Gość: babariba
IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl
28.10.03, 14:43
jest to opowieść Włodzimierza Pawluczuka, kiedyś chłopaka od wszystkiego w jednej z podlaskich parafii prawosławnych, potem dziennikarza lokalnej prasy, a jeszcze później przez wiele lat profesora socjologii i wykładowcy ASP w Krakowie, dziś znowu 'wróconego' do Białegostoku
**********
(a te różne dziwne znaczki w trójk ątnych nawiasach, są elementem formatu netowego, którego mi się tutaj nie chce zdejmowac, sorrutki)
**********
WIERSZALIN, REPORTAŻ O KOŃCU ŚWIATA
Chata jak chata - niska, murszejąca, stodoła też wiekowa, pługi brony, chylące się płoty, zagroda jak inne we wsi, może tylko trochę biedniejsza, cichsza. Stara kobieta pośrodku gumna, kuśtykając na drewnianej protezie, grabi rozwleczone siano.
- Dzień dobry... - zaczynam.
Spojrzała krótko, odwróciła spłoszone oczy - grabi dalej, ledwo odburknąwszy pozdrowienie. Przygarbione plecy, głowa omotana chustką, długa spódnica przysłaniająca cześć protezy. Pracuje, jakby mnie nie było, jakbym nie stał oto za nią i nie czekał... może tylko ciut zawzięciej grabi, to wszystko. I nie można chyba powiedzieć komuś dobitniej, że jest niepożądany - niż właśnie w ten sposób: starannie pracując, nie mówiąc ni słowa, nie spojrzawszy nawet spod brwi.
- Chcę porozmawiać z panią o pewnej sprawie...
Nic, grabi dalej.
- Nie zajmę dużo czasu...Nie odpowiada. Grabi.
- Jestem dziennikarzem... Interesuje mnie...
- Nima tu żadnego interesu - odpowiada wreszcie, ale gniewnie nie przerywając roboty, nie odwracając głowy.
- To sprawa, dawna, sprzed wielu lat... - uspokajam.
- Jak dawna, to do sołtysa. Ja o dawnych sprawach nic nie wiem - wzrusza ramionami, nie odrywając oczu od siana.
- Wiecie, na pewno wiecie... - mówię jak najprzyjaźniej. - Chciałbym porozmawiać o Ilji.
- Jakim Ilji?
- No - o świętym...
- To idźcie do cerkwi... tam obrazy...batiuszka.
(p)- Ale mnie chodzi o Ilję Grzybowskiego... z Grzybowszczyzny... Toż znaliscie...
(p)- Grzybowszczyzna? To gdzieś pod Krynkami... Tam pytajcie. - I nagle odwraca sie, grabie nieruchomieją na moment, ona zaś spojrzawszy badawczo, z napięciem, pyta krótko:
(p)- A co... zmartwychwstał?
(p)- Nie - mówię - nie zmartwychwstał. Ale...
(p)Opuszcza głowę, grabi dalej, każdy ruch wymierzony; starannie zaczęty, starannie dokończony. I znowu jakby mnie nie było.
(p)- To były ważne sprawy... - próbuję jeszcze.
(p)- Jakie sprawy! - ucina - żadnych spraw nie było!
(p)W swojej kronice parafialnej diak Marczuk zapisał kiedyś:
(p)(i)"We wsi Ciełuszki jedna z sekciarek, Olga D., niewiasta 24-letnia, zrzuciła z siebie ubranie i naga, bez sukni i koszuli, biegała ulicą nawołujac "Kajajcie się", a następnie powybijała okna w swoim domu i domach innych sekciarzy. Oni poczatkowo nie sprzeciwiali się. I tak na przykład u Jana D. tłucze szkło gołą ręką, z ręki krew tryska strumieniem, a ona śpiewa na cały głos: "Preobrazilsia Jesi na gorie...". W kilka dni później, krzycząc: "Koniec wszystkiemu staremu!", zaczęła łamać krzyże cmentarne i burzyć ogrodzenie - na cmentarzu w Puchlach ostały sie zaledwie trzy krzyże, których nie mogła obalić. Wreszcie współsekciarze zakuli ją w żelazną obręcz, obręcz łancuchem przymocowali do ściany i tak, nieszczęsna, już cały rok, od lipca 1932 roku. stoi na uwięzi. Czasem w dni świąteczne sekciarze idą do niej śpiewać piesni nabożne - ona miota się na łancuchu i przeklina ich obelżywymi słowami, ale oni mają ją za świętą, ponieważ jak twierdzą, w przeciągu 34 dni jadła tylko trzy razy..."(/i)
(p)Ciełuszki leżą w bielskim powiecie nad rzeką Narwią. Przez czterdzieści lat wiele wody upłynęło w Narwi, notatki Marczuka wyblakły, wielu umarło, wielu się narodziło. W czasie wojny rozerwał się za stodołą pocisk, zabiło męża Olgi, ją okaleczyło. Mieszka teraz i gospodarzy z matką, osiemdziesiecioletnią staruszką. Sąsiedzi traktują ją zwyczajnie, jakby nigdy nic. Jedna z sąsiadek spytała raz Olgę, czy pamięta czasy nawiedzenia, czy wie, dlaczego to wszystko robiła. Usłyszała na to: "Tak widać trzeba było".
(p)Ale ze mną nie chce rozmawiać. Jestem nieznajomym. Intruzem, wyglądam na urzędnika z miasta, który przyszedł rozgrzebywać sprawy umarłe, zakończone. Nie ufa mi - nie wierzy, ze chcę zrozumieć tamten dramat, jest przekonana, ze wypytuję, aby potem ośmieszyć, wyszydzić. A może gorzej...
(p)Prawosławne okolice, w których pod wodzą proroka Ilji rozkwitł w okresie międzywojennym sekciarski ruch odnowienia, były jednocześnie terenem intensywnej działalności społecznie radykalnych rewolucyjnych organizacji - KPZB, "Hromada", NPCh posiadały tu w każdej nieomal wsi dziesiątki swych członków i zwolenników.
(p)Jak było możliwe to współistnienie skrajnego fanatyzmu religijnego z postawą walki, ideą rewolucji? Jak możliwe było w ogóle istnienie w naszym światłym dwudziestym stuleciu tak naiwnej, prostodusznej, a zarazem tak fanatycznej wiary w boga - człowieka, proroka Ilję z Grzybowszczyzny, w jego cuda, w jego posłannictwo i zbliżający się sąd ostateczny, na którym on, Eliasz Klimowicz z Grzybowszczyzny, miał sądzić ludy świata? Co znaczyło opętanie Olgi D. i wielu innych jej podobnych?
(p)Myśli o końcu świata nawiedzają z reguły ludzi, którzy są świadkami upadku ich własnej kultury będącej dla nich do niedawna Absolutem. W tradycyjnej kulturze ludowej to, co nasze, nie wymaga wyjaśnien ni uzasadnień, jest samo przez się oczywiste, słuszne, naturalne, prawdziwe. Nikt tu nie pyta, dlaczego u nas jest tak, jak jest, pyta natomiast, dlaczego u innych jest inaczej aniżeli u nas. Świat tradycyjnej kultury ludowej był dla ludzi w tym świecie jedyny, wieczny, niezmienny...
(p)Jeden z naszych etnografów pisał kiedyś, iż mieszkańcy polskiej wsi uważają Niemców i całą ich kulturę za gorszą z tej prostej przyczyny, że Niemcy na konia mówia Pferd. podczas gdy wiadomo, że koń jest po prostu koniem, a nie jakimś tam Pferdem. Własna kultura wydawała sie chłopom w tradycyjnej wsi czymś tak naturalnym, że niejednokrotnie nie wyobrażali sobie, by gdziekolwiek na świecie chłop mógł żyć, myśleć i rozmawiać inaczej. Wankowicz wspomina w (i)Szczenięcych latach(/i) o znajomym ziemianinie, który swego zasłużonego leśnika postanowil wysłać na starość na kurorty do Niemiec. "A po jakiemu ty tam bedziesz rozmawiał w Niemczech?" - spytał pan chlopa. ,,A ciz tam, panoczku, muzykou nie ma?" - odpowiedzial chłop pytaniem.
(p)Jest w życiu człowieka taki okres, który psychologowie nazywają "odkryciem jaźni". Młody człowiek wychodzi nagle poza czystą podmiotowość doznań i postrzega siebie jako przedmiot wsród innych przedmiotów. Uświadamia sobie nagle, że jest jednym spośród wielu ludzkich istnień, że jego "Ja" zajmuje określone miejsce w czasie i przestrzeni, że miało swój początek i bedzie miało koniec - odkrycie to najczęściej jest bardzo przykre, towarzyszy mu bowiem pojęcie całego dramatyzmu życia. Młody człowiek uświadamia sobie swa znikomość, odrębność, śmiertelność, swą "przedmiotowość".
(p)Podobne kryzysy świadomości sa udziałem całych grup kulturowych. Świadomosc ludowa była świadomością ahistoryczną.
(p)Wszystko co jest, miało swój początek "onego czasu", gdy Pan Bóg chodził po świecie i uczył ludzi różnych mądrych i dobrych rzeczy. Od tego czasu wszystko jest jak jest, i nic się zmienić nie może do końca świata. Po to bowiem, by zrozumieć możliwość zmiany, trzeba uświadomić sobie najpierw swą "przedmiotowość". a wiec to, że nasze dzisiejsze życie, zwyczaje i język nie są ani jedyne, ani najlepsze, że świat - to wielość kultur mających swą historię, swój początek, zmieniajacych się i rozwijających. Jeśli taka nowa refleksyjna swiadomość się narodzi, grupa etniczna traci swój dotychczasowy charakter i przeobraża się w grupę narodową. Grupa etniczna, czyli tradycyjna grupa chłopska, nie jest narodem, nie posiada bowiem tego, co jest trzonem wszelkiej świadomosci narodowej - idei własnej historii. Była ona poza narodem - to znaczy poza ta strukturą zbiorowej samoświadomości, która tworzy naród - mamy tu bowiem na myśli fakty świadomościowe. a nie jakieś inne