Dodaj do ulubionych

teraz dano z innej nieco 'beczki' będzie

IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 14:43
jest to opowieść Włodzimierza Pawluczuka, kiedyś chłopaka od wszystkiego w jednej z podlaskich parafii prawosławnych, potem dziennikarza lokalnej prasy, a jeszcze później przez wiele lat profesora socjologii i wykładowcy ASP w Krakowie, dziś znowu 'wróconego' do Białegostoku
**********
(a te różne dziwne znaczki w trójk ątnych nawiasach, są elementem formatu netowego, którego mi się tutaj nie chce zdejmowac, sorrutki)
**********
WIERSZALIN, REPORTAŻ O KOŃCU ŚWIATA

Chata jak chata - niska, murszejąca, stodoła też wiekowa, pługi brony, chylące się płoty, zagroda jak inne we wsi, może tylko trochę biedniejsza, cichsza. Stara kobieta pośrodku gumna, kuśtykając na drewnianej protezie, grabi rozwleczone siano.
- Dzień dobry... - zaczynam.
Spojrzała krótko, odwróciła spłoszone oczy - grabi dalej, ledwo odburknąwszy pozdrowienie. Przygarbione plecy, głowa omotana chustką, długa spódnica przysłaniająca cześć protezy. Pracuje, jakby mnie nie było, jakbym nie stał oto za nią i nie czekał... może tylko ciut zawzięciej grabi, to wszystko. I nie można chyba powiedzieć komuś dobitniej, że jest niepożądany - niż właśnie w ten sposób: starannie pracując, nie mówiąc ni słowa, nie spojrzawszy nawet spod brwi.
- Chcę porozmawiać z panią o pewnej sprawie...
Nic, grabi dalej.
- Nie zajmę dużo czasu...Nie odpowiada. Grabi.
- Jestem dziennikarzem... Interesuje mnie...
- Nima tu żadnego interesu - odpowiada wreszcie, ale gniewnie nie przerywając roboty, nie odwracając głowy.
- To sprawa, dawna, sprzed wielu lat... - uspokajam.
- Jak dawna, to do sołtysa. Ja o dawnych sprawach nic nie wiem - wzrusza ramionami, nie odrywając oczu od siana.
- Wiecie, na pewno wiecie... - mówię jak najprzyjaźniej. - Chciałbym porozmawiać o Ilji.
- Jakim Ilji?
- No - o świętym...
- To idźcie do cerkwi... tam obrazy...batiuszka.
(p)- Ale mnie chodzi o Ilję Grzybowskiego... z Grzybowszczyzny... Toż znaliscie...
(p)- Grzybowszczyzna? To gdzieś pod Krynkami... Tam pytajcie. - I nagle odwraca sie, grabie nieruchomieją na moment, ona zaś spojrzawszy badawczo, z napięciem, pyta krótko:
(p)- A co... zmartwychwstał?
(p)- Nie - mówię - nie zmartwychwstał. Ale...
(p)Opuszcza głowę, grabi dalej, każdy ruch wymierzony; starannie zaczęty, starannie dokończony. I znowu jakby mnie nie było.
(p)- To były ważne sprawy... - próbuję jeszcze.
(p)- Jakie sprawy! - ucina - żadnych spraw nie było!
(p)W swojej kronice parafialnej diak Marczuk zapisał kiedyś:
(p)(i)"We wsi Ciełuszki jedna z sekciarek, Olga D., niewiasta 24-letnia, zrzuciła z siebie ubranie i naga, bez sukni i koszuli, biegała ulicą nawołujac "Kajajcie się", a następnie powybijała okna w swoim domu i domach innych sekciarzy. Oni poczatkowo nie sprzeciwiali się. I tak na przykład u Jana D. tłucze szkło gołą ręką, z ręki krew tryska strumieniem, a ona śpiewa na cały głos: "Preobrazilsia Jesi na gorie...". W kilka dni później, krzycząc: "Koniec wszystkiemu staremu!", zaczęła łamać krzyże cmentarne i burzyć ogrodzenie - na cmentarzu w Puchlach ostały sie zaledwie trzy krzyże, których nie mogła obalić. Wreszcie współsekciarze zakuli ją w żelazną obręcz, obręcz łancuchem przymocowali do ściany i tak, nieszczęsna, już cały rok, od lipca 1932 roku. stoi na uwięzi. Czasem w dni świąteczne sekciarze idą do niej śpiewać piesni nabożne - ona miota się na łancuchu i przeklina ich obelżywymi słowami, ale oni mają ją za świętą, ponieważ jak twierdzą, w przeciągu 34 dni jadła tylko trzy razy..."(/i)
(p)Ciełuszki leżą w bielskim powiecie nad rzeką Narwią. Przez czterdzieści lat wiele wody upłynęło w Narwi, notatki Marczuka wyblakły, wielu umarło, wielu się narodziło. W czasie wojny rozerwał się za stodołą pocisk, zabiło męża Olgi, ją okaleczyło. Mieszka teraz i gospodarzy z matką, osiemdziesiecioletnią staruszką. Sąsiedzi traktują ją zwyczajnie, jakby nigdy nic. Jedna z sąsiadek spytała raz Olgę, czy pamięta czasy nawiedzenia, czy wie, dlaczego to wszystko robiła. Usłyszała na to: "Tak widać trzeba było".
(p)Ale ze mną nie chce rozmawiać. Jestem nieznajomym. Intruzem, wyglądam na urzędnika z miasta, który przyszedł rozgrzebywać sprawy umarłe, zakończone. Nie ufa mi - nie wierzy, ze chcę zrozumieć tamten dramat, jest przekonana, ze wypytuję, aby potem ośmieszyć, wyszydzić. A może gorzej...
(p)Prawosławne okolice, w których pod wodzą proroka Ilji rozkwitł w okresie międzywojennym sekciarski ruch odnowienia, były jednocześnie terenem intensywnej działalności społecznie radykalnych rewolucyjnych organizacji - KPZB, "Hromada", NPCh posiadały tu w każdej nieomal wsi dziesiątki swych członków i zwolenników.
(p)Jak było możliwe to współistnienie skrajnego fanatyzmu religijnego z postawą walki, ideą rewolucji? Jak możliwe było w ogóle istnienie w naszym światłym dwudziestym stuleciu tak naiwnej, prostodusznej, a zarazem tak fanatycznej wiary w boga - człowieka, proroka Ilję z Grzybowszczyzny, w jego cuda, w jego posłannictwo i zbliżający się sąd ostateczny, na którym on, Eliasz Klimowicz z Grzybowszczyzny, miał sądzić ludy świata? Co znaczyło opętanie Olgi D. i wielu innych jej podobnych?
(p)Myśli o końcu świata nawiedzają z reguły ludzi, którzy są świadkami upadku ich własnej kultury będącej dla nich do niedawna Absolutem. W tradycyjnej kulturze ludowej to, co nasze, nie wymaga wyjaśnien ni uzasadnień, jest samo przez się oczywiste, słuszne, naturalne, prawdziwe. Nikt tu nie pyta, dlaczego u nas jest tak, jak jest, pyta natomiast, dlaczego u innych jest inaczej aniżeli u nas. Świat tradycyjnej kultury ludowej był dla ludzi w tym świecie jedyny, wieczny, niezmienny...
(p)Jeden z naszych etnografów pisał kiedyś, iż mieszkańcy polskiej wsi uważają Niemców i całą ich kulturę za gorszą z tej prostej przyczyny, że Niemcy na konia mówia Pferd. podczas gdy wiadomo, że koń jest po prostu koniem, a nie jakimś tam Pferdem. Własna kultura wydawała sie chłopom w tradycyjnej wsi czymś tak naturalnym, że niejednokrotnie nie wyobrażali sobie, by gdziekolwiek na świecie chłop mógł żyć, myśleć i rozmawiać inaczej. Wankowicz wspomina w (i)Szczenięcych latach(/i) o znajomym ziemianinie, który swego zasłużonego leśnika postanowil wysłać na starość na kurorty do Niemiec. "A po jakiemu ty tam bedziesz rozmawiał w Niemczech?" - spytał pan chlopa. ,,A ciz tam, panoczku, muzykou nie ma?" - odpowiedzial chłop pytaniem.
(p)Jest w życiu człowieka taki okres, który psychologowie nazywają "odkryciem jaźni". Młody człowiek wychodzi nagle poza czystą podmiotowość doznań i postrzega siebie jako przedmiot wsród innych przedmiotów. Uświadamia sobie nagle, że jest jednym spośród wielu ludzkich istnień, że jego "Ja" zajmuje określone miejsce w czasie i przestrzeni, że miało swój początek i bedzie miało koniec - odkrycie to najczęściej jest bardzo przykre, towarzyszy mu bowiem pojęcie całego dramatyzmu życia. Młody człowiek uświadamia sobie swa znikomość, odrębność, śmiertelność, swą "przedmiotowość".
(p)Podobne kryzysy świadomości sa udziałem całych grup kulturowych. Świadomosc ludowa była świadomością ahistoryczną.
(p)Wszystko co jest, miało swój początek "onego czasu", gdy Pan Bóg chodził po świecie i uczył ludzi różnych mądrych i dobrych rzeczy. Od tego czasu wszystko jest jak jest, i nic się zmienić nie może do końca świata. Po to bowiem, by zrozumieć możliwość zmiany, trzeba uświadomić sobie najpierw swą "przedmiotowość". a wiec to, że nasze dzisiejsze życie, zwyczaje i język nie są ani jedyne, ani najlepsze, że świat - to wielość kultur mających swą historię, swój początek, zmieniajacych się i rozwijających. Jeśli taka nowa refleksyjna swiadomość się narodzi, grupa etniczna traci swój dotychczasowy charakter i przeobraża się w grupę narodową. Grupa etniczna, czyli tradycyjna grupa chłopska, nie jest narodem, nie posiada bowiem tego, co jest trzonem wszelkiej świadomosci narodowej - idei własnej historii. Była ona poza narodem - to znaczy poza ta strukturą zbiorowej samoświadomości, która tworzy naród - mamy tu bowiem na myśli fakty świadomościowe. a nie jakieś inne
Obserwuj wątek
    • Gość: dana33 Re: teraz dano z innej nieco 'beczki' będzie IP: *.jazo.org.il 28.10.03, 15:07
      nuuuuu? co ty zawsze czekasz z tym "ciag dalszy"? najpierw posylasz,
      zaciekawiasz, a potem dajesz czekac, sadystycznie dziala na ciebie ten napoj
      knyszynski czy co??? :)
      zaraz ide do domu, mam nadzieje, ze znajde tam ciag dalszy tej fascynujacej
      historii.... a wogole, to gdzie ty to wszystko znajdujesz? zaczynam to wszystko
      drukowac....
      • Gość: dana33 Re: teraz dano z innej nieco 'beczki' będzie IP: *.jazo.org.il 28.10.03, 15:25
        nu, zobacz co ja mam dla ciebie..... :)

        www.zchor.org/verbin/verbin.htm
        • Gość: A.D. He,he... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 15:46
          Gość portalu: dana33 napisał(a):

          > nu, zobacz co ja mam dla ciebie..... :)
          >
          > www.zchor.org/verbin/verbin.htm


          >> Masz i klamstwo:

          Wooden Synagogues in Poland
          Magnificent Architectural Creations
          By Maria and Kazimierz Piechotka, Warszawa

          The first Jews to immigrate to Poland arrived in the 12th century, and in the
          15th C. They came in masses. They were refugees, fleeing from persecution in
          Western Europe, mainly from German and Czechoslovakia. Their conditions of
          life in the Diaspora prevented the evolution of their own building traditions.
          Only the protected life on Polish soil enabled the Jews to create synagogues
          adapted to Jewish religious needs. Following the prescriptions of Talmudic
          scholars. This evolution took place between the middle of the 6th and the 17th
          centuries, during the era called the "Golden Century of Polish Jewry". At this
          time the Republic of Poland and Lithuania, encompassing the territories of
          ancient Poland, Lithuania, Belarus and Ukraine, harbored the biggest Jewish
          Community of those times.


          >> Najpierw zescie 'przybyli[ w 12 i 15 wieku. Ale juz od...6-go wieku
          natapil...'"Golden Century of Polish Jewry".

          >> zapewnie to sie kalendarze zydom pomylily...

          >> Ciekawe ze zydzi do Polski 'przybyli' z:... 'fleeing from persecution in
          Western Europe, mainly from German and Czechoslovakia'. Co jest tylko malenka
          czescia prawdy biorac pod uwage inwazje 'zydow'- Chazarow poprzez Rosje,
          Ukraine, etc. Skad sie wziely zatem te zydy rosyjskie?

          >> Jak cokolwiek dotyczace 'zydow', i to rozpoczyna sie od wierutnego klamstwa!

        • Gość: A.D. Powaznie... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 15:55
          Gość portalu: dana33 napisał(a):

          > nu, zobacz co ja mam dla ciebie..... :)
          >
          > www.zchor.org/verbin/verbin.htm


          >> Jako dziecko bardzo lubilem chodzic do zydowskiej boznicy w Poznaniu. Nigdy
          nie mialem tego dosyc. Jest murowana i dalej sluzy swojemu wlasciwemu
          przeznaczniu. Szczegolnie w zimie, gdzie na kryta plywalnie chodzilo sie z
          radoscia...
        • Gość: babariba znam danusiu Moshe Verbina IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 19:57
          co prawda korespondencyjnie tylko i tylko z jego listu, bom mu nie odpisał jeszcze, niedługo się zbiorę. Jak kolejną publikacje zrobię...
          Ale tę broszurę mam 'żywcem' i z dedykacją od pana Moshe
          • Gość: dana33 Re: znam danusiu Moshe Verbina IP: 194.90.65.* 30.10.03, 09:05
            ha! wiedzialam ze go znasz.... to moj zydowski nos tak wyniuchal... :)
            • Gość: babariba Re: znam danusiu Moshe Verbina IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 31.10.03, 11:01
              guzik tam, z tym nosem, ja wiem dlaczego ty wiesz, a ty wiesz dlaczego ja wiem, ze ty wiesz.
              Ladnie werbalnie to wyszlo?
              ***
              a tak przy okazji - dopiwedz do innego postu: niekompletnosc kilku tekstow, ktore tu przynioslem wynika ze skapstwa admina. Moze jeszcze dzisiaj bedzie znowu dzialala strona www, na ktorej kompletnie to wszystko bedzie
              pzdr
      • Gość: A.D. Rada od serca... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 15:26
        Gość portalu: dana33 napisał(a):

        > nuuuuu? co ty zawsze czekasz z tym "ciag dalszy"? najpierw posylasz,
        > zaciekawiasz, a potem dajesz czekac, sadystycznie dziala na ciebie ten napoj
        > knyszynski czy co??? :)
        > zaraz ide do domu, mam nadzieje, ze znajde tam ciag dalszy tej fascynujacej
        > historii.... a wogole, to gdzie ty to wszystko znajdujesz? zaczynam to
        wszystko
        >
        > drukowac....


        >> Nie chodz do domu. Wsiadz w autobus. A noz bedziesz miala szczescie...
        • Gość: dana33 Re: Rada od serca... IP: *.jazo.org.il 28.10.03, 15:29
          ta twoja zona nie zajmuje cie dostatecznie, czy tez taki kawal drania jak ty i
          razem z toba wlazi tam, gdzie nie proszona?
          • Gość: A.D. He,he... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 15:48
            Gość portalu: dana33 napisał(a):

            > ta twoja zona nie zajmuje cie dostatecznie, czy tez taki kawal drania jak ty
            i
            > razem z toba wlazi tam, gdzie nie proszona?


            >> To ja do ciebie z sercem i zyczliwoscia, a ty taka wredna?!!! No i zadawaj
            sie z zydami...
            • Gość: dana33 Re: He,he... IP: *.jazo.org.il 28.10.03, 16:03
              nu, z cala zyczliwoscia i do ciebie:
              akurat w tym linku nie chodzi o boznice, ale ty tego wlasnie nie wiesz.
              natomiast babariba bedzie wiedzial.

              natomiast zupelnie serio: nie ma slow w normalnym jak rowniez i w wulgarnym
              slowniku, zeby ciebie okreslic. w calym moim zyciu nie spotkalam takiego dna
              jak ty.
              • Gość: Nihil Re: He,he... IP: *.72.71.140.Dial1.Orlando1.Level3.net 28.10.03, 16:23
                Gość portalu: dana33 napisał(a):

                > nu, z cala zyczliwoscia i do ciebie:
                > akurat w tym linku nie chodzi o boznice, ale ty tego wlasnie nie wiesz.
                > natomiast babariba bedzie wiedzial.
                >

                >> No nie badz taka tajemnicza. Wszyscy wiedza o tym zydzie z Sokolki, co go
                zydzi zeslali do kibucu...

                > natomiast zupelnie serio: nie ma slow w normalnym jak rowniez i w wulgarnym
                > slowniku, zeby ciebie okreslic. w calym moim zyciu nie spotkalam takiego dna
                > jak ty.


                >> To musi byc dobry czlowek ten A.D., jak zydowka tak bardzo go pozada...
              • Gość: A.D. Re: He,he... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 16:53
                Gość portalu: dana33 napisał(a):

                > nu, z cala zyczliwoscia i do ciebie:
                > akurat w tym linku nie chodzi o boznice, ale ty tego wlasnie nie wiesz.
                > natomiast babariba bedzie wiedzial.

                >> Masz racje, nie interesuje mnie zyd z Sokolki zeslany do kibuca.
                >
                > natomiast zupelnie serio: nie ma slow w normalnym jak rowniez i w wulgarnym
                > slowniku, zeby ciebie okreslic. w calym moim zyciu nie spotkalam takiego dna
                > jak ty.


                >> Nareszcie jakis prawdziwy komplement!!! Nu, dana, bubele ty niewydarzone, I
                love you too....
      • Gość: CCCP Re: teraz dano z innej nieco 'beczki' będzie IP: *.acn.pl 30.10.03, 01:39
        Przysłał mirmil, ciekawostka, więc wrzucam Ci do 'beczki'.


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=8788548
    • Gość: babariba piękne sa take ~'hehe', A.D.~niedoroby IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 16:34
      a dalszy ciag Pawluczuka za chwile bedzie
      • Gość: A.D. Interesujace... IP: *.mco.bellsouth.net 28.10.03, 16:56
        Gość portalu: babariba napisał(a):

        > a dalszy ciag Pawluczuka za chwile bedzie


        >> Ano zobaczymy. Pewnie sie jakis zyd z tego wykluje, bo boznice juz na tym
        buduja...
        • Gość: babariba te 'he.he..' ma byc niby interesujące? IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 17:14
    • Gość: babariba jedziemy dalej (II) kilka stron jeszcze będzie IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 17:37
      Wszystko co jest, mialo swój poczatek ?onego czasu?, gdy Pan Bóg chodzil po swiecie i uczyl ludzi różnych mądrych i dobrych rzeczy. Od tego czasu wszystko jest jak jest, i nic sie zmienic nie moze do konca swiata. Po to bowiem, by zrozumiec mozliwosc zmiany, trzeba uswiadomic sobie najpierw swa ?przedmiotowość?. a wiec to, ze nasze dzisiejsze zycie, zwyczaje i jezyk nie sa ani jedyne, ani najlepsze, ze swiat - to wielosc kultur majacych swa historie, swój poczatek, zmieniajacych sie i rozwijajacych. Jesli taka nowa refleksyjna swiadomosc sie narodzi, grupa etniczna traci swój dotychczasowy charakter i przeobraza się w grupe narodowa. Grupa etniczna, czyli tradycyjna grupa chlopska, nie jest narodem, nie posiada bowiem tego, co jest trzonem wszelkiej swiadomosci narodowej ? idei wlasnej historii. Byla ona poza narodem - to znaczy poza ta struktura zbiorowej samoswiadomosci, która tworzy naród ? mamy tu bowiem na mysli fakty swiadomosciowe. a nie jakies inne. Nad tradycyjna wsia przewalaly sie burze, wojny, rewolucje, na polach pozostawaly groby i kurhany, ale w mentalnosci chlopskiej nie zostawialo to istotnego sladu. Historia byla tu czyms zupelnie zewnetrznym, wydarzenia, które au?l*, splywaly jak woda, pamiec o nich stala sie szybko elementem mitu. Kiedys, dawno, dawno temu, byly wielkie wojny, wielkie cuda, wielcy królowie, bohaterowie.,. Bylo to wtedy, gdy Bóg chodzil jeszcze po ziemi. swiat byt jeszcze nijaki, bezksztaltny, gdy przybieral dopiero swa ostateczna, znana nam forme.
      Ta ahistoryczna, mistyczna swiadomosc wsi rozbita zostala przez wejscie do powszechnego uzytku nowych srodków produkcji. burzacych tradycyjny rytm pracy i zycia wsi, zmuszajacych do uznania kulturowej wyzszosci tych. którzy te nowe narzedzia i maszyny wymyslili i stworzyli. Zanim to jednak nastapilo, wies stoczyla dramatyczna walke w obronie tradycyjnego ksztaltu swej duchowosci. Przejawami tej walki byly zjawiska dziwne i niepojete dla postronnego obserwatora, o których bede pisal nizej.
      We wschodniej Bialostocczyznie, we wsiach prawoslawnych, proces upadku tradycyjnej kultury ludowej mial przebieg szczególnie dramatyczny. Zachowana tu dlugo w nienaruszonym prawie stanie tradycyjna kultura ludowa - poddana zostala nagiej, drastycznej próbie, gdy prawie wszyscy mieszkancy tych wsi w 1915 roku zostali deportowani przez ustepujace wojska rosyjskie w glab Rosji. Zetkneli sie tam z odmiennymi zwyczajami, z ludzmi o odmiennej kulturze, byli obserwatorami, a czesto tez aktywnymi uczestnikami rewolucji, burzacej od podstaw mityczna chlopska swiadomosc, Z chwila gdy tradycyjny ksztalt chlopskiego zycia zostal zagrozony, okazalo sie z kolei niemozliwe, a w kazdym razie bardzo utrudnione, przejscie od swiadomosci etnicznej do swiadomosci narodowej, która moglaby nadac zmiennosci sankcje i usprawiedliwienie. Byly to bowiem wsie prawoslawne, dla których w tym czasie, w warunkach dyskryminacji wyznaniowej i narodowosciowej, przekroczenie progu polskosci bylo niemozliwe, a jednoczesnie - byly to wsie zbyt peryferyjne, by mogla na nie oddzialywac idea narodu bialoruskiego.
      Zrodzilo to silne napiecie duchowe, niezadowolenie z dnia dzisiejszego i strach przed dniem jutrzejszym. Różni wiejscy prorocy i apostołowie nowych wiar wieszcza niechybny koniec swiata.
      SREBRNE TRABY ARCHANIOŁÓW
      Staroberezowo, wies w powiecie hajnowskim, samo jest juz historia. W podrecznikach pisza o radykalizmie miejscowych chlopów i ich walce z uciskiem. W roku 1926 odbyt sie tu historyczny zjazd ?Hromady". który hajnowska policja brutalnie rozpedzila przy pomocy zorganizowanych bojówek. Pogrom byl poczatkiem generalnej rozprawy wladz z ruchem lewicy spolecznej. Tyle mniej wiecej podreczniki historii.
      W poblizu, w sasiednim Nowoberezowie, mieszka Jakub Martyniuk. Postac to znana, z okazji rocznic Rewolucji Pazdziernikowej wspominaja o nim nawet gazety. Martyniuk byl marynarzem na ?Aurorze", podoficerem. Mówi się, ze to on 7 listopada 1917 roku ladowal historyczny pocisk (co nie jest prawda, ale nie o to przeciez chodzi). Po rewolucji wrócil do rodzinnej wsi. Sial, oral, pracowal jako drwal w Bialowiezy. I tak zyl sobie cicho i spokojnie i zylby po dzis dzien, gdyby nie odkryli go dziennikarze. O historycznym wystrzale niewiele myslal ? byl dla niego zjawiskiem wylacznie fizycznym i niczym nie róznil sie od tysiecy innych. Dzis wystrzal ?Aurory" nabral innego znaczenia. Martyniuk daje dziennikarzom wywiady i opowiada w nieskonczonosc o ?Aurorze" i jej strzale, o tym strzale, który jest poezja i mitem, a nie o tym, którego byl swiadkiem.
      Ale wrócmy do Staroberezowa. Siedzialem na lawie przy ulicy, gdy podszedl do mnie stary czlowiek.
      - Dzien dobry - powiedzial. - Czy w Boga pan wierzy?
      - Dlaczego pan o to pyta? - Byłem zaskoczony, zdziwiony.
      - Ja pana przepraszam, ale w sile boska wierzyc trzeba. Opowiem taki przyklad. To bylo dwa tygodnie temu, kopalem studnie w Koryciskach, gleboka studnie, dwadziescia kregów. Dali mi do pomocy dziewczyne, taka koze, mloda i glupia; ja kopalem na dnie, ona lancuchem wyciagala wiadro z mulem- No i podciagnela wiadro pod sam wierzch i upuscila. Zdazylem tylko glowe schowac w mul, a wiadro bach! O tu, pomaca pan, to pan zobaczy, tu mnie w plecy uderzylo wiadro z ziemia. Dwadziescia kregów - pan rozumie? Do tego dziewczyna przestraszyla sie i uciekla. Leze i mysle - czy ja zywy, czy juz trup? Z chaty wyszla matka tej dziewczyny, zagladnela do studni i mówi - Se tam zywyje to wylazte wze. I z powrotem poszla do kuchni. A ja ani ruszyc sie nie moge, ani slowa wydusic. Polezalem, polezalem ze dwie godziny. I nic, zywy jestem i caly! O, widzi pan: w to miejsce uderzylo wiadro. I niech mnie kto powie teraz, ze sily boskiej nie ma na swiecie!
      Przysiadl sie na lawie, potezny, barczysty. z krzaczasta ruda broda. Ze zwyklych smiertelników nikt tu nie nosi takiej brody - chyba ktos z zyjacych proroków albo starowierów...
      Nazywa sie Dorofiejuk. Urodzil się w 1905 roku, byl nieslubnym dzieckiem. W 1915 - podczas masowej ewakuacji wyjechal z matka do Rosji. Jechali najpierw fura, potem pociagiem. W drodze, setki kilometrów od domu, cos tam spsocil, a matka, jak matka, zbila go i skrzyczala. Gdy pociag zatrzymal sie na stacji, obrazony chlopak oddalil sie od niego. Wtem pociag gwizdnal, ruszyl, odjechal. Chlopiec matki wiecej nie zobaczyl. Nie wrócila do kraju, zginela gdzies czy przepadla.
      On trafil do jakiejs ochronki. Potem zaopiekowal sie nim pewien kolejarz, któremu pomagal kolportowac rewolucyjne pismo ?Zaria Swobody". W czasie Rewolucji dostal sie na okret Armii Czerwonej. Od tamtego czasu po dzis z duma mówi o sobie: Ja, matros Krasnowo Flota! Ale naprawde liczyl sobie wtedy lat zaledwie 13 i byl niepozornym pomocnikiem szewca na statku.
      W roku 1921 wrócil do kraju. Poszedl na zachód, tam gdzie wsie bogatsze, mniej zniszczone wojna i ludzie zamozniejsi. Szukal chleba. Parobkowal u róznych gospodarzy. Potem wrócil do Staroberezowa. pobudowal sobie domek, ozenil sie. Mial dzieci, ma juz wnuki. Zostal slynnym na pól powiatu specjalista od budowy studni wiejskich, wybudowal ich co najmniej 500.
      Mniej wiecej w tym samym czasie, gdy jego sasiad Grzegorz Jankowski organizowal kolo ?Hromady" i przygotowywal lud do rewolucyjnej walki przeciwko burzuazyjno-obszarniczemu rezymowi, Dorofiejuk zaczal czytac swiete ksiegi i modlic sie. Nie było to modlenie byle jakie, zwyczajne. Z wieczora bil 500 poklonów przed swieta ikona, potem kleczal pare godzin szepczac modlitwy. wreszcie drzemal, wciaz na kolanach wsparty o sciane. Nad ranem znowu 500 poklonów, I tak calymi latami. Poscil przy tym rygorystycznie. Zywil sie prawie wylacznie chlebem, sola i woda...
      Dzis nie widac na Dorofiejuku ani sladu dawnej ascezy. Poteznie zbudowany, czerstwy, silny, opowiada mi dlugie historie o czartach i aniolach. Zwlaszcza o czartach.
      - To pan naprawde widzial czarta? - pytam.
      - O, ile razy! - oswiadcza. - Wymeczyl mnie on przez tamte lata. wymeczyl, skatina. Przyjdzie, bywalo, w nocy, chwyci za bary
      • Gość: dana33 Re: jedziemy dalej (II) kilka stron jeszcze będzi IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 29.10.03, 00:01
        nuuuuuuuuuu? znow czekanie... ok, ide zaraz spac, mam nadzieje, ze zaserwujesz
        mi ciag dalszy jutro na sniadanie.... :)
      • Gość: babariba jedziemy dalej (III) kilka stron jeszcze będzie IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 00:16
        Dzis nie widac na Dorofiejuku ani sladu dawnej ascezy. Poteznie zbudowany, czerstwy, silny, opowiada mi dlugie historie o czartach i aniolach. Zwlaszcza o czartach.
        - To pan naprawde widzial czarta? - pytam.
        - O, ile razy! - oswiadcza. - Wymeczyl mnie on przez tamte lata. wymeczyl, skatina. Przyjdzie, bywalo, w nocy, chwyci za bary i buch! - glowa o sciane. Trzy dni pózniej chodze oszolomiony. Tylko szum w uszach.
        - Ale pan go widzial,. jak mnie teraz, czy tylko czul go pan przy sobie? - dopytuje sie.
        - Widzialem... nieraz widzialem. - Dorofiejuk uczynil znudzony ruch reka. jakby chodzilo nie o diabla, lecz o rzecz banalna, codzienna. - Zwyczajnie: skóra czarna, twarz biala, na glowie rózki wystaja, nieduze, gdzies o, takie - pokazal przytykajac do glowy wskazujace palce. - Czasem ide droga, spojrze w bok, a on idzie: wysoki, zdrowy, w kapeluszu, z broda, elegancko ubrany, s spojrze na nogi - kurze. Było róznych widzen i róznych cudów w moim zyciu.
        - Jakiez to cuda? ? nalegam.
        - Cudów widzialem trzy. - Dorofiejuk przybral rzeczowy, nieomal sprawozdawczy ton. -Pierwszy cud: Stalem kiedys w cerkwi, kobieta podchodzi do spowiedzi. Batiuszka narzuca jej na glowe plótno,. Ja widze, ze cos jej wystaje. Podchodze blizej, patrze i widze, ze kobieta ta ma...skrzydla orle.
        Drugi cud: Stalem kiedys w cerkwi w Nowoberezowie. Raptem otwarla sie u góry kopula cerkwi i wlecialo do srodka duzo ptaków. Widze, a u kazdego z obecnych w cerkwi siedzi na ramieniu, o tu, z prawej strony, ptaszek. Spojrzalem - i u mnie tez, a jakze, siedzi na ramieniu piekny, kolorowy ptaszek.
        I trzeci cud: podszedlem jednego razu do ikony Bogorodzicy, a od niej powialo przyjemnymi, ach, jak przyjemnymi perfumami.
        O, takie to cuda widzialem w swoim zyciu. I aniolów tez widzialem. I archaniolów.
        - Gdzie?
        - Kiedy bylem w czwartym niebie.
        - O, ciekawe! Jak pan sie tam dostal?
        - To bylo tak. Wybieralem z zona z jamy kartofle. Zona stoi na górze, ja w jamie. Pod wiosne szlo, slonce, pamietam, już przygrzewalo- Podalem babie kosz z ziemniakami i wtedy to sie stalo... Nadlecial z nieba orzel, wzial moja dusze i poniósl wysoko, wysoko, do nieba. Cialo moje zostalo w jamie. Bylo martwe. Trup. A dusze orzel zabral do nieba. Pierwsze niebo, drugie? niebo... W trzecim niebie wojowie niebiescy - marynarze Krasnowo Flota strzega wlodarstwa boskiego. A w czwartym, prosze pana... O, w czwartym niebie - nie opisac i nie opowiedziec. Archaniol mnie oprowadzal. A diabel, wie pan, caly czas szedl za mna z tylu. Az archaniol sie odwrócil i cisnal w niego piorunem. Diabel - bryk - i polecial w przepasc... na ziemie.
        Archaniol podprowadzil mnie pod same bramy raju. B r a m y r a j u, tak, proszę pana, bylo tam napisane. Wyraznie bylo napisane, rosyjskimi literami. Bramy raja. Pod brama stal caly pulk archaniolów. Wszyscy mieli srebrne traby. Na tych trabach, panie, archaniol bedzie trabil, kiedy nastanie koniec swiata. A tu archaniolowie stali sobie i grali. Cudna niebianska muzyke. Piekna muzyke. Nie zapomne tego do smierci. Grali dla mnie. Ja sie, panie, przy tym rozplakalem. I wtedy orzel wzial moja dusze i poniósl z powrotem. Trzecie niebo, drugie niebo, pierwsze niebo i znów z góry widze Staroberezowo i Piaszczana Góre z jamami na kartofle, i moja jame. Dusza moja weszla w cialo i otworzylem oczy, a moja baba wrzeszczy na cala nieomal okolice: ?Ach, ty taki, ty owaki, to ja tu worki z ziemniakami ciagam, a on polozyl się i spi'" Ot, widzi pan, co znaczy durna baba. A muzyki archaniolów nie zapomne do smierci. B r a m y r a j a - tak tam było napisane.
        - A skad sie tam znalezli marynarze Czerwonej Floty? - nie wytrzymuje.
        - Jak to skad? Przeciez to stróze prawdy! W Biblii jest powiedziane: ?Poszle wojska swoje, by zniszczyc zlo i nieprawde".
        I Bóg poslal zolnierzy Krasnowo Flota, by niszczyli nieprawde i zlo.
        - Panie - przerywam Dorofiejukowi - przeciez zolnierze Czerwonej Armii w Boga nie wierza!
        - To nic, panie, ze nie wierza. Niewazne. Wazne, zeby prawde czynili, ot co. Nie slowa wazne, ale czyny. A czyny ich sa prawdziwe. I dlatego oni, zolnierze Krasnowo Flota, sa strózami tronu niebieskiego i beda obroncami prawdy podczas Armagiedunu. Tak. panie. To jest w Pismie Swietym powiedziane.
        I tak gawedzimy sobie z Józefem Dorofiejukiem o ziemskich i niebianskich sprawach. Wiecej o niebianskich. Ale o ziemskich tez: o ziemskiej dzialalnosci Józefa Dorofiejuka jako soltysa.
        Byl to rok 1944, tuz po wyzwoleniu. Czasy niebezpieczne i burzliwe. W okolicy grasowaly reakcyjne bandy, nowa wladza zaczynala dopiero stawiac pierwsze kroki. pienilo sie zlodziejstwo i pospolity bandytyzm. Moze to i dziwne, ze w tym szczególnie trudnym okresie wybrano na gospodarza wsi nie kogo innego, ale wlasnie tego samotnego mistyka i dziwaka. Chociaz Dorofiejuk byl zaangazowany po same uszy w porzadki niebianskie, orientowal sie i w ziemskich - dobrze zdawal sobie sprawe z niebezpieczenstw soltysowania.
        - Pomyslalem sobie - opowiada - co, ja bede sie bal?' Marynarz Krasnowo Flota nie moze sie bac! I zabralem sie do dziela.
        Jednym z pierwszych jego zamierzen bylo uporzadkowanie pola bitwy za wsia pod lasem, gdzie zgineli zolnierze armii radzieckiej. Planowal zalozenie cmentarza i budowe kapliczki na koszt wsi w tym miejscu. O malo nie przyplacil tej inicjatywy zyciem. Tropil grasujacych w okolicy zlodziei i bandytów, przyplacil to dwoma zlamanymi zebrami i peknieciem czaszki. Ci, którym zagrazal, pobili go okrutnie. Ale nikt nie moze powiedziec, ze Dorofiejuk sprawujac swój urzad byl zlym soltysem. W duchy wierzyl i wierzy, ale nie w takie, które zwalnialyby go z jego ziemskich obowiazków.
        Jedna z sasiadek zapytana o Dorofiejuka powiedziala:
        - Dziwny czlowiek...
        - Dlaczego dziwny?
        - Bo ja wiem... - zastanawiala sie. - Trudno powiedziec, ze nienormalny, a jednak czegos mu... jakby brakuje. Ot, taki przyklad. Idzie w niedziele do cerkwi, zatrzyma sie gdzies w polu na drodze i wyboje w koleinach zasypuje. Mówi, ze fura moze sie komu wywrócic. Wywrócic sie moze, ale przeciez nie jego - on tam nie jezdzi, bo to inna wies. Co to go wlasciwie obchodzi? Ech, dziwak...
        - Istotnie, dziwak. Bo niezwykla to rzecz: noszac glowe w niebie, nogami chodzic po ziemi.
        • Gość: dana33 Re: jedziemy dalej (III) kilka stron jeszcze będz IP: *.jazo.org.il 29.10.03, 07:50
          nu, "smakowalo" z poranna kawa...:) ladne to ostatnie zdanie, nie? przydaloby
          sie to kazdemu czlowiekowi... czekam na ciag dalszy.
    • Gość: babariba a teraz będzie niekoniecznie po kolei, ale... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 19:42
      ...za to o carze Mikołaju.
      I dalej Włodzimierza Pawluczuka jest to tekst, który nie ma polskich fontów, bo skanowany był w Nowej Zelandii
      *****
      CAR MIKOLAJ
      Cerkiew w Puchlach goscila nie tylko aniolów niebieskich, lecz i slynnych dostojników ziemskich. W roku 1932, pietnascie lat po abdykacji, i czternascie po... smierci, zawital tutaj wszechrosyjski imperator; Mikolaj II Aleksandrowicz.
      ?W swieta Bozego Narodzenia ? pisze Marczuk w swojej kronice ? rozeszly się wiesci zee do cerkwi naszej przyjezdza car Mikolaj II z carowa. I rzeczywiscie, 27 grudnia (starego stylu) trójka koni przyjechal do wsi Cieluszki nieznany mezczyzna z kobieta, zas 28 grudnia, w niedziele, zawital do cerkwi w Puchlach. Ciekawskich zebralo sie tylu, ze ich nasza obszerna swiatynia ledwo zmiescila.
      Wszedlszy do cerkwi car z carowa przezegnali sie po katolicku. Cale nabozenstwo carowa, otoczona swymi wielbicielami i wielbicielkami, przekleczala na podeslanych jej chustach. Po utreni car zanucil jakas piesn, która sam ulozyl, wielbiciele i wielbicielki podchwycili. Po obiedni, gdy wychodzili z cerkwi, ktos podal komende ?bacznosc". W tlumie niektórzy salutowali, niektórzy gwizdali'
      Car Mikolaj przybyl w te strony pod koniec lat dwudziestych, ale skad ? nie wiadomo: mówiono, ze z glebi bylego rosyjskiego imperium, podobno az z Mandzurii. Wiesc niosla, iz nie zginal podczas rewolucji, ukrywal sie przed wladza radziecka i wreszcie wyemigrowal do Polski. Osiedlil sie car we wsi Wojszki nad Narwia, w domu Bonifaciuków,
      I przybycie cara z caryca, i pochodzenie, i zachowanie sie byly niezwykle tajemnicze. Szczuply, wasaty car byl katolikiem, rozmawial po polsku, ale tez doskonale znal rosyjski i staroslowianski i chetnie spiewal prawoslawne piesni religijne. Ona, wyzsza od niego, bardzo energiczna, znala niemiecki, ludzie mówili, ze jest Niemka.
      Przebywal z nimi czasem jeszcze jeden osobnik, moze najbardziej zagadkowy. Liczyl lat nie wiecej niz trzydziesci, byt bardzo wysokiego wzrostu, z dlugimi wlosami i czarna broda, ubrany no czarno, Przywedrowal do Bonifaciuków z wielkim sekatym kosturem z dalekich, nikomu nie znanych drog. ?Ja stronnik"'. powiedzial gospodarzom. Na przywitanie rzucil sie w ramiona cara i carowej. Calowali sie ze lzami w oczach, po czym cala trójka zamknela się w pokoju, noc spedzajac na rozmowie. Przestraszony ale i zaciekawiony Bonifaciuk probowal podsluchiwac: slyszal, ze wszyscy troje plakali czesto i serdecznie, ale o czym rozmawiali, nic doslyszal.
      Wkrótce okazalo się, ze car jest osoba wszechstronnie utalentowana. Najpierw zajal się robota prosta i praktyczna chociaz cesarskich rak niegodna: szyl chlopom buty. Chlopi wzruszeni nedza cara. pospieszyli nawet z darami i pomoca, wiadomo, wróci na tron - nie zapomni. Wtedy car zaczal ukladac wiersze i hymny religijne dla swego prawoslawnego ludu, katolikom pieknie odmalowal kosciol w Tryczówce, Malowal także obrazy, glównie ikony z napisem w jezyku polskim ?Bolesne serce Pana Jezusa". Caryca sprzedawala je no odpustach.
      Pelnym blaskiem zalsnila jego slawa w latach trzydziestych, kiedy dolaczyl do ruchu proroka Ilji, organizujac wokół siebie wlasne grono wyznawców, swoiste odgalezienie sekty grzybowskiej, grupe tzw ?nikolajowców". Rozjezdzal trojka loszadiej, bywal na ucztach, które wydawali na jego czesc miejscowi chlopi, bral udzial w nabozenstwach odprawianych przez wielbicieli. Dla wladz mial nazwisko Józef Bachlinski, dla ludu byl Mikolajem II. Pobyt cara w Puchlach skonczyl sie tym, iż pewnego ranka, jak pisze Marczuk, ?soltys i kilka osób oswiadczyli carowi, iz ma niezwlocznie opuscic Puchly, a jezeli spróbuje tu wrócic, zostanie wrzucony do rzeki pod lód".
      W koncu lat trzydziestych Bachlinski przeniósl sie za Grodno i tam zywota dokonal, Bachlinska zas wrócila do Wojszek, przebywala tam do roku 1944, po czym wyjechala wraz z ustepujacym okupantem.
      Diak Marczuk stwierdzil z melancholia, iz mimo niepowodzenia carskiej misji w parafii Puchly ?wiara w to, ze car Mikolaj zyje i bedzie jeszcze panowal, trzyma się mocno sekciarzy, wierza tez, ze za Jego panowania beda piastowac wysokie stanowiska panstwowe i otrzymaja bogate nadania ziemi".
      Ale czy to nadzieja na otrzymanie bezplatnej ziemi i ministerialnych stanowisk byla glównym podlozem wiary nikolajowców? Nie sadze. Chlopi darza na ogól sentymentem królów i cesarzy, jest w nich bowiem zawsze cos z legendy i cos z postawy ojca-gospodarza. Zwlaszcza wtedy chetnie wspominaja ?dobre carskie czasy", gdy oni ? carowie - odejda w bezpowrotna przeszlosc.
      Zapominaja ludzie o tym, ze wcale nie mieli wiecej ziemi, krów, pieniedzy, ze zyli biedniej, pracowali ciezej.
      Car-batiuszka byl symbolem chlopskiego patriarchalizmu i gwarantem jego trwalosci. Swiat chlopskiego zycia byl poza historia, wszystko, z czym mial tu czlowiek do czynienia, bylo w jego pojeciu dane na poczatku swiata i nie moglo ulec zmianie do jego konca. Stare zwyczaje, obrzedy, mity i legendy, sposoby gospodarowania i wypoczynku, lad spoleczny i porzadek kosmosu ? wszystko to by?o w rozumieniu chlopów stare jak swiat. Ubogo bylo i nedznie, to fakt. Ale za to pewnie. Chlop robil swoje, pan ? swoje, pop ? swoje; kazdy zyl, pracowal, bawil się i umieral tak, jak nakazywal jego stan, obyczaj i madrosc ojców. W micie, legendzie i prymitywnej wiedzy o swiecie zawarte byly wyjasnienia i uzasadnienia wszystkiego co moglo sie wydarzyc.
      Z odejsciem cara na oczach ludzkich zaczely się dziac rzeczy, które nie miescily się w niezmiennym chlopskim schemacie. Czas niosl brzemienne w skutki wydarzenia, nie majace swych pierwowzorów w ludowych mitach: wojna, rewolucja, glód, utrata wiary ojcow, nihilizm mlodziezy, upadek starych obyczajow i obrzedów, zatracenie się calego i tradycyjnego ksztaltu zycia chlopskiego. Chaos. Chaos jest nie do zniesienia na dluzsza mete. Nalezy go uporzadkowac. Zdarzenia ulozyc w szeregi, powiazac nicia zaleznosci i poszukac swego miejsca w tym porzadku. Wydarzenia, które nastepuja, maja swa chronologie, swój kierunek, ukladaja sie w lancuch przyczyn i skutków. Sa historia.
      Slowo ?historia" raz po raz trafia ?pod strzechy". Jego tresc nie jest juz tak obca jak kilkadziesiat lat temu. Ludzie bacznie rozgladaja sie dokola, uwaznie szukaja osób. które moglyby byc heroldami historii.
      O historii prawi chlopom zgromadzonym w Bonifaciukowej chacie nowo objawiony car ? Bachlinski. Nie ukrywa, ze on sam tez jest historia. Jest tym, wokól którego porzadkuja sie zdarzenia. Obcujac z nim, obcowalo sie z historia. Dotykajac jego zabloconych ?szat", dotykalo sie historii. Kto sluchal Bachlinskiego, nie byl juz zagubiona w chaosie swiata drobinka, ale czlowiekiem, który dotyka historii w jej konkretnym, widomym ksztalcie.
      Wkrótce czterdziesci kilometrów dalej pojawil sie w Ostrowiu kolo Grzybowszczyzny drugi car Mikolaj. Tez byl wlóczega z szerokiego swiata, ale nazywal sie... Mikolaj Regis. Carskie imie oraz nazwisko kojarzace sie jakos z królewskoscia, tajemnicze pochodzenie, znajomosc swiata i ludzi, to wystarczylo, aby powstala legenda.. Nie przeszkadzalo zwolennikom nawet to, ze Regis byl czlowiekiem starym i... wiecznie pijanym.
      Zreszta w tym samym czasie gdy car Mikolaj ? Bachli?ski ? skladal wizyte w Cieluszkach, dzialal tam juz syn cesarza Wilhelma: obiecywal odbudowac niemieckie cesarstwo ze stolica w... Cieluszkach.
      Pare lat temu zawitalem do domu Bonifaciukow, aby dowiedziec sie czegos o carze.
      ? Pan w jakiej sprawie? ? spytala mnie oficjalnym tonem Bonifaciukowa.
      ? Ja bez sprawy -? próbowalem zartowac ? ot, chcialem porozmawia? ? zbagatelizowalem wlasna wizyte.
      ? Porozmawiac? ? zdziwila sie kobieta. Odstawila na bok garnki i wprowadzila mnie do pokoju. ? Porozmawiac... ? powtarzala ze zdziwieniem. ? A o czym pan chce ze mna rozmawiac?
      - Tu u was mieszkal kiedys car Mikolaj...
      - Car Mikolaj? ? dziwi sie kobieta.
      - Tak car Mikolaj.
      Kobieta marszczy brwi, udajac ze się namysla. Po chwili mowi:
      - Nie car Mikolaj u mnie nie mieszkal.
      - Sasiedzi mo
      • Gość: dana33 Re: a teraz będzie niekoniecznie po kolei, ale... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 29.10.03, 22:18
        nuuuu? co sasiedzi mowia???? :)
        • Gość: babariba a wiesz danuś, że takie 'różne' to mi latają? IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 22:30
          na forum byłem już żydem, arabkiem, komunistą, pijakiem...
          A co gorsza niektórzy posądzają mnie, że do Anonimowych Alkoholików prztystąpiłem.
          Zaraz tu znowu cos ładnego naślę
          • Gość: dana33 Re: a wiesz danuś, że takie 'różne' to mi latają? IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 29.10.03, 23:04
            nie, nie.... ales mnie rozsmieszyl... ja tylko skonczylam to zdanie na ktorym
            urwales watek o carycy......
          • czerwonymblaskiemotoczona Re: a wiesz danuś, że takie 'różne' to mi latają? 29.10.03, 23:44
            Gość portalu: babariba napisał(a):

            > na forum byłem już żydem, arabkiem, komunistą, pijakiem...
            > A co gorsza niektórzy posądzają mnie, że do Anonimowych Alkoholików
            prztystąpił
            > em.

            A gdyby bylo "niepotrzebne skreslic" potrzebowalbys cos do pisania ?
            • Gość: babariba Re: a wiesz danuś, że takie 'różne' to mi latają? IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 23:53
              czerwonymblaskiemotoczona napisała:
              (...)
              > A gdyby bylo "niepotrzebne skreslic" potrzebowalbys cos do pisania ?
              **********
              ja niekoniecznie, ale wielu tu jak nie przylepi do wszystkieko metki, to nie wie z której strony ma przód, a z której tył
              pzdr
              • czerwonymblaskiemotoczona Re: a wiesz danuś, że takie 'różne' to mi latają? 30.10.03, 00:03
                Gość portalu: babariba napisał(a):

                > czerwonymblaskiemotoczona napisała:
                > (...)
                > > A gdyby bylo "niepotrzebne skreslic" potrzebowalbys cos do pisania ?
                > **********
                > ja niekoniecznie, ale wielu tu jak nie przylepi do wszystkieko metki, to nie
                wi
                > e z której strony ma przód, a z której tył
                > pzdr

                Prawda to babaribo.Prawda.
                I jak tu w takiej sytuacji "Rozkosznie prezyc swe ramiona"
                • Gość: babariba jeśliś 'niedosycona' IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 08:53
                  zawsze coś na to poradzić się da...
                  *****
                  czerwonymblaskiemotoczona napisała:
                  Prawda to babaribo.Prawda.
                  I jak tu w takiej sytuacji "Rozkosznie prezyc swe ramiona"
    • Gość: babariba a teraz, żeby nudno nie było... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 22:46
      ISLAM, POJĘCIA PODSTAWOWE
      Tersify - to komentarze do Koranu istniejące w kulturze muzułmańskiej, w tym też w kulturze Tatarów polskich. U Tatarów litewsko - polskich były to rękopiśmienne, oprawne w skórę tomy zawierające pisane atramentem z szafranu na pergaminie teksty Koranu w sposób linearny, a pod nimi ukośnie komentarze i tłumaczenia tekstów Objawienia w języku polskim lub częściej białoruskim;

      Teżwidy - to podręczniki nauki czytania Koranu, zawierające wskazówki dotyczące intonacji, pauz, sposobów czytania i atrykulacji dźwięków języka arabskiego, właściwości dźwiękowych Koranu;

      Kitaby - słowo ?kitab? oznacza w języku arabskim po prostu książkę. W literaturze Tatarów polsko litewskich były to zbiory różnorakiej treści, na kształt staropolskiego gatunku ?ogrodów?, zawierające umoralniające opowieści, historie z życia Muhammada i innych proroków, legendy i podania religijne, wiersze, magiczne przepisy, dzieje władców tatarskich, objaśnienia dogmatów wiary i zasad modlitwy, lokalne nieraz podania, przypowieści, legendy i historie;

      Chamaiły - (z arabskiego - ?coś, co się nosi przy sobie?) - to modlitewniki zawierające najczęściej używane modlitwy, porządek pięciokrotnych modlitw - namazów i modlitwy proszalne - dua, wyjaśnienia religijnych obrządków - tych najbardziej popularnych i codziennych. W chamaiłach zawarte były wskazówki dotyczące przeprowadzenia obrządków i uroczystości - ślubu (nikach), nadania dziecku imienia (azan), a także pogrzebu. W chamaiłach znajdowały się też różnego rodzaju informacje dotyczące religii lub nawet praktyki życia codziennego;

      Medrese - to arabskie słowo pochodzące od rzeczownika ?ders? oznaczającego lekcję. Medrese to miejsce, w którym udziela się lekcji. Medresy były fundacjami religijnymi funkcjonującymi przy większych meczetach. Składały się z uczniów (studentów), którzy skupiali się wokół sławnego, czy też znanego z poziomu nauczania lub interpretacji zasad prawa religijnego - nauczyciela (mistrza), który miewał pomocników (asystentów). Liczba uczniów wahała się od kilku do kilkudziesięciu w przypadku medres tatarskich (na Krymie i Powołżu) lub też i kilkuset w przypadku dużych medres w Turcji, czy Bucharze, w których nauczało od kilku do kilkudziesięciu nauczycieli (profesorów). Nauka polegała w zasadzie na swego rodzaju trybie indywidualnym. Nie było określonego limitu czasowego na opanowanie materiału objętego programem nauczania. Uczeń (student) przystępował do egzaminów końcowych wtedy, gdy uznał swój poziom wiedzy za wystarczający. Nauka polegała na roztrząsaniu komentarzy do klasycznych traktatów religijnych. Mistrzowie i studenci utrzymywali się z religijnych darowizn, a nauczyciele dodatkowo z opłat wnoszonych przez uczniów. Ci z kolei - jeśli nie byli zamożni - świadczyli ?usługi religijne? miejscowej ludności, lub też służąc umiejętnością czytania i pisania - i w ten sposób zarabiając na naukę i utrzymanie.
      • Gość: dana33 Re: a teraz, żeby nudno nie było... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 29.10.03, 23:02
        nu, to bylo znow cos nowego.....
        rozumiesz, ja to malo co o koranie wiem, moja wielka "wiedze" to mam od dzieci
        albo od mojej sprzataczki. ja to w posce wychowana, jak wiesz, my to sie
        musielismy uczyc rosyjskiego, jak pamietasz. a moje dzieciaki to sie w szkole
        uczyly i ta najmlodsza ciagle jeszcze arabskiego. to one wiecej wiedza niz ja.
        nie tylko w arabskim.... jak to powiedzial kiedys satyryk israelski: israel to
        jedyny kraj, gdzie matki ucza sie jezyka ojczystego od swoich dzieci....
        nu, tak ze mi cos w zrozumialym jezyku doslales do dalszego ksztalcenia: w
        nastepnym tygodniu zakije sie zdziwi, ze cos wiem o tych rzeczach....:)
        a co ze strona sokolki?
        • Gość: babariba spiesze ci wiedze uzupelnic... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 23:22
          jest to kawałek trzeciej części tego tekstu, jak się 'sprężę" znajdę także dwie poprzednie
          pzdr
          **********
          Joanna Kuwicka - Kamińska
          Bóg Chrześcijan i Bóg Muzułmanów
          Analiza semantyczna koranicznychi biblijnych określeń Boga: miłosierny, litościwy
          Określenia: miłosierny, litościwy należałoby odnieść także do stworzonego przez Boga świata, patrząc nań z pozycji transcendentnej i immanentnej.
          W tłumaczeniu Bielawskiego ?zewnętrzny aspekt Bożego miłosierdzia? jest konsekwentnie wyrażany przez użycie przymiotnika: miłosierny, a wewnętrzny przez użycie przymiotnika: litościwy, natomiast w Koranie Buczackiego zdarza się często mieszanie ze sobą tych pojęć, prowadzące do niekonsekwencji w precyzowaniu ich znaczeń.
          Na konkretnych przykładach można wskazać na wypływające z kontekstu znaczenie obydwu tych leksemów.
          Relacja: Bóg - świat stworzony: ,,On stworzył niebo i ziemię w dniach sześciu, a potem zasiadł na swoim Tronie. On jest miłosierny" KTB(XXV, 59); por. ?On jest Tym , który stworzył niebiosa i ziemię, i to, co jest między nimi - w ciągu sześciu dni. Potem umocnił się na tronie - Miłosierny? KB(XXV, 59); ?Wszystkie Jego dzieła są doskonałe? KTB(LXVII, 3); por. ?Nie widzisz w tworzeniu Miłosiernego żadnej dysproporcji? KB(LXVII, 3)
          Ciekawe przykłady, ukazujące całe dzieło stworzenia dostarcza tekst sury LV, zatytułowanej: ?Miłosierny?. Oto kilka z nich: ?Trawy i drzewa wybijają pokłony i niebo - On wzniósł je i ustawił wagę, abyście ważąc nie oszukiwali? KB(LV, 6-8); ?I ziemię - On ją rozpostarł dla stworzeń. Na niej są owoce i palmy z wiechami, ziarna w kłosach i rośliny aromatyczne? KB(LV, 10-12); ?On puścił wolno dwa morza, aby mogły się spotkać; między nimi jest przegroda, której nie przekraczają? KB(LV, 19-20); ?On każdego dnia tworzy jakieś dzieło? KB(LV, 29).
          Relacja: Bóg - człowiek (aspekt zewnętrzny i wewnętrzny tej sytuacji). Niezwykle często Bóg przebacza i okazuje swą litość tym, którzy zawrócili z drogi grzechu, czyli skierowali swoje serce ku Bogu: ?Przebaczę wszystkim tym, którzy dostąpiwszy błędu, poprawiają się, wyznają prawdę, albowiem litościwy i miłosierny jestem? KTB(II, 155); por.: ?...którzy się nawrócili i poprawili, i jasno to ukazali. Ku tym Ja się zwracam. Ja jestem Przebaczający, Litościwy!? KB(II, 160).
          Bóg okazuje swoje miłosierdzie tym, którzy dobrze postępują i są zawsze blisko Niego: ?Wierni, którzy opuszczą ojczyznę swoją i walczyć będą za wiarę, będą mieli prawo spodziewać się miłosierdzia Bożego, bo Bóg jest miłosierny i wynagradzający? KTB(II, 215); por.: ,,Zaprawdę, ci, którzy uwierzyli i którzy wywędrowali razem, i którzy walczyli na drodze Boga, spodziewają się miłosierdzia Boga. A Bóg jest przebaczający, litościwy!? KB(II, 218).
          Poprzez liczne cuda, przez zesłanie Koranu, Bóg daje znaki swojej obecności, mające prowadzić do nawrócenia.
          Jest to także wynik Jego miłosierdzia: ,,Moja wspaniałość jaśnieje zewsząd, lecz większa część nie ma wiary. Pan twój jest Wszechmogącym i Miłosiernym? KTB(XXVI, 7-8); por. ,,Zaprawdę, w tym jest znak, lecz większość z nich nie wierzy! I zaprawdę, twój Pan jest Potężny, Litościwy!? KB(XXVI, 8-9).
          W szczególny sposób Bóg okazuje miłosierdzie swoim wybranym, którym przebacza winy (KB(LXVI, 1) i pomaga w sporach z innymi ludźmi (KB;XLVI, 8) oraz zabiera do miejsca wiecznej szczęśliwości - do raju KB(XLI, 50).
          Bóg obdarza jednak swoim miłosierdziem tego, kogo wybierze: ?On przebacza, komu chce, i On karze tego, kogo chce. Bóg jest przebaczający, litościwy? KB(XLVIII, 114)
          Wobec grzeszników jest Bogiem karzącym, wobec wiernych natomiast jest pełen miłosierdzia: ,,...pamiętajcie, że zemsta w Jego jest ręku, lecz On pobłażający i miłosiemy? KTB(V, 98); por. ?Wiedzcie, że Bóg jest straszny w karaniu, i że Bóg jest przebaczający, litościwy!? KB(V, 98).
          Przymioty Boga: miłosierny, litościwy występują również we wcześniejszych niż przekłady Buczackiego i Bielawskiego pismach.
          W ,,Wykładzie wiary machometańskiej czyli iślamskiej" Józefa Sobolewskiego z 1830 roku występuje zwrot: ,,W Imię Litościwego i Miłosiernego Boga?, znany z omawianych już przekładów Koranu. W rozdziale pierwszym, zatytułowanym: ,,O Bogu? autor wyjaśnia znaczenie określeń Boga. Nazywa je przymiotami i wśród nich wymienia te, które jego zdaniem są nierozerwalnie związane z istotą Boga: ?Słowem, że Najwyższy w istocie ma własne przymioty, które od wieków bez podziału i odmiany trwają; te zaś nie są nim samym, ani się różnią od niego: tym sposobem jeden przymiot połączą się z drugim jako życie z wiadomością a ta z siłą; te zaś przymioty, są: życie, wiadomość, moc, wola, słuch, wzrok, mowa, wieczność, tak we względzie początku jako i końca, stworzenie, sztuka, wskrzeszenie, zabicie; stworzenie rzeczy i ich wyprowadzenie, mądrość, rada, prowadzenie do dobrego i złego, odwet, nagroda, kara, łaska, litość i zwycięstwo?.
          Występują tu więc pojęcia: łaska i litość. Następnie autor dodaje: ?Ludzie! służcie Panu swemu, któremu swą istność winni jesteście, i którego tworem przodkowie wasi byli. Bójcie się Boga; On to wam ziemię za łoże a niebo za sklepienie zgotował. Bóg jest nieograniczonej dobroci, któż prócz Boga jest waszym obrońcą? Któż was wspomaga? Nie jest On nigdy niesprawiedliwym naprzeciw ludziom, zawsze jest dobroczynnym, i pełen litości?.
          Pojęcia: łaska, litość, czynienie dobra wiążą się w tym kontekście z Bożą sprawiedliwością stawiającą człowiekowi określone warunki. Występowały już one w przekładach Buczackiego i Bielawskiego. Były to: bojaźń, służba i posłuszeństwo wobec Boga, który jest sprawiedliwy i okazuje swą łaskę, litość, dobroć. Przy tym pojęcie: łaska jest bardzo bliskie pojęciom: ułaskawienie, zlitowanie się, przebaczenie.
          Inny zabytek, a mianowicie tefsir z 1725 roku rozpoczyna się od słów: ?V ima Boga laskavago miloserdnego? (I, 1). Występuje tu więc: łaskawy, a nie litościwy. Tak też jest w wersie trzecim: ,,Najlepsza chvala Bogu, Panu próvizoróvi swata, laskawemu, miloserdnemu? (transkrypcja według G. M. Mereditha - Owensa i Alexandra Nadsona w: The Byelorussian Tartars and fheir Writings, w: The Journaf of Byelorussian Studies, s. 170). Natomiast wers trzeci w tłumaczeniu Bielawskiego brzmi: ?Chwała Bogu, Panu światów, Miłosiernemu, Litościwemu? (I, 2-3)
          Porównując tłumaczenia Buczackiego i Bielawskiego trudno znaleźć występowanie określenia: litościwy zamiast łaskawy i na odwrót. Zdarza się jednak, iż pojęciu: łaskawy w Koranie Buczackiego odpowiada przebaczający w przekładzie Bielawskiego, np.: ,,Opowiadaj sługom moim łaskawość i miłosierdzie? KTB(XV, 49); ,,Obwieść Moim sługom, iż Ja jestem Przebaczający, Litościwy!? KB (XV, 49).
          W Biblii Jakuba Wujka jest sytuacja analogiczna do tej, która występuje w tefsirze z 1725 roku. Można tu również spotkać: łaskawy, podczas gdy w tym samym miejscu, w Biblii Tysiąclecia jest litościwy, np.: ?...Panujący, Panie, Boże, miłosierny i łaskawy, cierpliwy mnogiej litości i prawdziwy, który zachowujesz miłosierdzie na tysiące...? BJW(Wj 34,6); por.: ?...Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia,..." BT(Wj 34,6)
          Sytuacja opisana w Starym Testamencie wiąże się z przebaczeniem win i grzechów przez Boga, jak również z koniecznością poniesienia zasłużonej kary przez grzeszników.
          Ważne jest tu właściwe rozumienie pojęcia: łaska. Jest ona bowiem uwarunkowana postawą człowieka wobec Boga. Tak więc znaczenie łaski w Koranie i Starym Testamencie jest zbliżone - wymaga bowiem spełnienia określonych warunków.
          W Nowym Testamencie mamy już inne znaczenie łaski: ,,W osobie Chrystusa ,,przyszła do nas łaska i prawda? (J1, 17); ujrzeliśmy je (J1, 14) i zaraz rozpoznaliśmy Boga w Jego Synu Jednorodzonym (J1, 18). Podobnie jak poznaliśmy, że ,,Bóg jest Miłością? (1J4,8n), tak też patrząc na Jezusa Chrystusa łatwo poznajemy, że Jego działanie jest łaską (Tt2,11) (...).
          Bóg wybrał tego, który był jego nieprzyjacielem, ułaskawił potępionego: ,,Kiedyśmy byli sła
    • Gość: babariba i już dzisiaj na dobranoc... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.10.03, 23:36
      ...bo o proroku Ilii opowiadana Pawluczukiem jutro się historia snuć będzie dalej...
      *****
      Sylwester Milczarek
      CHAMAIŁ ACHMIECIA
      Ali Bajramowicz i jego żona Lajla są nauczycielami koranicznej szkółki w małym miasteczku. Lajla w bajram zgubiła hramotkę i poważnie rozchorowała się na febrę.
      Ali udaje się z prośbą o pomoc do słynnego nie tylko w najbliższej okolicy mołły Achmeta Bogdanowicza. Imam Achmet ma wielkie poważanie w swojej parafii i wśród ludu tatarskiego Nikt jak on nie zna Koranu, hadisów i życia Resiula. Żaden chatyb od Białegostoku do Wilna nie przemawia tak pięknie w piątki na chutbie. Odbył też dwa razy hadżdż do Mekki.
      A ponadto wszyscy w koło wiedzą, że imam jest wielkim fałdziejem - siufkanem. Ludzie opowiadali sobie, jak to chrześcijańskie hakimy nie potrafiły wyleczyć Sulejmana Chazbijewicza z trądu, a imam Achmet dokonał tego.
      Ali z imamem udają się do chorej i rozpoczyna się magiczna kuracja. Imam otwiera Alfurkan i zaczyna piać nijaty. Wkrótce diagnoza jest gotowa: ?poznałem chorobę - powiedział fałdziej - podług fałdu siedmioplanetnego to Fierej zwłóczył Lajlę. Musiała przechodzić koło krześcijańskiej świątnicy. Zły dżin tam czyhał, co świadczył przed dżumą sieka, bo mu wodę z cebrzyka wylał?.
      Achmieć pochyla się nad chorą i mówi: ?ach ty Fierej, żeby ciebie cholera dopadła. Lajla przez ciebie gore. Lajla gore. Febra. Trząsca! Wyjdź z Lajli z uryną! Niech ją trząsca opuści! Jeśli ty z Lajli nie wyjdziesz, to przeklinam cię na pierścień i siedem pieczęci Sulejmana, że Ałłah ciebie pokinie w jedno piekło z Niemrodem, Szejtanem i wszystkimi złymi dżinami. Mówi ci to fałdziej - siufkan Achmieć?.
      Potem wyjmuje skórzany mieszek, rozsznurowuje go i trzema palcami szczypta po szczypcie wyjmuje z niego tartą brzozową korę, zmielone zmieszane z nią zioła i strój bobrowy. Wsypuje leki do kubka i miesza je z przyniesioną przez Alego wodą. Dodaje do kubka wyjętą z mieszka nuskę i obracając kubek wypowiada najładniejsze z dziewięćdziesięciu imion Ałłaha - "el halim", czyli łagodzący...
      Mołła wreszcie zajrzał do Lajli kubka z nuskami. Podszedł do niej, jedną ręką ujął za tył głowy i lekko ją uniósł. Drugą ręką podał jej do picia naczynie z lekiem. Chora wypiła kilka łyków. Potem jeszcze kilka. Następnie z kubka usunął zawartość i wlał tam buzę. Podał do wypicia Lajli, a ona opróżniła go do dna.
      - Ali przyjrzyj się uważnie. Teraz będzie kurzenie - powiedział fałdziej. Rozwinął sztukę zielonego płótna i wziął do ręki modlitewnik. Pocałował go. Przymknął oczy i trzymając go przed sobą obrócił się z nim kilka razy. Potem zrobił kilka przysiadów i znów obrócił się.
      Ali spojrzał na chamaił. Była to nieduża książeczka, oprawna w cienką cielęcą skórę, zdobiona na okładce w złote floresy i arabeski.
      Achmieć zatrzymał się i otworzył chamaił. Równe rzędy arabskiego pisma stanowiły harmonię i nadawały obrzędowi orientalny koloryt. Czarne pismo miejscami przerywane było wyrazami pisanymi czerwonym atramentem.
      Fałdziej przerzucał kartki chamaiłu, by wreszcie energicznym ruchem jedną wyrwać. - Aj! stęknął Ali. Achmieć odłożył chamaił na stół, kartkę zwinął w rulon i zapalił przystawiając go do świecy. Płomień zdmuchnął. Obfity dym wydostawał się z wnętrza rurki. Tym dymem siedem razy odkurzył Lajlę. Resztkę rzucił na podłogę i przydeptał. - Tfuj! Fierej ujdzie i więcej nie wróci - powiedział.
      Zasiedli znowu do piwa. Pili powoli i gwarzyli o miusiulmańskich sprawach. Ali poprosił fałdzieja by mu pokazał chamaił. Ten zezwolił mu go obejrzeć.
      Ali ostrożnie przerzucał kartki, aż wreszcie doszedł do ostatniej strony. Przeczytał napis na wewnętrznej stronie:
      ?Chamaił Achmiecia Bogdanowicza,
      A kto ten chamaił ukradnie
      Tego Ałłah ukarze przykładnie
      Będzie krzyczał aj, aj, aj!!!
      A ja powiem,
      Oddaj, oddaj!
      W Imię Boga Litościwego i Miłosiernego
      Kto chamaił ukradnie
      Temu kara nie przepadnie
      To pewne?.
      Poniżej wypisane były słowa Resiula :
      ?Nie rozsiewajcie zła na ziemi przez przestępstwa?
      Ali odłożył chamaił na zielone płótno. Długo pili jeszcze buzę. Omawiali potrawy na najbliższy Bajram... pilaw z baraniny, bielusz z gęsi i baklawę, które miał sporządzić Ali.
      Przed wieczorem Lajla poczuła się lepiej. Kryzys minął i wstała z łóżka za potrzebą. Trząsca minęła. Poprosiła o szubę.
      Dziękowaniu nie było końca.
      Była już noc, kiedy fałdziej wyszedł z domu Alija. Ten krzyczał za nim w ciemność: ?Oby Ałłah przedłużył życie i pomnażał szczęście Twoje...?
      ***
      Polska kultura ma wielowątkowy charakter. Miały na nią wpływ także elementy kulturowe nacji orientalnych zamieszkujących ziemie polskie. Tatarzy polscy, (muzułmanie) zamieszkiwali połacie północno-wschodniej Rzeczypospolitej.
      Właśnie na tych terenach rozgrywa się akcja opowiadania. Lud tatarski spokojny, pracowity, sprawiedliwy, wierny wobec ojczyzny, przejął w ciągu sześciuset lat zamieszkiwania tego terenu, wiele elementów kulturowych sąsiadów.
      Przecież na codzień, w tyglu religii i kultur muzułmanie spotykali się z chrześcijanami zachodnimi i wschodnimi, Żydami, Karaimami i innymi. Sami nie utracili całkowicie więzi z szamaństwem. Ten konglomerat cech zwany jest ?endemiczną kulturą muzułmanów polskich?.
      Muzułmanie polscy nazywali siebie muślimami. Mieli swój specyficzny język. Wiele słów z języka rytualnego świętych ksiąg, z języka arabskiego, tureckiego i wreszcie z żywiołu białoruskiego, przeniknęło do polszczyzny Tatarów polskich. Poniżej zamieszczam szczątki językowe Tatarów polskich występujące w opowiadaniu, z objaśnieniem i genezą słowa (o ile jest to możliwe):
      Achmet - turecka forma arabskiego Muhammad w wymowie muślimów Achmieć; Alejkium s-sielam - odpowiedź na pozdrowienie: sielam alejkium (arabskie alsalam alejkum); Alkoran, Alfurkan - inne nazwy Koranu; Atuchno - ojcze (tatarskie - ata); Ajety kuranne - wersety z Koranu (arab. - ajat); Babam - ojcze mój (tur. baba - ojciec); Bajram - święto; Bardak - naczynie, dzban (tur. - bardak); Buza - piwo z prosa; Bałaguła - powożący (po żydowsku - woźnica); Baklawa - tłuste i słodkie ciasto zawijane w tubkę, potrawa świąteczna; Chajrułłah - pozdrowienie po kichnięciu, ?na zdrowie?; Charamowe rieczy czyli czynności zakazane przez szariat, prawo koraniczne; Chatyb - piątkowy mówca w meczecie katedralnym tzw. dżamiji; Dżamia meczet (ar. dżami - większy meczet, w którym w piątki odbywają się tzw. chutby, czyli modlitwy za panujących), niektóre z polskich 17 meczetów międzywojnia nazwano dżamia; Dżuma - u muzułmanów piąty z kolei dzień tygodnia, odpowiednik naszej niedzieli; Fał krukowy - wróżba z zachowania się kruka (ornitomancja). Opisane zachowanie się wróżyły według chamaiłów polskotatarskich szczęście. W chamaiłach znajduje się też duał - specjalne modlitwy dla odpędzenia z cmentarza gawronów, wron, kawek; Fez - z tur. nakrycie głowy w kształcie ściętego stożka; Fałdziej, wymawiano też fałdżej - wróżbiaż, ale i znachor (fałdziej - siufkacz); Fierej - zły duch; Hadżdża - pielgrzymka do Mekki (lub Bekki, to jest inna nazwa Mekki). Podobno w okresie międzywojennym na Wileńszczyźnie zdarzały się pojedyncze przypadki trądu (lepra) przywleczone z Bliskiego Wschodu przez Tatarów pielgrzymów; Hadisy - słowa wypowiedziane przez Proroka Mahometa, które znalazły się poza Koranem; Hidżra - początek ery u muzułmanów; Hramotka - talizman, zwitek papieru z magiczną regułą napisaną w języku arabskim, którą muzułmanin nosił zawsze przy sobie; Hodży - nauczyciel religii, hodżyna - nauczycielka; Jehudczyk - Żyd (a arabskiego jahudi); Inszałłah - Bóg tak chce; Isa - Jezus; Kitabułłah - Koran (ar.: kitab - księga, Allah - Bóg, czyli Księga Boga); Kur'an - w wymowie Tatarów polskich - Koran, kuranne - koraniczne; Lahi - uroczyste modły u polskich Tatarów z okazji ukończenia czytania Koranu przez ucznia; Michrab - wnęka w meczecie, której przednią ścianą jest tzw. Kibla tj. strona wskazującą Mekkę; Mełamed - żydowski nauczyciel; Mektab - szkoła koraniczny (tur. mektab); Mufti - zwierzchnik autokefalicznego ?kościoła? muzułmański
      • Gość: dana33 Re: i już dzisiaj na dobranoc... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 29.10.03, 23:39
        dzieki ogromne.... poczytam to juz jutro z poranna kawka w biurze )a po co sie
        ma biuro, nie?) dobranoc
    • Gość: babariba a po to, by wątek jeszcze bardzie 'ubogacić'... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 08:49
      ...teraz bedzie sygnal o fascynującej historii w pobliżu fukcjonujących jezuitów.
      Ja babariba, bezbożnik wam to mówię.
      **********
      KUNDZIN
      Powstanie Kundzina wiąże się z prowadzonym w końcu XV i w początkach XVI wieku osiedlaniem ziem wzdłuż rzeczki Łosośny i drogi z Grodna przez puszczę do Tykocina i dalej do Korony. Po nadaniu ziem Waśkowi (Wasilowi) Doroszkiewiczowi, przodkowi rodu Boufałłów (Łosośna i Wołkusz) Aleksander Jagielończyk nadał około roku 1504 bojarowi Piotrowi Kundzie 4 wiorsty wzdłuż i 3 wiorsty wszerz w puszczy nad rzeką Łosośną za granicą Waszka Doroszkiewicza, od tej rzeczki do jeziorka Pohannego. Nadanie to zatwierdził Zygmunt I przywilejem wystawionym w Mińsku 15 sierpnia 1507r. W ciągu lat w trakcie stopniowego karczowania tych 12 wiorst kwadratowych puszczy powstał po nadaniu tym nie tylko dwór Kundzin ale także przyna-leżne do niego wsie: Ogrodniki (osada ludzi obsługujących dwór i pola folwarczne), Zadworzany, Popławce, Orłowicze (wieś bojarów kundzińskich z rodu Orłowiczów). Kiedy powstała każda z tych wsi nie wiadomo. Orłowicze są w XVI w. zapewne więc i inne wsie powstały w tym wieku. Chyba później do dóbr Kundzin weszły Daygucie (w pocz. XIX lub w końcu XVII. powstał folwark Boufałowo) bo jeszcze w roku 1559 ostęp puszczański Dojgutiew należał do królewskiej puszczy Molawickiej.
      Po śmierci Piotra Kundy dwór Kundzin z majętnością odziedziczyła jego córka Zofia Piotrówna Kundzianka, która wniosła go w posagu swemu mężowi Pawłowi Jurewiczowi Zielepusze dworzaninowi królewskiemu - chorążemu bielskiemu synowi Jurija Jackiewicza Zielepuchy, (zielepucha po białorusku: niedojrzały owoc), namiestnikowi molawickiego, kwasowskiego i żerosław-skiego. Zielepuchowie prowadzili dalej zagospodarowanie dóbr. Paweł Zielepucha, chcąc zbudo-wać młyn na rzece Łosośnie, stanowiącej granicę dóbr, kupił kawałek drugiego brzegu tej rzeki od osoczników królewskich Wojnacha i Artimca Bolszewiczów (właściwie Olszewiczów). Młyn ten wywołał jakieś spory jeśli zaszła konieczność przysłania Wojciecha Trzebskiego, jako komisarza królowej Bony, który przyznał własność młyna, a zapewne ziem zalanych przez staw młyński Zielepusze.
      W roku 1541 na polecenie królowej Bony, posesorki m. in. dworu Malawica, jej komisarze Hriszko i chorąży grodzieński Jan Mikołajewicz Tołoczko, zbadali, wymierzyli i opisali granicę dóbr Kundzin. Według ich opisu wpisanego do ksiąg grodzieńskich: granica dóbr Kundzin biegnie od rzeki Łosośna wzdłuż granicy Doroszkiewiczów (t. j. dóbr Łosośna i Wołkusz) w kierunku jeziorka Pohanego do drogi goniądzkiej, następnie wzdłuż tej drogi do granicy sokołdzkiej i dalej wzdłuż tej granicy do granicy molawickiej, skąd kierowała się w dół rzeki Łosośny suchym brzegiem wzdłuż granicy Doroszkiewiczów, zostawiajając błoto po stronie molawickiej.
      Pawła Zielepuchę spotyka się kilkakrotnie w wydanych drukiem księgach ziemskich gro-dzieńskich w latach 1539-1541. Zasiadał on kilkakrotnie w sądzie jako asesor, m. im. w 1539 roku w sprawach Mikołaja Paca, łowczego litewskiego. W 1540 roku Paweł, złotnik grodzieński, pozywał Zielepuchę o 17 gr. srebra.
      Bezdzietni Zielepuchowie aktem wystawionym w Mostach 6.05.1548 roku usynowili swego krewnego Stanisława Bartłomiejawicza Gintowtowicza Dziewałtowskiego, któremu 11.05.1548 roku zapisali 1/3 dóbr Kundzin, a dalsze dwie części dali w zastaw za 400 kop gr. Król akty te równocześnie potwierdził. Dziewałtowski w nieznanym mi roku po śmierci Zielepuchow przejął ich dobra. Jak wydają się wskazywać poniższe sprawy nie był spokoj-nym sąsiadem.
      W roku 1556 Dziewałtowski oskarżył Mikołaja Dereżyńskiego, bojara powiatu grodzień-skiego, że ten pojmał i kazał powiesić jego bojara Kuryła Orłowicza, który był wysłany na Podlasze po zakup pewnych rzeczy. W roku 1558 Dziewałtowski oskarżał Stanisława Bartoszewicza i Michała Pisarczyka - służebników Bieniasza Młynskiego, namiestnika molawickiego, o pobicie pani Marcinowej jego matki (chyba teściowej). Dziewałtowski, dworzanin królewski, zwany Skoczkiem (bo był miernikiem), brał udział w wielkiej reformie gospodarczej, zwanej pomiarą włóczną, w dobrach królewskich. By zwierzchnikiem mierników królewskich na Podlaszu. W cza-sie przeprowadzania pomiarów i przesiedlania chłopów (z rozproszonego osadnictwa tworzono zwarte wsie) źle się z nimi obchodzono.
      Napływające do króla skargi spowodowały, że Zygmunt August zabrał mu dobra Kundzin ale za wstawiennictwem możnych panów zwrócił mu je i wystawił 16.03.1561 roku przywilej po-twierdzający posiadanie dóbr Kundzin. Jednak w nieznanym mi czasie dobra Kundzin przeszły w ręce królewskie. Dwór Kundzin stał się jedną z myśliwskich rezydencji krolewskich. Bywał w nim król Stefan Batory, który zamierzając zafundować Kolegium Jezuitów w Grodnie przeznaczył na jego uposażenie dobra Kundzin. Nie doszło jednak do realizacji planu królewskiego, gdyż król ba-wiąc właśnie w Kundzinie ciężko zachorował i po przewiezieniu do Grodna zmarł 12.12.1568 roku.
      W roku 1586 Kundzin pozostawał własnością królewska dawaną w dzierżawę. Jeden z dzierżawców kundzińskich. Hieronim Wołłowicz, pisarz litewski (późniejszy podskarbi lit. a na-stępnie podkanclerzy lit.) z własnej lub króla inicjatywy ufundował kościół i parafię w Kundzinie.
      Król Zygmunt III przywilejem wystawionym w Warszawie 13.01.1593 roku dał na uposażenie kościoła 9 włók. Było to jednak za mało i tenże król przywilejem wydanym w Wilnie 13.03.1602 roku powiększył uposażenie plebana, dając mu dwie włóki wsi Bojary (tj. Orłowicze?), jedną włókę w lasach kundzińskich, daninę żytnią i owsianą (po 30 snopów z włók) od mieszkań-ców wsi Molawica Mała, dawaną do tej pory do kościoła w Sokołdzie, oraz w miejsce kolędy po 4 gr. lit. z każdej włóki na Boże Narodzenie od poddanych z całej tenuty kundzinskiej. Pleban został zobowiązany do utrzymywania rektora szkoły.
      Według późniejszych źródeł do plebana kundzińskiego należało część Orłowicz (w 1789 roku 14 dymów w tej wsi). Projekt uposażenia jezuitów dobrami Kundzin jednak nie poszedł w niepamięć.
      Ojciec Paweł Boksza, wiceprowincjał litewski, przypomniał o tym królowi i uzyskał od niego te dobra. Zygmunt III przywilejami z 14.03.1603 i 22 (lub 27).02.1605 roku przekazał Kundzin na uposażenie nowicjatu jezuitów w Wilnie. W Archiwum Państwowym w Wilnie jest inwentarz dóbr z 1603 roku i opisanie granic z 16. 09.1605. W 1604 roku przeznaczono 250 zł z dochodów Kundzina na utrzymanie domu profesorów św. Kazimierza w Wilnie. Przyjęcie Kundzina od dzierżawców wcześniej mających dożywocie nad nim, nastąpiło dopiero w 1632 roku dzięki staraniom prowincjała litewskiego Mikołaja Łęczyńskiego. Odtąd przez blisko 150 lat Kundzin stał się głównym ośrodkiem oddziaływania religijnego i polonizującego na okolice Grodna i Sokółki. Niewąt-pliwie on wraz z Różanymstokiem dominikanów i Klimówką też należącą do dominikanów przy-czynił się decydująco do wzmocnienia polskości tej części kraju.
      Nowicjusze jezuiccy przyjeżdżający tu na wypoczynek, na ferie letnie, rekonwalescencje byli zobowiązani do katechizowania okolicznego ludu wiejskiego. Była to zarazem ich praktyczna nauka katechizowania. Zapewne dawny dwór po odpowiedniej przebudowie wykorzystano na ich mieszkania. Jezuici zwali go willą a ludność miejscowa klasztorem. Może wtedy zabudowania fol-warczne przeniesiono w inne obecnie miejsce. Jezuici wnieśli tu nowy drewniany Kościół. Kundzin był również miejscem schronienia dla jezuitów wileńskich przed zarazą i działaniami wojennymi.
      W roku 1655 nowicjat wileński uszedł przed nawałą moskiewską do Kundzina, a gdy i tam podeszli Moskale paląc i pustosząc, jezuici uszli do wsi Olszyny pod Łomżą należącej do kolegium łomżyńskiego. W czasie przeprawy przez Narew pod Tykocinem tabor nowicjacki spotkał Szwe-dów, którzy udzielili pomocy i dali dla bezpieczeństwa swą straż. Powrócili 22 kwietnia 1656 roku do Kundzina spalonego i złupionego przez Moskali. Kościół i dwór (willa) ocalał a łupy moskiew-ski komendant Grodna kazał zwrócić rektorowi Janowi Bran
      • Gość: dana33 Re: a po to, by wątek jeszcze bardzie 'ubogacić'. IP: 194.90.65.* 30.10.03, 09:01
        dziendoberek.... to wczorajsze i dzisiejsze dopiero moge wydrukowac za jakies
        pol godzinki (wszyscy cos drukuj w biurze dzisiaj....) a ja sie spoznilam, bo
        mialam panczer od samego rana!!!! dzieki. ale zauwazylam ze tu tez konca
        brakuje.... :)
        • Gość: dana33 Re: a po to, by wątek jeszcze bardzie 'ubogacić'. IP: 194.90.65.* 30.10.03, 09:51
          nu, "ubogac" prosze te watki, bo jak je przegladnelam teraz przed drukiem, to
          przy paru brakuje konca, albo konec zdania, albo moze jeszcze cosik.... bo mnie
          to zostawia tak "w powietrzu" bez konca..... dzieki
    • Gość: babariba i wreszcie do centrum wszechświata... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 31.10.03, 22:33
      ...dochodzimy
      *****
      GRZYBOWSZCZYZNA
      Pojechalem do Grzybowszczyzny zobaczyc swieta cerkiew, swiete drzewa, Doline Jozafata, gdzie sie sad ostateczny odbywal, a przede wszystkim porozmawiac z ludzmi, którzy znali proroka Ilje i byli swiadkami Jego cudów,
      Grzybowszczyzna jest niewielka wsia ? liczy tylko szesnascie zagród. Ziemia tu licha, gospodarstwa nieduze, ludzie zyja ubogo. Dookola lasy i piaszczyste pagórki. Do najblizszego przystanku PKS idzie sie ze wsi kilkanascie kilometrów. We wsi duzo drzew, galezie przeslaniaja i domy, i niebo, Spokojnie tu i zacisznie niczym w gaju oliwnym. Na ulicy kury i prosiaki szukaja sobie zeru, pod plotami bawia sie bose dzieci. Za wsia, w lasku, widac nieduza murowana cerkiew ? dzielo proroka Ilji.
      Bez trudu znalazlem chate soltysa. Sam soltys byl w miescie, wrocil do domu dopiero wieczorem. Rozsiadl sie za stolem, wykrecil knot lampy, zdmuchnal ze stolu okruszyny chleba. Obejrzal moja delegacje, chuchnal kilka razy w pieczatke, podstemplowal z namaszczeniem.
      ? To pana interesuje ten nasz prorok... Ilja... ? mówil, jakby nie dowierzajac, ze w takiej sprawie mozne isc piechota kilkanascie kilometrów i to ze sluzbowa delegacja w kieszeni. Polozyl rece na stole i z powaga, z jaka rozmawia sie w sprawach urzedowych, zaczal wyjasniac;
      ? Zaczelo sie to jeszcze przed pierwsza wojna swiatowa. Mieszkal tu na kolonii w lesie Eliasz Klimowicz, stary, nieuczony chlop. Kobyle mial stara, wóz na drewnianych osiach. Wszyscy mieli juz wozy na zelaznych osiach, a on ? na drewnianych. Zapozniony byl. Umial troche czytac, ale pisac prawie nic.
      I byl wtedy we wsi taki jeden bandzior, nazywal sie Póltorak. Rabowal ludzi, grozil zabójstwami, zadal wysokich okupów. Nawet carscy zandarmi nie dawali mu rady. Dokuczal on i staremu Eliaszowi, bo to las, kolonia, latwo takiego bylo przestraszyc, przesladowac. W tym czasie gdzies tam az w Kronsztadzie mieszkal taki pop-cudotworca, Joan Kronsztadzki, Do tego Joana poszedl Eliasz prosic, zeby ratowal ludzi przed Póltorakiem. I tak jakos wyszlo, ze w tym akurat czasie jeden chlop, którego dom Póltorak rabowal, podczas rabunku ? zabil bandyte. Ale ludzie zamiast dziekowac temu, co zabil, dziekowali Eliaszowi: ze niby to Joana pomoc, ze Poltorak zginal.
      I to przynioslo Eliaszowi slawe. A jeszcze slawniejszy stal sie wtedy jak zaczal budowac we wsi cerkiew. Licho wie, skad mial pieniadze. Ludzie gadaja róznie, mówia na przyklad, ze od Joana Kronsztadzkiego. Podobno ten pop mial takiego bzika ? od jednych bral, drugim dawal. Duze pieniadze w ten sposób rozdawal.
      No i zaczal Eliasz budowac tutaj cerkiew. Ale przyszla wojna, co zbudowal ? zburzono, a ludzi wywieziono do Rosji. Po powrocie nie mieli pieniedzy na cerkiew ? ludziom braklo chleba, u Eliasza tez sie nie przelewalo. A do tego na wznowienie budowy polskie wladze nie dawaly zezwolenia, budowano tu wtedy koscioly, nie cerkwie. Eliasz jezdzil gdzies, pisal podania, dochodzil praw. Zaczal sprzedawac nawet pole, zeby koszty oplacic. I widzi pan: dopial swego. Zezwolili mu nie tylko dalej budowac, ale i organizowac kwesty w prawoslawnych parafiach. Kobiety z Grzybowszczyzny i innych wiosek chodzily od parafii do parafii, zbieraly pieniadze na wykonczenie cerkwi. Opowiadaly przy tym niestworzone rzeczy o Ilji i Grzybowszczyznie. I ciemni ludzie zaczeli wierzyc, ze niby w Grzybowszczyznie biblijny prorok Ilja zmartwychwstal czy zszedl z nieba, ze cerkiew cudem z ziemi wyrosla i wiele innych takich bajek. Wierzyli i szli tlumami. Oj, panie, co tu się dzialo... Apostolów róznych ile sie znalazlo; apostol Bielski, apostol Kobrynski, Jan Bogoslow... Czort ich wszystkich spamieta.
      Soltys machnal reke na znak, ze o tym, co bylo dalej, woli nie opowiadac.
      ? A prorok... Czy jeszcze zyje? ? spytalem.
      ? W 1940 roku, za wladzy radzieckiej, wyjechal na wschód i juz nie wrócil. Stary byl przeciez, kolo siedemdziesiatki... ? wyjasnil.
      ? A z rodziny nikt nie pozostal? Może dzieci albo wnuki?
      ? Nikt. Syn po pierwszej wojnie zostal w Rosji, prawdopodobnie tez juz nie zyje. Jest tu jego wnuczka ? Soltys usmiechnal sie, spogladajac na krzatajaca sie w milczeniu przy garnkach kobiete.
      ? To moja zona ? wyjasnil ? Ale nie rodzona wnuczka ? dodal. ? Jej matka byla pasierbica Ilji.
      Weszly jakies kobiety. Stanely w drzwiach prowadzacych do pokoju i przysluchiwaly sie rozmowie.
      ? Wy nic, dziadzka, nie gadajcie ? powiedziala jedna z nich do soltysa. ? Ilja byl swiety czlowiek, i juz. On robil cuda.
      ? A jaki tam swiety ? oburzyl się Soltys. - Glupi muzyk, jak i inni. Swiety - Ironizowal - albo to tylko on byl tu swiety? Bylo ich do czorta. Tu byl panie jeszcze lepszy zulik, taki Regis - tez swiety. Mówil, ze Jest carem Mikolajem, i niektórzy w to nawet uwierzyli
      ? Ten, prawda, to juz zaden swiety ? wtracila druga kobieta. - Co to za swiety: Tolki chlau i baby dupczyu...
      ? Nie mów tak! ? syknela sasiadka i wskazala mnie glowa: ? Patrz... on wszystko zapisuje.
      - Tacy oni tam wszyscy byli swieci jak ten Regis ? zakonczyl soltys, zabierajac sie do podanej na stól kolacji.
      • Gość: dana33 Re: i wreszcie do centrum wszechświata... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 31.10.03, 22:37
        wow, dzieki. widze, ze mam juz "ksiazeczka" zlozona z ponad 20 stron!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka