patriota
18.09.03, 09:30
Mam juz to za soba.
Tlumaczenie chlopu panszczyznianemu wychowanego w komuzmie(!) istoty
moralnosci jako elementarnej podstawy kultury Zachodu i w szczegolnosci
demokracji mija sie kompletnie z celem. Rownie bezcelowe byloby objasnianie
wieprzowi uroku sonat Bethovena.
Dla panszczyznianego chlopa wszystko zawsze bylo i jest "walka o
przetrwanie".
Pelna micha i cieply kat to jedyne co tak naprawde sie liczy i co jest w
stanie zrozumiec i respektowac.
Moralnosc podobnie jak muzyka Bethovena to dla nich odlegly i zupelnie
niezrozumialy przejaw luksusu, ktorym podobnie jak "prasnymi" guzikami na
kaftanie mozna sie co najwyzej od czasu do czasu przyozdobic, zeby wywrzec
wrazenie na reszcie chlopow podczas mszy.
On tego pojecia (jako etykiety) owszem uzywa, potrafi go napisac ale istoty i
wagi pojac nie jest w stanie. I to nawet mimo podeszlego wieku, scislego
wyksztalcenia i korzystania na codzien z dobrodziejstw, jakie daje wysoko
rozwinieta demokracja zachodnia.
Co chlop panszczyzniany natomiast poza ciepla micha i cieplym katem do szpiku
kosci rozumie, respektuje i bezgranicznie od zawsze podziwia jest potezne
walniecie na odlew W MORDE, ktorego on i jego przodkowie doswiadczyli az
nadto.
Czy trzeba jeszcze tlumaczyc jego bezgraniczny i slepy podziw
dla "przewazajacej sily", z ktora - jak to kiedys wyrazil - "nalezy sie
aranzowac"?
Czy trzeba jeszcze objasniac jego ustawiczne proby identyfikowania sie z tymi
najsilniejszymi ("Bush i ja" :o)?
Chyba nie.... :o)