Dodaj do ulubionych

Tybet - idealizacja i zakłamany mit...

13.04.08, 19:08
Szczątkowa wiedza i brak informacji o rzeczywistej sytuacji w
Tybecie na Zachodzie przyczyniły się w XX wieku do jego idealizacji,
jako krainy rzekomego duchowego rozwoju. Przesada z czasem przeszłą
w fałszywy mit – gdzie prawda nie jest mile widziana.
Stawiano tezę ""wspaniałego" Tybetu i "sprawy tybetańskiej" a gdy
fakty nie zgadzały się i nie zgadzają się z tą tezą to tym gorzej
dla tych faktów...

Najwięcej do idealizacji Tybetu przyczyniła się powieść "Zaginiony
Horyzont", oraz zrealizowany na jej podstawie hollywoodzki film.

Po wojnie furorę zrobiła powieść "Siedem lat w Tybecie", którą
napisał Heinrich Harrer, austriacki himalaista internowany przez
Brytyjczyków w Indiach.
Harrer zbiegł do Tybetu, gdzie został nauczycielem XIV Dalaj Lamy.
Kiedy pół wieku później w Hollywood przystąpiono do ekranizacji jego
powieści, okazało się, że był zagorzałym nazistą i członkiem SS...

Tybet - kraj teokracji, tybetańskiego (dziwnego) buddyzmu - to kraj
gdzie według współczesnych mitologów Tybetu szanuje się
(Tybetańczycy) każde życie - naprawdę?

Kraj w którym składano jeszcze nie tak dawno, jak w Kartaginie,
dzieci w ofierze, kraj podzielony na sekty mnisze, gdzie członkowie
najwyższej sekty mieli np. prawo gwałcić kobiety z plebsu...
Kraj gdzie istniało prawie... 2 tysiące podatków - m.in. od uszu,
za tańczenie, za posiadanie dzieci...
Za nie płacenie podatków lub spóźnianie się z ich zapłatą chłopi
tybetańscy byli mordowani...

XIV Dalajlama Tenzin Gjatso - z czego utrzymuje swój Dwór i swoją
propagandę?
M.in. z tego - prawie 2 miliony dolarów rocznie przeznacza
amerykańska CIA na jego utrzymanie...

Ale o czym się nie mówi to nie istnieje...
Obserwuj wątek
    • Gość: eptesicus nie widzę związku - w Polsce też szlachta... IP: *.chello.pl 13.04.08, 19:27
      ...batożyła chłopów i traktowała ich jak bydło. Czy to znaczy, że
      stałoby się sprawiedliwie, gdyby Polskę zlikwidowano jako kraj?

      > Kraj w którym składano jeszcze nie tak dawno, jak w Kartaginie,
      > dzieci w ofierze, kraj podzielony na sekty mnisze, gdzie
      członkowie
      > najwyższej sekty mieli np. prawo gwałcić kobiety z plebsu...

      a skądżeś to wymyślił? Pewnie z internetu, co? Czytałeś jakiekolwiek
      naukowe opracowania nt. historii Tybetu? Że niby mnisi dGelugs-py
      mieli prawo gwałcić "kobiety z plebsu"? Przecież byli zobowiązani do
      celibatu? Równie dobrze można uznać, że katoliccy księża mają prawo
      do gwałcenia dzieci i chłopców (bo Paetz, bo ks. Andrzej, bo afera
      tu, bo afera tam - a przecież delikwenci owi łamia kościelne prawo).
      Nie było tam również żadnych "dwóch tysięcy podatków" - był jeden,
      bodaj szósta część zbiorów. Był nieznośny, ekstremalnie zacofany
      feudalizm, ale nie państwo totalitarne. Totalitarne są Chiny Ludowe.
      Ludzie w Tybecie swobodnie podróżowali, zwłaszcza koczownicy,
      płacili daninę klasztorowi lub panu władającemu pastwiska
      (słusznie, "powinni tego zabronić") i wędrowali po tych pastwiskach,
      a za komuny zmuszono ich do mieszkania w blokach, wprowadzając
      specjalne zezwolenia na opuszczanie własnej wioski. Tybet to żaden
      ideał, ale klerykalny skansen - czym to jednak gorsze od
      komunistycznego zamordyzmu?
      • stranger.pl Re: nie widzę związku - w Polsce też szlachta... 13.04.08, 19:32
        Gość portalu: eptesicus napisał(a):

        > Nie było tam również żadnych "dwóch tysięcy podatków" - był jeden,
        > bodaj szósta część zbiorów. Był nieznośny, ekstremalnie zacofany

        Prawdziwy yntelygent z ciebie!!! Myślę, że po takiej argumentacji i
        takich bajkach już się nie podniosę:P
      • Gość: Levitas Re: nie widzę związku - w Polsce też szlachta... IP: *.aster.pl 13.04.08, 19:57
        > ...batożyła chłopów i traktowała ich jak bydło. Czy to znaczy, że
        > stałoby się sprawiedliwie, gdyby Polskę zlikwidowano jako kraj?
        Ależ Polska szlachecka została zlikwidowana. A po I wojnie się
        odrodziła jako państwo demokratyczne (choć nie na długo, demokracja
        trwała 8 lat a państwo 21).
        • eptesicus Re: nie widzę związku - w Polsce też szlachta... 14.04.08, 13:19
          > Ależ Polska szlachecka została zlikwidowana. A po I wojnie się
          > odrodziła jako państwo demokratyczne

          O.K., a dlaczego więc Tybet nie miałby się odrodzić jako państwo
          demokratyczne? Skoro nawet społeczność emigracyjna, ta na której
          czele stoi ów straszny teokrata Dalajlama, rządzi się coraz bardziej
          na zasadzie demokratycznej, a coraz mniej - teokratycznej, zaś
          feudalizmu w tej społeczności nie ma już w ogóle? Zresztą wcale nie
          musiałby się odradzać jako państwo, wystarczy, że odrodziłby się
          jako PRAWDZIWIE autonomiczny region Chin (o statusie obecnego Kraju
          Basków czy choćby Hongkongu), zarządzany demokratycznie i wciąż
          będący częścią Chin. Najlepiej rónież demokratycznych.

          A rozbiór Polski nie był raczej reakcją oburzonych sąsiadów na złe
          traktowanie chłopów ;-))) Zwłaszcza, że przynajmniej u Ruskich było
          tak samo...
          • stranger.pl Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) 14.04.08, 14:36
            1.
            Powiedz do czego ci potrzebna walka o wolność lub autonomia Tybetu -
            co ty z tego masz?
            Co sprawia że nie możesz spać z powodu Tybetu i tego, że jest
            chiński i zostanie chiński?

            Co cię obchodzi Tybet lansowany przez media za przyczyna CIA (by
            osłabiać Chiny) skoro Polski w Polsce coraz mniej?

            Chińczycy (narodowość Han) nie dadzą... nigdy autonomii Tybetowi (a
            tym bardziej niepodległość) i będzie robiona sinizacja w Tybecie bo
            Chińczycy stanowią co prawda ponad 90 proc. populacji Chin (PRC),
            ale większa część jego terytorium to obszary prawie niezamieszkane
            lub o bardzo niewielkiej gęstości zaludnienia – zamieszkałe przez
            niejszości narodowe.
            To nie tylko Tybet (2,5 mln.km kw.) ale też Qinghai (720 tys. km
            kw.), Xinjiang (1,66 mln km kw.), Mongolia Wewnętrzna (1,18 mln km
            kw.).

            Wymienione obszary to prawie 50 proc. powierzchni Chin, a gdyby do
            tego dodać takie prowincje, jak Gansu, Yunan, Guizhou, Guangxi czy
            zachodni Syczuan, gdzie wciąż znaczącą część ludności stanowią
            mniejszości, to Chiny w przypadku ew. rozpadu lub autonomizacji
            rejonów mogłyby utracić ponad połowę terytorium.

            Nie ma żadnego kraju na świecie który zgodziłby się na własną
            zagładę, degradację lub całkowitą niemalże dezintegrację struktur
            wewnętrznych.

            Dlatego możecie sobie bajdurzyć zawodowi podżegacze do buntu Tybetu
            lub bezrobotni naiwni sympatycy i piewcy Tybetu bo tylko wam zostały
            słowa – bezsilne – i wściekłości nic nie znaczycie – nikt poważnie
            nie bierze waszych słów w Chinach i nic się nie zmieni - to sobie
            zapamiętajcie... nic się nie zmieni.
            Bo zmiany następują tylko w czasie wojen - a Chiny nie wybierają się
            na żadne wojny - muszą w spokoju przetrawić Zachodnie Chiny by
            stałej się w 100 procentach chińskie - a to co mają terytorialnie im
            wystarcza. Teraz stawiają tylko na wykup finansowy USA (skupuja
            amerykańskie obligacje rządowe), Azji (przedsiebiorstwa) i Afryki
            (gdzie kupuja złoża bogactw naturalnych).
            Również pieniądze CIA i Indii nic nie zrobią – każdy dzień obecności
            chińskiej w Tybecie to kamień milowy potęgi chińskiej i
            nieodwracalności chińszczyzny w Tybecie.

            A mi silne Chiny są potrzebne – jako.. grabarz USA i przeciwwaga
            Rosji:P

            2.
            Dlaczego akurat walczycie w sprawie Tybetu? To takie modne? Dalekie
            a skoro odległe nie fajnie się żyje w niewiedzy i mitach?
            A czemu nie walczycie w sprawę Indian w USA, Kurdów, mieszkańców
            Abchazji, Osetii, Krymiczań (mieszkańców Krymu), Serbów, Węgrów etc.?

            Np. sprawa Krymu:

            W 1954 roku, w trzechsetną rocznicę ugody perejasławskiej tzn.
            rocznicy zjednoczenia Ukrainy z Rosją Krym (zwany czasem półwyspem
            Taurydzkim - pow. 25,7 tys km2) został spezentowany Ukrainie -
            włączony (wolą Ukrainca-komunisty N. Chruszczowa) w granice
            Ukraińskiej SRR a odłączony od Rosyjskiej SRR.

            Ta ziemia nigdy wcześniej nie należała do Ukrainy - nie pytano się
            mieszkańców Krymu czy zgadzają się zostać Ukraińcami! - do dziś
            Ukraińcy na Krymie stanowią mniejszość - według różnych źródeł od 15
            do 22 procent mieszkańców Krymu.

            Większość mieszkańców Krymu (czyli prawie 80 procent) nie chce uczyć
            się ukraińskiego i mieć cokolwiek wspólnego z Ukrainą. Oni nie
            przybyli do Ukrainy bo to Ukraina do nich przybyła ze swoimi
            granicami i jest im Obca.
            Dlaczego was to nie interesuje a interesuje akurat tylko i wyłącznie
            Tybet?

            Powiem dlaczego - To takie trendy bo media lansują „Wolny Tybet” a
            dokładnie mówiąc lansują ci co maja wpływ na mediach w tzw.
            demokracjach zachodnich.

            3.
            A może byście się tak zainteresowali losem Polaków na Wileńszczyźnie
            i Wschodniej Małopolsce? To nie wasi? A mają się gorzej niż Polacy
            na Białorusi.
            I trzeba im pomagać – pomagać jednocześnie by tam pozostali i dalej
            byli Polakami!
            • Gość: eptesicus Re: Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) IP: *.chello.pl 14.04.08, 19:24
              > Co sprawia że nie możesz spać z powodu Tybetu i tego, że jest
              > chiński i zostanie chiński?

              nie lubie po prostu tak jawnej dewastacji oraz spadku globalnej
              różnorodności kulturowej i etnicznej. Procesy które i tak na świecie
              zachodzą to jedno, a zamierzone i celowe działania to drugie - po
              prostu nie lubię i już. Status polityczny Tybetu jest tu
              drugorzędny, wobec losu jego narodu, odrębności etnicznej i kultury.
              Nie pojmuję czemu Chiny nie moga być silne jako kraj Han,
              Tybetańczyków, Mongołów itp. na równych prawach? Po co tak bezczelna
              sinizacja? Na zachodzie nie wynaradawia się już dziś mniejszości -
              nawet w Rosji nie. I nigdy nie robiło się tego za cesarstwa
              chińskiego ani imperium osmańskiego. Chiny przechodzą po prostu
              jakiś okres młodzieńczego, będącego objawem niedojrzałości,
              etnicznego nacjonalizmu Han, gdy tymczasem wszystkie wcześniejsze
              wielkie imperia nie były etniczne, ale polityczne. To ta sama
              choroba, która dotknęła kemalistowską Turcję. Oba przypadki to kraje
              gwałtownie pragnące modernizacji i ślepo próbują naśladować Zachód -
              tyle, że naśladują Zachód, jaki był 100 lat temu i przyjmują
              wszystko to, co my na Zachodzie uznaliśmy już dawno za głupie,
              szkodliwe i zrezygnowaliśmy z tego. Stosunek Chin i Turcji do
              mniejszości przypomina mi Bismarcka i Kulturkampf. A Chiny dodatkowo
              bezkrytycznie skopiowały inną europejską bzdurę - komunizm. Teraz
              kopiują kapitalizm - ale znów nie ten współczesny, tylko ten XIX-
              wieczny angielski, jakby z powieści Dickensa. Oba kraje skutecznie
              zdewastowały własne dziedzictwo kulturowe i postanowiły też
              zdemolować to, co wytworzyły w tym zakresie ichnie mniejszości
              etniczne.

              > Nie ma żadnego kraju na świecie który zgodziłby się na własną
              > zagładę, degradację lub całkowitą niemalże dezintegrację struktur
              > wewnętrznych.

              co to takiego "kraj"? To nie jest żaden byt świadomy - realnie
              decyzje podejmują ludzie, nie żadne kraje... Kraj to coś, co
              istnieje tylko po to, żeby zaspokajać aspiracje jego mieszkańców i
              im służyć. Jeśli kraj zwany "Chiny" jest zamieszkały przez: Han,
              Huej, Tybetańczyków, Mongołów, Miao, Jao, Mandżurów, Ujgurów etc.
              etc. (=jest ich własnością), to musi spełniać aspiracje wszystkich
              tych nacji. Propaganda chińska głosi że Tybet jest odwieczną częścią
              Chin - zgoda, w takim razie Tybetańczycy mają takie same prawa,
              również kulturalno-etniczno-językowe, co Han. Jeśli kraj będzie
              spełniał te aspiracje, nie będzie zagrożony rozpadem. To właśnie XIX-
              wieczna, bismarckowska polityka Chin, zagraża ich istnieniu, tworząc
              potężne naprężenia społeczne

              Chiny, tak jak Rosja, z uwagi na swoją strukturę etniczną, to
              idealne miejsce do rozwiązań FEDERACYJNYCH. Najpotężniejszy
              militarnie kraj świata jest dziś właśnie federacją - a ten który
              twierdzi że mu dorównuje ;-)) również nazywa się federacją. I jakoś
              nie doprowadziło to do rozpadu, dezintegracji itp.
              • stranger.pl Re: Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) 14.04.08, 20:03
                Gość portalu: eptesicus napisał(a):

                "Chiny, tak jak Rosja, z uwagi na swoją strukturę etniczną, to
                idealne miejsce do rozwiązań FEDERACYJNYCH. Najpotężniejszy
                militarnie kraj świata jest dziś właśnie federacją - a ten który
                twierdzi że mu dorównuje ;-)) również nazywa się federacją. I jakoś
                nie doprowadziło to do rozpadu, dezintegracji itp"

                To brzmi bardzo dziwnie jak Polak poucza Chińczyków jaką strukturę
                ma mieć ich państwo. Konsultowałeś to z nimi? Mówisz w ich imieniu?
                Znasz ich pogląd w tej sprawie?
                Czyżbyś uważał że ty wiesz lepiej od Chińczyków jak ma wyglądać ich
                państwo? I ma to być federacja bo tak sobie uważasz?

                Nie ma mowy aby Chiny były państwem federacyjny - o tym wie miliard
                Chińczyków i większość z nich właśnie tak twierdzi.
                Pamiętają że Chiny przed 1949 r. były przez wieli zdecentralizowane
                i przez to słabe - bo w Azji azjatyckie narody nie nadają się na
                decentralizację... To zupełnie inna mentalność, inne myślenie, inne
                kultura i cywilizacja.

                Współczesne Chiny mają granice bezpieczne, są zjednoczone jak nigdy
                w historii i mają ziemie które nawet za Cesarstwa były tylko
                marzeniem dla Chińczyków. Są bogate jak nigdy w historii - już
                blisko 300 milionów Chińczyków żyje według zachodniego standardu - a
                jeszcze 30 lat temu cały naród był biedny, 40 lat temu przy każdym
                wiejskim gospodarstwie musiał istnieć z nakazu władz chałupniczy
                piec martenowski, 50 lat temu ludzie umierali z głodu i mordów - 70
                lat temu garstka uprzywilejowanych rządziła kulisami czyli
                praktycznie całym narodem chińskim, ponad sto lat temu Wlk. Brytania
                i inne zachodnie kraje napadły na Chiny bo odmówiły zachodnim krajom
                prawa do rozprowadzania narkotyków po Chinach.

                Dziś Chiny ludowe (PRC) kontrolują obligacje rządowe USA, mają
                największe rezerwy finansowe na Świecie (m.in. w złocie) - kraj
                gdzie dzieci Chińczyków kilka dni temu pobiły rekord świata w grze
                na PC - o jednym czasie grało w "WoW-a" prawie milion graczy w
                Chinach o czym poinformował Blizzard. Chiny a nie USA mają obecnie
                największy rynek zbytu na samochody, gry komputerowe (legalne),
                sprzęt AGD, RTV...
                I to zdobywają bez potrzeby decentralizacji...

                Prawda jest taka że Chiny „przerobią” wszystkie mniejszości na
                Chińczyków i nikt tego nie zatrzyma (utrzymując gdzieniegdzie
                folklor tych co są lojalni – Mongołów) – każdy kto chce być
                Chińczykiem w Chinach ma perspektywy... w Tybecie jest już multum
                młodych etnicznych Tybetańczyków dumnych że są ... Chińczykami – w
                Europie to powinno być traktowane ze zrozumieniem skoro tworzy się
                państwo UE i likwiduje narodowe państwa.
                Wbrew woli wielu – m.in. mojej...
                Fałszywie brzmią słowa zakłamanych Europejczyków: wolny Tybet to
                normalność a wolna Polska to nienormalność!

                Rosja jest federacja innych powodów - i jej powody nie są
                powtarzalne w Chinach.
                • Gość: eptesicus no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han? IP: *.chello.pl 14.04.08, 20:22
                  > Pamiętają że Chiny przed 1949 r. były przez wieli
                  zdecentralizowane
                  > i przez to słabe - bo w Azji azjatyckie narody nie nadają się na
                  > decentralizację... To zupełnie inna mentalność, inne myślenie,
                  inne
                  > kultura i cywilizacja.

                  300 lat temu Europa też była rządzona przez absolutystycznych
                  władców. Dziś już ich nie ma - równie uprawnioną hipotezą jest wiec
                  to, że odchodzenie od rządów autorytarnych jest naturalną drogą
                  rozwoju społeczeństw, a nie specyfiką regionu ("wartości
                  zachodnie", "wartości azjatyckie").

                  > młodych etnicznych Tybetańczyków dumnych że są ... Chińczykami – w
                  > Europie to powinno być traktowane ze zrozumieniem skoro tworzy się
                  > państwo UE i likwiduje narodowe państwa.

                  UE nie likwiduje odrębności etnicznej - nie tylko "narodów
                  państwowotwórczych" ale również mniejszości w obrębie państw
                  członkowskich. Więcej - WSPIERA ODRĘBNOŚĆ narodów i grup etnicznych.
                  Nie dąży do belgizacji czy germanizacji kogokolwiek, tak jak nie
                  dąży do polonizacji - a mogłaby, skoro jednym z narodów
                  współtworzących UE są Polacy :-PPP Nie ma żadnego "narodu unijnego",
                  ani nie ma w Unii narodu, którego tożsamość dominowałaby czy
                  stanowiła "tożsamość unijną". Nie ma "języka unijnego", który
                  wypierałby język polski, francuski, duński, łużycki czy baskijski.
                  UE wspiera używanie wszystkich tych języków, również
                  instytucjonalnie. Poza tym zawsze można wystąpić z Unii - można
                  wypowiedzieć akcesję, tak jak każde inne porozumienie
                  MIĘDZYnarodowe. Odrębność państw narodowych nie została zlikwidowana
                  ani przez traktaty akcesyjne ani przez traktat reformujący - chyba
                  że w urojeniach co niektórych
                  • stranger.pl Re: no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han? 14.04.08, 20:29
                    Gość portalu: eptesicus napisał(a):

                    "...no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han?..."

                    I to jest problem dla... Polaka AD 2008 i czasu tracenia
                    suwerenności Polski na rzecz UE i totalnego rozkradania kraju i
                    świadomości że ¼ Polaków żyje poniżej minimum socjalnego.
                    świadomoscią że za Bugiem Polacy są wynaradawiani (Ukraina i Litwa)
                    a polscy żołnierze służą za amerykańskie mięso armatnie?
                    • Gość: eptesicus Re: no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han? IP: *.chello.pl 14.04.08, 21:59
                      > I to jest problem dla... Polaka AD 2008 i czasu tracenia
                      > suwerenności Polski na rzecz UE i totalnego rozkradania kraju i
                      > świadomości że ¼ Polaków żyje poniżej minimum socjalnego.
                      > świadomoscią że za Bugiem Polacy są wynaradawiani (Ukraina i
                      Litwa)
                      > a polscy żołnierze służą za amerykańskie mięso armatnie?


                      polscy żołnierze nie są "mięsem armatnim". O wynaradawianych Polaków
                      Polska dba i walczy o ich interes, ciekawe czemu nie wymieniasz
                      kwestii Bialorusi, tylko Litwę i Ukrainę (gdzie to na Ukrainie
                      Polaków prześladują?). Jak widać, unikasz krytyki krajów
                      niedemokratycznych - czemu? Czyżby był ci po prostu bliższy ich
                      model i byłbyś gotów poświęcić tamtejszych Polaków, byle tylko
                      zamanifestować swoją wrogość wobec zachodu?
                      • stranger.pl Re: no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han? 14.04.08, 22:35
                        Za dużo mieszasz i masz jakieś myle wyobrażenie o świecie.

                        1.Nie wymieniam Białorusi nie bez kozery - bo tam Polacy mają się
                        dużo lepiej niż np. na Litwie i Ukrainie (a represje wobec Polaków
                        na Ukrainie i Litwie są przemilczane w polskojęzycznych mediach
                        natomiast fałszuje się sprawę białoruską) - choć gwoli prawdy nie
                        jest całkiem dobrze na Białorusi, władze Białoruskie są zirytowane
                        hucpami niejakiej A. Borys - która kosztem polskich interesów
                        próbuje istnieć na scenie.
                        Większość Polaków na Białorusi jak słyszy A. Borys ma dojśc tego
                        babsztyla.

                        2.Dla mnie nie ma znaczenia czy jest czy nie ma demokracji - tym
                        bardziej ze demokracja to mistyfikacja.

                        Demokracja, gdy rodziła się jako idea polityczna, była pojmowana w
                        Europie jako... sposób wyłaniania władzy, a dziś jest pojmowana
                        (zwłaszcza w Unii Europejskiej i USA z przystawkami) jako...
                        realizacja nieskrępowanej wolności...

                        Natomiast w Azji i Afryce gdzie zanieśliśmy (Europejczycy) i
                        zaszczepiliśmy tzw. demokrację zatrzymano się na etapie pojmowania
                        demokracji w sensie pierwotnym czyli jako sposób wyłaniania władzy,
                        marginalizując dzisiejsze zachodnie pojmowanie tzw. demokracji czyli
                        jako sfera wolności (swego rodzaju: "róbta co chceta").

                        Na Zachodzie (UE i USA z przystawkami) doszło do sprowadzenia
                        wybieranie/wyłanianie władzy do roli... rytuału - gdzie "politycznie
                        poprawne" media i "elita" demokracji uważa: jeśli wygrywają "nasi" u
                        nich lub innych krajach to jest (tam) demokracja a jak nie
                        wygrywają "nasi" to nie ma (tam) demokracji! (vide zawód UE na
                        rezultat wyborów do Dumy w Rosji - i twierdzenia w mediach UE, że
                        nie ma tam demokracji bo... lumpenkapitał z korzeniami nie wygrał
                        i... nie ma szans (jest tam totalnie skompromitowany) na wygranie i
                        powtórkę radosnego rozkradania Rosji jak za Jelcyna).

                        Natomiast na Zachodzie następuje np. zupełne ignorowanie tego co się
                        dzieje w Gruzji (gdzie oszustwami wyborczymi, zamykaniem
                        nieprzychylnych mediów, biciem i katowaniem demonstrantów,
                        skrytobójczym mordowanie i tajemniczymi zgonami opozycjonistów
                        rządzi satrapa, pupil Ameryki, "rewolucjonista" Michaił
                        Saakaszwilii - no ale jest "nasz" więc "demokracja" istnieje w
                        Gruzji.

                        3.Demokracja już nie istnieje - teraz mamy jej wyższe stadium (jak
                        mawiali marksiści) demokracja medialna/sterowalna.

                        4.Brzydzi mnie zarówno bolszewizm jak i demokracja i brzydzi mnie
                        również zaprowadzanie tzw. demokracji jak bolszewizmu bagnetami i
                        pieniędzmi Sorosa czy CIA.
                  • czyngis_chan Re: no a dlaczego Chiny mają być tylko dla Han? 18.02.09, 21:05
                    > to, że odchodzenie od rządów autorytarnych jest naturalną drogą
                    > rozwoju
                    Cofania się w rozwoju.
                • Gość: eptesicus Re: Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) IP: *.chello.pl 14.04.08, 20:26
                  > To brzmi bardzo dziwnie jak Polak poucza Chińczyków jaką strukturę
                  > ma mieć ich państwo. Konsultowałeś to z nimi? Mówisz w ich
                  imieniu?
                  > Znasz ich pogląd w tej sprawie?
                  > Czyżbyś uważał że ty wiesz lepiej od Chińczyków jak ma wyglądać
                  ich
                  > państwo? I ma to być federacja bo tak sobie uważasz?

                  każdy ma prawo każdego pouczać - tj. wyrażać zdanie o tym, że ktos
                  inny robi coś źle. Ja akurat rady i pouczenia pod swoim adresem
                  wysłuchuję. Oczywiście mogę się nie zgadzać, decyduję i tak ja, ale
                  cholera wie, czy czasem ktoś mądrze nie doradzi :-)) A po za tym -
                  oczywiście że słuchamy tego co mają do powiedzenia Chińczycy. Według
                  chińskiej propagandy Chińczykami są również (obok Han) Tybetańczycy
                  i Ujgurzy, a więc również ich zdanie powinno się tu liczyć. Powinni
                  móc współdecydować o tym, ma wyglądać ICH państwo. Niech nawet
                  będzie się ono nazywało Chinami.
                  • stranger.pl Re: Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) 14.04.08, 20:36
                    Gość portalu: eptesicus napisał(a):
                    > każdy ma prawo każdego pouczać - tj. wyrażać zdanie o tym, że ktos
                    > inny robi coś źle

                    Nie.
                    Nie masz nikogo prawa pouczać - masz prawo do własnych poglądów a
                    nie pouczania - chyba że jesteś nauczyciele no to pouczaj (zgodnie z
                    programem i wolą rodziców cudze dzieci). Możesz mówić: np. to mi się
                    podoba ale mówienie że inni maja coś zrobić co ty uważasz za słuszne
                    to nie tylko chamstwo, tupet ale ingerowanie w cudze życie -
                    wchodzenie z butami w cudze życie.
                    Nie sądź innych aby ciebie nie sądzono! I pilnuj swojego nosa - bo
                    ci co widzą u innych belki nie widzą u siebie w oku drzazgi.
                    • Gość: eptesicus Re: Tybet był chiński, jest i będzie na wieki:) IP: *.chello.pl 14.04.08, 21:51
                      > Nie masz nikogo prawa pouczać - masz prawo do własnych poglądów a
                      > nie pouczania - chyba że jesteś nauczyciele no to pouczaj (zgodnie
                      z
                      > programem i wolą rodziców cudze dzieci). Możesz mówić: np. to mi
                      się
                      > podoba ale mówienie że inni maja coś zrobić co ty uważasz za
                      słuszne
                      > to nie tylko chamstwo, tupet ale ingerowanie w cudze życie -
                      > wchodzenie z butami w cudze życie.

                      Bzdura. Przecież nie wysyłam wojska, żeby zmusiło Chinczyków do tego
                      co uważam za słuszne ;-) Robię dokładnie to, co napisałeś - "mówię
                      że mi się coś nie podoba". Mówię też, co UWAŻAM że można zrobić
                      lepiej. To nie żadne chamstwo - każdy ma prawo to samo powiedzieć do
                      mnie. Niech sobie mówi ;-)) A poza tym od kiedy to penetrujesz takie
                      etyczne wyżyny? Cały czas tłumaczyłeś, że liczy się tylko polityka i
                      równowaga sił na świecie, a kto próbuje wmawiać, że liczą się jakieś
                      wartości (ba, że w ogóle istnieją), jest obłudnym hipokrytą. A
                      teraz "chamstwo", "wchodzenie z butami w cudze życie"... Twoi
                      chińscy idole, ci co mają zapewnić równowagę dla Rosji i gwóźdź do
                      trumny USA, przecież nic innego nie robią, jak właśnie włażą z
                      butami w cudze życie. Wleźli właśnie z butami w życie Tybetańczyków,
                      bo niezależnie od tego jak interpretują pewne wydarzenia tybetańscy
                      i chińscy historycy, de facto Tybetańczycy jako społeczeństwo i kraj
                      stanowili odrębny byt. Komuniści wysłali tam wojska, żeby zmusić ich
                      do poddania się władzy PRC, a to, według Twojej
                      interpretacji "chamstwo", zupełnie jak interwencja w Iraku, którą
                      pewnie wyciągasz od czasu do czasu w dyskusji, jako przeciwwagę ("u
                      was Murzynów biją"). Co więcej KPCh włazi również z butami w życie
                      pozostałych obywateli kraju, którym ma służyć, "pouczając ich" jakie
                      strony internetowe mają oglądać, jakie gazety czytać, co do tych
                      gazet pisać i co publicznie mówić. A mimo to nie nazywasz
                      tego "chamstwem", "tupetem" i nie wzywasz do szukania ciał obcych we
                      własnym oku. A już zupełnie niezrozumiałe jest wciskanie mniej
                      zorientowanym forumowiczom owych historyjek o okrutnym totalitarnym
                      Tybecie, gdzie ludzie rodzili się już batożeni, przypalani i
                      kastrowani, kończyli zaś zawsze wbici na pal przez okrutnych lamów,
                      w wolnych chwilach - zgodnie z tybetańskim prawem -
                      gwałcących "kobiety z plebsu". To, że masz taką a nie inną wizję
                      geopolityki (Chiny jako grabarz USA ;-)) i uważasz, że to dobre dla
                      Polski, a "jestem Polakiem, więc obowiązki mam polskie" i co nas
                      Tybet obchodzi - mogę zrozumieć. Zaczynam zresztą podejrzewać, że
                      musisz być gorącym zwolennikiem poglądów autora tych słów (o
                      obowiązkach), on też pisał o równowadze między Rosją a Chinami, ale
                      gorąco wielbił Rosję ;-)) Ale nie sądzę abyś wierzył w te bajeczki
                      (tak jak o Dalajlamie który czycha aby przywrócić te porządki z
                      powrotem), mogą w nie wierzyć "chinespol" i "nfao5" którzy
                      natchnieni patriotycznym duchem rzucili się, aby gasić ogarniający
                      internet pożar wrażych poglądów - a dla nich nawet czytanie
                      hasla "Wolny Tybet" boli, możliwe zresztą, że nie czytają, bo czują,
                      że rozpada się im świat ;-)))) Zwłaszcza "chinespol" który raz
                      twierdził, że Tybet jest chiński od 1640, potem że od 1740, potem że
                      jeszcze kiedy indziej, a wszystko to w tym samym wątku...
            • Gość: eptesicus no dobra, a dlaczego Tobie tak zależy, żeby... IP: *.chello.pl 14.04.08, 20:04
              ..."Tybvet pozostał chiński" i żeby "Chiny stanowiły równowagę dla
              Rosji" oraz "stały się grabarzem USA"? Po co?

              >>bo
              > Chińczycy stanowią co prawda ponad 90 proc. populacji Chin (PRC)

              zaraz zaraz. Albo "Tybet i Xinjang są odwieczną częścią Chin", jakby
              województwo albo land czy stan, a wtedy określenie "Chińczycy"
              oznacza po prostu mieszkańców "Wszystkiego pod Słońcem" (naród
              polityczny, nie etniczny), a 90 proc. mieszkańców stanowią Han, albo
              jest jak mówisz, i wtedy Tybet i Tybetańczycy NIE SĄ takim
              województwem, czy regionem (zamieszkałym przez
              pełnoprawnych "Chińczyków narodowości tybetańskiej") tylko są
              okupowanym krajem lub podbitą kolonią. Trzeba się zdecydować...
              • stranger.pl Re: no dobra, a dlaczego Tobie tak zależy, żeby.. 14.04.08, 20:20
                Gość portalu: eptesicus napisał(a):

                "..."Tybet pozostał chiński" i żeby "Chiny stanowiły równowagę dla
                Rosji" oraz "stały się grabarzem USA"? Po co?"

                Bo mi nie odpowiada "Pax Americana" - USA musi upaść bo są
                współczesną wersją Imperium Zła. Kraj przez który krwawi cały Świat.
                Dzisiejsza Ameryka nie jest tym czym była dawna Ameryka.
                Rosja powinna szachować Chiny (chroniąc przed nimi swoja Syberię) a
                Chiny szachować Rosję by Rosja nie była skora do parcia na Zachód.
                To jest polityka w praktyce. A ew. osłabianie Rosji czy Chin
                zakłóciłoby tę równowagę!

                Gość portalu: eptesicus napisał(a):

                "...bo Chińczycy stanowią co prawda ponad 90 proc. populacji Chin
                (PRC..."

                Twoje dywagacje na ten temat wynikają z tego, że chyba nie rozumiesz
                co napisałem - może powinnaś (powinieneś) jeszcze raz przeczytać
                jeśli nie rozumiesz?
                Te ziemie są tak chińskie jak amerykańska Alaska czy całe zachodnie
                wybrzeże USA.
                • Gość: eptesicus lepszy Pax Americana niż Pax Sinica... IP: *.chello.pl 14.04.08, 20:29
                  gdy Ameryka upadnie, też nie będzie równowagi
                  • stranger.pl Re: lepszy Pax Americana niż Pax Sinica... 14.04.08, 20:39
                    Nie przypominam sobie aby Chiny sprzedawały Stalinowi w Jałcie
                    Polske - za to przypominam sobie że to zrobiły USA:P

                    Nie przypominam sobie aby chińscy politycy wyznawali zasady Ameryki:
                    Przykład:
                    Podłego F.D. Roosevelta zachowuja w pamięci nie tylko Polacy
                    (sprzedaż Polski) ale także mieszkańcy Nikaragui, gdzie prezydentem
                    został, dzięki bagnetom i mordom amerykańskiej piechoty morskiej,
                    generał Anastasio Somoza, nota bene też mason.
                    "Brat" Franklin Delano, na wieść o potwornych rzeziach w Nikaragui
                    wyczynianych przez swojego protegowanego, zwykł mawiać o "bracie"
                    Anastasio: „- To sk...syn - ale NASZ sk...syn!”
                    • Gość: eptesicus Re: lepszy Pax Americana niż Pax Sinica... IP: *.chello.pl 14.04.08, 21:55
                      > Nie przypominam sobie aby chińscy politycy wyznawali zasady Ameryki

                      rzeczywiście, przede wszystkim polityka wewnętrzna i system rządów
                      pokazuje, ze chińscy politycy nie wyznają zasad Ameryki. I słusznie,
                      bo (cyt.) "inna mentalność, inna kultura" ;-)))

                      co do Jałty i Nikaragui - zgoda, trudno żebym tego bronił
                  • czyngis_chan Lepszy Pax Americana niż Pax Sinica? Żartujesz? 18.02.09, 21:07
                    Chiny to państwo cywilizowane, niepodporządkowane ideologii i
                    pokojowo nastawione - czy do USA pasuje którekolwiek z tych określeń?
        • Gość: gosc Re: nie widzę związku - w Polsce też szlachta... IP: *.no-dns-yet.enta.net 16.04.08, 14:01
          ale Tybet tez nie chce powrotu do zamordyzmu i dalajlama oraz
          wszyscy tybetanczycy ktorych znam ciagle to powtarzaja
    • Gość: dolphiness Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... IP: *.ists.pl 14.04.08, 01:11
      Co wiesz o tybetańskim buddyzmie?
    • stranger.pl Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympatią 14.04.08, 14:58
      medialną i znajduje orędowników wśród młodych aktywistów pewnych
      poglądów (pomijam tu kwestie pieniędzy USA/CIA i Indii - wypłacanych
      separatystom by jątrzyć w Tybecie a także organizować medialne hucpy
      na Zachodzie)?

      Buddyzm tybetański to wierzenie w które mogą wierzyć także...
      ateiści i dla nich buddyzm tybetański nie jest religią a fascynacją
      (niczym opium dla ludu ) przyczyniajacą się do ich rzekomego
      duchowego rozwój.

      Orędują za Tybetem bo bronią własne koszmary/sny.
      Żyją mitem dobrego Tybetu - a nie ma żadnego dobrego kraju i
      narodu - jest tylko polityka i konkretni ludzie z krwi i kości.

      Kto emocjonalnie podchodzi do sprawy (przez nostalgię za
      nieosiągalnym celem lub złudzeniem wzgl. współczuciem tudzież
      mrzonka wiary w pogaństwo) żyje fikcją i truje fikcją.
      Pół biedy jeśli tylko sobie wyrządzaj krzywdę - źle jeśli mogą
      szerzyć swoje bajdy i truć innych.
      • yeshedzogchen Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat 14.04.08, 15:29
        stranger jestes ignorantem...od 15 lat praktykuje buddyzm tybetanski spotaklem
        dziesiatki tybetanskich nauczycieli w tym dalai lame i glowy szkol buddyjskich...
        szkoda mi ciebie...wyglada mi na to ze twoja karma pozwala ci miec kontakt tylko
        z negatywnymi aspektami...
        choc moze to ze pisze do ciebie znaczy ze twoja karma nie jest az tak zla...hah
        ha hi hi!
        • stranger.pl Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat 14.04.08, 16:38
          yeshedzogchen napisał:

          "stranger jestes ignorantem...od 15 lat praktykuje buddyzm
          tybetanski spotaklem dziesiatki tybetanskich nauczycieli w tym dalai
          lame i glowy szkol buddyjskich. ..
          szkoda mi ciebie...wyglada mi na to ze twoja karma pozwala ci miec
          kontakt tylko z negatywnymi aspektami... choc moze to ze pisze do
          ciebie znaczy ze twoja karma nie jest az tak zla...hah ha hi hi!"

          To co napisałeś to typowe dla takich jak ty - dla ciebie ktoś kto
          nie ma twoich poglądów ten ignorant - czy oprócz słowa karma znasz
          coś innego a dot. Tybetu?
          To znamienne że poprzestajesz na aktach personalnych i zero twojego
          ustosunkowania się do tego co napisałem.
          Prawda że ty uważasz że jesteś najmądrzejszy i masz rację? A kto ma
          inne poglądy ten błądzi i głupi lub ignorant?

          PS
          Gdyby było prawdą że jesteś buddystom tybetańskim a popierasz Tybet
          to jesteś sędzia we własnej sprawie - nie mający molarnego prawa
          zabierać głos na temat Tybetu - bo jesteś podejrzany o stronniczość
          (czynna i bierną).
        • Gość: Martin Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat IP: *.aster.pl 06.08.08, 11:36
          > stranger jestes ignorantem...od 15 lat praktykuje buddyzm
          tybetanski spotaklem
          > dziesiatki tybetanskich nauczycieli w tym dalai lame i glowy szkol
          buddyjskich.
          > ..
          > szkoda mi ciebie...wyglada mi na to ze twoja karma pozwala ci miec
          kontakt tylk
          > o
          > z negatywnymi aspektami...
          > choc moze to ze pisze do ciebie znaczy ze twoja karma nie jest az
          tak zla...hah
          > ha hi hi!
          Wariat
      • Gość: dolphiness Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat IP: *.ists.pl 15.04.08, 01:22
        Zadałam Ci pytanie: co wiesz o buddyzmie tybetańskim? Nie
        odpowiedziałeś.
        Gdy zapytam o katolicyzm pewnie w odpowiedzi pojawi się lista
        wydarzeń i okaże się, że znowu brakuje odniesienia realnego,
        praktyki życiowej i dzięki temu zrozumienia pojęcia "miłości
        bliźniego", by wziać pierwsze z brzegu. Nie obrażaj się, to tylko
        robocza hipoteza, by coś pokazać. Nie na tym polega religia i jeśli
        ten świat jest Ci niedostępny, to nie ma szans byś zrozumiał,
        dlaczego tak wielu broni Tybetu, bez względu na to, co myśli o samym
        buddyzmie, czy wierzy w istnienie osobowego Boga, czy nie. Są
        jeszcze tacy, których natura nie jest aż tak spaczona, by nie
        zauważać lub pomijać milczeniem łamanie praw człowieka - uznawanych
        za prawa naturalne, w każdym razie te podstawowe.
        Twoje pytanie jest odpowiedzią lub prowakacją, w dodatku obraźliwą,
        bo uderzającą w godność wyznawców buddyzmu. Jeśli tak łatwo łamiesz
        jedno z podstawowych praw, dziwne by było, gdybyś ich bronił?
        Co do fikcji, akurat buddystką nie jestem, ale coś mi podpowiada, że
        z punktu widzenia buddysty to Ty żyjesz w jednej wielkiej fikcji,
        tzn. iluzji. Poziom subtelniejszych doznań i spostrzeżeń wydaje się
        niedostępny dla Ciebie, inaczej Twoja ocena byłaby inna.
        Tak się składa, że rezultaty wielowiekowych dociekań buddystów
        całkiem nieźle się mają do rezultatów wielowiekowych dociekań
        naukowców świata zachodniego, zwłaszcza z dziedziny fizyki. Chyba
        coś w tym buddyzmie i rozwoju duchowym jest, skoro stosując zupełnie
        inne metody od tych przyjętych na Zachodzie doszedł czasem nawet
        wcześniej do tych samych lub podobnych wniosków, co nauka zachodnia.
        Jeszcze jeden powód, by tej cywilizacji bronić - jeszcze się można
        od niej czegoś nauczyć. Mnisi, Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, nie
        wyrośli ot tak, wyrośli w konkretnym miejscu, w konkretnym
        środowisku, z konkretnej tradycji i wszystko to się na ich
        osiągnięcia złożyło. Tybet może być częścią Chin lub nie, ale na
        pewno należy do buddyzmu, jak buddyzm należy do Tybetu.
        Zadam pytanie pomocnicze: Które teksty Jego Światobliwości Dalajlamy
        XIV poznałeś? Czy może należysz do tych, co wydają osąd o buddyzmie
        na podstawie tego, co inni piszą o buddyzmie? Pytam o Dalajlamę, bo
        On reprezentuje formę szczytową moim zdaniem, ale może są osoby,
        które wzniosły się jeszcze wyżej, a o których po prostu nie wiem.
        Szanuję Go za osiągnięcia i postawę, nie za iluzję szczęścia, bo
        takiej nikomu nie obiecuje. Dzieli się tym, co wie i tym, co
        rozumie, a równocześnie walczy w sposób pokojowy o swój naród.

        PS.
        To już moja przekorność, ale dopiero będzie zabawnie, jak za kilka
        lat nauka udowodni, że reinkarnacja istnieje. Okaże się, że lepiej
        było przestępców politycznych nie zabijać, by się za szybko nie
        odrodzili i nie zaczęli swojego działa w nowym, młodszym,
        silniejszym ciele wcześniej niż gdyby jeszcze troszkę pożyli. A
        jeśli już zabić, to wsześniej zresocjalizować. Kurcze, może ci
        wszyscy neofaszyści to nic innego jak inkarnacje faszystów? Ciekawe
        gdzie jest Mao, Hitler i Stalin. To owszem, możesz nazwać nie tylko
        fikcją, ale wręcz science fiction. Tyle że science fiction często
        zawiera cenne intuicje, nie tylko w sensie fizycznym, ale też
        duchowym. Dla tych, do których on dociera.
        By nie zamienić się w kazjodzieję pseudowieszcza, spadam!!! Ale
        pomyśl czasem o tym, co zwykle nie mieści się w ramach Twojego
        świata rzeczy realnych - to odświeża :-).
        • stranger.pl Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat 15.04.08, 02:39
          Gość portalu: dolphiness napisał(a):

          > Zadałam Ci pytanie: co wiesz o buddyzmie tybetańskim? Nie
          > odpowiedziałeś.

          Nie, nie odpowiedziałem bo nie ma sensu dyskusja z tobą (bez urazy) -
          przecież cokolwiek powiem ty odmówisz przyjęcia tego do wiadomości
          jeśli będzie sprzeczne z twoim... fanatyzmem buddyjskim.
          Przecież ty jesteś stroną w tej sprawie a w dodatku bardzo
          zaślepioną - prawda? Należysz do tych co nie można przekonać bo
          swoje wiedzą – i w to co uznają jest prawdą a to co mówią inni jest
          fałszem.

          Wiec o czym z tobą dyskutować?
          • qwww Re: Dlaczego buddyzm tybetański cieszy się sympat 15.04.08, 03:17
            stranger.pl napisał:

            > Gość portalu: dolphiness napisał(a):
            >
            > > Zadałam Ci pytanie: co wiesz o buddyzmie tybetańskim? Nie
            > > odpowiedziałeś.

            buddyzm buddyzmem, to pogańska religia
            gorzej, że komuchy chińskie prześladują katolików
            ale to gó.. obchodzi świat ...
            widać kto steruje ...
    • grako17 Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 14.04.08, 17:05
      Czy w związku z tym należy ogniem i mieczem wprowadzić tam chińską demokrację?
      • stranger.pl Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 14.04.08, 17:27
        Nie, nie w tym rzecz z punktu widzenia Polaka i Polski.
        Jak powiadają: "To nie nasz cyrk i nie nasze małpy".

        Ja tylko ukazuję paranoję - zakłamanie polegające na twierdzeniu:
        przyszli Chińczycy i zniszczyli piękny Świat - wypędzić Chińczyków
        to i znowu będzie pięknie...

        A co ma być? Nic innego jak powrót do przeszłości! Tam inaczej nie
        potrafią - mają wpisaną w psychikę teokrację (i to jeszcze na długo -
        potrzeba co najmniej jeszcze trzy/cztery pokolenia aby wykorzenić
        im kompleks niewolnika z głowy).

        I drażni mnie obłuda obrońców Tybetu (Azji) w Polsce skoro w Europie
        jest tyle krzywd a i w Polsce nie jest najlepiej (właściwie jest
        coraz gorzej) – 27 procent dzieci w Polsce jest niedożywionych a
        snobki z bogatych rodzin siedzące przy kompie tego nie widzą oni
        widza tylko... „biedny” Tybet!
        Przyznać się... kto z was pomógł biednym Polakom – swoim ziomkom w
        Polsce i za Bugiem?
        Ile daliście pieniędzy, odzieży, książek? Pewnie nic – więc
        spadajcie bo nawet do pięt mi nie dorastacie!

        A tu nic tylko temat zastępczy... Tybet, Tybet, Tybet.
        • Gość: Gamb Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.04.08, 22:55
          Ja Stranger! Ja pomagam dzieciom z domów dziecka i wielu innym
          ludziom w Polsce! Poświęcam na to dużo kasy i czasu! Nie mierz innyc
          swoja miarą!
          To nasz cyrk i nasze małpy Stranger! My jesteśmy ludźmi i tam giną
          ludzie. Móisz że pomagamy Tybetowi a nie pomagamy innym. To bądź
          pierwszy pomóż innym! ciekawe jak się będziesz czuł jak spotkasz na
          trudnej drodze pomagania takic jak ty! NIe chceż nie pomagaj uważasz
          że trzeba komuś innemu - wspaniale rób to! Ale NIe zabijaj! NIe
          zabijaj ideii!...... Pewnie i tak tego nie zrozumiesz......
          Ostatnio czytam te posty i to hcyba rzeczywiście jak napisał jeden z
          postowiczów chyba agenci Chińscy piszą takie rzeczy. Nie wierzę aby
          człowiek, Polak, który doświadczał socjalizmu mógł tak myśleć a co
          dopiero oficjalnie pisac coś takiego na forum. Niniejszym pozdrawiam
          Agentów ;)
          • stranger.pl Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 16.04.08, 00:09
            Gość portalu: Gamb napisał(a):

            „Ja Stranger! Ja pomagam dzieciom z domów dziecka i wielu innym
            ludziom w Polsce! Poświęcam na to dużo kasy i czasu! Nie mierz innyc
            swoja miarą!”

            No to Ty jesteś w porządku - ale Ty jesteś wyjątkiem, większość
            zainteresowanych hucpą tybetańską palcem nie kiwa by pomóc swoim
            bliźnim mieszkających obok nich (swoim ziomkom) - chyba tego nie
            zanegujesz prawda? Bo wiesz że taka jest powszechność!


            Gość portalu: Gamb napisał(a):
            „To nasz cyrk i nasze małpy Stranger!”

            Nie, bo sprawa ma podtekst polityczny - gdyby Tybetańczycy byli
            zostawieni samym sobie, bez pieniędzy CIA, bez medialnej hucpy na
            ich cześć czyli tak jak Serbowie, Kurdowie (wzgardzeni, pomiatani,
            opluwani) to.. miałbym dla (Tybetańczyków) nich sympatię.

            Powiadają: powiedz kto jest twoim przyjacielem a powiem Ci kim ty
            jesteś.
            A przyjacielem Tybetańczyków jest m.in. CIA - w tym momencie nie ma
            dyskusji - są u mnie na pozycji przegranej...

            Gość portalu: Gamb napisał(a):

            „Ostatnio czytam te posty i to hcyba rzeczywiście jak napisał jeden
            z postowiczów chyba agenci Chińscy piszą takie rzeczy. Nie wierzę
            aby człowiek.”

            Mylisz się - to jest polityka - czyli w krysztale pomyje - tu nie ma
            miejsca na emocje i moralność a kto o tym zapomina traci włąsne
            państwo jak Polska w XVIII w. - jest tylko jedno, jedno się liczy -
            własny interes, nie szkodzić sobie przez pchanie paluchów tam gdzie
            nie powinno być tych paluchów.

            A własny narodowy interes mówi Polakom - nie warto zrywać dobrych
            stosunków gospodarczych z Chinami by pomagać przyjaciołom CIA
            (Tybetańczykom)... Nie zastąpisz miliardowej sprzedaży (dokładnie
            mówiąc 720 mln euro) polskich towarów na chińskim rynku uśmiechem
            Tybetańczyków na emigracji.
            Bo ten śmiech nie włożysz sobie do garnka ani nie odziejesz się nim –
            a ponadto Tybetańczykom bez poparcia Polaków krzywda się nie będzie
            się działa – najwyżej CIA zwiększy kosztem podatników amerykańskich
            żołd na separatystów tybetańskich...

            Nie warto! Powiem Ci dlaczego nie warto na przykładzie stosunków
            polsko-rosyjskich i dlaczego nie warto także poświęcać dobrych
            stosunków z Rosja hołubieniem bandytów czeczeńskich i dlaczego
            należy zaprzestać rusofobię w Polsce...

            Polacy błaźnią się na Świecie ze swoją rusofobią i pouczaniem Rosji
            w czasach gdy... niemieccy politycy poklepują polskich premierów i
            ministrów i mówią "tak trzymajcie" gdy krytykujecie Rosję a po tych
            polsko-niemieckich rozmowach niemieccy politycy dzwonią do Moskwy z
            pytaniem czy nie można byłoby zawrzeć nowej umowy handlowej rosyjsko-
            niemieckiej, a zwłaszcza tej na sprzedaż towarów które nie będzie
            już sprzedawać na rynku rosyjskim Polska bo Polska uważa że Rosja
            brzydko zachowuj się na Kaukazie:P"
            • Gość: MAJECZKA SUper to pracy IP: 59.37.161.* 24.07.08, 12:03
              szukasz pracy?
    • j.wierny Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 14.04.08, 20:15
      Odnośnie idealizacji historii Tybetu, co faktycznie ma miejsce,
      polecam poniższe teksty:

      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=895
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=271
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=296
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=250
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=811
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=784
      www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=789

      jw
      =================================
      CyberSangha - buddyzm w Polsce
      www.buddyzm.edu.pl
    • stranger.pl Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni i 16.04.08, 15:17
      mają własne elity intelektualne -
      sojuszników/przyjaciół/protektorów. Przy czym nie jest istotne czy
      ktoś w przeszłości miał własne państwo ani jak długo - np. historia
      własnej państwowości Ukrainy to w rzeczywistości tylko.... 17 lat
      (Ukraina nie jest dziedzicem Rusi Kijowskiej – bo w ówczesnym
      Kijowie mówiono po rosyjsku a ukraińskiego jeszcze nie było) - nie
      jest to dużo, prawda?
      Pomijając już to na ile Ukraina jest "państwem sezonowym"? - 1/2 jej
      terytorium należy do Ukrainy sztucznie a blisko 1/3 mieszkańców
      Ukrainy czyli ca. 17 milionów nie zna ukraińskiego i nie chce znać
      ukraińskiego - oni nie przybyli do Ukrainy (nie są gośćmi na cudzej
      ziemi - bo mieszkają na swojej od pokoleń - to Ukraina (ukraińska
      SRR) przybyła do nich z swoimi granicami gdy w ZSRR robiono granice
      sowieckich republik – granic uznawane do dziś pomiędzy państwami
      postsowieckimi – bo ruszysz jedna a poleca prawie wszystkie.
      I są też narody które miały kiedyś potężne państwa a dziś żyją
      narażone na zagładę lub nie mają możliwości wybicia się na
      niepodległość - np. Asyryjczycy (oni do dziś istnieją), Kurdowie,
      Tatarzy, Serbołużyczanie, Fryzowie, Korsykanie etc....

      Nie ma też co liczyć na to, że Tybet uzyska niepodległość lub
      otrzyma autonomię.

      1.Chińczycy (narodowość Han) nie dadzą... nigdy autonomii Tybetowi
      (a tym bardziej niepodległość) i będzie robiona sinizacja w Tybecie
      bo Chińczycy stanowią co prawda ponad 90 proc. populacji Chin (PRC),
      ale większa część jego terytorium to obszary prawie niezamieszkane
      lub o bardzo niewielkiej gęstości zaludnienia a zamieszkałe przez
      mniejszości narodowe.
      To nie tylko Tybet (2,5 mln.km kw.) ale też Qinghai (720 tys. km
      kw.), Xinjiang (1,66 mln km kw.), Mongolia Wewnętrzna (1,18 mln km
      kw.).

      Wymienione obszary to prawie 50 proc. powierzchni Chin, a gdyby do
      tego dodać takie prowincje, jak Gansu, Yunan, Guizhou, Guangxi czy
      zachodni Syczuan, gdzie wciąż znaczącą część ludności stanowią
      mniejszości, to Chiny w przypadku ew. rozpadu lub autonomizacji
      rejonów mogłyby utracić ponad połowę terytorium.

      Nie ma żadnego kraju na świecie który zgodziłby się dobrowolnie na
      własną zagładę, degradację lub całkowitą niemalże dezintegrację
      struktur wewnętrznych np. przez autonomizację rejonów (de facto
      rozbicie dzielnicowe).

      2.W zasadzie większość zmian ustrojowych i terytorialnych
      następuje... tylko i wyłącznie w czasie wojen i tzw. rewolucji -
      Chiny nie wybierają się na żadne wojny a po zdławieniu „buntu dzieci
      bonzów partyjnych” na Placu Niebiańskiego Spokoju, „bawiących się”
      w chińską wersję KORu, nie będzie żadnej rewolucji w Chinach bo w
      Chinach nie ma grupy społecznej zainteresowanej rewolucją i
      korzystania z jej owoców – nie będzie żadnego demontażu od środka.
      Również nie powtórzy się wersja upadku a la ZSRR – bo ZSRR podzielił
      się na niepodległe państwa w oparciu o granice sowieckich republik
      związkowych, które teoretycznie miały zagwarantowane w konstytucji
      ZSRR prawo do opuszczenia Federacji.
      W Chinach nie ma prawa które pozwalałoby separatystom na odłączenie
      coś z chińskiego terytorium.
      Chiny nie wybierają się na żadne wojny i nie mają w zasadzie żadnych
      pretensji terytorialnych do swoich sąsiadów - bo w zasadzie Chiny
      poza przyległymi stępami Turkiestanu, Mongolii, Tybetu i Mandżurii
      nie byli zainteresowani zewnętrzną ekspansją (posiadłości w
      Indochinach i Indonezji były tylko epizodem – choć faktem jest że
      Chińczycy stanowią dziś większość m.in. w Singapurze a w kilku
      innych krajach stanowią liczną mniejszość).
      Chiny muszą w spokoju przetrawić Zachodnie Chiny by stałej się w
      100 procentach chińskie - a to co mają terytorialnie im wystarcza.
      Chiny wolą inna ekspansję - stania się jedynym światowym
      supermocarstwem, wykup finansowy USA (Chiny skupują amerykańskie
      obligacje rządowe – właściwie mają już gospodarczo USA w kieszeni),
      Azji (przedsiębiorstwa) i Afryki i Płd. Ameryki (gdzie Chiny kupują
      złoża bogactw naturalnych).

      I biorąc pod uwagę ostatnie zdania staje się oczywiste o co naprawdę
      chodzi w związku z tą hucpa tybetańską i dlaczego ktoś organizuje
      nagonkę i próbuje destabilizować Chiny...
      • Gość: eptesicus Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni IP: *.chello.pl 16.04.08, 16:54
        (Ukraina nie jest dziedzicem Rusi Kijowskiej – bo w ówczesnym
        > Kijowie mówiono po rosyjsku a ukraińskiego jeszcze nie było) -

        błąd. W tamtych czasach nie było ani rosyjskiego ani ukraińskiego,
        mówiono po "rusku" - dopiero później wykształciły się rosyjski,
        ukraiński i białoruski

        > niepodległość - np. Asyryjczycy (oni do dziś istnieją)

        kolejny błąd - to nie są "ci" Asyryjczycy, nie mają z nimi nic
        wspólnego, to tylko zbieżność nazwy

        > Nie ma też co liczyć na to, że Tybet uzyska niepodległość lub
        > otrzyma autonomię.

        a co im szkodzi? Chcą mieć spokój, niech dadzą autonomię, a cale
        gadanie o niepodległości się skończy
        • stranger.pl Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni 16.04.08, 17:23
          Gość portalu: eptesicus napisał(a):

          "błąd. W tamtych czasach nie było ani rosyjskiego ani ukraińskiego,
          mówiono po "rusku" - dopiero później wykształciły się rosyjski,
          ukraiński i białoruski"

          Mam się śmiać czy... litować nad takim tekstem?

          Język ruski to język rosyjski - tak jak polski miał za poprzedniczkę
          staropolski.
          Białoruski już wówczas istniał - nazywał się starobiałoruski i był
          językiem urzędowym w Wlk. Ks. Litewskim - do 1699 r. Kiedy na
          Litwie zastąpiono białoruski polskim – język starobiałoruski był
          językiem szlachty litewskiej która nie znała litewskiego ani przez
          długi czas polskiego (nota bene taki język znał tylko Wł . Jagiełło)
          a jak się różni się od rosyjskiego (ruskiego) wystarczy pojechać do
          Krakowa i zobaczyć sobie dokumenty z tamtych czasów...

          Ukraińskiego nie było bo ukraiński to mutacja rosyjskiego z silnymi
          naleciałościami białoruskimi i polskimi plus jeszcze wpływy lokalne..

          Teza o rodowodzie ruskiego jako "matki" dla rosyjskiego i
          ukraińskiego była swego czasu lansowana przez faszystów D. Doncowa i
          jemu podobnych.

          Gość portalu: eptesicus napisał(a):
          "kolejny błąd - to nie są "ci" Asyryjczycy, nie mają z nimi nic
          wspólnego, to tylko zbieżność nazwy"

          ???

          Asjorzy czyli... Asyryjczycy (Semici) używający języka
          nowoaramejskiego z rodzino chamito-semickiej. Etnicznie w większości
          złożeni z Asyryjczyków z niewielka domieszką Aramejczyków (równie
          starożytny lud jak Asyryjczycy).

          Nie pouczaj innych mając małą wiedzę – bo to nawet nie jest
          śmieszne.
          • stranger.pl Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni 16.04.08, 17:48
            Errata:

            Napisałem - cyt.: "(nota bene taki język znał tylko Wł . Jagiełło)" -
            odnosi się to oczywiście do białoruskiego (starobiałoruskiego) -
            gdyż Wielki Król Polski Wł. Jagiełlo nie znał innego języka, znał
            tylko białoruski.

            I gwoli ścisłości:

            Nie znającym historii chciałbym przypomnieć, że w dawnej Polsce, jak
            i w całej Europie, Białoruś nazywano... Litwą.
            Dzisiejsza geograficzna Litwę zwano Żmudzią, a Litwinów -
            Żmudzinami - współczesny litewski nie jest pochodnym
            starolitewskiego ale pochodnym żmudzkiego, po 1918 r. wyrzucono
            z "litewskiego" ok. 1/3 słownictwa (pochodzenia polskiego)
            zastępując je wymyślonymi kombinacjami bazującymi na żmudzkim i
            nazwano to współczesnym litewskim językiem.
            To tak na marginesie i siłą rzeczy skrótowo:)
            • Gość: eptesicus Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni IP: *.chello.pl 17.04.08, 01:22
              > Nie znającym historii chciałbym przypomnieć, że w dawnej Polsce,
              jak
              > i w całej Europie, Białoruś nazywano... Litwą.
              > Dzisiejsza geograficzna Litwę zwano Żmudzią, a Litwinów -
              > Żmudzinami - współczesny litewski nie jest pochodnym
              > starolitewskiego ale pochodnym żmudzkiego, po 1918 r. wyrzucono
              > z "litewskiego" ok. 1/3 słownictwa (pochodzenia polskiego)
              > zastępując je wymyślonymi kombinacjami bazującymi na żmudzkim i
              > nazwano to współczesnym litewskim językiem.

              z małym jednak "ale" - dynastia Wielkiego Księstwa Litewskiego
              (Giedyminowicze - później Jagiellonowie) i samo księstwo JEST
              POCHODZENIA jednak bałtyjskiego, a więc wywodzi się od ludzi
              mówiących językiem blisko spokrewnionym z WSPÓŁCZESNYM LITEWSKIM.
              To, że już za czasów Mendoga owi Litwini podbili znaczne tereny Rusi
              i ulegi stopniowej rutenizacji, to fakt, podobnie jak ów białoruski
              (a więc słowiański) w mowie szlachty i na dworze książęcym. Ale
              Wilno, Troki itp. powstały na terenie rdzennie bałtyjskim, nie
              białoruskim. Chyba raczej Żmudź była taką ostoją, gdzie ów bałtyjski
              język (protoplasta litewskiego) przetrwał wśród ludu,
              po "zbiałoruszczeniu" większości dawnej Litwy. Ale korzenie rodu
              Giedyminowiczów i ich państwa NIE SĄ białoruskie tylko bałtyjskie
              (ergo - bardziej litewskie we współczesnym rozumieniu). Imiona
              Giedymin, Kiejstut, Jagiełło, Skirgiełło itp. nie są w ogóle
              słowiańskie, a więc i nie białoruskie.
              • stranger.pl Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni 17.04.08, 01:44
                ?
                Przecież nie pisałem o korzeniach tylko o tym, że przestali być
                Litwinami - bo jak można być Litwinem nie znając w ogóle tego języka?
                Jak można uznawać Litwę za państwo litewskie skoro językiem
                urzędowym (sądy, urzędy, pisma, dyplomacja, zwyczaje) na Litwie do
                1699 r. był... białoruski.
                Więc nie wiem o co ci chodzi?

                W Wilnie prawie od początku Litwy ciężko było o Litwinów bo Wlk.
                Książęta mieli zwyczaj osadzać porwanych do niewoli w miastach.
                Bardzo szybko stało się białoruskim miastem a później polskim –
                miejscowi zaczęli przejmować polskość. Jak np. ród Ginajtis z
                którego z czasem powstał ród Piłsudskich.

                Jakby nie było bajdurzyłeś z tym ruski - bo ukraiński jest tworem
                dużo późniejszym od ruskiego (rosyjskiego)

                Coś wiesz ale to jest wiedza popularnonaukowa - i stanowczo odraczam
                uczenie na Encyklopedii czy Wikipedii (choc akurat przy
                Asyryjczykach nie myli się).
                • Gość: eptesicus spokojnie IP: *.biology.univ.gda.pl 17.04.08, 10:01
                  > ?
                  > Więc nie wiem o co ci chodzi?

                  o nic. Nie krytykuję Cię, tylko klaruję sprawę :-)) aby nie
                  zrozumiano jej opacznie...
                • Gość: eptesicus wikipedia IP: *.biology.univ.gda.pl 17.04.08, 11:12
                  > Coś wiesz ale to jest wiedza popularnonaukowa - i stanowczo
                  odraczam
                  > uczenie na Encyklopedii czy Wikipedii

                  co do Wikipedii, to zgadzam się w pełni, choć trzeba przyznać, że
                  już Wikipedia angielska ma sporo bardzo wysokiej jakości artykułów,
                  ewidentnie pisanych przez znawców tematu, w tym naukowców. Ale w
                  polskiej jest niestety ciągle zbyt dużo szajsu, żeby polecać ją
                  komukolwiek jako źródło wiedzy, a nawet to co jest prawdziwe - jest
                  napisane niechlujnie, bez źródeł itp., tylko rozleniwione
                  współczesne dzieci potrafią być na tyle bezrefleksyjne, żeby
                  zdobywać wiedzę w takich miejscach
                • Gość: qwww Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.08, 15:50
                  > Przecież nie pisałem o korzeniach tylko o tym, że przestali być
                  > Litwinami - bo jak można być Litwinem nie znając w ogóle tego języka?

                  a tu się nie zgodzę, język może de facto zaniknąć, a tożsamość narodowa nawet
                  się umocnić - vide choćby Irlandczycy...

                  • stranger.pl Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni 17.04.08, 18:43
                    No faktycznie - masz rację:)
          • Gość: eptesicus Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni IP: *.chello.pl 17.04.08, 01:12
            > Mam się śmiać czy... litować nad takim tekstem?

            jak chcesz, możesz litować

            wystarczy zajrzeć do zwykłej encyklopedii PWN i przekonać się, że
            Asyryjczycy starożytni i współcześni są traktowani jako dwa różne
            etnosy, poza Wikipedią i propagandowymi stronami Asyryjczyków nikt
            nie sugeruje, że owi iraccy chrześcijanie mają coś więcej wspólnego
            z Asyryjczykami z czasów Asurbanipala. Ci współcześni mówią po
            nowoaramejsku, co sugeruje że mogą co najwyżej być potomkami
            Aramejczyków. Tymczasem język starożytnych Asyryjczyków był
            dialektem języka akkadyjskiego (wywodzącego się z czasów Sargona
            Wielkiego) - a to też język semicki, ale inny
            • stranger.pl Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni 17.04.08, 01:30
              Że co...Encyklopedia PWN ma być żródłem wiedzy?
              Język nie ma nic do tego.
              • Gość: eptesicus Re: Niepodległe państwa mają tylko ci co są silni IP: *.biology.univ.gda.pl 17.04.08, 11:18
                > Że co...Encyklopedia PWN ma być żródłem wiedzy?

                jakimś tam jest, w końcu hasła przygotowują do niej specjaliści z
                danych dziedzin.

                > Język nie ma nic do tego

                no, czasem ma. Jest kwestia czy istnieją JAKIEKOLWIEK INNE poza
                językiem przesłanki, pozwalające na wnioskowanie w sprawie
                pochodzenia współczesnych Asyryjczyków. Jeśli tak, to chętnie je
                poznam i... zmienię zdanie. W sumie byłoby to o wiele ciekawsze,
                gdyby naprawdę byli reliktem dawnych Asyryjczyków znanych z
                glinianych tabliczek i Biblii
    • miluszka Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 17.04.08, 16:15
      stranger napisał:
      "Kraj w którym składano jeszcze nie tak dawno, jak w Kartaginie,
      dzieci w ofierze, kraj podzielony na sekty mnisze, gdzie członkowie
      najwyższej sekty mieli np. prawo gwałcić kobiety z plebsu...
      Zapomniałeś jeszcze dopisać , że krew tych niewinnych dzieci
      dodawana była do macy!
      A na serio - wspiąłeś się na szczyty absurdu.
      • stranger.pl Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 17.04.08, 18:38
        1.
        Składanie w Tybecie ofiar z dzieci, podobieństwo do rytuału
        stosowanego w starożytnej Kartaginie, jest faktem opisanym w
        publikacjach naukowych (specjalistycznych) dot. historii Tybetu i
        rządów mnichów.
        To że odeszli od tego z czasem nie neguje tego że to stosowali ongiś
        ani tego, że Tybet mniszych buddystów terroryzował otoczenie Tybetu
        stosując m.in. politykę wzniecania powstań jak i krwawych najazdów
        na sąsiednie państwa - czynione rękami wynajętymi przez tybetańskich
        mnichów.

        2.
        Jeżeli chodzi o macę - nie wiadomo do dziś jak było z tym naprawdę -
        w ubiegłym roku we Włoszech opublikował swoja pracę naukową
        profesor Ariel Toaff, szef Wydziału Historii Żydowskiej na
        Uniwersytecie Bar-Ilan w Tel Awiwie (Izrael). Specjalizujący się w
        dziejach wyznawców judaizmu mieszkających w średniowiecznej Europie.

        Według prof. Toaffa mordów dokonywali członkowie skrajnego odłamu
        wyznawców judaizmu. Krew dzieci była im rzekomo potrzebna do
        wyrabiania macy i sporządzania specjalnych eliksirów, tzw. koszernej
        krwi. Miały one mieć lecznicze właściwości i być opatrzone
        certyfikatem rabina
        Toaff udowadnia, że wiele podobnych zbrodni rzeczywiście miało
        miejsce w latach 1100 - 1500 w okolicach Trydentu.

        Jeżeli naukowcy żydowscy coś takiego twierdza (kadra izraelskiego
        uniwersytetu) to co ja goj mam o tym myśleć?
        A to że publikacja jest przemilczana przez media to zupełnie insza
        sprawa – ci co mają wiedzieć (np. historycy) znają tą publikację i
        sobie ja komentują – a szaraczkom zostaje tylko pławienie się w
        żartach i kpinach na temat macy.

        Bo o czym się nie mówi to nie istnieje.
        • Gość: eptesicus i kto tu ma "małą wiedzę"? IP: *.chello.pl 17.04.08, 21:49
          [nb. sam się napraszasz na uszczypliwości ;-))]

          > 1.
          > Składanie w Tybecie ofiar z dzieci, podobieństwo do rytuału
          > stosowanego w starożytnej Kartaginie, jest faktem opisanym w
          > publikacjach naukowych (specjalistycznych) dot. historii Tybetu i
          > rządów mnichów.

          otóż nie. Nie ma żadnych NAUKOWYCH źródeł opisujących
          przeprowadzanie takiego rytuału. Owszem są oszczerstwa
          komunistycznej propagandy, ale nie ma źródeł naukowych, które
          udowadniałyby, że Tybetańczycy w okresie buddyjskim składali ofiary
          z ludzi. Owszem, podaje się niekiedy, że ofiary takie składano w
          okresie przedbuddyjskim (tj. przed około 600-700 rokiem), choć nie
          wiem czy nie ograniczały się do pogrzebów królewskich - dokładnie
          tak, jak zabijano ludzi aby dołączyli do zmarłego władcy w
          najdawniejszych Chinach (w epoce Shang). A więc historia ta nie
          dotyczyła rządów mnichów. Przypuszcza się, że owa plotka wynikała z
          1) zwyczaju używania ludzkich kości w niektórych rytuałach bon, ale
          również buddyjskich, 2) zwyczaju chowania ciał ludzkich pod
          wznoszonymi budowlami (np. stupami) - łatwo było dojść do konkluzji,
          że ludzi tych zabijano po to, aby magicznie zapewnić trwałość
          budynkowi (inna sprawa, że takie bajki są na całym świecie, o
          pięknej córce głównego architekta, któremu zły król obiecał że łeb
          utnie, jeśli zamek po raz trzeci się zawali itd. itp.). Nikt z
          zachodnich badaczy nie widział ani takich ofiar, ani nie słyszał o
          nich od żadnego Tybetańczyka, ani nie ma o nich wzmianki w żadnych
          tybetańskich manuskryptach - przynajmniej nie ma w tych, które
          przetrwały maoistyczny szał niszczenia w czasie Rewolucji
          Kulturalnej.

          > ani tego, że Tybet mniszych buddystów terroryzował otoczenie
          Tybetu
          > stosując m.in. politykę wzniecania powstań jak i krwawych najazdów
          > na sąsiednie państwa - czynione rękami wynajętymi przez
          tybetańskich
          > mnichów.

          to również historyjki wyssane z palca. Czy umiesz na spokojnie
          analizować źródła, jeśli chodzi o sprawę, w której uparłeś się mieć
          oryginalny pogląd (pogarda dla "owczego pędu" ;-)))? Sytuacja była
          dokładnie odwrotna - Tybet stanowił poważne zagrożenie dla sąsiadów,
          dopóki mnisi nie przejęli tam rządów - i nie doprowadzili tego kraju
          do upadku, pozbawiając go militarnej potęgi. W okresie królewskim
          (zarówno przedbuddyjskim jak i wczesnym buddyjskim) Tybet był krajem
          zorganizowanym militarnie, zupełnie jak Mongolia Czyngisydów. Ludzie
          podzieleni nie na gminy czy okręgi ale na oddziały wojskowe.
          Zdyscyplinowane armie wysyłane na wschód i północ, podbicie części
          wschodnich Chin, podbicie miast jedwabnego szlaku w Turkiestanie
          Wschodnim, tybetańskie garnizony stacjonowały w bogatych oazach
          pustynii Taklamakan, w Tunhuangu. Podboje równie krwawe i
          destrukcyjne co mongolskie. Monastyczny buddyzm wręcz "wykastrował"
          bojowe nastawienie Tybetańczyków. Potęga militarna Tybetu w okresie
          królewskim (a więc NIE RZĄDZONEGO PRZEZ MNICHÓW) była tak wielka, że
          ciągle mogli negocjować z Chinami jak równy z równym (traktat
          graniczny z 821 r.). Ale po śmierci anty-buddyjskiego króla
          Langdarmy (zabitego przez fanatycznego mnicha) imperium tybetańskie
          rozpadło się na małe państewka, aż stopniowo władzę przejęły potężne
          szkoły buddyjskie i ich reinkarnowanych lamów. Wreszcie doszło do
          tego, że tak jak (analogicznie do dawnych Prus) królewski Tybet był
          krajem będącym w posiadaniu armii (nie zaś na odwrót), tak
          późniejszy Tybet był krajem będącym w posiadaniu "kościoła". Władza
          kleru spowodowała, że NAJAZDY TYBETAŃCZYKÓW NA SĄSIADÓW SKOŃCZYŁY
          SIĘ. Sekty klasztorne zużywały całą energię na potężne projekty
          budowlane i na (nieraz krwawe) walki o władzę WEWNĄTRZ TYBETU.
          Owszem toczone "rękami wynajętymi przez mnichów", ale te ręce (np.
          mongolskie hordy) zapraszano DO TYBETU, nie zaś wysyłano poza jego
          granice. Jedyne najazdy Tyboli na sąsiednie kraje po tym okresie
          wiązały się z próbami podporządkowania sobie "bratniego" Bhutanu,
          stąd podobno szkoła Dalajlamy (dGelugs-pa) nie cieszy się tam dotąd
          szczególnym uznaniem ;-))

          tyle literatura przedmiotu. Ale że to ty stawiasz tezy wychodzące
          poza "mainstream" tybetologii, mam dla ciebie zadanie, stranger.pl:

          1. Podaj mi naukowe źródła (lub chociaż źródła popularne ale
          napisane przez specjalistę-tybetologa), udowadniające w wiarygodny
          sposób, że Tybetańczycy składali ofiary z dzieci w czasach rządów
          lamajskiej teokracji, a już szczególnie - że składano takie ofiary
          rękami mnichów lub na ich zlecenie, lub chociaż za ich zgodą i
          wiedzą.
          2. Podaj mi takie same źródła odnośnie teorii o tych licznych
          najazdach Tybetańczyków na sąsiednie kraje i terroryzujących je w
          okresie lamajskiej teokracji, a więc PO OKRESIE KRÓLEWSKIM - w
          czasie rządów Saskja-panditów czy później w czasie rządów
          Dalajlamów. Przede wszystkim jednak WYMIEŃ TE NAJAZDY, a przede
          wszystkim wspomniane przez ciebie POWSTANIA w sąsiednich krajach
          wywoływane przez mnichów z Tybetu, aby terroryzować sąsiednie kraje.

          >>> profesor Ariel Toaff, szef Wydziału Historii Żydowskiej na
          > Uniwersytecie Bar-Ilan w Tel Awiwie (Izrael).

          pogląd ten jest bardzo odosobniony wśród historyków (tak żydowskich
          jak i "gojskich" - po prostu to jedyny taki pogląd), jedynymi
          dowodami Toaffa były zeznania wyciągnięte z ludzi podczas tortur
          przez św. Inkwizycję, oraz poszlaki takie jak używanie krwi (również
          ludzkiej) w średniowiecznej medycynie. Skoro były takie zabobony o
          tym, że ludzka krew leczy (tak wśród chrześcijan jak wśród Żydów),
          to znaleźli się w końcu rabini, którzy wyszli na przeciw rynkowi i
          obeszli biblijny nakaz "powstrzymywania się od krwi", wydając
          certyfikaty koszerności "preparatom krwiopochodnym" (bo już
          wyschła ;-) Ale nie jest to chyba dowód na to, że zabijano dzieci
          aby robić macę. Nie ma dowodów - nie ma tak naprawdę dyskusji. Toaff
          wydał zresztą koleją edycję swojego "dzieła" w którym twierdzi już,
          że oskarżenia o mord rytualny są w całości sfabrykowane przez
          chrześcijan ;-)) Jeśli chodzi o sposób na zdobycie popularności, to
          jego pierwsza książka była świetnym sposobem na zdobycie
          popularności, ale raczej nie na rozpowszechnianie wiedzy naukowej...
          • stranger.pl Re: i kto tu ma "małą wiedzę"? 17.04.08, 22:18
            najazdy:
            www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=895
            Co do prof. Ariela Toaffa to on jest profesorem (szefem Wydziału
            Historii Żydowskiej na Uniwersytecie Bar-Ilan w Tel Awiwie) a ty kim
            jesteś?
            On ma dorobek naukowy a ty - jaki?

            Co ofiar skłądanych w Tybecie znam publikacje wydane m.in. w Rosji
            (niedawno) na ten temat.
            • Gość: eptesicus no i gdzie te źródła? IP: *.chello.pl 17.04.08, 22:48
              > najazdy:
              > www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=895

              w przytoczonym przez Ciebie materiale nie ma ANI SŁOWA o najazdach
              Tybetańczyków na sąsiednie kraje w okresie po upadku zjednoczonego
              królestwa (a więc za rządów lamajskiej teokracji). Piszą tam o
              wojnach domowych między tybetańskimi państewkami i klasztorami, o
              czym już pisałem.


              > Co do prof. Ariela Toaffa to on jest profesorem (szefem Wydziału
              > Historii Żydowskiej na Uniwersytecie Bar-Ilan w Tel Awiwie) a ty
              kim
              > jesteś?
              > On ma dorobek naukowy a ty - jaki?

              to żaden argument. Fakt, że nie jestem historykiem (ale biologiem -
              a co do mojego dorobku to oczywiście zawsze mógłby być lepszy ;-)
              nie jest żadnym argumentem - bo w dyskusjach historycznych posługuję
              się danymi publikowanymi przez specjalistów, nie zaś własnymi
              wynurzeniami. Natomiast mam swoje poglądy co do oceny tych zdarzeń,
              ale do tego ma prawo każdy, byle opierał się na dostarczanych przez
              specjalistów faktach. Liczy się to, że pogląd Toaffa jest w
              środowisku naukowym bardzo odosobniony, a argumenty jego
              przeciwników (ludzi z takimi samymi tytułami profesorskimi i zapewne
              nie gorszym dorobkiem).

              > Co ofiar skłądanych w Tybecie znam publikacje wydane m.in. w Rosji
              > (niedawno) na ten temat.

              a więc chętnie je przeczytam, zobaczymy czy argumenty w nich zawarte
              są przekonujące i kto to napisał, czy to w ogóle tybetolog, historyk
              • Gość: eptesicus nie dokończyłem - Toaff, dzieci i maca z czerniną IP: *.chello.pl 17.04.08, 23:32
                [errata - urwało mi pół zdania]

                ...argumenty jego
                przeciwników (ludzi z takimi samymi tytułami profesorskimi i zapewne
                nie gorszym dorobkiem) wydają się być przekonujące, zaś argumenty
                Toaffa - bardzo poszlakowe
              • Gość: qwww Re: no i gdzie te źródła? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 00:25
                > specjalistów faktach. Liczy się to, że pogląd Toaffa jest w
                > środowisku naukowym bardzo odosobniony,

                wcześniej pisałeś, że jedyny :)
                zresztą procesy o mord rytualny były jeszcze w XIX w. (czyli nie w "ciemnym"
                średniowieczu, zaś co do inkwizycji to radzę się podszkolić, a nie bazować na
                "Studni i wahadle" Poe'go :) )
                tu do poczytania:
                www.ultramontes.pl/mordy_rytualne.htm
                oraz:
                "Niemiecki uczony, prof. dr August Rohling w swej pracy "Moja odpowiedz rabinom"
                ("Meine Antwort an die Rabiner" 1883) stwierdza wprost, ze mord rytualny
                stosowany przez Zydow istnieje, powolujac sie na swiadectwa Jana Feltro, Paola
                Medici, Moldawa i Baroniusa, a takze na akta sadowe dwu procesow na tle mordu
                rytualnego w Trydencie i Damaszku, znajdujacych sie w archiwach
                watykanskich."[...]"Ostatni - udowodniony ponad wszelka watpliwosc wyrokiem sadu
                - przypadek mordu rytualnego w historii mial miejsce w roku 1909 w Kijowie.
                Ofiara byl 13-letni Andrzej Juszczynski, oskarzonym - Zyd Mendel
                Bejlis.[...]Jako bieglego Carskie Ministerstwo Sprawiedliwosci powolalo ks. dr-a
                Justyna Bonawenture Pranajtisa."
                • Gość: eptesicus Re: no i gdzie te źródła? IP: *.chello.pl 18.04.08, 01:02
                  > wcześniej pisałeś, że jedyny :)

                  to właśnie miałem na myśli. Jedyny to skrajny przypadek
                  odosobnienia. Poza tym GDZIE DOWODY? To że ktoś stwierdza (choćby
                  nie wiem jak uczony) że "ponad wszelką wątpliwość mord rytualny jest
                  faktem" nie jest żadnym dowodem. A wypowiedź Rohlinga jest z XIX
                  wieku. Dziś już nie znajdziemy historyków, ktorzy poparliby poglądy
                  Toaffa, bo nie ma czym ich poprzeć. Poszlaki nie wystarczą, można je
                  dowolnie interpretować. A akta sądowe jeśli oparte wyłącznie na
                  zeznaniach z przesłuchań mają ograniczoną wartość, ponieważ praktyka
                  śledcza tamtych czasów dopuszczała tortury. I nie chodzi tu
                  o "Studnię i wahadło", po prostu nie ma mocnych dowodów na
                  jakiekolwiek mordy rytualne - brak ich również w przytoczonym przez
                  Ciebie tekście
                  • Gość: qwww Re: no i gdzie te źródła? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 12:48
                    Gość portalu: eptesicus napisał(a):

                    > > wcześniej pisałeś, że jedyny :)
                    >
                    > to właśnie miałem na myśli. Jedyny to skrajny przypadek
                    > odosobnienia.

                    plączesz się w zeznaniach :) :)

                    Poza tym GDZIE DOWODY? To że ktoś stwierdza (choćby
                    > nie wiem jak uczony) że "ponad wszelką wątpliwość mord rytualny jest
                    > faktem" nie jest żadnym dowodem.

                    wypowiedź przecież nie wzięta z sufitu, ale na podstawie źródeł

                    > A wypowiedź Rohlinga jest z XIX
                    > wieku. Dziś już nie znajdziemy historyków, ktorzy poparliby poglądy
                    > Toaffa,
                    polit-poprawność ? podobnie jest z pewną chorobą, która nagle przestała nią być :)

                    > bo nie ma czym ich poprzeć. Poszlaki nie wystarczą, można je
                    > dowolnie interpretować. A akta sądowe jeśli oparte wyłącznie na
                    > zeznaniach z przesłuchań mają ograniczoną wartość, ponieważ praktyka
                    > śledcza tamtych czasów dopuszczała tortury.

                    w koncu XIX w. w Austro-Węgrzech i, nawet, Rosji - w końcu bolszewicy jeszcze
                    nie rządzili :)

                    > I nie chodzi tu
                    > o "Studnię i wahadło", po prostu nie ma mocnych dowodów na

                    radzę poczytać np. "W obronie św. Inkwizycji" p. Konika...
                    cytat:
                    "Przemoc, tortury, stosy to metody, którymi głównie posługiwali się nie oni, a
                    ich świeccy naśladowcy oraz protestanccy konkurenci. W przeciwieństwie do nich
                    inkwizytorzy zapewniali podsądnym nie tylko sprawiedliwe procesy, z rzetelną
                    obroną, ale i wyroki w przeważającej mierze zadziwiająco łagodne. Wbrew
                    powszechnemu przekonaniu, jedynie znikoma część wyroków oznaczała śmierć
                    skazańców. W istocie procedura sądów inkwizycyjnych wprowadzała nowoczesne
                    rozwiązania, znane i stosowane w dzisiejszym sądownictwie, z systemem odwołań,
                    poręczeń, zapewnieniem aresztowanym wyżywienia i opieki medycznej. One właśnie,
                    trybunały inkwizycyjne, ucywilizowały procedury świeckiego sądownictwa.
                    Uratowały przy tym rzesze ludzi przed pełną cierpienia śmiercią z rąk
                    fanatycznych tłumów lub ochoczo stosujących przemoc sędziów świeckich (by
                    pominąć duchowe znaczenie postępowań)."

                    > jakiekolwiek mordy rytualne - brak ich również w przytoczonym przez
                    > Ciebie tekście

                    a w takim razie są dowody na nie-istnienie mordów rytualnych :) ?
                    w końcu Talmud naucza, że życie goja jest mniej warte niż zwierzęcia :)
                    • eptesicus nie są potrzebne 20.04.08, 23:18
                      > a w takim razie są dowody na nie-istnienie mordów rytualnych :) ?

                      po co? Obowiązek dowodu spoczywa na stawiających hipotezę.

                      > > to właśnie miałem na myśli. Jedyny to skrajny przypadek
                      > > odosobnienia.
                      >
                      > plączesz się w zeznaniach :) :)

                      nie dostrzegam tego. Napisałem, że jeden jedyny Toaff tak twierdzi i
                      nadal to podtrzymuję. Najpierw napisałem że jedyny, a później że
                      odosobniony, no przecież to to samo, słowo "jedyny" jest jedynie
                      zawężeniem słowa "odosobniony", ale zawiera się w nim. Nie plączę
                      się, ale konsekwentnie podtrzymuję tę samą linię. Skoro nie ma
                      dowodów, tylko dowolnie interpretowalne poszlaki, nad czym tu w
                      ogóle dumać?
    • Gość: bogobojny Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... IP: 194.1.144.* 09.02.09, 21:19
      Moje pytanie do konsumentów stereotypów?
      Kiedy Tybet był wolny? Może wtedy kiedy za brak daniny dla klasztoru stawało się
      wraz z rodziną niewolnikami. A może wtedy kiedy teokratyczna kasta braminów
      stosowała wymyślne tortury np.nadmuchiwanie nieszczęśników wielkimi miechami.
      • Gość: Acro Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... IP: *.aster.pl 10.02.09, 14:45
        Wydaje mi się, że w dyskusji chodzi o to, aby Tybet stał się wolny, a nie kiedy
        był. Na pewno nie jest taki teraz, kiedy Chińczycy niepokornym mnichom wyrywają
        ręce ze stawów albo zwyczajnie rozstrzeliwują.
        • billy.the.kid Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... 11.02.09, 16:11
          widac mnichom sie to należy.
          • Gość: Acro Re: Tybet - idealizacja i zakłamany mit... IP: *.aster.pl 11.02.09, 22:32
            Jak ja kiedyś w ciemnej uliczce dopadnę i stłukę ci rzyć też powiesz, że ci się
            należało?
    • Gość: Konor Tybetańska opowieść IP: *.gprs.plus.pl 01.03.09, 08:45
      www.youtube.com/watch?v=CaaQYCPcRg8

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka