie? (...)
                • Gość: rortysta Roznie to bywa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.05.03, 02:44
                  Jeszcze nie dawno, lata 70-te a nawet pozniej takie bezpieczne
                  podrozowanie po Morzu Jonskim nie bylo mozliwe. Dopiero naciski
                  europejskie zalgodzily obyczaje. Cypr to juz sprawa bardzo
                  lokalna, wlasciwie jest grecki z uboga wystraszona mniejszoscia
                  turecka. Ale to znam z lektur.

                  Widzialem natomiast w Pln. Nigerii rzez w samym srodku sporego
                  miasta, co najmniej kilkaset osob zarznieto maczetami a w
                  odpowiedzi granatami i bronia maszynowa, i to bez udzialu
                  jednego bialego czlowieka. Po prostu muzulmanie bardziej
                  wierzacy uznali, ze musza wykonac boska wole. Ni stad ni z owad.
                  Takie zamieszki w latach 80-90-tych powtarzaly sie w miastach
                  Kano, Maiduguri, Yola.

                  Roznie to jest z tymi ludzmi. W moim sasiedztwie na przyklad
                  wlasciwie mozna zostawic dom bez przekrecenia zamka w drzwiach.
                  Nie ma ogrodzen wokol domow. W 3 milionowym miescie notuje sie
                  mniej niz 100 zabojstw w roku.

                  Ale gdy poczytam sobie opowiesci irackich, chocby o rewanzach-
                  pozostalosciach saddamowego rezimu, albo o sytuacji izraelsko-
                  palestynskiej, a dawniej o Sarajewie to rodzi sie we mnie
                  jakis "mesjanizm". Chcialbym jechac i przekonywac, a jak nie
                  rozumieja to ...
    • Gość: samanta Re: To nie była słuszna wojna IP: *.kabel.telenet.be 26.04.03, 05:46
      Skurwysyny zniszczyly panstwo budowane przez 25 lat
      Saddam umial poradzic sobie z motlochem.
      zlodzieje od ropy maja teraz jeszcze wiekszy problem
      Co zrobia?
      CIA jest specem w likwkidowaniu zbednych jednostek
      Jak Cia poradzi sobie teraz z masa?
      tez ich zlikwiduje a co?
      VIVA SADDAM
      • Gość: Jan K. Re: To nie była słuszna wojna IP: *.asm.bellsouth.net 26.04.03, 12:46
        A czy Szanowna Pani Samanta protestowała kiedy to Clinton
        bombardował Irak jak Saddam wyrzucił inspektorów ONZ? Pytam
        się, bo chciałbym ustalić, czy Pani kocha Saddama czy tylko
        nienawidzi Busha.

        Jan K.

        Gość portalu: samanta napisał(a):

        > Skurwysyny zniszczyly panstwo budowane przez 25 lat
        > Saddam umial poradzic sobie z motlochem.
        > zlodzieje od ropy maja teraz jeszcze wiekszy problem
        > Co zrobia?
        > CIA jest specem w likwkidowaniu zbednych jednostek
        > Jak Cia poradzi sobie teraz z masa?
        > tez ich zlikwiduje a co?
        > VIVA SADDAM
      • Gość: Tomson Brawo, moja zawodniczka! IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 14:46
        Gość portalu: samanta napisał(a):

        > Skurwysyny zniszczyly panstwo budowane przez 25 lat
        > Saddam umial poradzic sobie z motlochem.
        > zlodzieje od ropy maja teraz jeszcze wiekszy problem
        > Co zrobia?
        > CIA jest specem w likwkidowaniu zbednych jednostek
        > Jak Cia poradzi sobie teraz z masa?
        > tez ich zlikwiduje a co?
        > VIVA SADDAM

        No chociaż z tym "VIVA SADDAM" to trochę przesadziłaś, ale lepiej już by było
        gdyby Saddam został w Bagdadzie niż Bush w Waszyngtonie. A Irakijczycy pewnie
        jak każdy naród wolą już swojego dyktatora niż obcego okupanta.
    • Gość: P-77 Re: To nie była słuszna wojna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.03, 13:37
      Facet ma sporo racji a wam trudno się z tym pogodzić dlatego wyzywacie go od
      kretynów.
      Nazywa się pacyfistów sojusznikami Saddama ale to nie oni go stworzyli,
      wyposażyli w broń chemiczną i robili z nim interesy. Wprost przeciwnie - w
      latach 80 tak samo protestowali przeciw wsparciu USA dla Iraku w wojnie z
      Iranem jak dziś przeciw niepotrzebnej w istocie wojnie.
      USA odgrywają rolę samozwańczego szerfya, który jednych przestępców zwalcza bo
      ma w tym interes, z innymi się układa, jeszcze innych sam stwarza a innych po
      prostu się boi. W dodatku każdy szeryf komuś tam podlega - Bush nie uznaje
      żadnej władzy nad sobą a jego dążenia do marginalizacji ONZ, któej to
      ORganizacji USA są gigantycznym dłużniekiem świadczą najlepiej, że jest to
      człowiek dyktatu a nie dialogu.
      Świat w któym mocarstwo nuklearne zwiększa budżet wojskowy aby zapewnić pokój
      jest światem kulawym.
    • Gość: Tomson Atak na Irak to przykład obłudy i zakłamania IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 14:29
      Stanów Zjednoczonych.
      Amerykanie pomagali Husajnowi w jego najgorszych zbrodniach w latach 80-ych,
      dostarczając mu m.in. broń chemiczną. Gdy w 1988 ONZ chciała potępić Irak za
      zagazowanie Kurdów USA zawetowała tą ustawę. Teraz te amerykańskie prostaki
      śmieją wypominać Husajnowi zbrodnie, w których sami mu pomagali.
      Atak w 1991 na Irak, może i był słuszny, ale przyniósł śmierć 100tys irackich
      cywilów bombardowanych w irackich miastach (bombardowania te były bez sensu, bo
      Amerykanie i tak nie chcieli ich zdobywać), oraz niszczenie niezbędnych do
      przeżycia w tym regionie ujęć wody. Amerykanie sprowokowali też bunty Kurdów i
      Szyitów (ich tłumienie nie było bardziej okrótne niż to co robili Turcy w swoim
      Kurdystanie), bunty które spowodowały śmierć tysięcy ludzi. Potem wysyłali
      szpiegów razem z ONZetowskimi inspektorami, spowodowało to zerwanie przez Irak
      ustaleń rozbrojeniowych. Dało to z kolei Amerykańcom zielone światło do
      zagłodzenia Irakijczyków embargiem. W sumie wyżej wymienione amerykańskie
      knowania doprowadziły do śmierci około 3mln Irakijczyków, tylko po to by obalić
      Husejna nie narażając na śmierć kilku tysięcy amerykańskich ćpunów (czyt.
      żołnierzy). O czywiście te 3mln ofiar wpisano na konto Husejna.

      Dzisiejszy atak na Irak to walka nie tyle o przejęcie irackiej ropy, ile o nie
      oddanie tej ropy w ręce Rosyjskie lub Francuskie. Wszystkie argumenty
      amerykańskiej inwazji okazały się fałszywe: gdzie iracka ropa?; gdzie
      zagrożenie dla świata?; gdzie terroryści z Al-Kaidy?; gdzie demokratyczna wola
      Szyickiej większości (może fundamentalistyczne państwo islamskie to
      rzeczywiście zły pomysł, ale przecież demokracja to wola większości)?
    • Gość: P-77 Re: To nie była słuszna wojna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.03, 16:10
      Gość portalu: Jan K. napisał(a):

      > "Wojna Busha" - Panie filozof, a gdzie ocena tego, co się działo
      > przez 8 lat Clintona z USA, Wielką Bryatnią, Francją, ONZetem,
      > Afganistanem, Sudanem, Irakiem, Osamą i Al-Kaidą? Gdzie
      > paralele z Chorwacją, Serbią, Bosnią, Kosowem i Rwandą?
      Myślę, że określenie "wojna Busha" może być dla niego samego komplementem, w
      końcu jego zwolennicy mówią o nim jako o wyzwolicielu IRaku (akurat) i pogromcy
      Saddama.
      > Tego nie ma, bo pan filozof od siedmiu boleści patrzy na cały
      > problem islamofaszyzmu i przyzwolenia cywilizowanego świata na
      > mordowanie ludzi nawet w Europie tylko przez pryzmat nienawiści
      > do obecnej adminstracji USA i specjalnie do obecnego Prezydenta
      > USA, Busha.
      Szczerze mówiąc mam do gościa awersję odkąd zamordował Carlę Tucker więc na
      długo zanim zamieszkał w Białym Domu. Ale sam słusznie zauważyłeś, że obecna
      administracja amerykańśka to nie całe USA.
      Abstrahując bowiem od spraw personalnych trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie
      czy rzeczywiście ta wojna była konieczna? Czy śmierć irackich kobiet i dzieci
      miała uzasadnienie w wyzwoleniu ich rodaków?
      Na oba pytania odpowiedź brzmi "nie".
      Dlatego to że wojnę wywołał morderca niewinnych Bush a nie powiedzmy Clinton
      czy Gore to w tym momencie sprawa wtórna.
      Oczywiście na dłuższą metę obalenia Saddama to jakiś tam uboczny pozytywny
      skutek, ale to tak jakby leczyć wirusa grypy komórkami rakowymi.
      Bush jest dla świata dużo bardziej niebezpieczny niż Saddam tak jak Trocki był
      dużop niebezpiecznejszy od Stalina w 1924 roku.
      > Nalezy pogratulować Panu Michnikowi takich umysłowo
      > ograniczonych i ideologicznie zaślepionych adwersarzy. Co
      > więcej, ten włoski kretyn powołuje się mimochodem na swojego
      > guru, mordercę milionów, Lenina.
      Czy szanowny Pan w ogóle czytał ten artykuł?
      > Jan K.
      • hanni Re: To nie była słuszna wojna 26.04.03, 17:37
        Gość portalu: P-77 napisał(a):

        > Abstrahując bowiem od spraw personalnych trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie
        > czy rzeczywiście ta wojna była konieczna? Czy śmierć irackich kobiet i dzieci
        > miała uzasadnienie w wyzwoleniu ich rodaków?
        > Na oba pytania odpowiedź brzmi "nie".

        Wlasnie... ale ta wojna byla tez odpowiedzia na zamach z 11.09.03, w ktorego
        planowaniu o ile wiem nie byl zamieszany ani jeden Irakijczyk.

        W tym nieludzkim, okrutnym zamachu smierc ponioslo az 3000 ludzi!
        Obraz cierpienia ludzi uciakajacych przed plomieniami, skaczacych z okien mamy
        w pamieci po dzien dzisiejszy....

        Wojna w Iraku w imie lepszego swiata byla natomiast pelnym "sukcesem". Zatkala
        usta wszystkim krytykom Busha - ponoc. Trwala "wyjatkow krotko" i pociagnela za
        soba "minimalna" ilosc ofiar. Tylko kilkanascie lub kilkadziesiat tysiecy
        istnien ludzkich i kilkakrotnie wiecej kalek. Tak dokladnie jeszcze nie wiadomo
        ile bo nikt jakos z liczeniem sie nie kwapi. Pelny "sukces" zatem.
        Nikt tez nie kwapi sie do krecenia wielogodzinnych reportazy na temat ofiar tej
        wojny. Oszczedzono nam dramatycznych obrazow tysiecy dzieci, kobiet zabitych
        lub okaleczonych do konca zycia w tej wojnie, ludzi, ktorzy stracili swoich
        najblizszych, ludzi, ktorzy teraz jeszcze walcza o zycie...
        Troche inaczej, niz po 11.09.

        Bo to byl "pelny sukces"
    • hanni Re: To nie była słuszna wojna 26.04.03, 17:26
      "Drogi Adamie, wcale, ale to wcale nie zgadzam się z tym, co piszesz o wojnie
      Busha. A przecież w ciągu naszej ponad 30-letniej przyjaźni zawsze się działo
      inaczej - prawie zawsze w stu procentach zgadzałem się z Twoją opinią. Co
      więcej, Ty, Vaclav Havel i Györgi Konrád byliście stałym punktem odniesienia
      dla całej antytotalitarnej lewicy europejskiej"

      No wlasnie HA HA HA HA..... cala ta "opozycja" wschodnioeuropejska miala duzo
      do powiedzenia na temat wolnosci, praw czlowieka, totalitaryzmu dopoki deptano
      nogami ICH wolnosc, ICH prawa czlowieka, dopoki totalitaryzm ciazyl nad NIMI
      samymi.

      Teraz, kiedy swiatu grozi nowy AMERYKANSKI totalitarzm, (ni ma panie jak w
      Ameryce), kiedy ta kochana AMERYKA Busha depcze prawo miedzynarodowe, prawa
      czlowieka, wskazujac droge wszystkim tyranom, ktorzy marza o
      wojnach "prewencyjnych" i rozprawie z opozycja pod oslona specjalnych uprawnien
      do wojny z terroryzmem, teraz ci "opozycjonisci" maja w dupie prawa czlowieka,
      prawo miedzynarodowe, demokracje... bo bomby nie leca na ich leb. Bomby rzuca
      przeciez AMERYKA. A AMERYKA przeciez musi wiedziec co jest dobre bo....

      ni ma panie jak w Ameryce...
      • Gość: Emily Slowa Powella - nie ma broni i juz... IP: *.nv.nv.cox.net 26.04.03, 17:29
        www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A39011-2003Apr25.html
    • Gość: x Re: To nie była słuszna wojna IP: *.spa.umn.edu 26.04.03, 20:36
      Ciekawe jak nagle forum opustoszalo z wojowniczych poplecznikow
      wojny. Pewnie cierpia na typowo amerykanski 'short attention
      span'. Obudza sie kiedy znow jakis popierany przez ich ulubione
      imperium tyran zerwie sie z lancucha, nie bedzie chcial kupowac
      amerykanskiej broni i gazow bojowych i z 'sojusznika' zamieni sie
      w 'terroryste'. Znow beda szalec i opluwac wszytkich co maja inne
      zdanie. I znow najedza sie wielkie korporacje.

      Lenin jednak mial racje: nie ma to jak 'pozyteczni idioci'.
      • Gość: Jan K. Zwaszcza ci z uniwersytetów... IP: *.asm.bellsouth.net 27.04.03, 17:27
        Oj lewactwo, lewactwo. Dalej będziecie wciskać, że Ziemia jest płaska.
        Zapraszam więc na Kubę czy do Korei Północnej. Tam wredna administracja Busha
        jeszcze nie sięgnęła w przeciwieństwie do Uniwersytetu Stanowego Minnesota,
        gdzie szanowne lewactwo uwiło sobie gniazdko i skąd życzyło moim rodakom, aby
        niedługo "zaczeli latać samolotami do biura" z powodu polityki Busha. Co za
        serduszko pełne miłości dla bliźnich! Jak powiedziłby Lenin, prawdziwy
        czekista...

        Jak na razie, dzięki polityce Busha "odparowano" bardzo wielu terrorystów i ich
        mocodawców. Żyjemy więc spokojnie śmiejąc się ze szczekania "loony left
        morons".

        Proszę sobie poczytać co o Bushu pisze lewicowy David S. Broder w dzisiejszym
        wydaniu Washington Post
        www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A39802-2003Apr25.html
        oraz spojrzeć na poparcie opinii publicznej dla Donalda Rumsfelda (ponad 80%).
        Przyszłość dla lewactwa nie wygląda więc najlepiej i naprawdę jest niewesoła.
        Może tak by Pan/Pani wyskoczy/wyskoczyła przez okno aby oszczędzić sobie
        męczarni w ciągu najbliższych 6 lat?

        Jan K.



        Gość portalu: x napisał(a):

        > Ciekawe jak nagle forum opustoszalo z wojowniczych poplecznikow
        > wojny. Pewnie cierpia na typowo amerykanski 'short attention
        > span'. Obudza sie kiedy znow jakis popierany przez ich ulubione
        > imperium tyran zerwie sie z lancucha, nie bedzie chcial kupowac
        > amerykanskiej broni i gazow bojowych i z 'sojusznika' zamieni sie
        > w 'terroryste'. Znow beda szalec i opluwac wszytkich co maja inne
        > zdanie. I znow najedza sie wielkie korporacje.
        >
        > Lenin jednak mial racje: nie ma to jak 'pozyteczni idioci'.
        • Gość: x Re: Zwaszcza ci z uniwersytetów... IP: *.spa.umn.edu 27.04.03, 18:39
          Gość portalu: Jan K. napisał(a):

          > Zapraszam więc na Kubę czy do Korei Północnej.
          > Może tak by Pan/Pani wyskoczy/wyskoczyła przez okno aby
          oszczędzić sobie
          > męczarni w ciągu najbliższych 6 lat?

          Sorry, ale planuje wyjechac do Niemiec :))))
          - czystsze powietrze niz w USA, lepsza jakosc zycia,
          cywilizowane spoleczenstwo.

          ps., gratuluje jak zwykle konsekwentnie ubeckiego jezyka!
          gdzie pan sie tego uczyl? I kiedy pan 'przeszedl na druga
          strone'?

          pozdawiam 'prawicowa' ameryke!
          x
          • Gość: Jan K. Niemcy IP: 65.81.32.* 28.04.03, 01:47
            To już nie ci sami Niemcy, którzy (w RFN) jeszcze do końca lat 70-tych czuli
            brzemię odpowiedzialności za Hitlera. Zobaczy Pan, ze ci dzisiejsi Niemcy
            bardzo przypominają sfrustrowanych NRDowców. Narodowy-socjalista Schroeder
            jeszcze bardziej ich dobił w tych cierpieniach na miarę młodego Wertera.

            Nie wiem, jak tam z Pana/Pani niemieckim, ale z dzisiejszego Der Spiegel
            polecam artykuł o kłopotach koalicji i klęsce "Planu 2010" Schroedera "Rot-
            grünes Grauen für Schröder"

            www.spiegel.de/politik/deutschland/0,1518,246412,00.html
            oraz o (mądrym) wycofaniu się Niemiec z obłędnego planu Francuzów zrobienia
            wspólnej armii Starej Europy (Francja, Niemcy, Belgia, Luksemburg): "Gebremster
            Gipfel"

            www.spiegel.de/spiegel/0,1518,246354,00.html
            Z tym powietrzem to Pan/Pani chyba nie ma racji, ale na pewno zapowiada się tam
            wesoło i co więcej, całkiem antypolsko. Nie Pan/Pani poczyta, co tam w
            Niemczech mówią o Polakach w "Polen raus"

            www.wprost.pl/ar/?O=43172
            Nie ma jak tolerancja dla cudzoziemców w "Good Old US of A"...

            Jan K.


            Gość portalu: x napisał(a):

            > Gość portalu: Jan K. napisał(a):
            >
            > > Zapraszam więc na Kubę czy do Korei Północnej.
            > > Może tak by Pan/Pani wyskoczy/wyskoczyła przez okno aby
            > oszczędzić sobie
            > > męczarni w ciągu najbliższych 6 lat?
            >
            > Sorry, ale planuje wyjechac do Niemiec :))))
            > - czystsze powietrze niz w USA, lepsza jakosc zycia,
            > cywilizowane spoleczenstwo.
            >
            > ps., gratuluje jak zwykle konsekwentnie ubeckiego jezyka!
            > gdzie pan sie tego uczyl? I kiedy pan 'przeszedl na druga
            > strone'?
            >
            > pozdawiam 'prawicowa' ameryke!
            > x
            • Gość: Tomson Re: Niemcy IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 30.04.03, 00:09
              Gość portalu: Jan K. napisał(a):

              > To już nie ci sami Niemcy, którzy (w RFN) jeszcze do końca lat 70-tych czuli
              > brzemię odpowiedzialności za Hitlera. Zobaczy Pan, ze ci dzisiejsi Niemcy
              > bardzo przypominają sfrustrowanych NRDowców. Narodowy-socjalista Schroeder
              > jeszcze bardziej ich dobił w tych cierpieniach na miarę młodego Wertera.
              >
              > Nie wiem, jak tam z Pana/Pani niemieckim, ale z dzisiejszego Der Spiegel
              > polecam artykuł o kłopotach koalicji i klęsce "Planu 2010" Schroedera "Rot-
              > grünes Grauen für Schröder"
              >
              > www.spiegel.de/politik/deutschland/0,1518,246412,00.html
              > oraz o (mądrym) wycofaniu się Niemiec z obłędnego planu Francuzów zrobienia
              > wspólnej armii Starej Europy (Francja, Niemcy, Belgia,
              Luksemburg): "Gebremster
              >
              > Gipfel"
              >
              > www.spiegel.de/spiegel/0,1518,246354,00.html
              > Z tym powietrzem to Pan/Pani chyba nie ma racji, ale na pewno zapowiada się
              tam
              >
              > wesoło i co więcej, całkiem antypolsko. Nie Pan/Pani poczyta, co tam w
              > Niemczech mówią o Polakach w "Polen raus"

              Ci co mówią "Polen raus" to zwykłe prostaki nie mające w Niemczech większego
              posłuchu. Jeśli chodzi ogólnie o Niemców to wystarczy tam pojechać, albo gościć
              ich w kraju by zobaczyć jak mili to ludzie.
              Jeśli chodzi o brzemię za hitlera RFN z lat 70-ych, to wtedy RFN nie uzwało
              nawet granic na Odrze i Nysie, a sflustowani NRDowcy uznawali. Wtedy też wogóle
              nie uczono w Niemczech na historii o IIWŚ, a uwczesny konclerz miał dużo
              szacunku dla Zakonu Krzyżackiego.
              No ale uznawanie Shrodera za narodowego socjalistę, to już panie Janie duuża
              przesada.
          • Gość: Jan K. Niemcy IP: 65.81.32.* 28.04.03, 01:47
            To już nie ci sami Niemcy, którzy (w RFN) jeszcze do końca lat 70-tych czuli
            brzemię odpowiedzialności za Hitlera. Zobaczy Pan, ze ci dzisiejsi Niemcy
            bardzo przypominają sfrustrowanych NRDowców. Narodowy-socjalista Schroeder
            jeszcze bardziej ich dobił w tych cierpieniach na miarę młodego Wertera.

            Nie wiem, jak tam z Pana/Pani niemieckim, ale z dzisiejszego Der Spiegel
            polecam artykuł o kłopotach koalicji i klęsce "Planu 2010" Schroedera "Rot-
            grünes Grauen für Schröder"

            www.spiegel.de/politik/deutschland/0,1518,246412,00.html
            oraz o (mądrym) wycofaniu się Niemiec z obłędnego planu Francuzów zrobienia
            wspólnej armii Starej Europy (Francja, Niemcy, Belgia, Luksemburg): "Gebremster
            Gipfel"

            www.spiegel.de/spiegel/0,1518,246354,00.html
            Z tym powietrzem to Pan/Pani chyba nie ma racji, ale na pewno zapowiada się tam
            wesoło i co więcej, całkiem antypolsko. Nie Pan/Pani poczyta, co tam w
            Niemczech mówią o Polakach w "Polen raus"

            www.wprost.pl/ar/?O=43172
            Nie ma jak tolerancja dla cudzoziemców w "Good Old US of A"...

            Jan K.


            Gość portalu: x napisał(a):

            > Gość portalu: Jan K. napisał(a):
            >
            > > Zapraszam więc na Kubę czy do Korei Północnej.
            > > Może tak by Pan/Pani wyskoczy/wyskoczyła przez okno aby
            > oszczędzić sobie
            > > męczarni w ciągu najbliższych 6 lat?
            >
            > Sorry, ale planuje wyjechac do Niemiec :))))
            > - czystsze powietrze niz w USA, lepsza jakosc zycia,
            > cywilizowane spoleczenstwo.
            >
            > ps., gratuluje jak zwykle konsekwentnie ubeckiego jezyka!
            > gdzie pan sie tego uczyl? I kiedy pan 'przeszedl na druga
            > strone'?
            >
            > pozdawiam 'prawicowa' ameryke!
            > x
    • Gość: abc do pana filozofa Michnika IP: *.sympatico.ca 26.04.03, 20:42
      No widzicie, nawet filozof odpisuje na artykułu Michnika.
      Więcej takich artykułów panie Michnik.
      I w ten oto sposób przykleiło się gówno do burty i krzyczy „płyniemy”!
    • Gość: kecaw Re: To nie była słuszna wojna IP: *.ols.vectranet.pl 26.04.03, 22:37
      Brak jest szłusznych wojen .Swiat ciągle prowadzi je .Wybieramy zawsze mniejsze
      zło a właściwie wybierają silni bo mogą Całe szczęście ze USA to demokracja z
      wolną prasą Jedynym mankamentem jest to ze właściwie za swiat wybiera Ameryka
      ale przeciez zawsze tak było ze ktoś wybierał

      z wyrazami szacunku kecaw
    • Gość: Fauconnier DO EMILY - LIST OTWARTY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 00:12
      Wojna jest skończona. Dyskusje na forum wygasają, stają się
      coraz nudniejszym i jałowym „biciem piany” post factum, gdy
      teraz już i tak nic się nie zmieni. Zwolennicy wojny, mam
      wrażenie, w większości poznikali z forum wychodząc z założenia,
      że zwycięstwo mówi samo za siebie i nie ma już po co go bronić.
      Mógłbym również wycofać się z aktywności forumowej. Uważam
      jednak, że jest to czas zachęcający do podsumowań i rozliczeń. I
      po to ten list. Nie ustosunkowuję się w nim do jakiegoś jednego,
      konkretnego Twojego postu, raczej do całości Twojej argumentacji
      wziętej en bloc. Nie zamierzam też Cię obrażać, choć możliwe, że
      fragmentami listu poczujesz się dotknięta. Założyłem z góry, że
      ma on być szczery, choćby nawet niekiedy brutalnie szczery. To
      jednak znaczy, że traktuję Cię dość poważnie by coś takiego
      napisać. Proszę Cię również byś też list ten potraktowała
      poważnie.
      Zacznę od wypadu w przeszłość. Marc Ferro, francuski historyk
      kolonizacji, napisał, że każdy człowiek chcący na poważnie
      analizować zjawiska kolonializmu, imperializmu, neokolonializmu,
      czy w ogóle jakiekolwiek zjawisko tego typu, zaraz na wstępie
      staje przed problemem wyboru optyki. Ferro umownie przedstawia
      ten problem, jako opozycję między paradygmatem Schumpetera a
      paradygmatem Hobsona. Obaj panowie popełnili na początku XX-ego
      wieku książki uważane dziś za klasyczne, a reprezentujące
      biegunowo różne sposoby myślenia o kolonializmie i
      imperializmie. W uproszczeniu chodzi o to, że Schumpeter za
      motor działań kolonialnych uważał przede wszystkim cele
      polityczne, zaś Hobson cele ekonomiczne.
      Przekładając ten stary spór na dzisiejsze realia, ludzie
      uważający, że Bushowi w Iraku chodzi o zapewnienie
      bezpieczeństwa USA i światu, poprzez obalenie szaleńca dążącego
      do zdobycia bomby atomowej, rozumują paradygmatem Schumpetera i
      widzą tylko cele polityczne. Ludzie, którzy upierają się z
      kolei, że Bushowi chodzi wyłącznie o ropę, rozumują paradygmatem
      Hobsona i widzą tylko cele ekonomiczne.
      Tyle, że zdaniem Marca Ferro, to rozróżnienie jest z gruntu
      fałszywe. Między Schumpeterem a Hobsonem nie ma bowiem opozycji.
      Obaj mieli rację, ponieważ motywacje polityczne i ekonomiczne
      niemal zawsze WYSTĘPUJĄ RÓWNOCZEŚNIE i OBIE SĄ RÓWNIE PRAWDZIWE.
      Innymi słowy, w konkretnym przypadku Iraku Bushowi chodzi
      zarazem o bezpieczeństwo USA i świata, a także o demokratyzację,
      lub przynajmniej stabilizację bliskiego wschodu, jak i o ropę.
      Kłótnie czy jemu chodzi o to, czy o to, są całkowicie jałowe.
      Chodzi mu o obie te rzeczy na raz.
      Więcej, motywacje ekonomiczne i polityczne przenikają się tak
      dalece, że jedna może przechodzić w drugą. Tak jest właśnie w
      przypadku ropy. W końcu ropa jest surowcem o znaczeniu
      strategicznym, a nauki polityczne znają pojęcie takie
      jak „bezpieczeństwo energetyczne”. Gdyby Saddam zdobył broń
      atomową mógłby spróbować położyć łapę na zasobach naftowych
      całego regionu, co spowodowałoby kryzys energetyczny i
      ekonomiczny na taką skalę, że niech się 1973 rok schowa. A to
      musiałoby mieć konsekwencje polityczne, nie tylko dla USA, ale i
      dla reszty świata. Przykładowo Europa utraciwszy dostęp do złóż
      arabskich z miejsca popadłaby w zależność od dostaw ropy
      rosyjskiej. I znowu, uzależnienie ekonomiczne z reguły owocuje
      jakąś formą uzależnienia politycznego. W administracji rządowej
      USA są ludzie, którzy dobrze pamiętają zimną wojnę. Ci ludzie
      niewątpliwie przed wojną sączyli prezydentowi w uszy, że nie po
      to Ameryka zwalczała przez pół wieku ZSRR, by teraz oddawać
      Rosji Europę z powodu głupiej ropy. Ale to jest tylko przykład,
      niewątpliwie jeden z wielu. Skąd indąd wiadomo, że scenariusze
      możliwego rozwoju sytuacji politycznej na świecie, w wypadku
      odcięcia dostępu do ropy arabskiej, są opracowywane i
      analizowane przez departament stanu i Pentagon, od czasów
      kryzysu naftowego z 1973 r.
      Tak to trywialna na pozór ropa z kwestii ekonomicznej staje się
      kwestią jak najbardziej POLITYCZNĄ. Często ponawiany argument,
      że Bushowi chodzi o ropę, niektórzy chcą traktować jako
      ostateczny dowód, że wojna z Irakiem jest z gruntu zła i
      niemoralna. Ale argument ten trafia w próżnię. Troska o
      bezpieczeństwo energetyczne jest tak samo dobrym argumentem za
      wojną, jak troska o bezpieczeństwo czysto militarne. A nawiasem
      mówiąc, przypominam, że Bush dwanaście lat przepracował w
      przemyśle naftowym. Na czym, jak na czym, ale na kwestiach
      bezpieczeństwa energetycznego to on się akurat wyjątkowo zna. Co
      poddałbym pod rozwagę wszystkim tym, którzy wymyślają Bushowi od
      kretynów. Podejrzewam, że 99 % z nich nie wie zbyt dużo o ropie.
      A doprawdy nie ma żałośniejszego widoku jak ignorant zarzucający
      głupotę fachowcowi.
      Problem w tym, że, jak obserwuję, ludzie potępiający „wojnę o
      ropę”, nie postrzegają jej w kategoriach walki o bezpieczeństwo
      energetyczne, tylko w kategoriach banalnego „skoku na kasę”.
      Amerykanie napadli na Irak, by się tam obłowić. Owo rażące
      uproszczenie bierze się stąd, że nie słuchają rady Ferro i nie
      próbują znaleźć „złotego środka” między paradygmatami
      analitycznymi Schumpetera i Hobsona. Posługują się natomiast,
      najczęściej nieświadomie, paradygmatem leninowskim. Co mam na
      myśli?
      Lenin przeczytał książkę Hobsona i był pod jej dużym wrażeniem.
      Przedsięwziął też zadanie pogodzenia tez Hobsona z marksizmem. W
      1916 r. opublikował niewielką broszurkę pt. „Imperializm jako
      najwyższe stadium kapitalizmu” zawierającą wykład z „hobsonizmu
      zmarksizowanego”. Na czym polegała perwertyzacja idei Hobsona
      przez Lenina? By to wyjaśnić zacytuję wspomnianego już Marca
      Ferro:
      „Istniała jednak różnica między tezami Hobsona i Lenina. Ten
      pierwszy widział w imperializmie brytyjskim ((pragnienie rozwoju
      wysoko zorganizowanych interesów przemysłowych i finansowych,
      aby chronić i rozwijać, ze szkodą dla ludności, a przy
      wykorzystaniu siły państwa, prywatne rynki w celu przelewania
      tam swoich nadwyżek towarowych i inwestowania swoich nadwyżek
      kapitału)). Inaczej mówiąc, HOBSON UWAŻAŁ, ŻE IMPERIALIZM JEST
      NAWROTEM DO MERKANTYLIZMU, ponieważ siłą napędzającą go jest
      konieczność gromadzenia kapitału narodowego, aby konkurować z
      rywalizującymi mocarstwami. W PRZECIWIEŃSTWIE DO NIEGO LENIN
      PRZYJMOWAŁ, ŻE JEST TO KOŃCOWE STADIUM ROZWOJU KAPITALISTYCZNEGO
      I MONOPOLISTYCZNEGO. Polemizował on z Kautskym, który sądził, że
      w tym stadium konflikty między imperialistami byłyby już
      nieopłacalne, podczas gdy według Lenina stałyby się
      nieuniknione.” (podkreślenia w tekście moje – F.)
      Jak widać Lenin dokonał swoistego odwrócenia wektora czasu.
      Hobson zdawał sobie sprawę, że kolonializm jest zjawiskiem
      starszym niż kapitalizm i to o dobre kilka wieków. Zaczął się
      jeszcze w erze feudalnej. Przede wszystkim był jednak wytworem
      typowym dla ery merkantylizmu, czyli bardzo wczesnego etapu
      rozwoju kapitalizmu (kapitalizmu przed-klasycznego, jak mówią
      niektórzy historycy ekonomii, albo wręcz epoki pre-
      kapitalistycznej, jak mówią inni). W chwili gdy nastała era
      liberalizmu ekonomicznego (kapitalizmu dojrzałego) pod koniec
      XVIII, a zwłaszcza w XIX w. kolonializm i imperializm stały się
      anachroniczne. Jako przeżytki minionej epoki były skazane na
      zniknięcie, które faktycznie nastąpiło. Hobson przewidywał
      dekolonizację, gdyż kolonializm był niekompatybilny z nowoczesną
      organizacją międzynarodowych stosunków gospodarczych. Dla Lenina
      teza ta była nie do przyjęcia, jako radykalnie sprzeczna z
      historiozofią marksistowską. Dlatego Lenin zignorował beztrosko
      fakt, że kolonializm wyprzedzał kapitalizm na linii czasu i
      przedstawił go przeciwnie, jako jego „najwyższe (końcowe)
      stadium”. Nie był to zatem u niego odchodzący w przeszłość
      anachronizm, ale przeciwnie podstawowa cecha kapitalizmu dopiero
      • Gość: Fauconnier DO EMILY - LIST OTWARTY cz. 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 00:15
        Dlatego Lenin zignorował beztrosko fakt, że kolonializm
        wyprzedzał kapitalizm na linii czasu i przedstawił go
        przeciwnie, jako jego „najwyższe (końcowe) stadium”. Nie był to
        zatem u niego odchodzący w przeszłość anachronizm, ale
        przeciwnie podstawowa cecha kapitalizmu dopiero w jego formie
        dojrzałej.
        Historia dekolonizacji przyznała naturalnie rację Hobsonowi.
        Jednak to książka Lenina zrobiła wielką karierę. Jest to tym
        dziwniejsze, że o ile dzieło Hobsona było poważną pracą naukową
        i po dziś dzień zachowało pewną wartość poznawczą, o tyle
        broszurka Lenina była typowym dziełkiem propagandy. Właśnie
        ściągnąłem ją z półki i sprawdziłem. W wydaniu polskim liczy
        sobie 112 str. z adnotacjami wydawcy. Sam Lenin nie traktował
        jej zbyt poważnie. Mówił, że to tylko popularny szkic i wyżej
        cenił swe inne dzieła. Jednak żadne bodaj z dzieł Wodza
        Rewolucji nie przetrwało próby czasu tak jak to jedno.
        Rzecz w tym, że wszystkie dzieła klasyków marksizmu-leninizmu, z
        wyjątkiem tego jednego, mówiły o doli uciskanego przez
        kapitalistów proletariatu. Proletariat zaś był najliczniejszą
        klasą społeczną w dobie społeczeństwa industrialnego. Natomiast
        wraz z nastaniem społeczeństwa informatycznego (inaczej mówiąc z
        nadejściem tofflerowskiej trzeciej fali) proletariat zaczął
        stopniowo zanikać jako klasa, a robotnicy coraz bardziej masowo
        jęli awansować do klasy średniej, czyli po prostu do burżuazji,
        według wcześniejszej terminologii. Ów zanik proletariatu jako
        odrębnej klasy zaczął być widoczny w Europie wkrótce po II
        Wojnie Św. Dla europejskiej lewicy socjalistycznej stanowiło to
        olbrzymi problem, gdyż pozbawiało ją racji bytu. Miała być porte-
        parole uciskanego proletariatu, a tu proletariatu nie stało.
        Broszurka Lenina stała się ostatnią deską ratunku ponieważ
        przedstawiała nowego „uciskanego”, nową „ofiarę kapitalizmu”,
        już nie proletariusza, który się wzbogacił i zburżujał, tylko
        egzotyczną postać mieszkańca trzeciego świata.
        Jest ironią historii, że thirdworldism, ruch lewicowy
        inspirowany broszurką Lenina, wybuchł na Zachodzie z olbrzymią
        siłą, właśnie w momencie kiedy sprawdzały się przewidywania
        Hobsona i zaczynała się wielka dekolonizacja. Można kontemplować
        ułomność umysłu marksistowskiego, który nie był w stanie
        dostrzec tak porażająco oczywistej sprzeczności między
        rzeczywistością, która działa się na jego oczach, a treścią
        książeczki Lenina. Na usprawiedliwienie tych pierwszych
        thirdworldistów trzeba jednak powiedzieć, że dekolonizacja nie
        obyła się bez bólu. Były wojny kolonialne, chociażby w
        Indochinach i w Algierii. I te wojny rzeczywiście można było od
        biedy analizować w oparciu o paradygmat leninowski. Trochę
        tłumaczy to dlaczego wydał się on wielu ludziom przekonywający.
        Problem w tym, że skoro lewica raz odrzuciła historyczną i
        naukową analizę Hobsona, a przyjęła jej sperwertyzowaną i
        zafałszowaną leninowską wersję, to zaczęła od tego momentu
        postrzegać absolutnie wszystkie wojny prowadzone przez
        demokracje, jako „wojny imperialistyczne”, prowadzone w
        imię „interesów wielkiego kapitału”, przeciw „uciskanym krajom
        trzeciego świata”. Mówiąc mniej elegancko, w każdej wojnie
        doszukiwała się ordynarnego „skoku na kasę”, niezależnie od
        tego, czy miało to akurat jakiś sens czy nie.
        Taka „analiza” oprócz tego, że w ogóle okropnie prostacka, jest
        przede wszystkim, jak słusznie pisał Hobson, anachroniczna.
        Wojny obecnie nie są już opłacalne ekonomicznie, no chyba w
        wyjątkowych wypadkach. Bilans zysków i strat od strony
        ekonomicznej niemal zawsze jest ujemny. Także politycy doskonale
        już dzisiaj wiedzą, że nie da się, a w każdym razie bardzo
        trudno jest zarobić na wojnie. Ludzie posługujący się
        paradygmatem leninowskim tego jednak nie dostrzegają. Weźmy
        wojnę w Wietnamie. Wojna ta kosztowała USA astronomiczną sumę
        494,3 mld dolarów, średnio 12 % rocznego PKB. Przegrana
        nadszarpnęła zaufanie do amerykańskiej gospodarki i przyczyniła
        się do jej recesji (co prawda nie w takim stopniu jak równoległy
        kryzys naftowy i upadek systemu monetarnego z Bretton Woods, ale
        zawsze). W Wietnamie Ameryka nie mogła liczyć na żadne zyski,
        które byłyby w stanie skompensować choćby ułamek poniesionych
        wydatków. I gdyby to zależało tylko od kwestii ekonomicznych USA
        nigdy nie zaczęłyby tej wojny. Ameryka zaangażowała się w nią
        jednak z powodów wyłącznie politycznych. Jakie to były powody
        opisałem dokładnie w moim poście, w komentarzu do wywiadu z
        Danielem Cohn-Benditem. Nie będę się teraz powtarzać. Jednak Ty
        na ten post odpowiedziałaś mi, cytuję: „Ta wojna, jak wszystkie
        inne, toczyla sie o kase i o wplywy rynkowe wielkich
        amerykanskich korporacji. A ze pochlonela miliony niewinnych
        ludzkich istenien, "no big deal"”. Otóż doszukiwanie się
        motywacji stricte ekonomicznych tam gdzie tak ewidentnie nie
        mogło być mowy o jakichkolwiek zyskach, zakrawa na mitomanię.
        Dlatego z wielkim zaskoczeniem przyjąłem Twoje komentarze do
        artykułu Gadomskiego „Nie dorobimy się na Iraku” z 19 kwietnia.
        Gadomski dowodził w nim, używając rzeczowych argumentów
        ekonomicznych, że Ameryka wielkiej kasy na Iraku nie zrobi.
        Więcej, pisząc o wydatkach jakie wojna i odbudowa Iraku już
        pochłonęły i pochłoną, Gadomski stwierdził wręcz, że USA nie
        będzie stać na to by za wszystko zapłacić. Przedstawił więc
        wizję wojny ekonomicznie nieopłacalnej. Jakież było moje
        zdumienie, gdy przeczytałem Twój komentarz: „zgadza sie, on
        pisze bardzo sensownie, choc nie we wszystkim wszyscy musza sie
        z nim zgadzac. Obecny art IMO bardzo rozsadny.” Gadomski
        zaprzeczył Twoim tezom, a Ty się z nim zgodziłaś, popadając tym
        samym w jaskrawą sprzeczność. Wygląda to trochę tak jakby
        racjonalna część Twego umysłu była otwarta na argumenty i
        potrafiła nawet zrozumieć, że wojna w Iraku była nieopłacalna,
        jednak nie miała wpływu na irracjonalną część Twego umysłu,
        która „wie”, że wszelka wojna prowadzona przez państwo
        kapitalistyczne może być jedynie „wojną imperialistyczną” i „w
        interesie wielkiego biznesu”. Ta gorsza część Twego umysłu „wie”
        to tak samo, jak pewna moja sąsiadka staruszka „wie”, że „Żydzi
        rozgrabili Polskę”.
        Bo to trzeba tu również wyraźnie powiedzieć, że mit polityczny
        wojny jako „skoku na kasę” ma ten sam kaliber intelektualny, co
        takie perełki mądrości jak te, że „Żydzi rozgrabili Polskę”
        albo, że „Unia Europejska chce zagarnąć polską ziemię” itp.
        Można zapytać dlaczego ten mit jest często traktowany poważniej
        niż pozostałe. Myślę, że dzieje się tak po części dlatego, że
        mało kto zna jego pochodzenie. Niewielu jego wyznawców czytało
        broszurę Lenina. Gdyby ją znali mit nie wydawałby im się już
        pewnie tak wiarygodny, wszyscy bowiem wiedzą jak bardzo marksizm-
        leninizm się zdyskredytował. Większość ludzi poznaje jednak dziś
        ten mit nie bezpośrednio z dziełka Lenina, tylko z różnych jego
        zachodnich wulgaryzacji i popularyzacji. Anglosasi czytują
        Immanuela Wallersteina albo Noama Chomsky’ego, Francuzi Frantza
        Fanona lub Rogera Garaudy’ego. Co gorsza wielu intelektualistów
        trzeciego świata znalazło w Leninie ideologiczną otoczkę dla
        swych zrozumiałych resentymentów antykolonialnych. Np. Kwame
        Nkrumah, pierwszy premier i prezydent niepodległej Ghany w swej
        sławnej książce z 1965 r. „Neokolonializm jako ostatnie stadium
        imperializmu”, parafrazował Lenina już w tytule. W ten sposób
        mit, który debiutował na łamach stustronicowej broszurki, obrósł
        z czasem wielkimi „poważnymi” tomiszczami i autorytetami.
        Ludzie, którzy odrzuciliby tezę wyczytaną u Lenina, przyjęli ją
        bez zastrzeżeń skoro znaleźli ją u Nkrumaha.
        Co więcej
        • Gość: Fauconnier DO EMILY - LIST OTWARTY cz. 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 00:16
          Co więcej mit się rozwijał. Nie poprzestał na pierwszej
          perwertyzacji dzieła Hobsona, lecz perwertyzował dalej i inne
          dzieła prawdziwych naukowców, głównie historyków (np. Fernanada
          Braudela) i ekonomistów, zwłaszcza neokeyensistów (ostatnio
          przede wszystkim Amartyi Sena i Josepha Stiglitza).
          Przez „perwertyzację” rozumiem tu wyrwanie z kontekstu i
          wypaczenie pewnych wybranych myśli tych autorów, a następnie
          inkorporowanie ich do własnego
          światopoglądu „paleomarksistowskiego” (określenie Andre
          Glucksmanna). Tłumacząc na przykładzie wygląda to tak, że jeśli
          Stiglitz krytykuje z pozycji liberalnych niektóre patologie
          współczesnej globalizacji, jak np. nierówny dostęp do informacji
          (Stiglitz dostał Nobla za analizę rynków cechujących się
          asymetrią informacji, która występuje w sytuacji, gdy jedni
          uczestnicy rynku mają lepsze informacje niż inni), to robi się z
          niego na siłę „guru antyglobalizacji”. Choć jednak wyznawcy mitu
          powołują się na Stiglitza, to różni się on od mitomanów o tyle o
          ile keyensizm różni się od marksizmu, a Hobson różnił się od
          Lenina. Intelektualne lata świetlne.
          Tyle opisu samego zjawiska. Teraz słówko o jego konsekwencjach
          praktycznych. Ważne są dwie. Po pierwsze, wyznawca mitu
          postrzega KAŻDĄ wojnę prowadzoną przez państwo kapitalistyczne,
          jako „imperialistyczną” i pryncypialnie staje po
          stronie „uciśnionych”. Problem w tym, że „imperialiści” to z
          reguły demokracje, zaś „uciśnieni” to z reguły krwawe dyktatury.
          Tak w każdym razie było najczęściej w XX w. i nie zanosi się by
          miało się to zmienić. W ten sposób mit staje się kryminogenny.
          Jego wyznawca jest niejako skazany przez swój światopogląd na
          wspieranie dyktatury przeciw demokracji. I faktycznie przez
          ostatnie pół wieku mitomani wspierali mniej lub bardziej jawnie
          Mao, Kim Ir Sena, Ho Szi Mina, Pol Pota, Castro, sandinistów,
          Hajle Mengystu, Samorę Machela, Agostinho Neto i wielu, wielu
          innych. Czego, jak czego, ale socjalistycznych dyktatorów akurat
          w XX w. nie brakowało. „Imperialistą” z kolei nie musiały być
          wyłącznie USA. Mogły to być inne państwa, byleby były
          kapitalistyczne. Mógł to być Izrael, albo demokracje
          europejskie. Zjednoczenie Niemiec zwolennicy mitu interpretowali
          np. jako „akt kolonializmu” dokonany przez „imperialistów z RFN”
          na socjalistycznej NRD. Groteskowe ale prawdziwe. Wsparcie
          udzielone Husajnowi i sprzeciw wobec interwencji w Iraku były
          tylko kolejną odsłoną sztuki granej co jakiś czas, stale wg tego
          samego, oklepanego scenariusza.
          Obrzydliwa perwersja mitu polega na tym, że zmusza do działań
          niemoralnych, ludzi skąd indąd moralnych. Weźmy znowu Wietnam.
          Zachowanie Jane Fondy et consortes było zbrodniczym wsparciem
          udzielonym komunistycznym mordercom i sabotowaniem interwencji,
          która miała tych morderców powstrzymać od przejęcia władzy i
          dokonania ludobójstwa. Czy oznacza to, że Jane Fonda jest
          immanentnie zła? Oczywiście nie. Czy oznacza zatem, że preferuje
          ona totalitaryzm nad demokrację? Nawet i to nie. Fonda była po
          prostu niewolnicą mitu, „zniewolonym umysłem” (określenie
          Miłosza), czy też „umysłem zamkniętym” (określenie Blooma), w
          każdym razie umysłem skrajnie zindoktrynowanym. Kiedy patrzyła
          na wojnę w Wietnamie, całkiem dosłownie NIE WIDZIAŁA walki z
          komunistycznym reżimem, WIDZIAŁA natomiast „wojnę
          imperialistyczną w interesie korporacji handlowych”, całkiem tak
          jak Ty. MIT BYŁ DLA NIE BARDZIEJ REALNY, NIŻ RZECZYWISTOŚĆ,
          KTÓRĄ MIAŁA PRZED OCZAMI. Subiektywnie uważała zatem, że
          postępuje słusznie. Tak mit korumpuje nawet ludzi a priori
          uczciwych.
          Mit tę cechę nad-realności osiąga odwołując się do starej
          marksistowskiej zasady, że „jeśli fakty mówią jedno, a Marks
          mówi drugie, to tym gorzej dla faktów”. Powiedzonka tego nie
          wymyślili bynajmniej złośliwi krytycy marksizmu. Wymyślili je
          sami marksiści i traktowali serio. W bardziej „poważnej” wersji
          zasada ta głosi, że „fakty” to rzecz powierzchowna, pod którą
          kryje się „głębsza struktura”, którą dopiero trzeba umieć
          dostrzec. Kiedy ja zatem mówię, że w Iraku USA obaliły nieludzką
          dyktaturę, zwolennik mitu kręci głową z politowaniem nad moją
          porażającą naiwnością. Jak mogę nie widzieć, że pod tą gładką
          powierzchnią kryje się głębsza prawda, taka mianowicie, że USA
          prowadziły „wojnę imperialistyczną w interesie wielkich
          korporacji naftowych”. Owo poczucie, że oto jest w stanie
          dostrzec głębszą prawdę, widzieć dalej i jaśniej niż jego
          przeciwnicy, daje mitomanowi słodką świadomość własnej
          intelektualnej wyższości. Ideowy oponent jest kretynem,
          względnie naiwnym dzieckiem, którego wywodów nie można żadną
          miarą brać poważnie. Takie podejście jest w Twych postach bardzo
          widoczne. Uczciwie przyznaję, że nigdy nie są one chamskie
          (dlatego też w ogóle piszę do Ciebie), za to cechuje je albo
          paternalistyczna pobłażliwość dla oponenta – naiwniaka (Twoje
          ulubione stwierdzenie to, że „świat jest bardziej skomplikowany
          niż się wydaje”; no pewnie, skoro pod powierzchownymi faktami
          jest głęboka struktura...), albo arystokratyczna pogarda dla
          oponenta – idioty. Nie dostrzegam natomiast dobrej woli, by
          oponenta wysłuchać, BEZ POWZIĘTYCH Z GÓRY UPRZEDZEŃ co do stanu
          jego umysłu. Nie dotyczy to zresztą tylko Ciebie. Dawno temu, na
          długo przed wojną, pisałem na tym forum o „dialogu głuchych”,
          polegającym na tym, że przeciwnicy interwencji argumentów
          zwolenników po prostu nie słuchali, wychodząc z założenia, że ci
          zwolennicy to albo imperialiści, albo naiwniacy, albo kretyni.
          Na drugą konsekwencję praktyczną mitu zwrócił moją uwagę Jean-
          Francois Revel, autor nietłumaczonej na polski
          książki „L’obsession anti-americaine. Son fonctionnement, ses
          causes, ses inconsequences” (Anty-amerykańska obsesja. Jej
          funkcjonowanie, przyczyny i niekonsekwencje). Postawił on w niej
          tezę, że anty-amerykanizm jest głównym czynnikiem sprawczym
          amerykańskiego unilateralizmu. Tu nie chodzi tylko o to, że
          bezczelnością jest pluć na Amerykę, a potem mieć pretensje, że
          ona nas nie słucha. Problem jest nieco głębszy. W końcu w każdej
          administracji amerykańskiej zawsze siedziało paru kompetentnych
          sowietologów, którzy Marksa i Lenina na studiach czytali. Zatem
          dzisiaj Bush ma przy sobie Condoleezzę Rice, która broszurkę
          Lenina z 1916 r. przeczytała oczywiście w oryginale, bo mówi po
          rosyjsku, która zna również Hobsona, Schumpetera i innych
          poważnych, naukowych badaczy imperializmu, która wie na czym
          polegała perwertyzacja myśli Hobsona dokonana przez Lenina, wie
          jak Lenin zapłodnił ruchy thirdworldistów i antyglobalistów na
          zachodzie, krótko mówiąc zna od podszewki mechanizm powstania i
          funkcjonowania mitu. Zna go LEPIEJ NAWET NIŻ SAMI JEGO WYZNAWCY.
          Ci bowiem, jak pisałem wyżej, najczęściej znają tylko którąś
          jego późną wersję. Unilateralizm USA, zdaniem Revela, bierze się
          stąd, że krytycy Ameryki w Europie nie mają jej nic nowego do
          powiedzenia. Ameryka byłaby otwarta na konstruktywną krytykę,
          ale zamiast takiej krytyki słyszy tylko ujadanie mitomanów. Ci
          zaś są już, jako fenomen, zbadani, opisani i zanalizowani przez
          kompetentnych sowietologów i nie są w związku z tym
          interesujący. Dlaczego Rice, która czytała Lenina w oryginale,
          miałaby słuchać, co ma do powiedzenia jakiś francuski studencik,
          który właśnie przeczytał nową książkę Ignacio Ramoneta albo
          Rogera Garaudy’ego i doznał olśnienia, że oto zrozumiał „całą
          prawdę o Ameryce”? Jest rzeczą doskonale zrozumiałą, że takiej
          Europy Ameryka słuchać nie chce, stwierdza Revel. Słuchanie
          takiej Europy to kompletna strata czasu. Efektem jest
          amerykański unilateralizm.
          • Gość: Fauconnier DO EMILY - LIST OTWARTY cz. 4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 00:18
            Problem w tym, że od czasu do czasu w Europie da się usłyszeć
            rozsądny, nie ulegający mitom, głos krytyczny pod adresem USA.
            Otóż wtedy taki głos nie ma szans się przebić do amerykańskich
            uszu, bo zagłusza go nieprzerwany jazgot antyamerykańskich
            mitomanów. Ameryka zawsze żywiła się myślą europejską, ale
            trudno wymagać, by bezustannie wysilała się by wyłowić
            pojedyncze rozsądne głosy z morza absurdu. W tym sensie mitomani
            są kontrproduktywni z punktu widzenia własnych interesów. Im
            więcej wrzeszczą o „amerykańskim imperializmie”, tym bardziej
            zagłuszają tych, których rzeczowe argumenty mogłyby być może
            trafić do Amerykanów i, kto wie, może nawet ich przekonać. Co
            podaję Ci jako temat do przemyśleń.
            Pozostaję z należnym szacunkiem
            Fauconnier
            • Gość: rortysta Umysl zniewolony, czy umysl zamkniety ? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.04.03, 00:53
              Fauconnier! W kwestii Emilki pozostaje Ci jeszcze rozstrzygnac
              te kontrowersje. I ide o kazda sume, ze nie uda ci sie.
              • Gość: Emily Re: Umysl zniewolony, czy umysl zamkniety ? IP: *.nv.nv.cox.net 28.04.03, 02:34
                Gość portalu: rortysta napisał(a):

                > Fauconnier! W kwestii Emilki pozostaje Ci jeszcze rozstrzygnac
                > te kontrowersje. I ide o kazda sume, ze nie uda ci sie.

                zawiedziesz sie, albo stracisz, rortysto! Moj umysl nie jest ani zniewolony,
                ani zamkniety. wiesz przeciez, ze golebie fruwaja na wolnosci:)
            • Gość: abc Re: DO EMILY - LIST OTWARTY cz. 4 IP: *.sympatico.ca 27.04.03, 02:11
              O mój borze!
              Nie można było tego ująć krócej?
              Chyba nie.
              Lecz dlaczego nie?
              Otóż wypowiedz ta skupia się na dwóch panach (Schumpeter i Hobson) o odmiennych
              poglądach a żeby było jeszcze ciekawiej jeden z nich ma wiele wspólnego z
              Leninem.
              Żeby sprawiedliwości stała się zadość, autor decyduje się na kompromis i
              oświadcza, ze prawda leży po środku. (co za truizm!) I gdy sam zarzuca innym
              skroty myslowe i subiektywizm sam chciwie korzysta z naiwnego truizmu dla
              stworzenia wrażenie człowieka kompromisu.
              Choć samą wojnę w Iraku można uważać za zakończoną to jednak kwestie, które
              doprowadziły do tej wojny oraz do podziału świata na zwolenników i przeciwników
              tej wojny dalej są nie rozwiązane.
              To przecież te przyczyny i cele złożyły się na ta wojnę. Czy zatem możemy
              powiedzieć, ze ta wojna się skończyła?
              Chyba nie.
              Dlaczego wiec autor tej wypowiedzi zdecydował się na podsumowanie tej wojny
              mimo to, ze nic jeszcze nie zostało osiągnięte w tej wojnie?
              Otóż główną przyczyna oraz siłą, która zagraża porozumieniu czy rozwiązaniu
              tych kwestii jest Rosja, gdyż tylko ona stanowi militarny potencjał, który jest
              w stanie zagrozić USA. To wlasnie ta Rosja została wciągnięta (moze sama sie
              wciagnela, kto wie J)) w obecna politykę Francji i Niemiec.
              Aby zniechęcić wszystkich do Rosji oraz osłabić poparcie dla krajów, które
              próbują tworzyć koalicje z Rosja, autor tej wypowiedzi poświęca masę czasu na
              omówienie Lenina i temu podobnych kwestii, które niewątpliwe mają wiele
              wspólnego z Rosja i jej przeszłością.
              Nie bez przyczyny poruszył on również temat pani Rice, która również posiada
              szeroką wiedze na temat komunizmu i doktryn markistowsko-leninowskich które
              nota bene nalezą do współczesnej filozofii i są obowiązkowe na studiach nawet w
              USA.
              Nie mnie jednak autor ten nic nie nadmienił na temat roli oraz udziału pani
              Rice w podejmowanych decyzjach przez Pentagon. Jaki jest sens pisać o kimś kto
              ma niewiele do powiedzenia w tej czy innej kwestii?
              Czy zatem można przyjąć, ze intencje autora są szczere?
              Czy jego wypowiedz nie jest tendencyjna i nie kryje innych powodów za Hobsonem
              którego tak on krytykuje i próbuje nam przez cały czas przypomnieć jego
              powiązania z Rosja?
              I jeszcze jedna kwestia, która autor nie poruszy ze względu na uproszczenie z
              którego skorzystał na samym początku: Czy kontrola złóż ropy naftowej które
              były niewątpliwie celem tej wojny da poczucie bezpieczeństwa obu stronom tego
              konfliktu oraz tym którzy są za i przeciw tej wojnie?
              Czy pozytywne strony tej wojny zrekompensują i zagwarantują takie poczucie
              bezpieczeństwa innym I czy masz na to jakieś gwarancje?
              Jeżeli nie to czy można powiedzieć, ze wojna ta jest zakończona i dokonywać
              oceny postaw z nią związanych nie zajmując strony w tej kwestii?
              Odpowiedz jest prosta: NIE!
              Stad uważam, ze jesteś świnia, manipulator który przy użyciu kilku fragmentów z
              filozofii próbuje naginać innych na swoja stronę w której Rosja i układy z nią
              zwiane są najwyraźniej dla ciebie niewygodne.
              • Gość: abc Re: DO EMILY - LIST OTWARTY cz. 4 IP: *.sympatico.ca 27.04.03, 02:17
                przepraszam za tego boga.
                moj ms word wstawia automatycznie poprawne wyrazy ,ktore nie zasze sa tymi
                ktore ja bym chcial.
            • Gość: Emily Do Fauconniera - Odpowiedz na list otwarty IP: *.nv.nv.cox.net 02.05.03, 04:51
              Fauconnierze,
              Jeszcze raz dziękuję za interesujący wywód. Przykro mi, że nie zdarzyłam przed
              Twoim wyjazdem, o którym nie uprzedziłeś. Byłam bardzo zajęta. Mam nadzieje
              jednak, że uda Ci się odnaleźć ten list, a jeśli nie to wyślę Ci go jeszcze raz
              po Twoim powrocie.
              Poruszyłeś szereg wątków, które dla ułatwienia dyskusji rozłożę na czynniki
              pierwsze. Zaznaczam, nie jestem ani historykiem, ani politologiem, moja
              dziedzina jest całkiem inna. Nie będę się więc powoływać na opinie ekonomistów,
              ani historyków, bo są mi one mało znane. To co piszę poniżej to są moje własne
              przemyślenia i interpretacje obecnej rzeczywistości. W wielu ocenach zgadzam
              się z opiniami Issy.

              1) Twierdzisz na wstępie, że wojna iracka jest skończona i wszystkie
              szczątkowe dyskusje na jej temat są już tylko „biciem piany”. To sprawa
              dyskusyjna. Zakończyły się dopiero otwarte działania wojenne, ale nawet sam
              Bush twierdzi, że ta wojna potrwa jeszcze parę lat i nie wiadomo kiedy się
              skończy. Oficjalnie bowiem według międzynarodowego prawa zakończenie wojny
              wymaga zwolnienia jeńców wojennych i zaprzestanie polowań na przywódców
              pobitego kraju. Amerykanie nie zamierzają ani jednego ani drugiego i planują
              okupować Irak przez wiele lat. Poza tym, ostateczne skutki tej wojny nie są
              przesądzone i nawet nie wiadomo, czy stale zmieniający się cel tej wojny został
              osiągnięty. Wiemy, ze reżim Saddama został zniszczony, lecz nie wiemy gdzie on
              sam się podziewa i jakie może sprawić niespodzianki. Możliwe, że działa z
              ukrycia i organizuje partyzantkę przeciw wojskom okupacyjnym. Irakczycy
              protestują przeciw okupacji Amerykanów i wokalnie wypraszają ich ze swego
              kraju. Dlatego wydaje się, ze dyskusje dotyczące tej wojny długo jeszcze nie
              ustaną, a historycy zapewne będą ją analizować przez dziesięciolecia. Sami
              Amerykanie stale o niej dyskutują w mediach i w akademii. Dziś w czołowym
              amerykańskim dzienniku TV przypominano, że nie znaleziono żadnych broni
              masowego rażenia i szanse na ich znalezienie maleją, co jeszcze bardziej
              podważa zaufanie świata do obecnej administracji.

              2) Poruszyłeś ważny wątek dotyczący filozofii, pryncypiów, celów i
              moralności wojen. Rozumiem, że różni historycy i filozofowie, tacy jak Hobson,
              Schumpeter, lub Lenin mają na ten temat rozmaite poglądy. Jedni koncentrują się
              na paradygmacie ekonomicznym, inni politycznym. Zgadzam się z Tobą, że w
              większości wojen obydwa cele przeplatają się nierozerwalnie. Uważam, że w
              obecnej dobie trudno nawet tworzyć taką dychotomię, bo wiemy, że dziś kasa to
              władza, a władza to kasa. To się tyczy szczególnie ultra-kapitalistycznych
              Stanów, gdzie o wyborach prawie zawsze decyduje wielki pieniądz. Zgadzam się,
              że Bush zna się na ropie i jako prezydent prawdopodobnie czuje się zobowiązany
              dbać o bezpieczeństwo energetyczne i fizyczne kraju. Mam jednak wątpliwości,
              co do jego mesjanizmu i pragnienia demokratyzacji świata. Demokracja oznacza
              dosłownie rządy ludu, a on próbuje światu narzucać własne modele i wyobrażenia
              o tym systemie, które nie są zgodne z wyobrażeniami innych narodów czy kultur,
              a nawet nie są zgodne z wyobrażeniami wszystkich Amerykanów. Codziennie słucham
              w radio C-span wypowiedzi zwykłych ludzi i zapewniam Cię, że na ogół są one
              dalekie od ślepego poparcia dla polityki zagranicznej Busha. Amerykanie boja
              się militaryzmu USA i jego konsekwencji, i otwarcie o tym mówią.

              3) O ile potrafię uwierzyć w intencje obecnej administracji dotyczące
              energetycznego zabezpieczenia kraju, to nadal trudno mi się pogodzić z metodami
              ich ucieleśniania. Na świecie rządzi dziś wielu tyranów. Husain był jednym z
              nich. Przez wiele lat USA potrafiły skutecznie dogadywać się i handlować z
              Saddamem, a Rumsfeld z nim się ściskał. Dlatego trudno sobie wyobrazić, ze
              Husain, który był niewątpliwie pragmatykiem, nagle stał się dla USA śmiertelnym
              zagrożeniem. On przecież nikogo od 12 lat nie zaatakował i nie ma dotąd żadnych
              dowodów, że kolekcjonował bronie masowego rażenia. Poza tym jest raczej
              niewyobrażalne, że spróbowałby ich użyć w celach szantażu przeciw innym krajom
              regionu, wiedząc, że USA odpowiedziałyby na takie zagrożenie porażeniem dla
              niego śmiertelnym. Nie ma też żadnych dowodów, że Saddam był szaleńcem. Był
              zapewne okrutnym tyranem, ale nie szaleńcem, skoro potrafił utrzymać przy
              władzy przez prawie 30 lat. W tej chwili specjaliści publicznie zastanawiają
              się, czy te bronie (jeśli realne) nie były bardziej bezpieczne w rękach tyrana,
              który je kontrolował, niż rozproszone wśród członków al kaidy. Parę dni temu
              oglądałam w TV dyskusje na ten temat. Szacuje się, że po irackiej wojnie armia
              al kaidy wzrosła do 40 000 lub więcej żołnierzy. Jest rozproszona po całym
              świecie i nikt nie wie ilu terrorystów żyje wśród nas. Dlatego większość ludzi,
              w tym eksperci z FBI i CIA, nie uważa, że świat stał się bezpieczniejszy.
              Oczywiście dużo będzie zależało od ostatecznego rozwiązania konfliktu w Iraku,
              który przekształcił się teraz w konflikt z narodem irackim, i jako taki jest
              negatywnie oceniany przez cały świat arabski. Obalenie Saddama jest
              osiągnięciem pozytywnym, choć nadal pozostaje pytanie czy było ono moralnie
              usprawiedliwione, bowiem ludzkie i materialne koszty tej wojny są wielkie.
              Uważam, że te same cele można było osiągnąć drogą dyplomacji i pokojowego
              rozbrojenia (jeśli o nie chodziło). Podobnie uważa 90% ludności świata.

              4) Potrafię sobie również wyobrazić alternatywny sposób energetycznego
              zabezpieczenia się przez USA. W końcu kraje handlujące ropą żyją z niej.
              Dlaczego po prostu uczciwie jej nie kupować? USA prowadziły dotąd bardzo
              rozpasaną gospodarkę energetyczną i mało wysiłków i pieniędzy przeznaczono na
              opracowanie alternatywnych odnawialnych źródeł energii, oraz baterii
              wodorowych. Gdyby przeznaczyć na te cele choćby frakcję trylionów
              przeznaczanych na zbrojenia i wojny, problem energetyczny już dawno byłby
              rozwiązany. Poza tym, Kanada posiada wielkie złoża niewykorzystanej ropy, wiec
              dlaczego nie inwestuje się w jej wydobycie? USA kupują też sporo ropy z
              Meskyku i Wenezueli, więc obsesja ropą iracką jest niezrozumiała, zwłaszcza, że
              jej cena wielokrotnie przewyższa cenę ropy z innych źródeł (kiedy włączy się
              koszty wojny). Ostatecznie można było dogadać się nawet z samym Saddamem
              (zdjąwszy uprzednio sankcje), i zabezpieczyć sobie stały dopływ irackiej ropy
              bez wojny, rozlewu niewinnej krwi, ogromnych zniszczeń w Iraku, i wielkich
              kosztów ekonomiczno-politycznych dla samych USA.

              5) Pisałeś, że w dobie obecnej gospodarki wojny już nie są ekonomicznie
              opłacalne, więc „skok na kasę” nie jest już prowojennym argumentem. Zgadzam się
              z tym tylko częściowo. Wiadomo, że za tę wojnę setki miliardów $ zapłaci naród
              amerykański, a zarobią na niej nieliczne wybrane i powiązane z władzą
              korporacje, które miały zagwarantowane kontrakty już na wiele miesięcy lub lat
              przed tą wojną. To się fachowo nazywa „pokojowym transferem kapitału” z
              kieszeni klasy średniej do banków finansowej oligarchii. Podobnie zjawiska
              miały miejsce podczas wielkich szwindli giełdowych w ostatnich latach, których
              kulminacją jest obecna zapaść gospodarcza w USA i na świecie. W USA w mediach
              było sporo spekulacji, że ta wojna została wywołana w celu odwrócenia uwagi
              narodu od kryzysu ekonomicznego, wynikającego głównie z reganowskiej
              deregulacji.

              6) Nie wiem, co myślą różni historycy o żywotności czy anachronizmie
              imperializmu i kolonializmu (przypuszczam że jest tu wiele opinii), ale moja
              ocena obecnej sytuacji zgodna jest z opinią Issy. Dziś w dobie ekonomicznej
              globalizacji mamy do czynienia w powstaniem potężnych międzynarodowych karteli
              i monopoli, które skupiają w swoich rękach nieopisanie wielki kapitał i
              praktycznie nieograniczoną władzę. I to już jest de facto kapitalistyczny
              totali
      • Gość: Emily Re: DO EMILY - LIST OTWARTY IP: *.nv.nv.cox.net 27.04.03, 16:05
        Do Faucconier,
        Bardzo dziekuje za obszerny wyklad na temat ostatniej wojny, jej historycznych-
        ekonomicznych-politycznych uwarunkowan i przewidywan co do jej potencjalnych
        skutkow, ktorych na razie nikt jeszcze nie zna. Nawet Bush i jego ludzie nie
        osmielaja sie dzis twierdzic, ze ta wojna jest zakonczona. Oni tylko mowia o
        doraznym zniszczeniu rezimu Saddama, i to jest fakt. Odpowiem na Twoj obszerny
        list, w ktorym poruszyles wiele watkow, adekwatnie (czyli szczegolowo) w
        tygodniu, bo dzis nie mam na to czasu, a sprawy wymagaja, jak zasugerowales,
        przemyslenia.
        Jako przygotowanie to naszej dyskusji chce tylko podac pare slow o sobie.
        Zarzuciles mi, ze mam rzekomo „umysl zniewolony”, czyms tam. Masz naturalnie
        prawo formulowac swoje opinie o mnie na podstawie paru moich wypowiedzi, nie
        mniej twierdze, ze sa one dalekie od prawdy. Nie uwazam, ze moj umysl jest
        zniewolony jakimis doktrynami historyczno-politycznymi, chocby dlatego ze nigdy
        nie nalezalam do zadnej partii politycznej, wiec nie mam a tej materii zadnych
        ideowych zobowiazan. Moj umysl wiec jest calkiem wolny, zeby czerpac wiedze z
        wielu roznych dostepnych zrodel i interpretowac ja w sposob zgodny z moim
        rozumieniem swiata, ktore na pewno jest subiektywne, podobnie jak Twoje
        rozumienie.
        Tymczasem pozostaje z naleznym szacunkiem,
        Emily
      • Gość: Issa Re: DO EMILY - LIST OTWARTY IP: *.tnt28.chi15.da.uu.net 29.04.03, 10:00
        Gość portalu: Fauconnier napisał(a):

        > Tyle, że zdaniem Marca Ferro, to rozróżnienie jest z gruntu
        > fałszywe. Między Schumpeterem a Hobsonem nie ma bowiem opozycji.
        > Obaj mieli rację, ponieważ motywacje polityczne i ekonomiczne
        > niemal zawsze WYSTĘPUJĄ RÓWNOCZEŚNIE i OBIE SĄ RÓWNIE PRAWDZIWE.
        > Innymi słowy, w konkretnym przypadku Iraku Bushowi chodzi
        > zarazem o bezpieczeństwo USA i świata, a także o demokratyzację,
        > lub przynajmniej stabilizację bliskiego wschodu, jak i o ropę.
        > Kłótnie czy jemu chodzi o to, czy o to, są całkowicie jałowe.
        > Chodzi mu o obie te rzeczy na raz.

        Zostawic historykowi analize dwoch ekonomistow i za nic sie nie mozna polapac
        w rezultatach! Schumpeter wychodzi z pozycji krytyki marksizmu podczas gdy
        RADYKALNIE LIBERALNY Hobson sympatyzuje z Marksem (jego celem bylo ozenienie
        marksizmu i kapitalizmu). Roznica pomiedzy tymi dwoma ekonomistami jest
        wielkosci Himalajow.

        Obydwaj krytykuja imperializm i kolonializm, ale Schumpeter uwaza ze
        monopolistyczny kapitalizm, jedyny ktory unifikuje cele ekonomiczne z
        politycznymi, jest ZWYRODNIALYM kapitalizmem. Wedle Schumpetera imperializm
        ma, i polityczne, i ekonomiczne cele. Kapitalizm (konkurencyjny, NIE
        monopolistyczny) ma wylacznie ekonomiczne cele, a wiec konkurencyjny
        kapitalizm sam z siebie nie moze powodowac imperializmu. Zwyrodnialy
        kapitalizm (monopolistyczny) naturalnie powoduje imperializm ze wzgledu na to,
        ze jego cecha charakterystyczna sa zunifikowane cele ekonomiczno-polityczne.

        Hobson uwaza, z kolei, ze imperializm ma wylacznie ekonomiczne cele a wiec
        jest powodowany przez kapitalizm. Dla Schumpetera monopolistyczny kapitalizm
        jest takim samym zlem jak komunizm, dlatego wlasnie, ze w obydwu systemach
        wystepuje centralizacja wladzy politycznej w rekach kapitalu a zatem
        unifikacja celow ekonomicznych z politycznymi. Hobson dazy do zreformowanego
        kapitalizmu, ktory wyzbylby sie swych tedencji imperialistycznych, i ktory,
        jesli nie z nazwy to z faktu, bylby socjalistyczny.

        Zaloze sie, ze gdyby Schumpeter zyl dzisiaj to bylby ogromnym krytykiem
        polityki amerykanskiej wlasnie dlatego, ze zauwazylby monopolistyczne
        tendencje wielkiego byznesu amerykanskiego w okresie poregulacyjnym. W USA
        jest dzisiaj o polowe mniej bankow niz bylo w latach 80. Te banki operuja
        wielokrotnie wiekszym kapitalem niz banki w latach 80. przed rozpoczeciem
        procesu globalizacji. Wedle Schumpetera w monopolistycznym kapitalizmie
        zjednoczone wielkie banki i kartele tworza wplywowe i mocne politycznie grupy,
        ktore wywieraja skuteczna presje o pelna kontrole nad koloniami i
        protektoratami w celu osiagniecia wiekszych zyskow. Zysk taki jest zyskiem
        indywidulanych ludzi tej wplywowej grupy, nie panstwa czy spoleczenstwa,
        dlatego monopolistyczny kapitalizm jest zwyrodnialym kapitalizmem.


        Rowniez cala dyskusja na temat wyzszosci Hobsona nad Leninem wydaje mi sie
        lekko bez sensu bo obydwaj czesciej sie zgadzaja niz nie. Jedyna roznica to to
        ze Lenin uwaza monopolistyczny kapitalizm za niereformowalny a zatem sadzi ze
        trzeba go obalic rewolucyjnie. Hobson uwaza ze kapitalizm jest reformowalny.
        Lenin zadnych wektorow nie obraca, bowiem ostatecznym punktem rozwoju
        cywilizacyjnego dla OBU jest socjalizm, dla Hobsona osiagalny na drodze reform
        spolecznych, dla Lenina – przez rewolucje. Obaj utopijnie mysla, ze historia
        sie konczy na socjalizmie, przy czym Hobson marzy, ze ten socjalizm bedzie sie
        wciaz nazywal kapitalizmem. Z punktu widzenia filozoficznego, Lenin jest duzo
        bardziej konsekwentnym filozofem. Ale cala ta dyskusja jest o wyzszosci
        gegania gesi nad gdakaniem kaczki bo i Hobson i Lenin wyraznie naleza do
        ptactwa domowego.


        Niezaleznie od interpretacji pozycji Hobsona i Schumpetera, warto zauwazyc, ze
        1) "bezpieczeństwo USA i świata, a także demokratyzacja, lub przynajmniej
        stabilizacja bliskiego wschodu, jak i 2) kontrola zloz ropy" (Pana/Pani cytat)
        sa celami z natury imperialistycznymi bo maja na celu zdobycie i utrzymanie
        kontroli polityczno-ekonomicznej nad obcym terytorium. Schumpeter i Hobson
        byliby w zgodzie w tym wypadku (ma Pan/Pani racje co do zgody), nazwaliby te
        wojne imperialistyczna a zatem zla.
        • Gość: rortysta DO ISSY IP: *.bluebird.ibm.com 29.04.03, 21:22
          1. Monopolistyczne tendencje zawsze istnieja w kapitalizmie. Z
          dwoch chociazby powodow: korzysc skali produkcji (lub operacji
          bankowej czy innej uslugowej), dominacja na rynku. Tej tendencji
          ma przeciwstawiac sie amerykanskie ustawodawstwo (prawa
          antymonopolowe) i jak wskazuje praktyka, robi to dosc
          skutecznie: procesy wytaczane korporacjom, np. Microsoft. Z
          drugiej strony panstwo wspiera posrednio lub bezposrednio
          korporacje, np. Wielka Trojke z Detroit w latach 80-tych aby je
          wzmocnic w konkurencji z producentami europejskimi i azjatyckim,
          lub posrednio np. korporacje farmaceutyczne poprzez badania
          podstawowe finansowane przez budzet.

          2. Zagrozeniem nie jest wielkosc korporacji, lecz praktyki
          monopolowe, a to dlatego ze z braku konkurencji monopol (jedna
          firma), duopol, oligopol, lub kartel (porozumienie kilku
          korporacji) narzucaja wyzsze ceny poprzez kontrole, na ogol
          ograniczenie padazy ze strata dla konsumenta i
          dla "niezasluzonego" zysku. Alokacja kapitalu nie jest wowczas
          wlasciwa, a dalej moze prowadzic do tych obrzydliwych naduzyc
          politycznych.

          3. Zatem, spadajac ilosc bankow w USA jest zjawiskiem naturalnym
          i pozytecznym. Zwieksza sie efekt skali, jednoczesnie
          konkurencyjnosc rynku nie jest zagrozona. A to dlatego, ze
          dawniej banki (moze za wyjatkiem City czy B of America i kilka
          innych) byly bankami handlowymi lokalnymi i konkurowaly na
          terenie jednego stanu albo jego czesci. Teraz banki konkuruja na
          obszarze conajmniej czesci calego kraju.

          > Te banki operuja wielokrotnie wiekszym kapitalem niz banki w
          > latach 80.

          Oczywiscie i b. dobrze. Jak ma sie ta ilosc kapitalu do PKB w
          dwoch porownywanych okresach? Czy banki kontroluja, maja jako
          swoje aktywa wieksza czesc ogolnospolecznego kapitalu? Mam
          wrazenie, ze mniej, gdyz wieksza czesc kapitalu jest alokowanego
          poprzez gielde pap. wart. (Stock Exchange) A to prowadzi do jego
          wiekszego rozdrobnienia. Co najwyzej jego zarzadzanie jest
          badziej zinstytucjonalizowane. Tu pojawiaja sie zagrozenia. Co
          ja mowie - POJAWILY SIE.

          4. Czy 14 punktow prez. Wilsona i projekt Ligi Narodow byly
          przejawem imperializmu amerykanskiego? a denazyfikacja, i
          okupacja Niemiec i Japonii - to w odniesieniu do koncepcji, ze
          narzucanie rozwiazan jest automatycznie imperializmem.

          5. "Kontrola zloz ropy" w Iraku ma prowadzic jedynie, niestety
          nie w sposob samorzutny ale kontrolowany z zewnatrz, do
          wlaczenia sie tego kaju do systemu kartelu OPEC, a wyjscia spod
          kontroli ONZ i systemu niekotrolowanego "czarnego handlu"
          poprzez Syrie i Jordanie. Suwerennosci producentow ropy w
          obecnym systemie swiatowym nikt przy zdrowych zmyslach nie
          kwestionuje. Co najwyzej mozna zarzucic manipulacje niektorych
          zachodnich koncernow we wspolpracy z rzadami, np. w Nigerii.

          6. Rzeczywiscie gesi i kaczki sa pozyteczne, nawet jedna ges
          albo kaczka jest bardziej pozyteczna niz wszystkie dziela L, S i
          H razem wziete.
          • Gość: Fauconnier DO ISSY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.03, 11:09
            Miałem nadzieję, że doczekam się na zapowiedzianą przez Emily dłuższą odpowiedź
            na mój list otwarty. Ale, jak się zdaje nic z tego. Dziś po południu wyjeżdżam
            na dłuższy czas i nie będę mieć w najbliższym czasie dostępu do Internetu.
            Szkoda. Tym bardziej się cieszę, że przynajmniej w Pani poście, znalazłem
            ciekawą, godną lektury odpowiedź na moją argumentację.
            Mogę się odnieść tylko do kilku punktów. Po pierwsze zatem wydaje mi się, że
            różnice w interpretacji myśli Hobsona i Lenina, między Panią a Marciem Ferro
            nie są takie wielkie jak się być może Pani wydaje. Pani po prostu bagatelizuje
            różnice istniejące między Hobsonem a Leninem, podczas gdy dla Ferro są one
            jednak dość ważne by o nich pisać. To jednak nie zmienia, ze one istnieją, a na
            ile są ważne to w sumie kwestia prywatnej oceny. Ferro chyba po prostu nieco
            wyżej niż Pani ceni Hobsona, stąd stara się podkreślić to co go różniło, a nie
            to co go łączyło z Marksem i Leninem. Głupio by mu było pewnie powoływać się na
            faceta powszechnie kojarzonego ze zdyskredytowanym marksizmem.
            Z Pani strony zaskakuje mnie jednak trochę, że nie uważa Pani by
            Lenin „odwracał wektor czasu”. W swej interesującej wymianie zdań z Rortystą
            krytykuje Pani dość ostro historycyzm, jako błąd filozoficzny, z czym ja się
            akurat w pełni zgadzam. Lenin zaś stawiał historyczną chronologię na głowie
            właśnie dlatego, że wierzył w historycyzm heglowsko-marksistowski. W tym tkwił
            jego podstawowy błąd. Mam wrażenie, że bagatelizując akurat ten aspekt sprawy
            popada Pani w niejaką sprzeczność, ze swym potępiającym zdaniem o historycyzmie
            wyrażonym w poście do Rortysty. Niechże się Pani zdecyduje czy historycyzm jest
            ważnym błędem filozoficznym, czy drobiazgiem godnym bagatelizacji.
            Jakby nie było postrzeganie dzisiejszej wojny jako imperialistycznej, czy robi
            się to z pozycji hobsońskich, czy leninowskich jest historycznym anachronizmem.
            Pani tezę, że obecnie, w okresie poregulacyjnym, dochodzi do zwiększonej
            monopolizacji, można by pewnie interpretować jako swego rodzaju regres w
            rozwoju kapitalizmu, swego rodzaju „powrót do przeszłości”. Mogę tylko zgadywać
            czy tak określiłby to Ferro. Czy jednak naprawdę sądzi Pani, że cofnęliśmy się
            już tak daleko by aktualne stały się z powrotem stare teorie o imperializmie.
            Ja aż takim pesymistą nie jestem. Dlatego „paleomarksistom” dostrzegającym
            przejawy imperializmu w każdej akcji zbrojnej USA w dalszym ciągu będę zarzucał
            anachronizm.
            Pozdrawiam serdecznie zarówno Panią jak Rortystę. Żałuję, że nie będę mógł brać
            udziału w dalszej dyskusji.
            F.
        • Gość: rortysta jeszcze krotkie pytanie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.04.03, 23:49
          Czy Pani ma na imie Zosia?
      • Gość: Emily DO FAUCONNIERA - ODPOWIEDZ NA LIST OTWARTY IP: *.nv.nv.cox.net 02.05.03, 04:56
        Fauconnierze,
        Jeszcze raz dziękuję za interesujący wywód. Przykro mi, że nie zdarzyłam przed
        Twoim wyjazdem, o którym nie uprzedziłeś. Byłam bardzo zajęta. Mam nadzieje
        jednak, że uda Ci się odnaleźć ten list, a jeśli nie to wyślę Ci go jeszcze raz
        po Twoim powrocie.
        Poruszyłeś szereg wątków, które dla ułatwienia dyskusji rozłożę na czynniki
        pierwsze. Zaznaczam, nie jestem ani historykiem, ani politologiem, moja
        dziedzina jest całkiem inna. Nie będę się więc powoływać na opinie ekonomistów,
        ani historyków, bo są mi one mało znane. To co piszę poniżej to są moje własne
        przemyślenia i interpretacje obecnej rzeczywistości. W wielu ocenach zgadzam
        się z opiniami Issy.

        1) Twierdzisz na wstępie, że wojna iracka jest skończona i wszystkie
        szczątkowe dyskusje na jej temat są już tylko „biciem piany”. To sprawa
        dyskusyjna. Zakończyły się dopiero otwarte działania wojenne, ale nawet sam
        Bush twierdzi, że ta wojna potrwa jeszcze parę lat i nie wiadomo kiedy się
        skończy. Oficjalnie bowiem według międzynarodowego prawa zakończenie wojny
        wymaga zwolnienia jeńców wojennych i zaprzestanie polowań na przywódców
        pobitego kraju. Amerykanie nie zamierzają ani jednego ani drugiego i planują
        okupować Irak przez wiele lat. Poza tym, ostateczne skutki tej wojny nie są
        przesądzone i nawet nie wiadomo, czy stale zmieniający się cel tej wojny został
        osiągnięty. Wiemy, ze reżim Saddama został zniszczony, lecz nie wiemy gdzie on
        sam się podziewa i jakie może sprawić niespodzianki. Możliwe, że działa z
        ukrycia i organizuje partyzantkę przeciw wojskom okupacyjnym. Irakczycy
        protestują przeciw okupacji Amerykanów i wokalnie wypraszają ich ze swego
        kraju. Dlatego wydaje się, ze dyskusje dotyczące tej wojny długo jeszcze nie
        ustaną, a historycy zapewne będą ją analizować przez dziesięciolecia. Sami
        Amerykanie stale o niej dyskutują w mediach i w akademii. Dziś w czołowym
        amerykańskim dzienniku TV przypominano, że nie znaleziono żadnych broni
        masowego rażenia i szanse na ich znalezienie maleją, co jeszcze bardziej
        podważa zaufanie świata do obecnej administracji.

        2) Poruszyłeś ważny wątek dotyczący filozofii, pryncypiów, celów i
        moralności wojen. Rozumiem, że różni historycy i filozofowie, tacy jak Hobson,
        Schumpeter, lub Lenin mają na ten temat rozmaite poglądy. Jedni koncentrują się
        na paradygmacie ekonomicznym, inni politycznym. Zgadzam się z Tobą, że w
        większości wojen obydwa cele przeplatają się nierozerwalnie. Uważam, że w
        obecnej dobie trudno nawet tworzyć taką dychotomię, bo wiemy, że dziś kasa to
        władza, a władza to kasa. To się tyczy szczególnie ultra-kapitalistycznych
        Stanów, gdzie o wyborach prawie zawsze decyduje wielki pieniądz. Zgadzam się,
        że Bush zna się na ropie i jako prezydent prawdopodobnie czuje się zobowiązany
        dbać o bezpieczeństwo energetyczne i fizyczne kraju. Mam jednak wątpliwości,
        co do jego mesjanizmu i pragnienia demokratyzacji świata. Demokracja oznacza
        dosłownie rządy ludu, a on próbuje światu narzucać własne modele i wyobrażenia
        o tym systemie, które nie są zgodne z wyobrażeniami innych narodów czy kultur,
        a nawet nie są zgodne z wyobrażeniami wszystkich Amerykanów. Codziennie słucham
        w radio C-span wypowiedzi zwykłych ludzi i zapewniam Cię, że na ogół są one
        dalekie od ślepego poparcia dla polityki zagranicznej Busha. Amerykanie boja
        się militaryzmu USA i jego konsekwencji, i otwarcie o tym mówią.

        3) O ile potrafię uwierzyć w intencje obecnej administracji dotyczące
        energetycznego zabezpieczenia kraju, to nadal trudno mi się pogodzić z metodami
        ich ucieleśniania. Na świecie rządzi dziś wielu tyranów. Husain był jednym z
        nich. Przez wiele lat USA potrafiły skutecznie dogadywać się i handlować z
        Saddamem, a Rumsfeld z nim się ściskał. Dlatego trudno sobie wyobrazić, ze
        Husain, który był niewątpliwie pragmatykiem, nagle stał się dla USA śmiertelnym
        zagrożeniem. On przecież nikogo od 12 lat nie zaatakował i nie ma dotąd żadnych
        dowodów, że kolekcjonował bronie masowego rażenia. Poza tym jest raczej
        niewyobrażalne, że spróbowałby ich użyć w celach szantażu przeciw innym krajom
        regionu, wiedząc, że USA odpowiedziałyby na takie zagrożenie porażeniem dla
        niego śmiertelnym. Nie ma też żadnych dowodów, że Saddam był szaleńcem. Był
        zapewne okrutnym tyranem, ale nie szaleńcem, skoro potrafił utrzymać przy
        władzy przez prawie 30 lat. W tej chwili specjaliści publicznie zastanawiają
        się, czy te bronie (jeśli realne) nie były bardziej bezpieczne w rękach tyrana,
        który je kontrolował, niż rozproszone wśród członków al kaidy. Parę dni temu
        oglądałam w TV dyskusje na ten temat. Szacuje się, że po irackiej wojnie armia
        al kaidy wzrosła do 40 000 lub więcej żołnierzy. Jest rozproszona po całym
        świecie i nikt nie wie ilu terrorystów żyje wśród nas. Dlatego większość ludzi,
        w tym eksperci z FBI i CIA, nie uważa, że świat stał się bezpieczniejszy.
        Oczywiście dużo będzie zależało od ostatecznego rozwiązania konfliktu w Iraku,
        który przekształcił się teraz w konflikt z narodem irackim, i jako taki jest
        negatywnie oceniany przez cały świat arabski. Obalenie Saddama jest
        osiągnięciem pozytywnym, choć nadal pozostaje pytanie czy było ono moralnie
        usprawiedliwione, bowiem ludzkie i materialne koszty tej wojny są wielkie.
        Uważam, że te same cele można było osiągnąć drogą dyplomacji i pokojowego
        rozbrojenia (jeśli o nie chodziło). Podobnie uważa 90% ludności świata.

        4) Potrafię sobie również wyobrazić alternatywny sposób energetycznego
        zabezpieczenia się przez USA. W końcu kraje handlujące ropą żyją z niej.
        Dlaczego po prostu uczciwie jej nie kupować? USA prowadziły dotąd bardzo
        rozpasaną gospodarkę energetyczną i mało wysiłków i pieniędzy przeznaczono na
        opracowanie alternatywnych odnawialnych źródeł energii, oraz baterii
        wodorowych. Gdyby przeznaczyć na te cele choćby frakcję trylionów
        przeznaczanych na zbrojenia i wojny, problem energetyczny już dawno byłby
        rozwiązany. Poza tym, Kanada posiada wielkie złoża niewykorzystanej ropy, wiec
        dlaczego nie inwestuje się w jej wydobycie? USA kupują też sporo ropy z
        Meskyku i Wenezueli, więc obsesja ropą iracką jest niezrozumiała, zwłaszcza, że
        jej cena wielokrotnie przewyższa cenę ropy z innych źródeł (kiedy włączy się
        koszty wojny). Ostatecznie można było dogadać się nawet z samym Saddamem
        (zdjąwszy uprzednio sankcje), i zabezpieczyć sobie stały dopływ irackiej ropy
        bez wojny, rozlewu niewinnej krwi, ogromnych zniszczeń w Iraku, i wielkich
        kosztów ekonomiczno-politycznych dla samych USA.

        5) Pisałeś, że w dobie obecnej gospodarki wojny już nie są ekonomicznie
        opłacalne, więc „skok na kasę” nie jest już prowojennym argumentem. Zgadzam się
        z tym tylko częściowo. Wiadomo, że za tę wojnę setki miliardów $ zapłaci naród
        amerykański, a zarobią na niej nieliczne wybrane i powiązane z władzą
        korporacje, które miały zagwarantowane kontrakty już na wiele miesięcy lub lat
        przed tą wojną. To się fachowo nazywa „pokojowym transferem kapitału” z
        kieszeni klasy średniej do banków finansowej oligarchii. Podobnie zjawiska
        miały miejsce podczas wielkich szwindli giełdowych w ostatnich latach, których
        kulminacją jest obecna zapaść gospodarcza w USA i na świecie. W USA w mediach
        było sporo spekulacji, że ta wojna została wywołana w celu odwrócenia uwagi
        narodu od kryzysu ekonomicznego, wynikającego głównie z reganowskiej
        deregulacji.

        6) Nie wiem, co myślą różni historycy o żywotności czy anachronizmie
        imperializmu i kolonializmu (przypuszczam że jest tu wiele opinii), ale moja
        ocena obecnej sytuacji zgodna jest z opinią Issy. Dziś w dobie ekonomicznej
        globalizacji mamy do czynienia w powstaniem potężnych międzynarodowych karteli
        i monopoli, które skupiają w swoich rękach nieopisanie wielki kapitał i
        praktycznie nieograniczoną władzę. I to już jest de facto kapitalistyczny
        totali
        • Gość: Emily Re: DO FAUCONNIERA - ODPOWIEDZ NA LIST OTWARTY IP: *.nv.nv.cox.net 02.05.03, 05:31
          Sorki za wstretny blad ortograficzny "zdarzaylam", powinno byc samo "z". to mi
          sie prawie nigdy nie zdarza. pobyt na obczyznie i zmeczenie robia
          niespodzianki:)
          E
        • Gość: rortysta DO RE MI IP: *.co.us.ibm.com 02.05.03, 21:12
          Fauconnier wyjechal - smieszyl mnie troche tym swoim
          przywiazaniem do starych ramoli, Lenina, Hobsona i Schumpetera -
          i teraz na moje barki spada "obowiazek" odpowiedzenia na te
          b****y.

          Poradzilbym wyjsc ze swoja wiedza ekonomiczna poza podrecznik
          dla liceum/high school. Moje wymaganie to przynajmniej znajmosc
          pojec "kartel", "monopol" i "(miedzynarodowa) korporacja".
          Podstawowa znajomosc "business cycle", chocby na podstawie
          Schumpetera przydalaby sie niewatpliwie, jak rowniez swiadomosc,
          ze ropa kanadyjska kosztowalaby 60-80 dol za barylke i to przez
          pierwsze kilka-kilkanascie lat, a potem jeszcze wiecej (bez
          zadnych kosztow wojennych i innych hiper-imaginacji), co daloby
          4-5 dolcow za galon przy pompie. Probowano eksploatowac piaski
          roponosne z Nowej Funlandii w latach kryzysu, kiedy
          rzad "ekonomicznie genialnego" P.E. Trudeau "zainwestowal" przy
          zalozeniu, ze ropa sie utrzyma na poziomie 40-50 owczesnych
          dolarow (lata 1973-1980).

          Jesli idzie o polityke zagraniczna USA to proponowalbym H.
          Kissingera "Czy Ameryka potrzebuje pol. zagr." i ewentualnie
          napisanie eseju krytycznego na 10,000 slow i zaliczenie go na
          conajmniej 50%.

          To jest minimum, please. Dalej zobaczymy.
          • Gość: rortysta DO RE MI FA SOL LA IP: *.co.us.ibm.com 02.05.03, 21:44
            P.S. W kwestii kosztow, to wydatki 3 i pol tyg. kampanii
            irackiej ocenia sie na $20 mld, mniej wiecej tyle samo co koszt
            odnowienia WTC wraz ze zniszczona infrastruktura oraz zawartosci
            biur firm mieszczacych sie tamze. Pozostaly efekt ekonomiczny
            jest szacowany na 3, 4 albo i wiecej razy. W tym jest wliczone
            przedluzajace sie wychodzenie z krotkiej recesji 1991 roku, na
            ktore zamach na WTC mialo pewien drobny wplyw.

            Mam wrazenie ze prezydent i jego doradcy biora w swoich
            decyzjach politycznych pod uwage rowniez szacunki z jednej
            strony kosztow, a z drugiej jako korzysc zmniejszenie
            prawdopodobienstwa efektow kolejnych atakow terrorystycznych. Sa
            tu mozliwe dwie teorie. Jedna, ze sie rozkosznie zabawiaja w
            wojenke, naloty, szarze przez pustynie i bagna, i w koncu w
            osobiste ladowanie na lotniskowcu ku uciesze swoich rodzin i
            grona przyjaciol, i ze kolosalne koszty chca przerzucic na klase
            srednia, ktora w miedzyczasie urobi sie masowa kampania strachu
            i propagandy - dobrze pisze? - a oligarchia finansowa nie dosc
            ze sie na tym dorobi to jeszcze bedzie miala wielki ubaw, i dla
            wiekszego efktu wda sie w kolejna orgie szwindli, deregulacji i
            globalizacji. Co jeszcze ... moj S**T GENERATOR zacial sie! Moze
            to i lepiej dla biednego, przeciazonego serwera GW.

            A druga teoria jest taka, ze administarcja prez. Busha kalkuluje
            i szacuje w oparciu o dostepne informacje. Tyczy to rowniez
            szansy al Kaidy i wogole terroryzmu arabskiego w kontekscie
            procesu pokojowego wokol Wielkiego Miasta Jerozolimy.
            • Gość: Emily Re: DO RE MI FA SOL LA IP: *.nv.nv.cox.net 03.05.03, 20:05
              Rortysto,
              widze ze czynisz postepy w swoich pogladach:-)).
              I zmieniles swoj server. Nadawales poprzednio z Kanady a
              teraz a USA?
              Poczekajmy na ostateczna ocene tej wojny. Moim zdaniem
              ona byla niepotrzebna, bo te same efekty, albo lepsze
              mozna bylo osiagnac bez niej. Ale skoro ona juz sie
              dokonala, teraz trzeba po niej szybko posprzatac i
              zabezpieczyc sie przed terroryzmem z rewanzu oraz
              naprawde nie antagonizowac dalej calego swiata
              arabskiego. Mysle, ze trzeba bylo raczej zaatakowac
              Aarabie S., bo to bylby usprawiedliwiony rewanz za 911.
              Irak to byl IMO innicent bystander.
              Pytanie natury komputerowej:
              od dwoch tygodni forum gazety wyrzuca mnie po paru
              minutach kiedy wchodze tam z Internet Explorer. To sie
              nie dzieje kiedy wchidze tam z Netscape albo przez AOL.
              Czy myslisz ze to sprawa Windows? Uzywam nadal dinozaura
              98. powinnam zmnienic na nowsza wersje?
              pzdr
              E
              • Gość: rortysta Re: DO RE MI FA SOL LA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.05.03, 21:45
                > widze ze czynisz postepy w swoich pogladach

                ??? mozesz wyjasnic skad ta mysl. To w zwiazku z moim tekstem,
                czy cos skojarzylo nie tak w glowce?

                Nawet nie wiesz jakie to zniechecajace. Nie dosc, ze Twoje
                przygotowanie do dyskusji jest podle, to czytanie tekstow nie
                idzie Ci lekko. Nie tylko moich. Sposob w jaki wybierasz
                artykuly z internetowej prasy, albo jak cytujesz informacje z tv
                daje mi do myslenia. Filtrujesz a co nie pasuje do Twojego
                swiata najzwyczajniej nie istnieje. Nie twierdze, ze Ci
                niewygodnie jest zyc w nim. Ale dla mnie niepowazne.
                • Gość: Emily Re: DO RE MI FA SOL LA - odpowiedz powazna IP: *.nv.nv.cox.net 04.05.03, 06:14
                  Gość portalu: rortysta napisał(a):

                  > ??? mozesz wyjasnic skad ta mysl. To w zwiazku z moim
                  tekstem,
                  > czy cos skojarzylo nie tak w glowce?

                  E: Prosze te Twoje slowa mi sie skojarzyly: "Sa
                  tu mozliwe dwie teorie. Jedna, ze sie rozkosznie zabawiaja w
                  wojenke, naloty, szarze przez pustynie i bagna, i w koncu w
                  osobiste ladowanie na lotniskowcu ku uciesze swoich rodzin i
                  grona przyjaciol, i ze kolosalne koszty chca przerzucic
                  na klase
                  srednia, ktora w miedzyczasie urobi sie masowa kampania
                  strachu
                  i propagandy - dobrze pisze? - a oligarchia finansowa nie
                  dosc
                  ze sie na tym dorobi to jeszcze bedzie miala wielki ubaw,
                  i dla
                  wiekszego efktu wda sie w kolejna orgie szwindli,
                  deregulacji i globalizacji".

                  rozumiem, ze to bylo:-))), nie mniej milo bylo czytac
                  metamorfoze idei:)

                  > Nawet nie wiesz jakie to zniechecajace. Nie dosc, ze Twoje
                  > przygotowanie do dyskusji jest podle, to czytanie
                  tekstow nie
                  > idzie Ci lekko. Nie tylko moich. Sposob w jaki wybierasz
                  > artykuly z internetowej prasy, albo jak cytujesz
                  informacje z tv
                  > daje mi do myslenia. Filtrujesz a co nie pasuje do Twojego
                  > swiata najzwyczajniej nie istnieje. Nie twierdze, ze Ci
                  > niewygodnie jest zyc w nim. Ale dla mnie niepowazne.

                  Rozumiem Twoja frustracje i przykro mi. But,
                  do not worry, my Friend! W tym co piszesz nie ma zadnej
                  filozofii, zreszta zapewniam Cie, ze kazda potrafie
                  zrozumiec. Po prostu Twoje argumenty do mnie nie trafiaja.
                  Ja tez czytam w roznych zrodlach i wiem, ze zaplacimy za
                  te wojne i za restauracje Iraku co najmniej 100 mld $, a
                  przy okupacji wieloletniej - znacznie wiecej (a moze
                  nigdy nie poznamy prawdziwych kosztow). I te koszty dla
                  nas wliczaja sie w cene irackiej ropy. Poza tym dziwie
                  sie, ze ekploatacja ropy kanadyjskiej bylaby tak
                  kosztowna, jak opisujesz, skoro Bush chce eksploatowac
                  rope na Alasce, co powinno byc jeszcze kosztowniejsze.
                  Masz naturalnie prawo nazywac szwindle korporacyjnie
                  "cyklami ekonomicznymi", ale ja wiem, ze to byly szwindle
                  na niespotykana skale i dlatego przeciw tym CEOS i
                  dyrektorom zlodziejskich korporacji tocza sie teraz
                  procesy. (Czy uwazasz, ze to z powodu tych cykli?) Mam
                  nadzieje, ze oni wyladuja za kratkami na 20 pare lat.
                  Szkody ekonomiczne jakie poczynili USA sa nieobliczalne,
                  bo na zawsze podwazyli zaufanie Amerykanow i swiata do
                  amerykanskiego kapitalizmu. Dzis nikt normalny nie
                  zainwestuje juz w biznesy USA i to nie wrozy dobrze.
                  Wiesz chyba, ze kapital ucieka dzis do Europy, bo USA
                  jest niewiarygodne. Ale masz naturalnie prawo wierzyc w
                  swoje dogmaty i mity, ktorych wyuczyles sie na studiach
                  ekonomicznych. Ja wiem swoje, bo mam oczy i uszy otwarte
                  na to co sie dzieje wokol mnie i poki nie zobacze
                  autentycznych zmian na lepsze, nie mam zamiaru wierzyc w
                  bajki, nawet jesli bedzie je opowiadal sam pan Bog.
                  pzdr
                  E
                  • Gość: rortysta odpowiedz powazna - czy ja bralem (?) cie powaznie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.05.03, 02:27
                    > Po prostu Twoje argumenty do mnie nie trafiaja.
                    To Twoj problem. Ale zeby nie miec zaufania do Kissingera!

                    > Ja tez czytam w roznych zrodlach i wiem, ze zaplacimy za
                    > te wojne i za restauracje Iraku co najmniej 100 mld $, a
                    > przy okupacji wieloletniej - znacznie wiecej (a moze
                    > nigdy nie poznamy prawdziwych kosztow).
                    Nooooo! sama powiedz. Czy Twoja teoria nie jest spiskowa.
                    Szacunki sa na $20b przez rok okupacji. Moze w miedzyczasie ktos
                    sie przylaczy do placenia rachunku.

                    > Poza tym dziwie sie, ze ekploatacja ropy kanadyjskiej bylaby
                    > tak kosztowna, jak opisujesz, skoro Bush chce eksploatowac
                    > rope na Alasce, co powinno byc jeszcze kosztowniejsze.
                    Ropa w Albercie i na Alasce jest tansza niz labradorskie piaski,
                    ale mozna z tego wycisnac 1/10 mozliwosci Iraku ciagle po
                    wyzszej cenie, Poza tym Alaska jest cenna ze wzgledu na
                    srodowisko. Kiedy wy w tym Ruchu zrozumiecie, ze ochrona
                    srodowiska kosztowala, i bedzie kosztowac.

                    > Masz naturalnie prawo nazywac szwindle korporacyjnie
                    > "cyklami ekonomicznymi", ale ja wiem, ze to byly szwindle
                    Ja nie mam zadnych naturalnych praw, mam tylko naturalne
                    odruchy. Otoz: Cykl ekonomiczny konczy sie zalamaniem nadziei,
                    ze mozna tak bez konca. Owszem ci CEO's przeskrobali, ale tak
                    samo zaszalalas Ty gdy kupowalas agresywne fundusze bez
                    opamietania. Ile razy mam Ci to tlumaczyc? Bylas czescia cyklu,
                    moze nawet w samym centrum cyklonu ze swoja naiwnoscia ze sie
                    dorobisz milionow.

                    > Ale masz naturalnie prawo wierzyc w swoje dogmaty i mity,
                    > ktorych wyuczyles sie na studiach ekonomicznych.
                    Aaaa, czyli prawo nie jest naturalne, WSZYSTKO jest naturalnie.
                    Wiec wyobraz sobie, ze "mai
                    juniwieristiety" ... "jekonomiczeskoje" to nie byly zadne szkoly
                    komunistyczne ani kapitalistyczne. Tych "dogmatow i mitow" ja
                    nuaczylem sie metoda Jacka Londona. Czytalem ksiazki i gazety,
                    najpierw w bibliotece SGPiS, a potem gdzie popadlo. Natomiast
                    Twoj zyciorys musialo wypelnic spokojne studiowanie w
                    eleganckiej bibliotece czegos na co komunistyczna wladza nie
                    musiala polozyc swojej lapy. Dlaczego tak sadze? Bo jestes taka
                    wydalikacona jak Ruth. To ja jestem Martin Eden.

                    > Ja wiem swoje, bo mam oczy i uszy otwarte
                    Tak, o tak. Wkurwiasz mnie z kazdym twoim slowem coraz i coraz
                    bardziej.

                    > wokol mnie i poki nie zobacze autentycznych zmian na lepsze,
                    > nie mam zamiaru wierzyc w bajki
                    Powierzam to Bogu, nie prosze go o laske dla ciebie.
                    • Gość: Emily Re: odpowiedz powazna - czy ja bralem (?) cie pow IP: *.nv.nv.cox.net 06.05.03, 01:39
                      Gość portalu: rortysta napisał(a):

                      > Ale zeby nie miec zaufania do Kissingera!

                      Nie musisz brac mnie powaznie. To Twoja sprawa. A
                      Kissngerowi prawie nikt w USA nie ufa, ostatnio zostal
                      wyrzucony z komisji, ktora ma badac wypadkii 911, za
                      ukrywanie pewnych waznych informacji.

                      > Nooooo! sama powiedz. Czy Twoja teoria nie jest spiskowa.
                      > Szacunki sa na $20b przez rok okupacji. Moze w
                      miedzyczasie ktos
                      > sie przylaczy do placenia rachunku.

                      Szacunkow jest wiele. Widzialam ich kilkanascie i koszty
                      wahaja sie of 20 mld to 700-800 mld. wybieraj.

                      >Kiedy wy w tym Ruchu zrozumiecie, ze ochrona
                      > srodowiska kosztowala, i bedzie kosztowac.

                      O jaki Ruch tu chodzi?

                      > Ja nie mam zadnych naturalnych praw, mam tylko naturalne
                      > odruchy. Otoz: Cykl ekonomiczny konczy sie zalamaniem
                      nadziei,
                      > ze mozna tak bez konca. Owszem ci CEO's przeskrobali,
                      ale tak
                      > samo zaszalalas Ty gdy kupowalas agresywne fundusze bez
                      > opamietania. Ile razy mam Ci to tlumaczyc? Bylas
                      czescia cyklu, > moze nawet w samym centrum cyklonu ze
                      swoja naiwnoscia ze sie > dorobisz milionow.

                      Widzisz moja naiwnosc polegala na tym, ze uwierzylam
                      (podobnie jak inni), ze np. kupuje zloto, a sprzedano mi
                      za cene zlota zwyczajne cegly. I to bylo to zwyczajane
                      zlodziejstwo. Wiem, ze na akcjach mozna tracic, tylko ze
                      w tym przypadku chodzilo o zorganizowane przestepstwo
                      oszukiwania i okradania ludzi na wielka skale. dlatego
                      tym CEOs wytoczono procesy. Ale skutek tych przestepstw
                      gieldowych jest dalekosiezny, bo teraz amerykanie mowia
                      "we are not playing this game any more", finito! bo
                      zalamalo sie zaufanie do systemu. I to moze powalic USA
                      gospodarczo, byc moze nieodwracalnie.

                      > Wiec wyobraz sobie, ze "mai
                      > juniwieristiety" ... "jekonomiczeskoje" to nie byly
                      zadne szkoly
                      > komunistyczne ani kapitalistyczne. Tych "dogmatow i
                      mitow" ja
                      > nuaczylem sie metoda Jacka Londona. Czytalem ksiazki i
                      gazety,
                      > najpierw w bibliotece SGPiS, a potem gdzie popadlo.
                      Natomiast
                      > Twoj zyciorys musialo wypelnic spokojne studiowanie w
                      > eleganckiej bibliotece czegos na co komunistyczna
                      wladza nie
                      > musiala polozyc swojej lapy. Dlaczego tak sadze? Bo
                      jestes taka wydalikacona jak Ruth. To ja jestem Martin Eden.

                      OK nie musimy sie licytowac:-)

                      > > Ja wiem swoje, bo mam oczy i uszy otwarte
                      > Tak, o tak. Wkurwiasz mnie z kazdym twoim slowem coraz
                      i coraz > bardziej.

                      ?????? what's that?

                      > > wokol mnie i poki nie zobacze autentycznych zmian na
                      lepsze,
                      > > nie mam zamiaru wierzyc w bajki
                      > Powierzam to Bogu, nie prosze go o laske dla ciebie.

                      Nie musisz prosic nikogo w moim imieniu. ale wyjasnie.
                      Chodzi mi o to, ze nie uwierze w przejrzystosc,
                      uczciwosc i wartosc spoleczna tego systemu ekonomicznego
                      (czyli amerykanskiego liberalnego kapitalizmu), zanim nie
                      zobacze, ze kieruja nim uczciwe prawa, ktore chronia
                      zwyklego czlowieka przed przestepczoscia wielkich
                      korporacji. Na razie reguly gry sa takie, ze korporacje
                      kupuja sobie prawa, ktore im tylko sluza, a reszta narodu
                      jest bezbronna i na pastwie losu. Dlatego amerykanska
                      gospodarka leci dzis w dol na leb i szyje i nie widac
                      zeby sie zatrzymywala. System ulegl implozji i wymagalaby
                      rewolucyjnych zmian ustawodawczych.
          • Gość: Emily Re: Rortysty IP: *.nv.nv.cox.net 03.05.03, 19:53
            Rortysto,
            milo chociaz, ze jest z kim dyskutowac. Przyznam Ci,
            wolalabym placic 4-5$ za galon benzyny niz oplacac te
            wszystkie wojny o rope, bo uwazam ze ich koszty ludzkie,
            moralne, polityczne i ekonomicznie sa zbyt duze. Dla mnie
            tania ropa iracka jest NEOPLACALNA. Rozmumiem, ze wy
            Kanadyjczycy korzystacie na tym, ze my wlaczymy o te
            tania rope, ale placimy za to my. I ja osobiscie nie
            chce, bo koszty wojny irackej szacuje sie na setki
            miliiardow $ i dla nas one wliczaja sie w cene tej ropy.
            Moj tekst roztal rozbity (choc oryginalnie ukazal sie w
            calosci), dzis dolaczylam koncowke. Przyznam, ze nie
            bardzo obchodza mnie dyskusje tych ekonomistow w
            poczatkow XX wieku, ale Kissingera mi prosze nie polecaj.
            Wiem, ze to inteligentny facet, ale nie mam do niego
            zaufania. On bardzo wiele zaszkodzil USA.
            pzdr
            E
        • Gość: Emily Re: DO FAUCONNIERA - ODPOWIEDZ NA LIST - cz. 2 IP: *.nv.nv.cox.net 03.05.03, 18:34

          6)
          Nie wiem, co myślą różni historycy o żywotności czy
          anachronizmie imperializmu i kolonializmu (przypuszczam
          że jest tu wiele opinii), ale moja ocena obecnej sytuacji
          zgodna jest z opinią Issy. Dziś w dobie ekonomicznej
          globalizacji mamy do czynienia w powstaniem potężnych
          międzynarodowych karteli i monopoli, które skupiają w
          swoich rękach nieopisanie wielki kapitał i praktycznie
          nieograniczoną władzę. I to już jest de facto
          kapitalistyczny totalitaryzm. Korporacje kupują sobie
          prezydentów i legislatorów, kierują nimi w sposób
          dowolny, i wyznaczają politykę zagraniczną wielu krajów.

          7)
          Nie kwestionuje Twego wywodu dotyczącego zaniku
          tradycyjnego proletariatu w dobie społeczeństwa
          informatycznego. Nie mniej gołym okiem widać, że skutkiem
          globalizacji jest stale powiększająca się klasa ludzi
          permanentnie bezrobotnych oraz gwałtowne kurczenie się
          klasy drobnych przedsiębiorców, którzy do niedawna byli
          filarem amerykańskiej gospodarki i tworzyli większość
          miejsc pracy. W USA rocznie padają tysiące biznesów,
          które nie wytrzymują konkurencji z biznesami azjatyckimi,
          lub meksykańskimi. Ludzie tracą nie tylko dochody, ale i
          ubezpieczenia, domy, wszystko. Ameryka się pauperyzuje i
          rośnie w niej populacja ludzi, którzy żyją na poziomie
          III świata. Może to jest to najwyższe stadium kapitalizmu?

          8)
          Wracam do wojny wietnamskiej. Jesteś jednym z bardzo
          nielicznych historyków, którzy jeszcze maja odwagę
          usprawiedliwić tę wojnę. Większość Amerykanów uważa ją za
          jedną z największych tragedii i pomyłek polityki
          zagranicznej USA. Sam McNamara przyznał się do tego i
          parę lat temu publicznie bił się w piersi prosząc naród
          o wybaczenie, że nie potrafił zatrzymać tej wojny, choć
          wiedział na wiele lat przed jej końcem, ze jest bez sensu
          i nie do wygrania. Nie sposób również zrozumieć celów
          politycznych tej wojny. Rzekomo był to strach przed
          komunizmem. Ale jakie znaczenie dla USA miał komunizm
          rozwijający się w małym azjatyckim kraiku? Praktycznie
          żadne. Wydaje się, że ta wojna była prowadzona albo dla
          zabezpieczenia interesów wielkiego kapitału, zwłaszcza
          przemysłu zbrojeniowego, który jako jedyny na niej
          zarobił, albo dla kaprysu paru facetów u władzy, którym
          niehonornie było przyznać się do błędu i porażki.

          9)
          Globalny antyamerykanizm. Zapewne jest wiele jego
          przyczyn i antyamerykanizm europejski ma inne korzenie
          niż arabski. Myślę, że ludzie i narody instynktownie nie
          tolerują ?bullies? i reagują na nich awersją i agresją.
          Politycy europejscy chcą mieć prawo decydowania o własnej
          polityce zagranicznej i nie zamierzają być pieskami na
          smyczy polityków amerykańskich, co jest całkiem normalne.
          I naturalna jest rywalizacja biznesów europejskich z
          biznesami globalnymi/amerykańskimi. O źródłach arabskiego
          antyamerykanizmu czytałam ciekawą książkę napisana przez
          historyka-dziennikarza pakistańskiego, pracującego w UK,
          który twierdził, że główną przyczyną tego zjawiska jest
          notorycznie niesprawiedliwy stosunek USA do sprawy
          palestyńskiej, o czym wiemy. Drugim zarzewiem nienawiści
          było wieloletnie stacjonowanie wojsk amerykańskich w
          Arabii S. Myslę (i nie tylko ja), że USA stanie się
          strawniejsza dla świata, kiedy spuści z buty i arogancji,
          ilustrowanej sloganami o osi zła, oraz ?kto nie z nami
          ten przeciw nam?, i kiedy skończy z rozbuchanym
          militaryzmem, który jest postrzegany jako zagrożenie dla
          świata. Świat jednobiegunowy jest niebezpieczny i na
          dłuższa metę nie do utrzymania. Za Clintona Stany miały z
          Europą całkiem poprawne stosunki, które zostały popsute
          przez obecną administrację. Myślę, że są one do
          naprawienia, ale wątpię, czy potrafi dokonać tego obecna
          ekipa z Białego Domu. Przypuszczam, że to się uda Hillary
          Clinton, która zdaje się szykuje się do najbliższych
          wyborów. A ogólnie uważam, że pora oddać władzę w ręce
          kobiet, bo mężczyźni po wielokroć udowodnili, że nie
          potrafią rządzić inteligentnie i pokojowo, choć zdarzają
          się naturalnie chlubne wyjątkiJ. Zaznaczam, że moje
          krytyczne uwagi wynikają tylko i wyłącznie z
          autentycznej troski o losy USA i świata.
          Pozdrawiam,
          Emily


    • Gość: robak lubie glupich 'przeciwnikow' IP: *.rev.o1.com 27.04.03, 04:46
      Jak ktos pisze "napewno Amerykanie mogliby by obalic Saddama bez wojny" to juz
      widac ze facet cierpi na wrzod 'napewno'. No i jeszcze inne kwiatki. Gdybym byl
      Michnikiem to bym az skakal z radosci ze mam tak glupiego 'przeciwnika'.
    • ksch Re: To nie była słuszna wojna 27.04.03, 12:37
      Zdumiewający jest poziom niektórych tez publikowanego artykułu.
      Jak intelektualista, filozof i eseista może opierać swoje
      argumenty na tak wątłych podstawach?
      Po pierwsze czy usprawiedliwione jest zabicie tyrana, jeżeli
      zabije się przy okazji niewinne dziecko? Pytanie należy
      uzupełnić- jeżeli tyran zabija dziennie 20 dzieci to pozwolenie
      mu trwać na stanowisku 100 dni jest zabiciem 2000 dzieci. Jestem
      daleki od prezentowania bilansu ofiar, tyle tylko że w tym
      przypadku mamy do czynienia z klasycznym lewicowym myśleniem.
      Precyzyjniej z myśleniem lewicowych intelektualistów Europy
      Zachodniej. Oni nie chcą mieć na sumieniu śmierci tego dziecka.
      Wolą aby zginęły 2000 zabite przez tyrana. Dlaczego? Ponieważ od
      tych ofiar łatwiej umyć ręce. Łatwiej było protestować przeciw
      interwencji w Wietnamie niż przeciw dziesiątkom reżimów, które
      powstały w regionie po wycofaniu się US. Te reżimy są
      zbrodnicze, lecz odległe, nie należą do naszej cywilizacji, mogą
      zabijać. My oczywiście nad tym ubolewamy, ale wolimy nic nie
      robić. Nic robienie czyli to zaniechanie to jest właśnie postawa
      zachowywania czystego sumienia- to nie my zabiliśmy dziecko, to
      oni zabili 2000. Co z tego, że przez nasze zaniechanie?
      Argument drugi, że znacznie łatwiej było zrobić przewrót i
      obalić Saddama. A co próbowali Amerykanie przez ostatnich
      kilkanaście lat? Szukanie prostych rozwiązań to znów uciekanie
      od odpowiedzialności.
      Argument trzeci- są gorsze reżimy. Tylko co z tego? Jeżeli na
      liście przestępców mamy pięć nazwisk a cztery pierwsze są poza
      naszym zasięgiem to czy nie należy łapać piątego? Poza tym
      upominanie się o Koree Płn. przez przeciwników wojny jest
      hipokryzją- kto pierwszy sprzeciwiłby się interwencji w Korei
      Płn.?
      Argument czwarty- Amerykanie przez kilka dekad nic nie robili
      przeciw krwawym reżimom, nawet je wspierali. To prawda, ale
      jeżeli dostarczałem noże dresom przez kilka lat to jeżeli teraz
      widzę do czego to prowadzi nie mogę chcieć im przeciwdziałąć?
      Czy popełnienie błędu dyskryminuje nas (w tym wypadku całe
      państwo) raz na zawsze?
      Argument piąty- być przeciw Bushowi nie znaczy być za Husajnem.
      Chyba jedyny słuszny. Niestety okraszony tak nieadekwatnym
      przykładem o księdzu gwałcącym zbrodniarkę, że przykro to
      czytać. Raczej porównałbym całe zdarzenie do takiego oto
      przykładu: osiłek prześladuje kilku młodszych uczniów w klasie.
      Wchodzi do kalsy największy chłopak w całej szkole i daje
      osiłkowi po pysku. Źle zrobił?
      Reasumując- cały artykuł pełen jest hipokryzji i nie trzyma się
      to jak mawia poseł Rokita "kupy".
      ksch
      • Gość: Issa Re: To nie była słuszna wojna IP: *.tnt1.chi15.da.uu.net 28.04.03, 03:15
        ksch napisał:

        > Raczej porównałbym całe zdarzenie do takiego oto
        > przykładu: osiłek prześladuje kilku młodszych uczniów w klasie.
        > Wchodzi do kalsy największy chłopak w całej szkole i daje
        > osiłkowi po pysku. Źle zrobił?

        JAK NAJBARDZIEJ. I co gorsza zrownal sie z osilkiem, stracil autorytet, i od
        dzis organizuje nowa bande, ktorej zadaniem bedzie ublizac i przesladowac
        innych.
        • ksch Re: To nie była słuszna wojna 01.05.03, 15:11
          Gość portalu: Issa napisał(a):

          > JAK NAJBARDZIEJ. I co gorsza zrownal sie z osilkiem, stracil autorytet, i od
          > dzis organizuje nowa bande, ktorej zadaniem bedzie ublizac i przesladowac
          > innych.
          Kogo? Innych osiłków? Potrzebujemy ich do czegoś? Tylko dlatego łatwo Ci jest
          tak pisać bo mieszkamy w państwie demokratycznym. Nam wygodnie jest brzydzić
          się wojną bo burzy nasz spokój. Oczywiście konferencja w Teheranie była w myśl
          Twojej teorii doskonałym posunięciem Zachodu, ponieważ nie stworzono
          prześladującej ZSRR bandy i nie wywołano kolejnej wojny. Dzięki temu przez 44
          lata żyliśmy w socjalistycznym raju z którego skutkami nie uporamy się przez
          następne 20 lat.
          ksch
      • Gość: P-77 Re: To nie była słuszna wojna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.03, 19:37
        ksch napisał:

        > Zdumiewający jest poziom niektórych tez publikowanego artykułu.
        > Jak intelektualista, filozof i eseista może opierać swoje
        > argumenty na tak wątłych podstawach?
        > Po pierwsze czy usprawiedliwione jest zabicie tyrana, jeżeli
        > zabije się przy okazji niewinne dziecko? Pytanie należy
        > uzupełnić- jeżeli tyran zabija dziennie 20 dzieci to pozwolenie
        > mu trwać na stanowisku 100 dni jest zabiciem 2000 dzieci. Jestem
        > daleki od prezentowania bilansu ofiar, tyle tylko że w tym
        > przypadku mamy do czynienia z klasycznym lewicowym myśleniem.
        > Precyzyjniej z myśleniem lewicowych intelektualistów Europy
        > Zachodniej. Oni nie chcą mieć na sumieniu śmierci tego dziecka.
        > Wolą aby zginęły 2000 zabite przez tyrana. Dlaczego? Ponieważ od
        > tych ofiar łatwiej umyć ręce. Łatwiej było protestować przeciw
        > interwencji w Wietnamie niż przeciw dziesiątkom reżimów, które
        > powstały w regionie po wycofaniu się US. Te reżimy są
        > zbrodnicze, lecz odległe, nie należą do naszej cywilizacji, mogą
        > zabijać. My oczywiście nad tym ubolewamy, ale wolimy nic nie
        > robić. Nic robienie czyli to zaniechanie to jest właśnie postawa
        > zachowywania czystego sumienia- to nie my zabiliśmy dziecko, to
        > oni zabili 2000. Co z tego, że przez nasze zaniechanie?
        Mylisz się. To nie jest wybów między mniejszym a większym złem, ale między
        sytuacją w której do zła NA PEWNO dojdzie (wojna, śmierć cywili) i sytuacją w
        której do zła dojść MOŻE.
        > Argument drugi, że znacznie łatwiej było zrobić przewrót i
        > obalić Saddama. A co próbowali Amerykanie przez ostatnich
        > kilkanaście lat? Szukanie prostych rozwiązań to znów uciekanie
        > od odpowiedzialności.
        Dużo bardziej zasadna jest teza, że pomysł obalenia Saddama narodził się
        niedawno, wcześniej byłą mowa tylko o jego rozbrojeniu. Zatem nie wiesz czy
        ewentualne wsparcie USA dla irackiej opozycji wewnątrz kraju nie byłoby
        sensowniejszym rozwiązaneim.
        > Argument trzeci- są gorsze reżimy. Tylko co z tego? Jeżeli na
        > liście przestępców mamy pięć nazwisk a cztery pierwsze są poza
        > naszym zasięgiem to czy nie należy łapać piątego? Poza tym
        > upominanie się o Koree Płn. przez przeciwników wojny jest
        > hipokryzją- kto pierwszy sprzeciwiłby się interwencji w Korei
        > Płn.?
        Gdyby była to interwencja z mandatu ONZ, na pewno bym nie protestował. Jednak
        prawo międzyanrodowe rządzi się swoimi prawami. Prawo weta dla stałych członków
        Rady Bezpieczeństwa jest niesłuszne, ale póki istnieje należy szanowac jego
        konsekwencje.
        > Argument czwarty- Amerykanie przez kilka dekad nic nie robili
        > przeciw krwawym reżimom, nawet je wspierali. To prawda, ale
        > jeżeli dostarczałem noże dresom przez kilka lat to jeżeli teraz
        > widzę do czego to prowadzi nie mogę chcieć im przeciwdziałąć?
        > Czy popełnienie błędu dyskryminuje nas (w tym wypadku całe
        > państwo) raz na zawsze?
        Dam prosty przykład czy strażaka, który dokonał podpalenia usprawiedliwia to,
        że zgasił pożar. Czy ktoś kto podłożył bombę staje się czysty dlatego że ją
        rozbroił?
        > Argument piąty- być przeciw Bushowi nie znaczy być za Husajnem.
        > Chyba jedyny słuszny. Niestety okraszony tak nieadekwatnym
        > przykładem o księdzu gwałcącym zbrodniarkę, że przykro to
        > czytać. Raczej porównałbym całe zdarzenie do takiego oto
        > przykładu: osiłek prześladuje kilku młodszych uczniów w klasie.
        > Wchodzi do kalsy największy chłopak w całej szkole i daje
        > osiłkowi po pysku. Źle zrobił?
        Wybacz, ale przykład podany w artykule jest bardziej adekwatny - Husajn
        dopuścił się ludobójstwa, ale nie ostatnio tylko kilka lat temu. To tak jakby
        klasowy osiłek został później pobity przez starszych kolegów, nawet w słusznej
        sprawie.
        • ksch Re: To nie była słuszna wojna 01.05.03, 14:56
          Gość portalu: P-77 napisał(a):


          > Mylisz się. To nie jest wybów między mniejszym a większym złem, ale między
          > sytuacją w której do zła NA PEWNO dojdzie (wojna, śmierć cywili) i sytuacją w
          > której do zła dojść MOŻE.
          Dlaczego piszesz o złu, do którego dojść "może". Czy nie przekonały Cię
          opowieści wielu emigrantów, którzy opisywali tortury i prześladowania jakich
          doświadczyli w Iraku? Powiedzmy to wprost: obalono zbrodniczy reżim. I to było
          mniejsze zło, którego nie chce uznać (z przyczyn doktrynalnych) lewica
          zachodnioeuropejska.
          > Dużo bardziej zasadna jest teza, że pomysł obalenia Saddama narodził się
          > niedawno, wcześniej byłą mowa tylko o jego rozbrojeniu. Zatem nie wiesz czy
          > ewentualne wsparcie USA dla irackiej opozycji wewnątrz kraju nie byłoby
          > sensowniejszym rozwiązaneim.
          Skąd ten pomysł? Lepiej, żeby w bratobójczych walkach (jak w Jugosławii)
          umierały tysiące, nienawidzących się ludzi- Szyitów, Sunnitów i Kurdów? To
          byłoby rozwiązanie na miarę XXI wieku? Opowiadasz się za takim rozwiązaniem
          tylko z powodu niechęci do wojsk amerykańskich,jak sądze.

          > Gdyby była to interwencja z mandatu ONZ, na pewno bym nie protestował. Jednak
          > prawo międzyanrodowe rządzi się swoimi prawami. Prawo weta dla stałych
          członków
          >
          > Rady Bezpieczeństwa jest niesłuszne, ale póki istnieje należy szanowac jego
          > konsekwencje.
          Moim zdaniem ONZ skompromitowała się tyle razy, że zwracanie na tą organizację
          uwagi w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego jest ślepą uliczką. Libia na
          czele Komisji Praw Człowieka?- ok. Niepotępienie Kuby za aresztowania
          opozycjonistów?- ok. Czeczenia? A gdzie to u licha jest? Ja nie popieram takiej
          organizacji, szczególnie jeśli ma służyć Francji do zgrywania mocarstwa.

          > Dam prosty przykład czy strażaka, który dokonał podpalenia usprawiedliwia to,
          > że zgasił pożar. Czy ktoś kto podłożył bombę staje się czysty dlatego że ją
          > rozbroił?
          Skąd ten pomysł? Uważam jedynie, że człowiek, który raz podłożył bombę a
          później zrobił coś pożytecznego (choć nie bez ofiar) nie można ciągle
          dyskredytować. Świat trzeba pojmować realistycznie a nie fantastycznie.
          Amerykanie święci nie są, ale są jedynym państwem, który może coś w tym świecie
          zmienić.
          > Wybacz, ale przykład podany w artykule jest bardziej adekwatny - Husajn
          > dopuścił się ludobójstwa, ale nie ostatnio tylko kilka lat temu.
          Tego pojąć nie mogę. Skoro od tych paru lat był tak dobry, to czemu własni
          obywatele okładali jego portret klapkami? Dlaczego nienawidzono Husajna? Raz
          ludobójstwo, potem święty. Absurd.
          > tak jakby
          > klasowy osiłek został później pobity przez starszych kolegów, nawet w
          słusznej
          > sprawie.
          I dobrze-nie chcemy bezmózgich osiłków w naszej klasie.

          ksch
      • Gość: P-77 Re: To nie była słuszna wojna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.03, 20:06
        JErzy niechcący sam sobie zaprzeczył.
        Otóż parę lat temu w czasiei interwencji kosowskiej pojawiła się teza zgodnie z
        którą jedyne co uzasadnia interwencję jest konieczność natychmiastowemu
        zapovieżeniu ludobustwu. Oraz że jedynie prawa człowieka są wartością wyższą
        niż pokój.
        Skoro więc wojna w obronie praw czlowieka jest słuszna a ta - w opinii Jerzego -
        służyła czemuś innemu to właściwie wniosek jest jeden - słuszna być nie mogła.
        Chyba że mamy taką oto sytuację - ktoś dokonał wyłomu w murze jakim były zasady
        leżące u podstaw ONZ.I nie będzie już wojen niesłusznych, wprost przeciwnie,
        owjna stanie się sposobem dochodzenia swoich racji.
        Jednak post Jerzego jest niebezpieczny z innego powodu. Otóż wynika z niego, że
        tak naprawdę mieszkańcy Iraku są w tym wszystkim najmniej ważni. Że nie chodzi
        o ich wyzwolenie. Że nie ma znaczenia czy zginie 200 czy 300 osób a może nawet
        im więcej tym lepiej bo to nie "nasza cywilizacja" na tym straci. Sam słyszałem
        opinie, że demokratyzacja IRaku to bzdura bo Arabowie to ograniczone brudasy,
        któe nie dorosły do demokracji.
        Mniejsza z tym, że reżim Husajna nie był reżimem religijnym. Że wicperpemierem
        w jego rządzie był chrześcijanin. Że być może IRak to najbardziej "zachodnie"
        pańśtwo na Bliskim Wschodzie.
        Jednak argumenty te nie mają większego znaczenia zważywszy na fakt, że dla
        JErzego islam jest największym zagrożeniem dla świata. Wprawdzie Jerzy o
        islamie wie niewiele ale i nie chce wiedzieć demonstrując tym samym zwykłą
        ksenofobię.
        Prawdopodobnie idolką Jerzego jest nawiedzona rasistka, Oriana Fallaci, której
        chore poglądy po 11 września doczekały się nobilitacji poprzez umieszczenie w
        poważnym czasopiśmie.
        Problem w tym, że islam wyrasta z tego samego pnia co judaizm i
        chrześcijaństwo. Że wkład islamu w rozwój świata jest olbrzymi - to Arabom
        zawdzięczamy nowożytną matematykę a w konsekwencji i rozwój techniki ( z
        internetem włącznie). Że być może system moralny w którym kobiety nie mają praw
        jest skandaliczny, ale przecież czy nie inaczej było jeszcze w XIX wieku na
        Zachodzie? JEżeli np. we Francji arabskie uczennice same domagały się
        możliwosci zakrywania twarzy dobrowolnie rezygnując z dobrodziejstwa równości
        to może o czymś świadczy.
        Z drugiej strony czy nasza "Cwyilizajcja" jest lepsza. Otóż nawoływanie do
        walki z islamem wszelkimi metodami w istocie czyni nas rónymi tym, z którymi
        chcemy walczyć.
        Na pewno nie należę do tej cywilizacji co Jerzy, Bush, bin Laden i Husajn. Już
        prędzej do tego świata chrześcijańskiego gdzie moralnym autorytetem jest JAn
        PAweł II.
        Widzę jak świat zachodni cofa się do epoki wojen krzyżowych, jak rasizm powraca
        do rangi oficjalnej doktryny.
        Dlatego nie mogę poprzeć wojny będącej kluczowym elementem tej ideologii.
    • Gość: Jerzy Re: To byla sluszna wojna. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 11:00
      Wszystko zalezy od punktu widzenia.

      Mozna, oczywiscie, zawsze odkurzyc i zdjac z polki Lenina, Cautzky,iego,
      Hobsona czy innych - niektorzy intelektualisci strasznie lubia takie "sosy".
      Ale chyba lepiej jest mowic o walkach pomiedzy cywilizacjami.
      Lepiej, bo bedziemy trzymac sie prawdy.
      Jakakolwiek by one nie byla - nawet najbardziej gorzka.

      Wtedy z punktu widzenia naszej cywilizacji byla to wojna sluszna, bo byla wojna
      prewencyjno - obronna.
      Niepotrzebne bylo tylko maskowanie jej "obrona praw czlowieka".
      Mozna by takze uzyc slowa ..."globalizacja".
      Mowiac szczerze, nic mnie nie obchodza inne, wrogie naszej, cywilizacje - byle
      tylko nie mieszaly sie do moich spraw.
      Nie powinienem pragnac ich zmiany: w koncu kazdy ma prawo zyc tak, jak chce -
      lub jak mu to narzucaja uwarunkowania cywilizacyjne danego regionu swiata.
      Wtedy i ja nie mialbym powodu ich atakowac.

      Inna kwestia jest, czy Amerykanie nie ulegli pokusie budowy nowego
      uniwersalnego imperium...
      Bo jesli tak, to powinni przed realizacja swoich dalekosieznych planow
      przestudiowac dokladniej historie.
      Wtedy wszystko byloby dla nich jasne.
      Ale moze zrobili to niezbyt dokladnie i uwierzyli, ze oni, Amerykanie, zrobia
      to lepiej niz ich wielcy poprzednicy na swiatowej arenie?
      A moze byl( i chyba bedzie)to wynik aprioryzmu myslowego, cechujacego niektore
      ich elity...

      (J)
      • goldbaum Re: "nasza" cywilizacja? 28.04.03, 12:17
        Gość portalu: Jerzy napisał(a):

        > Wtedy z punktu widzenia naszej cywilizacji byla to wojna sluszna, bo byla
        > wojna prewencyjno - obronna.

        A pan Jerzy piszac o "naszej" cywilizacji ma na mysli jaka cywilizacje?
        Zachodnia czy zydowska?
        • Gość: Jerzy Re: 'nasza' cywilizacja? IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 12:30
          W potocznym znaczeniu mowimy o "cywlizacji zachodniej" ale sluszniej moze(i
          blizej prawdy) bedzie mowienie o cywilizacji "judeo - chrzescijanskiej".
          Jesli Pan sie zle czuje w naszej cywilizacji, to lepiej byloby ja opuscic i
          przystac do innej.
          Moze Pan wybierac w chinskiej, hinduskiej, turanskiej, turansko-bizantynskiej,
          islamskiej.
          Ale mozna tez ciagle ryc pod nasza cywilizacja, by ja oslabic,np. wypisywaniem
          idiotyzmow.
          Jak ten wloski filozof.
          A moze Pan tez?
          (J)
          • goldbaum Re: Zyd aryjczyk? 28.04.03, 12:44
            To juz wreszcie tak daleko jest, ze zachodnia i zydowska to to samo: "judeo-
            chrzescijanska"???? To jak tak dalej pojdzie, to my zydzi moze niedlugo
            aryjczykami zostaniemy!!! Kto by pomyslal!?

            A ja glupi myslal, ze zachodnia i chrzescijanska nijak nie do pogodzenia z
            zydowska. No bo jak to mozliwe, jak zydzi zabili chrzescijanom ich Boga i oni
            za to zabijali Zydow przez 2000 lat....

            To teraz trzeba by jeszcze jakies zastepstwo dla Zydow znalezc bo cywilizacja
            zachodnia i chrzescijanska bez niedobrych zydow do bicia istniec nie moze.....

            Moze by tak Arabow? Dobrze by sie nadawali na (nowych) Zydow do bicia!
            Podobni sa, podobnie gadaja. Na chrzescijanskim Zachodzie ich w sam raz -
            akurat, zeby pare fajnych pogromow zrobic.....

            Teraz tylko jeszcze trzeba wmowic wszystkim jacy to oni sa zli i brudni...
            Ale z tym nie powinno byc wiekszych problemow..
            • Gość: Jerzy Re: Zyd aryjczyk? IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 13:19
              Nigdy tego nikomu na Forum nie mowilem, ale Panu powiem: Pan jest idiota.
              (J)
              • goldbaum Re: zlosc pieknosci szkodzi 28.04.03, 13:47
                Niech pan sie tak nie denerwuje. Pan o tym nie wie a ja bardzo cenie panski
                wklad w kreowanie obrazu (nowego) Zyda, ktory tak bardzo pomoze nam (zydom)
                skonsolidowac sie wreszcie z zachodem.

                Nic przeciez tak nie laczy jak wspolny wrog!

                "Czarny cien nad dachami Europy"...."Noz w plecy".... Tylko pan potrafi tak
                wymownie i oryginalnie opisac zagrozenia, dla kultury "judeo-chrzescijanskiej"
                plynace z islamu....
                • Gość: Jerzy Re: zlosc pieknosci szkodzi IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 14:15
                  Czy to sie Panu podoba czy tez nie, jest Islam obecnie najpowazniejszym
                  zagrozeniem Zachodu. To fakt.
                  Zagrozenia ze strony USA( i Izraela) jakos sie nie boje, chciaz Pan
                  najwyrazniej - tak.
                  Dlatego ciesze sie z tego, ze USA raz jeszcze w obronie Zachodu ( a wiec i jej
                  samej, oczywiscie) wystepuje.
                  Powiem wiecej: nalezalo isc za ciosem : obalic Syrie i Iran.
                  Rozwalic tam wszystko i ...wyjsc.
                  I nie bac sie tego miliarda rozloszczonych muzulmanow na swiecie.
                  Dlaczego?
                  Dlatego, ze taka okazja, tj. konfiguracja polityczna i stosunek sil, moze sie
                  juz w przyszlosci nie powtorzyc.

                  Nie nalezy tylko jednego: budowac tam demokracji, bo to sie nie uda.
                  Swiat arabski jest niereformowalny pomimo syreniego choru jego wielbicieli.
                  Przynajmniej jeszcze nie dzis - moze za piecset, szescset lat taka
                  cywilizacyjna praca Zachodu sie powiedzie.

                  Nalezalo wiec poteznie uderzyc i spokojnie czekac.

                  (J)
                  • goldbaum Re: zlosc pieknosci szkodzi 28.04.03, 14:57
                    I takiego wlasnie pana najbardziej cenie i szanuje:
                    "poteznie uderzyc i spokojnie czekac" "rozwalic wszystko" czyli "ostatecznie
                    rozwiazac" ta "kwestie" (Endlösung - chyba sie to nazywa)

                    Uwielbiam w panu to, jak obrazowo i przekonywujaco ukazuje nam pan zupelna
                    odmiennosc "rasy" arabskiej i jej szkodliwosc dla swiata "judeo-
                    chrzescijanskiego". Budowa demokracji "sie nie uda" bo ta rasa... o
                    przepraszam "swiat arabski" jest "niereformowalny", tzn. niezdolna do tego.
                    Krotko mowiac szkodliwy wybryk natury, zbyt prymitywny, zeby zrozumiec i
                    przyswoic sobie dobrodziejstwa cywilizacji "judeo-chrzescijanskiej". Dlatego
                    trzeba "wszystko rozwalic".

                    "Cywilizacyjna praca" zachodu (tego judeo-chrzescijanskiego) oczywiscie!
                    sie "nie powiedzie" tak samo jak nie "wiodla" sie w przypadku Zydow, ktorzy
                    przez 2000 lat byli zupelnie "niereformowalni" i dlatego "poteznie uderzano" w
                    nich w regularnych odstepach czasu, oferujac im czasami (fair) przyjecie
                    chrzescijanstwa. Ale oni nie chcieli sie "reformowac".
                    W koncu uderzono w nich dosyc powaznie. Mozna powiedziec, ze "rozwalono"
                    (prawie) "wszystko" bo byli tacy (a nie bylo ich malo), ktorzy uwazali ich
                    za "najpowazniejsze zagrozenie Zachodu". To fakt.

                    Teraz jednak sie "zreformowali" i to tak bardzo, ze uwzaja sie za awangarde
                    czegos, co "reformowalo" ja na stosach, dzidami, mieczami, siekierami i
                    cyklonem B.
                    I tez bardzo chca "uderzac" czym popadnie w tych nowych "niereformowalnych"
                    Zydow.

                    No ale czy mi sie to podoba czy nie "Islam" jest "obecnie najpowzaniejszym
                    zagrozeniem Zachodu. To fakt." ;)
                    • Gość: Jerzy Re: zlosc pieknosci szkodzi IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 15:20
                      Witaj Panie Podoficerze..."armii arabskiej".
                      Komentowac tego nie bede, bo musze do pracy.
                      Ale z pewnoscia bedzie jeszcze okazja...by spruc jedna z beleczek.
                      (J)
                      • goldbaum Re: zlosc pieknosci szkodzi 28.04.03, 15:59
                        no to "pruj" do roboty gorliwy neofito "judeo-chrzescijanstwa", nasz zydowski
                        hauptideologu nowej teorii rasowej i "ostatecznego rozwiazania kwestii".
      • Gość: abc Re: To byla sluszna wojna. IP: *.sympatico.ca 28.04.03, 15:13
        Gość portalu: Jerzy napisał(a):

        > Inna kwestia jest, czy Amerykanie nie ulegli pokusie budowy nowego
        > uniwersalnego imperium...
        > Bo jesli tak, to powinni przed realizacja swoich dalekosieznych planow
        > przestudiowac dokladniej historie.
        > Wtedy wszystko byloby dla nich jasne.
        > Ale moze zrobili to niezbyt dokladnie i uwierzyli, ze oni, Amerykanie, zrobia
        > to lepiej niz ich wielcy poprzednicy na swiatowej arenie?
        > A moze byl( i chyba bedzie)to wynik aprioryzmu myslowego, cechujacego...

        "aprioryzmu myslowego" :-)))
        jeszcze sie nie spotkalem z takim okresleniem.
        co tez ludzie nie wymysla...
        nie mozna tego ujac dostadniej, powiedzmy "mesjanizm" ?
        • Gość: Jerzy Re: To byla sluszna wojna. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 15:23
          Jeszcze z wieloma innymi rzeczami sie Pan nie spotkal.To sprawa doswiadczenia
          zyciowego - bywa, ze i wyksztalcenia.
          (J)
          • Gość: abc Re: To byla sluszna wojna. IP: *.sympatico.ca 28.04.03, 15:46
            Dobrze, ze dodałeś słowo o wykształceniu gdyż sam zwrot nie wiele ma wspólnego
            z doświadczeniem życiowym.
            Choć dla kogoś kto się uczy tylko od innych jest to możliwe.
            Traci to trochę snobizmem (a moze i mesjanizmem, kto wie..) gdyż nie na tym
            polega nauka słownictwo i słowotwórstwo.
            • Gość: Jerzy Re: To byla sluszna wojna. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 21:58
              Wiem, ze niektorzy forumowicze maja skonczona szkolke plywacka i akademie
              pierwszomajowa.
              A jednak, przed zabraniem glosu (nawet jesli to beda glupie wywody) powinni
              chociaz zadac sobie troche trudu i poszperac po slownikach, jesli jakies slowo
              nieznane...
              Pan sobie tego trudu nie zadal.
              To tez o czyms swiadczy.
              (J)
              • Gość: abc Re: To byla sluszna wojna. IP: *.sympatico.ca 29.04.03, 18:30
                swietnie!
                podaj mi wiec definicje Twojego "aprioryzmu myslowego" oraz
                przedstaw mi to co "cechujacego niektore ich elity..." w odniesienku do
                tego terminu.
    • Gość: spokojny Re: To nie była słuszna wojna IP: *.cyf.gov.pl 28.04.03, 12:10
      Bardzo dobry i mądry artykuł. Gratuluję Gazecie i red.
      Michnikowi uczciwości intelektualnej. Współczuję korespondentom,
      którzy nie potrafią opanować swojej prymitywnej agresji i
      demaskują swój brak kultury.
      • Gość: skromny Europa przegrywa IP: *.vline.pl 28.04.03, 12:54
        Europa przegrywa z USA w polityce,gospodarce.
        Niszczy sama siebie zgnilym liberalizmem w polityce,prawie,jest slepa na to,ze
        to wlasnie wobec niej oprocz Izraela,swiat Islamu jest najwiekszym
        zagrozeniem.Europa to juz taka starucha umierajaca...wlasciwie tylko dzieki
        wejsciu USA do Europy Zachodniej,uniknela ona przejscia pod okupacje soviecka.
        Zgnily zdegenerowany,glownie z wlasnej woli kontynent.
        Jak zapanuje w Europie Islam to tacy filozofowie jak ten Wloch,zaznaja tego
        czego zaznaja obecnie Chrzescijanie w Sudanie.
        • Gość: Jerzy Re: Europa przegrywa IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 13:33
          Co racja , to racja...z jedna poprawka: Izrael nie jest zagrozeniem Europy.
          To Europa wlasnie, kumajac sie od dluzszego czasu stale z Arabami, sama staje
          posrednio ich sojusznikiem.
          A jesli tak, to pracuje Europa przeciw sobie samej.
          Jak ten wloski filozof( stanowiacy, koniec koncow elite kulturalna naszego
          kontynentu), ktory mogl uzyc swojej wiedzy w lepszy sposob, np. krytykujac USA
          za uzywanie falszywych hasel (choc, byc moze, Amerykanie pod wplywem propagandy
          uwierzyli, ze "prawa czlowieka" sa "motorem przyszlych dziejow swiata")
          podkreslil koniecznosc i prawa Zachodu (a wiec i Europy) do obrony jej bytu.
          (J)
          • Gość: skromny Re: IP: *.vline.pl 28.04.03, 15:40
            Ja nie pisalem,ze Izrael jest zagrozeniem dla Europy,tylko Islamska Cywilizacja
            jest zagrozeniam dla Europy tak jak dla Izraela rowniez...
            ps. te "prawa czlowieka " to w rzeczywistosci mieszanina zgnilizny liberalno-
            jakobinsko-humanistycznej i utopijnej,ktora nie reaguje na ZLO tylko daje mu
            alibii i wolna reke,a wrecz je promuje np. w moralnosci i prawie karnym.
            Upadnie ta utopia tak samo jak Komunizm,szkoda tylko jego
            ofiar...

            Pozdr.
            • goldbaum precz z prawami czlowieka.. 28.04.03, 16:02
              Gość portalu: skromny napisał(a):


              > ps. te "prawa czlowieka " to w rzeczywistosci mieszanina zgnilizny liberalno-
              > jakobinsko-humanistycznej i utopijnej,ktora nie reaguje na ZLO tylko daje mu
              > alibii i wolna reke,a wrecz je promuje np. w moralnosci i prawie karnym.

              Tez juz od dawna mowie: precz z prawami czlowieka!

            • Gość: Jerzy Re: IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 28.04.03, 22:15
              Calkowicie sie zgadzam - sprostowanie dobre.
              Nalezaloby sie jednak zastanowic, czy cywilizacja upadnie, bo my upadamy?
              Jesli przyjmiemy, ze nasza cywilizacja jest organizmem (czyms zywym) i jesli
              potrafimy postawic prawidlowa diagnoze choroby, to niekonicznie musi dojsc do
              jej dezintegracji.
              Organizmy mozna leczyc.Ba, on sie sam moze uleczyc - sa na to dowody.Czyli duzo
              zalezy od naszej postawy psychicznej - czy potrafimy w sobie odnalezc dosc sily
              psychicznej, by chorobe zwalczyc?
              Bo jest ona, choroba, dobrze rozpoznana.
              Tak samo, jak wrogi organizmowi mechanizm - te wszystkie orientalno-arabskie
              wtrety w naszej cywilizacji.
              Juz z jednym mechanizmem, sowieckim komunizmem, bedacym zawiesista mieszanina
              marksizmu,bizantynizmu i turanskosci, poradzilismy sobie.
              Wlasnie dzieki Ameryce.
              Dzis niektorzy z tych pacyfistycznych matolow znow podnosza glowy: oni wiedza,
              ze walka trwa dalej, ze jeszcze nic pewnego...
              Dlatego wlasnie napisalem, ze szkoda... Szkoda, ze nie rozwalono calego
              Bliskiego Wschodu.
              Moze to jeszcze nastapi - wciaz nie trace nadziei.

              Ale to tylko militarne zwyciestwo(choc dobre) - taki polsrodek, opozniajacy ich
              uderzenie. Nalezy przebudowywac siebie - caly Zachod czyli trzeba wrocic do
              korzeni. Postawic wyzej etyke.
              Wtedy wygramy.
              (J)
              • goldbaum Re: 28.04.03, 22:45
                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                > Szkoda, ze nie rozwalono calego Bliskiego Wschodu.
                > Moze to jeszcze nastapi - wciaz nie trace nadziei.
                >
                > Nalezy przebudowywac siebie - caly Zachod czyli trzeba wrocic do
                > korzeni. Postawic wyzej etyke.

                Masz racje. Nie trac nadzieji.
                Stawiaj wyzej "etyke", wroc do "korzeni" i snij dalej o "rozwalaniu" "calego
                Bliskiego Wschodu" i nie tylko....

                Siegnij od czasu do czasu do literatury bo takich co to "rozwalali" w
                imie "korzeni" i "wyzej postawionej" "etyki" byla juz (doslownie) cala kupa.
                I w roznych odcieniach: od czerwieni po gleboki (mocno zalatujacy kalem) braz.
                Mniej wiecej w samym srodku tej "zawiesistej mieszaniny" dryfuja powoli,
                otoczone metnym sluzem twoje fantazje o "rozwalaniu" oczywiscie, zeby "uleczyc"
                i "zwyciezyc"....

                Jestem z toba.
                • Gość: Jerzy Re:Toczenie piany z pyska nic nie pomoze. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 29.04.03, 01:07
                  Ja rozumiem, ze ma Pan zobowiazania wobec tych ludzi...w burnusach.
                  Ale ja nie.

                  Prosze wiec nie poprzestawac na tych inwektywach - Pana stac na wiecej.Wiem o
                  tym, bo czytalem Pana posty.
                  I chyba tego wlasnie powinien sie Pan trzymac w swoich postach, bowiem
                  w sprawach merytorycznych niewiele ma Pan do powiedzenia.
                  Czyli w pewnym sensie udalo sie Panu jakos glupote "zbalansowac" - w swoim
                  przekonaniu, rzecz jasna.

                  A propos "zbalansowania": gdzie sie podziewa Pana przyboczny?

                  (J)
                  • goldbaum no to nie tocz tej piany. 29.04.03, 09:54
                    Ja naprawde cie podziwiam za twoja odwage bracie zydzie. Za odwage twoich
                    radykalnych i szczerych pogladow. A my zydzi powinnismy trzymac sie razem -
                    w kupie. Dlatego wspieram cie w artykulowaniu tego, co chcesz swiatu przekazac.
                    Wielu ludzi mysli podobnie jak ty ale oni boja sie uzéwnetrznic.
                    Boja sie, ukazania "zawiesistej mieszaniny" ich radykalnych pogladow. A
                    przeciez to nic nowego. 150 lat temu Dostojewski katalogizujac trafnie tych
                    wszystkich nawiedzonych prekursorow nadchodzacych rzezni i "rozwalania" ukazal
                    ta cala "mieszanine". Duzo bylo pozniej tych, ktorzy w imie "korzeni"
                    i "etyki" "rozwalali" przez ponad pol wieku. I "rozwalic" w imie "etyki"
                    i "korzeni" udalo im sie nie malo.

                    Zycze odwagi i wytrwalosci. Bede cie wspierac, gdzie tylko sie da. Siegnij od
                    czasu do czasu do literatury ubieglych lat. Byc moze pozwoli ci ona dokonac
                    niejednego skrotu w twoich poszukiwaniach.
                    • Gość: Jerzy Re: no to nie tocz tej piany. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 29.04.03, 15:12
                      Podzielam w pelni poglad JK, ze "Pax Americana" jest lepszy niz....pokoj w
                      Europie pod egida Niemiec.
                      Taki wlasnie pokoju w Europie przedluzono dzieki wojnie z Irakiem. Albo sie to
                      widzi, albo nie.

                      Inna natomiast sprawa sa "wojny sprawiedliwe" lub prowadzone w "imie obrony
                      praw czlowieka" i ich krytyka.

                      Zastanowmy sie: "wojna sprawiedliwa" musi prowadzic do podzialu na "dobrych"
                      i "zlych" To pierwsze, najpopularniejsze przyblizenie - dobre dla motlochu.
                      Inne sprawy, cala roznorodnosc zycia politycznego, bezposrednia przyczyna
                      wojny, kolizje interesow stron, gina w ogluszajacym wrzasku propagandy,
                      maskujacej prawdziwy cel wojny.
                      Czyli "bellum justum" przeksztalaca sie w "bellum punitivum" - a to juz
                      zdegenerowana ekspedycja karna. Moze takze sie zmienic "bellum justum"
                      w "bellum internecinum" - czyli w wyprawe eksterminacyjna...

                      Wlasnie dlatego, doceniajac w pelni dokonanie Ameryki w obronie Zachodu
                      jednoczesnie dystansuje sie od jej hasel, pod ktorymi "Pax Americana" chce
                      zaprowadzic. Bo globalnie tego pokoju zaprowadzic sie nie da - historia
                      wypowiedziala sie w tej kwestii jednoznacznie.
                      Czyli, ze popierajac Ameryke w wojnie z Arabami (=swiatem islamu) jestem
                      zdecydowanym przeciwnikiem demokratyzowania tego swiata "na sile". To sie nie
                      moze udac: naprzeciw stoja zupelnie dwie rozne cywilizacje.
                      Historia okreslila, ze w sytuacjach, w ktorych zadna z nich nie chce sie
                      poddac drugiej i obie sa zywotne, musi dojsc do wojny. A jesli tak, to zupelnie
                      nie ma potrzeby, by przyczyny tej wojny maskowac haslami " obrony praw
                      czlowieka", "wojny sprawiedliwej" , itp.

                      Innymi slowy bardziej moralne jest zdystansowanie sie od teorii "wojny
                      sprawiedliwej" -jak to uczynil kilkaset lat wczesniej Makiawel - niz jej
                      popieranie. Ale zdystansowanie sie nie oznacza "zaprzestania wojny" ale oznacza
                      jej wlasciwe odczytanie w kategoriach makiwelizmu.
                      Czyli nie jako apologii okrucienstwa, polityki bez sumienia ale oczyszczenie
                      wszystkich okolicznosci do wojny doprowadzajacych (i jej samej) od
                      ideologicznego falszu i obludy, od fanatyzmu, religii a nawet moralnych
                      przyczyn i usprawiedliwien.
                      Okazuje sie wiec, ze wbrew pozorom "powrot do korzeni", czego chcial Makiawel,
                      oznacza pozbawienia wojny wlasnie obludy ideologicznej i fanatyzmu.
                      Gdy wprowadzimy taka poprawke to bez trudu zauwazymy, ze rzekome "szlachetne"
                      cele "obrony praw czlowieka" nie moga dluzej maskowac i usprawiedliwiac kazdego
                      okrucienstwa.
                      Rownoczesnie, poniewaz wlasna pozycja nie jest moralnie wyzsza, wrog stoi na
                      tej samej plaszczyznie i jest rownorzednym przeciwnikiem w wojennej grze: nie
                      ma potrzeby go demonizowac i mozna(a nawet trzeba) szanowac jego prawa.

                      Wojna , do czego nawiazywal takze Clausewitz, powinna byc "racja stanu".Co to
                      oznacza?
                      To, ze wojna moze byc zwyklym srodkiem polityki (czego, rzecz prosta, nie
                      akceptuja pacyfisci i demoliberalne rzady):moze byc zrodlem cierpien jesli
                      przekracza ona pewne granice lub jak najbardziej stosownym srodkiem polityki,
                      jesli wynika ona z chlodnej, poozbawionej emocji racji stanu.

                      To bylo trudne w XXw i wydaje sie byc takiez samo w wieku XXI. Namietnosci
                      narodow, rozpalone przy pomocy pozbawionej wszelkich hamulcow propagandy przez
                      politykow, rozbudzenie najnizszych instynktow ma zapewnic ofiarnosc i aktywnosc
                      mas.
                      Poniewaz w demokracjach walczy caly narod (rezym w Iraku wbrew pozorom byl …
                      demokratyczny) caly przeciwny narod jest odpowiedzialny a wlasnemu nalezy
                      wpajac nienawisc do wroga.Wypowiedzenie wojny staje sie jakby rodzajem
                      klatwy "oswieconych" narodow z tym, ze nie kieruje sie ona, jak dawniej,
                      przeciw jednostce, ale przeciw wszystkim mieszkancom. Ich prawo do zycia,
                      wolnosci, godnosci i wlasnosci zostaje zakwestionowane.

                      Jako przyklad zdemokratyzowanej, histerycznej propagandy chcialbym przytoczyc …
                      modlitwe czlonkow amerykanskiego Kongresu z okresu I w.sw. W ktora USA wciagna
                      Woodrow Wilson.
                      Prosze zauwazyc, ze I w.sw. byla wojna wielkich demokracji i dla rozbuchania
                      nastrojow siegano po obydwu stronach do propagandy, malujac wroga jako
                      odrazajace monstrum.
                      Oto jak sie modlili czcigodni kongresmani na jednym z posiedzen:

                      "Wszechmocny Boze - Nasz Niebieski Ojcze!.
                      Ty wiesz, o Panie, ze stoimy w walce na smierc i zycie przeciw najbardziej
                      nikczemnym, krwiozerczym, chciwym, grzesznym, podlym narodom, jakie
                      kiedykolwiek zhanbily karty historii.
                      Ty wiesz, ze Niemcy z ludzkich oczu wycisnely dosc lez, by wypelnic nimi nowy
                      ocean; ze przelaly dosc krwi, aby poczerwienialy od niej wszystkie fale tego
                      oceanu; ze z serc mezczyzn, kobiet i dzieci wycisnely dosc krzykow i jekow, aby
                      zbudowac z nich nowy lancuch gorski(…).
                      Prosimy Cie, Panie, obnaz swoje potezne ramie i uderz w szara sfore tych
                      wyglodnialych, wilczych Hunow, ktorym ze szponow cieknie krew i flegma. Prosimy
                      Cie, spraw, zeby gwiazdy, wiatry i fale walczyly przeciw nim".

                      Dla mojej wojny przeciw Irakowi ( a takze przeciw Iranowi, Syrii) nie
                      potrzebowalby takiej modlitwy. Ani "praw czlowieka", ani "obrony najwyzszch
                      wartosci".
                      Moze i USA z czasem zarzucila te idiotyczna frazeologie na uzasadnienie swojej
                      polityki.
                      Moze…
                      Tak czy inaczej: z Irakiem poszlo szybko i gladko. To mnie cieszy.
                      (J)



    • Gość: P-77 Re: To nie była słuszna wojna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.03, 20:13
      Jerzy niechcący sam sobie zaprzeczył.
      Otóż parę lat temu w czasiei interwencji kosowskiej pojawiła się teza zgodnie z
      którą jedyne co uzasadnia interwencję jest konieczność natychmiastowemu
      zapovieżeniu ludobustwu. Oraz że jedynie prawa człowieka są wartością wyższą
      niż pokój.
      Skoro więc wojna w obronie praw czlowieka jest słuszna a ta - w opinii Jerzego -
      służyła czemuś innemu to właściwie wniosek jest jeden - słuszna być nie mogła.
      Chyba że mamy taką oto sytuację - ktoś dokonał wyłomu w murze jakim były zasady
      leżące u podstaw ONZ.I nie będzie już wojen niesłusznych, wprost przeciwnie,
      owjna stanie się sposobem dochodzenia swoich racji.
      Jednak post Jerzego jest niebezpieczny z innego powodu. Otóż wynika z niego, że
      tak naprawdę mieszkańcy Iraku są w tym wszystkim najmniej ważni. Że nie chodzi
      o ich wyzwolenie. Że nie ma znaczenia czy zginie 200 czy 300 osób a może nawet
      im więcej tym lepiej bo to nie "nasza cywilizacja" na tym straci. Sam słyszałem
      opinie, że demokratyzacja IRaku to bzdura bo Arabowie to ograniczone brudasy,
      któe nie dorosły do demokracji.
      Mniejsza z tym, że reżim Husajna nie był reżimem religijnym. Że wicperpemierem
      w jego rządzie był chrześcijanin. Że być może IRak to najbardziej "zachodnie"
      pańśtwo na Bliskim Wschodzie.
      Jednak argumenty te nie mają większego znaczenia zważywszy na fakt, że dla
      JErzego islam jest największym zagrożeniem dla świata. Wprawdzie Jerzy o
      islamie wie niewiele ale i nie chce wiedzieć demonstrując tym samym zwykłą
      ksenofobię.
      Prawdopodobnie idolką Jerzego jest nawiedzona rasistka, Oriana Fallaci, której
      chore poglądy po 11 września doczekały się nobilitacji poprzez umieszczenie w
      poważnym czasopiśmie.
      Problem w tym, że islam wyrasta z tego samego pnia co judaizm i
      chrześcijaństwo. Że wkład islamu w rozwój świata jest olbrzymi - to Arabom
      zawdzięczamy nowożytną matematykę a w konsekwencji i rozwój techniki ( z
      internetem włącznie). Że być może system moralny w którym kobiety nie mają praw
      jest skandaliczny, ale przecież czy nie inaczej było jeszcze w XIX wieku na
      Zachodzie? JEżeli np. we Francji arabskie uczennice same domagały się
      możliwosci zakrywania twarzy dobrowolnie rezygnując z dobrodziejstwa równości
      to może o czymś świadczy.
      Z drugiej strony czy nasza "Cwyilizajcja" jest lepsza. Otóż nawoływanie do
      walki z islamem wszelkimi metodami w istocie czyni nas rónymi tym, z którymi
      chcemy walczyć.
      Na pewno nie należę do tej cywilizacji co Jerzy i Bush. Już
      prędzej do tego świata chrześcijańskiego gdzie moralnym autorytetem jest JAn
      PAweł II.
      Widzę jak świat zachodni cofa się do epoki wojen krzyżowych, jak rasizm powraca
      do rangi oficjalnej doktryny.
      Dlatego nie mogę poprzeć wojny będącej kluczowym elementem tej ideologii.




      • hanni Re: chyba szkoda pary... 28.04.03, 20:21
        Czy nie szkoda Ci tyle energii i czasu na kogos o TAKICH pogladach?
        --------------------------------------------------------------------------------
        Cytat:
        "nalezalo isc za ciosem : obalic Syrie i Iran.
        Rozwalic tam wszystko i ...wyjsc.
        I nie bac sie tego miliarda rozloszczonych muzulmanow na swiecie"

        --------------------------------------------------------------------------------
        "Obalic Syrie i Iran"... ot tak sobie, "isc za ciosem". Podstawy prawne? Powody?
        "Rozwalic wszystko" i "wyjsc".

      • ksch Re: To nie była słuszna wojna 01.05.03, 15:07
        Padają w tym wątku tezy następującej treści:
        1)wojna była niesprawiedliwa bo nie było mandatu ONZ
        2)Można było obalić inaczej Husajna
        3)A przede wszystkim, że każda wojna jest złem i nic jej nie usprawiedliwia.
        Po pierwsze, gdyby ONZ usankcjonowało atak na Białoruś poparlibyście ją, tylko
        dlatego że ma mandat skompromitowanej organizacji nazywanej ONZ? Po drugie
        można było albo: wesprzeć opozycję co doprowadziłoby do drugich Bałkanów,
        ewentualnie zabić dyktatora, tylko co by to zmieniło? Czy zabicie Breżniewa
        automatycznie doprowadziłoby do upadku ZSRR? Są wojny konieczne lub pożyteczne-
        zmieniające świat w bezpieczniejsze miejsce. Myślenie, że każda wojna jest
        bezwzględnym złem jest teoretyzowaniem, które jest domeną lewicowców. Ta droga
        myślenia prowadzi analogicznie do poparcia socjalizmu jako bardziej
        sprawiedliwego systemu podziału dóbr. Czy chcielibyście mieszkać z powrotem w
        PRL'u? Powodzenia.
        P.S.: pojawiła się też teza o chamskiej agresji przeciw temu artykułowi. Jeżeli
        spieranie się jest chamską agresją to również autor tego artykułu dokonał jej
        względem A. Michnika.
        ksch
    • Gość: Amrik MICHNIK NA LOPATKACH!!! IP: 208.45.171.* 28.04.03, 20:30
      Bardzo dobry tekst. I co teraz panie Najmadrzejszy-na-swiecie?
    • Gość: J.K. Do Fauconniera IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.04.03, 22:52
      gratuluje znakomitych postow.
      Niestety, nie mam czasu na szersze wypowiedzi...

      1. Zgadzam sie co do ekonomicznej bezsensownosci wojny...
      od okolo 100 lat koszty produkcji nowoczesnych broni i sila jej razenia
      przekraczaja wszelkie przewidywalne zyski...
      Tak bylo z 1. i 2. Wojna Swiatowa...

      2. A mimo to, politycznie, wojny nadal bywaja niezbedne...
      wole Pax Americana, niz zjednoczona Europe pod niemieckim berlem...
      • Gość: marian Re: Do Pana Doktor IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.03, 15:06
        Panie Doktor azylant nie wnosisz pan nic nowego. Panska promilitarna i
        antyniemiecka postawe juz prawie wszyscy znamy.
        • Gość: J.K. Przypominam oszuscie, ze nie jestem... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.04.03, 18:17
          azylantem...
          chociaz wiem, ze latwiej z tym zyc w twoim reichu, niz z normalnym polskim
          paszportem...
          A czemu ci na tym azylu tak zalezy...???

          - Bo przegralo sie 2 wojny, co ...???
          I nie bardzo jest sie jak odgryzac na Amerykanach...???
          Latwiej na Polakach...???
          • Gość: marian Re: Co tak nerwowo ??? IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.03, 19:02
            Panie Doktor nie jestem oszustem. Oto dowod:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=5531491&a=5569136
            • Gość: J.K. nudzi mnie Pan niepomiernie... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.04.03, 19:15
              otworze wiec osobny watek na tym forum na ten temat.
              azylu nie mam i nigdy nie chcialem go miec...

              Ende, finito...
              • Gość: marian Re: nudzi mnie Pan niepomiernie... IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.03, 19:20
                Sluszna decyzja Panie Doktor niech sie wszyscy dowiedza jak i kiedy dostal Pan
                Doktor azyl w znienawidzonych Niemczech !!! ;-)))))))))))
                • Gość: Jerzy Re: nudzi mnie Pan niepomiernie... IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 29.04.03, 20:40
                  Co Ty, gamoniu, sie uczepiles tego "azylu" jak pijany plotu?
                  Podobnie zostawali Polacy w Szwecji w okresie stanu wojennego: wszyscy, co
                  akurat byli w Szwecji mogli zostac i dostawali prawa pobytu prawie "od reki".
                  (J)
                  • Gość: marian Re: nudzi mnie Pan niepomiernie... IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.03, 20:44
                    A co ty sie wcinasz idioto? Pytany, czy co?
                    • Gość: Jerzy Re: nudzi mnie Pan niepomiernie... IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 29.04.03, 20:57
                      Dziekuje za wyczerpujaca odpowiedz.
                      (J)
                      • Gość: diabelek Jerzy i filozofia dzika. IP: *.netcom.ca 30.04.03, 04:17
                        Czytajac dyskusje w sprawie reprymendy dla pana Michnika , ktora nadeszla az z
                        Italii przebrnalem przez wymiane ciosow miedzy filozofami z Polski , ktorzy
                        myslami innych filozofow starali sie uspokoic emocje zwiazane z wydarzeniami ,
                        na ktore nie mieli zadnego wplywu.
                        Az trafilem na list pana Jerzego ze Szwecji.
                        ---
                        Gosc: Jerzy 28-04-2003 14:15

                        >Czy to sie Panu podoba czy tez nie, jest Islam obecnie najpowazniejszym
                        >zagrozeniem Zachodu. To fakt...
                        >Powiem wiecej: nalezalo isc za ciosem : obalic Syrie i Iran.
                        >Rozwalic tam wszystko i ...wyjsc.
                        >I nie bac sie tego miliarda rozloszczonych muzulmanow na swiecie.
                        >Dlaczego?
                        >Dlatego, ze taka okazja, tj. konfiguracja polityczna i stosunek sil, moze sie
                        >juz w przyszlosci nie powtorzyc.
                        > Nie nalezy tylko jednego: budowac tam demokracji, bo to sie nie uda.
                        ======================
                        W innym miejscu dowiadujemy sie od Jerzego, ze nie tylko demokracja jest tam
                        mozliwa ale nawet juz istniala w sadamowym Iraku:

                        >J:...Poniewaz w demokracjach walczy caly narod (rezym w Iraku wbrew pozorom
                        >byl >demokratyczny)-(!!!)- caly przeciwny narod jest odpowiedzialny a wlasnemu
                        >nalezy
                        >wpajac nienawisc do wroga.
                        ========
                        Demokracja w Iraku to nie bylo zjawisko w swiecie unikalne. Odbywaly sie
                        przeciez demokratyczne wybory , "narod" wybieral prawie jednoglosnie Saddama
                        Husajna. Przeciwnik z poparciem 1% "narodu" nie mial zadnych szans i "opozycja"
                        nie moze miec pretensji do demokratycznie wybranej wladzy.
                        -
                        • Gość: Jerzy Re: Jerzy i filozofia dzika -a moze i nie. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 30.04.03, 14:30
                          Przemilczanie calego kontekstu spoleczno-polityczno-ideologicznego
                          wspolczesnych wojen (vide art. tego wloskiego intelektualisty - podpieranie sie
                          sztandarowymi postaciami bolszewizmu lub ich krytykami z "lewicy laickiej) nie
                          przydaje wiarygodnosi demogogicznym wypowiedziom, podlanym intelektualnym,
                          lewicowym sosem - grzeszy to wszystko pewna jednostronnoscia, wynikajaca
                          wlasnie z przemilczenia (celowego, oczywiscie) pewnych faktow.
                          Jakie to fakty?

                          Kontekst, czy ramy w jakich ostatnia wojna (i poprzednie-swiatowe tez) sie
                          rozgrywala (mowimy wylacznie o dzialaniach militarnych) tworzy demokracja we
                          wszystkich swoich przejawach: politycznych, ideologicznych, psychologicznych,
                          prawnych, moralnych, itd.
                          Miniony wiek i ten nowy,XXI-szy, sa triumfem demokracji, zrodzonej w zamecie
                          rewolucji we Francji i w Ameryce.
                          Pierwszy pomruk nadciagajacych Nowych Czasow dalo sie juz slyszec w armatnich
                          wystrzalach na bitewnych polach Austerlitz, Marengo i tupocie soldackich
                          buciorow Wielkiej Armii okresu napoleonskiego.
                          Ale pozniej, w wieku XX, wkroczylismy w Nowe Czasy wojen demokracji. Chociaz w
                          I.wsw. na tronach siedzieli jeszcze krolowie i cesarze i ocalaly w panstwach
                          wojujacych jakies arystokratyczne elity , to te "relikty przeszlosci" zostana
                          juz wkrotce zlikwidowane i II w.sw bedzie juz calkowicie wojna demokracji -
                          wolna od jakichkolwiek ograniczen.

                          Wojny u schylku wieku XX-tego (Falklandy, Kuwajt, Jugoslawia) sa tak samo, jak
                          ostatnia wojna z Irakiem, wojnami demokracji.
                          W Iraku jednej stronie mielismy koalicje panstw zachodniej demokracji, a wiec
                          z powszechnymi wyborami, badaniami opinii publicznej a po drugiej plebiscytarna
                          demokracje narodowo-islamska, opierajaca sie na monopartii (wbrew pozorom fakt,
                          ze Irak kontrolowala tylko partia Baath jest bez znaczenia, gdyz system
                          monopartyjny jest po prostu odmiana systemu wielopartyjnego), dokonujacej
                          mobilizacji mas przy pomocy rozmaitych akcji i rytualow politycznych.
                          Irak, wbrew temu, co nam sie dzis usiluje wmowic nie byl zaprzeczeniem
                          demokracji, ale, podobnie jak komunizm, byl jej logicznym dopelnieniem.
                          Dlatego tez Irak (blizszy systemowi III Rzeszy i sowieckiemu bolszewizmowi)
                          tak pieczolowicie dopilnowywal elementu plebiscytarnego, nawet jesli wybory na
                          prezydenta (poprzez aklamacje) zamienily sie w koncu w ponura i krwawa szopke.

                          Gdy porownamy wypowiedzi Husseina z wypowiedziami Stalina, Hitlera ( a
                          nawet...Roosevelta czy Churchilla) to bez trudu zauwazymy, ze wszyscy oni mowli
                          o "podbijaniu serc mas", a Hussein sam sie okreslal, jako "demokrata i
                          socjalista". W niektorych wypowiedziach zaznaczal, ze jest
                          przedstawicielem "arabskiej demokracji", wprowadzajacym "demokracje oparta na
                          zufaniu wiekszosci".
                          Inni krytycy zauwaza, ze byla to raczej "demokracja autorytarna na islamskich
                          podstawach".
                          Jak by tam nie bylo, Irak byl… demokracja i…. republika - tyle, ze w jej
                          arabskiej odmianie.

                          Jak zauwaza Hobbes :
                          "(…) Panstwo powstale przez zawlaszczenie to takie, gdzie moc suwerenna zdobywa
                          sie sila.Zdobywa sie zas sila, gdy ludzie poszczegolni, albo wielu razem, ze
                          strachu przed smiercia albo uwiezieniem daja swa aprobate na wszystkie
                          dzialania tego czlowieka czy tez tego zgromadzenia, ktore ma swej mocy ich
                          zycie i wolnosc(…)".
                          W kazdej tego typu demokracji, tak samo w islamo - demokracji irackiej (czy tez
                          islamo-faszyzmie, jak podkresla JK) dawne elity musza zostac wyniszczone ogniem
                          karabinow maszynowych.
                          Po nich, na arene polityki wkraczaja wielkie masy ludzkie, z ktorych wylania
                          sie kolejne ekipy rzadowe:liberalne, socjalistyczne czy "ludowe", a ich
                          zachcianki, potrzeby , nastroje, zadania staja sie czescia polityki
                          zdemokratyzowanego kraju. Czasem stanowia wprost o jego glownej politycznej
                          linii.

                          Sa to rzeczy znane i nie musimy ich tutaj walkowac. O wiele wazniejszym
                          zjawiskiem demokracji jest powastanie wielkiej armii, co, jak zauwaza Hoffman
                          Nickerson, jest "powrotem do barbarii".
                          Nowe Czasy, a wiec XXw przynosi juz powszechny obowiazek sluzby
                          wojskowej ,masakry, miedzynarodowa nieufnosc, perwersje ulepszania srodkow
                          usmiercania , wybuchy najprymitywniejszych instynktow mas u stron zamieszanych
                          w wojenny konflikt, wywolanych nieslychanym rozwojem propagandy wojennej.

                          Prosze przeczytac w tym samym watku (dzisiaj, godz.10:35) zacytowane przeze
                          mnie uwagi Jozefa Conrada o nowych czasach i wojnach, i potraktowac je jako
                          dalsza czesc niniejszych.
                          Zacytuje jeszcze trafny cytat Bertranda de Jouvenala odnosnie tego samego
                          zagadnienia:

                          "(…) ….monarchowie XVIII stulecia mobilizowali w prowadzonych przez siebie
                          wojnach jedynie niewielka czesc rezerw ludzkich i materialnych swych
                          krajow.Natomiast rzady wspolczesne mobilizuja wszystkich mezczyzn i cale zasoby
                          narodu.
                          Nie ulega watpliwosci, ze narody nie bylyby skolonne ponosic tak olbrzymich
                          ofiar, gdyby nie przedstawiono im wroga jako wcielenie zla.Wychowanie ku
                          nienawisci jest sztuka, ktora wiek dwudziesty doprowadzil do perfekcji a
                          nauczyciele tej sztuki sami sa przez nia opetani."

                          To wlasnie mialem na mysli , mowiac o wojnie w imie obrony "praw czlowieka" -
                          zawsze po drugiej stronie musi stac uosobienie Szatana.

                          A przeciez mozna bylo tego uniknac, formulujac cele wojny: jasne i zrozumiale -
                          nawet dla mas. Cele te mogly wynikac z racji geopolitycznych tego rejonu,
                          racji stanu czy racji geostrategicznych - ktorymi sterowala chlodna,
                          pozbawiona emocji, rozumna i realistyczna polityka sily.
                          Przez zdystansowanie sie od sfery moralnej w takim sensie, w jakim mowil o tym
                          Makiawel, polityka wojny jest przez to bardziej ludzka, mniej brutalna i
                          okrutna.
                          Mozliwa w przypadku, gdy ludzie ja prowadzacy nie musza sie
                          kierowac "nastrojami spolecznymi" swych krajow czy "opinia publiczna swiata".
                          (J)

                          • goldbaum Re: Irak byl demokracja... 01.05.03, 21:51
                            a ty (przepraszam) pan jest Napoleonem.
                          • Gość: diabelek Re: Jerzy i filozofia dzika -a moze i nie. IP: *.netcom.ca 01.05.03, 21:56

                            To , ze kota Mruczka nazwiemy sobie Bucyfalem nie znaczy jeszcze , ze kot
                            zmieni sie w konia. Tak jest z nazywaniem rezimu Husajna, Hitlera czy Stalina
                            demokracja.
                            Wojny wczesniej (tj. przed XXw.)byly mniej krwawe ze wzgledu na stosunkowo
                            prymitywne narzedzia walki.
                            Do pierwszej wojny swiatowej wymyslano glownie urzadzenia wzmacniajace
                            mozliwosc obrony. Nie bylo jeszcze bombowcow, mysliwcow, pociskow
                            dalekiego zasiegu i innych narzedzi agresji. Obecny poziom techniki pozwala na
                            redukcje zolnierzy do niezbednego minimum. Bardziej od piechura liczy sie
                            maszyna.
                            Koligacje przedstawicieli elity wladzy zarowno dawniej jak i teraz nie maja tu
                            nic do rzeczy.
                            Kto to taki uczestniczy w spotkaniach Klubu Bildenberga, chyba nie sami tylko
                            Zydzi i drobnomieszczanie.
                            Na koncu wyciagnal pan Makiawela i dobrze, bo w dyskusji na temat propagandy
                            sluszno i niesluszno-wojennej lepiej od innych tlumaczy zjawisko.
                            Gra polityczna polega na ciaglym dylemacie: kierowac sie krótkowzrocznoscia
                            ogólu spoleczenstwa bez pozytywnych rokowan na przyszlosc, czy tez wyrzadzac mu
                            pozorna krzywde, a w przyszlosci zbierac plony dlugofalowej polityki. Wedlug
                            niego wladca (lub tez wladcy w przypadku republiki) powinien sie kierowac
                            zasada "cel uswieca srodki", a wiec nie zwazac na moralnosc metod rzadzenia
                            kiedy ich koncowy wynik gwarantuje sukces. W tym wypadku pozostaje problem
                            zachowania pozorów uczciwosci i dobroci gdyz nie mozna wytlumaczyc wszystkim
                            celu swoich posuniec. Wladca musi byc wiec dwulicowy i na przyklad lamiac
                            zawarta umowe ubrac to w litere prawa.
                            To jest dalej aktualne , ale jest tez pewna roznica miedzy poznym sredniowieczem
                            a wspolczesnoscia, gdzie nawet dzieci z podstawowki wiecej wiedza o swiecie od
                            sredniowiecznych, a nawet wielu renesansowych naukowcow.
                            Dlatego nie zgadzam sie z panem , ze wladza moze zignorowac opinie publiczna.
                            • goldbaum Re: do diabelka 01.05.03, 22:31
                              dzieki diabelek, ze probujesz podjac dyskusje z Jerzym. Jerzy to bardzo
                              wartosciowa osoba o bardzo glebokich pogladach ale obawiam sie, ze poza toba
                              nikt nie czyta jego listow. A to taka strata...
                              Mimo mego pietyzmu dla jego osoby bylem w stanie dotrzec tylko do miejsca w
                              ktorym pisze o demokracji w Iraku i wojnie miedzy demokracja faszystowska i
                              demokracja sowiecka. Dalej nie bylem w stanie....





































                              UA HA HA HA HA......
                            • Gość: Jerzy Re: Jerzy i filozofia dzika -a moze i nie. IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 02.05.03, 02:54


                              Czy dzis dzieci wiedza wiecej niz dzieciu sredniowiecza pozostaje sprawa sporna-
                              prosze poczytac wypowiedzi niektorych forumowiczow-np.p. "Goldbauma", ktory
                              dzieckiem dawno juz byc przestal ale w dalszym ciagu nie kojarzy pewnych spraw.

                              Powaznie: to sprawa pkt. odniesienia i osadzenia w epoce. Dla dzieci
                              Sredniowiecza swiat, w ktorym zyly byl rownie skomplikowany co dla dzisiejszych
                              malolatow.
                              Nie ulega watpliwosci, ze dzieci epoki obecnej wiedza wiecej.... o technicznych
                              sztuczkach ,ale z pewnoscia nie wiecej o zwyklym zyciu: wystarczy wziasc za
                              przyklad chocby proces umierania.Takiego zwyklego umierania czlowieka, ktore w
                              tamtych czasach odbywalo sie na oczach najblizszej rodziny(a wiec i dzieci),
                              sasiadow... To byl proces godny, podniosly a zarazem zwyczajny i ostateczny;
                              nalezal do nienaruszalnych praw przyrody: wszystko, co zyje, kiedys musi
                              umrzec. A dzis? Gdzie i jak umiera tatus czy mamusia(dziadkowie) dzisiejszego
                              dziecka ?

                              Co do wojny: wojny dawniejsze, te sprzed ery demokratycznej, mimo wszystko,
                              byly bardziej...ludzkie, bo nie niosly ze soba tego ladunku nienawisci, co
                              wojny dzisiejsze. To bardzo wazne, to trzeba miec przed oczyma, zeby
                              zagadnienie wojen pojac wlasciwie.
                              Dzis nazywa sie je pogardliwie ( w nowomowie, czyli jezyku
                              demokratow) "wojnami gabinetowymi", co od razu nadaje im odcienia pejoratywnego.
                              I co zabawne: wojny wspolczesne - na zasadzie przeciwienstwa - sa wiec
                              wojnami "majacymi sens", np. wojna "w obronie praw czlowieka". Jedyny problem w
                              tym, ze "obrona praw czlowieka" moze maskowac wszystko: dowiodly tego ostatnie
                              wojny: w Zatoce Perskiej , Jugoslawi a nawet ta ostatnia - choc bylem,
                              oczywiscie, jej zagorzalym zwolennikiem. Kogo i jakich praw broniono w tych
                              wojnach?

                              W "wojnach gabinetowych", majacych jasno okreslony cel, mobilizowano tylko
                              czesc zasobow danego panstwa, istnial kodeks tyczacy sie zachowania na polu
                              walki, podzial na ludnosc cywilna i zolnierzy.
                              Znamiennym jest fakt, ze przywodcy polityczni stron wojujacych nie okazywali
                              zadnych sklonnosci do wojny totalnej i w wiekszosci przypadkow nie musieli brac
                              pod uwage ignorancji mas w sprawach polityki i wojny, ktora zawsze jest wieksza
                              niz wiedza na ten temat. Nie musieli sie takze liczyc z niezwykle modna
                              dzis "opinia publiczna", tworzona najczesciej w zadymionych knajpach czy
                              pubach , tlumnie odwiedzanych przez dziennikarzy wszystkich masci.
                              Dlatego,m.in. byly one mniej krwawe.
                              Nie ma Pan racji umniejszajac role i znaczenie "koligacji przedstawicieli
                              elity".
                              Tradycyjne, a wiec arystokratyczne elity, wyznawaly(niezaleznie od panstwa)
                              wspolny system wartosci: znaly co honor i mogly ze soba walczyc bez uczucia
                              nienawisci.Mogly wiec tak samo latwo zawrzec pokoj nie niszczac wroga do
                              konca.Ten nie do konca zniszczony wrog jutro okazywal sie cennym sojusznikiem -
                              jaki wiec bylby cel upokarzania go nad miare?
                              Prowadzily gre wojenna "poza dobrem i zlem" - nie tak jak dzis, kiedy
                              koniecznym okazuje sie stale prezentowanie prostackiego, ludowego schematu
                              Dobra i Zla.

                              Tamten, dla mnie sielankowy okres,"wojen gabinetowych" to okres panowania
                              klasycznego prawa miedzynarodowego - "Jus Publicum Europeum", rozrozniajacego w
                              klarowny sposob stan wojny i pokoju, uznajacego wojne za legalny i obustronnie
                              usprawiedliwiony sposob polityki i przejaw prawdziwej suwerennosci panstwa.
                              Wrog, niezaleznie od tego czy sie bronil czy atakowal, nie byl kryminalista czy
                              czlowiekiem stojacym moralnie nizej, ale mezem godnym.

                              Ale tamte czasy minely, wydaje sie, bezpowrotnie i dzis mysl, ze ze wzietym do
                              niewoli wrogiem mozna by pojsc do kasyna i wychylic kusztyczek, wydaje sie
                              wprost niedorzeczna.
                              Miejsce dawnych elit zajeli ludzie z dolow, nie wierzacy w zadne standarty,
                              szczerze pogardzajacy wszelkimi ograniczeniami,uniemozliwajace im osiagniecie
                              celow, przedstawiciele klasy sredniej zdominowanej materializmem. Wywolane
                              przez tych ludzi wojny staja sie okrutne, wyniszczajace, wciagajace w nie caly
                              narod - a wiec totalne.


                              Pisze Pan :"Dlatego nie zgadzam sie z panem , ze wladza moze zignorowac opinie
                              publiczna."
                              Ja przeciez tego nigdzie nie twierdzilem, ale mowilem - moze niezbyt wyraznie-
                              ze nie powinno byc praktyka obrzucanie wroga najgorszymi epitetami.A tak bylo w
                              okresie przedwojennym ostatnich czasow.
                              Bo jesli sie stwierdzilo, ze , np. Usama Bin Laden "jest lotrem", czyli "A", to
                              nalezalo - wg. specow od urabiania "opinii publicznej" - powiedziec "B" i "C" a
                              za kazdym nowym przyblizeniem osoba tego terrorysty(co do tego nie ma
                              watpliwosci) wygladala coraz gorzej, przybierajac w koncu diaboliczna postac.
                              Ale to w koncu byl terrorysta , a ...Miloszewicz, z ktorym sie spotykano i
                              poklepywano po plecach na roznych konferencjach miedzynarodowych? A Pol Pot, o
                              ktorym sama ONZ mowila, ze "bez niego nie bedzie mowy o zadnym rzadzie zgody
                              narodowej w Kambodzy"?

                              Docieramy tutaj w koncu do biednego Makiawela, ktorego jedyna wina bylo to, ze
                              oglosil drukiem to, co juz i tak bylo powszechna praktyka -tyle, ze glosno
                              niewyartykulowana. Jesli o nim wspomnialem to tylko dlatego, ze jego uwagi o
                              wojnie sa niezwykle celne - powiedzialbym nawet, ze na swoj sposob ...etyczne -
                              w prownaniu z naszymi czasami.
                              Czego nie da sie powiedziec o calym jego dziele, w ktorym oddzielil polityke od
                              etyki. Byl w tym nowatorem ale byl on przede wszystkim praktykiem - nie
                              racjonalista. Jego znaczenie zasadza sie w tym, ze wprowadzil w sfere
                              swiadomosci praktyki, wspolne poltykom sily wszystkich czasow, zadajac tym
                              samym cios praktycznemu intelektowi czlowieka.
                              Innymi slowy uczynil z polityki sztuke zupelnie oddzielona od moralnosci choc
                              nigdy nie nazwal dobrem zla, czy na odwrot.Nauczal, ze polityka dazaca jedynie
                              do wladzy i powodzenia, zreczna polityka, posluguje sie na rowni dobrem jak i
                              zlem, lojalnoscia i perfidia, sprawiedliwoscia i niesprawiedliwoscia - co
                              zreszta najczesciej sprowadza sie do uzycia zla, niesprawiedliwosci i perfidii.
                              Czyli tego wszystkiego z czym ja sie nie zgadzam i od czego stronie ale Pan na
                              odwrot.
                              Oto Pana cytat:

                              "Wladca musi byc wiec dwulicowy i na przyklad lamiac zawarta umowe ubrac to w
                              litere prawa.
                              To jest dalej aktualne , ale jest tez pewna roznica miedzy poznym sredniowiecze

                              a wspolczesnoscia, gdzie nawet dzieci z podstawowki wiecej wiedza o swiecie od
                              sredniowiecznych, a nawet wielu renesansowych naukowcow.
                              Dlatego nie zgadzam sie z panem , ze wladza moze zignorowac opinie publiczna."

                              "(...) To jest dalej aktualne..." -pisze Pan.Nie jest Pan pierwszy: przed Panem
                              teorie takiej "aktualnosci" opracowal, rozwijajac dalej tworczo dzielo Wlocha,
                              Hegel,wybitny sofista. Hegel powiedzial to zwiezle: polityka, ktora spelnia
                              wole historii i zwycieza, bo sily historii w niej spoczywaja, jest najwyzszym
                              wyrazem etyki.A srodki, jakich uzywa by sobie to zwyciestwo zapewnic sa etyczne
                              i uswiecone.
                              Juz niedlugo po nim A.Hitler stwierdzil, ze "zwyciezcy nikt o nic sie nie
                              bedzie pytal" i proklamowal wojne totalna, ktora skonczyla sie dziejowa
                              katastrofa dla Europy.
                              Tak oto wyglada Pana "aktualnosc" Makiawela w "praktycznej" polityce.

                              Wiele do tego co napisalem mozna jeszcze dodac i sadze, ze bedzie jeszcze ku
                              temu okazja. Szkoda, ze nie wyrazil Pan swojej opinii o ostatniej wojnie, a te
                              chcialbym poznac.
                              Budujac swoja opinie na histerycznych masmediach sprzed wojny, wiekszosc
                              dyskutantow tego forum reagowala histerycznie na mysl o wojnie i rzecz jasna
                              przeciw USA.
                              Dzis mamy juz te wojne za soba. Mozna sie pokusic o jakies podumowanie, ocene -
                              moze nie az tak uczona, jak tego "wybitnego" filozofa wloskiego, ale zawszec
                              jakas...
                              No wiec: byla ta wojna dobra czy nie dobra dla Zachodu?
                              (J)










                              • goldbaum Re: Jerzy i filozofia dzika. Umysl tez juz nie ten 02.05.03, 09:54
                                Faszyzm i stalinizm to demokracje.

                                "Wojny sprzed ery demokratycznej" a wiec np. wojna trzydziestoletnia, wojny
                                przeciw kozakom, tatarom (wbity na pal mial duzo szczescia), pogromy na Zydach
                                (na Ukrainie obdzierano ich zywcem ze skory, palono) byly "bardziej.....
                                ludzkie" bo nie mialy "ladunku nienawisci".

                                Co racja to racja. Na takiej oryginalnej tezie mozna zbudowac jeszcze bardziej
                                oryginalne teorie.

                                I znow nie doczytalem do konca. A szkoda, bo to takie zajmujace i takie
                                oryginalne.... Caly panski trud na marne (no moze tylko 70%) i nie byloby
                                roznicy, gdyby pan spuscil ten artykul z woda w toalecie. Co tez niniejszym
                                czynie.

                              • Gość: diabelek Poza dobrem i zlem IP: *.netcom.ca 03.05.03, 03:44
                                Gość portalu: Jerzy napisal:

                                > Co do wojny: wojny dawniejsze, te sprzed ery demokratycznej, mimo wszystko,
                                > byly bardziej...ludzkie, bo nie niosly ze soba tego ladunku nienawisci, co
                                > wojny dzisiejsze. To bardzo wazne, to trzeba miec przed oczyma, zeby
                                > zagadnienie wojen pojac wlasciwie.
                                > Dzis nazywa sie je pogardliwie ( w nowomowie, czyli jezyku
                                > demokratow) "wojnami gabinetowymi", co od razu nadaje im odcienia
                                pejoratywnego
                                > .
                                > I co zabawne: wojny wspolczesne - na zasadzie przeciwienstwa - sa wiec
                                > wojnami "majacymi sens", np. wojna "w obronie praw czlowieka". Jedyny problem
                                w
                                >
                                > tym, ze "obrona praw czlowieka" moze maskowac wszystko: dowiodly tego
                                ostatnie
                                > wojny: w Zatoce Perskiej , Jugoslawi a nawet ta ostatnia - choc bylem,
                                > oczywiscie, jej zagorzalym zwolennikiem. Kogo i jakich praw broniono w tych
                                > wojnach?
                                >
                                > W "wojnach gabinetowych", majacych jasno okreslony cel, mobilizowano tylko
                                > czesc zasobow danego panstwa, istnial kodeks tyczacy sie zachowania na polu
                                > walki, podzial na ludnosc cywilna i zolnierzy.
                                > Znamiennym jest fakt, ze przywodcy polityczni stron wojujacych nie okazywali
                                > zadnych sklonnosci do wojny totalnej i w wiekszosci przypadkow nie musieli
                                brac
                                >
                                > pod uwage ignorancji mas w sprawach polityki i wojny, ktora zawsze jest
                                wieksza
                                >
                                > niz wiedza na ten temat. Nie musieli sie takze liczyc z niezwykle modna
                                > dzis "opinia publiczna", tworzona najczesciej w zadymionych knajpach czy
                                > pubach , tlumnie odwiedzanych przez dziennikarzy wszystkich masci.
                                > Dlatego,m.in. byly one mniej krwawe.
                                ========================================

                                Co ma piernik do wiatraka?
                                Przeciez ludzie sami rozrozniaja kto do kogo strzela, kto kogo napadl.
                                Tworcy opini z zadymionych knajpek nie maja na to wplywu. Mozna oczywiscie
                                pewne sprawy przemilczac liczac na to ,ze nikt sie nie dowie.
                                Ostatnia interwencja zbrojna w Iraku nie byla wojna totalna.
                                Zolnierze amerykanscy to obywatele , ktorzy wczesniej z wlasnej woli podpisali
                                kontrakt na sluzbe w armii.
                                Jezeli Panska "arystokracja" nie musiala sie liczyc z opinia publiczna , to
                                dlatego ,ze nie bylo srodkow masowego i szybkiego komunikowania.
                                Czasy golebi pocztowych tez przeszly do historii.
                                Czy wydaje sie Panu ,ze gdyby honorowi Szwedzi w czasie Potopu mieli do
                                dyspozycji bombowce to wahaliby sie z ich uzyciem celem przyspieszenia sukcesow
                                militarnych?
                                Trudno mi uwierzyc tez w to , ze szable i rapiery sluzyly tylko i wylacznie do
                                pojedynkow miedzy zolnierzami i nikt nie rabowal i gwalcil bezbronnej ludnosci.
                                Jestem przekonany , ze to wlasnie dzieki dziennikarzom i opini publicznej pewne
                                zachowania sa powstrzymywane chocby nawet w niewielkim stopniu.
                                W bardzo niewygodnej sytuacji stawia to np. Izrael , ktorego sympatycy glosza
                                poglady zblizone do nazistowskich i z checia pozbyli by sie konkurenta do
                                skrawka ziemi "ogniem i mieczem".

                                Idealizuje Pan historie , co to ma znaczyc "gra wojenna poza dobrem i zlem"
                                Chyba wlasnie taka wojna gdzie nikt nie wie co sie dzieje.
                                A tu istnieje prasa , radio , internet, nikt nie jest skazany na wiadomosci
                                tylko z oficjalnej ambony.
                                -----
                                > Tamten, dla mnie sielankowy okres,"wojen gabinetowych" to okres panowania
                                > klasycznego prawa miedzynarodowego - "Jus Publicum Europeum", rozrozniajacego
                                w
                                >
                                > klarowny sposob stan wojny i pokoju, uznajacego wojne za legalny i
                                obustronnie
                                > usprawiedliwiony sposob polityki i przejaw prawdziwej suwerennosci panstwa.
                                > Wrog, niezaleznie od tego czy sie bronil czy atakowal, nie byl kryminalista
                                czy
                                >
                                > czlowiekiem stojacym moralnie nizej, ale mezem godnym.
                                >
                                > Ale tamte czasy minely, wydaje sie, bezpowrotnie i dzis mysl, ze ze wzietym
                                do
                                >
                                > niewoli wrogiem mozna by pojsc do kasyna i wychylic kusztyczek, wydaje sie
                                > wprost niedorzeczna.
                                > Miejsce dawnych elit zajeli ludzie z dolow, nie wierzacy w zadne standarty,
                                > szczerze pogardzajacy wszelkimi ograniczeniami,uniemozliwajace im
                                osiagniecie
                                > celow, przedstawiciele klasy sredniej zdominowanej materializmem. Wywolane
                                > przez tych ludzi wojny staja sie okrutne, wyniszczajace, wciagajace w nie
                                caly
                                > narod - a wiec totalne.
                                =====================================
                                Nie powinien Pan z tego powodu narzekac bo sam Pan do tego zacheca i nie tylko
                                pod wplywem hiszpanskiej prasy.

                                ----
                                • Gość: Jerzy Re: Poza dobrem i zlem IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 04.05.03, 16:08
                                  Wydaje mi sie, ze nie nadal nie rozumie Pan zagadnienia wspolczesnych wojen.
                                  To nie sa wojny "dawnego typu", a wiec "gabinetowego" ale sa te "nowe wojny",
                                  formalnie toczace sie miedzy panstwami,jakby miedzynarodowymi wojnami domowymi,
                                  czesto przybierajac oblicze swiatopogladowe. Ale rownie dobrze moga one sie
                                  toczyc o zwyciestwo" rasy" lub "klasy spolecznej".
                                  Wojna w sensie klasycznym, to wojna pomiedzy suwerennymi panstwami, znikajaca
                                  dzis na naszych oczach i coraz czesciej przybierajaca rozmiary szeroko
                                  zakrojonej akcji policyjnej.
                                  Aby zas taka akcje policyjna przeprowadzic konieczny jest "agresor" po stronie
                                  wrogiej; innymi slowy, konieczne jest zaistnienie "przestepstwa agresji". Wtedy
                                  wojna staje sie akcja wymierzania wrogowi kary za "przestepstwo".
                                  Mozemy tu postawic pytanie: "Czym jest "agresja"?

                                  W wojnach gabinetowych pojecie "agresora" nie istnieje, bo jest to przeciez
                                  tylko zmiana istniejacego status quo przy uzyciu sily.
                                  Inaczej jest dzis: "agresorem" staje sie ten, kto odda "pierwszy strzal",
                                  zabije pierwszy ludzi ze strony przeciwnej.
                                  Poniewaz nazwanie kogos "agresorem" jest natychmiastowym napietnowaniem
                                  sprawcy, stad ekwilibrystyczne wysilki stron, by nie oddac "pierwszego strzalu".
                                  Zawsze jednak mozna posluzyc sie prowokacja.
                                  Dalej z tej definicji wyplywa logiczny wniosek: przeciwko "agresorowi" nie
                                  prowadzi sie wojny ale akcje policyjna a poniewaz jest on przestepca(wiekszego
                                  kalibru niz pospolity morderca) nalezy go bezwzglednie scigac i ukarac.

                                  Dochodzimy tutaj do punktu, w jakim wojna, podobnie jak i polityka, zostaja w
                                  erze demokratycznej totalnie zmoralizowane, co musi prowadzic (i prowadzi) do
                                  goraczkowego poszukiwania "winnych"-a wiec tych, ktorzy "zaczeli pierwsi".
                                  Kwestia "winy", bedaca zupelnie nie wazna w wojnach dawnego typu, w
                                  tych "nowych" staje zagadnieniem pierwszorzednym, poniewaz spoleczenstwo
                                  demokratyczne, urobione przez specow od ideologicznej manipulacji(np. modna
                                  dzis teoria "wychowania spoleczenstw w duchu pokoju") i bedace "podmiotem"
                                  polityki, zdolne jest postrzegac wojnei polityke miedzynarodowa wylacznie w
                                  kategoriach moralnych: koniecznie musi miec "winowajce", wywolujacego gniew,
                                  oburzenie, nienawisc (czasami nienawisc zdemokratyzowanych panstw za pomoca
                                  energicznej kampanii prasowej osiaga groteskowe formy, obejmujac takze caly
                                  narod -np. Serbow, ktorzy dla "wolnej prasy" Zachodu stali sie
                                  jednolitym "narodem mordercow").

                                  Dawna wojna, bedaca wg. wspolczesnych manipulatorow, "amoralna" zostaje
                                  wrzucona do lamusa "wiekow ciemnoty" i zastapiona "wojna moralna",
                                  majaca "sens", np. celem "obalenia rezymu zbrodniczego mordercy" w Iraku. Nie
                                  sa celem zrodla ropy, ale "wsparcie ludnosci", nie jest celem militarne
                                  uporzadkowanie regionu i takie jego oslabienie, by przyszlosci dlugo ten rejon
                                  nie mogl odzyskac sily zdolnej do zaatakowania panstw sasiednich czy nawet
                                  dlaszych(przez pomaganie terrorystom), ale "zaprowadzenie demokracji" i "rzadow
                                  ludu" przy czym "zaprowadzenie demokracji" uwaza sie najlepsze lekarstwo, majce
                                  zapewnic "wieczny pokoj", tracac zupelnie z oczu fakt, ze najgorsze dwie wojny
                                  ("swiatowe") byly wlasnie...wojnami dojrzalych(choc roznych w formie)
                                  demokracji.
                                  (W tym sensie, wydaje mi sie odpowiadal przed wojna z Irakiem na jednym z
                                  watkow dr.JK, usilujac wytlumaczyc jakiemus matolowi, ze nie jest wazne, "czy
                                  Amerykanie znajda jakas niedozwolana(?) bron - wazne jest, ze juz sie dawno na
                                  atak zdecydowali" - mamy tu do czynienia z klarowna def. "pretekstu wojny",
                                  czyli "winy tamtej strony", tj.Iraku).

                                  Dochodzimy tu do miejsca, w ktorym bez trudu dostrzezemy nawrot do dawnej
                                  koncepcji "wojny sprawiedliwej", acz w zdegenrowanej formie: neutralnosc znika,
                                  bo kto jest neutralny w czasach zmagan dobra Zla z Dobrym sam automatycznie, ex
                                  definitione, staje sie poplecznikiem Zla i staje po stronie "agresora". Znika w
                                  tej koncepcji takze jasny rozdzial pomiedzy wojna a pokojem: utrzymywanie
                                  sankcji (przed dzialaniami militarnymi) przeciw Irakowi ( a takze, np., przeciw
                                  Kubie i Pln. Korei) jest przeciez potwierdzeniem, ze wojna de facto trwa nadal.

                                  Ciekawie(choc karykaturalnie) wyglada tez strona prawna "wojen
                                  sprawiedliwych":"wrog"(lub "agresor") nie jest juz "normalnym" wrogiem ale
                                  przestepca-przeto jakiekolwiek z nim rozmowy i rokowania o pokoju sa
                                  zbedne.Mozna go tylko schwytac i ukarac - najlepiej w jakims pokazowym
                                  procesie.
                                  W panstwie zas pobitym militarnie nalezy dokonac czystek politycznych, narzucic
                                  swoj system polityczny i poddac "reedukacji elementy rokujace jakas nadzieje na
                                  przyszlosc"(ciekawe, ze pojecie "czlowieka" i "osoby ludzkiej" w nowomowie
                                  demokratycznej znika a pojawia sie "element").

                                  I tak nalezy widziec przyszle wojny toczone przez "swiat demokratyczny", czyli
                                  nalezy je widziec, przede wszystkim, jako wojny etycznego imperializmu
                                  demokratycznego, nie znajacego innego zakonczenia niz "bezwarunkowa
                                  kapitulacja" i zemsta, ubrana w sztuczne prawne reguly(czesto ad hoc wymyslone)
                                  na pokonanym wrogu.
                                  Ale zadna Haga(jak przed nia Norymberga) historii nie zakonczy i nie otworzy
                                  wrot do Raju Pokojowej Demokracji: w miejsce pokonanego wroga pojawi sie
                                  natychmiast nowy - zewnetrzny lub wewnetrzny - a " sprawiedliwy i wieczny
                                  pokoj" znow zagluszy huk wybuchow misili.Bowiem "wieczny i sprawiedliwy pokoj"
                                  to wieczna wojna.
                                  (J)

                                  Ps.: Inne uwagi Pana musze,niestety, pominac z powodu ich zenujacego poziomu,
                                  jak rowniez z tego powodu, ze najwyrazniej wierzy Pan w bociany, tj. w wolna
                                  prase jak rowniez w "moralna i etyczna" postawe przywodcow Francji i Niemiec.
                                  Czyli okreslil sie Pan jako przeciwnik USA i Zachodu. Twierdzenie, ze Zachod to
                                  nie tylko USA a "miliony ludzi" jest zwyklym truizmem. Takim samym, jak to, ze
                                  Zachod bez USA sie nie utrzyma, co wielu pieknoduchow, ludzi glupich i zlej
                                  woli, podwaza.
                                  Ale moze Pan wierzyc w co Pan chce - wiara to rzecz bardzo osobista jesli tylko
                                  nie zagraza mojej wolnosci.

                                  • Gość: Jerzy Re: Poza dobrem i zlem IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 04.05.03, 19:36
                                    "Takim samym, jak to, ze
                                    Zachod bez USA sie nie utrzyma, co wielu pieknoduchow, ludzi glupich i zlej
                                    woli, podwaza."

                                    Przepraszam: jest "Zachod bez USA sie nie utrzyma...".Powinno oczywiscie byc:
                                    "....Zachod bez USA sie utrzyma..."-dalej bez zmian.
                                    (J)

                                    • Gość: diabelek Re: Poza dobrem i zlem IP: *.netcom.ca 04.05.03, 21:43
                                      Nie widze powodu aby nie zgodzic sie z tym co Pan dzisiaj napisal .
                                      Styl w jakim swoje opinie przedstawilem pozostawia wiele do zyczenia ale nie o
                                      literackie popisy mi chodzilo.
                                      Pisze Pan o zagrozeniu swojej wolnosci ze strony mojej wiary w "bociany".
                                      Pan dobrze wie o jakich bocianach byla mowa .
                                      Kto to zagraza Pana wolnosci w Szwecji, czy Pan naprawde wierzy ,ze Szwecja
                                      jest zagrozona inwazja fundamentalistow islamskich ,ktorzy przejma wladze i
                                      zabiora Panu wolnosc?
                                      Jest regula propagandy wkladanie slow w usta autorytetow. "Doktor" jest na
                                      pewno wazniejszy od jakiegos nie doktora czy matolka jak Pan jego oponenta
                                      nazwal.
                                      Gdyby Pan przy okazji zechcial wytlumaczyc dlaczego upiera sie przy okreslaniu
                                      rezimu np. Hitlera czy Husajna demokracja, bo ja czesciej spotykam sie z
                                      okresleniem "dyktatura". Jestem przekonany , ze wyznawca wolnosci dostrzega
                                      tutaj pewna roznice.
                                      Goldbaum spuszcza Pana tezy do klozetu, Pan natomiast unika odpowiedzi z
                                      powodu "zenujacego poziomu".
                                      Jezeli chodzi o moja wiare w bociany to pisalem juz o przyczynach nadchodzacej
                                      interwencji zbrojnej zwanej "wojna" duzo wczesniej w watku Racja stanu:
                                      (Otrzymalem jedna odpowiedz na moj post. Po co zatem sie wysilac, watek spadl
                                      na dol i nikt sie nim wiecej nie interesowal.)
                                      Ponizej fragment mojej opini w tej sprawie:

                                      "Hej, szable w dlon"
                                      Autor: Gosc: diabelek IP: *.netcom.ca
                                      Data: 01-03-2003 07:10

                                      ...Na pewno racja stanu zwiazana jest z bezpieczenstwem.
                                      Jednak gdy ide do sklepu to moge tam isc bo potrzebuje TYLKO jedna paczke
                                      herbaty.
                                      Ide tylko w jednym celu. Czesciej jednak do sklepu chodzi sie po cos wiecej niz
                                      tylko herbata. Cel bywa bardziej ZLOZONY.
                                      W Iraku chodzi na pewno o kilka spraw na raz.
                                      1.) Popularnosc. Wycofanie sie w tej chwili i pozostawienie Husajna przy wladzy
                                      sprawi, ze John i Mary uznaja Busha i republikanow za ludzi ktorzy sami nie
                                      wiedza co chca i na nich nie zaglosuja.

                                      2.) Ropa naftowa. Nie jest sprzeczne z amerykanska racja stanu zabezpieczenie
                                      dostaw ropy naftowej z rejonu bliskowschodniego. Kontrola Iraku i nowy porzadek
                                      w regionie to ruch przeciwko grozbie szantazu naftowego ze strony OPEC.
                                      ( Irak - 11% swiatowych rezerw , Arabia Saudyjska 25% , nafta latwa do
                                      wydobycia i transportu, tylko 600 m pod ziemia itd.)
                                      Nie bez znaczenia jest tez to w jakich bankach petrodolary beda deponowane.

                                      3.)Izrael. Gdyby nie wplywowa diaspora w USA to kraj ten podzielil by los
                                      afrykanskiej Ruandy. Rozwiazanie tego konfliktu w najblizszej przyszlosci to na
                                      pewno tez jeden z powodow interwencji w Iraku.

                                      4.Swiatowy policjant- Interweniowanie w kazdym zakatku swiata gdy zajdzie taka
                                      potrzeba. Jezeli istnieje sprawna armia to trzeba z niej czasem korzystac.
                                      Poza tym Pentagon to tez jedna z najwazniejszych "firm" amerykanskich.
    • v.c Moze nie słuszna ale bardzo pozyteczna. 29.04.03, 23:53
      Chyba ze wierzysz ze inwazja w Iraku miala jako cel wyzwolenie
      Irakijczykow? Wyzwolenie Irakijczykow jest tylko produktem ubocznym tej
      inwazji. Pamietasz WTC? Pamietasz 3000 niewinnych cywilow zamordowanych w NY?
      (tylko blagam cie nie powiedz mi ze to USA zniszczylo WTC!). W jaki sposob USA
      moze walczyc z tym Blisko Wschodnim syfem? Czy wydaje ci sie ze mozliwa jest
      negocjacja z rzadami krajow ktore w przeszlosci braly naszych zakladnikow,
      przeprowadzaly zamachy bombowe naszych samolotow, naszych ambasadach itd? Po
      WTC zabawa sie skonczyla. Albo my albo oni. Amerykanska obecnosc i pokaz sily
      na Bliskim wschodzie byl koniecznoscia i juz widzimy owoce tego koniecznego
      kroku. Iran dobrowolnie przyznaje sie nagle ze ma nuklearny program, Syria
      nagami przebiera i blaga o negocjacje. Korea nagle wczoraj powiedziala ze jest
      gotowa zlikwidowac swoj nuklerany program. To nie sa przypadki. To jest
      wynik Afganskiej a przedewszystkim irackiej wojny ktora pokazala wszystkim ze
      zabawa i polityczna poprawnosc ktora terrorysci chcieli nas wykonczyc
      skonczyla sie na zawsze.
      Indywidualnych terrorystow ukrywajacych sie po calym swiecie, nawet w USA,
      nigdy nie zlapiesz. Mozesz tylko zmusic rzady ktore ich wspomagaja, ochraniaja
      i szkola do zaprzestania takiej dzialalnosci. Terrorysta bez kasy nic nam nie
      zrobi, a przynajmniej nie na skale ktora mialaby jakies powazne znaczenie.

      Po WTC USA sprzata zaplecze bo nie ma innego sposobu obrony. Przy okazji tez
      poprawi sie zycie ludzi takich wlasnie jak Irakijczykow ale to nigdy nie bylo
      celem.


      Brawo USA! Brawo Bush!
    • _zombi Pacyfisci popierali Hitlera, Stalina, PolPota, Sad 30.04.03, 06:09
      Glos pacyfisty: 'Mówisz, że nie można potępiać wojny bez względu na to,
      przeciwko komu i w jakiej sprawie się ona toczy. Zgoda. Na płaszczyźnie
      moralnej użycie siły przeciw dyktaturze jest z pewnością uzasadnione, a
      dyktatura Saddama Husajna była jedną z najbardziej potwornych i krwawych
      dyktatur wśród wielu istniejących dziś na świecie. Ale nie każde użycie siły
      przeciw dyktaturze, nawet najbardziej potwornej, jest uprawnione.'

      Pamietacie tych co nie chcieli umierac za Gdansk? A tych co na komende Stalina
      maszerowali w "marszach pokoju" przeciw USA? A tych co radowali sie z masakr
      Pol Pota w Kambodzy. To ci sami co maszeruja dzis pod portretami Husejna
      przeciw Ameryce.
      • Gość: Jerzy Re: Pacyfisci popierali Hitlera, Stalina, PolPota IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 30.04.03, 14:57
        Ma Pan racje, ale oprocz pacyfistow glowna podpora tych
        rezymow "demokratycznych" byla Liga Narodow i ...ONZ. Obie te sily sa
        odpowiedzialne za wojny, do ktorych doprowadzily.
        (J)
        • werw Jerzy 01.05.03, 19:44
          Wydaje mi się, że gdyby zrobić tak jak proponujesz, tzn. uderzyć i wycofać się -
          nie zostałby osiągnięty jeden z celów wojny, tj. mozliwość trzymania ich pod
          kontrolą. Po 11.09 stało się jasne, że pozostawienie ich samym sobie nie
          wchodzi w grę: prędzej czy później sprowadzą nam na głowy jakiś kataklizm.
          Pomijając juz broń atomową, nawet nie chcę myśleć, że mogłaby wpaść im w ręce
          któraś z technologii, jakie powstaną w niedalekiej przyszłości: przyszłe
          możliwości genetyki czy np. nanotechnologii są wręcz niewiarygodne a negatywne
          skutki ich użycia są wręcz trudne do wyobrażenia.

          P.S.
          Jeszcze ciekawszym adwersarzem Michnika był jakiś bodajże Hiszpan (jego tekst
          opublikowali jakieś dwa-trzy tygodnie temu) który dosłownie stwierdził, że
          tęskni za arabską "okupacją" (Hiszpanii) - przy czym słowo okupacja ujął w
          nawias. Ciężko tu cokolwiek dodać.
          • goldbaum Re: Jerzy 01.05.03, 21:50
            Dlatego wyjscie jest jedno: rozwalic wszystko i zagazowac cyklonem B.
            Jak juz rozwalimy, zagazujemy arabow i zrobimy z niych mydlo to swiat bedzie
            wreszcie bezgranicznie szczesliwy. Nie bedzie juz nikogo kto moglby zgotowaac
            nam jakis kataklizm za pomoca bomby atomowej, genetyki albo .......
            nanotechnologii.............




















































            UA HA HA HA HA HA HA HA HA............
            • werw Re: Jerzy 01.05.03, 21:57
              Jesteś naprawdę zwyczajnie głupi. Tak po prostu.
              • goldbaum Re: Jerzy 01.05.03, 22:11
                :)
                Lubie takie odpowiedzi. Wtedy widze ze trafilem w samo sedno.
                KO w pierwszej rundzie.
          • Gość: Jerzy Re: Werw IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se 02.05.03, 11:33
            werw napisała:

            > Wydaje mi się, że gdyby zrobić tak jak proponujesz, tzn. uderzyć i wycofać
            się
            > -
            > nie zostałby osiągnięty jeden z celów wojny, tj. mozliwość trzymania ich pod
            > kontrolą. Po 11.09 stało się jasne, że pozostawienie ich samym sobie nie
            > wchodzi w grę: prędzej czy później sprowadzą nam na głowy jakiś kataklizm.
            > Pomijając juz broń atomową, nawet nie chcę myśleć, że mogłaby wpaść im w ręce
            > któraś z technologii, jakie powstaną w niedalekiej przyszłości: przyszłe
            > możliwości genetyki czy np. nanotechnologii są wręcz niewiarygodne a
            negatywne
            > skutki ich użycia są wręcz trudne do wyobrażenia.
            >
            > P.S.
            > Jeszcze ciekawszym adwersarzem Michnika był jakiś bodajże Hiszpan (jego tekst
            > opublikowali jakieś dwa-trzy tygodnie temu) który dosłownie stwierdził, że
            > tęskni za arabską "okupacją" (Hiszpanii) - przy czym słowo okupacja ujął w
            > nawias. Ciężko tu cokolwiek dodać.


            Masz racje : poddanie ich kontroli to chyba w tym wszystkim najtrudniejsze. Ale
            mozemy postawic pytanie: Po co ich kontrolowac? Niech sobie robia w Iraku co
            zechca, pod warunkiem pompowania takiej ilosci ropy, jaka im sie nakaze. Jedyna
            forma kontroli bylaby wiec kontrola licznika przeplywu ropy plus nadzor
            satelitarny. W przypadku jakichkolwiek uchybien naloty moznaby powtarzac az do
            skutku. Czy nie lepiej cofnac ich do epoki wielblada i skalkowki?

            Duzo sie pisalo o tej wojnie, motywujac ja "pragnieniem Amerykanow"
            zaprowadzenia demokracji.
            W tym duchu wypowiadal sie m.in. prof.Fouad Ajami,wykladajacy na jednym z
            amerykanskich uniwersytetow, ktory w artykule, "Wygrac wojne dla Arabow"
            namawial USA do wojny...dla Arabow i dopomozenie im w "budowie demokratycznego
            Iraku" co do powstania ktorego, prof.Ajami nie mial watpliwosci, bowiem, pisal
            w kwiecistym, arabskim najlepszym stylu, "po interwencji Irak stanie sie
            zwierciadlem amerykanskiej potegi"...
            Ale we wstepie do swojego artykulu oraz w zakonczeniu pisze jaby tracac
            nadzieje ostrzega Amerykanow, ze ta "instalacja demokratyzmu" w Iraku moze sie
            jednak nie udac.
            Oto cytata ze wstepu:

            "Nikt nie powinien zywic zludzen w sprawie stosunku Arabow do USA po wybuchu
            wojny z rezymem irackim. W swiecie arabskim nie bedzie serc i umyslow, ktore
            Amerykanie mogliby zdobyc. Zadne wysilki dyplomatyczne nie przekonaja ogromnej
            wiekszosci Arabow, ze chodzi o wojne sprawiedliwa.(...)
            (...) Stany Zjednoczone musza sie z tym pogodzic.Nie powinny przywiazywac zbyt
            duzej wagi do antyamerykanizmu, ktory jest wyrazem frustracji swiata
            arabskiego - stanowi wrodzona przypadlosc cywilizacji, ktora wciaz nie potrafi
            przyjac pelnej odpowiedzialnosci za cisy, jakie sobie sama zadala"(...).

            I z zakonczenia:
            "(...) Panarabisci nie beda mieli watpliwosci, ze Irak zostal wydarty Arabom i
            oddany w rece mniejszosci, by nie mogl przeciwstawic sie Turcji i Iranowi -
            dwom sasiednim panstwom, w ktorych nie ma Arabow. Europejczycy beda sie stale
            doszukiwac uchybien w postepowaniu Stanow Zjednoczonych.(...)
            (....) Arabowie moga pomniejszyc, a nawet calkowicie zniwelowac skutki
            amerykanskiego zwyciestwa.Moga odrzucic propozycje reform i skupic uwage na
            grzechach Amerykanow.Moga zakrzyczec reformatorow, uznac ich za kolaborantow
            wspolpracujacych z agresorem. Moga probowac roznych wybiegow i iunikow. Moga
            zrezygnowac z walki i poczekac, az Amerfykanie sie zmecza i sami zrezygnuja
            (...)"

            Prof. Ajami, sam Arab, dobrze zna swoich wspolplemiencow gdy pisze,
            ze "Arabowie moga pomniejszyc a nawet calkowicie zniwelowac skutki
            amerykanskiego zwyciestwa..."

            Dokladnie to samo mowi doswiadczenie Historii z tamtego regionu. A jesli tak
            mowi, to po co instalowanie demokracji i reformy? Dla kogo? W jakim celu?
            Czy nie lepiej byloby wyzanczyc limes Zachodu i poza jego granice sie nie
            wysuwac - do czego juz ponad 2000 lat temu nawolywali Pompejusz i Hadrian?
            Dziwne, ze sie o tym nie pamieta jak rowniez nie pamieta sie o losie tamtego,
            antycznego uniwersalnego imperium.
            Bo to wspolczesne un iwersalne imperium, pod egida USA, wydaje sie podazac
            sladami poprzednika.
            I tak samo skonczy, jesli sie w pore nie zatrzyma .

            (J)

            Ps.: Czytam regularnie prase hiszpanska, ktora potwierdza to o czym
            wspomniales.
            Wypadnie jeszcze do tego, nie raz i nie dwa, wrocic.

      • Gość: P-77 Re: Pacyfisci popierali Hitlera, Stalina, PolPota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.03, 20:31
        _zombi napisał:

        > Glos pacyfisty: 'Mówisz, że nie można potępiać wojny bez względu na to,
        > przeciwko komu i w jakiej sprawie się ona toczy. Zgoda. Na płaszczyźnie
        > moralnej użycie siły przeciw dyktaturze jest z pewnością uzasadnione, a
        > dyktatura Saddama Husajna była jedną z najbardziej potwornych i krwawych
        > dyktatur wśród wielu istniejących dziś na świecie. Ale nie każde użycie siły
        > przeciw dyktaturze, nawet najbardziej potwornej, jest uprawnione.'
        >
        > Pamietacie tych co nie chcieli umierac za Gdansk? A tych co na komende
        Stalina
        > maszerowali w "marszach pokoju" przeciw USA? A tych co radowali sie z masakr
        > Pol Pota w Kambodzy. To ci sami co maszeruja dzis pod portretami Husejna
        > przeciw Ameryce.
        Gdybyś poszedł choćby jako obserwator na manifestację przeciw wojnie
        zobaczyłbyś może kilka portetów Husajna. To pewien margines.
        A z tym "umieraniem za Gdańsk" to wypraszam sobie. Pacyfiści protestowali
        przeciw każdej bezsensownej przemocy (także przeciw radzieckiej inwazji na
        Afganistan) natomiast dziwnym zrządzeniem losu najczęściej wiąże się ona z USA.
        Dlatego ci, którzy protestują przeciw nazywaniu wojny pomocą militarną są
        potmkami tych, którzy we wrześniu 1939 solidaryzowali się z walczącymi Polakami
        i Finami. Ci natomiast, którzy zachwycają się Bushem wtedy pewnie byliby
        entuzjastami Hitlera.
        Przyjmując waszą argumentację można by na przykład uzasadnić zabójstwo
        mordercy - pedofila tym, że w ten sposób uratuje się życie jego przyszłych
        ofiar. Nie każde zło można zwalczyć w zarodku.
    • Gość: Bnadem Re: To nie była słuszna wojna IP: *.krakow.pl 01.05.03, 22:22
      Gość portalu: Jan K. napisał(a):

      > "Wojna Busha" - Panie filozof, a gdzie ocena tego, co się działo
      > przez 8 lat Clintona z USA, Wielką Bryatnią, Francją, ONZetem,
      > Afganistanem, Sudanem, Irakiem, Osamą i Al-Kaidą? Gdzie
      > paralele z Chorwacją, Serbią, Bosnią, Kosowem i Rwandą?
      >
      > Tego nie ma, bo pan filozof od siedmiu boleści patrzy na cały
      > problem islamofaszyzmu i przyzwolenia cywilizowanego świata na
      > mordowanie ludzi nawet w Europie tylko przez pryzmat nienawiści
      > do obecnej adminstracji USA i specjalnie do obecnego Prezydenta
      > USA, Busha.
      >
      > Nalezy pogratulować Panu Michnikowi takich umysłowo
      > ograniczonych i ideologicznie zaślepionych adwersarzy. Co
      > więcej, ten włoski kretyn powołuje się mimochodem na swojego
      > guru, mordercę milionów, Lenina.
      >
      > Jan K.



      Należy także pogratulować panu Michnikowi, ze "zapomniał" o rozmowie z
      Kwasniewskim oraz o całonocnej popijawie z "Goebbelsem stanu wojennego", czyli
      Urbanem - i to zaraz po rozmowie z Rywinem. Nie stawiaj Michnika na piedestale -
      ja tak kiedyś zrobiłem i teraz żałuję. Jest to jedynie gracz polityczny,
      nastawiony na maksymalizację zysku - tym razem nie materialnego.
      Co do "islamofaszyzmu", gratuluję logiki. Powiedz mi, Einsteinie, czy to
      muzułmanie dokonują stałej ingerencji w Ameryce, czy też USA na Bliskim
      Wschodzie?
      • ksch Re: To nie była słuszna wojna 03.05.03, 18:52
        Bnademie!
        Postawiłeś słuszne pytanie: czy to Amerykanie zaatakowali Muzułmanów czy może
        na odwrót. Ja jednak zadam Ci inne pytanie: kto detonował samoloty w WTC
        Muzułmanie w USA czy Amerykanie w Syrii?
        ksch
    • Gość: Bnadem Re: Ein Reich, ein Volk, ein Bush - sieg heil! IP: *.krakow.pl 02.05.03, 20:36
    • Gość: hebe Signore Paolo, grazie! IP: *.devs.futuro.pl 05.05.03, 04:39
      I ja dziwilam się Adamowi Michnikowi za tak bezdyskusyjne
      poparcie dla tej wojny.
      Ta wojna była niepotrzebna właśnie teraz, kiedy świat, nie tylko
      arabski, buntuje się przeciwko globalizacji i dominacji Zachodu.

      Dlaczego tyrana nie starano się usunąć wcześniej, pozostanie bez
      odpowiedzi.
      Jest haniebne, że Amerykanie którzy wcześniej i w czasie wojny
      iracko-irańskiej ubijali z Irakiem interesy, teraz postanowili
      go zaatakować i spacyfikować. Czyżby nie zapłacił za dostawę
      broni?
      Dlaczego, skoro są tacy humanitarni, stali z boku i przyglądali
      sie jak w Iraku leje się niewinna krew?

      "Gwałt niech się gwałtem odciska" - zgoda, ale tylko wtedy
      gdy "gwałt" ma miejsce, a nie wtedy, gdy chodzi jedynie o
      pokazanie reszcie świata kto tak naprawdę rządzi planetą. Czymże
      więc taki kraj różni się od mafii?

      Co było prawdziwym celem wojny, przyjdzie nam dowiedzieć się
      znacznie później.
      Żyjemy na jednej planecie, którą dewastujemy, zabijamy wszystko
      żywe co jest niewygodne...i chlubimy się tym, że w kosmos
      wysłaliśmy list z pokojowym przesłaniem i matrycą naszych
      wiadomości. Ironia.
      Nawet jeśliby znalazł się adresat, który byłby zdolny
      odpowiedzieć, to czy należy mu się dziwić, że milczy??


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka