Dodaj do ulubionych

Żydzi podopiecznymi GL-AL

IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.03, 22:19
W wielu wątkach i polemikach w nin. forum powraca oklepany stereotyp Żyda-
komunisty. Warto przypomnieć kilka faktów stanowiących do niedawna tzw. białe
plamy, a obrazujących stosunek polskich komunistów i jej „zbrojnego
ramienia” – GL-AL do Żydów w czasie niemieckiej okupacji. Bowiem kłamstwa
podręczników historii i propagandowych broszurek z peerelowskich czasów nadal
krążą po forum. Jak z szeregu polemik w nin. forum wynika, wielu dyskutantów,
także i tych z Izraela (np. niejaki Fredzio54), nadal wierzy w peerelowskie
kłamstwa.
Istotnie, było wiele faktów niesienia pomocy w czasie okupacji Żydom przez
niektóre grupy GL-AL. Przecież znane są i sporadyczne fakty udzielania pomocy
Żydom nawet przez ludzi z NSZ, co oczywiście nie znaczy, że eneszetowcy Żydów
nie mordowali. Wbrew pozorom łączy te organizacje wiele cech wspólnych,
głównie gdy chodzi o krwawe rozprawianie się z przeciwnikami i to nie tylko
politycznymi. Dla obu organizacji częstokroć ważniejsza była walka z ze
swoimi wrogami politycznymi niż z niemieckim okupantem. Znane są zbrodnie
NSZ, zwłaszcza te dokonywane na Żydach i w tym względzie zdecydowanie
prześcignęły one swoich największych politycznych wrogów – komunistów z GL-
AL. Choć – co może wydać się nieprawdopodobne - i w szeregach NSZ znaleźli
się Żydzi, choć nieliczni i – jak już wspomniałem - znane są także przypadki
ratowania Żydów nawet przez bojówki NSZ. Jedno z największych morderstw
masowych z lat okupacji dokonanych na Żydach przez GL-AL to zbrodnie dokonane
we wsi Ludmiłówce i w jej okolicach. GL-AL odpowiada nie tylko za zbrodnie z
Ludmiłówki, ale i za wiele innych morderstw dokonanych na polskich
obywatelach, już wówczas określanych przez nich jako „wrogach klasowych”,
winni są oni także wielu akcji bandyckich i krwawych rozpraw frakcyjnych.
Można ubolewać, że morderstwa dokonane przez oddziały partyzanckie różnej
barwy politycznej na Żydach i na swoich przeciwnikach politycznych nie
stanowią przedmiotu śledztw IPN. Choć nie jest wykluczone, że IPN nimi się
zajmuje, o czym po prostu nie wiem(y).
Cały szereg dzienników i czasopism zamieszcza często ciekawe artykuły dot.
mało znanych dramatów z lat okupacji, m. in. o morderstwach dokonywanych na
swoich współobywatelach przez nie tylko NSZ, ale właśnie i przez GL-AL, choć
niestety i przez AK. Inna rzecz, że po każdym takim artykule forum nin.
pęcznieje od wypowiedzi oburzonych czytelników, którzy najchętniej wmietli by
te fakty pod dywan i żyli wyłącznie chwalebnymi czynami organizacji
podziemnych w latach okupacji niemieckiej. Obszerny artykuł Piotra
Gontarczyka na ten temat („Wydał rozkaz, aby wymordować”), który pojawił się
16.5.97 r. w „Życiu z kropką” nie jest więc faktem odosobnionym. Można
przecież opis tych dramatycznych wydarzeń znaleźć u współczesnych historyków,
pisze o tym np. Marek Jan Chodakiewicz w swoich niedawno wydanych
pracach: „Polacy Żydzi 1918-1955” i „Narodowe Siły Zbrojne ))Ząb(( przeciw
dwu wrogom”. Myślę, że wielu forumowiczów zainteresuje sprawa zbrodniczej
działalności peerelowskich „bohaterów”. Pozwolę więc sobie zacytować kilka
obszerniejszych wyjątków ze wspomnianego artykułu z „Życia”:
))Historiografia PRL rozpowszechniła teorię o zasługach PPR w ratowaniu
Żydów. Jednak z zachowanych archiwaliów wynika, że wspomniana pomoc i
zainteresowanie ich tragicznym losem wynikało przede wszystkim z
przewidywanych korzyści politycznych, finansowych i niewiele miała wspólnego
z odruchem solidarności z prześladowanymi. co więcej: konto komunistycznej
partyzantki z lat II. wojny św. obciążają zbrodnie na Żydach((.
))[...] Nieliczenie się z dobrem okolicznej ludności [Ludmiłówki] było jedną
z przyczyn narastania konfliktu między Korczyńskim a sekretarzem powiatowym
PPR Gruchalskim ps. „Sokół”. Gruchalski nie był człowiekiem zbyt ideowym: żył
w komitywie z okolicznymi grupami rabunkowymi, lecz sprzeciwiał się
intensywnej działalności zbrojnej. Kiedy wskutek akcji „Grzegorza” zaczęli
ginąć mieszkańcy okolicznych wsi, a więc jego ziomkowie i znajomi, zaczął
pałać coraz większą niechęcią do Korczyńskiego. Potęgowały ją morderstwa i
rabunki. dokonywane przez ludzi „Grzegorza” na okolicznej ludności i
ukrywających się Żydach. Pierwszą ofiarą komunistów w Ludmiłówce był Jankiel
Skrzyl. Został on złapany przez dwóch szantażystów. W jego obronie
interweniował jeden z sowieckich żołnierzy z grupy Korczyńskiego, który po
krótkiej bójce sięgnął po nóż i przegonił napastników.
W całą sprawę włączył się „Grzegorz”, który stwierdził, że Jankiel Skrzyl
jest zagrożeniem dla miejscowej organizacji: „... zachodzi obawa, że gdy ten
(Skrzyl) dostanie się w ręce gestapo może zdekonspirować oddziały GL na
terenie Ludmiłówki...”. Kazał więc Skrzyla zabić. [...] na razie poprzestano
na Skrzylu, którego gwardzista Łojek „...uderzeniem kija uśmiercił...”. Od
pozostałych Żydów „Grzegorz” zażądał dużej sumy pieniędzy i kosztowności,
które miały być przeznaczone „na zakup broni”.
Sytuację zaogniła kolejna akcja Korczyńskiego, tym razem na obóz prac
melioracyjnych dla Żydów w Janiszowie, który gwardziści rozbili 7.11.1942 r..
Jej celem, wg powojennej propagandy, miało być ratowanie ok. 500 Żydów,
znajdujących się w obozie. Jednak przebieg wypadków wskazuje, że chodziło
raczej o poważne korzyści finansowe z akcji i – w dużo mniejszym stopniu –
zwiększenie stanu liczebnego oddziału. Po zastrzeleniu komendanta (obozu),
ukraińskiego volksdeutscha Petera Ignara, który znajdował się w obozie
(oprócz niego obozu strzegła tylko policja polska i żydowska), gwardziści
zabrali skóry, radio, broń. Największym sukcesem było zdobycie kasy obozowej,
w której znajdowało się ok. miliona złotych w gotówce i biżuterii – był to
dobytek odebrany więźniom obozu. Do oddziału „Grzegorza” (im. T.Kościuszki)
wcielono prawdopodobnie tylko kilku lub kilkunastu Żydów, niezależnie od tego
nieduża grupa zbiegła i ukryła się w okolicznych wsiach i lasach. Większość,
nie mając dokąd pójść, odmówiła opuszczenia obozu i niebawem została
wymordowana przez Niemców. Historyk Shmuel Krakowski nazwał akcję na
Janiszów „przyspieszeniem nadejścia śmierci dla (tamtejszych) Żydów”. Wg
wszelkiego prawdopodobieństwa większość „skarbu janiszowskiego” Korczyński
zawiózł dla KC PPR w Warszawie. Tymczasem jego ludzie postanowili „uszczknąć”
coś dla siebie. Z polecenia „Lubego” gwardziści: Wojtaszek, Łojek i dwóch
innych wyprowadzili z domu gospodarza Niewiadomskiego pięcioosobową rodzinę
żydowską, którą obrabowali i zamordowali, odzierając przy tym zwłoki.
Wspomniane morderstwa i rabunki na terenie Ludmiłówki stały się bezpośrednią
przyczyną buntu przeciw Korczyńskiemu.
Bunt „Sokoła”.
Zbuntowanemu „Sokołowi” udzielili poparcia „Szymon” i „Myśliwy”. W ich
grupach znajdowało się wielu Żydów, a przecież właśnie ich współrodacy padali
najczęściej ofiarą ludzi Korczyńskiego. Poza tym na GL-owskich melinach w
Ludmiłówce, Grabówce oraz w okolicznych lasach ukrywało się wielu ich
krewnych i znajomych. Dla tych ludzi - w większości kobiet i dzieci –
„Gragorz” stanowił podwójne zagrożenie: po pierwsze mogli stać się jego
kolejnymi ofiarami, po drugie intensyfikacja akcji przeciwko Niemcom musiała
oznaczać kontrakcję i obławy, co praktycznie niwelowało do zera szanse ich
przetrwania. Wykorzystując nieobecność Korczyńskiego i rozpad oddziału im.
T.Kościuszki, Gruchalski – „Sokół” postanowił rozprawić się najpierw z jego
stronnikami, a potem z nim samym. W mieszkaniu starej dział
Obserwuj wątek
    • Gość: eres Re: Żydzi podopiecznymi GL-AL c.d. IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.03, 22:18
      . W mieszkaniu starej działaczki KPP Wyganowskiej, Gruchalski zwołał oficjalne
      zebranie komitetu PPR, w którym oprócz niego samego, Miłka – „Koguta” i
      Marszałka –„Myśliwego” uczestniczyło kilka osób z miejscowego aktywu. Na
      zebraniu przebywał jeden z trzech braci Rubinów, uwolnionych z Janiszowa. Warto
      wspomnieć, że to właśnie któryś z nich uciekł wcześniej z obozu i sprowadził
      Korczyńskiego. Rzuca to niezwykle interesujące światło na interpretację
      wydarzeń w Ludmiówce. Fakt, że Rubinowie poparli nie Korczyńskiego, który
      uwolnił ich z obozu, lecz Gruchalskiego, przekreśla wersję sprowadzającą całą
      sprawę jedynie do walki frakcyjnej wewnątrz GL. Z dużym prawdopodobieństwem
      można twierdzić, że bracia Rubin poparli Gruchalskiego po prostu dlatego, że
      Korczyński mordował ich rodaków. Na wspomnianym spotkaniu podjęto decyzją o
      likwidacji „Grzegorza”. W drugiej połowie listopada 1942 r., w Ludmiłówce, w
      zabudowaniach gospodarza Grześniewskiego, „sokołowcy” udusili powrozami Jana
      Płowasia – „Lubego”, Edwarda Płowasia – „Lutka” oraz radiotelegrafistę Stefana
      Staręgowskieo – „Stefana”, uszkadzając przy tym radiostację Korczyńskiego. Z
      domu gospodarza Gozdury zabrali resztę „skarbu janiszowskiego” oraz pilnującego
      go zastępcę Korczyńskego, Edwarda Gronczeskiego – „Przepiórkę”, którego również
      zamierzali zabić. Temu jednak udało się zbiec i ostrzec Korczyńskiego.
      Gdy „Grzegorz” wrócił do Ludmiłówki, niemal natychmiast zwołał swoich
      stronników, kazał rozdać broń i przystąpił do krwawej rozprawy z buntownikami.
      W jego działaniach uczestniczył oficer NKWD – komisarz polityczny oddziału (!).
      Pierwszą ofiarą czystki był Miłek; wraz z nim wyprowadzono z domu 10 lub 12
      Żydów i wszystkich rozstrzelano.
      ... i zemsta na Żydach.
      Ponieważ odpowiedzialnością za całe zajście obarczono Żydów, Korczyński kazał
      im wynieść się z Ludmiłówki. Rozkaz wzbudził ich wyraźne niezadowolenie: był
      przecież listopad, a we wsi mogli liczyć na przygotowane wcześniej kryjówki i
      pomoc mieszkańców. Wskutek takiego obrotu sprawy Korczyński „... wydał rozkaz
      aby wymordować wszystkich Żydów na terenie Ludmiłówki...”.
      Mieszkańcy wsi zeznawali po wojnie: „...Korczyński, Flis i inni chodzili po
      wszystkich gospodarstwach w Ludmiłówce i wyciągali Żydów. Byli także i u mnie i
      wzięli czterech Żydów wojskowych... . Były jeszcze inne wypadki wyciągania i
      mordowania Żydów tak z mieszkań od gospodarzy, jak i z bunkrów po lasach...”.
      W 1955 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa określiła ówczesne działania komunistów
      następująco: „... oskarżeni realizując hasło krwawej zemsty rzucone przez
      Korczyńskiego nie ograniczyli się do ukarania ‘winnych’, lecz włączyli się
      aktywnie do mordowania Żydów jako takich, wyciągając niejednokrotnie kobiety
      ukryte w stajniach i bunkrach, które nic wspólnego nie miały z ruchem
      partyzanckim, a tym bardziej z Miłkiem i Gruchalskim...”.
      Stanisław Zawoł, świadek wydarzeń w Ludmiłówce, relacjonował: „... jacyś
      osobnicy zabrali ją (ukrywającą się Żydówkę) z dziećmi, pytali, gdzie ma
      pieniądze i towary, a następnie wyprowadzili ją z domu...”.
      Ofiary były doszczętnie ograbiane, a następnie mordowane strzałem w głowę.
      Podczas selekcji kierowano się kryteriami narodowymi, a nie uczestnictwem we
      wcześniejszej akcji przeciw ludziom Korczyńskiego. Jedna z mieszkanek
      Ludmiłówki opowiadała swoje przeżycia: „... osobnicy ci wszystkich Żydów
      zabrali... mnie też, bo myśleli, że jestem Żydówką, ale gdy sąsiedzi wyjaśnili,
      że nie jestem Żydówką, puścili mnie...”. Akcja przybierała nieraz charakter
      polowania: „Gronczewski, idąc wieczorem przez wieś Ludmiłówkę zauważył dwie
      osoby, które na jego widok uskoczyły w bok. Skazany (Gronczewski) w ich
      kierunku oddał kilka strzałów z pistoletu. Okazało się, że zabił kobietę i
      mężczyznę narodowości żydowskiej...”.
      Mieszkańcom Ludmiłówki komuniści zabronili udzielania pomocy ukrywającym się
      nieszczęśnikom: „Gronczewski pewnego razu odgrażał mi się, że jak znajdzie u
      mnie hołociarzy (Żydów), to Wyganowska będzie gniła razem z nimi...”.
      [...] „Wojtaszek mówił, że jedną kulą zabijał dwóch czy trzech ludzi...”.
      Po zabiciu kilkudziesięciu ludzi w samej Ludmiłówce oprawcy rozprawili się z
      mieszkańcami leśnych kryjówek. Wedle niezwykle cennej i bogatej w szczegóły
      relacji jednego z konspiratorów niepodległościowych z pow. kraśnickiego,
      Edwarda Bryczki ps. „Ostoja”: „... na rozkaz ‘Grzegorza’ placówka GL w
      Ludmiłówce wymordowała 76 ukrywających się Żydów w schronach w lesie,
      przeważnie kobiet i dzieci...”.
      Trudno jednoznacznie wyrokować, czy liczba podana przez „Ostoję” obejmowała
      wszystkie ofiary pogromu, czy tylko tych, których wymordowano w bunkrach. W
      pierwszym wypadku liczba zamordowanych w Ludmiłówce i okolicach wyniosłaby ok.
      70 OSÓB, W DRUGIM – PONAD STO.
      Nie tylko Korczyński
      Prawdziwi buntownicy: około 33-osobowa grupa „Szymona” I „Gruchalszczacy” już w
      kwietniu 1943 rozpoczęli pertraktacje z PPR. Niebawem zostali wcieleni do
      oddziału Karola Hercenbergera „Lemuszewskiego”, nadwołżańskiego Niemca, który
      jeszcze kilka miesięcy wcześniej brał udział w deportacjach Żydów do obozów
      zagłady. Wspomniani, przydzieleni mu gwardziści – Żydzi nie przetrwali u niego
      zbyt długo: w październiku 1943 r. Hercenberger zastrzelił jednego z nich
      za „niewłaściwe pełnienie służby wartowniczej”. Trudno wyrokować jednoznacznie,
      czy cała sprawa była ukartowana, czy też konflikt miał charakter spontaniczny;
      ważniejsze jest ustalenie, że pozostali Żydzi podjęli walkę z „aryjskimi”
      towarzyszami i za cenę ok. 20 zabitych wyrwali się do lasu. Ranili przy
      tym „Lemiszewskiego”. Oficjalny raport GL donosił triumfalnie: „Bataliony dały
      ognia i wybiły 20 Żydów (...). Obecnie nie ma w naszych oddziałach Żydów i nie
      przyjmujemy ich, ponieważ przynieśli nam wielką stratę”.
      Mniej więcej w tym samym czasie, w którym miała miejsce tragedia w Ludmiłówce,
      został wymordowany żydowski oddział partyzancki Wolfa Bleifera (Gleichera).
      Powstał on z jeńców armii wrześniowej, oddzielonych od swoich współtowarzyszy –
      Polaków i osadzonych w specjalnym obozie na ulicy Lipowej w Lublinie. Losy
      oddziału zbadał Marek Jan Chodakiewicz, a plonem jego pracy był artykuł pt. „O
      globalną emancypację ze stereotypów, czyli kto mordował Żydów?” (Zeszyty
      Historyczne „WiN”, nr 6. z lutego 1996 r.). Wg Chodakiewicza relacje byłych
      partyzantów żydowskich Jakoba (Mieczysława) Grubera, Chila Grynszpana, Józefa
      Birgera i Jana Szelubskiego – zdają się jednoznacznie wskazywać, kto dokonał
      zbrodni.
      Szelubski twierdzi, że ucieczka z obozu była możliwa dzięki temu, że „...
      znaleziono kontakt z grupą lewicowych socjalistów polskich...”. Potwierdza to
      również historyk zajmujący się polskim ruchem socjalistycznym – Krzysztof Dunin-
      Wąsowicz. Szelubski nazywa sprawców wprost: „... w nocy przyszli z bandy
      Czarnego, którzy zapowiedzieli, że przywiozą broń; bagnetami zakłuli
      strażników, BO ZNALI PRZECIEŻ HASŁO, i wrzucili do schronów granaty, potem
      żywcem zakopali schrony...”.
      Jedynym znanym oddziałem, którego dowódca nosił w tym czasie i w tym terenie
      pseudonim ‘Czarny’, była grupa RPPS – sojuszniczki PPR – dowodzona przez
      Bronisława Baranowskiego.
      Sam Szelubski, po krótkim pobycie w Warszawie, objął inną grupę RPPS, której
      członkowie głośno wyrażali przy nim swoją dezaprobatę: „... nie chcemy, żeby
      Żyd był dowódcą oddziału (...). Jeden z przywódców grupy an

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka