teresa104
02.02.08, 18:12
Przypadkiem zajrzałam na to forum. I się narobiło.
Od początku: na imię mam Teresa, po żebrach obwód 75 cm i nie chce
być inaczej, po górkach, w zależności od fazy cyklu 89-95.
Mam lat trzydzieści z okładem, i wieczny problem ze stanikami. Od
kiedy pamiętam ich noszenie traktowałam jak karę. Zakładam je z
musu, zdejmuję jak tylko mogę najprędzej. Mam kilka sztuk, ale
toleruję tylko jeden - one size Triumph, taki myk rozciągliwy,
przytrzymywacz. Reszta w rozmiarze, domyślacie się już, 75B.
Po lekturze paru wątków pognałam do komody. Przymierzam te moje
narzędzia tortur i, kurdę, nawet bez przymierzania wiem, gdzie który
stanik bordowo mi się odciśnie.
Ale zrobiłam eksperyment - rozgięłam drut jednego z nich,
przyłożyłam pod pierś i poczułam... że nie czuję! Że nie czuć tego
pieprzonego drutu, kiedy on jest we właściwym miejscu! A do tego
cycek pięknie wtedy wypełnia miskę. O jego nowym, zaskakującym i
ŁADNYM kształcie nie mówię - w końcu eksperymentowałam na rozgiętym
drucie i starganej koronce.
Teraz wyszło na to, że ja wcale nie jestem płaska, nie mam cycków
jak lisie pyszczki!
Zamówiłam przez internet dziwny cyconosz 70E. Na próbę. NIGDY
świadomie nie kupiłabym takiego rozmiaru.
Jak nie będzie pasował, to Wam go spylę za pół ceny. A sama nadal
będę chodzić bez stanika. Przywykłam.
Pozdrawiam serdecznie! Teresa