puzzle33
06.02.08, 10:17
Od niedawna mam nowych sąsiadów, dla których dokuczanie mi na różne,
wyrafinowane sposoby stanowi jedną z rozrywek. Przy czym swoją,
często okrutną złośliwość przemycają tak sprytnie, że trudno byłoby
im udowodnić cokolwiek przed służbami porządkowymi.(Zalali moje
ukochane kwiatki na balkonie paskudztwem, po którym do dzisiaj
chorują).
Otóż zdarzyło się, że ci sami ludzie udzielili mi nieproszeni
istotnej pomocy; uchronili moje auto przed dewastacją, może nawet
kradzieżą. Oczywiście grzecznie podziękowałam, ale nie umiem już
patrzeć na nich inaczej niż przez pryzmat wcześniejszych bezeceństw
i jak nauczyło mnie doświadczenie, im będę się od nich dalej
trzymać, tym dla mnie lepiej.
Niemniej odczuwam dyskomfort, którego natury i źródeł nie rozumiem.
Doświadczyliście podobnego stanu? Jak postępowaliście w podobnej
sytuacji?